Zbiórki

Grażyna Pawluś, Nowosielce

Grażynie brakuje środków na podstawowe leki i dojazdy do lekarzy.

Witam, mam na imię Grażyna, mam 64 lata, jestem inwalidką I grupy o stopniu znacznym. W 2013 roku zdiagnozowano u mnie raka trzonu macicy. Obecnie jestem po radio- i brachyterapii. 3,5 roku chorowałam na chorobę popromienną jelit. Z powodu bólu byłam wprowadzana w śpiączkę farmakologiczną na oddziale paliatywnym. Obecnie leczę się w poradni paliatywnej, onkologicznej oraz kardiologicznej. Przeszłam ciężkie operacje koronografii obydwu nóg (miażdżyca kończyn dolnych) oraz koronografię tętnic w kierunku serca. Nie sposób wszystkich moich chorób opisać. Mam ogromne problemy z poruszaniem się, jestem pampersowana. Jedynym moim źródłem dochodu jest emerytura ZUS, na którą pracowałam 28 lat, a która nie wystarcza na podstawowe leki, leczenie i rehabilitację. Po opłaceniu rachunków pozostaje mi 200 zł na miesiąc. Mam problemy z dojazdami do lekarzy, poradni i na rehabilitację. Brakuje mi funduszy na leczenie, dojazdy do szpitali i konsultacje. Pracowałam kilkanaście lat jako siostra PCK, niosłam pomoc ludziom chorym, sparaliżowanym, przykutym do łóżka. Wierzę, że znajdzie się ktoś, kto mi pomoże, tak jak ja pomagałam innym potrzebującym. Proszę ludzi o dobrym sercu o pomoc.

17 210 zł z 30 000 zł
57%
Sylwia Kotecka, Poznań

Fizjoterapia po raku piersi i leczenie endokrynologiczne

Po prawie 7 latach od diagnozy raka piersi zachorowałam na Graves Basedowa. Podstawowe leczenie tej choroby autoimmunologicznej wymaga też u mnie leków wspomagających wątrobę. Zmagam się z problemami charakterystycznymi dla tego schorzenia. Dodatkowo cały czas korzystam z fizjoterapii. Jeśli ktoś z Was może, będę wdzięczna za wsparcie ww leczeniu. W czerwcu 2019 roku rozpoznano u mnie dwuogniskowy nowotwór piersi prawej, przewodowy, hormonozależny. Dopiero w drugim badaniu jeden guz był widoczny, drugi ze względu na położenie dopiero w trzecim badaniu. We wrześniu 2019 roku przeszłam mastektomię piersi prawej z rekonstrukcją podmięśniową. Aktualnie jestem w trakcie leczenia hormonalnego. Od 2001 roku jestem pod opieką poradni onkologicznej, przed mastektomią miałam wcześniej 2 operacje usunięcia gruczolakowłókniaków. Niejednorodna budowa oraz nowotwory w rodzinie skłoniły mnie do decyzji o mastektomii piersi lewej. Dodatkowo zostanie wykonana reoperacja piersi prawej - aktualnie mam dolegliwości ze strony położenia implantu podmięśniowo. Nie mam wskazań do operacji profilaktycznej na NFZ. Potrzebuję jej, by mieć spokój głowy i móc aktywnie żyć. Kwota jest na tyle wysoka, że potrzebuję wsparcia. Operacja jest zaplanowana na 04.04.2022 w Gdańsku u dr Maliszewskiego. Trudno mi prosić o pomoc, łatwiej mi pomagać innym. Wierzę, że się uda.

47 031 zł z 60 000 zł
78%
Katarzyna Gleń, Wrocław

Wsparcie w trakcie leczenia onkologicznego

Mam na imię Kasia. Od2023 roku zmagam się z chorobą nowotworową. Po zakończeniu pierwszego leczenia wróciłam do pracy. Niestety po okresie remisji doszło do nawrotu choroby. Obecnie jestem w trakcie intensywnego leczenia systemowego i ponownie nie mogę pracować. Przed chorobą prowadziłam aktywne życie zawodowe i cieszyłam się codziennością. Bardzo chcę wyzdrowieć i wrócić do normalności- do pracy oraz do zwykłych spraw, które dawały mi satysfakcję. Mam nadzieję, że dzięki leczeniu odzyskam siły i znów będę w pełni obecna dla bliskich. Choroba może dotknąć mojego ciała, ale nie ma wstępu do mojej duszy. Zbiórka ma na celu pokrycie dodatkowych, nierefundowanych kosztów związanych z leczeniem: badań, dojazdów, leczenia stomatologicznego oraz leków wspomagających. Bardzo dziękuję za każde wsparcie i życzliwość. Katarzyna

