Zbiórki

ArtykułDlaczego pacjenci onkologiczni zakładają zbiórki, skoro leczenie jest dostępne na NFZ?Alivia Onkofundacja Czytaj artykuł
Marta Kowalska-Owczarek, Łowicz

Wspomaganie leczenia raka piersi

Obecnie mam 48 lat. Jestem matką dwójki cudownych nastolatków i żoną pierwszego męża :) Zawsze byłam wesołą i aktywną osobą. Moją ogromną pasją jest zumba i jazda na rowerze. W 2016 r. zdiagnozowano u mnie raka piersi z przerzutami do wątroby (HER +++). Przeszłam leczenie 10-ma dawkami kombinacji różnych leków - zostałam zakwalifikowana do badania klinicznego. Po zakończeniu badania korzystałam ze sponsoringu firmy farmaceutycznej, a obecnie jestem w programie lekowym NFZ. Od ponad 8 lat co 3 tygodnie przyjmuję wlewy. Przez cały czas leczenia procuję zawodowo i nie tracę optymizmu. Moim zdaniem bardzo pomaga to w procesie leczenia. Potrzebuję środków finansowych na zakup leków i suplementów, dodatkowe badania i zabiegi, które nie są refundowane przez NFZ oraz dojazdy na leczenie.

23 638 zł z 8 000 zł
295%
Aleksandra Mańkowska-Tkaczyk, Grabowiec

Na koszty związane z leczeniem raka piersi

Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia 2025 otrzymałam najgorszy prezent, jaki można sobie wyobrazić - diagnoza: rak piersi HER2+ nieluminalny. Aktualnie jestem w trakcie chemioterapii. Proszę o wsparcie na pokrycie kosztów dojazdów i leków uzupełniających oraz zabiegów mających na celu utrzymanie mnie w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej. Po chemioterapii czeka mnie obustronna mastektomia, do której chcę przygotować się najlepiej, jak umiem.

22 672 zł z 10 000 zł
226%
Agnieszka Słysz, Kosina

Rehabilitacja i dalsze leczenie

W marcu 2023 r. podczas kontrolnych badań lekarz zauważył niepokojące zmiany w piersi prawej i skierował mnie na kolejne badania diagnostyczne, które niestety wykazały raka przewodowego naciekającego. W lipcu zostałam poddana mastektomii podskórnej wraz z implantacją protezy piersi. W kolejnym miesiącu rozpoczęłam chemioterapię, po której zakończeniu czeka mnie hormonoterapia. Obecnie wymagam stałej rehabilitacji mającej na celu zniwelowanie skutków mastektomii i usprawnienie prawej ręki. Pragnę również przeprowadzić poszerzone badania genetyczne, aby skutecznie zaplanować moją dalszą terapię.

21 985 zł z 20 000 zł
109%
Paweł Jaworski, Świnoujście

Na chwilę obecną prosimy o nieprzekazywanie darowizn.

Drodzy Darczyńcy! Na chwilę obecną, i niech tak pozostanie, moja sytuacja jest stabilna. Kolejne badania diagnostyczne nie wykazują nawrotu choroby, dlatego chciałbym bardzo podziękować za dotychczasowe wsparcie i prosić o nieprzekazywanie kolejnych darowizn. Życzę Wam wiele zdrowia i wszystkiego dobrego! ……………………………………………………….........………………………………………………………. Mam na imię Paweł. Oto moja historia: Wraz z kochaną żoną i dwójką fantastycznych dzieci mieszkam w Świnoujściu. Przed chorobą żyłem i byłem normalnym chłopakiem, pracowałem, zajmowałem się rodziną, uprawiałem sport, byłem morsem. Po prostu byłem szczęśliwy. W 2012 roku dostałem padaczki z utratą przytomności. Zostałem skierowany na rezonans do Szczecina, a po 3 tygodniach szok i niedowierzanie :( Diagnoza powalająca na kolana: guz glejowy zwany potocznie glejakiem, o utkaniu gwiaździaka rozlanego. Tydzień później operacja. Wynik histopatologiczny: złośliwy nowotwór mózgu. Diffused astrocytoma. Następnie leczenie farmakologiczne i rehabilitacja. W marcu 2014 roku znowu szok :( Rezonans kontrolny i diagnoza: podejrzenie wznowy guza. Wszystko zaczęło się od nowa. Podczas operacji okazało się, że nie można wyciąć guza w całości, bo mógłbym zostać sparaliżowany. Dostałem więc skierowanie na radioterapię. Konieczny jest zakup kosztownych leków na padaczkę. Bez leków napady się nasilają i wtedy mam problemy z lewą częścią ciała. Guz jest nieoperacyjny, pozostają jedynie eksperymentalne metody leczenia. Terapie te nie są refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia, a wiążą się z ogromnymi kosztami, które przekraczają nasze możliwości.

