Zbiórki

Jadwiga Majchrzak, Kraków

Pomóż mojej Mamie w walce z nawrotem raka

Pomóż mojej Mamie w walce z nawrotem raka – liczy się każda złotówka i każdy dzień Mam na imię Dagmara i z całego serca proszę o pomoc dla mojej Mamy – niezwykłej kobiety, która od lat dzielnie walczy z nowotworem.Pięć lat temu Mama zachorowała na raka trzonu języka z naciekami na żuchwę i węzły chłonne. Przeszła bardzo trudne leczenie – chemioterapię, radioterapię. Mimo cierpienia i bólu nie poddała się. Dzięki ogromnej sile i determinacji udało się wtedy wygrać – choroba ustąpiła, a Mama wróciła do życia. Niestety, dziś znowu stoimy w obliczu tego samego koszmaru. Rak powrócił. Tym razem są już przerzuty. Mama ma 72 lata, ale wciąż jest pełna życia i pragnie walczyć. Niestety, system publicznej opieki zdrowotnej nie oferuje wszystkich możliwości leczenia. Żeby dać Mamie realną szansę, musimy szukać wsparcia poza standardowymi procedurami – to są m.in. konsultacje, terapie nierefundowane, dodatkowe badania, leki celowane, suplementacja wspierająca organizm w trakcie walki z chorobą.Koszty rosną z dnia na dzień, a my nie jesteśmy w stanie sami ich pokryć. Dlatego proszę – jeśli możesz, pomóż. Każda złotówka przybliża nas do lepszego leczenia, do nadziei, do czasu. Mama nie chce się poddać, a ja nie chcę stać bezsilnie i patrzeć, jak choroba odbiera mi najbliższą osobę.Twoja pomoc może sprawić, że Mama dostanie szansę na kolejną remisję. Może znów wyjść z tej walki zwycięsko – jak pięć lat temu.Dziękuję z całego serca za każdą wpłatę, za każde udostępnienie, za każdą myśl. PozdrawiamDagmara - córka Jadwigi

10 176 zł z 20 000 zł
50%
Małgorzata Cieśniewska, Bydgoszcz

Nadzieja umiera ostatnia!

Mam 56 lat, kochaną córkę (26 lat), równie kochanego męża i niestety złośliwy nowotwór trzonu macicy G3, który nie chce się ode mnie odczepić. Byłam operowana 22 grudnia 2021 r. Potem standardowe leczenie - radioterapia i brachyterapia. Wszyscy dawali mi nadzieję, że rak nie powróci, operacja się udała, nie było przerzutów do węzłów chłonnych. Niestety rak powrócił bardzo szybko. Rutynowe zdjęcie rentgenowskie z kwietnia 2023 r. wykazało przerzuty do płuc. Przede mną dalsza diagnostyka i chemioterapia. Mam duże wsparcie mojej kochającej rodziny i wierzę, że to jeszcze nie mój koniec. Mimo przeciwności losu ciągle mam plany i marzenia do spełnienia. Zebrane środki chcę przeznaczyć na lekarstwa, konsultacje, może uda mi się zakwalifikować na immunoterapię.