7 005 zł z 20 000 zł
35%
Monika Płatników, Szydłowo

Pomoc w leczeniu i powrocie do zdrowia

Nigdy nie sądziłam, że będę zakładać taką zbiórkę, a jednak „pyk” - i jestem w tym. Pisanie o chorobie, bólu, proszenie o pomoc wydaje się przyznaniem do słabości, do bezsilności. To zadanie, którego nie napisze za mnie nawet najlepsze AI - a szkoda. Historia mojej choroby zaczyna się w czerwcu 2025 roku, gdy z ogromnym bólem brzucha trafiam na gastroskopię. Badanie kończy się słowami lekarza: „Nie będę ukrywać przed Panią, co znalazłem. Muszę powiedzieć, że wygląda to nieciekawie”. Przez dziesięć długich dni czekam na wynik pobranego wycinka. Odbieram go od recepcjonistki na korytarzu. Czytam: rak dwunastnicy. Ściany się walą, robi się ciemno, odpływam. Mąż prowadzi mnie do samochodu. Nie wiem, jak tam doszłam. Nie pamiętam drogi do domu. Leki uspokajające pozwalają mi zebrać się w sobie i zacząć walkę z czasem. Umawiam się na wizytę u najlepszego chirurga w regionie - wydaje się, że tylko on może podjąć się tej operacji, bo ten rodzaj raka jest niezwykle rzadki. Profesor informuje mnie o konieczności pilnej operacji. Nie wiem, czy będziemy ratować moje życie, czy jedynie je przedłużać. Dowiaduję się natomiast, że czeka mnie największa operacja w obrębie jamy brzusznej, jaką zna współczesna chirurgia. Nie przeraża mnie to - może to efekt leków, a może po prostu ogromna chęć życia, ponad wszystko i bez względu na konsekwencje. 14 lipca 2025 roku przechodzę operację wycięcia dwunastnicy, połowy trzustki, części żołądka oraz pęcherzyka żółciowego. Dochodzi do ostrej niewydolności oddechowej i spędzam kilka dni na OIOM-ie. Później wracam na oddział. Pionizują mnie, karmią przez cewnik centralny, tracę kilogram dziennie, przechodzę szereg badań - w tym najważniejsze, czyli sprawdzenie szczelności zespoleń. Podchodzę do niego dwa razy, bo za pierwszym razem tracę przytomność. W tym wszystkim dostaję pierwszą dobrą wiadomość: „Pani Moniko, bardzo dobry wynik histopatologiczny. Rak został wycięty w całości. Dzisiaj jest dzień, w którym powinna się Pani cieszyć”. Gdy o tym myślę, nadal się wzruszam. Rodzina i przyjaciele mówili mi, że jestem dzielna i walczę. Nikt z nas nie miał jednak pojęcia, jak bardzo ta inwazyjna operacja wpłynie na dalsze funkcjonowanie i jak wiele konsekwencji wywoła — takich, których polski system zdrowia nie potrafi udźwignąć. Zachorowanie na jeden z najrzadszych nowotworów sprawia, że bardzo trudno jest znaleźć specjalistów, którzy potrafią zajmować się pacjentem po operacji Whipple’a. Mówimy o rozległym cięciu, które utrudnia codzienne funkcjonowanie, o bólach narządowych i powięziowych promieniujących do pleców, o pooperacyjnym zapaleniu kikuta trzustki, o cukrzycy jako powikłaniu pooperacyjnym, o problemach trawiennych, nieprzyswajaniu składników odżywczych, problemach z poruszaniem, bólach zębów wynikających z niedoborów - o codziennym zmaganiu się z rzeczami, o których większość ludzi nie ma pojęcia. Docieram do momentu, który wydaje się kluczowy dla tych, którzy uznają, że moje życie jest warte wsparcia. Kwota, którą chciałabym uzbierać, to tak naprawdę minimalne pokrycie kosztów rocznego leczenia. Obejmuje wizyty u lekarzy różnych specjalizacji - gastrologa, fizjoterapeuty, dietetyka klinicznego, genetyka i innych, pod których opieką muszę pozostawać z uwagi na ryzyko przerzutów. Każda wizyta to też kolejne badania, które trzeba wykonać, a na końcu leki oraz sprzęt do fizjoterapii domowej. Do listopada radziłam sobie z tym obciążeniem finansowym. Pod koniec miesiąca zwyczajnie się pod nim załamałam. Nie mogę już dłużej robić tego sama, bo każdy miesiąc jest dla mnie ważny. Muszę nabrać sił, regularnie się rehabilitować, wyleczyć wszystkie stany zapalne - słowem, przywrócić i utrzymać ciało w jak najlepszej kondycji. Powrót do zdrowia po takim raku trwa minimum rok. Każda kolejna dolegliwość opóźnia ten proces, a co najgorsze - daje chorobie otwarte drzwi do wznowy, której nie chcę i której w obecnym stanie zwyczajnie bym nie przeżyła. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy zechcą mnie wesprzeć. Trudno jest się otworzyć, ale wierzę, że ma to sens. Wierzę, że dobrych ludzi jest więcej. Wierzę, że będę mogła dalej być ze swoją córką, że w pracy - do której wróciłam szybciej, niż rozsądek by podpowiadał - zrealizuję jeszcze wiele wspaniałych projektów. Wierzę, że moi przyjaciele nie stracą mnie zbyt szybko. Jeśli mogę mieć do Ciebie jeszcze jedną prośbę - spójrz na moje zdjęcie. Miesiąc przed diagnozą dostałam pora z hasłem „Pora na badania”. Nie mogło być wyraźniejszego sygnału. Badaj się. Nawet jeśli nikt nie chce zlecić Ci badań - zrób je sam/sama. Najwyższa PORA jest dziś. A ja dziękuję Ci za szansę. Nie zostanie zmarnowana.

