Zbiórki

Sylwia Fleszar, Wrocław

Potrzebuję pieniędzy na leczenie.

Mam 44 lata, 2 wspaniałych dzieci i kochającego męża. W 2016 zachorowałam na raka piersi. Przeszłam 2 operacje, chemię, radio i hormonoterapię. Myślałam, że jestem już zdrowa, że choroba odpuściła. Niestety w sierpniu 2019, dostałam ataku padaczki... Diagnoza: rozsiew do mózgu. Jestem po 10 naświetlaniach całego mózgowia. Niestety, po 2 latach leczenia guzy znów zaczęły rosnąć. Obecnie zaczynam leczenie stereotaktyczne - naświetlania punktowe, bezpośrednio w guzy. Po kolejnych - 3 już naświetlaniach nie mogę być ponownie naświetlana, bo może dojść do marskości mózgu. Obecnie dalej występują u mnie napady padaczki, leczę się w Warszawie. Dostaję zestaw leków, które mam nadzieję, że choć na jakiś czas pomogą. Proszę o każdą złotówkę, którą będę mogła przeznaczyć na leki wspomagające odporność, rehabilitację, wizyty, konsultacje i dojazdy do Warszawy, by móc jak najdłużej być ze swoją rodziną.Z góry bardzo dziękuję.

85 196 zł z 100 000 zł
85%
Małgorzata Pęczak, Warszawa

Małgosia gwiżdże na raka

Małgosia, ma 48 lat i walczy z rakiem III stadium. Samotnie wychowuje ośmioletniego Kubusia. Najtrudniejsza jest dla niej myśl, że jej syn mógłby zostać bez mamy. Dlatego każdego dnia z całych sił walczy o życie i o przyszłość u boku swojego dziecka. Przeszła już bardzo ciężkie leczenie – chemioterapię i radioterapię. Mimo bólu i ogromnego zmęczenia długo starała się normalnie żyć, pracować i pomagać innym chorym, dodając im otuchy. Niestety nowotwór powrócił. Dziś Małgosia zmaga się ze wznową choroby oraz przerzutami do węzłów chłonnych i płuc. Choroba zabiera jej siły, ale nie odebrała nadziei i woli walki. Małgosia chce żyć. Chce wychować swojego syna i nie dopuścić do tego, by musiał dorastać bez mamy. Dziś Małgosia potrzebuje wsparcia finansowego, które pomoże kontynuować terapię, kupić niezbędne leki oraz pokryć koszty dojazdów do szpitala na kolejne cykle chemioterapii. Małgosia wierzy, że jeśli pokona raka, będzie mogła pomagać innym kobietom po leczeniu onkologicznym. Marzy, by nauczyć się makijażu permanentnego brwi i przywracać kobietom po chemioterapii poczucie normalności i pewność siebie. Każda wpłata to realna pomoc i szansa, by Małgosia mogła dalej walczyć o życie – dla siebie i dla swojego syna. Z całego serca dziękujemy za każdą podarowaną kwotę, dobre słowo i udostępnienie zbiórki.

15 074 zł z 30 000 zł
50%
Andrzej Kurowski, Grodzisk Maz.

Odzyskać siebie

Mam na imię Andrzej. Do niedawna cieszyłem się moimi pasjami - podróżami i historią. Pracowałem jako nauczyciel, a weekendy poświęcałem wolontariatowi w schronisku dla zwierząt. Diagnoza - wyściółczak w IV komorze mózgu. Przeszedłem trudną operację, a potem radioterapię, ale to był dopiero początek. Teraz zmagam się z zespołem móżdżkowym, co oznacza duże problemy z koordynacją ruchów, wzrokiem i samodzielnym chodzeniem, a do tego cierpię na ciężką depresję. Chciałbym wrócić do mojej pracy, wolontariatu i odzyskać radość życia. Pomagałem innym, niestety teraz sam potrzebuję pomocy. Dziękuję Wszystkim Darczyńcom za słowa wsparcia i wiarę we mnie.

