Zbiórki

Lilla Sirocka, Gdańsk

Rehabilitacja i dalsze leczenie

Witam, mam na imię Lilla. Podczas kontrolnego badania mammograficznego w 2023 r. zdiagnozowano u mnie zmianę w piersi lewej. Po przeprowadzeniu dodatkowych badań w UCK Gdańsk /mammografia spektralna i biopsja mammotomiczna/ nic nie wskazywało na nowotwór złośliwy. Decyzję lekarki prowadzącej o konieczności przeprowadzeniu zabiegu chirurgicznego celem upewnienia się co do charakteru zmiany przyjęłam z mieszanymi uczuciami. Gdy jechałam w czerwcu 2024 r. po operacji na wizytę do chirurga onkologa po odbiór wyniku badania histopatologicznego, byłam nastawiona optymistycznie. Diagnoza nowotwór złośliwy piersi typu HER2:3+ zmieniła moje życie. W lipcu i wrześniu 2024 r. przeszłam dwie kolejne operacje, stwierdzono przerzuty do naczyń limfatycznych oraz wykonano onkoplastykę z wszczepieniem ekspandera piersi lewej. W listopadzie 2024 r. rozpoczęłam chemioterapię. Boję się, czy starczy mi determinacji i środków finansowych na walkę z nowotworem... Po usunięciu węzłów chłonnych dołu pachowego mam bardzo bolesne powikłanie - sznury limfatyczne (tzw. AWS). Pojawiają się pod pachą, wyglądają jak struny, mocno ograniczają zakres ruchu i są bardzo bolesne. Jedynym lekarstwem na nie jest fizykoterapia. Niestety NFZ po operacji refunduje jedynie kilka zabiegów, w moim przypadku niewystarczających. Bardzo proszę o pomoc, dzięki której będę mogła pokryć koszty mojego dalszego leczenia i dziękuję za okazane wsparcie.

5 526 zł z 30 000 zł
18%
Ola Matla, Poznań

Walka z rakiem piersi, podwójna blokada, operacja, rehabilitacja

Przez kilka miesięcy miałam nadzieję, że leczenie będzie jedynie krótkim przystankiem w moim życiu – etapem, który minie, a ja wrócę do codzienności. Niestety, w lutym 2022 roku dowiedziałam się, że choroba wykroczyła poza pierwotne ognisko w piersi i dała przerzuty do kości. Ta diagnoza zmieniła wszystko. Od tego momentu moje leczenie stało się paliatywne – czyli przewidziane na całe życie, aż do kolejnych progresji choroby. Co to oznacza w praktyce? Regularne wizyty na oddziale onkologicznym co trzy tygodnie, gdzie otrzymuję specjalistyczne leczenie onkologiczne. Każda wizyta to kolejna dawka leków, które pomagają mi utrzymać chorobę w ryzach, ale też przypomnienie, że to nie jest etap, który po prostu minie. Jeśli chcesz mnie wesprzeć w tej walce, możesz to zrobić, przekazując darowiznę na moje subkonto w fundacji Alivia. Każda wpłata to realna pomoc w pokryciu kosztów leczenia, badań i terapii wspierających, które pozwalają mi dalej walczyć. Dziękuję, że jesteś tu ze mną. --- Cześć, mam na imię Ola. Mam 36 lat, wspaniałą rodzinę, 4-letnią córkę Adę i męża. We wrześniu zdiagnozowano u mnie nowotwór piersi HER2-dodatni, jestem w trakcie chemioimmunoterapii indukcyjnej, przed mastektomią obustronną (ze względu na mutację genetyczną) i rekonstrukcją. Zebrane fundusze przeznaczę na nierefundowaną w moim przypadku w Polsce terapię oraz zabieg mastektomii z jednoczesną rekonstrukcją, który jest kosztowny i będzie także wiązał się z wielokilometrowymi podróżami oraz późniejszą rehabilitacją, a także na dodatkowe wydatki apteczne. Moim obecnym marzeniem jest uzyskanie 100% odpowiedzi na leczenie, bez choroby resztkowej i powrót do normalnej codzienności bez szpitali, chemii, żeby córka jak najmniej kojarzyła dzieciństwo z chorobą mamy.

