Zbiórki

ArtykułDlaczego pacjenci onkologiczni zakładają zbiórki, skoro leczenie jest dostępne na NFZ?Alivia Onkofundacja Czytaj artykuł
Robert Zapalski, Mogilany

Pomoc w zakupie nierefundowanych leków onkologicznych

Szanowni Państwo, Mam na imię Robert. Mam kochającą się rodzinę, cudowną żonę i dwoje wchodzących w dorosłość dzieci. Mam 52 lata, i od 5 lat choruję na raka nerki. Facetowi w moim wieku nie jest łatwo prosić o pomoc. Do tej pory, jak większość z Was, z problemami radziłem sobie sam. Tak było również przez ostatnie 5 lat leczenia onkologicznego. Przeszedłem już 4 operacji związanych z rakiem i przerzutami, 4 terapie leczenia oknologiczego (sutent, immunoterapia -niwomulab, kabozantynib i belzutifan), oraz kilka razy radioterapię kręgosłupa, płuc i głowy. Leczenie i zabiegi przez lata pozwalały mi prawie normalnie żyć i cieszyć się dniem codziennym. Można powiedzieć, że nawet przyzwyczailiśmy się do pobytów w szpitalach, leczenia i łączenia tego z życiem rodzinnym. Niestety każda z terapii po jakimś czasie przestawała być skuteczna, a niektóre, nawet te najnowocześniejsze nie powstrzymują progresji choroby. W tej chwili leczenie refundowane przez NFZ nie przewiduje kolejnych, dających nadzieję terapii. Przeszedłem szereg konsultacji w kraju i za granicą. Znaleźliśmy zrozumienie i szansę na terapię, która da szansę na kolejne czas z bliskimi. Leczenie skojarzone dwoma lekami. Nadal mam w sobie moc, żeby stawić czoła chorobie. Dlatego, aby się ratować, zmuszony jestem samodzielnie zaopatrywać się w leki. Koszt terapii to około 2 tys. zł na miesiąc. Zwracam się o pomoc w finansowaniu mojej terapii i przekazanie na ten cel 1,5% waszego podatku.

33 813 zł z 20 000 zł
169%
Sylwia Bereza, Kraków

Pomóż mi przetrwać trudny czas

Z pokorą i łzami w oczach zwracam się do Was z prośbą o pomoc. Nie jest mi z tym łatwo, bo do tej pory dawałam sobie jakoś radę sama. Niestety w tym roku, w wieku 36 lat zachorowałam na ostrą białaczkę limfoblastyczną. Po otrzymaniu diagnozy odszedł ode mnie partner, ojciec mojego 9-letniego syna. Podczas mojego pobytu w szpitalu rozwiązał umowę na wynajem mieszkania, w którym razem mieszkaliśmy… Po wyjściu ze szpitala nie mam gdzie się podziać. Nie mam pieniędzy na dalsze życie, ponieważ w czerwcu skończyła mi się umowa o pracę. Na tę chwilę nie otrzymuję żadnych świadczeń, a niestety nie mogę pracować, jestem w trakcie leczenia i czekam na przeszczep szpiku. Dlatego decyzja o zbiórce nie była łatwa, ale jest konieczna. Proszę, a wręcz błagam o pomoc i za każdą najmniejszą wpłatę jestem wdzięczna! Powoli się poddaję, a przecież muszę żyć i być silna dla moich dzieci...

33 603 zł z 25 000 zł
134%
Izabella Olszewska, Gorzów Wielkopolski

Udało się osiągnąć cel zbiórki!