84 609 zł z 100 000 zł
84%
Hanna Węsierska, Ząbki

Wsparcie w leczeniu onkologicznym

W październiku podczas badania u Mamy wykryto złośliwy nowotwór jelita grubego (odbytnicy) z przerzutami do węzłów chłonnych. Obecnie Mama leczy się w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie. Przeszła radioterapię i jest w trakcie chemioterapii. Aby zwiększyć szanse na wyleczenie i przyspieszyć działania terapeutyczne, chcielibyśmy mieć możliwość skorzystania z nierefundowanych, najnowszych możliwości diagnostycznych oraz wspomagających leczenie, które niestety są bardzo kosztowne. Zebrane środki zostaną wykorzystane na leki dla Mamy, konsultacje lekarskie i koszty związane z dojazdami. Pomóc można, przekazując 1,5% lub wpłacając na zbiórkę. Za wszelką pomoc serdecznie dziękujemy.

4 539 zł z 20 000 zł
22%
Marzena Szula, Bytom

Potrzebuję Waszego wsparcia w walce z rakiem.

Mam na imię Marzena, mam 53 lata. W czerwcu 2019 roku usłyszałam diagnozę - rak piersi z przerzutami. Nie ukrywam, że diagnoza była dla mnie ogromnym ciosem. Nikt w rodzinie nie chorował na raka piersi, a tu taki szok. Od lipca 2019 roku zaczęłam badania i leczenie w Centrum Onkologii w Gliwicach. Od sierpnia 2019 roku co tydzień przyjmuję chemię. Następnie czeka mnie operacja, radioterapia i rehabilitacja. Utrzymuję się z niewielkiego zasiłku chorobowego z ZUS-u tj. 181 zł oraz z opieki dostaję 215,84 zł. Mieszkam w Bytomiu z moim partnerem i jego ciężko chorym 80-letnim ojcem. Emerytura ojca i zarobki partnera ledwo starczają na skromne życie i rachunki. Niejednokrotnie nie jestem w stanie wykupić recepty, często muszę rezygnować z zakupu leków. Problematyczne są dla mnie również dojazdy do Gliwic na leczenie, koszty prywatnych wizyt lekarskich i badań. Nigdy nie mogłam pochwalić się dobrym zdrowiem, mam wiele chorób towarzyszących. Cierpię między innymi na otyłość, która powoduje problemy z chodzeniem, nadciśnienie, depresję i zwyrodnienie stawów. Nie posiadam samochodu i każda wizyta w Centrum to dla mnie ciężka wyprawa. Pomaga mi rodzina, ale też nie zawsze mają możliwości finansowe lub czasowe. Niejednokrotnie po chemii muszę wrócić do domu taksówką lub zapłacić za paliwo znajomym, bo nie mam siły jechać autobusem. Z powodu ciężkiej sytuacji finansowej jestem zmuszona prosić Was o pomoc. Nie jest to dla mnie łatwe, ale sytuacja mnie zmusiła. Bardzo chcę wyzdrowieć i spędzić jeszcze trochę czasu z dwójką moich dzieci i trójką wnucząt. Walczę dla nich, choć depresja, która towarzyszy mi od wielu lat, często podcina mi skrzydła. Bardzo dziękuję za każde wsparcie w walce z rakiem!

4 461 zł z 20 000 zł
22%
Dagmara Niemczyk, Piaseczno

Profesjonalna rehabiltacja po operacji

Przez pięć lat choroby - zdiagnozowany rak piersi - nie prosiłam o pomoc, bo jakoś radziłam sobie sama. Teraz nadszedł moment, kiedy potrzebna będzie pomoc finansowa z zewnątrz. W wyniku dochodzenia do zdrowia, poprzez konieczne i profilaktyczne operacje, a mam ich już osiem na swoim koncie, obecnie bardzo potrzebuję profesjonalnej rehabilitacji. Dlatego z całego serca proszę o wsparcie, które umożliwiłoby mi powrót do sprawności po tej trudnej, ale nie beznadziejnej chorobie.

