Zbiórki

Małgorzata Kamrad, Gliwice

Małgosia walczy z rakiem. Pomóż zdobyć środki na lek.

Jestem chora na raka piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. Choruję już drugi raz w życiu na nowotwór. Pierwszy raz, gdy miałam 21 lat, i teraz, kiedy mam lat 45. Jestem w trakcie chemioterapii, ale czeka mnie także operacja - amputacja piersi.Lekarze poinformowali mnie, że mam możliwość leczenia indukcyjnego, lekiem nierefundowanym przez NFZ w moim wskazaniu, głównie z powodu kosztów, jakie generuje. Dzięki niemu mam szansę uwolnić się od raka z gwarancją, że już nigdy nie powróci. Przez 23 lata pracowałam na stanowisku pielęgniarki. Pełniłam służbę chorym - zarówno osobom starszym, jak i młodzieży. Mam też dwójkę dzieci, które są moim całym światem i są tylko na moim utrzymaniu. Oboje jeszcze się uczą, ale mimo że powoli wstępują w dorosłość, nadal potrzebują mamy.Jest mi o tyle trudniej, że wiem, że gdy mnie zabraknie, nie będą mogły liczyć na pomoc żadnego z rodziców. Ojciec dzieci nie żyje, od kiedy były małe. Niestety, moje dotychczasowe zarobki nie pozwalały mi na zaoszczędzenie wystarczającej kwoty potrzebnej na leczenie.Dlatego, drodzy Darczyńcy, zwracam się do Was z prośbą o pomoc. Wierzę, że oddane dobro wraca. Kiedyś ja pełniłam służbę potrzebującym, a teraz sama jej potrzebuję. Spoglądam z nadzieją w przyszłość, mimo że jest ona w tym momencie dla mnie niepewna. Będę wdzięczna za każdą pomoc finansową.

29 917 zł z 44 064 zł
67%
Aneta Łukasiewicz, Podbrzezie Dolne

Aneta chce żyć dla swojej dorastającej córki.

Witam wszystkich, mam na imię Aneta i do niedawna byłam jak każdy z Was. Pracowałam w firmie imimo natłoku obowiązków, kiedy ktoś potrzebował pomocy, nie odmawiałam. Jestem osobą pełną życia, energii, planów na daleką przyszłość, twardo stąpająca po ziemi i miałam nieodparte wrażenie, że panuję nad swoim życiem. W ciągu jednej nocy, 16 października, świat runął jak domek z kart. Podejrzewałam od dawna, że coś jest nie tak. W 2014 roku miałam wycięcie nowotworu nabłonkowego na twarzy z prawej strony, ale nie był złośliwy. Lekarze powiedzieli, że to nic takiego. Później, w 2015 przeszłam zapalenie węzłów i wycięcie guzka z prawej strony w szyi. Mimo operacji stan zapalny utrzymywał się. Po chwili spokoju od października 2015 do czerwca 2016, z powrotem zaczął się stan zapalny. Aż tu nagle w nocy 16 października ogromny ból głowy. Jestem wytrzymała, ale on mnie pokonał. Mąż zawiózł mnie do szpitala. Okazało się, że ciśnienie mam wysokie - 200/130. Lekarze po wykonaniu TK podejrzewali tętniaka. Zadecydowano, by pozostawić mnie na oddziale i zrobić rezonans. Po wykonaniu badania okazało się, że to guz mózgu z prawej strony płata czołowo-skroniowego. Od momentu otrzymania opisu pani ordynator zaczęła szukać lekarza, który podejmie się operacji lub biopsji. Doktor z Zielonej Góry podjął się operacji. Guza wycięto w całości. Po dokonaniu badań przyszedł czas na diagnozę. Dzięki ogromnemu wsparciu przyjaciół, rodziny i pracodawców postanowiłam się nie podawać i żyć normalnie. Gdy przeczytałam diagnozę - Astrocytoma anaplasticum III stopień złośliwości, świat mi się zawalił. Mam trzynastoletnią córkę, chciałabym zobaczyć jak dorasta, jak idzie na studia, staje na ślubnym kobiercu i tu mi się przypomina tekst mojego dobrego znajomego: ”powiedz lekarzowi, że ty masz termin...'' Zawsze miałam wszystko poukładane kilkanaście miesięcy do przodu. W jednej chwili kompletnie się załamałam. Nie zobaczę tego wszystkiego, choć jestem bardzo silna. Niejedno w życiu przeszłam, między innymi chorobę i leczenie farmakologiczne męża na zapalenie wątroby B,C. Leczenie się powiodło, wygrał swoją walkę o życie, chociaż ta choroba nie wiązała się z tak wysokimi kosztami. Jestem silna i w drugiej dobie po operacji już chodziłam, na trzeci dzień nie potrzebowałam leków przeciwbólowych, ale ta walka jest nierówna. Guz może wszystko, a ja nic. Czekam na przyjęcie do szpitala na 6 tygodni - podanie chemii i radioterapii. Od tego jak poradzi sobie mój organizm zależy, czy będę mogła uczestniczyć w kolacji wigilijnej. Mam nadzieję, że będzie dobrze. Chcę wykorzystać każdą szansę na zatrzymanie guza, także z wykorzystaniem metod i leków niedostępnych w Polsce. Moja Rodzina i Przyjaciele bardzo nam pomagają, jednak niestandardowe terapie są dla nas nieosiągalne finansowo. Życie bardzo się zmienia w zderzeniu z tak straszną chorobą, podobnie człowiek - nie jest łatwo wytrwać w pozytywnym nastawieniu, mając świadomość uciekających dni. Bardzo chcę spędzić kolejne Święta z rodziną i patrzeć jak dorasta moja córka.

