Zbiórki

Irina Naomi Iankovska, Warszawa

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Irina odeszła...

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Irina odeszła... Składamy szczere wyrazy współczucia jej rodzinie i bliskim, Zarząd Fundacji Alivia. Zbiórka Iriny została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. W grudniu 2024 roku trafiłam do szpitala z ostrym zapaleniem trzustki. Leczenie przyniosło poprawę. W styczniu czułam się zdrowa, pełna energii do pracy i szczęśliwa. Jak wielu z nas na początku roku, planowałam podróże, spotkania z mamą mieszkającą za granicą i spokojne, normalne życie. W lutym 2025 roku ponownie trafiłam do szpitala - tym razem z powodu mechanicznej żółtaczki. 14 lutego usłyszałam dramatyczną diagnozę: nowotwór złośliwy głowy trzustki z naciekami na okoliczne żyły, nieoperacyjny. Aby opanować żółtaczkę, przeszłam zabieg wstawienia protezy do dróg żółciowych. Rozpoczęłam leczenie w szpitalu w Warszawie. Po 7 sesjach chemioterapii wykonano tomografię komputerową. Niestety, mimo terapii doszło do progresji choroby - pojawiły się przerzuty do wątroby oraz wszczepy w krezce i wzdłuż jelita cienkiego. Lekarka prowadząca zaleciła zmianę schematu na jednodniową chemioterapię paliatywną z innymi lekami. Jestem po pierwszej takiej sesji. Konsultacje zagraniczne, zarówno w Europie, jak i poza nią, nie przyniosły nowych, pozytywnych możliwości leczenia. Obecnie pozostaję w trakcie leczenia paliatywnego. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy nie udało się uzyskać parametrów krwi pozwalających na kontynuację chemioterapii. Z powodu hemolizy (rozpadu czerwonych krwinek) wymagam stałych przetoczeń krwi co 3, 4 dni, a to uniemożliwia podawanie chemioterapii. Dodatkowo orzeczenie lekarza ZUS o niezdolności do pracy pozbawiło mnie zasiłku rehabilitacyjnego i spowodowało problemy z ubezpieczeniem zdrowotnym. Koszty leczenia (przetoczenia krwi, leki przeciwbólowe, antybiotyki, sterydy) oraz transportu medycznego (mam trudności z poruszaniem się) znacznie obciążają mój skromny budżet. Bardzo proszę o wsparcie w leczeniu, które pozwoli mi wrócić do chemioterapii i da szansę na cieszenie się każdym dniem. Dzięki temu będę mogła wciąż żyć, spotykać się i spędzać czas z moją mamą, dla której jestem jedyną bliską osobą. Każda forma pomocy - wpłata lub udostępnienie zbiórki, to kolejny krok ku lepszemu jutru i nadziei na poprawę stanu zdrowia. Proszę, dajcie mi tę szansę. Z całego serca dziękuję i życzę Państwu dużo zdrowia.

23 068 zł z 40 000 zł
57%
Agnieszka Pietruszkiewicz, Kołbaskowo

Potrzebna pomoc w leczeniu

Dzień, w którym dowiedziałam się, że mam guza mózgu, wywrócił moje życie do góry nogami, ale prawdziwy szok przyszedł, gdy odebrałam wynik histopatologiczny, w którym napisano, że guz jest złośliwy w skali 9/10. Miałam tysiące pytań w głowie, na które nikt nie mógł mi odpowiedzieć. Dodatkowo jest to rzadki rodzaj guza, ale jest szansa na całkowite wyleczenie w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie - Państwowy Instytut Badawczy Oddział w Krakowie. Jestem jeszcze w trakcie pogłębionej diagnostyki, ale już wiem, że aby się leczyć, potrzebne są środki finansowe, których nie posiadam. Leki, badania, konsultacje, dojazdy - to wszystko kosztuje. Mogę liczyć tylko na pomoc ludzi dobrej woli. Dziękuję za każde wsparcie, bo każda złotówka to szansa, abym mogła dalej żyć. Mam dla kogo!

3 036 zł z 20 000 zł
15%
Dagmara Niemczyk, Piaseczno

Profesjonalna rehabiltacja po operacji

Przez pięć lat choroby - zdiagnozowany rak piersi - nie prosiłam o pomoc, bo jakoś radziłam sobie sama. Teraz nadszedł moment, kiedy potrzebna będzie pomoc finansowa z zewnątrz. W wyniku dochodzenia do zdrowia, poprzez konieczne i profilaktyczne operacje, a mam ich już osiem na swoim koncie, obecnie bardzo potrzebuję profesjonalnej rehabilitacji. Dlatego z całego serca proszę o wsparcie, które umożliwiłoby mi powrót do sprawności po tej trudnej, ale nie beznadziejnej chorobie.