Proszę o nieprzekazywanie darowizn, udało się osiągnąć cel zbiórki! ------------------------------ Nazywam się Izabella Olszewska. Mam 50 lat, od ćwierć wieku tego samego męża Maćka, od prawie 22 lat jesteśmy rodzicami cudownej córki Emilii. Zawodów mam kilka - moje dwa ulubione to oligofrenopedagog i psychoterapeuta. Kolejność chronologiczna. Nie chcę przedstawiać swojej smutnej historii... Skoro pojawiam się tutaj, to znaczy, że w moim ciele pojawił się pasożyt - rak jajnika. Niedawno określiłam proces leczenia jako wspinanie się po drabinie. Pierwszym szczeblem była diagnoza - 17 września 2021 r. - stopień zaawansowania IIIC, kolejnym - rozległa operacja, po miesiącu ciężka półroczna chemioterapia - osiągnęłam częściową remisję. Po pokonaniu wielu problemów wspięłam się na kolejny szczebel - zostałam zakwalifikowana do nowoczesnej terapii podtrzymującej remisję w ramach programu lekowego, ale jednocześnie nie mogę już kontynuować refundowanej terapii lekiem, którego otrzymałam łącznie 7 cykli (całość kuracji 18 cykli). I właśnie do tego potrzebuję Waszej pomocy. Konieczne jest dalsze łączne podawanie tych dwóch preparatów o udowodnionej w badaniach klinicznych skuteczności. Tylko w ten sposób mam szansę na długotrwałą remisję i powrót do normalności. Na całą kurację tym lekiem potrzebuję 65 tysięcy.

32 980 zł z 25 000 zł
131%
Magdalena Karos, Warszawa

Rekonstrukcja utraconej piersi

Mam na imię Magda i jestem Amazonką od 7 lat. Nigdy nie myślałam, że będę musiała prosić o wsparcie. A jednak życie pokazuje, że czasem trzeba zapomnieć o dumie i zwyczajnie poprosić. 25 października 2012 roku usłyszałam diagnozę: „Rak piersi ”. Mój świat zawirował wtedy. Może powinnam się tego spodziewać, bo moja Mama i Babcia zmarły na raka piersi. Nie dopuszczałam jednak myśli, że mnie to spotka. Przeprowadzone u mnie badania genetyczne nie wykazały mutacji w kierunku raka piersi. A jednak stało się! Mam nadzieję, że u mnie będzie inaczej i będę mogła cieszyć się długim życiem. Pozwolę sobie napisać kilka słów o przebytej chorobie. To był dla mnie bardzo trudny czas. Na samym początku jest szok, że tracę pierś. Jednakże bardzo mądry doktor w Centrum Onkologii powiedział: „Ale my tu ratujemy Pani życie!”. Te słowa bardzo mnie otrzeźwiły i przestałam płakać, że tracę jeden z atrybutów kobiecości. Później straciłam kolejne - włosy, brwi i rzęsy, gdyż zostałam poddana chemioterapii. Pamiętam, że wtedy walczyłam o zachowanie swojej kobiecości i codziennie robiłam mocny makijaż. Nie robiłam go tylko, jak chemia zwalała mnie z nóg. Mimo, że codziennie patrzyłam na siebie w lustrze, wyparłam z pamięci mój wygląd. Mam tylko jeden obraz z tego okresu, jak stoję pod prysznicem taka wychudzona, łysa, bez piersi, bez brwi i rzęs i spoglądam w lustro naprzeciwko mnie i mówię do siebie: „I tak jesteś piękna”! Kolejnym etapem była radioterapia, nie tak ciężka jak chemioterapia, ale zostawiła ślady na mojej skórze. O przebytej chorobie staram się już nie myśleć i nie wracać do niej. Cieszę się, że żyję! Jak wstaję rano i czuję się dobrze, to dla mnie jest już wystarczający powód do bycia szczęśliwą! Cieszą mnie małe radości dnia codziennego. Często uśmiecham się do ludzi, bo mam potrzebę przekazywania mojej pozytywnej energii. Podczas mojej choroby wspierało mnie mnóstwo ludzi! Dziękuję i proszę o dalsze wsparcie. Zebrane pieniądze chcę przeznaczyć na rekonstrukcję mojej utraconej piersi.

32 398 zł z 30 000 zł
107%
Edyta Wiewiór, Rumia

Rak to nie wyrok, mam dla kogo walczyć i będę - do samego końca.