4 240 zł z 20 000 zł
21%
Przemysław Bylicki, Warszawa

Pokonać chłoniaka Hodgkina

Cześć, jestem Przemek, z chorobą walczę już prawie 4 lata, ale może zacznę od początku i opowiem Wam, jak się to wszystko zaczęło... W 2019 r. byłem jeszcze zupełnie zdrowy, a przynajmniej tak mi się wydawało. Męczyła mnie jakaś dziwna wysypka na nodze i jak to facet pomyślałem sobie, że na pewno zaraz sama zniknie. Nie zniknęła, zacząłem odwiedzać różnych dermatologów i internistów, jednak przepisywane maści sterydowe pomagały tylko na chwilę. Po jakimś czasie zacząłem czuć się coraz gorzej, nie miałem siły do ukochanych treningów na siłowni ani chęci do czegokolwiek, a dzień zaczynałem od leków przeciwbólowych, żeby w ogóle wstać z łóżka. Niestety mój stan się pogarszał, a lekarze nadal sądzili, że albo się przeziębiłem albo może to stres i przepracowanie. Niestety nikt nie wpadł na to, aby skierować mnie na badania krwi, co w dzisiejszych czasach wydaje się absolutną podstawą, no ale nic... zawiódł system. Tymczasem robiło się coraz gorzej. Zaczęły się nocne poty i powiększanie węzłów chłonnych. Teraz już wiem, że wszystkie objawy, jak uciążliwa wysypka, wymioty, nocne pocenie i powiększanie węzłów chłonnych to typowe objawy dla chłoniaka Hodgkina. Znów trafiłem do internisty z ogromnym guzem pod pachą przypominającym arbuza i wszystkimi wcześniejszymi dolegliwościami. Tym razem zostałem już skierowany natychmiast na badania krwi i dostałem skierowanie do szpitala. Z przychodni zadzwoniła pielęgniarka, że mam natychmiast jechać do szpitala, bo już dawno nie widzieli tak złych wyników krwi. Potem już poszło klasycznie: szpital, kozetka na korytarzu, biopsja i wyrok. Nie mogłem uwierzyć, że w wieku 38 lat zostałem nagle człowiekiem chorym na nowotwór w ostatnim IV stadium. Przeszedłem pierwszą chemio i radioterapię, nie było łatwo, ale powoli nabierałem sił. Wydawało się, że jednak będę jeszcze mógł kiedyś wrócić do normalnego życia. Brałem leki, wypijałem litry soków buraczanych (bleee), ale powoli czułem się na tyle dobrze, że mogłem już sam zacząć wychodzić z domu. Powoli wróciłem do normalności, a badanie kontrolne pokazało, że terapie były skuteczne, a ja mogłem powrócić do codzienności. Czy wspominałem już Wam, że jestem ogromnym fanem akwarystyki? Otóż tak - uwielbiam rybki i moje akwarium, które możecie podejrzeć w galerii zdjęć. Marzy mi się, żeby odbudować krewetkarium, którego niestety musiałem się pozbyć, bo nie miałem sił na doglądanie go. Wszystko było na drodze do wyzdrowienia, jednak im bliżej kolejnych badań kontrolnych, ja znów czułem się gorzej, a moje obawy niestety się potwierdziły - przerzut do płuc. Potem kolejna procedura i chemia, tym razem najsilniejsza, ale jakoś to wytrzymałem. Pojawiła się nadzieja. Niestety chemia nie zniszczyła raka, jednak dostałem leczenie, które trzyma go w ryzach, a ja dzięki temu jestem w miarę aktywny. Czekam w kolejce na autoprzeszczep komórek macierzystych i przyjmuję leki, żeby nie złapać żadnych innych wirusów, które mogłyby sporo namieszać w moich układzie odpornościowym. Uff, ależ się rozpisałem... Pomimo całej zawiłej historii wierzę w to, że już niedługo cała ta przygoda skończy się pozytywnie i będę mógł znów latem odwiedzić ukochane Mazury, znów być aktywnym i zdrowym człowiekiem. W tajemnicy powiem Wam, że marzy mi się założenie rodziny i normalne, nudne życie. Jeśli zechcecie mnie wesprzeć, to będę bardzo wdzięczny. W zamian chętnie posłużę radą w dziedzinie mojej ukochanej akwarystyki, a wiem całkiem sporo, możecie pisać mi wiadomości prywatne na maila pmbylicki@gmail.com. Kwota zbiórki jest bardzo orientacyjna. Zbieram na zakup leków, które muszę przyjmować cały czas, żywność medyczną oraz na leczenie prywatne, jeśli wszystko inne zawiedzie. Nie jest łatwo przetrwać na oferowanej rencie z ZUS... Pozdrawiam Was cieplutko, Przemo