21 749 zł z 12 000 zł
181%
Beata Niedźwiadek, Skierniewice

Pomóż mi w walce z rakiem!

Witam serdecznie, mam na imię Beata, mam 57 lat. Jestem osobą samotną. Moja najbliższa rodzina już odeszła. Mama miała 31 lat, jak zaatakował ją rak. Młoda, pełna życia, troje dzieci, ale rak nie ma litości... Później brat, tata i w 2018 roku - siostra. Miała tyle lat, co ja teraz. Rak po kolei "zjadał" moją rodzinę - ja jestem ostatnia, ale walczę, choć walka nie jest łatwa. Ten scenariusz, który napisało mi życie, powinien iść do poprawki, ale niestety w 2017 r. usłyszałam diagnozę: Rak. Nowotwór złośliwy sutka (rak piersi prawej pT1cNOMO). Nogi się pode mną ugięły, usiadłam i patrzyłam na lekarza, jakbym widziała kata, który właśnie wydał wyrok. Po kilku minutach usłyszałam słowa: "Rak to nie wyrok, będziemy walczyć". Operację przeprowadzono 30 czerwca 2017 r. Miało być fajnie - jeden guz, moment i po sprawie, ale okazało się inaczej. Kontrast, który dostałam przed operacją, miał się nie zaświecić, a tymczasem on zaświecił mocniej. Okazało się, że to dwa guzy i przerzut na węzły chłonne. Po operacji czekała mnie radioterapia radykalna w 25 frakcjach, ale w trakcie strach, ból głowy, skaczące ciśnienie i szereg innych objawów spędzał sen z powiek. Zlecono TK głowy ze wzmocnieniem kontrastowym i w opisie wyniku nie można wykluczyć obecności tętniaka - do weryfikacji w badaniu angio TK. Znów ręce opadły. Po kilku tygodniach ponowne badanie: tętniak znikł - hurrra! Po radioterapii nie czułam się dobrze, więc zrobiłam morfologię i inne badania. Okazało się, że mam bardzo wysoki wynik TSH. Wizyta u endokrynologa, USG tarczycy i biopsja. Wynik badania patomorfologicznego: Grupa cyt.II wg systemu Bethesda. Zmiana łagodna, więc jestem na lekach. Radość jednak nie trwała długo, bo październik 2018 r. przyniósł mi następną niespodziankę - zmiany patologiczne w obrębie narządu rodnego. Amputacja trzonu macicy i obustronne wycięcie przydatków. Ta walka z rakiem nie jest łatwa: kontrole, badania, wizyty u lekarzy i coś z tyłu głowy ciągle przypomina, z czym walczę. Moja walka to nie tylko choroba, ale także walka z ZUS-em. Większość moich lat pracy spędziłam za granicą i zmiana zawodu z pracownika administracyjno-biurowego na sprzątaczkę wiele osób zaskoczyła. Jednak kocham to sprzątanie, to dla mnie radość, satysfakcja i bardzo cieszyłam się, że moją pracę widać gołym okiem. W roku 2010 otworzyłam własną firmę "Trzask-Prask i Czysto", ale po dwóch latach zawiesiłam działalność i ponownie wyjechałam do Niemiec na wyspę Hiddensee. W obecnej sytuacji zdrowotnej nie jestem w stanie pracować, więc moje starania o rentę są zasadne. Strona niemiecka płaci mi jakiś procent renty od momentu mojej choroby tj. od 2017 r. 61 euro, a z naszym ZUS-em mam cały czas problem. W chwili obecnej, kiedy szaleje pandemia, bardzo utrudnione mam leczenie, więc środki, które zbiorę w ramach programu przeznaczę na prywatne wizyty u lekarzy, badania, dojazdy do ośrodków medycznych, leki i rehabilitację. Dziękuję wszystkim, którzy będą chcieli zawalczyć razem ze mną!

