Zbiórki

ArtykułDlaczego pacjenci onkologiczni zakładają zbiórki, skoro leczenie jest dostępne na NFZ?Alivia Onkofundacja Czytaj artykuł
Lidia Dyndor, Warszawa

Udało się osiągnąć cel zbiórki!

Szanowni Darczyńcy, ogromnie dziękujemy za wsparcie! Osiągnęliśmy cel zbiórki i na ten moment prosimy o nieprzekazywanie darowizn. --- Mam na imię Lidia i jestem szczęśliwą żoną oraz mamą trójki dzieci: blisko 5-letniej Natalii, 3-letniego Antosia i rocznego Frania. Na zdjęciu jestem z moim najmłodszym synkiem, bo to właśnie kiedy byłam z nim w ciąży, do naszej rodziny dołączył rak piersi - potrójnie ujemny. Od momentu diagnozy w procesie leczenia udało mi się pokonać daleką drogę: 2 operacje, 16 wlewów chemii, a w najbliższym czasie czeka mnie jeszcze 20 naświetlań i kolejne operacje profilaktycznej mastektomii oraz rekonstrukcji chorej piersi. Wszystkie środki zebrane na moje konto posłużą mi do opłacenia kosztów związanych z leczeniem, które nie są refundowane przez NFZ, takie jak: specjalistyczne materiały użyte do operacji rekonstrukcyjnych (np. siatka z osierdzia wołowego lub siatka adm), dodatkowy sprzęt oraz rehabilitacja specjalistyczna, a także dodatkowa diagnostyka i konsultacje specjalistyczne. Pieniądze zebrane posłużą mi również do finansowania kosztów dojazdów na konsultacje specjalistyczne poza moim miejscem zamieszkania oraz do opłacenia specjalistycznego wsparcia psychoonkologicznego.

53 101 zł z 25 000 zł
212%
Paula Chrustowska, Oława

Cel został osiągnięty, dziękuję! Na ten moment zawieszam zbiórkę.

Dzień dobry, mam na imię Paula, mam 34 lata. Moja historia zapewne jest podobna do wielu innych istnień, których szczęśliwe, poukładane i satysfakcjonujące życie przerwała informacja o nowotworze złośliwym. Na początku września 2020 roku z radością i niecierpliwością szykowałam się do pracy w kolejnym roku szkolnym. Ten czas i rok był wyjątkowo szczególny, ponieważ wszyscy czekaliśmy na powrót do normalności po długim lockdownie spowodowanym Covidem. Byłam szczęśliwa, że w końcu zobaczę swoich kochanych uczniów i będziemy mogli znów działać na lekcjach chemii oraz w naszym szkolnym i lokalnym środowisku. Niestety - radość nie trwała długo i została zmącona odkryciem przeze mnie, podczas samobadania, guza piersi. Jestem z wykształcenia biologiem, chemikiem oraz antropologiem człowieka, dlatego nigdy nie zaniedbywałam profilaktyki i samobadania, a także troszczyłam się w tej naturze o osoby mi ważne i bliskie. Mimo tego guz pojawił się zupełnie nieoczekiwanie i w czasie tak krótkim, że wciąż towarzyszy mi niedowierzanie. Badanie usg, mammografia, konsultacje, biopsja i w końcu diagnoza, jaką otrzymałam: rak piersi nieluminalny her2+++. Obecnie jestem pod opieką Dolnośląskiego Centrum Onkologii i w trakcie chemioterapii. Niestety, ze względu na obecną sytuacje pandemiczną i niską odporność, nie mogę pracować z uczniami, ale mocno wyczekuję momentu, kiedy będę mogła wrócić do aktywności zawodowej. Zanim do tego dojdzie, czeka mnie w dalszym ciągu chemioterapia, operacja, leczenie lekiem celowanym w mój typ nowotworu, rehabilitacja oraz poszerzona diagnostyka kontrolna. Chciałabym jak najszybciej uporać się z "zadaniem domowym", które postawiło przede mną życie. Chcę znów służyć swoją wiedzą i doświadczeniem moim uczniom oraz wsparciem ich rodzicom. Chcę być znów oparciem dla najbliższych. Bardzo czekam też na moment, gdy będę znów mogła podróżować w ulubiony sposób - "po studencku". Zdaję sobie sprawę, że moje leczenie jest długie, wymagające i niestety - kosztowne (diagnostyka, leki, rehabilitacja). Bardzo dziękuję za każdy 1%i doceniam każde wsparcie płynące do mnie z Państwa strony. Z wyrazami szacunku, Paula Chrustowska

52 736 zł z 25 000 zł
210%
Maria Bojanowska, Bożepole Wielkie

Agresywny nowotwór kontra samotna mama. Zbiórka na celowane leczenie i przetrwanie najtrudniejszego czasu.

