Zbiórki

Marta Małgorzata Bednarska, Elbląg

Ostatnia szansa na godne życie

Witam, Zwracam się z prośbą o wsparcie do ludzi dobrego serca, którzy mają możliwości, aby pomóc mi w ciężkiej sytuacji. Choruje na nowotwór złośliwy przewodów żółciowych wewnątrzwątrobowych z mutacją genów IDH1. Leczenie chemioterapią nie przyniosło poprawy stanu zdrowia. Przez ponad rok podawany był milek immunologiczny-Tibsovo. Na szczęście wywalczyłam refundację tego leku, niestety pozostałe lekarstwa to koszta przerastające moje możliwości z renty chorobowej. Obecnie przyjmuje chemię w tabletkach. Walczę każdymi sposobami - nie czekając na najgorsze sięgam po pomoc lekarzy z całej Polski. Konsultacje w Warszawie, Gliwicach, Gdańsku. Czekanie na całkowite wyleczenie to czekanie na cud, jednak otrzymanie kilku miesięcy więcej to moje marzenie. Całe życie pracowałam nie prosząc nikogo o pomoc, teraz wręcz błagam ludzi o wsparcie finansowe. Lekarze są zdumieni moim silnym organizmem, a ja walczę z systemem i wegetacja jaka mi została. Co z tego jak organizm walczy, a mnie nie stać na podstawowe lekarstwa. Muszę jak każdy opłacić rachunki, na lekarstwa po prostu już nie wystarcza.

19 372 zł z 50 000 zł
38%
Ligia Tuszyńska, Warszawa

Udało się osiągnąć cel zbiórki i przeprowadzić leczenie!

Dziękujemy za wpłaty! Zakończyłam leczenie Pertuzumabem zakupionym dzięki Państwa wpłatom. ****************************************************************************** Moja nagła choroba, złośliwy nowotwór piersi z przerzutami do węzłów chłonnych wymaga chemioterapii lekiem Pertuzumab, który w moim przypadku nie jest refundowany przez NFZ. Aby uwolnić się od nowotworu, jestem zmuszona prosić o wsparcie. Koszt terapii pierwszego etapu wynosi 80 tysięcy zł. Będę wdzięczna za każdą pomoc finansową na moją zbiórkę w Fundacji „ALIVIA”.