48 731 zł z 73 500 zł
66%
Nataliia Taraszkiewicz, Warszawa

Szansa na leczenie Natalii - terapia nierefundowana

Pomóżmy Natalii sfinansować leczenie raka jelita grubego Nataliia ma 49 lat. Jeszcze niedawno nikt z nas nie przypuszczał, że przyjdzie nam zmierzyć się z diagnozą, która w jednej chwili zmieni codzienność całej naszej rodziny. W czerwcu 2026 roku Nataliia trafiła do szpitala z powodu niedrożności jelita. Konieczna była pilna operacja, podczas której usunięto guz jelita grubego. Badanie histopatologiczne przyniosło jednak bardzo trudną wiadomość – rozpoznano zaawansowanego raka jelita grubego z przerzutami do węzłów chłonnych. Kolejne badania pozwoliły dokładniej poznać charakter choroby. W komórkach nowotworu wykryto mutację BRAF V600E. Jest to zmiana molekularna, która ma znaczenie dla przebiegu choroby, ale jednocześnie pozwala na zastosowanie leczenia ukierunkowanego właśnie na ten mechanizm. Dla Natalii istnieje możliwość zastosowania nowoczesnego leczenia obejmującego terapię celowaną. Problem polega na tym, że na obecnym etapie leczenie, które chcielibyśmy zastosować, nie jest dla niej dostępne w ramach standardowego finansowania ze środków publicznych. Jego koszt może wynosić wiele tysięcy złotych miesięcznie i przekracza możliwości finansowe jednej rodziny. Dlatego zwracamy się o pomoc. Zebrane środki chcemy przeznaczyć przede wszystkim na sfinansowanie leczenia przeciwnowotworowego, a w zależności od dalszych decyzji lekarzy również na niezbędne badania diagnostyczne, konsultacje specjalistyczne, leki wspomagające oraz inne koszty bezpośrednio związane z terapią. Jesteśmy świadomi, że przed Natalią długa i trudna droga. Nie wiemy, jak długo potrwa leczenie ani jakie będą jego efekty. Wiemy jednak, że chcemy wykorzystać każdą medycznie uzasadnioną możliwość, która może pomóc w opanowaniu choroby i dać jej więcej czasu. Każda wpłata – niezależnie od kwoty – przybliża nas do możliwości rozpoczęcia i kontynuowania potrzebnego leczenia. Jeśli nie możesz wesprzeć zbiórki finansowo, ogromną pomocą będzie również jej udostępnienie. Dziękujemy za każdą pomoc, dobre słowo i udostępnienie zbiórki. Rodzina i bliscy Natalii

95 020 zł z 120 000 zł
79%
Dorota Głowacka, Bydgoszcz

Pomóżcie moim dzieciom mieć jak najdłużej mamę!

Drodzy Państwo, przede wszystkim dziękuję, że czytacie ten tekst. Mam 44 lata i od 6 lat choruję na nowotwór piersi. Usunięto mi pierś, jestem już po chemioterapii, odrosły mi włosy, wróciłam do własnej wagi, mogę zajmować się sama dziećmi i robić wszystko to, co robiłam do tej pory, ale to koniec dobrych wiadomości. Niestety obawiam się, że wszystko co dobre, zostanie mi po raz kolejny odebrane, bo mój rak mnie chyba bardzo lubi... Mam bardzo złośliwy nowotwór, lekarze określają go jako „potrójnie negatywny”, odporny na wszelką farmakoterapię. Niestety chemioterapia, jaką przeszłam, nie jest w stanie pokonać złośliwości zdiagnozowanego u mnie nowotworu, a lekarze nie są w stanie zaoferować mi już innych metod leczenia. Znowu mam powiększone węzły chłonne, szybko rośnie ilość komórek nowotworowych we krwi, pojawiło się też jakieś podejrzane ognisko w głowie, które będzie niebawem diagnozowane. Ale ja postanowiłam nie czekać biernie, aż rak się mocno rozwinie, a szukać innych, nierefundowanych metod leczenia i zrobić wszystko, co mogę aby pokonać chorobę. Szukam nowych możliwości leczenia. Środki chciałabym przeznaczyć na konsultację u specjalistów, dojazdy do ośrodka leczenia jak i badania diagnostyczne (choroba odebrała mi też pracę, jestem na rencie, a mąż zarabia niewiele). Może dotrę też do jeszcze innych form leczenia, za które pewnie również trzeba będzie płacić. Stąd moja ogromna prośba do Państwa o pomoc, bardzo Was moi Kochani proszę o jakąkolwiek pomoc finansową. Mam dwójkę cudownych dzieci: 5-letnią Kornelkę i 10-letniego Antosia, które to kocham najbardziej na świecie. To głównie dla nich walczę o życie i to one dodają mi siły i wspierają w chorobie. Postanowiłam zrobić wszystko co możliwe, aby wychować moje dzieci i otoczyć je miłością, na którą tak zasługują. Nikomu nie życzę tego towarzyszącego mi uczucia strachu, że może nie zdążę być przy moich dzieciach, kiedy najbardziej będą mnie potrzebować, nie będę mogła przytulić, pochwalić, cieszyć się z ich radości i wspierać w problemach. Będę Państwu wdzięczna do końca życia, no i moja cała rodzina również, bo możecie sprawić, żeby moje dzieci wyrosły na szczęśliwych ludzi, mając kochającą mamę u boku.

