Zbiórki

Tamara Czajkowska, Izabelin

Nierefundowany lek to dla mnie ogromna szansa

Szanowni Państwo, guz jajnika zdiagnozowano u mnie 3 grudnia 2018. Operacja odbyła się 7 stycznia 2019. Badanie histopatologiczne było bezwzględne - nowotwór złośliwy III stopnia i na dodatek nietypowy jak na guz jajnika bo jasnokomórkowy. W marcu rozpoczęłam chemioterapię w szpitalu w Wieliszewie. Niestety na część leków (mimo dwukrotnej próby podania w warunkach szpitalnych) jestem uczulona. Zgodnie z zaleceniami specjalistów niezbędne jest podanie oprócz podstawowego leku drugiego preparatu. Niestety NFZ nie refunduje w moim przypadku nic poza taksoidami, a na te jestem uczulona. Koło się zamyka. Zarówno prowadząca mnie dr Justyna Barzał jak i dr Kuc-Rajca z Instytutu Onkologii na Ursynowie zalecają podanie 6 dawek nierefundowanego leku.

9 204 zł z 18 000 zł
51%
Małgorzata Chmielarz, Poznań

Badanie Oncotype Dx, leczenie i rehabilitacja po obustronnej mastektomii

Aktualizacja sierpień 2026 Piszę to z ciężkim sercem. Wystąpiły poważne powikłania pooperacyjne, które wymagają natychmiastowych i ponownych interwencji chirurgicznych. Moja walka trwa już od 8 miesięcy. Przez ten czas zmagałam się z nieustannie otwierającymi się przetokami, przyjęłam ogromne ilości antybiotyków, zużyłam tony opatrunków i przeszłam kilka zabiegów szycia. Wyniki posiewu przyniosły brutalną odpowiedź – to agresywna bakteria szpitalna. W sierpniu trafiłam do szpitala, gdzie spędziłam już ponad tydzień, a lekarze prognozują kolejne dwa. W ciągu zaledwie 1,5 tygodnia przeszłam aż 3 operacje w pełnej narkozie, a w planach są jeszcze co najmniej dwie. Terapia jest niezwykle wycieńczająca. Bakteria nie chce się poddać, dlatego przyjmuję dwa silne antybiotyki dożylnie. Aby wygrać tę walkę, lekarze musieli usunąć implant. Obecnie mam założony system podciśnieniowy V.A.C. Veraflo, który co kilka dni jest wymieniany na bloku operacyjnym. Z reguły jestem silna i potrafię znieść wiele, ale tym razem pękłam. Boję się – fizycznie i psychicznie. Moje oszczędności drastycznie topnieją, a ja, zamiast wracać do zdrowia, muszę zacząć tę piekielną drogę od nowa. Tym razem będzie ona znacznie dłuższa i trudniejsza. Czeka mnie ponowne dochodzenie do sprawności, długa rehabilitacja, a za kilka miesięcy kolejna operacja wszczepienia ekspandera. Dopiero po kolejnych miesiącach przyjdzie czas na nowy implant. Proszę o Wasze wsparcie i dobre myśli. Sama nie dam rady. Wasza dotychczasowa pomoc i wsparcie jest ogromna za co bardzo, bardzo dziękuję. _____________________ W 1987 roku moja mama zachorowała na nowotwór piersi. Był na tyle wcześnie zdiagnozowany, że mastektomia uratowała jej życie. Mając wiedzę o tym, że mogę być obciążona genetycznie, jestem pod opieką Poradni Genetycznej i w 2009 roku zrobiłam badania genetyczne, w których rozpoznano u mnie 2 uszkodzone geny. Dzięki temu regularnie badałam się co pół roku, by w razie czego szybko wykryć chorobę. W 2024 roku na badaniu rezonansu magnetycznego rozpoznano podejrzaną zmianę w prawej piersi. Zmiana nie była widoczna ani w USG ani w mammografii. Lekarze, u których badałam się co pół roku, uznali, że nie jest to nic niepokojącego i należy tylko obserwować. W 2025 roku podejrzana zmiana zaczęła rosnąć i wtedy zostałam skierowana na biopsję gruboigłową pod rezonansem. Ze względu nabraki w sprzęcie potrzebnym