Nazywam się Maria i jestem samotną mamą dwójki wspaniałych synów: 11-letniego Marcela i zaledwie 3-letniego Tymonka. Chłopcy są dla mnie całym światem, moim tlenem i jedynym powodem, dla którego każdego ranka, mimo ogromnego bólu i wycieńczenia, wstaję z łóżka. Na chwilę obecną nie mam już jednak innego wyjścia, muszę zwrócić się do Was z prośbą o pomoc. Walczę o życie. Walczę o to, by moi synowie nie zostali na tym świecie sami. Kim byłam, zanim przyszedł rak? Przed diagnozą moje życie, choć wypełnione obowiązkami samotnej mamy, było pełne planów i małych radości. Pracowałam, dbałam o dom, starałam się zabezpieczyć przyszłość moim dzieciom. Moja codzienność kręciła się wokół ich spraw: odprowadzania Tymonka do żłobka, rozmów z Marcelem, wspólnych spacerów. Kochałam to proste, bezpieczne życie i oddałabym wszystko, by móc do niego wrócić. By znów być po prostu obecną, zdrową mamą, a nie pacjentką onkologiczną. Diagnoza, która zburzyła nasz świat Wszystko zmieniło się w jednej chwili. Zdiagnozowano u mnie nowotwór piersi. Kiedy lekarka przekazywała mi diagnozę, z paraliżującego strachu odebrało mi mowę. Jedyne słowa, jakie byłam w stanie z siebie wydusić przez łzy, brzmiały: „Pani doktor, ja mam małe dzieci…”. To było wszystko. W tej jednej sekundzie nie myślałam o bólu ani o sobie. Myślałam tylko o nich: „Co stanie się z Marcelem i Tymonkiem, jeśli mnie zabraknie? Kto ich przytuli, kto ich wychowa?”. To nie jest zwykła choroba – lekarze potwierdzili, że to najbardziej oporny, niezwykle złośliwy i inwazyjny podtyp raka (potrójnie ujemny), który dał przerzuty. Dotychczasowe, standardowe leczenie, które przeszłam, okazało się bezskuteczne. Mój organizm jest potwornie zmęczony, a rak do tej pory zupełnie nie zareagował na podawane leki. Obecnie moje leczenie przypomina dramatyczną metodę prób i błędów. Lekarze testują kolejne rozwiązania, a czas nieubłaganie ucieka. Co daje mi siłę, a co odbiera oddech? Najtrudniejszy w chorobie jest lęk o przyszłość dzieci. Boję się momentów, w których z powodu wycieńczenia chemioterapią brakuje mi sił, by pobawić się z malutkim Tymonkiem, albo usiąść i spokojnie porozmawiać z Marcelem. Pęka mi serce, gdy widzę w oczach mojego starszego syna strach i dorosłą powagę, na którą jest jeszcze za młody. On nie powinien martwić się o życie swojej mamy. Co daje mi siłę do walki z rakiem? Właśnie moi synowie. Widok ich uśmiechu, ich codzienne uściski. Moim największym marzeniem jest po prostu być przy nich. Chcę zobaczyć, jak Tymonek idzie do pierwszej klasy, chcę wspierać Marcela, gdy będzie wkraczał w dorosłość. Chcę patrzeć, jak dorastają na mądrych, dobrych mężczyzn. To dla tych chwil nie pozwalam sobie na poddanie się, nawet gdy ból staje się nie do zniesienia. Nadzieja ukryta w genach Pojawiła się jednak nadzieja, która może odmienić moją sytuację i dać mi upragniony czas z dziećmi. Szansą na zatrzymanie tego agresywnego przeciwnika jest zaawansowane, wysokospecjalistyczne badanie genetyczne guza – OncoDEEP, wykonywane w certyfikowanym laboratorium w Belgii. Dzięki analizie molekularnej moich tkanek nowotworowych, lekarze otrzymają dokładną mapę genetyczną mojego raka. Pozwoli to natychmiast zakończyć terapię „po omacku” i dobrać leki celowane, uderzające precyzyjnie w czułe punkty tego konkretnego, opornego nowotworu. Koszty, które przekraczają moje możliwości Niestety, koszty tej walki całkowicie mnie przerosły. Samo badanie w Belgii jest potwornie drogie i nierefundowane. Do tego dochodzą ogromne, codzienne koszty: częste, wycieńczające dojazdy na leczenie do Gdańska, kosztowne leki wspomagające oraz prywatne konsultacje medyczne. Żeby sytuacja była jeszcze trudniejsza, mój okres zwolnienia chorobowego powoli dobiega końca. Za chwilę zostanę bez stałych środków, które pozwalały mi utrzymać dom i zapewnić dzieciom podstawowy byt. Jako samotna matka nie mam drugiego dochodu, na którym mogłabym się oprzeć. Błagam o pomoc Leczenie jest bardzo ciężkie, a moja codzienność to walka z chorobą i strachem o jutro. Ale nie poddam się. Mam dla kogo żyć. Marcel i Tymonek potrzebują mamy: silnej, zdrowej i obecnej. Oni mają tylko mnie. Z całego serca proszę Was o wsparcie. Każda wpłata, każde udostępnienie tej zbiórki to dla mnie krok bliżej do bezpiecznego jutra, krok bliżej do pokonania tego złośliwego wroga. Pomóżcie mi wygrać czas dla moich synów. Pomóżcie mi przeżyć. Dziękuję za każdy Wasz gest i serce, Maria Bojanowska