34 079 zł z 50 000 zł
68%
Patrycja Paszylk, Turze

Walka z nowotworem szyi

Witam, mam na imię Patrycja, od 2015 r. choruję na nowotwór szyi, charakteryzujący się agresywnym wzrostem i naciekaniem na sąsiednie tkanki. Leczenie wymaga sporo czasu i wysiłku ze względu na częste wznowy miejscowe. Guz w moim przypadku jest nieoperacyjny, ponieważ oplata struktury nerwowe. Przeżyłam już jeden zabieg próby usunięcia guza, lecz nie udało się. Próbowałam leków oraz chemioterapii, ale niestety bez efektów. Ostatnią z opcji była radioterapia, lecz nie chcę się jej podjać, gdyż wysoka dawka promieniowania uszkodziłaby mój splot barkowy, a w efekcie nie mogłabym ruszać ręką. Moim celem jest zebranie pieniędzy na leczenie terapiami nierefundowanymi przez NFZ. Chce zacząć od nierefundowanego leku, którego koszt miesięczny to ok. 600 zł. Niestety nie stać mnie na to leczenie, więc zwracam się o pomoc do Państwa. Czasu jest niewiele, guz rośnie coraz bardziej i daje o sobie znać, a ból jest coraz bardziej dokuczliwy. Nie wiem co mnie czeka, mam tylko nadzieję, że w końcu będzie jakaś pozytywna reakcja na leczenie. Mój 4-letni syn chciałby jeszcze mieć matkę, a ja chcę korzystać z życia i być po prostu zdrowa. Część dalsza mojej historii... Niestety rok leczenia nierefundowanym lekiem nie poskutkował, guz dalej powoli rośnie. Być może spróbujemy jeszcze zwiększyć dawkę leku. Następne opcje leczenia również są strasznie drogie, jeden lek za około 6 000 zł miesięcznie, potem kolejny za 14 000 na 56 dni leczenia itd. aż do skutku. Trzeba próbować wszystkiego po kolei... Niepozostaje mi nic innego, jak znów prosić Was o wsparcie finansowe. Kochani, jestem Wam wdzięczna za dotychczasową pomoc, lecz przede mną jeszcze długa droga...

34 014 zł z 50 000 zł
68%
Agnieszka Binkowska, Świebodzice

Zbiórka na leczenie dodatkowe

Witam serdecznie, mam na imię Agnieszka i od 1,5 roku walczę z nowotworem piersi z przerzutami do kości i węzłów chłonnych, który okazał się być nieoperacyjny. Mimo tego, iż ciągle się kontrolowałam, przeciwnik okazał się sprytniejszy i trudny do zdiagnozowania. Leczenie, któremu jestem poddana (hormonoterapia + nowoczesna terapia celowana) przynosi dość dobre rezultaty, gdyż na tę chwilę udało się nowotwór zatrzymać. Pojawiła się szansa na jeszcze lepsze wzmocnienie organizmu i wdrożenie dodatkowego leczenia w klinice onkologicznej we Wrocławiu, które daje szansę na cofanie się raka. Potrzebne mi jednak wsparcie, gdyż jestem osobą samotną, która dodatkowo wychowuje 12-letnią córkę. Do tej pory mimo choroby pracowałam jako Opiekun Medyczny i sama pomagałam chorym, jednakże ta możliwość zakończyła się, ponieważ od zajętych nowotworem węzłów puchną mi bardzo ręce. Znalazłam się naprawdę w trudnej sytuacji, a moim światełkiem w tunelu jest leczenie odbarczające i wzmacniające we wrocławskiej klinice. Do tego potrzebne mi są środki finansowe, a moje możliwości zarabiania skończyły się. Bardzo proszę Państwa o wsparcie swoim 1,5% podatku. Chcę jeszcze pożyć trochę dla córki, która jest młodą dziewczynką. Ona dodaje mi sił w chorobie i nie wyobrażam sobie zostawić jej samej na tym świecie, dlatego chcę zrobić wszystko, co możliwe, żeby zostać wraz z nią tutaj jak najdłużej.

