Zbiórki

Wiktoria Ficek-Ornatowska, Katowice

Gram o życie i czas

Mam 33 lata i choruję na potrójnie ujemnego raka piersi – najbardziej agresywny i trudny w leczeniu podtyp tej choroby. Diagnozę usłyszałam w październiku, tuż po wakacjach. Choroba zdążyła dać przerzuty do węzłów chłonnych lewej pachy, a lekarze podejrzewają także zajęcie węzła chłonnego piersiowego wewnętrznego. Chciałabym jeszcze pożyć i pokazać moim bliźniakom świat, zarazić ich swoimi pasjami, otoczyć miłością i bezpieczeństwem. Pokazać im, że życie może być trudne, ale i piękne zarazem. Do tego potrzebuję jednak siły i zdrowia. A tego drugiego zabrakło. Za mną 12 cykli białej chemioterapii i 2 cykle czerwonej, a przede mną jeszcze 2 kolejne. Następnie czeka mnie operacja oszczędzająca pierś oraz usunięcie wszystkich węzłów chłonnych z lewej pachy, co będzie wymagało długiej i wymagającej rehabilitacji, aby moja lewa ręka była jak najbardziej sprawna. Leczenie niesie ze sobą wiele skutków ubocznych, dlatego potrzebne jest wsparcie dodatkowych specjalistów, którzy pomagają organizmowi odzyskiwać siły i bezpiecznie przechodzić terapię. Przy tym typie nowotworu możliwości leczenia są ograniczone, a ryzyko nawrotu bardzo wysokie. Po zakończeniu terapii będę wymagała stałej kontroli i licznych badań, aby w razie wznowy zareagować jak najszybciej. Każde wsparcie i przekazanie 1,5% podatku daje mi realną szansę na dalsze bycie w grze.

9 855 zł z 20 000 zł
49%
Magdalena Szymoniak, Miastko

„Chciałabym po prostu żyć – dla moich dzieci, dla siebie….”