21 636 zł z 15 000 zł
144%
Wiktoria Kot, Rębielcz

Leczenie i rehabilitacja

Witam, nazywam się Wiktoria Kot, w tym roku skończyłam 18 lat. W marcu 2014 roku zdiagnozowano u mnie ostrą białaczkę limfoblastyczną ALL. Chemioterapia trwała dziewięć miesięcy, następnie przez rok trwało leczenie podtrzymujące i rehabilitacja. W trakcie leczenia podtrzymującego wystąpiło u mnie dwukrotnie ostre zapalenie trzustki oraz niewydolność wątroby. Gdy myślałam, że najgorsze mam już za sobą, w maju 2018 roku nastąpiła wznowa choroby. Moje życie znowu wywróciło się do góry nogami. Intensywne leczenie mam już za sobą, teraz jestem w trakcie leczenia podtrzymującego. Choroba zmieniła całe moje życie i mojej rodziny. Mimo przeciwności losu dostałam się do liceum i w tym roku już matura. Mam nadzieję, że spełnią się moje marzenia i dostanę się na studia medyczne. Leczenie jest długie i kosztowne, dlatego proszę Was o pomoc w codziennej walce z chorobą. Potrzebuję wsparcia, żeby pokryć koszty niezbędnych leków i rehabilitacji. Z góry dziękuję wszystkim darczyńcom. Wiktoria

20 528 zł z 20 000 zł
102%
Karina Błachnio, Warszawa

Cel zbiórki został osiągnięty

Mam na imię Karina. Wszystkie informacje na temat raka zawsze omijałam szerokim łukiem (być może ze strachu?), ponieważ wydawało mi się, że zdrowa dieta, zdrowy styl życia, pozytywne podejście do życia, pozwolą mi się przed nim ustrzec. Niestety, to za mało, nieznane są przyczyny jego pojawienia się. U mnie zdiagnozowano raka piersi i to w momencie totalnych przemian w moim życiu. Pożegnałam się z pracą, w której przepracowałam 10 lat. Zaczęłam szukać prawdziwego powołania. Zmieniłam mieszkanie i jestem pierwszy raz w życiu z kredytem. Przestałam karmić po drugiej ciąży, żeby móc zacząć ćwiczyć. Chciałam trochę schudnąć, żeby wrócić do formy. Planowałam wakacje dla dzieci w sierpniu. Ale wszystkie plany muszę zrewidować i odłożyć na jakiś czas. Życie w pandemii pokazało nam, że jednak lubimy całą tę krzątaninę, wyjścia do kina, spotkania w kawiarniach, w ogóle WSPÓLNE spędzanie czasu. Ja z moją diagnozą zrozumiałam to jeszcze dosadniej. Teoretycznie wszyscy wiemy, że umrzemy. Pytanie: kiedy? Ja chciałabym żyć, wybieram życie dla siebie, dla mojej Paulinki, dla Marcela i dla mojego męża. Dla siebie, bo muszę jednak dużo zmienić. Było takie przemówienie Steve'a Jobsa, w którym mówił, że sens pewnych działań w życiu i zdarzeń można zrozumieć jedynie z retrospektywy. Ja mam nadzieję, że jak za 10 lat będę wspominać czas choroby, to będzie to tylko i wyłącznie wydarzenie, które pozwoliło mi zmienić się na lepsze. Mam nadzieję, że pomożecie mi w tym, żebym mogła wrócić do swoich planów i je zrealizować. Zbieram pieniądze na wydatki związane z moim leczeniem; leki, konsultacje, diagnostykę oraz dojazdy do ośrodków leczenia.

20 331 zł z 15 000 zł
135%
Alicja Wójcik, Luborzyca

Cel zbiórki został osiągnięty.

