Obejmujemy pomocą
chorych na raka

Wiemy, że rak to zmaganie nie tylko z chorobą, ale także z poważnymi problemami finansowymi. Dlatego stworzyliśmy program Alivia Onkozbiórka! Załóż zbiórkę na leczenie - zbieraj 1,5% podatku i darowizny!
Załóż zbiórkę

Poznaj zbiórki, które osiągnęły cel

Piotr Pocheć, Mirów Stary

Wygram tę walkę!

Mam na imię Piotr i mam 34 lata. Jestem młodym, pełnym zapału i energii do życia miłośnikiem motocykli. W sierpniu tego roku zdiagnozowano u mnie ostrą białaczkę szpikową. W pierwszej chwili nie mogłem w to uwierzyć. Jednak diagnoza była okrutna i nie pozostawiała żadnych złudzeń. Mimo że ta wiadomość wywróciła mój świat do góry nogami, podjąłem decyzję, że będę się leczył, aż wyzdrowieję. W połowie sierpnia rozpocząłem pierwszą dawkę chemioterapii, która przyniosła częściową remisję, we wrześniu kolejną. Obecna sytuacja związana z pandemią COVID19 zupełnie odcięła mnie od najbliższych, co jest dla mnie dodatkowym obciążeniem psychicznym. W najbliższym czasie czeka mnie przeszczep szpiku kostnego, który daje mi ogromną szansę na powrót do normalności. Leczenie białaczki wiąże się z bardzo dużymi kosztami: badania i konsultacje medyczne, leki, dojazdy, przystosowanie domu do osoby z zerową odpornością. Bardzo proszę o pomoc i wsparcie, bo wiem, że przede mną długa droga do normalnego życia i zdrowia, ale jestem pewien, że wygram tę walkę!

30 005 zł z 30 000 zł
100%
Justyna Kamińska, Gorlice

Nowotwór złośliwy mózgu - płat czołowy

Nie poddaję się 😉 Walczę 💪 Nazywam się Justyna, mam 39 lat i jestem mamą dwóch wspaniałych córeczek, które są moją największą motywacją do walki z chorobą.W lutym 2025 roku moje życie zmieniło się z dnia na dzień. Pewnej nocy dostałam ataku padaczki, a przeprowadzone badania wykazały guz mózgu – gwiaździaka II stopnia złośliwości. Pod koniec kwietnia tego samego roku przeszłam operację, podczas której guz został całkowicie usunięty. Po operacji przeszłam przez trudny okres rekonwalescencji, zmagając się z afazją i innymi powikłaniami. Z determinacją i wsparciem bliskich udało mi się wrócić do siebie. Wierzyłam, że najgorsze mam już za sobą. Niestety, podczas drugiej kontroli w październiku usłyszałam diagnozę, która znów przewróciła mój świat do góry nogami – wznowa. Kolejne badania zakwalifikowały mnie do następnej operacji, która jest zaplanowana na luty tego roku. Mimo kolejnych wyzwań nie poddaję się. Każdego dnia budzę się dla moich córeczek i walczę o każdy wspólny dzień z nimi. Wierzę, że uda mi się pokonać chorobę. Istnieje możliwość, że będę mogła uzyskać dostęp do nowoczesnego leku, który może spowolnić rozwój komórek rakowych, jednak wiąże się to z dodatkowymi kosztami, których niestety nie jestem w stanie pokryć samodzielnie.Zwracam się z pokorną prośbą o wsparcie finansowe na dalsze leczenie i terapie. Każda pomoc, nawet najmniejsza, przybliża mnie do szansy na zdrowie i życie z moimi dziećmi. Z całego serca dziękuję za każdą formę wsparcia.Justyna