Nazywam się Edyta, mam 39 lat, jestem mamą 12-letniego Wojtka i 3,5-letniej Aleksandry. Do listopada 2021 r. dni mijały jak zawsze, raz świeciło słońce, raz padał deszcz, ale zawsze byliśmy szczęśliwi, radośni i cieszyliśmy się z tego, co przyniósł nam dzień. We wrześniu córka zaczęła chodzić do przedszkola, a ja przygotowywałam się do powrotu do pracy z urlopu wypoczynkowego. Zrobiłam kontrolne badania, a USG piersi było ostatnim, które postanowiłam wykonać trochę wcześniej niż zalecił lekarz - nie w lutym, a w listopadzie. 9.11.2021 r. lekarz przykładając głowicę, zamilkł, trwało to chwilę, więc nie zadawałam pytań, tylko czekałam i usłyszałam coś, czego nikt nie chciałby usłyszeć: "Ma Pani w prawej piersi guza złośliwego,13 mm, BIRADS 5. Jak najszybciej proszę założyć kartę dilo i zgłosić się do UCK w Gdańsku, zanim pandemia koronawirusa rozszaleje się i zamkną oddziały". Wszystko, co dotychczas było poukładane, rozpadło się na miliony kawałków, jak lustro w naszym przedpokoju kilka dni wcześniej. Nie wiedziałam w tym momencie, jak wyjść z gabinetu, co zrobić, po prostu popłakałam się z niemocy. Jak powiem o tym mężowi, dzieciom? Pięć dni później byłam na pierwszej wizycie u onkologa. Otrzymałam skierowanie na pakiet badań. Wynik biopsji: Rak złośliwy piersi GRADE-3, TNBC potrójnie ujemny, Ki67 75%, Her2 (-), ER(-), PR(-). Płacz, niedowierzanie, bezsilność. Konsultowałam wyniki z innymi lekarzami, nawet prywatnie. Kolejne badania Pet, MRI tylko pogłębiały diagnozę, rak powiększał się, z jednoogniskowego stał się dwu, trzyogniskowy i pojawiło się kolejne ognisko czwarte w piersi lewej. 12.01 2022 r. (w dzień 12-stych urodzin syna) otrzymałam już pierwsza dawkę chemii. Zalecono 12 chemii białych i 4 czerwone. Teraz dni są inne niż zawsze, na nowo staram się to zaakceptować, ale chciałabym, aby było jak przed diagnozą. Miałam wrócić do pracy, mieliśmy w końcu całą rodzinką pojechać na wakacje, na pierwsze wakacje naszej córeczki, wyremontować choć trochę mieszkanie. Miałam namalować kilka obrazów, spełnić się w tym, co kocham. A teraz jakby czas się zatrzymał, nie pracuję, nie maluję, nie spędzam tyle czasu z dziećmi jak wcześniej, gdyż chemia pokazała mi, jak może zawładnąć moim ciałem i życiem. Dojazdy na leczenie są długie i kosztowne, kremy, balsamy, leki, wizyty u lekarzy też niemało kosztują, prawidłowe i zdrowe odżywianie jest sporym wyzwaniem, odpowiednia odzież, bielizna pooperacyjna, peruka, protezy piersi, które będą niezbędne, zaopatrzenie higieniczne i wiele innych rzeczy, o których nie mam jeszcze pojęcia. Ale dziś jedno już wiem, ON ze mną nie wygra, bo to ja go pokonam, a nie on mnie!!! Jestem silna i nie poddam się!!! Zrobię to dzięki Wam, dla moich dzieci i mojego kochanego męża, który zawsze jest ze mną, na każdej wizycie, badaniu. Z góry serdecznie dziękujemy za Wasze wsparcie. Edyta, syn Wojtek, córka Aleksandra i kochany mąż Władziu.

32 319 zł z 30 000 zł
107%
Małgorzata Dulęba, Bydgoszcz

Czerniak - taki mały, a taki złośliwy

Mam na imię Małgosia i mam 37 lat. Moja historia rozpoczęła się 3 lata temu, kiedy pod sercem nosiłam córeczkę, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam. Cieszyłam się pięknym czasem. Wiadomość przyszła krótko po porodzie. Okazało się, że węzeł chłonny w lewej pachwinie wielkości kurzego jajka zajęty jest przez czerniaka. Przerzut... Skąd? No właśnie, dobre pytanie! Przerzut czerniaka bez czerniaka. Okazuje się, że to możliwe. Obecnie jestem po operacji limfadenektomii pachwinowo-biodrowo-zasłonowej oraz rocznym leczeniu uzupełniającym dabrafenibem z trametynibem. Jestem pełną energii matką dwójki dzieci w wieku 10 i niespełna 3 lat. Kochamy góry, zwłaszcza Tatry. Abym mogła zapomnieć w miarę możliwości o chorobie i patrzeć z optymizmem na każdy kolejny dzień, niezbędna jest codzienna profilaktyka przeciwobrzękowa. Uciskowe pończochy, rehabilitacja, masaże będą mi towarzyszyć już do końca życia.