Dziękujemy za wpłaty! Cel został osiągnięty. Prosimy o nieprzekazywanie darowizn. **************************************************************************************************************************** Mam na imię Alicja. Mam 42 lata, jestem mężatką i mamą 14-letniej Gabrysi i 22-letniego niepełnosprawnego Norberta. W listopadzie 2018 r. po badaniu USG piersi byłam w 100% zdrową kobietą. Zadowolenie nie trwało długo, bo pod koniec stycznia 2019 r. wyczułam guzka w prawej piersi. Pognałam po raz kolejny na USG. Lekarz od razu zaproponował biopsję gruboigłową. Strach i przerażenie. Wynik biopsji był wyrokiem: RAK ZŁOŚLIWY INWAZYJNY. Onkolog postanowił przeprowadzić operację oszczędzającą, a potem radioterapię. Plany gwałtownie się zmieniły po dalszej diagnostyce, która wykazała RAKA POTRÓJNIE UJEMNEGO (cT2N0M0). Konsylium zadecydowało o wcześniejszej chemioterapii, bo guz bardzo szybko się namnaża. Po chemii mastektomia i radioterapia. Moje przerażenie, strach i obawy z dnia na dzień potęgują się, bo jeszcze nie otrząsnęłam się po wypadku mojego syna, który miał miejsce w 2014 r. Uraz mózgowo-czaszkowy z następowym niedowładem czterokończynowym i śpiączką pourazową. Ponad cztery lata nieustannej walki o jego sprawność. Niekończąca się kosztowna rehabilitacja, wyczerpujące rekonstrukcje, konsultacje medyczne odbierały mi siły. Ogromna obawa o córkę, która w tym czasie miała tylko 8 lat, a już musiała zmagać się z panicznym strachem, co będzie dalej. Nie było mnie w domu całymi tygodniami, bo musiałam być przy Norbercie, a ona musiała sobie z tym radzić. Płakała, krzyczała, nie sypiała po nocach. Dzięki wsparciu rodziny przetrwaliśmy te tragiczne chwile. Nauczyliśmy się żyć inaczej. Wychodziliśmy na prostą. A na tej prostej stanął RAK. Znów muszę walczyć, tylko że siły już nadwyrężone. Nie wiem, co dalej będzie. Boję się, czy dam radę kolejnemu wyzwaniu. Tak bardzo chciałabym widzieć dalsze efekty rehabilitacji syna, uczestniczyć w dorastaniu córki, być przy kolejnych jej sukcesach tanecznych (od 3 lat tańczy w grupie turniejowej Hip-hop i zdobywa wysokie lokaty). Zebrane środki chciałabym spożytkować na badania diagnostyczne, środki farmakologiczne, konsultacje, transport, rehabilitację i terapie.

20 155 zł z 12 000 zł
167%
Katarzyna Karpińska, Braniewo

Wsparcie w leczeniu

Mam na imię Kasia, mam 36 lat. Do tej pory moje życie biegło spokojnie. Mam pracę i kochającego 12-letniego syna, którego sama wychowuję od 6 lat. W kwietniu 2022 r. wyczułam u siebie w prawej piersi guza. Po wszystkich badaniach i biopsji mammotomicznej okazało się, że jest to nowotwór złośliwy sutka. W sierpniu zaczęłam chemioterapię i swoją walkę z rakiem. Po kilku miesiącach chemioterapii czeka mnie operacja usunięcia guza i węzłów chłonnych oraz radioterapia. Będzie to bardzo ciężki okres dla mnie i mojego syna pod względem zarówno psychicznym, jak i finansowym. Utrzymujemy się tylko z mojego wynagrodzenia, które się pomniejszyło z racji długotrwałego leczenia. Dlatego pomyślałam, że w ludziach siła, że może mogę liczyć na Waszą pomoc. Przyda się każda złotówka, która pomoże mi w leczeniu, dojazdach do szpitala oraz codziennych wydatkach związanych z walką o zdrowie. Chcę wyzdrowieć dla mojego syna, wrócić do pracy i żyć pełnią życia. Obiecuję, że jak tylko poczuję się silniejsza, od razu zabieram się do działania. Mam w sobie sporo pozytywnej energii i chcę ją dobrze spożytkować. Życie stawia przed nami wiele wyzwań. Jednym z najważniejszych dla mnie dziś jest pokonanie choroby. Wierzę, że tak będzie i jeszcze wiele wspaniałych rzeczy mnie w życiu czeka. Z góry dziękuję za okazane wsparcie i każdą złotówkę. Jesteście wspaniali!

20 004 zł z 20 000 zł
100%
Justyna Słomka, Lublin

Na badanie PET po chemioterapii i konsulatcje specjalistyczne.