48 994 zł z 80 000 zł
61%
Marek Ambroziak, Warszawa

Marek zbiera środki na leczenie szpiczaka poza granicami Polski

Nazywam się Marek Ambroziak, obecnie mam 47 lat, w 2012 roku zdiagnozowano u mnie szpiczaka mnogiego. To całkowicie zmieniło życie moje i mojej rodziny. Zdecydowałem się na nowatorskie leczenie, choć koszt terapii przekraczał możliwości mojej rodziny. Stąd prośba o pomoc. Zaczęło się niewinnie. W sierpniu 2012 roku podczas wakacji nad polskim morzem pojawił się ból w nogach. Zbagatelizowałem go, kładąc na karb zmęczenia. We wrześniu ból w nogach i kręgosłupie był już na tyle duży, że nie mogłem chodzić. W badaniu rezonansem magnetycznym wykryto patologiczne złamanie jednego z kręgów oraz fakt, że guz naciskał na rdzeń kręgowy. W październiku 2012 roku przeszedłem operację chirurgiczną, polegającą na tak zwanym odbarczeniu i stabilizacji kręgosłupa poprzez wprowadzenie łącznie 8 śrub w kręgi powyżej i poniżej złamanego kręgu Th11, na których z kolei zamocowano dwa pręty długości 15 cm. Operacja przeprowadzona została w ostatniej chwili, ponieważ zaczęły pojawiać się pierwsze niedowłady w prawej nodze (groził mi paraliż). W listopadzie 2012 roku, po specjalistycznych badaniach w Instytucie Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie, potwierdziła się wstępna diagnoza: szpiczak mnogi. To on doprowadził do zniszczeń w szpiku kostnym, głównie w kręgosłupie. Szpiczak mnogi to nowotwór złośliwy układu krwiotwórczego (szpiku), występuje znacznie częściej u osób w wieku 60-65 lat, tylko 3% pacjentów ma poniżej 40 lat. Choroba jest nieuleczalna. Mediana przeżycia chorych leczonych wysokodawkową chemioterapią, po której następuje autoprzeszczep komórek macierzystych, w 2003 roku była oceniana na średnio 4,5 roku w porównaniu do 3,5 roku dla osób leczonych standardowo. Obecnie stosowane nowatorskie leki (głównie w terapiach w USA) to szansa przeżycia (mediana) 10 lat i więcej. W Polsce czekała na mnie terapia wg „standardowego” schematu – będącego może i standardem na świecie, ale dobre kilkanaście lat temu. Terapia ta nie zawsze jest skuteczna i powoduje całą gamę skutków ubocznych. Szukaliśmy z żoną innych możliwości - w USA były prowadzone badania kliniczne wg zupełnie nowych schematów, z udziałem nowatorskich leków nowej generacji, niedostępnych w Polsce oraz w większości krajów europejskich. Na stronie Fundacji Centrum Leczenia Szpiczaka http://www.szpiczak.org/ można było przeczytać, że jest to „najaktywniejsze obecnie leczenie na świecie w szpiczaku mnogim”. A także: “Wyniki terapii chorych są imponujące. (…) Dr A. Jakubowiak pokazał, iż chorzy leczeni w pierwszej linii, którzy otrzymali taką terapię, osiągają w 62% całkowite głębokie remisje po terapii, zaś całkowita odpowiedź terapeutyczna wynosi aż 94%. A co najważniejsze to połączenie lekowe daje bardzo szybką odpowiedź w przeciągu 1-2 miesięcy od rozpoczęcia terapii. Leczenie to jest bardzo dobrze tolerowane z niewielkimi skutkami ubocznymi.” Udało nam się z żoną nawiązać kontakt z jednym z ośrodków prowadzących badania kliniczne, National Institutes of Health w Bethesda w stanie Maryland, który ostatecznie w lutym 2013 r. przyjął mnie na terapię. Niezwykłe było to, że pokrywane były zarówno koszty leków, jak i opieki medycznej, czy hospitalizacji (w innych ośrodkach, z którymi się kontaktowaliśmy opieka medyczna była płatna). Po naszej stronie nadal pozostawały wysokie koszty przelotów do USA oraz wynajęcia mieszkania. Wyniki terapii eksperymentalnej były więcej niż obiecujące – bardzo wysokie wskaźniki całkowitej odpowiedzi, czyli zaniku objawów choroby, na poziomie trzykrotnie wyższym niż przy terapii standardowej stosowanej w Polsce. Daje mi to nadzieję nawet na całkowite wyleczenie i to bez autoprzeszczepu komórek macierzystych – tak przynajmniej sugerowali lekarze amerykańscy. Sytuacja po terapii indukcyjnej (wrzesień 2013 roku) była bardzo optymistyczna. Udało się zatrzymać chorobę na wszystkich możliwych frontach: nie wykryto u mnie już żadnych, nawet śladowych, ilości białka monoklonalnego, wolne lekkie łańcuchy (białek) mieściły się w zakresie referencyjnym jak u osób zdrowych, po badaniu szpiku (biopsja) okazało się, że plazmocyty również mieszczą się w zakresie referencyjnym, po skanie całego ciała (metodą PET) - guzy w kościach poznikały, zostały rozpuszczone i wypłukane z organizmu. To oznaczało ścisłą całkowitą odpowiedź na leki (stringent complete response) – najlepszą, jaką można uzyskać w leczeniu nowotworów. A to wszystko właściwie bez żadnych skutków ubocznych. Po terapii wstępnej (8 miesięcy) nastąpiła tzw. terapia podtrzymująca – wymagająca przelotów co trzy miesiące przez okres 2 lat. Została zakończona w sierpniu 2015 roku. Po długim okresie remisji, w październiku 2019 r., zdiagnozowano u mnie nawrót szpiczaka. Dodatkowo, w tzw. międzyczasie, pojawiły się polineuropatie w nogach i rękach (objawiające się jak na razie drętwieniem stóp utrudniającym chodzenie). Mimo teoretycznie znaczącej poprawy leczenia w Polsce niestety w kraju ponownie nie mogę liczyć na odpowiednie leczenie – takie, które leczyłoby zarówno chorobę jak i nie pogłębiało polineuropatii. Dostępne są tzw. „programy lekowe”, do których się nie kwalifikuję… Historia lubi się powtarzać – znowu znalazłem badanie kliniczne poza granicami Polski – tym razem w klinice uniwersyteckiej w Pampelunie w Hiszpanii. Leczenie rozpocząłem 9 stycznia 2020, a jego zakończenie planowane jest na grudzień. Za każde, nawet najmniejsze wsparcie będę ogromnie wdzięczny. Chcę kontynuować wyzwanie związane z terapią w Hiszpanii dającą nadzieję na wyleczenie lub po prostu dłuższe życie z rodziną – także dla moich synów (starszy ma ukończone 15 lat, a młodszy 9, zdjęcie pochodzi z 2012 roku). Myślę, że moja historia jest dowodem, że po usłyszeniu diagnozy warto dokładnie sprawdzać jakie są opcje leczenia – bo bywają nowoczesne terapie, dostępne także dla Polaków, poza granicami naszego kraju. Naszym źródłem wiedzy okazała się strona http://clinicaltrials.gov/. Wierzę, że warto walczyć o najlepsze możliwe leczenie. Marek

