Zbiórki

Bożena Wowra, Chorzów

Uratuj życie matki małych sportowców

25.10.2023 Aktualizacja Niestety wyniki histopatologiczne po mastektomii potwierdziły naciekowy przerzut do węzłów chłonnych. 13.11.2023 czeka mnie limfadenektomia, po której będę walczyła już nie tylko o życie,ale też o sprawność prawej ręki. Planowana po tym zabiegu radioterapia nie ułatwi mi tego. Dlatego jeszcze bardziej proszę - środki na rehabilitację będą mi niezbędne, bez Was nie będę mogła nawet zrobić dzieciom kanapki do szkoły... Serce mi pęka na samą myśl, a łzy ciekną strumieniami... Sport to zdrowie! Sport to przyszłość! Sport jest nieodłącznym elementem życia naszej rodziny. Jestem mamą 7-letniego Mistrza Śląska w jiu-jitsu sportowym, 8-letniej najmłodszej w historii reprezentantki Podokręgu Katowice w piłce nożnej oraz 13-letniego amatora pływania. Wraz z mężem staramy się im dawać dobry przykład, dbając o swoje zdrowie, unikając nałogów, pamiętając o dobrej kondycji fizycznej czy zdrowej diecie. Każdy dzień naszego tygodnia jest perfekcyjnie zaplanowany. Szkoła i praca, chwila oddechu, popołudniowe treningi - ja jeżdżę z synem do Bytomia na treningi jiu-jitsu, mąż z córką do Rudy Śląskiej na treningi Akademii Piłkarskiej, najstarszy syn na szczęście ma basen w trakcie lekcji. Weekendy również mamy zajęte ligą, turniejami lub zawodami. Jednak gdy tylko znajdziemy wolny czas, spędzamy go również wspólnie na wyjazdach, by poznawać piękne zakamarki przyrody. Jesteśmy namiociarzami, więc nasze wyjazdy często są nieplanowane i niedalekie, ale dla dzieci ekscytujące. I pewnego dnia cały nasz plan zostaje zburzony przez diagnozę - rak. W najbliższym czasie czeka mnie mastektomia prawej piersi ze względu na wykryte 21 ognisk zapalnych. Wskazana jest również mastektomia lewej piersi, w której również wykryto podejrzane zmiany oraz wycięcie jajników z cystą, jednak te zabiegi w moim przypadku nie są refundowane przez NFZ. Całe nasze życie rodzinne kierujemy w rozwój dzieci, w ich lepszy start w dorosłość. W ten start, którego sami nie mieliśmy. Cieszymy się każdym ich sukcesem, wspieramy, jeśli przychodzą drobne potknięcia. Wierzymy w nie każdego dnia. Dzieci są sensem naszego życia. Nigdy nie prosiliśmy nikogo o pomoc w zapewnieniu im tego wszystkiego, co potrzebne do ich rozwoju. Ciężko pracujemy, by dać im to, co niezbędne. Jednak teraz sytuacja nas przerosła. Nie mamy zabezpieczonych takich środków pieniężnych, które są potrzebne, bym mogła jak najszybciej przejść niezbędne operacje, odbyć rehabilitację i wrócić do swoich obowiązków. Czas jest tutaj kluczowy. Nie mamy pomocy nikogo z zewnątrz, a jedna osoba nie będzie w stanie pogodzić wszystkich codziennych zajęć. Moje dzieci walczą na macie, na boisku, w wodzie - o swoje cele i marzenia. Ja muszę stoczyć inną walkę - o życie. Dlatego proszę Cię, jeśli to czytasz, wspomóż moją zbiórkę nawet niewielką kwotą. Pomóż mi proszę zdobyć narzędzie do skutecznej walki i zwycięstwa z najgorszym, niedającym objawów wrogiem, jakim jest nowotwór złośliwy. Chcę móc cieszyć się z moimi dziećmi z ich pasji, chcę im towarzyszyć, być mamą, wspierać, chcę żyć... Nie poddam się, jednak potrzebuję Twojej pomocy.