Mam na imię Magda, mam 45 lat i całe życie byłam zdrowa, aktywna, pełna energii. Jesienią 2024 roku, podczas rutynowej kolonoskopii, usłyszałam diagnozę, która zwaliła mnie z nóg. Rak. Nigdy wcześniej nie chorowałam poważnie, ale choroba pojawiła się nagle i brutalnie wdarła się w życie naszej rodziny. Mam dorosłą już córkę - Karolinę i dwóch wspaniałych synów - Michał ma 14 lat, właśnie wchodzi w okres dorastania, a Szymonek to jeszcze mały 8-letni chłopiec, który zasypia, przytulając się do mnie i pytając: „Mamo, będziesz już zdrowa?”. Karolina to mój powód do dumy. Ukończyła studia na poziomie licencjackim na kierunku pedagogika, o specjalizacji resocjalizacja. Pracuje w Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce (Oddzial w Koszalinie) i obecnie jest w trakcie studiów magisterskich pedagogicznych, o specjalizacji socjoterapia. To dla nich bije moje serce. Dla nich chcę żyć. Chciałabym zobaczyć, jak moje dzieci spełniają swoje marzenia. Jak kończą szkoły, jak stają się dobrymi, wrażliwymi dorosłymi. Chciałabym kiedyś poznać partnerki moich synów, zobaczyć, jak córka wychodzi za mąż, trzymać na rękach wnuki, które może kiedyś mi dadzą. Marzę o tym, żeby być dla nich wsparciem jeszcze przez wiele, wiele lat. Żeby być ich mamą. Żeby po prostu być. Mam u boku mojego męża – jesteśmy razem od lat, przeszliśmy wiele. Jest moją ostoją, choć oboje wiemy, jak trudno jest nie poddać się strachowi. Każdego dnia słyszę od niego słowa wsparcia, choć wiem, że sam okropnie się boi. Kocham go całym sercem. W naszym życiu jest też Brutus – berneński pies pasterski, niespełna dwuletni, jeszcze szczeniak w sercu. Wiernie leży przy moim łóżku, pilnuje mnie w chorobie i delikatnie liże mnie po ręku, gdy płaczę po cichu, jakby mówił: „Jestem tu. Nie bój się”. Uwielbiam nasze działkowe spacery, wspólne grzebanie w ziemi. Kocham ogród. Marzę o tym, żeby znów poczuć zapach ziemi, posadzić własne pomidory, zebrać pierwszy groszek, zobaczyć jak kwitną cynie i nagietki. Chciałabym mieć siłę, by znów usiąść z rodziną na ławce pod jabłonką, zjeść wspólny obiad, pośmiać się bez lęku, że to może ostatni raz. Od momentu, w którym usłyszałam diagnozę, przeszłam już wiele: operacje, niezliczoną ilość badań, chemioterapie… Straciłam włosy, co dla każdej kobiety jest ciosem – patrzenie w lustro boli. Czuję się, jakbym z dnia na dzień przestała być sobą. A jednak walczę, bo nie mam wyboru. Walczę, bo chcę patrzeć, jak moi synowie dorastają. Niestety pojawiły się przerzuty. Leczenie staje się coraz intensywniejsze, chemie coraz cięższe. I chociaż leczę się w ramach NFZ, nasza rodzina zaczyna się finansowo kruszyć. Bo walka z rakiem to nie tylko szpitale… Koszty dojazdów, noclegów, suplementacji, diet wspomagających, rehabilitacji, wsparcia psychologicznego, a także brak możliwości pracy z mojej strony – to wszystko sprawia, że jesteśmy coraz bardziej bezradni finansowo. Dlatego dziś proszę o pomoc. Jeśli możesz – wesprzyj moją zbiórkę. Każda złotówka to dla mnie dzień więcej z moimi dziećmi, szansa na leczenie, siła do walki. Jeśli nie możesz pomóc finansowo – udostępnij proszę tę zbiórkę. Może ktoś inny będzie mógł. Wierzę, że jeszcze poczuję zapach ziemi w moim ogrodzie. Że posadzę pomidory, że Brutus znów wyciągnie mnie na spacer po działce. Że znajdę w sobie siłę, by po prostu żyć. Żyć nie po to, by walczyć z chorobą – ale dla siebie i moich chłopców. Z całego serca dziękuję Ci za każdą formę wsparcia, za dobre słowo, za nadzieję. Dziękuję, że jesteś. – Magda Szymoniak

9 711 zł z 20 000 zł
48%
Agnieszka Piekarska, Wrocław

Wsparcie w walce z rakiem piersi

Witam, mam na imię Agnieszka. W sierpniu 2024 roku zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór piersi. Jestem po chemioterapii i czekam na operację, która odbędzie się w marcu. Jednak nie będzie to koniec leczenia. Czeka mnie jeszcze immunoterapia pooperacyjna i radioterapia. Po chemioterapii organizm jest wycieńczony i potrzebuje leków, specjalistycznego żywienia i rekonwalescencji. Aby móc skupić się na walce z chorobą a nie na zmartwieniach finansowych, proszę Was o wsparcie.