118 254 zł z 150 000 zł
78%
Anna Kurnatowska, Poznań

Zamiast pierwszych kroków synka, odliczałam krople chemii. Moja walka o życie dla dwójki dzieci.

Grudzień 2024 roku. To wtedy świat stał się kompletny – urodziłam naszego wymarzonego synka. Dom był pełen śmiechu starszej córki, zapachu niemowlęcia i tej niezwykłej sielanki, którą zna tylko kochająca się rodzina. Myślałam, że mamy przed sobą całe życie. Sielanka trwała tylko do 7 lipca 2025 roku. Zaczęło się niewinnie. Kaszel, duszności, osłabienie. Myślałam: „To tylko wstrętne przeziębienie, które córka przyniosła z przedszkola”. Ciało z każdym dniem odmawiało posłuszeństwa, ale wstawałam dla nich. Jedyną motywacją były moje dzieci – ubrać je, nakarmić, przytulić. To one dawały mi siłę, gdy moje wyniki krwi były już na granicy przeżycia. Kiedy trafiłam na SOR, lekarz patrzył na wyniki z niedowierzaniem. Świat stanął w miejscu: ostra białaczka szpikowa. Kolejnego dnia byłam już w szpitalu, podpięta pod kroplówki. Moje życie zamieniło się w bolesny cykl: chemia, dreszcze, wymioty i ratujące życie przetoczenia krwi oraz płytek, które stały się moją codziennością. Bez krwi od obcych ludzi nie byłoby mnie tu dzisiaj. Moje życie zamknęło się w sterylnej sali. Pierwszy pobyt trwał prawie 40 dni. Przerwy między chemiami wynosiły zaledwie dwa tygodnie – to były moje „małe święta”, czas, kiedy mogłam nacieszyć się zapachem dzieci, zanim znów musiałam wrócić na oddział. Najbardziej bolesny był grudzień 2025. Kiedy cały świat stroił choinki i zasiadał do wigilijnego stołu, ja byłam w całkowitej izolacji. W same Święta Bożego Narodzenia podawano mi wyniszczającą chemię, która miała przygotować mój organizm na nową szansę. Zamiast dzielić się opłatkiem z mężem i dziećmi, mogłam jedynie płakać do ekranu telefonu, walcząc z nudnościami i bólem. 29 grudnia, tuż przed Sylwestrem, odbył się przeszczep szpiku. To był mój najważniejszy dzień – dzień moich drugich narodzin. Choroba uderzyła w całą naszą rodzinę. Aby mnie chronić, dzieci przestały chodzić do przedszkola i żłobka. Mąż musiał zrezygnować z dotychczasowej pracy, by przejąć opiekę nad domem. Patrzyłam w lustro i nie poznawałam siebie – bez włosów, z poparzoną od chemii skórą, wyniszczona bólem. Ale wiedziałam, że muszę przeżyć. Dla synka, który jeszcze nie rozumie, dlaczego mamy nie ma w domu. Dla córki, która każdego dnia pyta, kiedy wrócę. Dziś jestem już po przeszczepie, ale droga do zdrowia jest wciąż długa i bardzo kosztowna. Skutki zabiegu odczuwam w każdej minucie, a przede mną miesiące drogiego leczenia, rygorystyczna dieta i rehabilitacja, która ma przywrócić mi siły do bycia mamą. Proszę Cię o pomoc. Moim jedynym marzeniem jest być przy moich dzieciach i mężu. Jeśli możesz przekazać mi swoje 1,5% podatku lub wpłacić dowolną darowiznę, podarujesz mi szansę, by przyszłe Święta spędzić już w domu, trzymając dzieci za ręce. Dziękuję za każde serce i każdą pomoc.