51 030 zł z 50 000 zł
102%
Agnieszka Wawrzyńczak, Warszawa

Pragnę dalej dawać uśmiech innym, a przy okazji cieszyć się życiem!

Jest mi trudno to napisać. Za każdym razem, gdy próbuję ubrać w słowa to, co się dzieje, brakuje mi tchu – nie tylko z powodu choroby, ale z powodu emocji. Dlatego dziś oddaję głos komuś, kto zna mnie najlepiej. Mojej przyjaciółce. “Piszę o Agnieszpce. Gdyby dobro miało twarz, miałoby jej oczy – uważne, ciepłe, zawsze skupione na drugim człowieku. Agnieszka jest tą osobą, która pamięta. Pamięta, że ktoś miał ważną rozmowę. Pamięta, że ktoś nie lubi ciszy, gdy jest mu smutno. Pamięta, że czasem nie trzeba rad, tylko obecności. Jest przy ludziach naprawdę – nie na pół gwizdka, nie „na chwilę”. Gdy jest dobrze, cieszy się najmocniej. Gdy jest źle, nie odwraca wzroku. To ona pierwsza przychodzi z herbatą i ostatnia wychodzi, gdy trzeba posiedzieć w milczeniu. Nieraz widziałam, jak odkłada swoje sprawy, bo ktoś inny akurat bardziej potrzebował wsparcia. I właśnie taka osoba dziś sama potrzebuje pomocy. Pisanie tego tekstu nie jest łatwe. Bo jak prosić o coś dla kogoś, kto całe życie dawał? Jak powiedzieć światu, że ta silna, wspierająca wszystkich Agnieszka teraz mierzy się z czymś, co przerasta nawet ją? Agnieszka mierzy się z bardzo poważną diagnozą – to nowotwór złośliwy dróg żółciowych z naciekiem na trzustkę, dwunastnicę oraz węzły chłonne. Te słowa brzmią chłodno i medycznie, ale za nimi kryje się codzienna walka: o siłę, o kolejne badania, o leczenie, o nadzieję. Choroba przyszła nagle, nieproszona i wywróciła jej świat do góry nogami. Zmieniła plany, rytm dni, zwykłą codzienność. Ale nie zmieniła jej serca. Nadal martwi się bardziej o innych niż o siebie. Nadal potrafi zapytać: „A jak Ty się trzymasz?” – nawet wtedy, gdy sama walczy o każdy spokojny dzień. Dlatego proszę – w jej imieniu, ale też w swoim. Jeśli możecie, dołóżcie swoją cegiełkę. Każda wpłata to nie tylko wsparcie leczenia i rehabilitacji. To sygnał: „Agnieszko, teraz my jesteśmy przy Tobie”. Tak jak Ty byłaś przy nas. Nie prosimy o litość. Prosimy o szansę. O nadzieję. O to, by osoba, która tyle dobra dała światu, mogła dalej być jego częścią – zdrowa, silniejsza, spokojniejsza o jutro. Dziękuję za każdą pomoc, każde udostępnienie, każde dobre słowo. Wierzę, że dobro, które Agnieszka rozsiewała przez lata, teraz do niej wróci.”