31 595 zł z 10 000 zł
315%
Ewa Kukuła, Poznań

Proszę o pomoc w finansowaniu kosztów leczenia

Mam na imię Ewa. Mam 48 lat, jestem mężatką oraz mamą. Mam jedną córkę, która od 2020 roku choruje na stwardnienie rozsiane. Jeszcze niedawno byłam wesołą, uśmiechniętą i pogodną osobą, kochającą taniec, przyrodę i długie wędrówki po górach. Moje życie zmieniło się w 2017 roku, kiedy to na chorobę nowotworową zachorowała moja mama. Rok później zachorował także tata. Podczas choroby taty sama opadałam z sił i czułam się coraz gorzej. W 2019 roku, po długim oczekiwaniu na właściwą diagnozę, okazało się, że zachorowałam na chłoniaka grudkowego. W sierpniu 2019 roku przeszłam wielonarządową operację Whipple’a, a w październiku rozpoczęłam chemioterapię, którą przechodziłam bardzo źle. Przyniosła ona jednak wyczekiwany rezultat, doszło do remisji choroby. Obecnie jestem w trakcie chemioterapii podtrzymującej. W trakcie leczenia przyznano mi grupę inwalidzką w stopniu znacznym oraz rentę rehabilitacyjną. W 2020 roku pojawiły się komplikacje ze strony układu pokarmowego. Od tamtej pory jestem w trakcie leczenia gastrologicznego, hematologicznego i onkologicznego. Wizyty lekarskie oraz przyjmowane przeze mnie leki pochłaniają połowę naszego domowego budżetu. Mąż stracił zatrudnienie z powodu częstych nieobecności w pracy spowodowanych opieką nade mną. Pomoc materialną, o którą Państwa proszę, chcę przeznaczyć na moje leczenie: badania, wizyty lekarskie, dojazdy do specjalistów oraz leki, które przyjmuję na co dzień. Nie przypuszczałam, że w moim życiu przyjdzie kiedyś taka chwila, że będę potrzebowała pomocy materialnej innych ludzi. Obiecałam tacie, że będę walczyć... Walczę każdego dnia, kiedy borykam się z różnymi przeciwnościami losu. Wierzę, że nadejdzie kiedyś taki czas, w którym wrócę do pełni sił i dobrego samopoczucia. Aniołów w niebie już mam, teraz potrzebuję aniołów na ziemi. Mam nadzieję, że są wokół mnie ludzie, którym mój los nie pozostanie obojętny... Za każdą pomoc z całego serca DZIĘKUJĘ! Ewa

31 487 zł z 25 000 zł
125%
Maria Chachulska, Gdansk

Rak piersi - leczenie i rehabilitacja

Mam na imię Maria i mam 68 lat. Jestem mamą i babcią wspaniałych dzieci i wnuków. Chociaż jestem na emeryturze, to pracuję jeszcze na pół etatu. Choroba, którą zdiagnozowano u mnie w lutym 2024 roku, zmieniła moje życie. W badaniu mammograficznym, które wykonuję co dwa lata, wykryto raka piersi. Po biopsji okazało się, że jest to rak zrazikowy, który jest trudny do wykrycia, ponieważ nie formuje się w postaci guza, lecz układa się w cienkie pasma. W początkowej diagnozie wydawało się, że choroba jest na wczesnym etapie rozwoju, lecz im dalej w las, tym więcej drzew... Po operacji oszczędzającej pierś wykonano u mnie również całkowite wycięcie węzłów chłonnych, które w dużej części były zaatakowane przez komórki rakowe. Po operacji przeszłam 4 chemie tzw. czerwone i 12 tzw. białych, a następnie 12 naświetlań (radioterapia), które zakończyły się w grudniu 2024 roku. Obecnie staram się doprowadzić mój organizm do w miarę dobrego funkcjonowania, stosując dietę i suplementy, a także lekarstwa. Zalecana jest również kontynuacja leczenia lekiem, który w moim przypadku nie jest refundowany, a jego miesięczny koszt przekracza moje zdolności finansowe. Lek ten powinno się przyjmować przez około 2 lata, miesięczny koszt dawki to około 7 tysięcy złotych. Dlatego też proszę o finansowe wsparcie w tak trudnej walce, którą podjęłam i mam nadzieję wygrać. Będę wdzięczna za każdą wpłatę, dziękuję.