18 061 zł z 50 000 zł
36%
Marek Adam Orłowski, Trękus

Niech nasza pomoc dodaje Markowi siły w walce z rakiem

Na początku 2024 roku otrzymaliśmy najgorszą i najbardziej przerażającą wiadomość w naszym życiu. Nasz wspaniały tata, mąż, dziadek i przyjaciel, Marek (64 lata) musiał zmierzyć się z brutalną diagnozą - zaawansowanym rakiem żołądka (z przerzutami do węzłów chłonnych i wątroby). Informacja załamała nas wszystkich, ale Marek stanął do walki i rozpoczął leczenie. Jego determinacja, miłość do życia i pozytywne myślenie są dla nas wszystkich ogromną inspiracją. On sięnie poddaje. Ma jeszcze wiele planów na przyszłość, marzeń do spełnienia. To daje mu siłę do walki. Codziennie stajemy się silniejsi, wspierając go na każdym kroku tej trudnej drogi. Życie stawia przed nami różne wyzwania, ale to od nas zależy, jak je pokonamy. Dlatego razem z Markiem walczymy, aby mógł cieszyć się pełnią życia, z każdego dnia spędzonego z najbliższymi. Nie wiemy, co nas czeka, co przyniosą najbliższe miesiące, ale wiemy, że zrobimy wszystko, aby te miesiące zmieniły się w lata. Prosimy o wsparcie, aby ten silny i dzielny człowiek, który nie poddaje się w obliczu największych trudności, mógł godnie walczyć z chorobą. Z góry dziękujemy wszystkim, którzy zechcą nam pomóc w tej trudnej drodze. Marek dopiero rozpoczyna leczenie. Środki będą potrzebne na leki, rehabilitację, pokrycie kosztów związanych z dojazdami na badania, konsultacje oraz inne wydatki związane z leczeniem. Zwracamy się do wszystkich Was Kochani o wsparcie w walce z chorobą. Marek chciałaby przeżyć jeszcze długie lata ze swoimi bliskimi, ciesząc się ich radościami, spełniając swoje pasje i niosąc pomoc innym ludziom. Każde dobre słowo i gest solidarności są dla niego niezmiernie cenne.

