Zbiórki

Monika Kryłowicz, Krasnystaw

Pomoc w potrzebie i leczeniu w chorobie nowotworowej

Znalazłam się w trudnej sytuacji życiowej. W 2017 roku zachorowałam na nowotwór złośliwy piersi, w 2018 roku przeszłam operację usunięcia piersi i hormonoterapię, po czym kilka lat było wszystko w porządku. Niestety w grudniu ubiegłego roku zdiagnozowano nawrót nowotworu. Obecnie jestem poddawana chemioterapii. W listopadzie ubiegłego roku mąż stracił pracę i na chwilę obecną musi być przy mnie w domu, gdyż potrzebuję opieki, aby ktoś był przy mnie cały czas (skutki uboczne chemioterapii). Przez to nie może podjąć zatrudnienia. Mamy 3 dzieci w wieku 17,16 i 11 lat. Jestem obecnie na zasiłku rehabilitacyjnym. Problemy zdrowotne napędzają problemy finansowe. Na chemioterapię muszę dojeżdżać około 60 km, co wiąże się z dużymi kosztami, którym ciężko sprostać, stąd mój apel o pomoc. Kryłowicz Monika

6 359 zł z 60 000 zł
10%
Anna Bulzak, Nowy Sącz

Zbieram na rehabilitację

Witam, Kochani! Mam na imię Anna. Mam kochającą rodzinę, męża i dwójkę dzieci. Wiadomość o chorobie była zaskoczeniem dla mnie i mojej rodziny. W kwietniu 2016 r. zdiagnozowano u mnie nowotwór piersi. Jest to szczególny typ nowotworu - her 2 dodatni, a możliwości jego leczenia są ograniczone. Jestem po operacji i po leczeniu onkologicznym. By nie dopuścić do nawrotu choroby, potrzebuję pieniędzy na specjalistyczne badanie - tj. płynną biopsję, która jest bardzo droga i przekracza moje możliwości finansowe. Potrzebuję też rehabilitacji, gdyż cały czas walczę ze skutkami ubocznymi choroby. Dziękuję każdemu za okazane wsparcie i pomoc!

25 385 zł z 80 000 zł
31%
Izabela Bielska-Kiesz, Gdańsk

To nie czas na umieranie! Uratuj naszą Mamę!

Cześć! To my – Blanka i Karol. Życie podobno jest bezcenne, a mimo to lekarze wycenili życie naszej mamy na 250 tysięcy złotych – tyle kosztuje immunoterapia, która ma uratować Izę! Codzienność jest okropnie niesprawiedliwa i czasem lubi nas przeczołgać, doświadczyć… 9 lat temu na raka zmarł nasz najlepszy przyjaciel – ukochany Dziadek. 6 lat temu na nowotwór zachorował tata – choroba była już w bardzo zaawansowanym stadium, sami lekarze uważają za cud to, że tata żyje i mimo śladów, które zostawił po sobie rak, funkcjonuje właściwie tak, jak przed przebyciem choroby. W styczniu tego roku usłyszeliśmy pierwszy raz, że choroba prawdopodobnie atakuje mamę. Wszystkie najczarniejsze myśli i strach wróciły ze zdwojoną siłą. „Dlaczego znowu my?”. Mimo że znaleźliśmy się w tej sytuacji już trzeci raz, to znowu od początku towarzyszyła nam nadzieja, że guz jest niewielki, niezłośliwy, że nie zdążył dać przerzutów… trzeci raz się pomyliliśmy. Szpital, badania, biopsja… Dziś znamy już naszego wroga – to rak potrójnie ujemny – najrzadszy typ nowotworu piersi. Dopiero uczymy się, co to wszystko znaczy, więc zatrzymajmy się na tym, że to wyjątkowo paskudny przeciwnik, dlatego prosimy Was o pomoc! Jak ma wyglądać leczenie mamy? Droga będzie bardzo długa –16 cykli chemioterapii (12 co tydzień, 4 co dwa tygodnie), operacja (prawdopodobnie z amputacją piersi; mama ma już przerzuty do węzłów chłonnych i w okolice obojczyków), radioterapia… a dalej? – dalej zobaczymy – to jeszcze bardzo długa walka. Cała kuracja musi być wspierana immunoterapią, która jest niezwykle kosztowna – mama potrzebuje leku co 3 tygodnie (8 razy przed operacją, 8 po operacji), jedna dawka kosztuje 15 tysięcy złotych. Lek, który ma uratować życie mamy, jest refundowany… ale (jak napisał lekarz) „ze względu na zaawansowanie choroby nie spełnia kryteriów leczenia w ramach programu lekowego” – dlatego musimy walczyć sami. Izunia - ukochana, wspaniała żona, mama, najlepsza przyjaciółka oraz nauczyciel i wychowawca z powołania (zawsze zaangażowana i przeżywająca sprawy swoich szkolnych "dzieci" (czasem bywaliśmy z Karolem zazdrośni:)), skupiona na sprawach innych, zbyt rzadko na sobie...). Ci, którzy ją znają, wiedzą, że nie da się nie kochać tak dobrego, pełnego ciepła i radości człowieka. To ona nauczyła mnie wdzięczności, wiary, nadziei i miłości, miłości, która się nie waha, ale skacze w ogień, dlatego postanowiłam stanąć na czele legionu, który wygra walkę o życie mamy. Dołączycie? To nie pora na umieranie! Uratuj naszą mamę! Blanka i Karol