do takiej biopsji na badanie czekałam około 3 miesięcy. Zdiagnozowano nowotwór złośliwy piersi prawej, zrazikowy, hormonozależny. W styczniu 2026 roku przeszłam obustronną mastektomię z jednoczasową rekonstrukcją piersi - z uwagi na wcześniejsze zachorowanie mamy i moje badania genetyczne. Aktualnie czekam na wynik histopatologiczny z obu piersi oraz zgodnie z zaleceniami lekarza w przypadku mojego typu i zaawansowania nowotworu na wykonanie testu Oncotype DX. Badanie to wykonuje się w USA wysyłając próbkę materiału z operacji. Test ten w Polsce nie jest refundowany, natomiast jest refundowany w kilku innych krajach europejskich, co pokazuje jego znaczenie w onkologii. Pomaga przewidzieć m.in. ryzyko nawrotu raka piersi i korzyści z chemioterapii lub ich brak. Następnie zostanę wprowadzona w tzw. sztuczną menopauzę i będę poddana leczeniuhormonalnemu oraz gdy zajdzie taka konieczność i będzie to wskazane - podawaniu chemii. W związku z badaniami genetycznymi zalecono mi usunięcie przydatków. Operacja jest zaplanowana na koniec 2026 roku. Aktualnie mam dolegliwości z powodu wykonanej operacji piersi prawej (nerwy skórne regenerują się i są nadwrażliwe na ruch, nacisk i rozciąganie - dlatego odczuwampieczenie, szczypanie i rozpieranie nasilające się przy aktywności, nadwrażliwość skóry oraz zaburzone czucie za ramieniem z towarzyszącym bólem łopatki) oraz piersi lewej (z uwagi na zbyt ciasne założenie opatrunku została rozpoznana martwica brodawki sutkowej i problem z przykurczem mięśni w lewym dole pachowym). Czeka mnie rozszerzona rehabilitacja zarówno prawej jak i lewej strony, ratowanie brodawki i praca z przykurczami i rozpracowaniem blizny. Dodatkowo od wielu lat opiekuję się moją mamą i również dlatego muszę być sprawna, by móc to dalej robić. Koszty badań, dalszego leczenia i dochodzenia do sprawności są na tyle wysokie, że potrzebuję wsparcia - wsparcia, by móc dalej aktywnie żyć. Zawsze starałam się pomagać innym i nie myśleć o sobie, dlatego jest mi bardzo trudno prosić o pomoc. Ale wierzę, że się uda.

36 048 zł z 45 000 zł
80%
Jolanta Wysoczańska, Świebodzice

Wsparcie w kontynuacji leczenia onkologicznego

Cześć, nazywam się Jola i w tym roku kończę 50 lat. Zawsze troszczyłam się o innych bardziej niż o siebie. Mam ogromną słabość do zwierząt. Od lat, wspólnie z moimi bliskimi, pomagam bezdomnym kotom - dokarmiam je, leczę i szukam im domów. Mam również trzy ukochane koty i psa, które każdego dnia przynoszą mi radość i spokój. Dziś to ja potrzebuję pomocy. Od 2024 roku choruję na nowotwór jelita grubego. Mam wyłonioną ileostomię, przeszłam chemioterapię i dwie operacje. Chciałam rozpocząć nowy rok z nadzieją, jednak los chciał inaczej - dowiedziałam się o kolejnych przerzutach. Dalsze leczenie stoi pod znakiem zapytania, a każdy dzień przynosi mi lęk i strach o przyszłość. Bardzo boję się przyszłości, ale jeszcze bardziej chcę żyć. Mam dla kogo. Mam 4-letnią wnuczkę, z którą chcę spędzać czas, patrzeć jak rośnie, pokazywać jej świat i uczyć wrażliwości na zwierzęta. Chciałabym być dla niej babcią jak najdłużej i mieć siłę, by cieszyć się wspólnymi chwilami. Zebrane środki przeznaczę na leczenie, konsultacje specjalistyczne, leki, badania, środki stomijne i wszystko, co pozwoli mi jak najlepiej funkcjonować w tej chorobie. Dziękuję z całego serca za każdą pomoc i dobre słowo.