7 833 zł z 40 000 zł
19%
Piotr Ciurysek, Zamość

Gramy z Pepe

Mam na imię Piotr, ale przyjaciele wołają na mnie Pepe. Przyszło mi zmierzyć się z przeciwnikiem "wagi ciężkiej", jakim jest nowotwór złośliwy płuc. Dziad nie walczy fair play i ma sporą przewagę, ale mecz cały czas trwa i szanse na odwrócenie wyniku są duże. Jeśli chcesz mi dopingować w tej walce, możesz pomóc. Przekazanie 1,5% podatku na rzecz osób chorych na raka płuca jest skuteczną formą pomocy, która nic nie kosztuje podatnika. Zebrane środki zostaną przeznaczone na leczenie, rehabilitację, zakup leków czy dojazdy do ośrodków onkologicznych. Numer KRS: 0000358654 Cel szczegółowy: Piotr Ciurysek, 112602 Możesz również przekazywać wpłaty na numer konta Fundacji: 24 2490 0005 0000 4600 5154 7831. Proszę, zwróć uwagę, by wpisać w tytule przelewu numer mojej zbiórki "112602" - to po tym numerze system automatycznie przypisze środki do mojej zbiórki. W celu przekazania 1,5% podatku należy podać w zeznaniu podatkowym KRS Fundacji Alivia: 0000358654, a w celu szczegółowym Piotr Ciurysek oraz koniecznie numer mojej zbiórki: 112602. Dzięki.

17 611 zł z 50 000 zł
35%
Małgorzata Bieńko, Piaseczno

Potrzebna pomoc w leczeniu guza mózgu!

Wiadomość przyszła nagle, jak grom z jasnego nieba. Wynik TM - guz mózgu. Strach i myśl, co będzie dalej... Kolejne badanie (MR). Dalej operacja. Co po operacji? Dalej strach. Kolejny wynik - histopatologiczny. Diagnoza - nowotwór złośliwy, medulloblastoma. Znowu strach. Co dalej? Leczenie? Jakie? Dużo lęku i niepewności jak na jednego człowieka w tak krótkim czasie. Cel najbliższy to diagnostyka i leczenie.

117 375 zł z 150 000 zł
78%
Lidia Spocińska, Warszawa

Pomaga innym, ale sama też potrzebuje pomocy.