20 364 zł z 60 000 zł
33%
Edyta Polucha, Brzóza

Zbiórka dla Edyty

Witam, pierwszy raz korzystam ze zbiórki i nie wiem, od czego zacząć... Choroba nowotworowa ciągnie się za mną od 24. roku życia, a mam zaledwie 41 lat. Pierwszy raz zachorowałam jako 17-latka na nowotwór złośliwy układu chłonnego - nowotwór Hodgkina. Po leczeniu w szpitalu dziecięcym uzyskałam prawie 5 lat normalnego życia, które prowadzi każda nastolatka. Niestety los tak chciał, że w wieku prawie 22 lat choroba znów dała o sobie znać. Leczenie było długie i bardzo wyczerpujące, chemioterapia oraz radioterapia siały spustoszenie w moim organizmie, a także w psychice. Na zakończenie leczenia przeszłam przeszczep immunologiczny z własnych komórek macierzystych. Ten przeszczep okazał się strzałem w dziesiątkę. Kilkanaście lat w remisji, aż do roku 2021. Okazało się wtedy, że trzeci raz dotknęła mnie ta straszna choroba, tym razem rak piersi, który jest bardzo agresywny. Dziękuję z całego serca za pomoc i dobre słowo od każdego darczyńcy ❤️

10 107 zł z 50 000 zł
20%
Olena Hovorukha, Opole

Potrzebuję środków na leczenie

Proszę o pomoc w zbieraniu funduszy na leczenie. Nie pracuję od trzech lat i jestem w trakcie leczenia onkologicznego. Diagnoza, którą mi postawiono, to chłoniak Hodgkina. W tej chwili tylko mój mąż przynosi dochód rodzinie. Na ten moment leczenie przebiega dobrze, ale życie bez wystarczających środków jest trudne, wszystko jest droższe i i brakuje nam pieniędzy, aby pokryć wszystkie niezbędne koszty związane z moimi lekami, dojazdami, konsultacjami i badaniami.

10 045 zł z 50 000 zł
20%
Katarzyna Marzeńska-Łomacz, Jarosław

Pilnie potrzebny nierefundowany lek!!!

Kochani! Jestem Kasia. Mam 42 lata, jestem mamą 8-letniej Asi, żoną i mam dwa koty. I choruję na raka piersi. O raku dowiedziałam się w maju 2023 roku i ta diagnoza przewróciła mój świat do góry nogami. Jak to? Przecież miałam zaczynać nowe życie po czterdziestce, moja córeczka poszła do pierwszej klasy, dopiero co zmieniłam pracę, posadziłam pierwsze rośliny w moim ogródku, zapisałam się na kurs prawa jazdy. Żadnego raka nie miałam w planach! Jestem optymistycznie nastawiona do życia, więc do leczenia od początku podeszłam zadaniowo. Chemioterapia i usunięcie piersi wraz z węzłami - taki był plan. Chemię przyjmowałam przez pół roku, nie był to dla mnie i dla mojej rodziny łatwy czas, skutki uboczne dawały mi się we znaki, ale przetrwałam to z wiarą, że to jedyna droga do zdrowia. Potem była mastektomia z usunięciem węzłów pachowych. I po operacji szok - chemia zadziałała w bardzo małym stopniu, wiele węzłów jest zajętych przez raka. Ta wiadomość sprawiła, że chyba po raz pierwszy poczułam, że tego nie wygram, że mogę umrzeć... Obecnie rozpoczęłam już leczenie uzupełniające w postaci hormonoterapii i czekam na rozpoczęcie radioterapii. To leczenie jest jednak niewystarczające, gdyż w moim przypadku ryzyko przerzutów jest bardzo duże. Nadzieją i szansą dla mnie jest przyjmowanie nowoczesnego, bardzo skutecznego leku. Niestety dla takich pacjentek jak ja nie jest w Polsce refundowany. Koszt miesięcznej terapii to 11 tys. zł, a cała terapia trwa dwa lata. Łączny koszt - 250 tys. zł. To jest suma, której nie jesteśmy w stanie uzbierać, a moje leczenie musi się rozpocząć bardzo szybko, żeby było skuteczne. Chcę żyć! Chcę zobaczyć, jak moja córka kończy szkołę, chcę jej pomagać w lekcjach, chcę przeżyć jej bunt nastolatki i zobaczyć ją w sukni ślubnej. Chcę dożyć chwili, kiedy posadzone przeze mnie w ogródku drzewa będą już duże. Dlatego bardzo proszę Was o pomoc!!! Dziękuję!