21 001 zł z 30 000 zł
70%
MARZENA STYŚ, Węgrów

Marzena Styś

Moja historia Zachorowałam w lutym 2024 roku na hormonozależny nowotwór piersi. Po wykonaniu biopsji i szczegółowych badań rozpoczęłam intensywne leczenie. Przeszłam chemioterapię oraz radioterapię, a w trakcie terapii dwie operacje. Usunięto mi wszystkie węzły chłonne po lewej stronie. Był to bardzo trudny czas, wymagający ogromnej siły i determinacji. Obecnie pozostaję na hormonoterapii oraz przyjmuję kwas zoledronowy. Leczenie nadal trwa i wymaga stałej kontroli lekarskiej. Zmagam się ze skutkami ubocznymi leczenia. Leki, dojazdy, rehabilitacja - wszystko kosztuje. Obecnie nie pracuję, jestem niezdolna do pracy, pobieram rentę. Będę wdzięczna za wszelką pomoc.

935 zł z 10 000 zł
9%
Małgorzata Sobczyńska, Poznań

Noworoczny pech

Pod koniec 2024 moje spokojne i dość poukładane życie nagle wywróciło się do góry nogami. A wszystko zaczęło się od tego, że nie mogłam wejść po schodach! Wszelkie codzienne czynności, praca, a także aktywność fizyczna stały się niemożliwe z powodu duszności. Po dwóch hospitalizacjach otrzymałam diagnozę: pierwotny chłoniak śródpiersia z dużych komórek B. Dość szybko rozpoczęłam chemioterapię. Trudno mi się było odnaleźć w nowej rzeczywistości, z chorobą odbierającą siły i sprawiającą, że działam tylko "na pół gwizdka". Wyniszczony chemią system immunologiczny poddawał się infekcjom, zmuszając mnie do spędzania czasu w domu, na zwolnieniu. Niestety Nowy Rok rozpoczął się od kolejnego ciosu - mimo wcześniejszych zapewnień i obietnic nie przedłużono mi umowy w pracy... Zostałam więc bez źródła dochodów i - co najgorsze w obecnej sytuacji - bez ubezpieczenia zdrowotnego. A kolejna chemia już za moment... Ze względu na zdrowie, poszukiwanie nowej pracy i rejestracja na bezrobociu na razie nie są możliwe. Otrzymałam orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności. Niedawno zdiagnozowano u mnie zakrzepicę i zatorowość płucną, co doprowadziło do kolejnych hospitalizacji i skutecznie unieruchomiło mnie w domu, w łóżku. Z pełnej energii osoby stałam się nagle kimś, kto potrzebuje pomocy przy codziennych czynnościach. Zwracam się z prośbą o wsparcie finansowe. Pomoc społeczna, niestety, okazuje się niewystarczająca. Zostałam sama z synem i chorobą, która obecnie uniemożliwia mi normalne życie. Leczona od lat depresja nie sprzyja pozytywnemu nastawieniu. Koszty leków wynoszą ponad 500 zł miesięcznie. Sześć cykli chemioterapii przyniosło częściową remisję choroby. Niestety guz w śródpiersiu nadal jest spory, uciska płuca i powoduje męczący kaszel. 18 cykli radioterapii nie przyniosło oczekiwanych skutków. Pozostała sporą masa resztkowa guza, w której grudniowe badanie PET wykazało nowe, niewielkie skupisko komórek nowotworowych... Rok 2026 rozpoczął się więc od nie najlepszych wieści. Czeka mnie niebawem kolejne badanie, które mam nadzieję pozwoli ustalić, jakie będzie dalsze leczenie. Jestem w sytuacji, kiedy kompletnie nie wiem, co będzie ze mną dalej. Fizycznie, póki co czuję się w miarę, lecz psychicznie - nie daję rady. Psychoterapia indywidualna i grupowa, coraz wyższe dawki leków... Ileż można je zwiększać? I czemu są tak bardzo kosztowne... Marzę o powrocie do normalności, aktywności i życia bez trosk. Nie mam wielkich pragnień – dziś mój syn ma studniówkę, a ja tak bardzo chciałabym zobaczyć go w roli studenta za jakiś czas.