3 017 zł z 20 000 zł
15%
Daria Diuzhakova, Warszawa

Pomoc dla dziewczyny chorującej na rzadki nowotwór

8 lipca 2025 roku - w dniu moich 34. urodzin - usłyszałam diagnozę, która podzieliła moje życie na „przed” i „po”. Rak brodawki Vatera - narządu, o którego istnieniu jeszcze kilka miesięcy wcześniej nawet nie wiedziałam. Czasem myślę, że ta historia zaczęła się dużo wcześniej. Od lat życia w napięciu, od wojny, od strachu, który powoli osiada w ciele. Od momentu, gdy trzeba było zostawić dom i uciekać z ukochanego Charkowa z jednym plecakiem. Los zaprowadził mnie do Polski - najpierw do Bydgoszczy, potem do Warszawy. Próbowałam budować życie od nowa, pracować, odnaleźć stabilność. Diagnoza przyszła nagle. Jak cisza przed burzą. A potem wszystko wydarzyło się bardzo szybko: konsultacje, przygotowania, strach i nadzieja jednocześnie. Operacja Whipple’a - jedna z najtrudniejszych operacji na świecie. Usunięcie narządów i stworzenie na nowo tego, co miało pozwolić mi żyć dalej. 7 dni na OIOM-ie. Ponad dwa tygodnie w szpitalu. A potem - powrót do domu i kolejny etap: chemioterapia. Za oknem powoli zaczyna się wiosna. Świat budzi się do życia, a ja uczę się żyć na nowo - w innym ciele, w innej rzeczywistości. Bardzo chcę poczuć tę wiosnę naprawdę: spacerować, oddychać pełną piersią, pisać, marzyć. Jestem osobą, która tworzy. Piszę - również po polsku. Powstał już nawet mój wiersz o lekarzach i ich wielkiej pracy, o ludziach, którzy każdego dnia ratują innych, często kosztem siebie. Dziś jednak moja codzienność to leczenie. Operacja się udała, ale chemioterapia okazała się trudniejsza, niż mogłam sobie wyobrazić. Skutki uboczne nie pozwalają mi normalnie funkcjonować ani pracować. Część leczenia jest refundowana, ale leki dodatkowe, badania, specjalne odżywianie i zwykłe życie - to wszystko spoczywa na mnie. A ja nie jestem już w stanie sama tego unieść. Dlatego proszę o pomoc. Bardzo chcę żyć. Świadomie. Głęboko. Tworzyć historie, które coś zmieniają. Moim marzeniem jest zostać pierwszą europejską scenarzystką, która zdobędzie Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny. Wierzę, że nawet najtrudniejsza droga ma sens, jeśli nie idzie się nią samemu. Jeśli moja historia poruszyła Twoje serce - proszę, zostań jej częścią.

7 930 zł z 25 000 zł
31%
Daniel Maciela, Kraków

Leczenie spowodowało spustoszenie w organizmie Daniela.