4 622 zł z 15 000 zł
30%
Tomasz Kasprzak, Dębno

Na tę chwilę zawieszam zbiórkę

Dziękujemy Darczyńcom za wszelkie wpłaty! Na ten moment sytuacja jest stabilna, więc zawieszam zbiórkę. Dziękuję za wsparcie i okazane dobre serce. ******************************************************************************* Witam wszystkich! Mam na imię Tomasz, jestem mężem i tatą trójki wspaniałych dzieciaków: dwóch synów w wieku 18 i 14 lat oraz córki, która ma 7 lat. Od 2 lat walczę z chłoniakiem z komórek B z cechami pośrednimi pomiędzy chłoniakiem rozlanym z dużych komórek B a klasycznym chłoniakiem Hodgkina. Obecnie jestem po 4 dawkach leku. Niestety, pomimo że lek w czasie mojego leczenia wszedł na listę leków refundowanych, ja nie zakwalifikowałem się do bezpłatnego leczenia. Koszty jakie ponieśliśmy na zakup leku zmusiły nas do zapożyczenia się u rodziny i znajomych. W tym momencie mam 41 lat, równo rok temu zakończyłem leczenie, jestem po kolejnej tomografii komputerowej, która wykazała dalsze cofanie się choroby pomimo zakończonego leczenia. Dzięki temu Pani doktor wyraziła zgodę na mój powrót do pracy. Konieczne jest jednak dalsze monitorowanie choroby, które wiąże się z wyjazdami do szpitala i zakupem wymaganych leków, co dla mojej rodziny jest dużym obciążeniem. Obecnie zbieram pieniądze na pokrycie tych koszów. Następne badanie TK we wrześniu. W mojej walce zawsze mogę liczyć na rodzinę. To oni dają mi siły, aby walczyć i nie poddawać się. Wiem, że mam dla kogo żyć. Choroba nowotworowa pomimo tego, że atakuje tylko jedną osobę, dotyka całej rodziny. Wsparcie, uśmiech i dobre słowo rodziny są moim motorem do walki z chorobą. Liczę również na Was i Waszą pomoc w zebraniu środków na moje leczenie. Z góry dziękuję za wsparcie i okazane dobre serce.

1 323 zł z 12 000 zł
11%
Eliza Rzepecka, Leszno

Walka z rakiem żołądka

Do niedawna byłam pełną życia, beztroską kobietą, czytającą książki, lubiącą wychodzić ze znajomymi. Niestety moje marzenia i plany zepsuła choroba, która zaczęła się od wymiotów i chudnięcia. Postawienie diagnozy trwało bardzo długo. Przy operacji otwarcia odźwiernika okazało się, że nie da się tego zrobić, gdyż jest guz. Badania potwierdziły, że jest to złośliwy nowotwór żołądka. Jestem po resekcji żołądka, udało mi się też trafić na profesora, który nie bał się mojej niskiej wagi i podjął się leczenia. W tej chwili jestem po drugim cyklu chemioterapii, a pod koniec października zaczynam radioterapię, która będzie trwała 6 tygodni. Na ten czas muszę zamieszkać w Warszawie, na co przydają mi się zgromadzone środki. Na szczęście po badaniach okazało się, że nie ma żadnych przerzutów, co daje mi jeszcze większą siłę do walki. Jestem też na jedzeniu pozajelitowym, dzięki temu udało mi się przytyć. Dziękuję za każdą wpłatę, jestem ogromnie wdzięczna za to i za tak wiele ciepłych słów, jakie dostałam.

9 275 zł z 20 000 zł
46%
Beata Kowalska, Gliwice

Udało się otrzymać lek!