10 899 zł z 20 000 zł
54%
Izabela Olczyk, GDAŃSK

Wołanie o pomoc!

Witam, nazywam się Janina Rodkiewicz, mam 62 lata. 23 maja 2017 r. zdiagnozowano u mnie raka piersi. Jestem po usunięciu piersi. Obecnie jestem poddawana chemioterapii, następnie czeka mnie radioterapia. Jedynym moim dochodem jest emerytura w wysokości 1410 zł miesięcznie. Mieszkam sama w mieszkaniu komunalnym, w którym nie ma gazu, wszystko pracuje na prądzie - ogrzewanie, bojler na ciepłą wodę i kuchenka. Moje miesięczne wydatki, to: 308 zł - opłata za czynsz 400 zł - energia elektryczna + 200 zł - leki na depresję, reszta na comiesięczną skromną egzystencję i bieżąco zapisywanie leki. Do tej pory pomagał mi mój jedyny syn, ale w obecnej chwili przebywa w zakładzie karnym za przewinienia drogowe, co uniemożliwia mu opiekę nade mną. Jestem zdana na siebie i ewentualnie na dobry humor i dobre serce sąsiadów. Z uwagi na zły stan zdrowia (zawroty głowy, słabość, złe znoszenie chemioterapii) mam duże trudności z pokonaniem trasy do i od lekarza onkologa, na pobrania krwi przed wizytą u onkologa oraz na zabiegi chemioterapii i korzystam z uprzejmości sąsiadów. Niestety nie jestem w stanie zapłacić chociaż za paliwo - wprawia mnie to w zakłopotanie i dyskomfort psychiczny. Nie wiem, jak długo to potrwa i jak długo sąsiedzi będą mnie dowozić do przychodni i odwozić do domu, ponieważ jest to kłopotliwe z uwagi na czas oczekiwania podawania chemii. Po zaaplikowaniu chemii mam złe wyniki krwi - zgodnie z zaleceniem lekarza muszę wypijać drinki proteinowe, stosować odżywki niezbędne na jej poprawienie. Gdy wyniki są złe, wypadam z programu otrzymania chemii, co automatycznie wydłuża czas leczenia i zwalczenia raka. Jest mi bardzo ciężko i potrzebuję pomocy w kwestii opłacenia transportu na wizyty lekarskie, na pobrania krwi do badań oraz wyjazdy do szpitala na podanie chemii, a także na zakup zalecanych przez lekarza środków farmakologicznych w celu uzyskania lepszych wyników krwi, by leczenie przebiegało sprawnie i bez przesunięć. Z góry dziękuję za okazaną pomoc i zrozumienie. Janina Rodkiewicz