209 610 zł z 250 000 zł
83%
Edyta Bartoszek, Poznań

Na leczenie uzupełniające i rehabilitację

Od lat pomagam chorym i niepełnosprawnym jako oligofrenopedagog i rehabilitant wzroku. Chciałabym robić to dalej, lecz dziś to ja potrzebuję Waszej pomocy. W styczniu 2024 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi. Za mną już chemioterapia i mastektomia radykalna. Przede mną radioterapia i hormonoterapia. Konieczna jest systematyczna rehabilitacja. Zalecono także leczenie uzupełniające nierefundowanym preparatem. Koszt miesięcznej kuracji to około 7 tysięcy złotych. Bez Was się nie uda... dlatego proszę Was o pomoc.

126 946 zł z 168 000 zł
75%
Jakub Krzemiński, Międzybrodzie Bialskie

Po 4 latach choroby Kuba ponownie walczy z nowotworem płuc - immunoterapia nierefundowana

Kuba ma 45 lat, jest wspaniałym człowiekiem, partnerem i tatusiem - w kwietniu 2019 roku po raz czwarty został ojcem. To człowiek o ogromnym i dobrym sercu, najlepszy ojciec i przyjaciel, jakiego znam. Miłość mojego życia... Wiedliśmy spokojne i normalne życie, jak większość z nas. Mieliśmy marzenia… Kuba kocha przyrodę, a góry to jego pasja. Uwielbia dzieci, a one jego. Nigdy się nie poddaje i uparcie dąży do zamierzonego celu. Teraz cel jest jeden - wygrać walkę o życie. Do grudnia 2019 roku Kuba nie miał żadnych problemów ze zdrowiem, prowadził aktywny tryb życia, biegał. Pewnego dnia gorzej się poczuł. Trafił do szpitala, gdzie zdiagnozowano zapalenie płuc. Do lutego 2020 roku leczono go antybiotykami. Żaden z lekarzy nic nie podejrzewał. W międzyczasie wykonano dwie tomografie klatki piersiowej, z których według lekarzy nie wynikało nic, poza rozległym zapaleniem płuc i opłucnej. Niestety stan zdrowia Kuby nie poprawiał się, ciągle się męczył i miał problemy z oddychaniem. W marcu 2020 roku trafił na SOR. Po długiej 3-tygodniowej diagnostyce i pobraniu wycinków z płuca na Oddziale Torakochirurgi zapadł wyrok - nowotwór złośliwy płuc z przerzutami do opłucnej w IV stopniu zaawansowania! Nowotwór nie dawał wcześniej żadnych objawów, a jego umiejscowienie nie pozwala na zabieg operacyjny! Gruczolak płuc, na który zachorował Kuba, to podstępna choroba, mogąca skutkować przerzutami między innymi do mózgu, kości i wątroby. Wciąż jednak jest nadzieja! W kwietniu 2020 wykonaliśmy nowoczesne badania genetyczne nowotworu w Oncompass Medicine w Budapeszcie. Wykonane badania określają przyjmowanie poszczególnych leków zgodnie z przesłaną kolejnością. W maju 2020 roku Kuba rozpoczął leczenie pierwszym lekiem. Podawano go Kubie w ramach NFZ. Były to przeciwciała mające na celu pobudzenie organizmu do walki z nowotworem. Co 3 miesiące wykonywane było badanie kontrolne PET-CT. Niestety kolejne wyniki nie były zadowalające. W październiku 2020 roku Kuba miał już przerzuty do otrzewnej i drugiego płuca. Układ immunologiczny nie dawał sobie rady z chorobą... W listopadzie 2020 roku Kuba zaczął przyjmować kolejny lek refundowany przez NFZ. Niestety, ma on działanie jedynie paliatywne, co oznacza, że może przedłużyć Kubie życie i zatrzymać rozwój nowotworu na pewien czas. Nasz czas to były ciągle wyjazdy do szpitala, wizyty lekarskie i strach o jego życie… Traciliśmy już nadzieję. Jednak zdarzył się cud! W styczniu 2021 roku wykonano Kubie kolejne badanie kontrolne, a jego wyniki zaskoczyły nawet samych lekarzy. Po podaniu drugiego leku przerzuty z otrzewnej wycofały się, a układ immunologiczny Kuby zaczął sam niszczyć komórki nowotworowe! Podanie drugiego leku spowodowało jednocześnie wzmożenie działania pierwszego leku i odpowiedź organizmu na zastosowane leczenie! Leki, jakie otrzymywał Kuba, należy podawać jednocześnie, aby zwiększyć szanse na całkowite wyleczenie. Niestety refundacja z NFZ nie przewiduje takich metod leczenia i możliwości otrzymywania tych dwóch leków naraz. Dlatego za drugi lek musimy zapłacić. KUBA WYLECZYŁ SIĘ - leczenie działało przez 3 lata!!! Od podania ostatniej immunoterapii minęły 3 lata. Nowotwór miał czas, by zebrać siły, odnaleźć inną drogę i mutować dodatkowo. Udało mu się. W prawym płucu Kuby wykryto kolejne zmiany. Muszę prosić o pomoc. Kuba potrzebuje ponownej immunoterapii - 5 wlewów, a każdy z nich w cenie, która powala zwykłego człowieka… Jego organizm traci siły, by walczyć samodzielnie. Dlatego potrzebujemy pomocy. Pomóż mi uratować mojego męża. Żona Daria