54 536 zł z 80 000 zł
68%
Tomasz Krzyżowski, Katowice

Nowotwór prostaty

Dzień dobry, nazywam się Tomek i mam 65 lat. Diagnoza raka prostaty w 2023 roku była dla mnie ogromnym wstrząsem psychicznym. Zwracam się z prośbą o pomoc w leczeniu metodami, które nie są refundowane. Mamcórki, pięciu wnuków i jedną prawnuczkę. Moja żona, dzieci i wnuki bardzo mnie wspierają. Mam nadzieję, że Państwa pomoc pomoże mi w wyzdrowieniu. Jestem po operacji i siedmiu tygodniach radioterapii onkologicznej. Choruję na przewlekłą niewydolność nerek IV stopnia oraz jestem po zawale z wstrząsem kardiogennym. Przed diagnozą nowotworową chętnie spędzałem czas z rodziną i podróżowałem. Marzę o tym, by życie podarowało mi jeszcze trochę czasu, abym mógł patrzeć, jak kolejne wnuki wchodzą w dorosłość. KRS 0000358654, Nr. Zbiórki 112518 Pozdrawiam serdecznie,Tomek

4 506 zł z 30 000 zł
15%
Edyta Siewielec, Krzczonów

Wsparcie na leczenie nierefundowane

Nazywam sie Edyta Siewielec, mam 53 lata. Mam dwóch dorosłych synów, których wychowywałam samotnie. Opiekowałam się chorymi rodzicami: ojciec zmarł na raka płuc, a trzy lata temu po ciężkiej chorobie zmarła mama. Gdy zaczęłam spokojniej żyć, po drugiej profilaktycznej mammografii, w ciągu niepełnych trzech lat, usłyszałam diagnozę. Los postawił mnie naprzeciw nowotworowi złośliwemu piersi z przerzutem do węzłów chłonnych i śródpiersia, który z dnia na dzień niszczy moją codzienność. Ciężko dopuścić do siebie tak dramatyczną diagnozę, mimo to nie mogę się poddać. Pierwsze 6 miesięcy jest kluczowe w rozwoju choroby. Niestety rzeczywistość szpitalna nie pozwala mi wierzyć w szczęśliwy finał, dlatego korzystam z wszelkich możliwych metod. Stosuję tylko te terapie, których skuteczność potwierdzają badania naukowe, wszystko pod kontrolą lekarzy specjalistów. Mierząc siły na zamiary wspólnie z rodziną zdecydowaliśmy się prosić o pomoc. Większość z kroków w drodze do zdrowia jest nierefundowana i kosztowna: leki, badania, konsultacje, dojazdy, itp. Ogromnym wsparciem są dla mnie synowie, są dla mnie wszystkim. Chciałabym zobaczyć, jak radzą sobie w dorosłym życiu i poznać swoje wnuki. Będę wdzięczna za każdy dar serca. Modlę się, bym w przyszłości miała możliwość przekazać otrzymane dobro dalej.