23 791 zł z 40 000 zł
59%
MARZENA Makurat, ROZŁAZINO

Chcę, żeby mój wnuk mnie pamiętał. Pomóż mi walczyć o więcej czasu

Jeszcze niedawno myślałam, że to tylko drobiazg. Wyczułam w piersi niewielki guzek. Pierwsze USG nie wykazało niczego niepokojącego, ale guzek wciąż był wyczuwalny, a ja czułam, że coś jest nie tak. Postanowiłam sprawdzić to ponownie. Wtedy usłyszałam diagnozę, która zatrzymała mój świat. Rak zapalny piersi (IBC) – jedna z najbardziej agresywnych postaci raka piersi. Od listopada 2023 roku zaczęła się moja walka o życie. W 2024 roku przeszłam bardzo intensywne leczenie – najpierw cztery cykle czerwonej chemii, później dwanaście cykli białej chemii. Następnie, 8 sierpnia, przeszłam radykalną mastektomię, a jesienią radioterapię klatki piersiowej i węzłów chłonnych. Miałam za sobą miesiące ciężkiego leczenia i bardzo chciałam wierzyć, że najgorsze już minęło. Jeszcze we wrześniu 2025 roku tomografia nie wykazywała zmian onkologicznych. 8 stycznia 2026 roku przeszłam rekonstrukcję piersi. Powoli zaczynałam odzyskiwać nadzieję, że rak został za mną. Niestety kilka tygodni później wszystko zmieniło się ponownie. W marcu 2026 roku badania wykazały przerzuty. Moja choroba bardzo szybko postępuje. Rak zaatakował wątrobę, kości, kręgosłup, a także pojawił się przerzut w obrębie głowy. Choroba jest obecnie w IV stadium. Szczególnie niebezpieczne są zmiany w kręgosłupie. Jeden z zajętych kręgów jest na tyle osłabiony, że grozi jego złamanie. W sierpniu konieczna była radioterapia kręgosłupa. Przeszłam kolejne leczenie onkologiczne, ale rak nie daje mi wytchnienia. Od 1 września rozpoczynam kolejny etap chemioterapii. Są tygodnie, kiedy co drugi dzień muszę jechać do szpitala – na leczenie, badania, konsultacje i kontrole. Szpital znajduje się około 50 kilometrów od mojego domu, dlatego choroba oznacza również setki kolejnych kilometrów i ogromne koszty. Czasami mam wrażenie, że moje życie zaczęło być odmierzane kolejnymi wizytami, wynikami badań i następnymi etapami leczenia. A ja tak bardzo chcę po prostu żyć normalnie. Mam dopiero 44 lata. Mam rodzinę, plany i tyle rzeczy, które wciąż chcę przeżyć. I mam wnuka. Chcę, żeby mnie znał. Chcę go przytulać, patrzeć, jak dorasta i być jego babcią przez wiele lat. Nie chcę być dla niego tylko zdjęciem i historią opowiadaną przez rodzinę. Dlatego walczę. Nawet wtedy, kiedy brakuje mi sił. Praca jest dla mnie czymś więcej niż obowiązkiem. To miejsce, w którym mogę być wśród ludzi, rozmawiać, śmiać się i choć na chwilę poczuć, że nadal żyję normalnie, a nie tylko walczę z chorobą. Nie chcę, żeby moje życie składało się wyłącznie ze szpitalnych korytarzy, leków, chemii i strachu przed kolejnym wynikiem. Chcę jeszcze pracować. Chcę być z rodziną. Chcę śmiać się z ludźmi. Chcę patrzeć, jak dorasta mój wnuk. Chcę mieć przed sobą życie. Niestety moja walka jest coraz trudniejsza i coraz bardziej kosztowna. Częste dojazdy do szpitala, badania, konsultacje, leki i kolejne terapie stają się ogromnym obciążeniem. Dlatego zwracam się do Was z ogromną prośbą o pomoc. Każda wpłata i każde udostępnienie daje mi coś, czego dziś nie da się wycenić – szansę na więcej czasu. Więcej czasu z rodziną.Więcej dni w pracy i wśród ludzi.Więcej chwil z moim wnukiem.Więcej zwyczajnego życia. Nie wiem, ile jeszcze etapów leczenia przede mną. Wiem jedno. Nie zamierzam się poddać. Bo ja naprawdę bardzo chcę żyć. ❤️ Z całego serca dziękuję każdej osobie, która pomaga mi w tej walce.