2 812 zł z 12 000 zł
23%
Małgorzata Wiczkowska, Dłutów

Dla Gosi - walka z rakiem

Na imię mi Gosia. Po raz pierwszy od wielu lat byłam z mężem na krótkich wakacjach. Jeszcze nie zdążyłam się nacieszyć z wypoczynku, a znalazłam małą zmianę w lewej piersi. No i się zaczęło... Mammografia, USG, wizyty u kolejnych lekarzy. Coraz częściej padało słowo "rak", ale cały czas nie było pewności. Przyszły święta, były smutne i nerwowe. Wreszcie nadszedł 29 grudnia 2022 i wizyta u onkologa. Wyniki biopsji potwierdziły moje obawy. Mam raka piersi hormonozależnego. Najpierw szok, niedowierzanie, pytanie "dlaczego ja?". Nigdy nie paliłam, stronię od alkoholu, wykarmiłam piersią dwie córki. Jedyne co mogę sobie zarzucić to moja nadwaga. Wpadłam w wir kolejnych badań, diagnoz, wizyt u lekarzy. Zrobiło się tak dynamicznie, że nawet nie było, kiedy się załamać. Okazało się, że rak jest szybki i nie próżnuje, zdążył zaatakować węzły chłonne i wątrobę. Wszystko poszło dynamicznie, w niecały miesiąc od feralnej diagnozy jestem na pierwszym cyklu chemii. Całe dotychczasowe życie raczej mnie nie rozpieszczało. Mój kochany Tato zmarł, kiedy miałam 14 lat. Jedyną pokrewną mi duszą był kolega z podstawówki, stał się moim chłopakiem, a dzisiaj jest moim mężem, ojcem moich córek i dziadkiem naszych wnuków. Pracujemy oboje od czasu, zanim jeszcze osiągnęliśmy pełnoletniość. Pasją mojego życia jest moda, projektowanie, szycie odzieży. Przez wiele lat pracowałam w szwalniach. Kilka lat temu postanowiłam spróbować własnych sił. Nie było łatwo, mieszkam we wsi wykluczonej komunikacyjnie. Jednak znalazły się osoby, których to nie odstraszyło. Pojechaliśmy na wczasy, bo zaczęliśmy wychodzić na finansową prostą. Teraz pewnie znów upłyną lata, zanim gdzieś pojedziemy... Większość z Was, a na pewno osoby chore wiedzą, że na raka nie choruje tylko diagnozowana osoba, ale cała jego rodzina. Często choroba ta trapi naszych przyjaciół. Mam to szczęście, że czuję wielką pomoc i zaangażowanie od wszystkich bliskich mi osób. Mąż z córkami, rodzina i przyjaciele sprawiają, że czuję się bezpieczna i pewna zwycięstwa. Każdą złotówkę, którą postanowicie wspomóc moją walkę z chorobą, wykorzystam najlepiej, jak będę potrafiła. Do tej pory największe wydatki związane są z podróżą. Każdorazowy wyjazd związany z chorobą to min. 60 km. Na drugim miejscu na razie są leki, ale wiem że będę potrzebowała także środków na rehabilitację, leczenie stomatologiczne, może psychologa, suplementację i badania.

35 662 zł z 45 000 zł
79%
Teresa Walkiewicz, Poznań

Moje leczenie, dieta, koszty dojazdów do lekarzy

Mam na imię Teresa, jestem chora na raka płuc, POChP, nadciśnienie tętnicze i nerwicę. Niestety pojawiła się wznowa, a ja nie chcę jeszcze umierać. Mam tylko córkę i wnuka, który też jest bardzo chory. Wnuczek ma nadciśnienie, astmę oskrzelową, stłuszczenie wątroby. Córka nie może mi za dużo pomóc, bo sama ma problemy (wychowuje dziecko sama). Nie mam pomocy od rodziny i znajomych. Bardzo się boję. Pomóżcie mi, proszę... Nie chcę zostawić córki i wnuka samych. Od 27 lat jestem sama z córką, wcześniej pracowałam jako opiekunka do dzieci. Teraz sama proszę o pomoc. Mam złe wyniki i coraz gorzej się czuję. Nie chcę umierać. Chciałabym jeszcze zobaczyć, jak mój wnuczek dorasta, jak spełnia swoje marzenia, chciałabym jeszcze spędzić czas z córką i wnukiem. Pieniążki, które uzbieram, przeznaczę na leki, dietę onkologiczną, rehabilitację oddechową, a także sprzęt wspomagający oddychanie. Chciałabym jeszcze spędzić wakacje chociaż raz w życiu, od śmierci męża nie byłam nigdzie. Proszę o pomoc.