59 301 zł z 50 000 zł
118%
Jakub Skwara, Myszków

Pomóż mi zachować twarz

Cześć, Mam na imię Kuba, mam 34 lata i rok 2026 absolutnie niespodziewanie przyniósł mi koszmar. Rutynowa wizyta stomatologiczna, wykonana jeszcze pod koniec poprzedniego roku, wykazała lekką opuchliznę przy górnej piątce. Nie przypuszczałem, że ten z pozoru zwykły „ból zęba” to początek brutalnego wyścigu z czasem. Opuchlizna rosła bardzo szybko. W Nowy Rok trafiłem na SOR z podejrzeniem ropnia, który zgodnie z procedurą został nacięty. Kilka dni później wybrałem się na kontrolę gojenia i tam, po raz pierwszy, po wykonaniu badania tomografii komputerowej, pojawiło się podejrzenie, że ta opuchlizna to nie ropień, a… nowotwór. Później w lutym padła diagnoza, która brzmi jak wyrok: Mesenchymal chondrosarcoma, czyli chrzęstniakomięsak mezenchymalny (MCS). To rzadki, wysoce agresywny nowotwór złośliwy, wywodzący się z tkanki chrzęstnej, zaliczany do grupy mięsaków. Charakteryzuje się agresywnym przebiegiem i możliwością występowania zarówno w kościach, jak i w tkankach miękkich. W moim przypadku chrzęstniakomięsak wybrał nietypowe i bezlitosne miejsce - twarz. W ciągu zaledwie kilku tygodni guz zajął połowę mojej twarzy i część tkanek oczodołu, niebezpiecznie zbliżając się do struktur mózgu. Moje plany i marzenia brutalnie się zatrzymały. Po diagnozie trafiłem do Instytutu Onkologii w Gliwicach. Pierwsze konsultacje i decyzja chirurgów - guz, z uwagi na usytuowanie, jest według nich nieoperowalny. W grę wchodzi tylko długa, agresywna chemia - nie wiadomo jednak, czy w ogóle będzie skuteczna. Jednak trzeba działać, bo guz nadal rośnie. Pierwszą dawkę chemioterapii przyjąłem 18 lutego. W międzyczasie szukałem dalszej pomocy. Niedługo później trafiłem na konsultację do Instytutu Onkologii w Warszawie. Po konsylium lekarskim zespół zdecydował, że mógłby podjąć się operacji mimo jej wysokiego stopnia trudności. Początkowo wydało mi się to wspaniałą informacją i nadzieją na wyleczenie -jednak po dalszej rozmowie z lekarzami jeszcze bardziej straciłem grunt pod nogami. W przypadku mojego typu nowotworu, aby operacja była skuteczna, potrzebna jest radykalna resekcja wszystkich zainfekowanych tkanek. Ponieważ guz zdążył rozpanoszyć się na mojej twarzy, taka operacja obejmowałaby nie tylko usunięcie guza, ale też całej górnej szczęki, kilku kości czaszki, całości oka i części podniebienia. Obrazowo mówiąc – straciłbym pół twarzy. Następnie rekonstrukcja z kości biodrowej i bardzo długa rehabilitacja. Mam 34 lata i całe życie przed sobą. Nie potrafię sobie tego wyobrazić i ciężko mi było pogodzić się z informacją, że utrata tak dużej części twarzy to jedyna opcja leczenia. Dlatego postanowiliśmy szukać dalej. Dzięki zaangażowaniu mojej partnerki i przyjaciół nawiązaliśmy kontakt z dwoma zagranicznymi (Austria, Niemcy) klinikami zajmującymi się leczeniem podobnych przypadków metodami, które na ten moment nie są stosowane w Polsce. Terapia jonami węgla to zaawansowana forma radioterapii hadronowej, wykorzystująca ciężkie jony do precyzyjnego niszczenia nowotworów, szczególnie tych opornych na klasyczne leczenie. Dzięki pikowi Bragga niszczy guz, minimalizując uszkodzenia zdrowych tkanek. Metoda ta jest niezwykle skuteczna w leczeniu guzów zlokalizowanych w pobliżu narządów krytycznych. Na ten moment jest jeszcze słabo dostępna, przez co również dość droga. Austriacki zespół lekarzy, po przeanalizowaniu mojego przypadku i wyników, zakwalifikował mnie do leczenia terapią jonami węgla. To szansa, by zwalczyć raka bez okaleczającej i szpecącej twarz operacji. Jednak aby leczenie w Austrii mogło wystartować, muszę zapłacić z góry. Leczenie we wspomnianych ośrodkach nie jest w żaden sposób refundowane, a jego koszty przekraczają możliwości finansowe moje i mojej rodziny. Potrzebne jest 300 000 zł. Ta kwota pokryje: kwalifikację medyczną i specjalistyczne konsultacje, pełny cykl nowoczesnej terapii, koszty transportu medycznego i pobytu w zagranicznym ośrodku. Dla jednej osoby to duża kwota, dlatego zwracam się z serdeczną prośbą o wsparcie zbiórki. Jeśli możesz, pomóż proszę zachować mi twarz.