66 949 zł z 80 000 zł
83%
Jolanta Kowalczyk, Debrzno

Kocham życie i nie dam się rakowi!

Mam 69 lat. Jestem emerytowanym nauczycielem nauczania początkowego. Chociaż pensja nie była wysoka, kochałam swój zawód. Chyba jak każdy miałam marzenia. Żyłam skromnie. Starałam się jak najwięcej odłożyć, chciałam "uzbierać" na domek z ogródkiem na wsi, aby w nim zamieszkać, gdy przejdę na emeryturę. W czasie wakacji i ferii, jako wychowawca jeździłam na kolonie i zimowiska. Udzielałam też korepetycji. Byłam szczęśliwa, bo byłam zdrowa i miałam cel w życiu, do którego przez lata dążyłam. Kiedy w 2019 roku kupiłam dom, nie posiadałam się z radości. Byłam pełna optymizmu i pozytywnej energii. Dlatego też, gdy dwa lata później postawiono mi diagnozę: rak gruczołowy płuca prawego (5,3 x 3,4), przeżyłam trudny do opisania szok. Dlaczego? Skąd? Co teraz? Przecież dopiero co ziściło się marzenie mojego życia! Pragnieniem moim było spędzenie jesieni życia w wymarzonym, wyciułanym domku!!! Zawsze byłam optymistką i wierzę w to, że będzie dobrze. Jestem poddawana chemioterapii i na pewno leczenie odniesie pozytywny skutek. Chcę żyć! Chcę być zdrowa! Jednakże oprócz wiary, potrzebne są też środki na codziennie wydatki związane z leczeniem i zapewnieniem odpowiedniej diety. Nie jestem w stanie pokryć wszystkich kosztów z niskiej emerytury (1500 zł). Dlatego proszę o wsparcie.

6 834 zł z 20 000 zł
34%
Andrzej Młynarczyk, Ininka

Na leczenie i rehabilitację

Dziękuję każdemu, kto poświęcił swój cenny czas, aby udostępnić zbiórkę. Dziękuję również osobom, które postanowiły ją wesprzeć swoimi ciężko zapracowanymi pieniędzmi. Nie jest łatwo dzielić z ludźmi swoją prywatność, ale przychodzą w życiu momenty, kiedy wydaje się to nieodzowne. Pieniądze nie są w życiu najważniejsze, jednak bez nich można tylko marzyć o rehabilitacji, leczeniu i w miarę normalnym funkcjonowaniu. Urodziłem się z rozszczepem kręgosłupa piersiowego, mimo to nie stroniłem od zatrudnienia. Niestety mój stan się pogarszał. Najpierw jedna operacja kręgosłupa L-S, który nie wytrzymał, potem druga. Na co dzień ból i beznadzieja. Jednak mimo to nie poddawałem się i jakoś starałem się utrzymać rodzinę. Mam 7-letniego synka i żonę, która ma tętniaka zlokalizowanego w sercu. Kontrolny rezonans kręgosłupa wykazał, oprócz zmian kostnych, coś, co wywróciło moje życie do góry nogami, mianowicie guza zlokalizowanego na nerce. Dalsze badania potwierdziły jego obecność, klasyfikując go jako jasnokomórkowy złośliwy nowotwór nerki. Mieszkamy w osadzie leśnej, miejscu, gdzie nie dociera komunikacja, mamy też swoje lata i schorzenia. Nie chcę, aby rodzina była odcięta od świata, ja także jestem skazany na ciągłe wyjazdy do placówek medycznych. Zawsze starałem się pomagać innym, oddałem 25 litrów krwi, zarejestrowałem się jako dawca szpiku, jednak życie napisało inny scenariusz. Obydwoje mamy ponad 40 lat. Mogłoby się wydawać, że życie jeszcze przed nami, ale jakie i jak długo...?