17 311 zł z 60 000 zł
28%
Magda Rogalska, Warszawa

Życie, jeszcze mamy tyle do zrobienia — pomóż mi pokonać raka piersi

Kiedy zakładałam tę zbiórkę, wierzyłam, że operacja będzie najtrudniejszym etapem mojego leczenia. Przygotowywałam się do niej ze strachem, ale też z nadzieją, że później będę mogła powoli odzyskiwać siły i wracać do codzienności. 25 sierpnia przeszłam mastektomię prawej piersi z jednoczasową rekonstrukcją. Niestety wynik badania pooperacyjnego przyniósł wiadomość, na którą nie byłam przygotowana. Początkowo rozpoznano u mnie raka przewodowego in situ. Dokładne badanie usuniętych tkanek wykazało również wieloogniskowego, inwazyjnego raka piersi HER2-dodatniego. W czterech zbadanych węzłach chłonnych nie znaleziono przerzutów — to dobra wiadomość, której staram się trzymać pośród tej niepewności. Jednak moje leczenie nie kończy się na przebytej operacji. Czeka mnie kolejna operacja, chemioterapia i radioterapia. Dopiero zaczęłam oswajać się ze zmianami w swoim ciele i odzyskiwać siły, a już muszę przygotować się na następne trudne miesiące. Mam 35 lat i wiele planów, do których chcę wrócić. Chcę skończyć studia, spędzać czas z bliskimi i znów myśleć o przyszłości bez ciągłego lęku. Tęsknię za zwyczajnymi dniami, w których największym zmartwieniem nie jest wynik badania ani kolejna operacja. Staram się patrzeć przed siebie z nadzieją, ale nie każdego dnia jest to łatwe. Boję się kolejnych zabiegów i tego, jak zniosę leczenie. Uczę się także przyjmować pomoc i mówić wprost, że jej potrzebuję. Środki z tej zbiórki pomogą mi pokryć koszty leków, opatrunków, wyrobów medycznych, rehabilitacji oraz dojazdów na leczenie, badania i konsultacje. Te wydatki już są częścią mojej codzienności, a przede mną kolejne etapy terapii i rekonwalescencji. Wasza pomoc daje mi większy spokój i możliwość skupienia się na zdrowiu. Dziękuję każdej osobie, która już mnie wsparła. Za wpłaty, udostępnienia i wiadomości, do których mogę wracać w trudniejszych chwilach. Dzięki Wam czuję, że nie jestem w tym sama. Jeśli możesz, wesprzyj moją zbiórkę lub udostępnij ją dalej. Każda pomoc ma dla mnie znaczenie. Bardzo chcę wrócić do swojego życia i marzeń. Dziękuję, że pomagasz mi przejść drogę, która ma mnie do nich przybliżyć.