50 603 zł z 30 000 zł
168%
Gerard Godek, Tychy

Nowotwór mózgu

Nazywam się Gerard i mam 39 lat. Do momentu diagnozy prowadziłem normalne życie, spotykałem się ze znajomymi i dużo jeździłem na rowerze. Pod koniec roku 2013 usłyszałem coś, co całkowicie odmieniło moje dotychczasowe życie. Okazało się, że w mojej głowie rośnie guz. W październiku 2013 r. przeszedłem operację, po której bardzo szybko doszedłem do siebie. Dobre rokowanie lekarzy mojego przypadku zupełnie uśpiło moją czujność. Niestety w listopadzie ubiegłego roku nastąpił nawrót choroby. Guz przekształcił się w formę złośliwą. Tym razem ułożenie i rozmiar nie pozwoliły na interwencję chirurgiczną. Przeszedłem wszystko, co polska medycyna ma do zaoferowania. Chemioterapię i radioterapię. Guz nadal jest, tylko że uśpiony, w każdej chwili może ponownie zaatakować. Nie chcę bezczynnie czekać, aż to się stanie. Koszty konsultacji i leczenia za granicą, które mogą uratować moje życie, niestety są zbyt wysokie i nie są refundowane przez NFZ. Aktualnie wszystkie wydatki na lekarstwa i suplementy pokrywałem z własnych oszczędności, które odkładałem na mieszkanie, ale środki zaczynają się powoli kończyć. Dlatego w tym momencie potrzebuję Waszej pomocy i bardzo o nią proszę.

50 525 zł z 50 000 zł
101%
Krzysztof Cyran, Krzeszów

Pomoc dla Krzycha

Nazywam się Krzysztof Cyran, mam 50 lat, jestem mężem i ojcem. Jeszcze do niedawna prowadziłem normalne życie - praca, dom, rodzina, hobby. Niestety pewnego dnia wszystko się zmieniło nieodwracalnie i teraz muszę prosić Was o pomoc. W 2023 roku usłyszałem diagnozę, po której ugięły mi się kolana - nowotwór złośliwy czerniak naczyniówki oka prawego. Zastosowana terapia spowodowała regresję guza i mogłem nawet przez chwilę pocieszyć się normalnością, lecz nie trwało to zbyt długo. Rok 2025 przyniósł kolejne wyzwanie, z którym się mierzę - nastąpił rozsiew do wątroby. Obecnie jestem po operacji i powoli wracam do sił. Przede mną dalsza walka z bardzo trudnym i przebiegłym przeciwnikiem. Wiem, że łatwo nie będzie, ale nie poddaję się i działam dalej. Niestety cały proces leczenia, wykonywania badań, udziału w konsultacjach niesie za sobą duże koszty, którym nie mogę podołać, dlatego proszę o pomoc. Za każdą formę wsparcia bardzo dziękuję, Krzysztof

50 469 zł z 50 000 zł
100%
Ewelina Żychlińska, Warszawa

Wszystkim darczyńcom serdecznie dziękuję! Udało się osiągnąć cel!

