Zbiórki

Sonia Wieder, Ruda Śląska

Transporty sanitarne

Zbieramy na transport sanitarny Z całego serca proszę o pomoc dla mojej Mamy, Soni, która walczy z glejakiem IV stopnia. Jest po drugiej, bardzo trudnej operacji mózgu, ma bardzo osłabione nogi i nie może chodzić. Niedawno dodatkowo przeszła ostre zapalenie trzustki, które bardzo osłabiło jej organizm. Mama nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, przez co nie może liczyć na bezpłatne przewozy do szpitali czy poradni. Potrzebuje bezpiecznego transportu sanitarnego w pozycji leżącej, by móc kontynuować leczenie i kontrole lekarskie. Koszt jednego przewozu to kilkaset złotych, a takich podróży jest kilka w miesiącu. Każda wpłata, nawet najmniejsza, pomoże zapewnić Mamie opiekę, na jaką zasługuje – bez lęku, czy będzie nas stać na dotarcie do lekarza. Dziękuję z całego serca za wsparcie.

285 zł z 10 000 zł
2%
Ewa Rytel, Białystok

Udało się sfinansować leczenie!

Wszystkim bardzo dziękuję za wsparcie! Z zebranych środków udało się przeprowadzić leczenie nierefundowanym lekiem Kadcyla! Wstrzymuję zbiórkę i proszę o nieprzekazywanie darowizn. ****************************************************************************************************** Mam na imię Ewa. Mam 41 lat, jestem mamą dwóch Córeczek w wieku 5 i 8 lat, żoną Tomka i córką Jasi. Mam też wielu krewnych, znajomych i przyjaciół, którzy od ponad roku wspierają mnie w chorobie swoją opieką, pomocą i modlitwą. Moja historia nie odbiega zbytnio od innych. Żyłam w pędzie, na pomaganie innym czasem brakowało mi czasu, na życie też brakowało mi czasu. Zawsze jednak pamiętałam o corocznych badaniach usg – moja Mama miała raka piersi, a Tata zmarł, gdy miałam 13 lat. Pragnęłam, aby moje dzieci nie doświadczyły tego ciągłego poczucia lęku osieroconego dziecka. Niestety, mój rak nie był widoczny na żadnym ze zrobionych usg. Jesienią 2017 nalegałam na rozszerzenie diagnostyki i wykryto u mnie miejscowo zaawansowanego raka piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. Przeszłam już leczenie radykalne – chemioterapię, mastektomię i radioterapię, jestem w trakcie leczenia herceptyną. Ten rok zmienił moje życie. Uświadomiłam sobie, że można inaczej żyć, już nie biegnąc, ale idąc, że moja siła tkwi w relacjach z innymi ludźmi, że warto pomagać kosztem swoich spraw i że warto o pomoc prosić. Jako że mój nowotwór nie poddał się w pełni chemioterapii, zaproponowano mi lek Kadcyla, nierefundowany w Polsce, a z powodzeniem od kilku lat stosowany za granicą. Lek, który może pomóc zapobiec przerzutom. Koszt jednej dawki to około 20 000 PLN – ja zaś potrzebuję przynajmniej 5 dawek. Koszt leczenia przekracza nasze możliwości finansowe.Dlatego bardzo proszę o pomoc i wsparcie. Moja Rodzina i znajomi bardzo mnie potrzebują, a ja tak bardzo chciałabym dzielić się radością życia i wzajemnym wsparciem, póki sił starczy.Proszę, pomóżcie.

90 264 zł z 100 000 zł
90%
Józef Kachnowicz, Orneta

Zbieram środki na dalsze leczenie

Nazywam się Józef Kachnowicz, mieszkam w Ornecie - w niewielkim miasteczku w woj. warmińsko-mazurskim, mam 71 lat. W marcu 2020 r. zdiagnozowano u mnie raka złośliwego pęcherza moczowego. Guz był wielkości kilku centymetrów. W przeciągu paru miesięcy - od wiosny do jesieni 2020 roku byłem leczony chemią w Klinice Onkologii i Immunoterapii w Szpitalu w Olsztynie. Leczenie na tę chwilę zostało pozytywnie ocenione przez mojego lekarza prowadzącego i guz na razie zginął. Niestety leczenie chemiczne spowodowało skutki uboczne. Moja tarczyca przestała działać i w związku z tym mam problem ze sztywniejącymi mięśniami, co ogranicza możliwość poruszania się. Dodatkowo nerki źle funkcjonują, organizm jest zanieczyszczony i uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Wyniki krwi niestety są coraz gorsze. Razem z małżonką jesteśmy emerytami ze skromnymi dochodami. Liczę na pomoc na dalsze leczenie specjalistyczne. Standardowy czas oczekiwania na lekarza specjalistę jest obecnie mocno wydłużony. Niestety czekanie na leczenie skutków ubocznych chemioterapii w moim przypadku oznacza złe rokowania. Liczę na pomoc finansową, która umożliwiłaby mi opłacenie dojazdów do lekarzy specjalistów oraz dalsze leczenie, jak również sfinansowanie konkretnych leków. Pozdrawiam wszystkich ludzi o dobrym sercu i wszystkim życzę zdrowia!