645 zł z 10 000 zł
6%
Ewa Zemła-Furca, Katowice

By zdrową być

W styczniu otrzymałam druzgoczącą diagnozę. Mam "to" i muszę poddać się leczeniu. Pierwszy szok, odrętwienie, przerażenie... Podjęłam walkę. Dla siebie, dla dzieci, dla bliskich. Jestem już po drugiej chemii. Każdą opłaciłam fatalnym samopoczuciem, rozbiciem i zwątpieniem. Kolejne przede mną. Nie tracę nadziei, choć to trudne. Zbiórka ma pomóc w powrocie do zdrowia, bo wierzę, że z "tym" można wygrać. Nie wiem, czy zebrana kwota będzie wystarczająca. Nie wiem też, czy Waszewsparcie wykorzystam w całości, bo być może nie będzie takiej potrzeby, ale na pewno zebrane środki pomogą wtedy komuś innemu. 1,5% podatku to pomoc bardzo istotna dla wszystkich potrzebujących, a nieobciążająca dla darczyńców, więc przekaż mi, proszę, swoje 1,5%, bo w ten sposób pomagasz mi wygrać tę nierówną walkę.

566 zł z 10 000 zł
5%
Paweł Korman, Dąbrówka

Jeszcze nie umieram

Podczas Świąt Bożego Narodzenia 2022 roku życie zaskoczyło mnie “prezentem”, którego nikt nigdy nie chciałby dostać. Diagnoza brzmiała: dwa nowotwory – brodawkowaty i rdzeniasty. To była wiadomość, która zmieniła wszystko. Po operacji usunięcia tarczycy myślałem, że najgorsze mam za sobą. Niestety, rak zdążył się przerzucić do węzłów chłonnych. W Walentynki 2024 r. miałem operację usunięcia przerzutów z węzłów – wtedy bardzo chciałem wierzyć, że to symboliczny moment, po którym „paskud” odpuści. Niestety, dziś znów wiemy, że rośnie i trzeba go dalej gonić. Szukamy zmian, wycinamy, co się da, a częsta, szczegółowa diagnostyka nie zawsze jest refundowana. Mimo to nie poddaję się. Każdy nowy dzień to dla mnie kolejna szansa. Droga do zdrowia jest długa i wyboista, ale jestem gotowy stawiać czoła kolejnym etapom tej walki. Po cichu liczę, że w pewnym momencie ten „paskud” w końcu się znudzi i przestanie rosnąć. Dziękuję za wszystkie dobre myśli, wiadomości i pomoc. Wasze wsparcie dodaje mi siły – wierzę, że razem damy radę.