194 847 zł z 250 000 zł
77%
Anna Smoderek, Warszawa

Immunoterapia w leczeniu raka piersi

Hej! Mam na imię Ania. O diagnozie dowiedziałam się niedawno, tuż przed pierwszymi urodzinami mojego synka. Karmiłam piersią, więc gulka, którą wyczułam, wzbudziła moją czujność, ale nie pomyślałabym, że może okazać się nowotworem złośliwym piersi. Podczas USG wykryto, że oprócz wyczuwalnego guzka w tej samej piersi mam jeszcze jedną zmianę. Wynik biopsji był dla mnie druzgocący, byłam w szoku, tym bardziej, że badam się regularnie. Nikt nie jest w stanie wytłumaczyć, dlaczego nowotwór tak szybko rozwinął się w zaledwie rok, może mniej... Ciężko stwierdzić. Wiem natomiast, że można go wyleczyć poddając się najmocniejszej chemii tzw. czerwonej oraz immunoterapii. Czeka mnie również operacja. Niestety immunoterapia w moim przypadku nie jest refundowana przez NFZ. Aby zwiększyć szanse na całkowitą remisję, będę przyjmować wlewy, których pojedyncza dawka to koszt 12.000 zł. Takich dawek potrzebuję kilkanaście na przestrzeni najbliższego roku. Jeśli możesz - pomóż mi wyzdrowieć. Dziękuję za każdą wpłatę! ♡

144 078 zł z 200 000 zł
72%
Katarzyna Miciak, Warszawa

Wdzięczność za każdą złotówkę i każdą dobrą myśl!

Jestem Kasia. Mam 48 lat. Jestem mamą dwójki nastolatków. W grudniu 2024 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi. Przez większość życia byłam bardzo szczęśliwą osobą. W 2019 los jakby się ode mnie odwrócił. Po 16 latach rozpadła się moja rodzina, a 5 lat skomplikowanego procesu rozwodowego odcisnęło piętno na moim zdrowiu i finansach. Po latach cierpienia i smutku, jak tylko moje życie zaczęło wracać do równowagi, gdy ponownie udało mi się zakochać i mieć nadzieję na szczęście, przyszedł RAK i znów wszystko jakby runęło. Rak hormonalny, średnio złośliwy, ale i tak z guza zdążył się przerzucić do węzłów chłonnych. Guz o wielkości 4 cm wymagał mastektomii, którą przeszłam w styczniu 2025 roku z jednoczesną rekonstrukcją piersi implantem. Przede mną kolejna operacja – docinka węzłów w marcu, długotrwałe leczenie hormonalne, radioterapia, być może chemioterapia, rehabilitacja pachy i ręki oraz szereg kolejnych badań. Koszty związane z powyższymi są wysokie. Nieosiągalne w stosunku do moich obecnych zarobków. Do założenia zbiórki namówiły mnie przyjaciółki. Z powodu choroby i rekonwalescencji musiałam zawiesić moją działalność gospodarczą i nie wiem kiedy będę mogła do niej powrócić. Obecnie pracuję lżej – bardziej dorywczo, na część etatu w gabinecie ortodontycznym i bardzo lubię to zajęcie. Na wiele wydatków jednak nie mogę sobie pozwolić. Marzę o powrocie na psychoterapię – do mojej ukochanej pani psycholog. Ratowała mnie z załamania w trakcie rozsypywania się mojego małżeństwa i rodziny. Niestety musiałam zrezygnować z tej terapii jakiś czas temu z powodów finansowych. Dla przywrócenia sprawności ręki i pachy przydałaby się rehabilitacja. Na już potrzebuję wyleczyć zęby u dentysty, a to wymaga ode mnie środków – ok. 3000 zł. Marzę też o symetryzacji drugiej piersi na jesień/zimę tego roku. To koszt ok. 8 000-10 000 zł. Wiele niewiadomych kosztów jeszcze przede mną, właściwie dopiero zaczynammoją „przygodę” z leczeniem. Po zabiegu usunięcia węzłów, który przede mną, istnieje spore ryzyko pojawienia się obrzęku limfatycznego. To bardzo niefajna sprawa. Na pewno będę potrzebowała stałej rehabilitacji, być może kolejnej kosztownej operacji zespolenia żylno-limfatycznego, a także kosztownego badania Onkotype, które nie jest dla mnie refundowane tylko dlatego, że nie mam jeszcze 50 lat. Podstawowe leczenie dostępne w ramach NFZ ratuje życie, ale dodatkowe komercyjne zabiegi czy badania znacznie poprawiają jakość życia chorych, oszczędzają przykrości i pozwalają zminimalizować skutki uboczne. Wszyscy chorzy marzą o dodatkowych możliwościach, niestety dla większości z nas te możliwości są nieosiągalne finansowo. Tylko dzięki ludziom wielkiego serca możemy sobie na to pozwolić. Środki, których nie wykorzystamy, przechodzą na kolejnych potrzebujących. Każda złotówka zostanie wykorzystana dla ratowania zdrowia i życia, każda dobra myśl uczyni dobro! Będziemy wdzięczni na zawsze!