163 zł z 10 000 zł
1%
Ewa Chlebuś, Sulechów

Zrzućmy się dla Ewy walczącej z białaczką

Zrzućmy się dla Ewy, która walczy z ostrą białaczką szpikową na koszty związane z leczeniem po przeszczepie. 9 listopada 2021 r. Ewa trafiła w stanie ciężkim do szpitala. Wtedy usłyszeliśmy straszliwą diagnozę - ostrą białaczkę szpikową. Cały nasz świat się zawalił, a wydarzenia zaczęły dziać się błyskawicznie. Z dnia na dzień Ewa znalazła się na oddziale Hematologii w Zielonej Górze. Dawne życie zniknęło, a zaczęło się nowe, trudne życie, w którym codziennością były wizyty w szpitalu. Natychmiast wdrożono intensywne leczenie - długie, męczące i wykańczające. Silne dawki chemii z każdym dniem zabierały jej siły, niszcząc organizm. Dodatkowo w wrześniu 2021 r. Ewa przeszła udar, co lekarze później zdiagnozowali jako początek białaczki. Przez 10 miesięcy spędzonych w szpitalu przeszła cztery chemioterapie i biopsję głowy. Doznała paraliżu, co wymagało dwu miesięcznej rehabilitacji. Przez cały czas większość dnia spędzała w izolatce, a jej życie niejednokrotnie było zagrożone. Ostatecznie Komisja Lekarska zakwalifikowała ją do autologicznego przeszczepu komórek macierzystych. To był bardzo trudny czas. Ewa przeszła ciężką chemioterapię, a następnie jej układ odpornościowy został „zresetowany” i musiał się odbudowywać. Jej stan, izolacja, obostrzenia covidowe oraz dodatkowe zakażenie wewnątrzszpitalne były ogromnym obciążeniem. Dobrą wiadomością było to, że znalazł się dawca szpiku (jej brat) i 22 sierpnia 2022 r. Ewa przeszła przeszczep szpiku, pełna nadziei, że teraz będzie tylko lepiej. Po przeszczepie Ewa wyszła ze szpitala do domu 19 września 2022 r. Co tydzień lub co dwa tygodnie przyjeżdżamy na kontrolę do Kliniki Hematologii i Przeszczepu Szpiku we Wrocławiu. Z czasem wizyty będą odbywać się raz w miesiącu. Niestety, wydatki rosną z każdym dniem. Z naszej miejscowości do Kliniki we Wrocławiu jest 204 km w jedną stronę. Nie możemy korzystać z komunikacji publicznej ze względu na brak odporności Ewy, a koszty paliwa mocno obciążają nasz budżet domowy. Do tego dochodzą koszty leków. Mieszkamy z córką, a nasz dochód to jedynie zasiłek rehabilitacyjny oraz moja pensja. Dlatego zwracamy się do Was z prośbą o pomoc i wsparcie finansowe. Ewa marzy o powrocie do normalności, zdrowia i sprawności. Każda złotówka ułatwi jej walkę z tym trudnym przeciwnikiem, doda sił i pomoże w walce z ogromnym zmartwieniem. Marzymy o tym, aby Ewa mogła skupić się na leczeniu i nie musiała się martwić, ponieważ stres tylko szkodzi. Proszę, pomóżcie. Znaleźliśmy się w trudnej sytuacji, nowej dla całej naszej rodziny. Celem naszej zbiórki jest pokrycie kosztów bieżącego leczenia oraz dojazdów do szpitala. Potrzebujemy Waszej pomocy, i przyznam szczerze, że jest mi niezręcznie prosić o wsparcie. W związku z pogarszającym się stanem zdrowia Ewy - przeszczep przeciw gospodarzowi (odrzucenie przeszczepu) - nasze koszty leczenia rosną, a czas powrotu do zdrowia się wydłuża. Konieczne są dodatkowe wizyty, pobyty we Wrocławiu, diagnostyka oraz konsultacje medyczne. Prosimy o dalsze wsparcie. Pomimo stosowania terapii fotoferezy przez dwa dni co dwa tygodnie w Klinice we Wrocławiu, minął już rok, a efekty leczenia nie są zadowalające. Wciąż zmagamy się z bardzo złymi wynikami wątrobowymi związanymi z przeszczepem przeciw gospodarzowi. Po długich poszukiwaniach znaleziono lek, który może pomóc w leczeniu, jednak nie jest on dostępny w Europie. Został zamówiony w Stanach Zjednoczonych i jest refundowany. Nasza droga leczenia po przeszczepie trwa już 3 lata, a nie ma jednoznacznej opinii na temat tego, kiedy mogę powrócić do pełni zdrowia. Z tego miejsca gorąco proszę o dalsze wsparcie.

90 156 zł z 100 000 zł
90%
Małgorzata Gabryś, Wieliczka

Pomóż mi znokautować raka i kupić życie!