70 491 zł z 80 000 zł
88%
Katarzyna Stąpor, Łódź

Leczenie inwazyjnego raka piersi Her2+

Mam na imię Katarzyna i mam 39 lat. Na co dzień pracuję w międzynarodowej korporacji, moją pasją jest nauka języków obcych, zwierzęta, podróże oraz jazda na rowerze. W ubiegłym roku udało mi się zrealizować część trasy green velo, kolejną miałam zaplanowaną na ten rok. Niestety rzeczywistość zweryfikowała moje plany. Pod koniec ubiegłego roku zdiagnozowano u mnie potrójnie dodatniego raka piersi, z nadekspresją białka HER2, która jest związana z agresywniejszym rozrostem nowotworu oraz gorszym rokowaniem, szczególnie w przypadku pojawienia się przerzutów. Chemioterapię rozpoczęłam 20 stycznia 2021 roku, do tego czasu guz urósł ok. 30 % (mammografia 19.11 – 2,2 cm, mammografia 20.01 – 3 cm) oraz pojawił się odczyn zapalny 2 węzłów chłonnych o nieznanej etiologii. Jestem dopiero na początku mojej drogi do wyzdrowienia, niemniej jednak już po pierwszych miesiącach zorientowałam się, że leczenie wymaga dodatkowych kosztów. Różne opinie lekarzy co do wielkości nowotworu jak i sposobu leczenia wymusiły na mnie poszerzenie diagnostyki na własny koszt oraz skorzystanie z konsultacji w różnych ośrodkach onkologicznych (Poznań, Warszawa). Moje leczenie zakłada półroczny cykl chemioterapii celowanej przedoperacyjnej, zabieg chirurgiczny, około miesiąca radioterapii, pół roku chemii uzupełniającej oraz 5-10 lat hormonoterapii. Zawsze uważałam się za osobę silną, która jest w stanie pokonać wszystkie przeciwności losu, stłumić w sobie wszystkie emocje, tak żeby pokazać na zewnątrz, że nic nie jest w stanie mnie zniszczyć. A jednak nie jesteśmy tak silni, ani też nieśmiertelni jak nam się może wydawać. Dopiero w chwili diagnozy człowiek zaczyna zdawać sobie z tego sprawę, że życie jest ulotne, a my przejmujemy się niekiedy na wyrost rzeczami, które nie są tego warte. Leczenie systemowe raka jest bardzo długie i niestety w dużej mierze opiera się na uszkadzaniu również zdrowych komórek w organizmie, powodując liczne efekty uboczne. Niektóre z nich są krótkofalowe, takie jak: nudności, wypadanie włosów, zapalenie błon śluzowych; inne zostają z nami na zawsze i chyba z nimi najtrudniej jest mi się pogodzić... Dlatego też postanowiłam przełamać się, co nie ukrywam zajęło mi dobrych kilka tygodni i poprosić Państwa o pomoc, w celu zapewnienia środków finansowych związanych z dalszym, długoletnim leczeniem. Środki chciałabym przeznaczyć na zakup leków, konsultacje lekarskie, badania diagnostyczne oraz rehabilitację. Diagnoza mocno przewartościowała moje życie oraz zweryfikowała dotychczasowe plany życiowe oraz cele, które staram się na nowo sobie wyznaczyć. Głównym z nich jest powrót do zdrowia, który zamierzam osiągnąć dzięki własnej determinacji, a także Państwa pomocy. Z góry dziękuję wszystkim za wsparcie. *** „Choroba jest nocną półkulą życia, naszym bardziej uciążliwym obywatelstwem. Od dnia narodzin każdy z nas posiada bowiem dwa paszporty – przynależy zarówno do świata zdrowych, jak i do świata chorych. I choć wszyscy wolimy się przyznawać tylko do lepszego z tych światów, prędzej czy później chociażby na krótko, musimy uznać również nasz związek i z tym drugim” Susan Sontag

20 488 zł z 30 000 zł
68%
Estera Łyzińska, Płock

Dla Estery

Witam, mam na imię Estera. Zaczął się drugi rok moich zmagań z nowotworem piersi. Za mną chemioterapia, operacja, radioterapia. W związku z tym, że nowotwór jest złośliwy i inwazyjny, trzeba było usunąć pierś i węzły. Przede mną, jeśli wszystko będzie dobrze, pięć lat leczenia hormonalnego i immunologicznego. Jeżdżę na zastrzyki i wlewy. Brak węzłów spowodował gromadzenie się limfy na ręce i muszę korzystać z rehabilitacji. Nie ma możliwości, abym na tę chwilę wróciła do pracy. Zwracam się z prośbą o pomoc, bo wyjazdy na leczenie są niestety kosztowne (mieszkam w Płocku, a jestem pod opieką szpitala w Bydgoszczy). Z góry dziękuję za każde wsparcie ❤️

20 486 zł z 30 000 zł
68%