Nazywam się Lidia i mam 45 lat. Od ponad 25 lat pracuję w sektorze ochrony zdrowia. Trzy lata temu zmarł mój ukochany tata na pierwotnego raka wątroby w przebiegu HCV. Mojego taty siostra już od kilku lat walczy z rakiem piersi. Za nich wszystkich czułam i czuję się odpowiedzialna. Organizowałam wizyty, jeździłam na chemię, na radioterapię, pomagałam podejmować trudne decyzje i myślałam, jakie to szczęście, że mogę to robić, że ja nie jestem chora. Poza tym praca zawodowa (zwykle w korporacjach) pochłaniała cały mój czas. Praca zawodowa tak bardzo zdominowała moje życie, że żyłam w poczuciu winy, że za mało czasu poświęcam swojej 12-letniej córce i 6-letniemu synkowi. Planowałam to zmienić, uzdrowić, pomyśleć o sobie i rodzinie. Byłam zmęczona. Nie spodziewałam się, że wszystko zmieni samo życie. W maju 2015 r. wykonałam USG u najlepszego rekomendowanego lekarza w Warszawie. Wynik: „w miejscu bolesności nie stwierdza się patologicznych zmian”. Pan dr spieszył się, pod gabinetem była kolejka. Zapłaciłam 150 zł i wyszłam zadowolona. Uf... może to jakiś poszerzony przewód mlekowy - pomyślałam i uśpiłam swoją czujność na 2 miesiące. Zaufałam renomie pana dr i to był błąd, bo po 2 miesiącach rozlany naciek w piersi był coraz większy. Wykonałam MR, potem PET CT. Diagnoza zwaliła mnie z nóg: ”Rak zrazikowy, naciekający, inwazyjny z przerzutami do węzłów i jajnika”. Minęło 3 dni, zanim odważyłam się to ujawnić. Guz miał 67 mm. Straciłam 3 miesiące, które mogą zaważyć na moim życiu. Dziękuję Panu, Panie dr za błędną diagnozę. Dzięki ludziom, z którymi współpracuję, mojemu pracodawcy wszystko poszło jak lawina: mammografia, biopsja, ostateczna diagnoza z oznaczeniem receptorów, plan leczenia: chemioterapia, zabieg radykalny, radioterapia, może ponowna chemioterapia, rehabilitacja, kolejna operacja i rekonstrukcja. To długa, mozolna, wyczerpująca droga z niewiadomym wynikiem na końcu. Mam tego pełną świadomość i boję się, co będzie dalej. Strach paraliżuje mnie, powoduje ból nie do zniesienia. Aktualnie jestem po IV cyklu chemioterapii. Teraz rozumiem ludzi, którzy bladzi i słabi snują się po korytarzach szpitala. Nigdy nie byłam po stronie proszących o pomoc. Z drugiej strony jest łatwiej. Celowane leki niestety nie są refundowane. A nawet jeśli są, to często za późno. Ja muszę żyć, bo muszę jeszcze dużo w życiu zrobić. Mam kilka misji do zrealizowania, bardzo ważnych. W wolnych chwilach pracuję jako wolontariusz, to daję mi siłę. Staram się i każdego dnia powtarzam, że nie wszystkie dni są szczęśliwe, ale dla każdego warto żyć. Pomagając, pomożecie zrealizować moje marzenie - życie, nawet gdyby miało to potrwać 5 lat. Dziękuję.

46 596 zł z 80 000 zł
58%
Anetta Polak, Mikołów

Zbiórka na operację i rehabilitację

Mam na imię Anetta, 49 lat i kochającą oraz wspierającą mnie rodzinę. W styczniu tego roku otrzymałam diagnozę: zrazikowy nowotwór piersi, potrójnie ujemny, bardzo agresywny. Możliwości leczenia są raczej ograniczone, tzn. chemioterapia, operacja i ewentualnie radioterapia i chemia uzupełniająca. Od lutego rozpoczęłam chemioterapię, aby zmniejszyć guz i zapobiec rozprzestrzenieniu się komórek nowotworowych. W maju dowiedziałam się o możliwości zastosowania nierefundowanej przez NFZ immunoterapii. Wtedy zaczął liczyć się czas, ponieważ operacja planowana była na sierpień, a lek należało podać w minimum dwóch dawkach w trakcie chemioterapii przed operacją, a najlepiej żeby były cztery dawki. Moja wspaniała rodzina zebrała pieniądze na dwie pierwsze dawki, przed podaniem trzeciej, kiedy martwiłam się o sfinansowanie leku, okazało się, że od lipca 2023 r. będzie już refundowany. Wtedy kamien spadł mi z serca! Niestety w badaniach genetycznych za to okazało się, że mam mutację genu BARD1, rzadko występującą ale zwiększającą ryzyko powstania nowotworu w drugiej piersi. Po zakończonej chemioterapiimiałam przed operacją wykonane usg i rezonans mgnetyczny piersi. W USG było czysto, w rezonansie pojawiła się świecąca zmiana, która została zakwalifikowana: do obesrwacji. Niestety nie można wykonać biopsji, ponieważ zmiana ta jest niewidoczna w badaniu USG. W sierpniu miałam wykonaną mastektomię z jednoczesną rekonstrukcją. Obecnie przyjmuję dalej immunoterapię, którą mam zaplanowaną do marca 2024 roku. Chirurg zaproponował mi wykonaie profilaktycznej mastektomii z rekonstrukcją drugiej piersi po zakończeniu immunoterapii czyli w kwietniu 2024 r. Zabieg ten nie jest refundowany przez NFZ, ponieważ moja mutacja genu, jak wcześniej wspominałam, rzadko występuje i w profilaktyce na chwilę obecną nie jest brana pod uwagę. Niestety ryzyko nawrotu choroby nowotworowej przy mutacji genów jest duże, dlatego postanowiłam wykonać profilaktyczną mastektomię. W związku z powyższym zdecydowałam się prosić o wsparcie finansowe. Zebraną kwotę planuję przeznaczyć przede wszystkim na operację i rehabilitację oraz dalszą diagnostykę i konsultacje u specjalistów. Bedę wdzięczna za każdą okazaną pomoc.