Mam na imię Daniel, mam 32 lata. Terapia protonowa i chemioterapia dały świetne efekty, obecnie guz jest nieaktywny i nie rośnie! Nadal systematycznie wykonuję badania rezonansu magnetycznego twarzoczaszki i kontroluję stan zdrowia w COOK Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie na ul. Garncarskiej. Od zakończenia leczenia zdążyłem pozbyć się wszystkich swoich zębów, a raczej tego co z nich zostało po naświetlaniach. Mam dwie ruchome protezy, nauczyłem się już w nich funkcjonować, choć przy utrzymującym się szczękościsku nie jest łatwo. Moim zmartwieniem jest słaba kondycja kości, zwłaszcza stawu biodrowego i barku oraz silna osteoporoza na poziomie -3,5, zwłaszcza kręgosłupa lędźwiowego. To efekt zażywania dużych dawek leków sterydowych podczas leczenia. Korzystam z zabiegów rehabilitacyjnych, podawane są mi zastrzyki w biodro w celu odbudowy kości. Wszystko jednak zmierza w kierunku operacji stawu biodrowego i wstawieniu endoprotezy. To będzie dopiero możliwe, jak poprawi się stan kości, dlatego jestem pacjentem poradni, która zajmuje się leczeniem osteoporozy. Mam 32 lata i nie chcę dodatkowych ograniczeń! Chcę móc korzystać z życia w pełni! Przeszedłem terapię protonową. Po długich miesiącach oczekiwań wyjazd na leczenie doszedł do skutku. Mojego leczenia podjął się Specjalistyczny Ośrodek w Pradze Proton Therapy Center Czech s.r.o. Zostałem poddany protonoterapii oraz chemioterapii. Leczenie trwało 7 tygodni i co najważniejsze przyniosło efekty. W badaniach kontrolnych rezonansu widać, że guz się zmniejszył i jest nieaktywny. Ciągle jednak jestem pod stałą kontrolą lekarzy, systematycznie wykonuję badania MRI. Dzięki wpłatom mogłem zrefundować koszty pobytu, dojazdu, konsultacji. Choroba i leczenie spowodowały ogromne spustoszenie w moim organizmie, mam obecnie problemy logopedyczne, szczękościsk, suchośćw ustach, trudności z przełykaniem, często bolą mnie kości. Nadal utrzymuje się porażenie nerwu wzrokowego. Kolejnym problemem są zęby, po leczeniu większość nadaje się jedynie do usunięcia, pozostałe do leczenia. Chciałem podziękować mojej rodzinie, przyjaciołom, lekarzom i wszystkim dobrym ludziom, od których otrzymałem wsparcie i pomoc. Dzięki Wam mam siłę do dalszej walki z codziennym zmaganiem się z chorobą. Mam nadzieję, że już wkrótce wrócę do zdrowia, pełnej formy i dawnego życia! A tak to się zaczęło... Koszmar zaczął się w listopadzie 2013 r., gdy doszło u mnie do obustronnego porażenia szóstego nerwu wzrokowego. Po konsultacjach okulistycznych zadecydowano o konieczności operacji. Jednak po niedługim czasie doszły jeszcze silne bóle głowy. Trafiłem na oddział neurologiczny, gdzie po badaniach stwierdzono przewlekłe zapalenie zatok klinowych. Wypis - antybiotyk - kontrola laryngologiczna... I tak na kontrolach zeszło niemal do marca 2014 r., a ból głowy stawał się już nie do zniesienia. Zostałem przyjęty do kolejnego szpitala i tam przeprowadzono zabieg endoskopowy zatoki klinowej. Ból głowy ustąpił. Pojawiałem się średnio co 2 tygodnie na kontrolach. Wspominając lekarzom, że czuję, iż nadal coś "zapycha" mi zatoki, usłyszałem tylko, że muszę dokładniej płukać nos...Chciałbym dodać, że podczas operacji nie pobrano mi wycinków do zbadania. I znów mijały tygodnie… Końcem czerwca ból głowy był już tak silny, że przestawałem normalnie funkcjonować. Nie przesypiałem nocy, byłem ciągle rozdrażniony, nie mogłem brać udziału w codziennym życiu rodzinnym. Wspólnie z żoną postanowiliśmy skonsultować się z innym lekarzem, bo czułem się lekceważony i „zbywany”. Trafiliśmy wreszcie na profesora - lekarza z prawdziwego zdarzenia, który natychmiast przyjął nas do 5 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Krakowie. Tam lekarze przeprowadzili kolejną operację zatok oraz pobrali mi wycinki. Badanie histopatologiczne wykazało, że to złośliwy rak nosogardła. Po konsultacji neurochirurgicznej okazało się, że nie kwalifikuję się do radykalnego leczenia chirurgicznego ze względu na dużą powierzchnię, jaką guz już zajmował oraz na jego lokalizację. Zostałem skierowany na dalsze leczenie do Centrum Onkologii do Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie Oddział w Krakowie. Po kolejnych badaniach okazało się że naciek obejmuje podstawę czaszki, wchodzi w obręb mózgoczaszki i schodzi do nosogardła, niszczy struktury kostne podstawy czaszki i jest w stadium rozsiewu do węzłów chłonnych szyjnych. Jestem już po 4 seriach chemioterapii DCF, które co najważniejsze przyniosły efekty! Guz zmniejszył się o 1/3, ale nadal jest w takim miejscu (na skrzyżowaniu nerwów odpowiadających za widzenie), że nie jest możliwe zastosowanie radioterapii, ponieważ naświetlanie pozbawiłoby mnie wzroku. Gdy myślałem że już wszystko stracone, pojawiła się nadzieja - Specjalistyczna Klinika w Niemczech i leczenie metodą protonoterapii. Obecnie w Klinice Onkologii lekarze dokładają wszelkich starań, abym miał szanse podjęcia leczenia w tamtejszej klinice. To ogromna nadzieja! Leczenie mnie tą metodą nie spowoduje utraty wzroku i co najważniejsze jest szansą na całkowite wyzdrowienie!!! Niestety taki wyjazd i leczenie jest niesamowicie kosztowne, a w obecnej chwili jedynym źródłem dochodu naszej rodziny jest zasiłek rehabilitacyjny, który otrzymuję, a który nie wystarcza nawet na pokrycie kosztów związanych z obecnym leczeniem. Ten kosztowny wyjazd jest moją jedyną i niestety ostatnią nadzieją na powrót do zdrowia, dlatego z całego serca proszę o pomoc ludzi dobrej woli, by dali mi szanse móc dalej cieszyć się tym niedocenianym, lecz jakże cudownym Jedynym Życiem!