14 244 zł z 40 000 zł
35%
Kobra Akbar Dashti, Pune

Chcę żyć - zbieram na chemioterapię

English version below Piszę w imieniu mojej ukochanej nauczycielki jogi - Gulnaaz. Wspaniałego człowieka, silnej kobiety i wrażliwej nauczycielki. Gulnaaz ma raka piersi. Dwa miesiące temu przeszła mastektomię. W zeszłym tygodniu rozpoczęła chemię. Przed nią dalsze leczenie. W Indiach tylko najzamożniejsi posiadają ubezpieczenie. Niestety, Gulnaaz za wszystkie zabiegi oraz leki płaci sama. Od kiedy jest chora, nie pracuje, co oznacza, że nie zarabia. Gulnaaz zaczęła praktykować jogę jako nastolatka. Do dzisiaj nie robi niczego innego. Całe życie pomagała innym. Jej dobre serce, skromność i oddanie uczniom zawsze mnie wzruszało. Teraz też nie narzeka i o nic nie prosi. To ja chcę Jej pomóc. W Indiach warunki leczenia są inne niż w Polsce. Chorych jest bardzo dużo. System jest niewydolny. Wiele rzeczy pacjent musi sam dostarczyć. Gulnaaz była kilka razy w Polsce. Zna naszą gościnność i szczodrość. Pokażmy Jej, że nie jesteśmy obojętni. Jeśli możesz pomóc i wpłacić chociażby najmniejszy datek, będę wdzięczna. Dziękuję! I WANT OT LIVE - A FUNDRAISING FOR CHEMOTHERAPYI am writing to you on behalf of our beloved Iyengar Yoga teacher - Gulnaaz: an incredible human being, strong woman and empathetic teacher.Gulnaaz has Brest cancer. Two months ago she underwent mastectomy and last week she started her chemo journey. There’s a long way ahead of her and in India only the wealthiest are able to get their insurance. Unfortunately, Gulnaaz has to pay for all the medical procedures and medication herself. Since she got sick, she hasn’t been able to work, therefor she's not making any money. Gulnaaz started to practice when she was just a teenager and to this day she hasn’t worked in any other way.She spent her life helping others, her kind heart, humbleness and devotion to her students always moved me in a profound way. She doesn’t complain, neither has she asked for anything, I just want to help her.In India the healthcare system works very differently to the Polish one. The system is overwhelmed with the amount of people needing help, so the responsibility of providing many essential things for treatment fall on the patient.She has been to Poland a couple of times, she got a taste of out hospitality and generosity first hand, let’s show her we are not indifferent. If you could help with the tiniest donation, I’ll be very thankful.

23 733 zł z 50 000 zł
47%
Weronika Popielarz, Kościelec

Miałam 2 lata, gdy zachorowałam. Walczę z chorobą ponad 33 lata!