358 117 zł z 300 000 zł
119%

Zbiórki najbliżej celu

Stefania Goluszkova, Witkow

Zbiórka na leczenie dla Stefanii

Cześć, nazywam się Stefania. Mam 37 lat. Jestem mamą dwójki dzieci - Marysia ma 10 lat, a Kasia 8. Choroba zaskoczyła mnie znienacka. Zaczęło się od zmęczenia, ciągłego zmęczenia... Nie mogłam sobie wytłumaczyć, skąd się bierze! Aż pewnego razu kładłam się spać i zakłuło mnie w lewej piersi. Wystraszyłam się bólu i wyczułam w piersi guza. Niezwłocznie zgłosiłam się do ginekologa, późnej zlecono mi biopsję, a we wrześniu dowiedziałam się, że mam raka piersi. Świat mi się zawalił. Nie mogłam się pozbierać... Najbardziej boję się o dzieci. Boję się, że zostaną bez mamy... Proszę o pomoc w poniesieniu kosztów leczenia.

11 720 zł z 12 000 zł
97%
Katarzyna Ziarkowska, Warszawa

Pomóż mi uniknąć chemioterapii – zbieram na test Oncotype DX

Mam na imię Kasia, mam 52 lata i w lipcu usłyszałam diagnozę, która wprowadziła w moje życie chaos i sprawiła, że wszystko inne zeszło na dalszy plan – rak piersi. Wszystko zaczęło się niewinnie, od rutynowych badań profilaktycznych w czerwcu. Wynik biopsji potwierdził nowotwór, a 7 sierpnia przeszłam operację oszczędzającą pierś (BCT) oraz biopsję węzła wartowniczego (SLNB). Na szczęście operacja przebiegła zgodnie z planem i teraz przygotowuję się do dalszego leczenia. Rak piersi to choroba, której leczenie wymaga nie tylko operacji czy chemioterapii. Czasami najlepszą decyzją jest rezygnacja z chemioterapii – jeśli wiadomo, że nie przyniesie efektu, a może spowodować poważne skutki uboczne. Dlatego lekarze zalecili mi wykonanie testu genetycznego Oncotype DX. To badanie, wykonywane w USA, pozwala sprawdzić, czy chemioterapia będzie skuteczna w moim przypadku, czy też lepiej wybrać inną metodę. Wynik testu może diametralnie zmienić sposób leczenia i moje życie. Niestety test nie jest refundowany przez NFZ, a jego koszt to około 15.000- 20.000 zł. To kwota, której w tej chwili nie jestem w stanie pokryć samodzielnie. A czas ma ogromne znaczenie, decyzję muszę podjąć już teraz, zanim rozpocznę chemioterapię, która w moim przypadku może być nieskuteczna, a jednocześnie obciążająca organizm. Zawsze starałam się radzić sobie sama. Po dłuższym czasie bez pracy niedawno znalazłam nowe zatrudnienie i zaczęłam stawiać życie na nogi. Myślałam, że wszystko powoli się układa… Ale dziś najważniejsze jest zdrowie. Dlatego proszę o wsparcie. Każda, nawet symboliczna wpłata, przybliża mnie do wykonania badania. Jeśli możesz, pomóż mi zrobić ten krok, który może zmienić całe leczenie. Jeśli nie możesz pomóc finansowo, proszę udostępnij moją zbiórkę dalej. Dziękuję za każdą formę wsparcia i dobre słowo. Z wdzięcznością, Kasia

9 614 zł z 10 000 zł
96%
Agata Pastwa, Poniatowa

Może i bitwę z rakiem przegrałam, ale wojnę zamierzam WYGRAĆ!