35 669 zł z 50 000 zł
71%
Elżbieta Cichowicz, Glinna

Walka z rakiem

Nazywam się Elżbieta Cichowicz, mam 53 lata. W 2024 roku usłyszałam diagnozę, która zmieniła całe moje życie – rak piersi. Jeszcze niedawno moje życie wyglądało zupełnie inaczej. Byłam osobą aktywną, samodzielną i pełną planów. Na co dzień starałam się normalnie żyć, pracować, dbać o dom, bliskich i o innych – tak jak wiele kobiet w moim wieku. Miałam swoje małe radości, marzenia i zwyczajne sprawy, które dziś wydają się tak bardzo odległe. Choroba przyszła nagle i brutalnie przerwała to, co było moją codziennością. Z dnia na dzień z osoby, która planowała przyszłość, stałam się pacjentką. Zamiast normalnego życia pojawiły się badania, szpitale, strach i niepewność o jutro. Dziś każdy mój dzień to walka – o zdrowie, o siłę, o nadzieję. Przede mną długie i wymagające leczenie, które wiąże się nie tylko z ogromnym wysiłkiem fizycznym i psychicznym, ale też z kosztami, których sama nie jestem w stanie udźwignąć. Leki, dojazdy, konsultacje, rehabilitacja – to wszystko przekracza moje możliwości finansowe. Dlatego z całego serca proszę o pomoc. Każda wpłata to dla mnie nie tylko wsparcie finansowe, ale też ogromna motywacja i poczucie, że nie jestem w tej walce sama. Zebrane środki przeznaczę na leczenie, badania, leki oraz wszystko, co pomoże mi wrócić do zdrowia i choć części dawnego życia. Dziękuję za każdą wpłatę, udostępnienie i dobre słowo. Wasze wsparcie dodaje mi siły w najtrudniejszych chwilach. 💗 Z wdzięcznością, Elżbieta Cichowicz