17 301 zł z 60 000 zł
28%
Grzegorz Bartosz Rostkowski, WARSZAWA

Bartosz

W dniu 01.02.2025 r. został u mnie zdiagnozowany nowotwór mózgu (glejak 4. stopnia). Jestem z wykształcenia i zawodu historykiem i historia pozostaje również moją największą, choć niejedyną pasją, którą, mimo choroby, staram się realizować. Uwielbiam również grać na perkusji i do tego instrumentu pragnę powrócić, kiedy tylko pozwolą na to uwarunkowania zdrowotne. Zwracam się do Państwa z serdeczną prośbą o wsparcie finansowe na moje dalsze leczenie i rehabilitację.

6 547 zł z 50 000 zł
13%
Małgorzata Jankowska, Owidz

Zbieram na leczenie onkologiczne

Mam na imię Małgorzata i mierzę się z najtrudniejszym wyzwaniem w moim życiu – diagnozą trójujemnego raka piersi. Nie chcę się poddać, nie chcę, by choroba odebrała mi to, co kocham – rodzinę, pracę, codzienne życie pełne małych radości. Mam czworo dzieci – dwoje dorosłych i pięcioletnich bliźniaków – oraz męża, który jest dla mnie ogromnym wsparciem. Mimo choroby chcę funkcjonować normalnie, jednak już teraz częste podróże z Owidza do Gdańska, przygotowania do leczenia i pierwsze wydatki stanowią duże obciążenie finansowe. Dlatego zwracam się o pomoc. Każda złotówka, każde udostępnienie tej zbiórki to dla mnie ogromna motywacja i wsparcie w tej walce. Jeśli możesz – pomóż mi zawalczyć o zdrowie i przyszłość dla mnie oraz mojej rodziny. Dziękuję z całego serca!

6 519 zł z 50 000 zł
13%
Iwona Sokołowska, Wałcz

Miała niecałe 18 lat, kiedy zachorowała na mięsaka. W wieku 42 lat zachorowała na nowotwór złośliwy piersi z przerzutami.