6 416 zł z 20 000 zł
32%
Małgorzata Kamrad, Gliwice

Małgosia walczy z rakiem. Pomóż zdobyć środki na lek.

Jestem chora na raka piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. Choruję już drugi raz w życiu na nowotwór. Pierwszy raz, gdy miałam 21 lat, i teraz, kiedy mam lat 45. Jestem w trakcie chemioterapii, ale czeka mnie także operacja - amputacja piersi.Lekarze poinformowali mnie, że mam możliwość leczenia indukcyjnego, lekiem nierefundowanym przez NFZ w moim wskazaniu, głównie z powodu kosztów, jakie generuje. Dzięki niemu mam szansę uwolnić się od raka z gwarancją, że już nigdy nie powróci. Przez 23 lata pracowałam na stanowisku pielęgniarki. Pełniłam służbę chorym - zarówno osobom starszym, jak i młodzieży. Mam też dwójkę dzieci, które są moim całym światem i są tylko na moim utrzymaniu. Oboje jeszcze się uczą, ale mimo że powoli wstępują w dorosłość, nadal potrzebują mamy.Jest mi o tyle trudniej, że wiem, że gdy mnie zabraknie, nie będą mogły liczyć na pomoc żadnego z rodziców. Ojciec dzieci nie żyje, od kiedy były małe. Niestety, moje dotychczasowe zarobki nie pozwalały mi na zaoszczędzenie wystarczającej kwoty potrzebnej na leczenie.Dlatego, drodzy Darczyńcy, zwracam się do Was z prośbą o pomoc. Wierzę, że oddane dobro wraca. Kiedyś ja pełniłam służbę potrzebującym, a teraz sama jej potrzebuję. Spoglądam z nadzieją w przyszłość, mimo że jest ona w tym momencie dla mnie niepewna. Będę wdzięczna za każdą pomoc finansową.

30 238 zł z 44 064 zł
68%
Agnieszka Bączek, Warszawa

Agnieszka Bączek - leczenie onkologiczne

Mam 50 lat, jestem szczęśliwą mężatką i matką pięciu synów. Moją pasją jest praca w ogrodzie, zbieranie grzybów i spacery po lesie, łowienie ryb, czytanie książek, obserwacja przyrody. Bardzo lubię spędzać czas na polskiej wsi, w górach oraz na Mazurach. Zbiórka ma mi pomóc w pokryciu kosztów leczenia onkologicznego, kosztówimplantów piersi po planowanej mastektomii, kosztów rehabilitacji oraz powrotu do pełnej sprawności fizycznej.

16 024 zł z 30 000 zł
53%
Agata Kaczmarczyk, Bielsko-Biała

Zbiórka na leczenie onkologiczne Agatki

Agatka to moja koleżanka z pracy, kochająca Mama dwóch cudownych chłopaków - dziewięciolatka i pięciolatka. Agatka to wspaniały pedagog i wrażliwy człowiek, któremu w wieku 38 lat przyszło stoczyć walkę z nierównym przeciwnikiem. W sierpniu 2024 usłyszała od lekarza informację - rak - diagnoza, która zabiera nie tylko zdrowie, ale także plany i marzenia, która odziera z poczucia bezpieczeństwa i ogranicza możliwości finansowe. Choroba onkologiczna generuje koszty, o których się nie mówi. Zebrane środki zostaną przeznaczone na niezbędne leki, suplementy, wizyty lekarskie, pokrycie kosztów transportu oraz wszystko to, co nie jest w naszym kraju refundowane. Agatka potrzebuje również finansów na konsultacje w innych ośrodkach - w Polsce i za granicą.