555 zł z 15 000 zł
3%
Jarosław Jankowski, Kościan

Zbiórka na walkę z rakiem, leczenie

Witam, mam na imię Jarek. Mam 54 lata. Przez całe życie pracowałem, żeby utrzymać rodzinę. Mam żonę i niepełnosprawną córkę. Moje życie pierwszy raz rozsypało się, gdy 3 lata temu przeszedłem rozległy zawał serca. Przez długi czas nie byłem zdolny do wykonywania pracy. Byłem zawodowym kierowcą. Niestety nie mogłem wrócić do swojej pracy. 1,5 roku temu zatrudniłem się w betoniarni na niepełny etat, ale w obecnej chwili znów stan zdrowia nie pozwala mi na pracę. Od września zmagam się z ogromnym bólem pęcherza moczowego i okolicy. Utrudnia mi to normalne funkcjonowanie. Okazało się, że to złośliwy nowotwór pęcherza moczowego - rak urotelialny wysokozłośliwy HG T2 z naciekiem na mięśniówkę. Zarówno mój stan psychiczny, jak i rodziny bardzo podupadł. Zaproponowano mi leczenie obejmujące chemię, operację i znów chemię. Niestety w ostatniej chwili odmówiono mi chemioterapii ze względu na serce, które po zawale nadal nie domaga. W tej chwili czekam na operację usunięcia pęcherza moczowego. Moją pasją jest akwarystyka i mechanika. Lubię majsterkować. W tym momencie niestety muszę zrezygnować ze wszystkiego. Diagnoza bardzo obciążyła nas finansowo, środki na życie się kurczą... Bardzo proszę o pomoc. Zbieram na wizyty lekarskie, dojazdy do lekarza, leki i wszystkie rzeczy, które będą mi potrzebne do urostomii. Za wszystko z góry dziękuję.

5 545 zł z 20 000 zł
27%
Barbara Strojny, Muszyna

Stay strong!

Nazywam się Basia Strojny. W marcu 2025 r. podczas samobadania znalazłam mały guzek w piersi. Niestety dalsza diagnostyka potwierdziła, że jest to rak piersi. Moje życie wywróciło się do góry nogami. Badania, wizyty oraz konsultacje u wielu lekarzy i w końcu powstał plan leczenia, do którego przystąpiłam. Mastektomia, powikłania przy gojeniu, chemioterapia... Leczenie onkologiczne wymaga pomocy i zaangażowania ze strony wielu osób. Z uwagi na wysokie koszty leczenia, na które składają się dojazdy, zakup leków, preparatów i niezbędnych odżywek, założyłam zbiórkę na pozyskanie środków.

20 532 zł z 35 000 zł
58%
Marcin Jończyk, Łódź

Pomóż wygrać walkę z nowotworem mózgu

Nazywam się Marcin Jończyk, mam 34 lata, mieszkam w Łodzi z moją żoną i 5-letnią córeczką Kalinką oraz niedawno narodzonym synem Kamilem. W listopadzie 2016 roku zdiagnozowano u mnie złośliwego guza mózgu. W jednej chwili moje życie się zmieniło. Z wielu planów muszę zrezygnować. Jednak nie zamierzam się poddawać i będę walczyć do końca... Mam dla kogo żyć, chciałbym patrzeć, jak moja córka rośnie i mieć możliwość uczestniczenia w najważniejszych momentach jej życia. Brzmi to bardzo banalnie, ale prawdą jest to, że w obliczu choroby zupełnie inaczej patrzy się na życie. Dopiero po takiej wiadomości docenia się wartość zwykłych, codziennych chwil. Mój guz został usunięty, a obecnie jestem leczony radioterapią i chemioterapią. Jednak prawdopodobieństwo całkowitego wyleczenia jest znikome, natomiast guz w każdej chwili może odrosnąć. Przede mną jeszcze długie leczenie. Obecnie największe nadzieje pokładam w terapii NanoTherm w Berlinie, której koszt wynosi około 200 tysięcy złotych. Dodatkowe koszty to leki, dojazdy oraz prywatne konsultacje lekarskie. Wraz z rodziną poszukuję różnych innych sposobów leczenia. Niestety są one jeszcze bardziej kosztowne, a żadna z tych metod nie daje mi gwarancji wyzdrowienia. Bardzo Was proszę o wsparcie w zbieraniu funduszy na leczenie u specjalistów, ponieważ to może uratować mi życie.

185 490 zł z 200 000 zł
92%
Jolanta Kowalczyk, Debrzno

Kocham życie i nie dam się rakowi!