Drodzy Darczyńcy, Bliscy, Przyjaciele! Otrzymałam wspaniałą wiadomość, moje leczenie będzie kontynuowane nieodpłatnie, co oznacza, że wstrzymuję zbiórkę. Dziękuję wszystkim za wpłaty. Środki, które od Was otrzymałam, przeznaczę na leki zapisywane przez lekarzy, konsultacje oraz diagnostykę, na którą nadal czasem trzeba czekać w ramach NFZ. ************************************************************** Mam na imię Beata. W ostatnim czasie moje samopoczucie bardzo się pogorszyło, stale brakowało mi sił i chęci na wszystko. Z osoby energicznej i uśmiechniętej zmieniłam się w ponurą i wiecznie zmęczoną. Z racji, iż kończę w tym roku 50 lat, zostałam objęta programem profilaktycznym raka piersi. Mimo że regularnie się badałam, postanowiłam skorzystać z programu, zwłaszcza ze względu na złe samopoczucie. Ku zdziwieniu mojemu i bliskich, okazało się, że mam raka piersi. Na domiar złego, odmianę złośliwą i bardzo agresywną (HER2-dodatni). Szansę na wygraną zwiększa nowoczesny lek, za pomocą którego walczy się z tym konkretnym przypadkiem raka. Ma dobre statystyki i przynosi dobre efekty. Jest on refundowany w większości krajów UE, niestety w Polsce NFZ refunduje go dopiero w drugiej linii leczenia, gdy choroba jest już bardzo zaawansowana. Zastosowanie leku w moim przypadku daje o wiele większe szanse na wyzdrowienie. Koszt całej kuracji to 44 000 zł, do tego dochodzą konsultacje, dojazdy do ośrodka oraz badania diagnostyczne, na które w ramach NFZ często trzeba długo czekać. Leczenie należy rozpocząć w połowie chemioterapii, więc za około trzy tygodnie, a ja nie dysponuję tak ogromną kwotą, dlatego jestem zmuszona prosić o pomoc, co nie jest łatwe. Będę walczyć dopóki starczy mi sił, bo mam wokół ludzi, dla których warto żyć.

39 231 zł z 50 000 zł
78%
Beata Woźniak, Piastów

Proszę o pomoc w walce z rakiem. Zbieram na leki i rehabilitację.

Mam na imię Beata. Mam cudowną rodzinkę: męża, dzieci i dwa największe skarby - wnusie: Natalkę (4 latka) i Marcelinkę (2 latka). To właśnie dla nich CHCĘ i MUSZĘ walczyć z "dziadem", który się we mnie zadomowił. W maju 2019 usłyszałam diagnozę - nowotwór szyjki macicy płaskonabłonkowy złośliwy nieoperacyjny. Szok i niedowierzanie, ponieważ 10 miesięcy wcześniej robiłam cytologię - wynik badania grupa 1 (brak niepokojących objawów komórek nabłonka). Od czerwca przeszłam przez szereg badań, wstępnie zaproponowano mi leczenie radioterapią, następnie chemioterapię. Ostatnie badanie PET wykluczyło jednak możliwość zastosowania radioterapii ze względu na liczne powiększone węzły chłonne. W sierpniu rozpoczęłam chemioterapię. Podczas wizyty lekarz prowadzący poinformował mnie, że w moim przypadku mógłby być zastosowany lek, który zwalcza komórki nowotworowe i jest bardzo skuteczny, niestety jest NIEREFUNDOWANY w przypadku raka szyjki macicy. Wstępnie ustalone miałam 8 sesji co 3 tygodnie chemioterapii, podczas których powinnam mieć podawany ten właśnie lek. Dzięki wpłatom ludzi o dobrym sercu miałam rozpocząć kurację wyżej wymienionym lekiem, jednak po dwóch dawkach chemioterapii we wrześniu 2019 przeszłam udar mózgu. W jego efekcie zostałam częściowo sparaliżowana, przestałam chodzić i straciłam władzę w jednej ręce. Pojawiły się również ataki epilepsji. W obecnym stanie zdrowia leczenie dotychczasowym lekiem jest niewskazane, lecz pieniądze które zostały wpłacone, pozwalają mi na zakup leków niezbędnych do walki z chorobą. Pomogły mi także w częściowym odzyskaniu sprawności fizycznej. Dzięki zabiegom rehabilitacyjnym, które musiałam podjąć bezpośrednio po udarze, mogę chodzić oraz częściowo odzyskałam władzę w ręce. Łączny miesięczny koszt rehabilitacji to około 1000 zł, zakup leków to także wydatek w wysokości 1000 zł. Mój zasiłek chorobowy wypłacany przez ZUS wynosi tylko 1500 zł miesięcznie. Gdyby nie finansowe wsparcie ludzi, nie byłabym w stanie opłacić lekarstw i rehabilitacji. Zwracam się do wszystkich o wielkim serduchu o pomoc w zebraniu kwoty potrzebnej na dalsze leczenie.