Zastanawiasz się czasami, ile kosztuje Twoje życie? Nie chleb na śniadanie i czynsz, tylko życie. Ja dokładnie wiem, ile kosztuje moje: 10 tysięcy złotych za dawkę leku, który podawać trzeba co trzy tygodnie. Jak długo? Tak długo, jak długo starczy mi sił. I pieniędzy na moje życie. Mam na imię Gosia. W lipcu 2017 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi. Miesiąc później okazało się, że są już przerzuty do kości. Leczenie paliatywne – to brzmi strasznie, ale ja ze wszystkich sił starałam się „nażyć”. Nie zamykać w chorobie, nie użalać. Pracować, śmiać z moimi córkami, kochać. Nie współczuj mi. W IV stadium raka też jest miejsce na zachwyt, radość i normalność. Na co dzień nie myślisz o raku. Myślisz o tym, jak bardzo chcesz, żeby nazajutrz było słonecznie. Jestem podobna do Ciebie, prawda? Miałam kupę szczęścia, otaczają mnie wyjątkowi ludzie, trafiłam na wspaniałych lekarzy. Włączono mi nowoczesne leczenie. Kolejne TK i PET pokazywały, że rak wycofał się z kości - rakiem, nomen omen. Skupiałam się na tym, żeby dobrze przeżyć każdy dzień. I pomagać kobietom w podobnej do mojej sytuacji. Teraz to ja potrzebuję pomocy. Zdiagnozowano u mnie przerzuty do mózgu, niestety nie udało się ich pozbyć ani radioterapią, ani czterema operacjami. Od Nowego Roku czeka mnie zmiana leczenia, która powinna uspokoić raka w głowie. Niestety, aby w dalszym ciągu nowotwór nie zaczął być aktywny w kościach, płucach czy wątrobie, konieczne jest prywatne dokupienie jednego z leków. Znam ten lek, mój rak doskonale na niego odpowiada, ponadprzeciętnie dobrze. Ta terapia to dla mnie szansa na kolejne lata. Dla moich córek – jedyna możliwość, by mieć nadal matkę. Bez tego iskierka zgaśnie. A ja mam plan: #challenge2030 Ambitnie? Tak! Odważnie? Tak! Bo taka jestem i zawsze byłam: ambitna i odważna. Ty też bądź. Podaruj mi kawałek życia. Odwdzięczę się. Każdego dnia będę sprawiać, że ten świat, wciąż ze mną, będzie lepszy. Wiem, że z Tobą dam radę 😊 Jeśli jesteś w stanie wspomóc mnie w pozyskiwaniu środków finansowych na immunoterapię i dalsze skuteczne blokowanie raka, ja i moja rodzina będziemy Ci bardzo wdzięczni. Dziękuję, że poświęcasz mi czas. ------------ English version below Help Me Buy Time — A Treatment That Keeps Me Alive Do you ever wonder how much your life costs?Not breakfast bread or rent — but life itself.I know exactly how much mine costs:10,000 PLN per dose of a drug that must be administered every three weeks.For how long?As long as I have the strength.And the money for my life. My name is Gosia. In July 2017, I was diagnosed with breast cancer. A month later, it turned out there were already metastases to my bones. Palliative treatment — it sounds terrifying, but with all my strength I tried to live fully. Not to lock myself inside the illness, not to wallow in self-pity. To work, to laugh with my daughters, to love.Please don’t feel sorry for me. Even at stage IV cancer, there is room for wonder, joy, and normality. On a daily basis, you don’t think about cancer. You think about how much you hope tomorrow will be sunny.I’m just like you, aren’t I? I was incredibly lucky — I’m surrounded by extraordinary people and found wonderful doctors. I was put on modern treatment. Subsequent CT and PET scans showed that the cancer withdrew from my bones — ironically, at a cancerous pace. I focused on living each day well. And on helping women in situations similar to mine. Now it’s me who needs help. I was diagnosed with brain metastases. Unfortunately, neither radiotherapy nor four surgeries managed to eliminate them. From the New Year, I will have to change my treatment — one that should calm the cancer in my brain. Sadly, to ensure that the cancer does not become active again in my bones, lungs, or liver, it is necessary to privately purchase one of the drugs.I know this drug. My cancer responds to it extremely well — exceptionally well.This therapy is my chance for more years.For my daughters — the only chance to still have a mother.Without it, the spark will fade. And I have a plan: #challenge2030Ambitious? Yes.Bold? Yes. Because that’s who I am and always have been: ambitious and brave.You be brave too. Give me a piece of life. I will repay it. Every single day, I will make this world — with me still in it — a better place.I know that with you, I can do this 😊 If you are able to help me raise funds for immunotherapy and for further effective blocking of the cancer, my family and I will be deeply grateful. Thank you for giving me your time.