Wszystkim darczyńcom serdecznie dziękuję! Udało się osiągnąć cel! Na chwilę obecną proszę o nieprzekazywanie darowizn. -------------------- Jeszcze w lutym zeszłego roku moim głównym zmartwieniem był rosnący kurs Euro w racie kredytu mieszkaniowego. Takie problemy ma większość z nas. Kombinujemy wtedy, jak sprawić, żeby zeszły na dalszy plan. Tymczasem ja pracuję nad tym, żeby rosnący kurs Euro znów zagrał główną rolę w moim życiu. Bo niestety, to cozajęło jego miejsce jest… czymś trochę poważniejszym. Zaczęło się od pieprzyka na plecach, który przez długi czas rósł i zmieniał kolor. Zdobyłam się na odwagę i poszłam do lekarza bo czułam, że jest to chyba coś poważniejszego niż tylko głupi pieprzyk. W marcu 2016 roku dostałam diagnozę – czerniak guzkowy skóry, złośliwy. Wtedy mój pieczołowicie ułożony stosik priorytetów, zadań i marzeń runął z hukiem, który był jednocześnie pierwszym wystrzałem w wojnie, która właśnie rozpoczęła się w moim ciele. Odsunęłam wszystkie inne sprawy na boczny tor i skupiłam się na walce. I wiecie co? Pierwszą bitwę wygrałam! Po kwietniowej operacji docięcia skóry na plecach oraz wycięcia węzła wartowniczego przyszedł wynik: jestem zdrowa! Czułam, że dostałam drugą szansę od życia. Byłam szczęśliwa. Po pół roku, w październiku przyszedł wynik tomografii komputerowej, który musiałam zrobić jako badanie do regularnej kontroli mojego stanu zdrowia. To co było napisane dosłownie zwaliło mnie z nóg – czerniak uderza ze zwielokrotnioną siłą, z przerzutami do płuc, liczne guzki podskórne, a ostatnio zaatakował oko. Żyć mi się odechciało, kiedy to usłyszałam, chociaż bardzo chcę żyć. Wracając do zmartwień... Mam to swoje wielkie zmartwienie. Nikt nie wie, jak długo będę walczyć i kto wygra. Najprawdopodobniej czeka mnie trudna i długa droga, wiele konsultacji, może leczenie za granicą. I tutaj pojawia się nowy problem: pieniądze. To, co najtrudniejsze w chorobie dla mnie to chyba właśnie proszenie o pomoc, o wsparcie finansowe, bo tym razem nie dam sobie rady sama. Jedyne, co mam w tej chwili to duże poczucie humoru i ludzi wokół, za których pomoc jestem niezmiernie wdzięczna. Pomoc Alivii jest dla mnie niewyobrażalnie ważna. Bez niej nie wiedziałabym nic. To z tego źródła wiem, że będę potrzebować pieniędzy na kosztowne konsultacje, leki, być może z zagranicy. Nadal jeszcze niewiele wiem. To co mogę teraz zrobić to dobrze przygotować się do walki o moje życie. Proszę Was o pomoc. Będę za nią wdzięczna z całego serca, bo bez Waszego wsparcia mogę nie dać rady przejść tej drogi. Za każdy rodzaj wsparcia z całego serca dziękuję.

50 241 zł z 50 000 zł
100%
Ewa Krawczak, Rzekuń

Walka z nowotworem piersi - muszę wychować małe dzieci

Witam, mam na imię Ewa i mam 36 lat. W 2020 roku zdiagnozowano u mnie nowotwór piersi. Diagnoza choroby jest bardzo trudnym momentem, ale to dopiero początek długiej i trudnej drogi leczenia. Wiąże się ona ze sporymi wydatkami na diagnostykę, dojazdy do placówek medycznych, wizyty lekarskie. Bardzo ważne w leczeniu onkologicznym jest odpowiednie odżywianie i wzmocnienie organizmu, którego czeka duże wyzwanie w postaci chemioterapii. Obniżenie aktywności zawodowej powoduje, że koszty leczenia są dla mnie nie do udźwignięcia. Boję się, że finanse, a właściwie ich brak zaprzepaszczą nadzieję na zatrzymanie choroby. Muszę walczyć! Mam dla kogo - jestem mamą małych dzieci, które potrzebują opieki sprawowanej przez zdrową mamę. I stąd mój apel do Was o chociażby najmniejszą wpłatę, która zabezpieczy mi dalszy etap leczenia - pomoże wykonać dodatkowe płatne badania, wykupić leki, dojechać do placówek medycznych, itp. Wierzę, że z Waszą pomocą uda mi się osiągnąć ten cel i wrócić do zdrowia. Dziękuję!