15 923 zł z 30 000 zł
53%
Anna Dziedzic, Kożuchów

Leczenie i rekonwalescencja po przeszczepie szpiku kostnego

Moje życie diametralnie się zmieniło, kiedy w lutym 2019 roku usłyszałam diagnozę: ostra białaczka szpikowa. Zawsze byłam osobą energiczną, optymistyczną i aktywną zawodowo, a teraz przyszło mi stanąć do walki z tą okrutną chorobą. Od tamtej chwili nieustannie towarzyszy mi strach, cierpienie i lęk o każdy dzień życia. Długie i niekończące się pobyty w szpitalu powodowały u mnie nieopisaną tęsknotę za najbliższymi. 02.04.2020 roku przeszłam drugi przeszczep szpiku kostnego od syna. Pierwszy przeszczep od brata, który miał miejsce w lipcu 2019 roku, nie powiódł się. Aktualnie znajduję się w okresie poprzeszczepowym, który związany jest z dalszym leczeniem oraz rekonwalescencją. Z powodu licznych powikłań bardzo często jeżdżę do szpitala w Poznaniu, celem kontroli oraz przetaczania preparatów krwiopochodnych. Zarówno sprawność mojego układu odpornościowego, jak i czynność szpiku kostnego są jeszcze niedostateczne i wymagają stosowania szeroko pojętej profilaktyki przeciwinfekcyjnej, przyjmowania leków. Okresowo jestem hospitalizowana na Oddziale Hematologii i Transplantacji Szpiku w Poznaniu. Proszę o wsparcie w poniesieniu kosztów związanych z bieżącym leczeniem: badania, dojazdy, leki.

55 918 zł z 70 000 zł
79%
Joanna Dymowska, Marki

Rehabilitacja ręki po wycięciu węzłów chłonnych

W 2013 roku dowiedziałam się o swojej chorobie. Diagnoza brzmiała - nowotwór piersi z przerzutem do węzłów chłonnych.W tym momencie zatrzymało się moje normalne życie, z całym swoim biegiem pomiędzy pracą a domem. Przeszłam 2 operacje, potem chemię i naświetlania. Po roku byłam gotowa by wrócić :-) Udało się, choć w związku z wycięciem węzłów chłonnych lewej ręki moja sprawność została ograniczona. Musiałam zrezygnować z wielu pasji, a w pracy czekała mnie niespodzianka - degradacja, odsunięcie na boczny tor. Nie poddałam się, zmieniłam pracę i nawet awansowałam. Niestety moja codzienność to konieczność ciągłej rehabilitacji (ok. 5 tys. zł rocznie) i wciąż malejąca wydolność ręki. Kilka lat temu dowiedziałam się, że w Polsce pojawiła się możliwość nowatorskiej operacji, że dr Daniel Maliszewski z Pomorza przeszczepia węzły chłonne i łączy naczynia limfatyczne metodą LVA. Dostałam się na konsultację, zostałam zakwalifikowana do operacji. Niestety czas oczekiwania na NFZ to ok. 8 lat - to czas, w którym prawdopodobnie dla ręki byłoby już późno. Dzięki oszczędnościom i Waszej pomocy przeszłam operację komercyjną, której koszt wyniósł ponad 26 tys. zł.Do tego doszła intensywna rehabilitacja po zabiegu, dojazdy na Pomorze i pobyt tam. Stan mojej ręki jest lepszy, ale wciąż wymagam stałej rehabilitacji (ruchomość blizn, by zapobiec zastojom chłonki i opuchliźnie). Od kilku miesięcy doszły problemy z przeciążeniem ręki - łokieć tenisisty i golfisty, zespół de Quervaina. Czeka mnie kolejna operacja i dalsza intensywna rehabilitacja. Jeśli macie ochotę wesprzeć moją zbiórkę, to bardzo DZIĘKUJĘ :-)

15 553 zł z 30 000 zł
51%
Anna Kowalczyk, Warszawa

Koszty towarzyszące leczeniu, przyszła immunoterapia

Pod koniec 2019 został u mnie zdiagnozowany zaawansowany nowotwór jajnika 3-go stopnia z przerzutami. Przeszłam operację histerektomii całkowitej, a następnie poddałam się chemioterapii wspomaganej tradycyjną terapią lekową. Zastosowane leczenie przyniosło pierwsze pożądane rezultaty. Niestety, w moim przypadku istnieje wysokie ryzyko nawrotu choroby ze względu na stopień zaawansowania nowotworu w momencie wykrycia i towarzyszącą mutację genetyczną, niestety nie taką, jaką uznaje NFZ dla kontynuowania leczenia, czyli BRCA. Obecnie jest to dla mnie koniec refundowanego leczenia, ale medycyna oferuje dalszą terapię i daje szansę takim osobom jak ja. Chciałabym otrzymane wsparcie przeznaczyć nie tylko na pokrycie wciąż rosnących kosztów towarzyszących obecnej terapii (konsultacje, diagnostyka, dojazdy), ale także na przyszłe leczenie, które tak bardzo chciałabym uzyskać, metodą immunoterapii, niepokrywaną przez NFZ. Dziękuję!

15 416 zł z 30 000 zł
51%