590 083 zł z 600 000 zł
98%
Marta Ryba, Sosnowiec

Zbiórka na koszty leczenia, dojazdy, dodatkowe badania

Mam na imię Marta, jestem od jakiegoś czasu na emeryturze, mam 63 lata i do niedawna byłam w miarę zdrowa. Cieszyłam się wolnym czasem, często odwiedzając wnuczkę w Irlandii. W tamtym roku wykryłam dużą, bolesną zmianę w lewej piersi. W sierpniu 2025 otrzymałam diagnozę raka piersi trójujemnego 3 stopnia. Dość szybko rozpoczęłam leczenie onkologiczne. Zostałam zakwalifikowana na intensywny cykl chemioterapii dwoma preparatami oraz immunoterapię. Niestety już w listopadzie musiałam przerwać zaplanowane leczenie z powodu powikłań po immunoterapii. Bardzo silna reakcja autoimmunologiczna spowodowała, że spędziłam jakiś czas w szpitalu i dalej zmagam się z poważnymi skutkami ubocznymi, które bardzo utrudniają samodzielne funkcjonowanie. W związku ze swoim stanem zdrowia mam przyznany znaczny stopień niepełnosprawności z niezdolnością do samodzielnej egzystencji. Moja jedyna córka jest niepełnosprawna i na stałe mieszka w Irlandii z mężem i dwuletnią córeczką. Od czasu diagnozy przyjeżdża regularnie do Polski starając się pomagać jak może, jednak wiąże się to z ogromnymi kosztami i byciem z dala od swojej rodziny. Planowanie przyjazdów do Polski pomiędzy jej własnymi wizytami w szpitalu oraz opieką nad dzieckiem jest bardzo męczące zarówno fizycznie jak i finansowo. Ja jestem wiele lat po rozwodzie i na stałe mieszkam sama. Niedawno miałam operację całkowitego usunięcia piersi lewej i niedługo mam konsultację onkologiczną celem zakwalifikowania do dalszej chemioterapii. Mam nadzieję, że dodatkowe pieniądze ze zbiórki pozwolą pokryć wydatki na przejazdy, dodatkowe badania, konsultacje, terapie i leki.

50 zł z 10 000 zł
0%
MARZENA STYŚ, Węgrów

Marzena Styś

Moja historia Zachorowałam w lutym 2024 roku na hormonozależny nowotwór piersi. Po wykonaniu biopsji i szczegółowych badań rozpoczęłam intensywne leczenie. Przeszłam chemioterapię oraz radioterapię, a w trakcie terapii dwie operacje. Usunięto mi wszystkie węzły chłonne po lewej stronie. Był to bardzo trudny czas, wymagający ogromnej siły i determinacji. Obecnie pozostaję na hormonoterapii oraz przyjmuję kwas zoledronowy. Leczenie nadal trwa i wymaga stałej kontroli lekarskiej. Zmagam się ze skutkami ubocznymi leczenia. Leki, dojazdy, rehabilitacja - wszystko kosztuje. Obecnie nie pracuję, jestem niezdolna do pracy, pobieram rentę. Będę wdzięczna za wszelką pomoc.

50 zł z 10 000 zł
0%
Nataliia Yakubiak, Warszawa

Szansa na zdrowie – walka z rakiem piersi

Nazywam się Natalia Ykubiak, Jeszcze niedawno żyłam spokojnie, w gronie rodziny, z planami i marzeniami na przyszłość. Niestety usłyszałam diagnozę, która wszystko zmieniła - rak piersi z przerzutami. Jestem w trakcie chemioterapii. Po jej zakończeniu czeka mnie operacja - amputacja piersi, a następnie radioterapia. Przede mną długie i bardzo wymagające leczenie. Zbiórkę założyłam, aby móc skupić się na walce o zdrowie - leczenie, leki i dojazdy wiążą się z ogromnymi kosztami. Każde wsparcie, nawet najmniejsze, ma dla mnie ogromne znaczenie. Proszę, pomóżcie mi zawalczyć o przyszłość, w którą jeszcze tak bardzo chcę wierzyć.

20 zł z 10 000 zł
0%
Iwona Małyszek, Kraków

Zbiórka na leczenie oraz badania

Niestety, z powodu choroby nie jestem w stanie przechodzić wszystkich niezbędnych badań ani leczyć się w wymaganym zakresie. NFZ nie refunduje części badań, a na te refundowane czeka się bardzo długo; na opisy wyników również często trzeba czekać kolejne tygodnie. Obecnie nie mogę podjąć pracy zarobkowej. Brakuje mi środków na walkę o zdrowie, lepsze jutro i przede wszystkim na podtrzymanie nadziei. Bardzo dziękuję za poświęcony czas i zapoznanie się z moim profilem. Pozdrawiam serdecznie.