14 043 zł z 25 000 zł
56%
Jacek Kozyra, Pruszcz Gdanski

Na ciągłą rehabilitację

Nazywam się Jacek Kozyra, mieszkam wraz z żoną i siedemnastoletnią córką w Pruszczu Gdańskim. W lipcu 2017 roku zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy (chrzęstniakomięsak) w kręgosłupie. Rokowania, jakie usłyszałem w Akademii Medycznej w Gdańsku, to paraliż i śmierć w najbliższym czasie. Powiedziano mi, że jeżeli znajdę neurochirurga, który podejmie się tej operacji, mam szanse żyć. Byłem u sześciu neurochirurgów w Polsce, nikt nie chciał podjąć się tej operacji. Z pomocą profesora z Akademii zacząłem szukać pomocy za granicą. Udało nam się skonsultować z lekarzem w Narodowym Centrum leczenia schorzeń kręgosłupa w Budapeszcie, który ma bardzo duże doświadczenie w operacjach tego typu nowotworu tak umiejscowionego. Powiedział, że jest w stanie mnie zoperować, jednak by mogło się to odbyć, musi wpłynąć pełna kwota tj. 46 tys. EURO na konto szpitala. Oczywiście pieniądze pożyczyłem, ponieważ czas tutaj odgrywał bardzo ważna rolę i 16.08.2017 przeszedłem operację całkowitej resekcji guza. Usunięto guza w jednym kawałku z zapasem zdrowej tkanki, co było najważniejsze i czego w Polsce nikt nie chciał się podjąć. Wycięto mi trzy kręgi kręgosłupa, trzy przylegające żebra po 10 cm, trzy wypustki nerwowe i wykonano plastykę opony twardej. Niestety podczas operacji doszło do częściowego uszkodzenia rdzenia kręgowego w odcinku piersiowym na skutek niedokrwienia. Ubiegałem się o zwrot kosztów w NFZ, ale niestety nie otrzymałem refundacji. Od tego czasu minęło już ponad dwa lata. Od wysokości klatki piersiowej mam niedowład prawostronny, spastyki i brak czucia. Dzięki nieustannej rehabilitacji jestem samodzielny, chodzę o dwóch kulach. Przed operacją pracowałem, dziś jest to niemożliwe, wszystko spadło na moją żonę. Moja sprawność jest uzależniona od ciągłej rehabilitacji. Zbiórkę organizuję przede wszystkim na rehabilitację i wyjazd do ośrodka na turnus rehabilitacyjny. Jeśli możesz pomóc - serdecznie dziękuję. Jacek

39 005 zł z 50 000 zł
78%
Ewa Gramlewicz, Żnin

Na leki dla Ewy

Witam, mam na imię Ewa. Jestem samotną emerytką. Choruję od czterech lat na nowotwór jelita grubego z przerzutami. Przeszłam w tym czasie trzy operacje. Choroba odebrała mi siły do codziennego życia, jednak staram się funkcjonować. Przed chorobą prowadziłam aktywny tryb życia. Lubię wycieczki piesze i rowerowe. Uczęszczałam na zajęcia ruchowe dla seniorów. Chciałabym jeszcze móc do tego wrócić. Mam dwoje wnuków, dla których chciałabym jeszcze być babcią. Do tej pory radziłam sobie sama z pomocą rodziny. Jednak obecnie jestem zmuszona do przyjmowania dodatkowego leku, za który muszę płacić sporą kwotę. Jest to za duże obciążenie dla mnie jako emerytki. Dlatego zwracam się z prośbą o pomoc w zebraniu środków na moje leczenie. Z góry dziękuję za wszelką pomoc!