50 230 zł z 20 000 zł
251%
Wanda Kołaczkowska, Wlocławek

Walka o każdy oddech. Pomóż mi proszę wygrać z nowotworem

Cześć, mam na imię Wanda i już po raz drugi w swoim życiu zachorowałam na nowotwór złośliwy. Swoją pierwszą walkę o życie wygrałam. Nie było łatwo, ale pokonałam chorobę. Byłam niezmiernie szczęśliwa. Mogłam nadal cieszyć się życiem, czasem spędzonym w rodzinnym gronie, doczekałam się wspaniałych wnuków, miałam też pracę, w której się spełniałam, a w wolnych chwilach zatracałam się przy tworzeniu i pielęgnowaniu wymarzonego ogrodu. Myślałam, że rak to przeszłość. Niestety... Moja druga walka zaczęła się w 2016 roku, w najtrudniejszym momencie mojego życia - tuż po tragicznej śmierci mojego męża. Organizm nie wytrzymał bólu i stresu. Zaczęło się od wymiotów i problemów z jedzeniem. Diagnoza była bezlitosna - RAK PRZEŁYKU. Przez długi czas byłam podtrzymywana przy życiu dzięki żywieniu dojelitowemu i kroplówkom. Przeszłam skomplikowaną operację usunięcia przełyku. Od nowa uczyłam się tak podstawowych czynności, jak przełykanie i jedzenie. Wsparciem w tych trudnych chwilach była dla mnie córka i wnuki. To dzięki nim czułam, że walka o siebie ma sens. Gdy wydawało się, że najgorsze już za mną, rok 2023 przyniósł kolejny cios. Przerzuty do węzłów chłonnych i zmiany w płucach. Nowotwór odebrał mi głos i możliwość swobodnego oddychania. Konieczne było założenie rurki tracheotomijnej. Dziś sytuacja jest krytyczna. Ostatnie badania PET wykazały, że guzy w płucach rosną!!! Pojawiły się też zmiany w kręgosłupie i śródpiersiu. Każdy dzień to dla mnie walka o tlen. Zwykłe ubranie się jest dla mnie ogromnym wysiłkiem, po którym tracę oddech. Duszące mnie guzy odbierają mi resztki sił, dlatego potrzebuję stałej opieki. Pojawiła się szansa - immunoterapia w Bydgoszczy. Leczenie w postaci nowoczesnych wlewów, które mogą powstrzymać chorobę. Niestety, ponieważ przeszłam już dwie serie chemioterapii oraz radioterapię, system odmówił mi refundacji. Nikt wcześniej nie powiedział mi, że istnieje taka możliwość, a teraz jedyną barierą są pieniądze. Koszty leczenia prywatnego, dojazdów i specjalistycznej opieki przekraczają możliwości finansowe moje i mojej rodziny. Potrzebne jest 50 000 zł. To koszt prywatnej terapii (4 wlewy). Moje leczenie powinno zacząć się jak najszybciej, jednak by mogło być rozpoczęte, muszę najpierw wpłacić całą kwotę. Każda złotówka to dla mnie krok w stronę swobodnego oddechu i wspólnych chwil z najbliższymi. Zawsze kochałam naturę, pracę w ogrodzie i piesze wycieczki, ale przede wszystkim kocham moją rodzinę. Chcę żyć dla moich wnuków, chcę patrzeć, jak dorastają i po prostu móc z nimi być bez walki o każdy haust powietrza. Proszę pomóż mi wygrać tę walkę. Dziękuję za Twoje wsparcie - Wanda.