20 zł z 10 000 zł
0%
Agata Tanaś, Radomicko

Na leczenie .

Od kilku miesięcy zmagam się z chorobą nowotworową. Obecnie jestem po czterech cyklach chemioterapii czerwonej i pięciu białej. Zostało mi jeszcze 7 białej chemii, a kolejne etapy leczenia nadal przede mną. Skutki terapii bardzo osłabiły mój organizm. Mój stan zdrowia jest na tyle poważny, że nie jestem w stanie samodzielnie funkcjonować w codziennym życiu ani podjąć jakiejkolwiek pracy zarobkowej. Choroba oraz leczenie powodują skrajne zmęczenie, silne osłabienie organizmu oraz trudności w wykonywaniu podstawowych czynności dnia codziennego. Każdy kolejny dzień jest dla mnie wyzwaniem, a dalsze leczenie wymaga ode mnie wszystkich sił, jakie jeszcze posiadam. Moja sytuacja finansowa staje się coraz trudniejsza. Koszty związane z leczeniem, dojazdami do placówek medycznych, zakupem leków oraz codziennym funkcjonowaniem stale rosną, podczas gdy, z uwagi na stan zdrowia, nie mam możliwości podjęcia pracy i uzyskania środków niezbędnych do życia. Dlatego zwracam się do Państwa z serdeczną prośbą o wsparcie, które pozwoli mi przejść przez ten niezwykle trudny okres i skupić się na tym, co dziś jest najważniejsze – walce o zdrowie i powrót do normalnego życia. W domu pomaga mi mąż, a dziesięcioletni synek bardzo mnie wspiera i pociesza.

20 zł z 10 000 zł
0%
Zofia Niedbała, Kraków

Nowy Rok - nowy początek...

Nowy Rok – nowy początek Dla mnie Nowy Rok 2026 nie przyniósł nadziei ani planów. Przyniósł strach, bezsilność i diagnozę, która w jednej chwili odebrała mi poczucie bezpieczeństwa. 1 stycznia 2026 roku trafiłam na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Od kilku dni zmagałam się z narastającym, pulsującym bólem w tylnej części głowy, który nasilał się szczególnie rano. W Nowy Rok stał się on nie do zniesienia. Był inny niż ból migrenowy, na który cierpię od dziecka. Do tego doszły: chwiejny chód, zaburzenia koordynacji, podwójne widzenie.Po sześciu godzinach badań usłyszałam, że w moim móżdżku znajduje się guz o średnicy około dwóch centymetrów. Guz, który pojawił się nagle i bardzo szybko — jeszcze trzy lata wcześniej tomografia głowy nie wykazywała żadnych zmian. W tamtej chwili świat, który znałam, po prostu się zatrzymał.16 stycznia przeszłam operację neurochirurgiczną. Każda minuta przed nią była przepełniona lękiem, czy się obudzę i w jakim stanie. Po operacji przyszła najgorsza wiadomość — wynik badania histopatologicznego potwierdził złośliwy nowotwór mózgu IV stopnia – medulloblastoma (rzadko występujący u dorosłych, złośliwy nowotwór, wymagający intensywnego leczenia specjalistycznego.) To była diagnoza, która brzmiała jak wyrok i odebrała mi grunt spod nóg. Od tego momentu moje życie podporządkowane jest chorobie. Przede mną długie leczenie radiologiczne i onkologiczne, specjalistyczne badania, leki, dojazdy do ośrodków medycznych oraz rehabilitacja. Każdy dzień to walka nie tylko z bólem i strachem, ale także z myślą, czy wystarczy mi środków, aby to wszystko udźwignąć. Jestem samotną matką. Sama wychowuję syna, który niedawno rozpoczął studia i dopiero stawia pierwsze kroki w dorosłym życiu. Do tej pory to ja byłam jego oparciem — dziś sama potrzebuję wsparcia. Choroba odebrała mi możliwość normalnej pracy i stabilnego dochodu. W obliczu nagłej i ciężkiej diagnozy każda forma pomocy ma dla mnie ogromne znaczenie.Proszę o zrozumienie i wsparcie w jednym z najtrudniejszych momentów mojego życia.