Nazywam się Weronika Popielarz, mam 33 lata, pochodzę z miejscowości Kościelec, a obecnie mieszkam w Kole, powiat kolski, województwo wielkopolskie. Od 33 lat choruję i leczę się onkologicznie. Jestem po 3 operacjach neurochirurgicznych (1993,1994,2003 r.) usunięcia złośliwego guza mózgu – wyściółczaka anaplastycznego okolicy czołowo-ciemieniowej lewej. W 1994 r. przeszłam radioterapię całej osi nerwowej (cała głowa 40.5 Gy i cały rdzeń kręgowy 25,5 Gy w 25 frakcjach). Napromieniowanie było duże. Po kolejnej wznowie guza w 2003 roku przeszłam trzecią operacje neurochirurgiczną i zostałam poddana też leczeniu onkologicznemu - chemioterapią. Po tym czasie intensywnie kontynuowałam rehabilitację oraz miałam inne zabiegi chirurgiczne usprawniające narząd ruchu, jak wydłużanie ścięgna Achillesa. W 2010 r. w kontrolnym badaniu MR głowy wykazano nieprawidłową masę o charakterze najpewniej oponiaka (być może indukowanego radioterapią w 1993,1994). Guz jest usytuowany w lewej okolicy ciemieniowej – guz przylegający do ściany bocznej tylnej części zatoki strzałkowej górnej. W badaniu MR wykazano guza o wymiarach 28x15x27,5 mm. W dniu 5.10.2011 r. zostałam poddana zabiegowi radiochirurgii stereotaktycznej Gamma Knife. Po pierwszej operacji miałam naświetlania, były one tak silne, że spowodowały wypalenie cebulek włosowych. Do chwili obecnej ponoszę konsekwencje tego, noszę perukę. Po drugiej operacji powstał uraz połowiczy prawostronny. Jestem osobą niepełnosprawną, potrzebującą ciągłej rehabilitacji. W 2017 r. po raz kolejny los odwrócił się ode mnie bezlitośnie. W badaniu MR głowy zdiagnozowano cztery guzy (oponiaki). W związku z powyższym musiałam przejść ponownie zabieg radiochirurgii stereotaktycznej - naświetlanie głowy w Klinice Allenort Gamma Knife w Warszawie. W dniu 20.12.2017 zastosowano leczenie radiochirurgią stereotaktyczną Gamma Knife trzech guzów o radiologicznych cechach oponiaków zlokalizowanych na sklepistości czołowej półkuli mózgu lewej oraz w okolicy ciemieniowej półkuli mózgu lewej. Podano dawki odpowiednio 12 Gy w jednej frakcji na izodozę referencyjną 50% na guz o objętości 0,895 cm 3 oraz 12 Gy w jednej frakcji na izodozę referencyjną 50% na guz o objętości 1,52 cm 3. Czwarty guz o cechach oponiaka namiotu móżdżku po stronie prawej o wym. 4x5x3 mm do zabiegu. Wciąż zmagam się z chorobą onkologiczną i walką o sprawność ruchową. Nieustannie walczę ze skutkami choroby, silnymi bólami głowy i kręgosłupa, bólem biodra, kości ogonowej i kolan (Chomologacja rzepki), zawrotami głowy i równowagi. Założenie subkonta w ramach Programu ONKOZBIÓRKA wiąże się dla mnie z dużą pomocą finansową: Pomogłoby mi finansować wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne. W mojej sytuacji nie mogę wyjeżdżać do sanatorium, gdyż Narodowy Fundusz Zdrowia odrzuca moje wnioski ze względu na schorzenie: leczenie onkologiczne. Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie nie zawsze posiada środki, żeby dofinansować turnus rehabilitacyjny. Moim marzeniem jest dokonać przeszczepu włosów. Pokrycie kosztów dojazdów na leczenie (leczyłam i leczę się w CZMP w Łodzi; w Szpitalu Klinicznym na Spornej w Łodzi i obecnie doszła jeszcze Klinika Allenort w Warszawie). Planuję operacyjnie usprawnić rękę prawą. Chciałabym kontynuować rehabilitację ruchową.

23 528 zł z 50 000 zł
47%
Beata Olekszyk-Nowakowska, ŻORY

Pomoc w zbiórce na leczenie

Mam na imię Beata i jestem mamą 11-letniego Mateuszka. Razem z mężem i synem lubimy góry, psy i życie na wsi blisko przyrody. Moją pasją jest praca z dziećmi, które uczę angielskiego od 20 lat w szkole w Pawłowicach. We wrześniu 2019 roku zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy jelita grubego. W październiku przeszłam operację. Od 11 grudnia jestem poddawana leczeniu celowanemu, które nie było niestety refundowane. Koszt jednego wlewu to 6 000 zł. Do tego dochodziły koszty dojazdu do szpitala w Warszawie raz na dwa tygodnie. Przeszłamcykl 12 podań. Chemioterapia bardzo obciąża organizm, ale wiem, że pomaga. Dodatkowo metodą wspierającą jej działanie jest hipertermia, której się poddawałam, jej koszty były bardzo wysokie. Zabieg trzeba wykonać jeden dzień przed chemioterapią, jeden po niej i czasem też pomiędzy. Koszt jednego godzinnego zabiegu to 550 zł. Ale ta metoda bardzo skutecznie wspomaga leczenie mojej przypadłości. Koszt całości, czyli przynajmniej 18 zabiegów to 9900 zł. No i na koniec rzecz chyba jedna z ważniejszych - Oncompass. Są to bardzo specjalistyczne badania genetyczne, których wykonanie to koszt rzędu 20 tys. złotych. W obecnej chwili kontynuuję immunochemioterapię już w Gliwicach. W związku z leczeniem przebywam na zwolnieniu lekarskim. Leczenie, związana z tym dieta i odżywianie, a także rehabilitacja związana z neuropatią po chemioterapii są bardzo kosztowne, a wypłata nie ma szans tego pokryć. W związku z tym zwracam się do Was o pomoc w zbiórce. Liczę na to, że dzięki Wam będę mogła przejść przez ten trudny czas. Wierzę też, że dobro wraca i jeżeli będzie potrzeba, ja będę mogła w przyszłości też komuś pomóc. Chciałabym wrócić jak najszybciej do szkoły, do dzieci. Widzieć mojego syna i innych uczniów na szkolnym korytarzu, stołówce. Chcę cieszyć się życiem i wrócić na górski szlak, idąc razem z Matim i Maćkiem, razem z nimi zdobywać szczyty. Dzięki ogromnemu wsparciu kochającego męża, syna, rodziny i Was wiem, że się uda. Dziękuję za każdy gest pomocy, za wsparcie.