32 862 zł z 50 000 zł
65%
Patrycja Paszylk, Turze

Walka z nowotworem szyi

Witam, mam na imię Patrycja, od 2015 r. choruję na nowotwór szyi, charakteryzujący się agresywnym wzrostem i naciekaniem na sąsiednie tkanki. Leczenie wymaga sporo czasu i wysiłku ze względu na częste wznowy miejscowe. Guz w moim przypadku jest nieoperacyjny, ponieważ oplata struktury nerwowe. Przeżyłam już jeden zabieg próby usunięcia guza, lecz nie udało się. Próbowałam leków oraz chemioterapii, ale niestety bez efektów. Ostatnią z opcji była radioterapia, lecz nie chcę się jej podjać, gdyż wysoka dawka promieniowania uszkodziłaby mój splot barkowy, a w efekcie nie mogłabym ruszać ręką. Moim celem jest zebranie pieniędzy na leczenie terapiami nierefundowanymi przez NFZ. Chce zacząć od nierefundowanego leku, którego koszt miesięczny to ok. 600 zł. Niestety nie stać mnie na to leczenie, więc zwracam się o pomoc do Państwa. Czasu jest niewiele, guz rośnie coraz bardziej i daje o sobie znać, a ból jest coraz bardziej dokuczliwy. Nie wiem co mnie czeka, mam tylko nadzieję, że w końcu będzie jakaś pozytywna reakcja na leczenie. Mój 4-letni syn chciałby jeszcze mieć matkę, a ja chcę korzystać z życia i być po prostu zdrowa. Część dalsza mojej historii... Niestety rok leczenia nierefundowanym lekiem nie poskutkował, guz dalej powoli rośnie. Być może spróbujemy jeszcze zwiększyć dawkę leku. Następne opcje leczenia również są strasznie drogie, jeden lek za około 6 000 zł miesięcznie, potem kolejny za 14 000 na 56 dni leczenia itd. aż do skutku. Trzeba próbować wszystkiego po kolei... Niepozostaje mi nic innego, jak znów prosić Was o wsparcie finansowe. Kochani, jestem Wam wdzięczna za dotychczasową pomoc, lecz przede mną jeszcze długa droga...

32 830 zł z 50 000 zł
65%
Andrzej Młynarczyk, Ininka

Na leczenie i rehabilitację

Dziękuję każdemu, kto poświęcił swój cenny czas, aby udostępnić zbiórkę. Dziękuję również osobom, które postanowiły ją wesprzeć swoimi ciężko zapracowanymi pieniędzmi. Nie jest łatwo dzielić z ludźmi swoją prywatność, ale przychodzą w życiu momenty, kiedy wydaje się to nieodzowne. Pieniądze nie są w życiu najważniejsze, jednak bez nich można tylko marzyć o rehabilitacji, leczeniu i w miarę normalnym funkcjonowaniu. Urodziłem się z rozszczepem kręgosłupa piersiowego, mimo to nie stroniłem od zatrudnienia. Niestety mój stan się pogarszał. Najpierw jedna operacja kręgosłupa L-S, który nie wytrzymał, potem druga. Na co dzień ból i beznadzieja. Jednak mimo to nie poddawałem się i jakoś starałem się utrzymać rodzinę. Mam 7-letniego synka i żonę, która ma tętniaka zlokalizowanego w sercu. Kontrolny rezonans kręgosłupa wykazał, oprócz zmian kostnych, coś, co wywróciło moje życie do góry nogami, mianowicie guza zlokalizowanego na nerce. Dalsze badania potwierdziły jego obecność, klasyfikując go jako jasnokomórkowy złośliwy nowotwór nerki. Mieszkamy w osadzie leśnej, miejscu, gdzie nie dociera komunikacja, mamy też swoje lata i schorzenia. Nie chcę, aby rodzina była odcięta od świata, ja także jestem skazany na ciągłe wyjazdy do placówek medycznych. Zawsze starałem się pomagać innym, oddałem 25 litrów krwi, zarejestrowałem się jako dawca szpiku, jednak życie napisało inny scenariusz. Obydwoje mamy ponad 40 lat. Mogłoby się wydawać, że życie jeszcze przed nami, ale jakie i jak długo...?