0 zł z 10 000 zł
0%
Katarzyna Stąpor, Łódź

Leczenie inwazyjnego raka piersi Her2+

Mam na imię Katarzyna i mam 39 lat. Na co dzień pracuję w międzynarodowej korporacji, moją pasją jest nauka języków obcych, zwierzęta, podróże oraz jazda na rowerze. W ubiegłym roku udało mi się zrealizować część trasy green velo, kolejną miałam zaplanowaną na ten rok. Niestety rzeczywistość zweryfikowała moje plany. Pod koniec ubiegłego roku zdiagnozowano u mnie potrójnie dodatniego raka piersi, z nadekspresją białka HER2, która jest związana z agresywniejszym rozrostem nowotworu oraz gorszym rokowaniem, szczególnie w przypadku pojawienia się przerzutów. Chemioterapię rozpoczęłam 20 stycznia 2021 roku, do tego czasu guz urósł ok. 30 % (mammografia 19.11 – 2,2 cm, mammografia 20.01 – 3 cm) oraz pojawił się odczyn zapalny 2 węzłów chłonnych o nieznanej etiologii. Jestem dopiero na początku mojej drogi do wyzdrowienia, niemniej jednak już po pierwszych miesiącach zorientowałam się, że leczenie wymaga dodatkowych kosztów. Różne opinie lekarzy co do wielkości nowotworu jak i sposobu leczenia wymusiły na mnie poszerzenie diagnostyki na własny koszt oraz skorzystanie z konsultacji w różnych ośrodkach onkologicznych (Poznań, Warszawa). Moje leczenie zakłada półroczny cykl chemioterapii celowanej przedoperacyjnej, zabieg chirurgiczny, około miesiąca radioterapii, pół roku chemii uzupełniającej oraz 5-10 lat hormonoterapii. Zawsze uważałam się za osobę silną, która jest w stanie pokonać wszystkie przeciwności losu, stłumić w sobie wszystkie emocje, tak żeby pokazać na zewnątrz, że nic nie jest w stanie mnie zniszczyć. A jednak nie jesteśmy tak silni, ani też nieśmiertelni jak nam się może wydawać. Dopiero w chwili diagnozy człowiek zaczyna zdawać sobie z tego sprawę, że życie jest ulotne, a my przejmujemy się niekiedy na wyrost rzeczami, które nie są tego warte. Leczenie systemowe raka jest bardzo długie i niestety w dużej mierze opiera się na uszkadzaniu również zdrowych komórek w organizmie, powodując liczne efekty uboczne. Niektóre z nich są krótkofalowe, takie jak: nudności, wypadanie włosów, zapalenie błon śluzowych; inne zostają z nami na zawsze i chyba z nimi najtrudniej jest mi się pogodzić... Dlatego też postanowiłam przełamać się, co nie ukrywam zajęło mi dobrych kilka tygodni i poprosić Państwa o pomoc, w celu zapewnienia środków finansowych związanych z dalszym, długoletnim leczeniem. Środki chciałabym przeznaczyć na zakup leków, konsultacje lekarskie, badania diagnostyczne oraz rehabilitację. Diagnoza mocno przewartościowała moje życie oraz zweryfikowała dotychczasowe plany życiowe oraz cele, które staram się na nowo sobie wyznaczyć. Głównym z nich jest powrót do zdrowia, który zamierzam osiągnąć dzięki własnej determinacji, a także Państwa pomocy. Z góry dziękuję wszystkim za wsparcie. *** „Choroba jest nocną półkulą życia, naszym bardziej uciążliwym obywatelstwem. Od dnia narodzin każdy z nas posiada bowiem dwa paszporty – przynależy zarówno do świata zdrowych, jak i do świata chorych. I choć wszyscy wolimy się przyznawać tylko do lepszego z tych światów, prędzej czy później chociażby na krótko, musimy uznać również nasz związek i z tym drugim” Susan Sontag

19 929 zł z 30 000 zł
66%
Magdalena Szymoniak, Miastko

„Chciałabym po prostu żyć – dla moich dzieci, dla siebie….”