20 262 zł z 30 000 zł
67%
Jadwiga Majchrzak, Kraków

Pomóż mojej Mamie w walce z nawrotem raka

Pomóż mojej Mamie w walce z nawrotem raka – liczy się każda złotówka i każdy dzień Mam na imię Dagmara i z całego serca proszę o pomoc dla mojej Mamy – niezwykłej kobiety, która od lat dzielnie walczy z nowotworem. Pięć lat temu Mama zachorowała na raka trzonu języka z naciekami na żuchwę i węzły chłonne. Przeszła bardzo trudne leczenie – chemioterapię, radioterapię. Mimo cierpienia i bólu nie poddała się. Dzięki ogromnej sile i determinacji udało się wtedy wygrać – choroba ustąpiła, a Mama wróciła do życia. Niestety, dziś znowu stoimy w obliczu tego samego koszmaru. Rak powrócił. Tym razem są już przerzuty. Mama ma 72 lata, ale wciąż jest pełna życia i pragnie walczyć. Niestety, system publicznej opieki zdrowotnej nie oferuje wszystkich możliwości leczenia. Żeby dać Mamie realną szansę, musimy szukać wsparcia poza standardowymi procedurami – to są m.in. konsultacje, terapie nierefundowane, dodatkowe badania, leki celowane, suplementacja wspierająca organizm w trakcie walki z chorobą. Koszty rosną z dnia na dzień, a my nie jesteśmy w stanie sami ich pokryć. Dlatego proszę – jeśli możesz, pomóż. Każda złotówka przybliża nas do lepszego leczenia, do nadziei, do czasu. Mama nie chce się poddać, a ja nie chcę stać bezsilnie i patrzeć, jak choroba odbiera mi najbliższą osobę. Twoja pomoc może sprawić, że Mama dostanie szansę na kolejną remisję. Może znów wyjść z tej walki zwycięsko – jak pięć lat temu. Dziękuję z całego serca za każdą wpłatę, za każde udostępnienie, za każdą myśl. Pozdrawiam Dagmara - córka Jadwigi

10 176 zł z 20 000 zł
50%
Małgorzata Cieśniewska, Bydgoszcz

Nadzieja umiera ostatnia!

Mam 56 lat, kochaną córkę (26 lat), równie kochanego męża i niestety złośliwy nowotwór trzonu macicy G3, który nie chce się ode mnie odczepić. Byłam operowana 22 grudnia 2021 r. Potem standardowe leczenie - radioterapia i brachyterapia. Wszyscy dawali mi nadzieję, że rak nie powróci, operacja się udała, nie było przerzutów do węzłów chłonnych. Niestety rak powrócił bardzo szybko. Rutynowe zdjęcie rentgenowskie z kwietnia 2023 r. wykazało przerzuty do płuc. Przede mną dalsza diagnostyka i chemioterapia. Mam duże wsparcie mojej kochającej rodziny i wierzę, że to jeszcze nie mój koniec. Mimo przeciwności losu ciągle mam plany i marzenia do spełnienia. Zebrane środki chcę przeznaczyć na lekarstwa, konsultacje, może uda mi się zakwalifikować na immunoterapię.

169 zł z 10 000 zł
1%
Nataliia Yakubiak, Warszawa

Szansa na zdrowie – walka z rakiem piersi

Nazywam się Natalia Ykubiak, Jeszcze niedawno żyłam spokojnie, w gronie rodziny, z planami i marzeniami na przyszłość. Niestety usłyszałam diagnozę, która wszystko zmieniła - rak piersi z przerzutami. Jestem w trakcie chemioterapii. Po jej zakończeniu czeka mnie operacja - amputacja piersi, a następnie radioterapia. Przede mną długie i bardzo wymagające leczenie. Zbiórkę założyłam, aby móc skupić się na walce o zdrowie - leczenie, leki i dojazdy wiążą się z ogromnymi kosztami. Każde wsparcie, nawet najmniejsze, ma dla mnie ogromne znaczenie. Proszę, pomóżcie mi zawalczyć o przyszłość, w którą jeszcze tak bardzo chcę wierzyć.