33 768 zł z 50 000 zł
67%
Marlena Mocek, Koźmin Wielkopolski

Pomóż mi w walce z rakiem

Mam na imię Marlena, w lipcu ubiegłego roku obchodziłam 50-te urodziny i w tym samym czasie dowiedziałam się, że dolegliwości, z którymi zmagałam się od dłuższego czasu to nie zespół jelita drażliwego czy stan zapalny jelita, tylko nowotwór złośliwy jelita grubego z przerzutami do płuc, wątroby i do mózgu. Na początku mojej drogi w walce z chorobą 22 lipca przeszłam operację wycięcia guza na jelicie grubym. Potem w sierpniu i wrześniu poddałam się radioterapii przerzutu do głowy w klinice w Katowicach. Od listopada co dwa tygodnie mam wlewy chemioterapii. Moje życie od lipca ubiegłego roku całkowicie się zmieniło. Miałam dobrą, dającą mi satysfakcję i poczucie stabilności materialnej pracę, plany w życiu prywatnym. Wcześniej lubiłam wyjazdy w góry, teraz moją codziennością stały się wizyty od lekarza do lekarza, pobyty na oddziale onkologicznym i chemioterapie. Moje obecne życie jest pełne poczucia niepewności i strachu, czy leczenie da pozytywne efekty, ale nie poddaję się, walczę dla syna, siebie i dla mojej rodziny. W obecnej sytuacji nie wiem, co dalej mnie czeka, jakie leczenie i koszty z tym związane. Szukam możliwości leczenia u wielu specjalistów, przeważnie są to wizyty prywatne i wiążące się z dalekim dojazdem. Na co dzień dochodzą koszty związane ze specjalistyczną dietą i drogimi lekami, dlatego proszę wspomóż mnie przekazując 1,5% podatku. To będzie dla mnie bardzo dużym wsparciem. Twoja pomoc wesprze mnie w walce z chorobą.

13 693 zł z 30 000 zł
45%
Elżbieta Wlaźlak, Pruszcz

Zbiórka dla Eli

Dzień dobry, mam na imię Ela. 6 marca usłyszałam diagnozę: rak trzustki z przerzutami na wątrobę. Potem już wszystko działo się szybko - od marca 2025 przyjmowałam radioterapię co 3 tygodnie. Niestety lek, który początkowo dawał dobre rezultaty, przestał działać. Teraz mogę dostać terapię, która jest nierefundowana, a to wiąże się z dodatkowymi kosztami, których i tak już jest dużo. Koszt nierefundowanego leku to 1462 zł na tydzień, a ma być on podawany co 7 dni bez znanej daty zakończenia - co sprawia, że kwota robi się niemała. Ponadto, na co dzień dokucza mi ból neuropatyczny - skutek uboczny chemioterapii - która utrudnia mi funkcjonowanie. Proszę o wsparcie.

3 347 zł z 20 000 zł
16%