Mam na imię Agata, mam 35 lat, jestem żoną i mamą trzech wspaniałych dziewczynek. Bliźniaczki są niepełnosprawne, a ja od 6 czerwca 2016 r. walczę z hormonozależnym rakiem piersi prawej. Swoje leczenie zaczęłam od chemioterapii AT od lipca do listopada 2016, później przeszłam radykalną mastektomię piersi prawej wraz z wycięciem układu chłonnego pachy prawej. Na przełomie stycznia i lutego 2017 r. przeszłam radioterapię, włączono mi hormonoterapię, a od marca 2017 do października 2017 r. poddana byłam immunoterapii w zastrzyku. Niestety, kiedy wydawało się wszystkim - mnie, mojej rodzinie i lekarzom, że już jest z górki, pod blizną gdzie wcześniej była pierś, wyskoczył nowy guz - WZNOWA!!! Zmieniono mi hormony i nic poza tym... Leczenie immunoterapią zostało przerwane, ponieważ mnie nie uchroniło, a wręcz odwrotnie - rak kwitł w środku :( Lekarze z Centrum Onkologii w Lublinie nie mają pomysłu na moje leczenie, dlatego szukam innych możliwości leczenia, ale żeby było to możliwe muszę prosić o wsparcie finansowe. Mój mąż nie pracuje zawodowo, ponieważ musiał przejąć opiekę nad bliźniaczkami chorymi na stwardnienie guzowate i padaczkę lekooporną, ja jestem na rencie z ZUS-u. Chciałabym pojechać ze swoimi badaniami do innych lekarzy i szpitali, może gdzieś znajdzie się jakaś szansa na leczenie dla 35-letniej młodej kobiety, która robi wszystko co tylko możliwe, żeby cieszyć się życiem najdłużej jak to możliwe, bo moje córki mnie potrzebują... Gdyby mój optymizm mógł pokonać raka, to już byłabym zdrowa i nie czytaliby Państwo mojej historii :) Kocham taniec i mam nadzieję, że jeszcze będę mogła cieszyć się swoją pasją :) Może i bitwę z rakiem przegrałam, ale wojnę zamierzam WYGRAĆ!!!

14 291 zł z 15 000 zł
95%

Najnowsze

Anna Musiał, Wrocław

Rak tarczycy nie odbierze mi głosu!

Zbieram środki na wsparcie w leczeniu raka tarczycy, ponieważ na trzy dni przed pierwszą operacją niespodziewanie straciłam pracę. Przeszłam już dwa zabiegi usunięcia tarczycy oraz węzłów chłonnych, a obecnie moim jedynym źródłem utrzymania jest skromny zasiłek. Aktualnie czekam na kluczowe leczenie radiojodem w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach. Koszty dojazdów, specjalistycznej diety oraz niezbędnych leków i konsultacji medycznych całkowicie przerastają moje obecne możliwości finansowe. Każda, nawet najmniejsza wpłata, pozwoli mi skupić się na walce o zdrowie i powrocie do normalnego życia.

15 170 zł z 22 000 zł
68%
Monika Leśnikowska, Częstochowa

Monika - nowotwór piersi

Dzień dobry, mam na imię Monika. Zwracam się do Państwa z prośbą o wsparcie w mojej walce z nowotworem piersi HER2-dodatnim, luminalnym typu B, który dał przerzuty do mostka i żeber. Obecnie przechodzę intensywne leczenie paliatywne obejmujące chemioterapię, leczenie anty-HER2, hormonoterapię oraz bifosfoniany. To długa i wymagająca droga, która daje mi szansę na zatrzymanie choroby i jak najdłuższe aktywne życie. Jeszcze niedawno byłam osobą samodzielną i niezależną. Pracowałam, radziłam sobie z codziennymi obowiązkami i problemami, nie prosząc nikogo o pomoc. Choroba zmieniła jednak wszystko. Czynności, które kiedyś były dla mnie zwyczajne i nie wymagały wysiłku, dziś często stają się dużym wyzwaniem. Są dni, kiedy skutki leczenia i choroby są tak silne, że nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Osłabienie, zmęczenie, ból oraz inne dolegliwości sprawiają, że muszę korzystać z pomocy najbliższej rodziny i znajomych. Nawet tak proste sprawy, jak zrobienie zakupów, załatwienie codziennych spraw czy wyjście z domu bywają ponad moje siły. Zdarza się, że organizm po prostu odmawia posłuszeństwa. Mimo trudności nie poddaję się i nie tracę nadziei. Każdego dnia walczę o zdrowie, sprawność i możliwość powrotu do jak najbardziej normalnego życia. Mam dla kogo walczyć. Chcę nadal być wsparciem dla mojej córki, towarzyszyć jej w ważnych momentach życia i cieszyć się każdym wspólnie spędzonym dniem. Marzę o tym, by doczekać wnuków, patrzeć, jak dorastają, stawiają pierwsze kroki, rozwijają swoje pasje i odkrywają świat. Chcę być obecną mamą i kiedyś kochającą babcią, która może uczestniczyć w życiu swojej rodziny. Środki ze zbiórki zostaną przeznaczone na wydatki związane z leczeniem, zakup leków i środków wspomagających, dojazdy do placówek medycznych, badania, rehabilitację oraz codzienne potrzeby wynikające z choroby i jej skutków. Każdy dzień jest dla mnie walką, ale także nadzieją. Wierzę, że dzięki leczeniu i wsparciu ludzi dobrej woli będę mogła jak najdłużej cieszyć się życiem i obecnością moich bliskich. Z całego serca dziękuję za każdą wpłatę, udostępnienie zbiórki i okazane wsparcie. Każda pomoc przybliża mnie do celu, jakim jest dalsze leczenie i możliwość spędzenia jeszcze wielu pięknych chwil z rodziną.