159 zł z 10 000 zł
1%
Kamila Bogusławska-Kaczmarska, Wynki

Pomóż mi odzyskać spokój i zrobić coś pięknego dla moich córek ❤️

Miałam zaledwie 30 lat, kiedy dowiedziałam się, że choruję na nowotwór. Ta wiadomość była dla mnie ogromnym szokiem. Nagle moje życie zmieniło się z dnia na dzień. Pojawił się strach, niepewność i pytanie - czy dam radę przez to wszystko przejść? Dni i noce spędzane w szpitalach były dla mnie bardzo trudne. Były chwile pełne bólu, łez, strachu i bezsilności. Najtrudniejsze było jednak to, że cały czas myślałam o moich córkach: Oliwi i Nikoli. To właśnie one są dla mnie najważniejsze. Są moją siłą i powodem, dla którego każdego dnia wstaję i walczę. Każdego dnia budzę się i walczę właśnie dla nich. Dziś jestem już 4 lata po zakończeniu leczenia. To dla mnie ogromny czas i jestem wdzięczna za każdy przeżyty dzień. Jednak zakończenie leczenia nie oznacza końca wszystkich problemów. Nadal potrzebuję kontroli, badań, leków i wizyt lekarskich, a choroba pozostawiła po sobie wiele konsekwencji, również finansowych. Nie jest mi łatwo prosić o pomoc. Zawsze starałam się radzić sobie sama i robić wszystko, co mogłam. Dziś jednak potrzebuję wsparcia ludzi o dobrych sercach. Zebrane środki chciałabym przeznaczyć na leczenie, leki, badania, dojazdy do lekarzy i szpitali oraz inne wydatki związane z moim zdrowiem. Chciałabym również zrobić coś wyjątkowego dla moich córek. Przez te wszystkie lata one także przeżywały strach i niepewność. Widziały, jak ich mama walczy o zdrowie i jak choroba zmieniła nasze życie. Chciałabym choć trochę wynagrodzić im ten trudny czas — zabrać je gdzieś razem, stworzyć piękne wspomnienia i dać nam wszystkim chwilę normalności, radości i spokoju. One są moim największym powodem do walki. Chcę żyć. Chcę być z nimi. Chcę patrzeć, jak dorastają. Każda, nawet najmniejsza wpłata, ma dla mnie ogromne znaczenie. Z całego serca dziękuję za każdą wpłatę i dobre słowo.

95 zł z 10 000 zł
0%
Aneta Łukasiewicz, Podbrzezie Dolne

Aneta chce żyć dla swojej dorastającej córki.