26 299 zł z 60 000 zł
43%
Emilia Mizielińska, Warszawa

Wyroluj Raka

Dzień dobry, Jestem mamą, siostrą, ciocią i nigdy nie myślałam, że choroba - złośliwy nowotwór piersi, może mnie spotkać - dopóki nie usłyszałam diagnozy. Teraz po dwóch operacjach nie mam złudzeń - jestem chora. W lipcu 2025 dostałam kolejny cios od losu - rak rozprzestrzenił się do kości. Obecnie jestem po chemioterapii i radioterapii. Staram się wierzyć, że rak to nie wyrok i ciągle jest szansa na wyleczenie. I na to właśnie chciałabym przeznaczyć pieniądze ze zbiórki – dodatkową diagnostykę, rehabilitację, a jeśli będzie taka potrzeba to również nierefundowane terapie. Chcę żyć i być obecna w życiu moich bliskich. Bardzo dziękuję z całego serca i duszy za każde wsparcie. Pozdrawiam ciepło, Emilia.

26 240 zł z 60 000 zł
43%
Elżbieta Jasińska, Baranów Sandomierski

Leczenie potrójnie ujemnego raka piersi

Proszę o wsparcie w zbiórce środków na leczenie mojej cudownej mamy, która walczy z potrójnie ujemnym rakiem piersi.

16 118 zł z 50 000 zł
32%
Małgorzata Krzak, Kraków

Udało się otrzymać lek w ramach NFZ!

Moi Drodzy! Potrzebny mi lek został objęty refundacją NFZ, dlatego też proszę o nieprzekazywanie darowizn. Bardzo dziękuję wszystkim za wsparcie finansowe i duchowe. Pozostałe fundusze ze zbiórki przeznaczę na dalsze leczenie, konsultacje medyczne, badania diagnostyczne, specjalistyczne zabiegi oraz konieczną rehabilitację. Dziękuję z całego serca za Waszą pomoc! -------------------------------------------------------- Moi Drodzy, zwracam się o pomoc w zbiórce środków na leczenie. W marcu 2023 roku dowiedziałam się, że zachorowałam na raka. Po pierwszym szoku wywołanym diagnozą podjęłam walkę z chorobą. Przeszłam 2 operacje, chemioterapię i radioterapię. Mimo wielu ciężkich fizycznie i psychicznie chwil staram się żyć normalnie, nie tracąc nadziei na pełne wyzdrowienie. Lekarze zalecają mi dalsze leczenie, które polega na przyjmowaniu leku, który nie jest refundowany przez NFZ. Koszty miesięcznej kuracji są wysokie i wynoszą ponad 6.000 zł, a lekarstwo trzeba przyjmować przez 2 lata. Zwracam się do Was z prośbą o wsparcie finansowe w mojej walce o odzyskania zdrowia. Kosztowny lek jest dla mnie szansą na wyzdrowienie. Chcę żyć i cieszyć się zdrowiem, aby móc dalej pracować oraz spędzać czas z córkami, mężem i przyjaciółmi. Każde wsparcie, nawet najdrobniejsze, bardzo doceniam i serdecznie za nie dziękuję.

110 869 zł z 145 000 zł
76%