223 527 zł z 250 000 zł
89%
Ewa Meller, Elbląg

Zbiórka na terapię celowaną, badanie PET-CT, dodatkowe konsultacje onkologiczne i koszty z tym związane

Bardzo potrzebujemy pomocy finansowej dla mojej Mamy na terapię celowaną, badanie PET-CT, dodatkowe konsultacje onkologiczne i koszty z tym związane. Moja Mama ma nowotwór złośliwy trzustki, dowiedzieliśmy się o przerzutach na wątrobie i otrzewnej po 1 roku i 3 miesiącach od przeprowadzonej z sukcesem operacji i usunięciu 2/3 trzustki. Lekarze z NFZ w chwili obecnej stosują standardowo chemioterapię w szpitalu w Elblągu, ale my chcemy poszukać dodatkowych możliwości i szans dla mojej Mamy. Dlatego też potrzebujemy wsparcia w poniesieniu tych kosztów, na które nie stać emerytów - moich rodziców. Będziemy bardzo wdzięczni za każdą wpłatę, gdyż skuteczna walka z nowotworem kosztuje i nie będziemy mogli podejmować dodatkowych prób bez tych pieniędzy. Poza tym Mama zawsze była bardzo aktywna, ćwiczyła jogę, lubi podróżować, uwielbia dzieci i one też bardzo ją lubią. Chciałbym, żebyśmy znaleźli skuteczny sposób, aby jej pomóc dalej cieszyć się życiem rodzinnym i swoim własnym. Życie jest piękne i Mama jest jeszcze młoda, bo ma 69 lat,kocha życie i chce o nie walczyć. Prosimy o pomoc! W razie dodatkowych pytań jestem do dyspozycji. Przekażę wszystkie szczegóły i ewentualne dokumenty, żeby uwiarygodnić nasze potrzeby. Z góry dziękujemy, Tomasz Meller, moja Mama Ewa Meller i mój Tata Mirosław Meller

8 198 zł z 35 000 zł
23%
Edyta Biernacik, Bochnia

Proszę o pomoc w walce z rakiem - na leczenie i dojazdy

Mam na imię Edyta, mam 41 lat. O chorobie dowiedziałam się niedawno, bo raptem dwa tygodnie temu, choć choroba pewnie rozwijała się długo, nie dając żadnych konkretnych objawów. Mieszkam wraz z mężem w południowej części Polski, jakieś 50 km od Krakowa. Moje życie nie było usłane różami - z rakiem w mojej rodzinie to już jest jakieś fatum, gdyż moi rodzice zmarli kilka lat temu, oboje na nowotwór, tylko każdy na inny. Do niedawna byłam normalną kobietą, która zajmowała się domem i pracą. Teraz, kiedy dowiedziałam się o chorobie, moje życie straciło na wartości, jednak nie poddam się i będę walczyć, jednak bez Państwa pomocy nie dam rady. Mieszkam z mężem, mam schorowaną teściową, którą również się opiekuję. Dla nich, dla mojej małej siostrzenicy, dla siostry i szwagra, ale przede wszystkim dla siebie chcę wygrać walkę. Przed chorobą z mężem jeździliśmy na weekendowe wycieczki, czy do lasu, czy w góry. Bardzo bym chciała wrócić do tego wszystkiego, wrócić do moich marzeń o podróżowaniu. Wracając do mojej choroby: choruję na NOWOTWÓR ZŁOŚLIWY SZYJKI MACICY. Choroba została zdiagnozowana 11.08.2023, a od lekarza dowiedziałam się dopiero 17.08.2023. W tamtym momencie myślałam, że mi się świat zawalił, że wszystkie nieszczęścia na mnie spadły, poczułam ból, strach i bezsilność. Zaczynam leczenie, ale bardzo się boję, jak zniosę skutki uboczne. Jedyna rzecz, która daje mi siłę to najbliżsi - mój mąż i reszta rodziny. Będę walczyć, żeby przedwcześnie ich nie stracić i żyć z nimi jak najdłużej. Zbieram pieniążki na leczenie, dojazdy oraz badania diagnostyczne. Mieszkam 50 km od Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, w którym jestem leczona. Niestety nie mam możliwości przeprowadzić się tam, gdyż mój mąż pracuje na miejscu i mamy tylko jedną wypłatę na nas dwoje. Proszę o pomoc w walce z tą tak ciężką chorobą.