Mam 69 lat. Jestem emerytowanym nauczycielem nauczania początkowego. Chociaż pensja nie była wysoka, kochałam swój zawód. Chyba jak każdy miałam marzenia. Żyłam skromnie. Starałam się jak najwięcej odłożyć, chciałam "uzbierać" na domek z ogródkiem na wsi, aby w nim zamieszkać, gdy przejdę na emeryturę. W czasie wakacji i ferii, jako wychowawca jeździłam na kolonie i zimowiska. Udzielałam też korepetycji. Byłam szczęśliwa, bo byłam zdrowa i miałam cel w życiu, do którego przez lata dążyłam. Kiedy w 2019 roku kupiłam dom, nie posiadałam się z radości. Byłam pełna optymizmu i pozytywnej energii. Dlatego też, gdy dwa lata później postawiono mi diagnozę: rak gruczołowy płuca prawego (5,3 x 3,4), przeżyłam trudny do opisania szok. Dlaczego? Skąd? Co teraz? Przecież dopiero co ziściło się marzenie mojego życia! Pragnieniem moim było spędzenie jesieni życia w wymarzonym, wyciułanym domku!!! Zawsze byłam optymistką i wierzę w to, że będzie dobrze. Jestem poddawana chemioterapii i na pewno leczenie odniesie pozytywny skutek. Chcę żyć! Chcę być zdrowa! Jednakże oprócz wiary, potrzebne są też środki na codziennie wydatki związane z leczeniem i zapewnieniem odpowiedniej diety. Nie jestem w stanie pokryć wszystkich kosztów z niskiej emerytury (1500 zł). Dlatego proszę o wsparcie.

5 086 zł z 20 000 zł
25%
Aleksandra Kwiek, Żukowo

Zbiórka na leczenie i rehabilitację

Dzień dobry, nazywam się Ola. Mam 50 lat, jestem matką trójki synów. Dwóch jeszcze się uczy. W grudniu 2025, tuż przed świętami, dowiedziałam się, że choruję na raka piersi. Mój świat się załamał. Wylałam morze łez. Było mi bardzo ciężko, ale podjęłam walkę o własne zdrowie i życie. W styczniu 2026 przeszłam operację amputacji piersi. Jestem na etapie rehabilitacji, którą opłacam sama, czekając cierpliwie w kolejce na bezpłatną przyznaną z NFZ. Przede mną hormonoterapia, radioterapia i chemioterapia. Pieniążki ze zbiórki przeznaczę na drogi Onkotype Test, nierefundowany w Polsce, który odpowie na pytanie o przyszłe nawroty choroby oraz na rehabilitację i specjalistyczne żywienie. Życzę wszystkim długich lat w szczęściu i zdrowiu. Pięknie dziękuję za wsparcie, Ola

14 880 zł z 30 000 zł
49%
Jarosław Depta, Warszawa

Zbieram środki na leczenie, szczepienia i rehabilitację

Mam na imię Jarek, mam 38 lat. Od kilku lat choruję na schorzenia hematologiczne. Początkowo zdiagnozowano u mnie małopłytkowość samoistną, a w listopadzie 2016 chłoniaka. Obecnie leczę się w szpitalu w Warszawie. Stosowane są kolejne cykle chemioterapii, które nie przynoszą oczekiwanych efektów. Prawdopodobnie konieczne będzie podjęcie leczenia za granicą z wykorzystaniem metod, które nie są stosowane w Polsce. Wiązać się to będzie z koniecznością poniesienia wysokich nakładów finansowych, których nie będę w stanie udźwignąć z własnych środków. Cenna będzie dla mnie każda pomoc. Czuję się jeszcze młodym człowiekiem, mam wspaniałą żonę, z którą mamy jeszcze wiele planów do zrealizowania. Dzięki Waszej pomocy uda mi się powrócić do zdrowia!