Witam wszystkich, mam na imię Aneta i do niedawna byłam jak każdy z Was. Pracowałam w firmie imimo natłoku obowiązków, kiedy ktoś potrzebował pomocy, nie odmawiałam. Jestem osobą pełną życia, energii, planów na daleką przyszłość, twardo stąpająca po ziemi i miałam nieodparte wrażenie, że panuję nad swoim życiem. W ciągu jednej nocy, 16 października, świat runął jak domek z kart. Podejrzewałam od dawna, że coś jest nie tak. W 2014 roku miałam wycięcie nowotworu nabłonkowego na twarzy z prawej strony, ale nie był złośliwy. Lekarze powiedzieli, że to nic takiego. Później, w 2015 przeszłam zapalenie węzłów i wycięcie guzka z prawej strony w szyi. Mimo operacji stan zapalny utrzymywał się. Po chwili spokoju od października 2015 do czerwca 2016, z powrotem zaczął się stan zapalny. Aż tu nagle w nocy 16 października ogromny ból głowy. Jestem wytrzymała, ale on mnie pokonał. Mąż zawiózł mnie do szpitala. Okazało się, że ciśnienie mam wysokie - 200/130. Lekarze po wykonaniu TK podejrzewali tętniaka. Zadecydowano, by pozostawić mnie na oddziale i zrobić rezonans. Po wykonaniu badania okazało się, że to guz mózgu z prawej strony płata czołowo-skroniowego. Od momentu otrzymania opisu pani ordynator zaczęła szukać lekarza, który podejmie się operacji lub biopsji. Doktor z Zielonej Góry podjął się operacji. Guza wycięto w całości. Po dokonaniu badań przyszedł czas na diagnozę. Dzięki ogromnemu wsparciu przyjaciół, rodziny i pracodawców postanowiłam się nie podawać i żyć normalnie. Gdy przeczytałam diagnozę - Astrocytoma anaplasticum III stopień złośliwości, świat mi się zawalił. Mam trzynastoletnią córkę, chciałabym zobaczyć jak dorasta, jak idzie na studia, staje na ślubnym kobiercu i tu mi się przypomina tekst mojego dobrego znajomego: ”powiedz lekarzowi, że ty masz termin...'' Zawsze miałam wszystko poukładane kilkanaście miesięcy do przodu. W jednej chwili kompletnie się załamałam. Nie zobaczę tego wszystkiego, choć jestem bardzo silna. Niejedno w życiu przeszłam, między innymi chorobę i leczenie farmakologiczne męża na zapalenie wątroby B,C. Leczenie się powiodło, wygrał swoją walkę o życie, chociaż ta choroba nie wiązała się z tak wysokimi kosztami. Jestem silna i w drugiej dobie po operacji już chodziłam, na trzeci dzień nie potrzebowałam leków przeciwbólowych, ale ta walka jest nierówna. Guz może wszystko, a ja nic. Czekam na przyjęcie do szpitala na 6 tygodni - podanie chemii i radioterapii. Od tego jak poradzi sobie mój organizm zależy, czy będę mogła uczestniczyć w kolacji wigilijnej. Mam nadzieję, że będzie dobrze. Chcę wykorzystać każdą szansę na zatrzymanie guza, także z wykorzystaniem metod i leków niedostępnych w Polsce. Moja Rodzina i Przyjaciele bardzo nam pomagają, jednak niestandardowe terapie są dla nas nieosiągalne finansowo. Życie bardzo się zmienia w zderzeniu z tak straszną chorobą, podobnie człowiek - nie jest łatwo wytrwać w pozytywnym nastawieniu, mając świadomość uciekających dni. Bardzo chcę spędzić kolejne Święta z rodziną i patrzeć jak dorasta moja córka.

40 061 zł z 50 000 zł
80%
Marta Ryba, Sosnowiec

Zbiórka na koszty leczenia, dojazdy, dodatkowe badania

Mam na imię Marta, jestem od jakiegoś czasu na emeryturze, mam 63 lata i do niedawna byłam w miarę zdrowa. Cieszyłam się wolnym czasem, często odwiedzając wnuczkę w Irlandii. W tamtym roku wykryłam dużą, bolesną zmianę w lewej piersi. W sierpniu 2025 otrzymałam diagnozę raka piersi trójujemnego 3 stopnia. Dość szybko rozpoczęłam leczenie onkologiczne. Zostałam zakwalifikowana na intensywny cykl chemioterapii dwoma preparatami oraz immunoterapię. Niestety już w listopadzie musiałam przerwać zaplanowane leczenie z powodu powikłań po immunoterapii. Bardzo silna reakcja autoimmunologiczna spowodowała, że spędziłam jakiś czas w szpitalu i dalej zmagam się z poważnymi skutkami ubocznymi, które bardzo utrudniają samodzielne funkcjonowanie. W związku ze swoim stanem zdrowia mam przyznany znaczny stopień niepełnosprawności z niezdolnością do samodzielnej egzystencji. Moja jedyna córka jest niepełnosprawna i na stałe mieszka w Irlandii z mężem i dwuletnią córeczką. Od czasu diagnozy przyjeżdża regularnie do Polski starając się pomagać jak może, jednak wiąże się to z ogromnymi kosztami i byciem z dala od swojej rodziny. Planowanie przyjazdów do Polski pomiędzy jej własnymi wizytami w szpitalu oraz opieką nad dzieckiem jest bardzo męczące zarówno fizycznie jak i finansowo. Ja jestem wiele lat po rozwodzie i na stałe mieszkam sama. Niedawno miałam operację całkowitego usunięcia piersi lewej i niedługo mam konsultację onkologiczną celem zakwalifikowania do dalszej chemioterapii. Mam nadzieję, że dodatkowe pieniądze ze zbiórki pozwolą pokryć wydatki na przejazdy, dodatkowe badania, konsultacje, terapie i leki.

50 zł z 10 000 zł
0%
Iwona Małyszek, Kraków

Zbiórka na leczenie oraz badania

Niestety, z powodu choroby nie jestem w stanie przechodzić wszystkich niezbędnych badań ani leczyć się w wymaganym zakresie. NFZ nie refunduje części badań, a na te refundowane czeka się bardzo długo; na opisy wyników również często trzeba czekać kolejne tygodnie. Obecnie nie mogę podjąć pracy zarobkowej. Brakuje mi środków na walkę o zdrowie, lepsze jutro i przede wszystkim na podtrzymanie nadziei. Bardzo dziękuję za poświęcony czas i zapoznanie się z moim profilem. Pozdrawiam serdecznie.