3 110 zł z 30 000 zł
10%
Łukasz Kocimski, Warszawa

Zbiórka na badania, konsultacje, dojazdy, rehabilitację, leki i suplementy

Witam wszystkich - znajomych i nieznajomych.Gdyby, ktoś kiedyś powiedział mi, że będę opisywać swoją historię w tym miejscu, na pewno bym nie uwierzył. Mam 50 lat. Jestem mężem wspaniałej kobiety, ojcem dwóch córek i dziadkiem cudownego 7-letniego chłopczyka. Dzięki nim wiem, że muszę stawić czoła temu trudnemu przeciwnikowi! Zaczęło się od niewinnego bólu gardła, który z każdym dniem coraz bardziej się nasilał. Przez 8 miesięcy byłem leczony antybiotykami na zapalenie gardła, wirusowe zapalenie gardła, podejrzewane też było grzybiczne zapalenie gardła, aż do czasu, kiedy jeden z laryngologów pobrał wycinek do badań histopatologicznych. Dzień, w którym dostałem wynik, a razem z nim diagnozę NOWOTWÓR ZŁOŚLIWY PODNIEBIENIA MIĘKKIEGO (RAK PŁASKONABłONKOWY ROGOWACIEJĄCY), wywrócił moje życie do góry nogami. To był początek maja, wszystko budziło się do życia, a ja miałem wrażenie, że moje właśnie się zatrzymało. Nie mogłem się z tym pogodzić, tym bardziej że było to tuż przed moimi 50. urodzinami. Załamałem się... Ale trzeba było wziąć się w garść i zawalczyć o swoje życie. W połowie czerwca zaczęło się leczenie. Miałem podawaną chemię przez 96 godzin. Utrata masy ciała, utrata włosów, zmniejszony apetyt, ból przy przełykaniu, grzybica jamy ustnej po chemii... Chwila przerwy, chwila odpoczynku... Dwa tygodnie później kolejna dawka 96-godzinnej chemii. Potem zaczęła się radiochemioterapia, czyli skojarzona chemia z naświetlaniem. Łącznie od połowy czerwca do połowy listopada miałem podane 4 chemie i 35 naświetlań.Na początku listopada założono mi sondę donosowo, gdyż nie byłem już w stanie połykać, do dzisiaj nic się nie zmieniło w tej kwestii. Ból, który mi towarzyszy od tamtego czasu, jest nie do opisania. Pod koniec kwietnia mam spotkanie z Profesorem, który ustali dalszą część leczenia. Co mnie czeka, tego jeszcze nie wiem, wiem jednak, że mam dla kogo żyć. Moje leczenie związane jest z szeregiem wydatków. Nieuniknione są też opłaty związane z konsultacjami specjalistycznymi, dojazdami do placówek medycznych, lekami oraz środkami do pielęgnacji powikłań po chemii i radioterapii. Dzięki rodzinie się nie poddaję i na pewno się nie poddam! Potrzebuję jednak wsparcia – i moich bliskich i Waszego.Każdemu, kto zechce mnie wesprzeć, bardzo gorąco dziękuję. Łukasz

2 978 zł z 30 000 zł
9%