Aktualizacja: Luty 2025 r. - profilaktyczne badanie USG wykazało ok. 1 cm guzek w piersi. Po dalszej diagnostyce było już tylko gorzej. Okazało się, że guzek nacieka oraz są przerzuty do węzłów chłonnych. Nie otrzymam zalecanej dawki chemioterapii, ponieważ przyjęłam już dawkę życiową chemioterapii. Aktualnie jestem w trakcie leczenia. Co tydzień mam wlewy, jeżdżę do oddalonego ponad 200 km Centrum Onkologii... Nazywam się Iwona Sokołowska. Dzień przed moimi osiemnastymi urodzinami, czyli 1 grudnia 2000 roku, dowiedziałam się o mojej chorobie, tj. nowotworze złośliwym tkanek miękkich, mięsaku o nazwie sarcoma synoviale, który umiejscowiony był w mojej prawej stopie od dobrych kilku miesięcy. Po diagnozie był płacz, pytania "dlaczego ja, dlaczego teraz" i tym podobne. Dzielnie znosiłam chemioterapię oraz kilka nieradykalnych operacji/prób usunięcia guza. W międzyczasie zdałam maturę, rozpoczęłam studia i się leczyłam. Po ponad rocznym leczeniu onkologicznym w Poznaniu trafiłam do Centrum Onkologii w Warszawie. Pan profesor Ruka zastosował u mnie leczenie radioterapią, następnie zoperował mnie i otrzymałam kolejne kursy chemioterapii. Z płaczem goliłam głowę, gdy po raz czwarty odrośnięty „jeżyk” na głowie zaczął wypadać. Nie poddawałam się, nadal byłam silna i dzielnie walczyłam z nowotworem. Pomagał mi w tym chłopak, z którym zaczęłam spotykać się 2 miesiące przed wykryciem nowotworu oraz rodzice. W marcu 2002 roku zakończono leczenie. Miesiąc później, nie wiem jak to możliwe, zaszłam w ciążę i w styczniu 2003 roku urodziłam śliczną i zdrową córeczkę. Mój organizm się regenerował, a ja systematycznie jeździłam 400 km na kontrole do Centrum Onkologii w stolicy. Życie toczyło się dalej, jednak okazało się, że mój organizm jest słaby i, nie licząc operacji chorej stopy, przez kolejnych 10 lat przeszłam ok. 10 zabiegów/operacji, takich jak usunięcie woreczka żółciowego, operacje przykurczu Dupuytrena, koagulacja ognisk endometriozy itp. W 2008 roku okazało się również, iż wskutek przebytych chemioterapii mam uszkodzone kanaliki nerkowe. Pomimo wszystkich tych chorób i operacji cieszyłam się życiem; wspólnie z mężem wychowywaliśmy córeczkę i bardzo pragnęliśmy powiększyć naszą rodzinę. W związku z powyższym, 14 sierpnia 2012 roku urodziłam pięknego i, jak się wtedy wydawało, zdrowego synka (po dwóch latach zdiagnozowano u niego autyzm). Kiedy wychodziłam z maleństwem ze szpitala, pomyślałam, że teraz naprawdę jestem szczęśliwa. Niestety, moje szczęście nie trwało długo. Dwa miesiące po porodzie, na mojej kilkukrotnie operowanej stopie wyczułam kilkumilimetrowe zgrubienie. Pomyślałam: nie, to nie może być prawda, to nie może być kolejna wznowa – przecież nie po to urodziłam dziecko, by znowu zachorować i nie móc uczestniczyć w jego wychowywaniu... A jednak, po 11 latach od operacji i 10,5 roku po zakończeniu leczenia, mięsak ponownie był w mojej stopie. Zamknęłam się w sobie, załamałam i przez dwa dni nie wychodziłam z łóżka, tylko płakałam. Na szczęście mąż wyciągnął mnie z tego, wytłumaczył, że tak nie można, że muszę walczyć i się nie poddawać jak dawniej; że muszę to zrobić dla niego, dla dzieci; że przecież za kilka lat muszę żyć, gdy synek w przedszkolu będzie mówił wierszyk z okazji Dnia Mamy, bo nikt nie zastąpi im mnie – mamy i żony... 5 listopada 2012 roku pojechałam więc z mężem do Centrum Onkologii w Warszawie, a profesor Rutkowski potwierdził moją diagnozę. Zostawiłam wynik tomografii komputerowej, zrobiłam RTG klatki piersiowej i czekałam na wyrok... Po dwóch dniach otrzymałam telefon z wiadomością, której nigdy nie chciałam usłyszeć: „Dzień dobry Pani Iwono, jest wynik RTG klatki – przerzutów nie ma, ale niestety, po skonsultowaniu się z lekarzami stwierdziliśmy, iż jedyną metodą leczenia Pani jest amputacja, amputacja w podudziu...” Telefon odebrałam niczego nieświadoma, trzymając dziecko na rękach, i zamarłam. To była najgorsza wiadomość, jaką w moim trzydziestoletnim życiu usłyszałam. Był to kolejny cios, którego następstwem była ogromna rozpacz i bezsilność... Postanowiłam walczyć i żyć. Nieważne, czy z nogą, czy bez niej, ale żyć. 6 grudnia 2012 roku mąż dostarczył mnie do Centrum Onkologii, a następnego dnia amputowano mi nogę. Nie załamałam się, nie płakałam z tego powodu. Uczyłam się chodzić o kulach, bandażować kikut, pokonywać wiele przeszkód architektonicznych, takich jak schody. Zewsząd słyszę, że jestem dzielna, że walczę i się nie poddaję, że potrafię się uśmiechać i w miarę możliwości uczestniczę w wychowywaniu moich dzieci. Nie uważam, że jestem jakaś wyjątkowa. Ja po prostu cieszę się, że żyję, że mogę przytulać i całować moje dzieci, że mogę uczestniczyć w życiu rodzinnym, wytłumaczyć córce niezrozumiałe zadania z matematyki, czuć, że mąż mnie nadal mocno kocha (może nawet mocniej...). Aktualnie jestem po kolejnej, już trzeciej operacji kikuta (stan zapalny kości). Z całego serca pragnę, by Państwo pomogli mi uzyskać środki na protezę (którą trzeba wymieniać co kilka lat, a niektóre elementy kilka razy w roku) i, co za tym idzie, pomogli mi wrócić do normalności. Kocham życie mimo wielu kłód rzucanych mi pod nogi. Chciałabym być sprawna, by móc aktywnie uczestniczyć w życiu rodzinnym, podążać za synkiem. Za wszelkie wsparcie będę ogromnie wdzięczna. Iwona

6 108 zł z 50 000 zł
12%
Rafał Szymański, Trzebnica

Walka Rafała z glejakiem! Pomoc w leczeniu!