84 498 zł z 100 000 zł
84%
Hanna Węsierska, Ząbki

Wsparcie w leczeniu onkologicznym

W październiku podczas badania u Mamy wykryto złośliwy nowotwór jelita grubego (odbytnicy) z przerzutami do węzłów chłonnych. Obecnie Mama leczy się w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie. Przeszła radioterapię i jest w trakcie chemioterapii. Aby zwiększyć szanse na wyleczenie i przyspieszyć działania terapeutyczne, chcielibyśmy mieć możliwość skorzystania z nierefundowanych, najnowszych możliwości diagnostycznych oraz wspomagających leczenie, które niestety są bardzo kosztowne. Zebrane środki zostaną wykorzystane na leki dla Mamy, konsultacje lekarskie i koszty związane z dojazdami. Pomóc można, przekazując 1,5% lub wpłacając na zbiórkę. Za wszelką pomoc serdecznie dziękujemy.

4 049 zł z 20 000 zł
20%
Anna Kowalczyk, Warszawa

Koszty towarzyszące leczeniu, przyszła immunoterapia

Pod koniec 2019 został u mnie zdiagnozowany zaawansowany nowotwór jajnika 3-go stopnia z przerzutami. Przeszłam operację histerektomii całkowitej, a następnie poddałam się chemioterapii wspomaganej tradycyjną terapią lekową. Zastosowane leczenie przyniosło pierwsze pożądane rezultaty. Niestety, w moim przypadku istnieje wysokie ryzyko nawrotu choroby ze względu na stopień zaawansowania nowotworu w momencie wykrycia i towarzyszącą mutację genetyczną, niestety nie taką, jaką uznaje NFZ dla kontynuowania leczenia, czyli BRCA. Obecnie jest to dla mnie koniec refundowanego leczenia, ale medycyna oferuje dalszą terapię i daje szansę takim osobom jak ja. Chciałabym otrzymane wsparcie przeznaczyć nie tylko na pokrycie wciąż rosnących kosztów towarzyszących obecnej terapii (konsultacje, diagnostyka, dojazdy), ale także na przyszłe leczenie, które tak bardzo chciałabym uzyskać, metodą immunoterapii, niepokrywaną przez NFZ. Dziękuję!

14 038 zł z 30 000 zł
46%
Joanna Dymowska, Marki

Rehabilitacja ręki po wycięciu węzłów chłonnych

W 2013 roku dowiedziałam się o swojej chorobie. Diagnoza brzmiała - nowotwór piersi z przerzutem do węzłów chłonnych.W tym momencie zatrzymało się moje normalne życie, z całym swoim biegiem pomiędzy pracą a domem. Przeszłam 2 operacje, potem chemię i naświetlania. Po roku byłam gotowa by wrócić :-) Udało się, choć w związku z wycięciem węzłów chłonnych lewej ręki moja sprawność została ograniczona. Musiałam zrezygnować z wielu pasji, a w pracy czekała mnie niespodzianka - degradacja, odsunięcie na boczny tor. Nie poddałam się, zmieniłam pracę i nawet awansowałam. Niestety moja codzienność to konieczność ciągłej rehabilitacji (ok. 5 tys. zł rocznie) i wciąż malejąca wydolność ręki. Kilka lat temu dowiedziałam się, że w Polsce pojawiła się możliwość nowatorskiej operacji, że dr Daniel Maliszewski z Pomorza przeszczepia węzły chłonne i łączy naczynia limfatyczne metodą LVA. Dostałam się na konsultację, zostałam zakwalifikowana do operacji. Niestety czas oczekiwania na NFZ to ok. 8 lat - to czas, w którym prawdopodobnie dla ręki byłoby już późno. Dzięki oszczędnościom i Waszej pomocy przeszłam operację komercyjną, której koszt wyniósł ponad 26 tys. zł.Do tego doszła intensywna rehabilitacja po zabiegu, dojazdy na Pomorze i pobyt tam. Stan mojej ręki jest lepszy, ale wciąż wymagam stałej rehabilitacji (ruchomość blizn, by zapobiec zastojom chłonki i opuchliźnie). Od kilku miesięcy doszły problemy z przeciążeniem ręki - łokieć tenisisty i golfisty, zespół de Quervaina. Czeka mnie kolejna operacja i dalsza intensywna rehabilitacja. Jeśli macie ochotę wesprzeć moją zbiórkę, to bardzo DZIĘKUJĘ :-)

13 924 zł z 30 000 zł
46%