Mam na imię Magda, mam 45 lat i całe życie byłam zdrowa, aktywna, pełna energii. Jesienią 2024 roku, podczas rutynowej kolonoskopii, usłyszałam diagnozę, która zwaliła mnie z nóg. Rak. Nigdy wcześniej nie chorowałam poważnie, ale choroba pojawiła się nagle i brutalnie wdarła się w życie naszej rodziny. Mam dorosłą już córkę - Karolinę i dwóch wspaniałych synów - Michał ma 14 lat, właśnie wchodzi w okres dorastania, a Szymonek to jeszcze mały 8-letni chłopiec, który zasypia, przytulając się do mnie i pytając: „Mamo, będziesz już zdrowa?”. Karolina to mój powód do dumy. Ukończyła studia na poziomie licencjackim na kierunku pedagogika, o specjalizacji resocjalizacja. Pracuje w Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce (Oddzial w Koszalinie) i obecnie jest w trakcie studiów magisterskich pedagogicznych, o specjalizacji socjoterapia. To dla nich bije moje serce. Dla nich chcę żyć. Chciałabym zobaczyć, jak moje dzieci spełniają swoje marzenia. Jak kończą szkoły, jak stają się dobrymi, wrażliwymi dorosłymi. Chciałabym kiedyś poznać partnerki moich synów, zobaczyć, jak córka wychodzi za mąż, trzymać na rękach wnuki, które może kiedyś mi dadzą. Marzę o tym, żeby być dla nich wsparciem jeszcze przez wiele, wiele lat. Żeby być ich mamą. Żeby po prostu być. Mam u boku mojego męża – jesteśmy razem od lat, przeszliśmy wiele. Jest moją ostoją, choć oboje wiemy, jak trudno jest nie poddać się strachowi. Każdego dnia słyszę od niego słowa wsparcia, choć wiem, że sam okropnie się boi. Kocham go całym sercem. W naszym życiu jest też Brutus – berneński pies pasterski, niespełna dwuletni, jeszcze szczeniak w sercu. Wiernie leży przy moim łóżku, pilnuje mnie w chorobie i delikatnie liże mnie po ręku, gdy płaczę po cichu, jakby mówił: „Jestem tu. Nie bój się”. Uwielbiam nasze działkowe spacery, wspólne grzebanie w ziemi. Kocham ogród. Marzę o tym, żeby znów poczuć zapach ziemi, posadzić własne pomidory, zebrać pierwszy groszek, zobaczyć jak kwitną cynie i nagietki. Chciałabym mieć siłę, by znów usiąść z rodziną na ławce pod jabłonką, zjeść wspólny obiad, pośmiać się bez lęku, że to może ostatni raz. Od momentu, w którym usłyszałam diagnozę, przeszłam już wiele: operacje, niezliczoną ilość badań, chemioterapie… Straciłam włosy, co dla każdej kobiety jest ciosem – patrzenie w lustro boli. Czuję się, jakbym z dnia na dzień przestała być sobą. A jednak walczę, bo nie mam wyboru. Walczę, bo chcę patrzeć, jak moi synowie dorastają. Niestety pojawiły się przerzuty. Leczenie staje się coraz intensywniejsze, chemie coraz cięższe. I chociaż leczę się w ramach NFZ, nasza rodzina zaczyna się finansowo kruszyć. Bo walka z rakiem to nie tylko szpitale… Koszty dojazdów, noclegów, suplementacji, diet wspomagających, rehabilitacji, wsparcia psychologicznego, a także brak możliwości pracy z mojej strony – to wszystko sprawia, że jesteśmy coraz bardziej bezradni finansowo. Dlatego dziś proszę o pomoc. Jeśli możesz – wesprzyj moją zbiórkę. Każda złotówka to dla mnie dzień więcej z moimi dziećmi, szansa na leczenie, siła do walki. Jeśli nie możesz pomóc finansowo – udostępnij proszę tę zbiórkę. Może ktoś inny będzie mógł. Wierzę, że jeszcze poczuję zapach ziemi w moim ogrodzie. Że posadzę pomidory, że Brutus znów wyciągnie mnie na spacer po działce. Że znajdę w sobie siłę, by po prostu żyć. Żyć nie po to, by walczyć z chorobą – ale dla siebie i moich chłopców. Z całego serca dziękuję Ci za każdą formę wsparcia, za dobre słowo, za nadzieję. Dziękuję, że jesteś. – Magda Szymoniak

9 711 zł z 20 000 zł
48%