12 973 zł z 24 000 zł
54%
Agnieszka Małecka, Racibórz

Odzyskać samodzielność, odzyskać życie

Witam, mam na imię Agnieszka, mam 42 lata i jestem mamą dwóch cudownych chłopaków: 14-letniego Szymona i 10-letniego Kamila, których sama wychowuję. Kiedy w sierpniu 2019 r. usłyszałam diagnozę: rak piersi z przerzutami do węzłów chłonnych, mój świat się zawalił. Po pierwszym szoku postanowiłam walczyć. Walczyć, bo miałam dla kogo!!! Leczenie zaczęłam od półrocznej agresywnej chemioterapii, przez którą straciłam włosy, brwi i rzęsy. Dałam radę! Na kolejnym konsylium podjęto decyzję o radykalnej mastektomii z usunięciem węzłów pachowych. Załamałam się perspektywą utraty kolejnego atrybutu kobiecości. Wtedy od jednego z lekarzy usłyszałam: „ Albo zdrowie, albo estetyka”. Wybrałam zdrowie (operacja odbyła się 11.05.2020 r.). We wrześniu 2020 przeszłam serię 20 naświetlań. Od października 2020 hormonoterapia oraz nierefundowane wlewy z kwasu zoledronowego. Choroba zabrała mi już nie tylko pierś, ale moją pasję, jaką było fryzjerstwo. Teraz próbuje odebrać mi samodzielność. Po mastektomii sprawność mojej prawej ręki została mocno ograniczona. W ostatnim czasie jej stan znacznie się pogorszył, ponieważ pojawił się obrzęk limfatyczny oraz ból uniemożliwiający normalne funkcjonowanie. Są dni, kiedy nie jestem w stanie utrzymać długopisu lub widelca, o odkręceniu słoika czy umyciu głowy nie wspominając. Pojawiła się szansa, by poprawić sprawność ręki. W czerwcu 2021 r. byłam na konsultacji u dr Maliszewskiego (pioniera w Polsce w chirurgicznym leczeniu obrzęku limfatycznego) i zostałam zakwalifikowana do dwóch zabiegów: zespolenia limfatyczno-żylnego oraz rekonstrukcji piersi płatem DIEP z jednoczesnym przeszczepem węzłów chłonnych. Niestety czas oczekiwania na NFZ na zespolenie limfatyczno-żylne to na dzień dzisiejszy ok 10 lat – to czas, po którym może być dla ręki za późno. Jedynym wyjściem jest operacja poza NFZ – prywatnie, która może odbyć się już za 1-2 lata. Jej koszt to 25 tys. zł. Do tego dochodzi intensywna rehabilitacja przed i po zabiegu, nie tylko manualna z rehabilitantem, ale również kompresoterapia, plus koszt wizyt i badań kontrolnych (min. 5 wizyt w okresie 12 miesięcy po operacji) oraz pobytu i dojazdów (ok. 700 km – trasa Racibórz- Słupsk lub Gdańsk). Przez dwa lata mojej walki z rakiem próbowałam sobie radzić sama. Niestety „setki” badań, wizyty u specjalistów, rehabilitacja, suplementy wzmacniające odporność, dojazdy do oddalonych o ok. 80 km Katowic kilka razy w miesiącu oraz pokrywanie kosztów nierefundowanego przez NFZ leczenia wyczerpały moje możliwości finansowe i nie jestem w stanie sama pokryć kosztów operacji. Mam nadzieję, że z Waszą pomocą się uda. Z góry dziękuję za każdą cegiełkę oraz udostępnienie zbiórki. Trzymajcie za mnie kciuki! Agnieszka