31 412 zł z 30 000 zł
104%
Wiktoria Ficek-Ornatowska, Katowice

Gram o życie i czas

Mam 33 lata i choruję na potrójnie ujemnego raka piersi – najbardziej agresywny i trudny w leczeniu podtyp tej choroby. Diagnozę usłyszałam w październiku, tuż po wakacjach. Choroba zdążyła dać przerzuty do węzłów chłonnych lewej pachy, a lekarze podejrzewają także zajęcie węzła chłonnego piersiowego wewnętrznego. Chciałabym jeszcze pożyć i pokazać moim bliźniakom świat, zarazić ich swoimi pasjami, otoczyć miłością i bezpieczeństwem. Pokazać im, że życie może być trudne, ale i piękne zarazem. Do tego potrzebuję jednak siły i zdrowia. A tego drugiego zabrakło. Za mną 12 cykli białej chemioterapii i 2 cykle czerwonej, a przede mną jeszcze 2 kolejne. Następnie czeka mnie operacja oszczędzająca pierś oraz usunięcie wszystkich węzłów chłonnych z lewej pachy, co będzie wymagało długiej i wymagającej rehabilitacji, aby moja lewa ręka była jak najbardziej sprawna. Leczenie niesie ze sobą wiele skutków ubocznych, dlatego potrzebne jest wsparcie dodatkowych specjalistów, którzy pomagają organizmowi odzyskiwać siły i bezpiecznie przechodzić terapię. Przy tym typie nowotworu możliwości leczenia są ograniczone, a ryzyko nawrotu bardzo wysokie. Po zakończeniu terapii będę wymagała stałej kontroli i licznych badań, aby w razie wznowy zareagować jak najszybciej. Każde wsparcie i przekazanie 1,5% podatku daje mi realną szansę na dalsze bycie w grze.

30 501 zł z 20 000 zł
152%
Elżbieta Zaborna, Nowa Wieś

Prośba o wsparcie na pokrycie kosztów leczenia ❤️

Mam na imię Ela, w kwietniu bieżącego roku zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór piersi (G3 wysoki stopień złośliwości histologicznej). Świat zawalił się po raz kolejny, jak wtedy, gdy 14 lat temu otrzymałam diagnozę SM (stwardnienie rozsiane). Nigdy się jednak nie poddałam i nie poddam, choć epizody depresyjne próbowały mnie pokonać.Jestem mamą dwóch cudownych nastolatków, to najlepsza motywacja do walki i pokazania chłopakom, co w życiu ważne. W maju przeszłam operację oszczędzającą pierś oraz biopsję węzła wartowniczego. Obecnie jestem w trakcie wycieńczającej chemioterapii. Przede mną jeszcze długie wieloletnie leczenie onkologiczne i hormonalne. Trudno jest prosić o pomoc... Niestety od czasu operacji jestem zbyt słaba, by pracować zawodowo, dlatego zwracam się z ogromną prośbą o wsparcie mojej zbiórki na pokrycie kosztów związanych z leczeniem, nierefundowanymi badaniami i wizytami oraz licznymi dojazdami do placówki onkologicznej w sąsiednim mieście. Dziękuję z całego serca za każde okazane wsparcie. Ela ❤️ Poniżej mój wiersz napisany spontanicznie podczas kolejnego wlewu chemii... Badajcie się, Kochani. 🙏 "Zwykłej dziewczyny niezwykle trudne rozterki..." Była sobie dziewczyna, która życiem cieszyć się chciała, niestety choroba nowotworowa plany jej pozmieniała I tak oto zwykła dziewczyna w zwykły czwartek walkę z rakiem zaczyna. USG, biopsja, wyniki - zero złudzeń - guz w piersi wykryty. Strach, przerażenie, ogromne łzy, a w sercu nadzieja - chcę żyć... Działanie podjęte natychmiast, operacja, założenie portu, chemioterapia i wrażenie, że jest już tylko życia cieniem. Wraz z włosami gubi złudzenie, że kolejny dzień jest każdego przeznaczeniem. Czas pełen żalu, cierpienia, zwątpienia w sens na ziemi istnienia. Choć głowa krzyczy: jest źle, ona nie poddaje się, bo wie jak życie cennym darem jest. I z różnych stron słyszy słowa: "dasz radę, jesteś silna", a ona wie, że z przeznaczeniem nie wygra. I składa te puzzle każdego dnia, by nie rozpaść się w drobny mak. Tak bardzo potrzebuję spokoju i zapewnienia, że choć wszystko wokół się zmienia, przyjaciele przetrwają tę burzę u jej boku, nie pozwolą zapaść się w mroku... Droga do zdrowia przed nią długa, pokrętna i wyboista, lecz czy nie jest w życie wpisana walka wiekuista? I jeśli choć jedno istnienie, dzięki drogi swej ujawnieniu ocali, będzie miała spokojne sumienie, żeby samej móc iść dalej. W końcu zbiera się na odwagę, by wyjść z cienia po walki pół roku i o jedno dziewczyna prosi, byś zbadał się czasem, choć raz w roku… Ściskam Was mocno, Ela 😘 #różowypaździernik #rakpiersi #centrumonkologiibydgoszcz #badajsie #samobadanie