Cześć! Tu Justyna, samodzielna mama studentki pierwszego roku na wymarzonej uczelni. Na początku tego roku diagnoza: złośliwy rak piersi zmiotła mnie całkowicie, ale rak? Ja? Z takim zdrowiem? Nawet gdy wszyscy wokoło chorowali na grypę, to ja nawet kataru nie miałam. Za mną ciężkie miesiące, w maju przeszłam mastektomię, a od sierpnia jestem w trakcie chemioterapii w schemacie 4 ddAC + 12 PXL (dla niewtajemniczonych :) - 4 agresywne czerwone chemie i 12 białych, które miały być mniej toksyczne, ale nie wiem, ja je kiepsko znoszę, chociaż nie poddaję się). A przede mną-radioterapia, leczenie celowane i hormonoterapia na długie lata, które mają zabezpieczyć mnie przed nawrotem choroby. Ostatnio usłyszałam, że po zakończeniu chemioterapii i radioterapii nie są zlecane żadne badania obrazowe, żeby zweryfikować czy leczenie przyniosło oczekiwany skutek i potwierdzić, że nie ma przerzutów. Hasło "nie szukamy przerzutów na siłę" jednak do mnie nie przemówiło, dla mnie to profilaktyka, żeby ewentualnie móc zadziałać odpowiednio wcześnie, dlatego po wszystkim chciałabym wykonać badanie PET, a na to potrzeba sporych środków. Moje oszczędności stopniały w zatrważająco szybko. Mimo że leczenie systemowe jest w większości refundowane, to nadal jest wiele obszarów, które wymaga wyłożenia własnych pieniędzy. Niestety nawet Schumacherowi skończyły się oszczędności na leczenie. Właśnie dlatego postanowiłam poprosić o wsparcie. Każda, nawet najmniejsza wpłata pomoże mi zadbać o profilaktykę i w razie potrzeby zareagować. Dziękuję serdecznie za każdą formę wsparcia.

18 539 zł z 12 000 zł
154%
Barbara Bukała, Bydgoszcz

Pomóż Basi ponieść koszty badań i leczenia

Witam serdecznie, mam na imię Basia. Jestem babcią, mam dwójkę kochanych wnuków i kocham życie. Jeszcze bardziej to zrozumiałam, gdy w sierpniu 2015 roku usłyszałam diagnozę - nowotwór złośliwy piersi. Po pierwszej operacji okazało się, że nowotwór jest wieloogniskowy i konieczna była całkowita mastektomia. Przy drugiej operacji pojawiły się komplikacje. Spędziłam miesiąc w szpitalu, później przeszłam chemioterapię. W tej chwili jestem pod stałą kontrolą bardzo pomocnych lekarzy z CO w Bydgoszczy. Zawsze bardzo dużą wagę przykładałam do badań kontrolnych i chyba właśnie to podejście pozwoliło na uchwycenie tej choroby w początkowym jej stadium, ale jak wiadomo przeciwnik jest podstępny i nieprzewidywalny. Pomimo fachowej pomocy i wsparcia, jakie otrzymałam od lekarzy i personelu z bydgoskiego Centrum Onkologii, byłam zmuszona wykonać dodatkowe, kosztowne badania za granicą. Podjęłam również decyzje o rozpoczęciu leczenia w Klinice we Wrocławiu. Terapia, której się poddałam, ma głównie na celu wzmocnienie mojego układu immunologicznego. Ponieważ schemat badań kontrolnych nie zakłada wielu badań, które pozwalają na szybsze wykrycie ewentualnych, nowych zmian, staram się na bieżąco kontrolować w prywatnych placówkach. W wyniku przyjmowanych leków pogłębiła się u mnie i tak bardzo zaawansowana osteoporoza. Wiem, że w tej chorobie najważniejsze jest pozytywne nastawienie i to ono mimo wielu trudnych chwil, z którymi w trakcie trwania choroby przychodzi mi się borykać, pozwala mi wierzyć, że będzie dobrze. Jednak w mojej walce o zdrowie, o życie, potrzebne mi będzie również Wasze wsparcie, stąd moja prośba. Wiadomo, że koszty leczenia, badań są bardzo wysokie, dlatego proszę życzliwych mi ludzi o wsparcie finansowe. Wszystkim moim darczyńcom bardzo dziękuję i życzę dużo zdrowia.

18 463 zł z 18 000 zł
102%
Katarzyna Kubiak, Opalenica

Mama trójki dzieci choruje na przewlekłą białaczkę szpikową..

Mam na imię Katarzyna, mam 45 lat. Mam wspaniałą rodzinę - męża Piotra, córkę Jagodę i dwóch synów: Jakuba i Kacpra. Moja choroba zaczęła się w marcu 2014 roku. Najpierw wysokie leukocyty i coraz gorsze samopoczucie. W końcu diagnoza: PRZEWLEKŁA BIAŁACZKA SZPIKOWA. Od 8 maja 2014 przyjmuję codziennie leki hamujące wzrost nieprawidłowych komórek oraz inne leki wspomagające. Jestem pod opieką Szpitala Klinicznego Przemienienia Pańskiego w Poznaniu. Moja choroba, a raczej skutki uboczne leków zmuszają mnie do ciągłej rehabilitacji, która wymaga sporego nakładu finansowego. Wierzę, że dzięki Państwa pomocy będę mogła kontynuować leczenie i rehabilitację. Dziękuję za każde wsparcie.

16 789 zł z 12 000 zł
139%