20 912 zł z 32 000 zł
65%
Małgorzata Sobczyńska, Poznań

Noworoczny pech

Pod koniec 2024 moje spokojne i dość poukładane życie nagle wywróciło się do góry nogami. A wszystko zaczęło się od tego, że nie mogłam wejść po schodach! Wszelkie codzienne czynności, praca, a także aktywność fizyczna stały się niemożliwe z powodu duszności. Po dwóch hospitalizacjach otrzymałam diagnozę: pierwotny chłoniak śródpiersia z dużych komórek B. Dość szybko rozpoczęłam chemioterapię. Trudno mi się było odnaleźć w nowej rzeczywistości, z chorobą odbierającą siły i sprawiającą, że działam tylko "na pół gwizdka". Wyniszczony chemią system immunologiczny poddawał się infekcjom, zmuszając mnie do spędzania czasu w domu, na zwolnieniu. Niestety Nowy Rok rozpoczął się od kolejnego ciosu - mimo wcześniejszych zapewnień i obietnic nie przedłużono mi umowy w pracy... Zostałam więc bez źródła dochodów i - co najgorsze w obecnej sytuacji - bez ubezpieczenia zdrowotnego. A kolejna chemia już za moment... Ze względu na zdrowie, poszukiwanie nowej pracy i rejestracja na bezrobociu na razie nie są możliwe. Otrzymałam orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności. Niedawno zdiagnozowano u mnie zakrzepicę i zatorowość płucną, co doprowadziło do kolejnych hospitalizacji i skutecznie unieruchomiło mnie w domu, w łóżku. Z pełnej energii osoby stałam się nagle kimś, kto potrzebuje pomocy przy codziennych czynnościach. Zwracam się z prośbą o wsparcie finansowe. Pomoc społeczna, niestety, okazuje się niewystarczająca. Zostałam sama z synem i chorobą, która obecnie uniemożliwia mi normalne życie. Leczona od lat depresja nie sprzyja pozytywnemu nastawieniu. Koszty leków wynoszą ponad 500 zł miesięcznie. Sześć cykli chemioterapii przyniosło częściową remisję choroby. Niestety guz w śródpiersiu nadal jest spory, uciska płuca i powoduje męczący kaszel. 18 cykli radioterapii nie przyniosło oczekiwanych skutków. Pozostała sporą masa resztkowa guza, w której grudniowe badanie PET wykazało nowe, niewielkie skupisko komórek nowotworowych... Rok 2026 rozpoczął się więc od nie najlepszych wieści. Czeka mnie niebawem kolejne badanie, które mam nadzieję pozwoli ustalić, jakie będzie dalsze leczenie. Jestem w sytuacji, kiedy kompletnie nie wiem, co będzie ze mną dalej. Fizycznie, póki co czuję się w miarę, lecz psychicznie - nie daję rady. Psychoterapia indywidualna i grupowa, coraz wyższe dawki leków... Ileż można je zwiększać? I czemu są tak bardzo kosztowne... Marzę o powrocie do normalności, aktywności i życia bez trosk. Nie mam wielkich pragnień – dziś mój syn ma studniówkę, a ja tak bardzo chciałabym zobaczyć go w roli studenta za jakiś czas.