2 784 zł z 20 000 zł
13%
Małgorzata Makos-Sobierajska, Sulejówek

Proszę o pomoc!

Witam, mam na imię Gosia. Jak wszyscy młodzi ludzie w tym wieku, dopiero zaczynałam realizować swoje marzenia i plany. Plany były ambitne, przepiękne, dalekosiężne. Dwa lata temu wyszłam za mąż i wszystko było na dobrej drodze… Niestety w lipcu 2015 roku pod lewą pachą pojawił się guz. Guz rósł tak szybko, że już pod koniec lipca przeszłam operację usunięcia wraz z okolicznym węzłem chłonnym. Wszyscy byli dobrej myśli, jednak wynik badania histopatologicznego był dla mnie szokiem. Nowotwór złośliwy, a dokładnie czerniak… Kolejne wyniki badań potwierdziły diagnozę i wykazały dodatkowe przerzuty na oba płuca. We wrześniu, bardzo szybko zostałam objęta programem leczenia - terapią celowaną, która atakuje komórki nowotworowe i ma na celu zahamowanie przerzutów. Efekt widoczny był już po paru miesiącach, jednak dużym minusem tej terapii oprócz skutków ubocznych jest to, że lek ma krótki okres działania i nowotwór niedługo uodporni się na moje leczenie. Mam jednak szansę na to, aby wydłużyć okres uodpornienia! Lekarze sugerują mi zastosowanie drugiego leku, który niestety nie jest refundowany przez NFZ. Leczenie nowym lekiem jest jednak koszmarnie kosztowne, ale jest to dla mnie jedyna szansa wydłużenia leczenia i doczekania terapii, która będzie bardziej skuteczna. Nowe terapie są dopiero badane i będą dostępne na świecie za parę, paręnaście miesięcy… Zwracam się z gorącą prośbą, POMÓŻCIE wygrać mi walkę z czasem, dzięki której będę mogła mieć dostęp do nowoczesnych leków, tak abym mogła wygrać z tą przebiegłą i ciężką chorobą. Moja choroba dotknęła nie tylko mnie, ale także całą moją rodzinę i znajomych. Każdy pomaga jak może, ale przy koszmarnych cenach leków onkologicznych każda złotówka jest dla mnie BEZCENNA! Dzięki chorobie przekonałam się, ilu fantastycznych ludzi jest koło mnie i tak naprawdę to dzięki nim czerpię pozytywną energię, wiarę i siłę do walki.