20 zł z 10 000 zł
0%
Agata Tanaś, Radomicko

Na leczenie .

Od kilku miesięcy zmagam się z chorobą nowotworową. Obecnie jestem po czterech cyklach chemioterapii czerwonej i pięciu białej. Zostało mi jeszcze 7 białej chemii, a kolejne etapy leczenia nadal przede mną. Skutki terapii bardzo osłabiły mój organizm. Mój stan zdrowia jest na tyle poważny, że nie jestem w stanie samodzielnie funkcjonować w codziennym życiu ani podjąć jakiejkolwiek pracy zarobkowej. Choroba oraz leczenie powodują skrajne zmęczenie, silne osłabienie organizmu oraz trudności w wykonywaniu podstawowych czynności dnia codziennego. Każdy kolejny dzień jest dla mnie wyzwaniem, a dalsze leczenie wymaga ode mnie wszystkich sił, jakie jeszcze posiadam. Moja sytuacja finansowa staje się coraz trudniejsza. Koszty związane z leczeniem, dojazdami do placówek medycznych, zakupem leków oraz codziennym funkcjonowaniem stale rosną, podczas gdy, z uwagi na stan zdrowia, nie mam możliwości podjęcia pracy i uzyskania środków niezbędnych do życia. Dlatego zwracam się do Państwa z serdeczną prośbą o wsparcie, które pozwoli mi przejść przez ten niezwykle trudny okres i skupić się na tym, co dziś jest najważniejsze – walce o zdrowie i powrót do normalnego życia. W domu pomaga mi mąż, a dziesięcioletni synek bardzo mnie wspiera i pociesza.

20 zł z 10 000 zł
0%
Zofia Niedbała, Kraków

Nowy Rok - nowy początek...

Nowy Rok – nowy początek Dla mnie Nowy Rok 2026 nie przyniósł nadziei ani planów. Przyniósł strach, bezsilność i diagnozę, która w jednej chwili odebrała mi poczucie bezpieczeństwa. 1 stycznia 2026 roku trafiłam na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Od kilku dni zmagałam się z narastającym, pulsującym bólem w tylnej części głowy, który nasilał się szczególnie rano. W Nowy Rok stał się on nie do zniesienia. Był inny niż ból migrenowy, na który cierpię od dziecka. Do tego doszły: chwiejny chód, zaburzenia koordynacji, podwójne widzenie.Po sześciu godzinach badań usłyszałam, że w moim móżdżku znajduje się guz o średnicy około dwóch centymetrów. Guz, który pojawił się nagle i bardzo szybko — jeszcze trzy lata wcześniej tomografia głowy nie wykazywała żadnych zmian. W tamtej chwili świat, który znałam, po prostu się zatrzymał.16 stycznia przeszłam operację neurochirurgiczną. Każda minuta przed nią była przepełniona lękiem, czy się obudzę i w jakim stanie. Po operacji przyszła najgorsza wiadomość — wynik badania histopatologicznego potwierdził złośliwy nowotwór mózgu IV stopnia – medulloblastoma (rzadko występujący u dorosłych, złośliwy nowotwór, wymagający intensywnego leczenia specjalistycznego.) To była diagnoza, która brzmiała jak wyrok i odebrała mi grunt spod nóg. Od tego momentu moje życie podporządkowane jest chorobie. Przede mną długie leczenie radiologiczne i onkologiczne, specjalistyczne badania, leki, dojazdy do ośrodków medycznych oraz rehabilitacja. Każdy dzień to walka nie tylko z bólem i strachem, ale także z myślą, czy wystarczy mi środków, aby to wszystko udźwignąć. Jestem samotną matką. Sama wychowuję syna, który niedawno rozpoczął studia i dopiero stawia pierwsze kroki w dorosłym życiu. Do tej pory to ja byłam jego oparciem — dziś sama potrzebuję wsparcia. Choroba odebrała mi możliwość normalnej pracy i stabilnego dochodu. W obliczu nagłej i ciężkiej diagnozy każda forma pomocy ma dla mnie ogromne znaczenie.Proszę o zrozumienie i wsparcie w jednym z najtrudniejszych momentów mojego życia.

0 zł z 10 000 zł
0%