50 050 zł z 50 000 zł
100%
Grażyna Filipiak, Nowy Sącz

Moje leczenie onkologiczne

Kiedy w lutym 2021 roku wybierałam się na wizytę do ginekologa, przekonana byłam, że będzie to zwykła, standardowa wizyta. Jednak tak nie było... Nagle życie skręciło w nową, nieznaną uliczkę o nazwie "nowotwór". Zachorowałam tuż przed moim ślubem, diagnoza - nowotwór złośliwy jajnika. Ślub odbył się i był prawdziwie szczęśliwy, choć panna młoda miała pod suknią bliznę po operacji, a w trakcie podróży poślubnej gubiła włosy po pierwszej wizycie na chemioterapii. Choruję, ale na ile jest to możliwe, staram się żyć najpełniej jak umiem. Przeszłam dwie operacje - w trakcie drugiej usunięto mi śledzionę i wyłoniono stomię. Niedługo czeka mnie też drugi cykl chemioterapii. Mimo tego nie chcę rezygnować ze swoich pasji - miłości do gór i żeglarstwa, więc nie rezygnuję, tylko modyfikuję plany. Marzenia pozostają te same: wejść na niejedną jeszcze górę i pożeglować po nieznanych wodach. W trakcie leczenia musiałam zrezygnować z jednej z moich pasji, którą była praca zawodowa - praca z dziećmi. Leczenie wiąże się z koniecznością dojazdów i noclegów, do tych kosztów dochodzą jeszcze wydatki związane z wizytami, badaniami, lekami, suplementami, rehabilitacją, które nie są refundowane przez NFZ. Koszty związane z leczeniem są wyższe niż moje możliwości finansowe. Dlatego zwracam się do Was z prośbą o podzielenie się ze mną Waszą życzliwością. Dziękuję za każdą pomoc i Wasze wsparcie.

49 557 zł z 30 000 zł
165%
Iwona Szymczyk, KATOWICE

Pomóż pokonać raka

Witam. Nazywam się Iwona Szymczyk, choruję na raka piersi Her2+. 02.07.2019 r. usłyszałam diagnozę - rak złośliwy piersi w postaci naciekającej. W jednej chwili życie wywraca się do góry nogami, gdy słyszysz „wyrok”. Zastanawiasz się, ile warte jest ludzkie życie – i uzmysławiasz sobie jak bardzo dużo. 29.07.2019 r. rozpoczęłam cykl 8 chemioterapii. Obecnie jestem po 4 chemiach czerwonych, a przede mną 4 chemie białe. Cały cykl będzie trwał około pół roku. Następnie około 3 tygodnie po jego zakończeniu w Centrum Onkologii w Gliwicach czeka mnie zabieg usunięcia guza, a następnie radioterapia. W związku z typem nowotworu, który posiadam, zostałam zakwalifikowana do podania dodatkowo 4 dawek leku (zaczynając podanie leku do drugiej chemii białej). Lek ten należy do leków nazywanych „przeciwciałami monoklonalnymi”, które przyłączają się do ściśle określonych cząsteczek występujących w organizmie i na komórkach nowotworowych. Lek ten może spowolnić lub zatrzymać wzrost albo może spowodować śmierć takich komórek. Lek ten może uratować mi życie, niestety w naszym kraju obowiązują procedury, które uniemożliwiają mi bezpłatne leczenie nim na chwilę obecną. Mimo pojawienia się leku na wrześniowej liście refundacyjnej, leczenie nim wciąż nie jest dostępne i nie wiadomo, kiedy lek pojawi się w szpitalach. Każda dawka leku to koszt około 12.000 złotych. Niestety nie mam dużo czasu, ponieważ dwie dawki leku muszę przyjąć już podczas podania 2 białej chemioterapii (24.10.), a następne dawki do 3 i 4 chemii. Nie wiem, co przyniesie los... Wiem jednak jedno: moje życie jest wypełnione osobami, dla których warto żyć, więc bardzo proszę o pomoc :)

49 358 zł z 45 000 zł
109%
Anna Uszyńska, Warszawa

Zbiórka na immunoterapię w leczeniu raka piersi

Niedawno dowiedziałam się, że mam potrójnie ujemnego raka piersi. Czeka mnie około półroczne leczenie chemioterapią i radioterapią, operacja, ale równie ważne w tym typie nowotworu jest wprowadzenie immunoterapii (w przypadku raka piersi nierefundowanej przez NFZ). Według lekarzy ta terapia znacząco zmniejszy ryzyko nawrotu choroby i przerzutów - a w moim przypadku jest ono niestety bardzo duże. Jednorazowy koszt to ok. 14.786 zł - lek musi być podany przed operacją 6 razy. Tyle kochanych osób wokół mnie... Rozpoczętych projektów filmowych... Niespełnionych planów... Tyle ważnych rzeczy chciałabym jeszcze powiedzieć 17-letniemu synowi. Dlatego będę wdzięczna, jeśli wesprzecie mnie w tym drogim leczeniu.

49 076 zł z 37 808 zł
129%