62 747 zł z 80 000 zł
78%
Dorota Melerska, Lelkowo

Pomóżmy mojej Mamie wygrać czas i życie

Moja Mama od lat pomaga innym – jest pielęgniarką, nadal aktywnie pracującą w zawodzie. Każdego dnia wspiera pacjentów w najtrudniejszych chwilach. Dziś sama znalazła się po drugiej stronie szpitalnego łóżka. Mama choruje na zaawansowanego raka płuca z mutacją EGFR. Dotychczasowe leczenie przestało działać. W styczniu usłyszeliśmy, że nowoczesna terapia ma zostać objęta refundacją od kwietnia. Na tej podstawie podjęliśmy decyzję o uruchomieniu zbiórki, aby sfinansować leczenie do czasu wejścia refundacji. Obecnie sytuacja uległa zmianie. Refundacja nie zostanie najprawdopodobniej wdrożona, a dostęp do leku w Polsce jest ograniczony i możliwy głównie w ramach badań klinicznych, które nie prowadzą aktualnie rekrutacji dla pacjentów po wcześniejszym leczeniu. W onkologii rzeczywistość potrafi zmieniać się bardzo szybko – decyzje administracyjne, dostępność badań, ścieżki terapeutyczne. Dziś stoimy przed koniecznością szukania innych rozwiązań: kontaktujemy się z ośrodkami w Polsce i za granicą, rozważamy alternatywne leczenie, staramy się uzyskać indywidualny dostęp do terapii. Środki zgromadzone w zbiórce zostaną przeznaczone wyłącznie na leczenie Mamy – niezależnie od tego, jaka forma terapii okaże się dostępna. Może to być nowoczesna terapia celowana, udział w badaniu klinicznym lub inna procedura ratująca życie. Najważniejsze jest jedno: Mama nie może zostać bez leczenia. Chcemy, aby mogła jak najdłużej: – żyć bez bólu i z godnością – pozostać aktywna zawodowo – robić to, co kocha – pomagać innym Każda wpłata i każde udostępnienie daje nam realną możliwość działania. Dziękujemy za zaufanie i wsparcie w tej trudnej, dynamicznej sytuacji.

102 595 zł z 120 000 zł
85%
Alicja Materna, Gliwice

Walka z rakiem

Witam, nazywam się Alicja i choruję na raka piersi. Diagnoza, którą usłyszałam, zwaliła mnie z nóg, a co dopiero moich najbliższych... Mam 42 lata i za sobą długą i męczącą chemioterapię oraz mastektomię. Przede mną jeszcze daleka droga i leczenie. Mam syna Patryka (10 l.) oraz męża, którzy mnie potrzebują. Przed chorobą byłam osobą energiczną, uśmiechniętą oraz bardzo pewną siebie. Myślałam, że jestem niezniszczalna, jednak badania kontrolne pokazały zupełnie coś innego. Rak - w pierwszej chwili pomyślałam: "o mój boże, umrę...", jednak patrząc na moją rodzinę postanowiłam, że tak łatwo się nie poddam. Rodzina bardzo mnie wspiera w tej mojej (naszej) walce. Zbieram środki na dalsze leczenie, rehabilitację oraz powrót do pełnosprawności sprzed mastektomii. Bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie wpłaty i pomoc w drodze do normalnego życia. PS. Kobiety, badajcie profilaktycznie swoje piersi!

12 534 zł z 30 000 zł
41%
Krzysztof Stasiełuk, OLSZTYN

Na leczenie i zdrowie

Mam na imię Krzysztof i mam 50 lat. Jeszcze miesiąc temu moje życie toczyło się normalnie: praca, dom, zakupy, wypoczynek. Tak zwyczajnie... Dziś moja codzienność to poradnie, szpitale, ból, obawa i czekanie, co przyniesie następny dzień. Zdiagnozowano u mnie nowotwór płaskonabłonkowy szyi G3 - rzadki, złośliwy, nieoperowalny nowotwór- guz, który każdego dnia odbiera mi siły, chęci i nadzieje. Nie potrafię opisać, co czuje człowiek, kiedy słyszy, że choroba jest nieuleczalna. Jedyne co można robić to próbować ją spowalniać. Leczenie jest kosztowne, a ja nie mogę pracować z powodu choroby. Oszczędności, które zgromadziłem, rozchodzą się szybko. Nie proszę o cuda tylko o pomoc, bo nie chcę się poddać. Każda złotówka to dla mnie szansa na lepsze jutro. Proszę Was - pomóżcie mi walczyć o życie, które mi zostało.

2 527 zł z 20 000 zł
12%
Tadeusz Jasiński, Kożuchów

Na leczenie i dojazdy do kliniki

Dzień dobry, nazywam się Genowefa Jasińska. 2 miesiące temu, u mojego męża Tadeusza zdiagnozowano złośliwy nowotwór płuc drobnokomórkowy 4 stopnia. Jest to nowotwór nieoperacyjny. Mąż ma 68 lat. Choroba została zdiagnozowana, kiedy leżał w szpitalu w Zielonej Górze, na oddziale płucnym. Zrobiony został tomograf, gdzie stwierdzono dużego guza na prawym płucu. Pobrano także wycinek z bronchoskopii, którego analiza potwierdziła raka płuca. Jesteśmy bardzo załamani. Nie stać nas na wyjazdy do kliniki do Poznania i na inne wydatki związane z leczeniem. Bardzo proszę ludzi o dobrym sercu, aby nas wspomóc, wpłacając choćby symboliczną złotówkę.

2 523 zł z 20 000 zł
12%