19 640 zł z 25 000 zł
78%
Maria Bojanowska, Bożepole Wielkie

Agresywny nowotwór kontra samotna mama. Zbiórka na celowane leczenie i przetrwanie najtrudniejszego czasu.

Nazywam się Maria i jestem samotną mamą dwójki wspaniałych synów: 11-letniego Marcela i zaledwie 3-letniego Tymonka. Chłopcy są dla mnie całym światem, moim tlenem i jedynym powodem, dla którego każdego ranka, mimo ogromnego bólu i wycieńczenia, wstaję z łóżka. Na chwilę obecną nie mam już jednak innego wyjścia, muszę zwrócić się do Was z prośbą o pomoc. Walczę o życie. Walczę o to, by moi synowie nie zostali na tym świecie sami. Kim byłam, zanim przyszedł rak? Przed diagnozą moje życie, choć wypełnione obowiązkami samotnej mamy, było pełne planów i małych radości. Pracowałam, dbałam o dom, starałam się zabezpieczyć przyszłość moim dzieciom. Moja codzienność kręciła się wokół ich spraw: odprowadzania Tymonka do żłobka, rozmów z Marcelem, wspólnych spacerów. Kochałam to proste, bezpieczne życie i oddałabym wszystko, by móc do niego wrócić. By znów być po prostu obecną, zdrową mamą, a nie pacjentką onkologiczną. Diagnoza, która zburzyła nasz świat Wszystko zmieniło się w jednej chwili. Zdiagnozowano u mnie nowotwór piersi. Kiedy lekarka przekazywała mi diagnozę, z paraliżującego strachu odebrało mi mowę. Jedyne słowa, jakie byłam w stanie z siebie wydusić przez łzy, brzmiały: „Pani doktor, ja mam małe dzieci…”. To było wszystko. W tej jednej sekundzie nie myślałam o bólu ani o sobie. Myślałam tylko o nich: „Co stanie się z Marcelem i Tymonkiem, jeśli mnie zabraknie? Kto ich przytuli, kto ich wychowa?”. To nie jest zwykła choroba – lekarze potwierdzili, że to najbardziej oporny, niezwykle złośliwy i inwazyjny podtyp raka (potrójnie ujemny), który dał przerzuty. Dotychczasowe, standardowe leczenie, które przeszłam, okazało się bezskuteczne. Mój organizm jest potwornie zmęczony, a rak do tej pory zupełnie nie zareagował na podawane leki. Obecnie moje leczenie przypomina dramatyczną metodę prób i błędów. Lekarze testują kolejne rozwiązania, a czas nieubłaganie ucieka. Co daje mi siłę, a co odbiera oddech? Najtrudniejszy w chorobie jest lęk o przyszłość dzieci. Boję się momentów, w których z powodu wycieńczenia chemioterapią brakuje mi sił, by pobawić się z malutkim Tymonkiem, albo usiąść i spokojnie porozmawiać z Marcelem. Pęka mi serce, gdy widzę w oczach mojego starszego syna strach i dorosłą powagę, na którą jest jeszcze za młody. On nie powinien martwić się o życie swojej mamy. Co daje mi siłę do walki z rakiem? Właśnie moi synowie. Widok ich uśmiechu, ich codzienne uściski. Moim największym marzeniem jest po prostu być przy nich. Chcę zobaczyć, jak Tymonek idzie do pierwszej klasy, chcę wspierać Marcela, gdy będzie wkraczał w dorosłość. Chcę patrzeć, jak dorastają na mądrych, dobrych mężczyzn. To dla tych chwil nie pozwalam sobie na poddanie się, nawet gdy ból staje się nie do zniesienia. Nadzieja ukryta w genach Pojawiła się jednak nadzieja, która może odmienić moją sytuację i dać mi upragniony czas z dziećmi. Szansą na zatrzymanie tego agresywnego przeciwnika jest zaawansowane, wysokospecjalistyczne badanie genetyczne guza – OncoDEEP, wykonywane w certyfikowanym laboratorium w Belgii. Dzięki analizie molekularnej moich tkanek nowotworowych, lekarze otrzymają dokładną mapę genetyczną mojego raka. Pozwoli to natychmiast zakończyć terapię „po omacku” i dobrać leki celowane, uderzające precyzyjnie w czułe punkty tego konkretnego, opornego nowotworu. Koszty, które przekraczają moje możliwości Niestety, koszty tej walki całkowicie mnie przerosły. Samo badanie w Belgii jest potwornie drogie i nierefundowane. Do tego dochodzą ogromne, codzienne koszty: częste, wycieńczające dojazdy na leczenie do Gdańska, kosztowne leki wspomagające oraz prywatne konsultacje medyczne. Żeby sytuacja była jeszcze trudniejsza, mój okres zwolnienia chorobowego powoli dobiega końca. Za chwilę zostanę bez stałych środków, które pozwalały mi utrzymać dom i zapewnić dzieciom podstawowy byt. Jako samotna matka nie mam drugiego dochodu, na którym mogłabym się oprzeć. Błagam o pomoc Leczenie jest bardzo ciężkie, a moja codzienność to walka z chorobą i strachem o jutro. Ale nie poddam się. Mam dla kogo żyć. Marcel i Tymonek potrzebują mamy: silnej, zdrowej i obecnej. Oni mają tylko mnie. Z całym serca proszę Was o wsparcie. Każda wpłata, każde udostępnienie tej zbiórki to dla mnie krok bliżej do bezpiecznego jutra, krok bliżej do pokonania tego złośliwego wroga. Pomóżcie mi wygrać czas dla moich synów. Pomóżcie mi przeżyć. Dziękuję za każdy Wasz gest i serce, Maria Bojanowska