8 888 zł z 20 000 zł
44%
Rafał Laskowski, Mareza

Leczenie czerniaka

Dzień dobry, nazywam się Rafał Laskowski i mam 38 lat. Prywatnie jestem szczęśliwym mężem i ojcem 16-letniej córki i 6-letniego syna, którzy są dla mnie całym światem. W 2019 roku nasze szczęście rodzinne zostało jednak mocno zachwiane. Zdiagnozowano u mnie ciężką chorobę pod postacią złośliwego nowotworu skóry - czerniaka. Od tego czasu przeszedłem kilka operacji usunięcia wznów czerniaka w lewej ręce, w tym także operację usunięcia węzłów chłonnych lewej pachy, gdzie zdiagnozowano przerzut. Przyjmowałem leczenie uzupełniające w postaci tabletek, które powstrzymały postęp choroby na kilka miesięcy i dało złudne nadzieje na wyleczenie. Przez ponad trzy lata od diagnozy toczyliśmy walkę własnymi siłami wraz z rodziną, przyjaciółmi i najbliższymi znajomymi. Przez ten okres wielu ze znajomych, współpracowników nie miało nawet świadomości, jaką walkę toczę. Jednak przeciwnik nie daje za wygraną i zmusza mnie do złożenia prośby o wsparcie w tej walce. Niestety, pomimo podjętego leczenia, operacji, czerniak szybko postępuje i daje kolejne wznowy, a w tym momencie też przerzuty do innych organów. Na lewym ramieniu, w miejscu, gdzie po ostatniej operacji była już przeszczepiana skóra, pojawiła się nieoperacyjna zmiana w postaci bardzo szybko rosnących guzów. W tym momencie jestem pod opieką Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie. W pierwszym etapie leczenia otrzymałem immunoterapię w postaci wlewów, jednak po kilku podaniach nie osiągnęliśmy oczekiwanych rezultatów. W chwili obecnej przyjmuję leczenie skojarzone, na które czekałem dość długo - musiałem przejść szereg badań i wykonać kilka TK. Leczenie to otrzymuję co tydzień w Warszawie w Narodowym Instytucie Onkologii, co wiąże się ze znacznymi kosztami dojazdu, jak również noclegiem. Jednorazowo taki wyjazd to koszt około 700-800 zł. Oprócz immunoterapii obecnie wspomagam się kosztownymi środkami, które pomagają mi uśmierzyć odczuwany ból po przebytych licznych operacjach ręki. Wzmacniają również mój organizm w walce z jeszcze jednym, trudnym przeciwnikiem, który ujawnił się w początkowym etapie leczenia nowotworu - jest nim choroba jelit Leśniowskiego-Crohna. Szukając pomocy, natrafiłem na prywatną klinikę na Dolnym Śląsku, gdzie przyjmuję przeszczepy flory bakteryjnej od ponad roku. Kuracja ta w znacznym stopniu poprawiła funkcjonowanie moich jelit i pomogła zmniejszyć ból, który wcześniej utrudniał mi funkcjonowanie w życiu codziennym. Znaczne zaleczenie objawów choroby Crohna pozwoliło na pewnym etapie zmniejszyć częstotliwość przyjmowania przeszczepów do co 3-miesięcznych. Niestety przyjmowanie immunoterapii oraz znacznych ilości leków, głównie bardzo silnych leków przeciwbólowych, doprowadziło do konieczności zwiększenia częstotliwości przyjmowania przeszczepów. W chwili obecnej taki przeszczep przyjmuję co tydzień, a każdy taki wyjazd na południe Polski + wizyta to koszt 1100-1300 zł. Również w leczeniu czerniaka pojawia się dla mnie kolejna perspektywa, jednak aby otworzyć sobie kolejne drzwi, konieczne jest wykonanie na start badań genetycznych, których koszt to ponad 20000 zł. Podjęcie dalszej terapii będzie wiązać się ze wzrostem tych kosztów. Takie badania są wykonywane w Bydgoszczy i na dniach będę czynił kroki, aby się im poddać. Istnieje możliwość wykonania podobnych badań w szwajcarsko-węgierskiej klinice, jednak w dużo mniejszym zakresie. Wszystkie nakłady finansowe związane z płatnymi lekami, dojazdami oraz prywatnymi wizytami lekarskimi, które umożliwiają wdrażanie szybszych działań w walce z chorobą, przekraczają możliwości finansowe naszej rodziny. I choć nie jest to dla mnie łatwe, w obecnej sytuacji chciałbym bardzo prosić ludzi dobrego serca o wsparcie i pomoc w dalszej ciężkiej i nierównej walce z chorobą. Mam wokół siebie ukochanych ludzi, dla których chcę walczyć o zdrowie i kolejne lata życia, bo mam dla kogo żyć. Serdecznie dziękuję za każdą udzieloną pomoc. To wiele dla mnie znaczy.

88 601 zł z 100 000 zł
88%