30 405 zł z 15 000 zł
202%
Sławomir Pogorzelski, Kunowo

Sławek potrzebuje wsparcia!

Mam na imię Sławek, w lipcu skończę 27 lat i jestem zawodowym strażakiem. Wszystko zaczęło się od zwykłego przeziębienia. Lekarz rodzinny zlecił mi standardowe badanie krwi. Wyniki pokazały, że mam obniżony poziom płytek we krwi, kilka dni później trafiłem do szpitala, a tam 27 kwietnia 2018 diagnoza… OSTRA BIAŁACZKA SZPIKOWA. 26.11.18 dostałem drugie życie ijestem po przeszczepie szpiku. Piękny czas, jakim było oczekiwanie na narodziny córeczki, spędziłem w szpitalnym łóżku. Moje pasje? Jestem zawodowym strażakiem, kocham swoją pracę - lubię pomagać innym. Często gram z kolegami w piłkę nożną oraz interesuję się motoryzacją. Moim marzeniem jest wychowanie mojej córeczki Laurki. Chciałbym patrzeć, jak dorasta, pomagać w odrabianiu prac domowych, obserwować pierwsze miłości. Obecnie przebywam w domu, gdzie staram się wrócić do normalnego życia. Zebrane środki pieniężne zostaną przekazane na moje dalsze leczenie, w tym: potrzebne leki, konsultacje ze specjalistami oraz dojazdy na wizyty kontrolne do ośrodka transplantacyjnego w Gliwicach (oddalonego o 650 km). Dzięki Tobie szybciej będę mógł wrócić do swoich pasji i normalnego życia. Dziękuję!

30 196 zł z 12 000 zł
251%
Piotr Pocheć, Mirów Stary

Wygram tę walkę!

Mam na imię Piotr i mam 34 lata. Jestem młodym, pełnym zapału i energii do życia miłośnikiem motocykli. W sierpniu tego roku zdiagnozowano u mnie ostrą białaczkę szpikową. W pierwszej chwili nie mogłem w to uwierzyć. Jednak diagnoza była okrutna i nie pozostawiała żadnych złudzeń. Mimo że ta wiadomość wywróciła mój świat do góry nogami, podjąłem decyzję, że będę się leczył, aż wyzdrowieję. W połowie sierpnia rozpocząłem pierwszą dawkę chemioterapii, która przyniosła częściową remisję, we wrześniu kolejną. Obecna sytuacja związana z pandemią COVID19 zupełnie odcięła mnie od najbliższych, co jest dla mnie dodatkowym obciążeniem psychicznym. W najbliższym czasie czeka mnie przeszczep szpiku kostnego, który daje mi ogromną szansę na powrót do normalności. Leczenie białaczki wiąże się z bardzo dużymi kosztami: badania i konsultacje medyczne, leki, dojazdy, przystosowanie domu do osoby z zerową odpornością. Bardzo proszę o pomoc i wsparcie, bo wiem, że przede mną długa droga do normalnego życia i zdrowia, ale jestem pewien, że wygram tę walkę!

30 194 zł z 30 000 zł
100%