34 550 zł z 50 000 zł
69%
Logo Alivia

Onkofundacja Alivia

Dodajemy odwagi chorym na raka! Codziennie wspieramy chorych na nowotwory złośliwe w finansowaniu leczenia, uczymy i reprezentujemy pacjentów onkologicznych w debacie publicznej. Dowiedz się więcej o naszych działaniach.

Poznaj nas

Warto wiedzieć

News pierwszy

Styczeń: 240 tys. na wsparcie dla pacjentów onkologicznych

W styczniu nasi Podopieczni otrzymali pomoc na łączną kwotę 240 611 zł. Środki te pozwolą im na rozpoczęcie lub kontynuację leczenia onkologicznego. Z pomocy skorzystało 116 osób. Wśród nich jest Mari...

Czytaj więcej
News pierwszy

Grudzień: 419 tys. na pomoc dla podopiecznych

Dzięki hojności Darczyńców w ubiegłym miesiącu wypłaciliśmy naszym Podopiecznym 419 174 zł. Każda otrzymana wpłata to dla nich szansa na lepszą jakość życia i powrót do zdrowia. Środki zostały wypłaco...

Czytaj więcej
News pierwszy

1,5% podatku dla Podopiecznych Onkozbiórki!

Czas rozliczeń podatkowych to gorący okres zarówno dla podatników, jak i Organizacji Pożytku Publicznego (OPP) oraz ich Podopiecznych zbierających 1,5% podatku. Również w naszej Fundacji w ramach prog...

Czytaj więcej