Nasz świat zatrzymał się 12 lat temu, kiedy usłyszeliśmy diagnozę: Astrocytoma (gwiaździak). Od tamtej pory codzienność mojego męża to nieustanna walka o każdy kolejny dzień. Mimo że choroba jest przeciwnikiem bezlitosnym, Rafał przez ponad dekadę udowadnia, jak wielką ma wolę życia. Obecnie mierzymy się z diagnozą Astrocytoma IDH mutant WHO G3. To nowotwór złośliwy, który wymaga od nas jeszcze większej mobilizacji i środków finansowych, których nam brakuje. 12 lat leczenia wyczerpało nasze oszczędności, a potrzeby rosną z każdym miesiącem. Na co zbieramy fundusze? W ramach Onkozbiórki Alivia gromadzimy środki, które pozwolą nam sfinansować: - Specjalistyczne badania i diagnostykę: Regularne kontrole MRI oraz nowoczesne testy genetyczne, które pomagają dopasować terapię. - Kosztowne dojazdy: Leczenie odbywa się w odległych ośrodkach, co przy obecnej intensywności terapii generuje ogromne koszty. - Leki i suplementację: Preparaty wspierające organizm w walce z nowotworem i łagodzące skutki uboczne leczenia. - Codzienne życie z chorobą: Wsparcie w opłaceniu opieki, ponieważ mąż nie jest w stanie pracować. Każda wpłata, nawet najmniejsza, to dla nas realna pomoc i sygnał, że nie jesteśmy w tym sami. Dziękujemy za każdą złotówkę i udostępnienie naszej historii. Wasze wsparcie daje nam siłę, by walczyć dalej!

6 018 zł z 50 000 zł
12%
Agnieszka Stec, Pogorska Wola

Agnieszka ma dwoje maleńkich dzieci, dla których musi wyzdrowieć!

Witam Was kochani, mam na imię Agnieszka, mam męża i dwoje małych dzieci: Adrianka 5 lat i Natalkę 3,5 roku. Nasze życie do końca lipca tego roku było wspaniałe. Mąż pracował, ja zajmowałam się dziećmi i domem, planowaliśmy kolejne maleństwo, bo przecież dzieci są największym sensem życia i darem od Pana Boga, prawda? W grudniu 2016 roku zobaczyłam dwie magiczne kreski na teście, byliśmy przeszczęśliwi, a dzieci głaskały brzuszek i śpiewały mu kołysanki :):):) Niestety z początkiem marca 2017 poczułam mocne bole brzucha, izba przyjęć i… słowa lekarza oglądającego moja 17-tygodniowa dziewczynkę: "Przykro mi, ale serduszko nie bije" :(:(:( Najgorsze słowa, jakie usłyszałam w życiu… Postanowiliśmy, że za niedługo pomyślimy o maleństwie, ale zaczęłam odczuwać ból piersi, zgłosiłam się do lekarki, potem USG, biopsja gruboigłowa i słowa lekarza: "Przykro mi, rak piersi potrójnie ujemny o najgorszym rokowaniu..." Po 4 tygodniach wyszło mi obciążenie genetyczne, więc czekają mnie aż 3 operacje. Obecnie jestem leczona w krakowskim szpitalu onkologicznym, otrzymałam drugi cykl chemioterapii, niestety mój szpik już jest trochę uszkodzony, więc dostaję mocne zastrzyki na pobudzenie produkcji białych krwinek. Ponadto przy obciążeniu jest ogromne ryzyko raka jajnika, lekarze zrobili mi markery i niestety wyszły niedobrze. Jest mi bardzo trudno tak otwarcie opisywać moją historię, ale wiem, że muszę żyć dla moich dzieci, męża i bez wsparcia finansowego nie damy rady :( Ja nie pracuję, a mąż zarabia niewiele, wożąc mnie do Krakowa musi często brać wolne dni, dlatego zwracam się do Was z prośbą o wsparcie. Uzyskane pieniądze przeznaczę na dojazdy do szpitala, zazwyczaj dwa razy w tygodniu, leki, konsultacje i rehabilitację po podwójnej mastektomii. Bardzo proszę o zrozumienie, bo każdego z nas może spotkać taka tragedia. Dziękuję serdecznie :)

35 878 zł z 80 000 zł
44%