1 196 zł z 60 000 zł
1%
Martyna Skórko, Reszel

Rak brodwaki Vatera

Cześć, mam na imię Martyna, mam 26 lat. Jestem mamą dwójki wspaniałych dzieci, w tym jednego niepełnosprawnego z dziecięcym porażeniem mózgowym oraz niedowładem czterokończynowym. W grudniu ubiegłego roku moje życie wywróciło się do góry nogami, zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór dróg żółciowych - brodawki Vatera z przerzutami do węzłów chłonnych, dwunastnicy i tkanki tłuszczowej. W ciągu tego czasu przeszłam operację i usunięto śledzionę, dwunastnicę oraz trzustkę i węzły chłonne, mierzę się również z cukrzycą po operacji. Teraz uczęszczam na chemioterapię oraz na wizyty kontrolne. Utworzyłam prośbę o wsparcie z racji tego, że nie dajemy rady finansowo. Bardzo dużo kosztują nas wyjazdy do lekarzy oraz dojazdy na chemioterapię i kontrole medyczne. Jednocześnie moje dzieci również borykają się z różnymi problemami zdrowotnymi. Bardzo proszę o wsparcie. Nie spodziewałabym się, że będę prosić o pomoc, a jednak... Dziękuję z całego serca! ❤️ Pozdrawiam, Martyna

1 036 zł z 60 000 zł
1%
Monika Banaśkiewicz, Marki

Moje marzenia czekają na realizację!

Mam na imię Monika. Jestem mamą bliźniąt, Kai i Kamila. Dzieci mają 12 lat. Jeszcze do „wczoraj” cieszyłam się życiem i miałam głowę pełną marzeń i planów. W lutym 2018 zdiagnozowano u mnie nowotwór piersi. Marzenia się skończyły, pozostało tylko jedno - dostać od losu chociaż kilka lat, aby móc uczestniczyć w najważniejszych chwilach życia swoich dzieci. Mam nadzieję, że uda mi się doczekać czasu, kiedy będą samodzielne i niezależne, będę wtedy spokojna o ich przyszłość. Czeka mnie trudne i długie leczenie, co wiąże się z dużymi wydatkami. Zebrane pieniądze przeznaczę na zagraniczne konsultacje, leki, diagnostykę i rehabilitację. Dlatego zwracam się do wszystkich Państwa z prośbą o pomoc w zebraniu środków na moje leczenie.

60 562 zł z 120 000 zł
50%
Ivan Yurick, Miżhirja

Na leczenie

Błagam Państwa o pomoc dla dobrego oraz szczerego człowieka - mojego męża Iwana. Z Bożą pomocą przez całe życie działał na rzecz ludzi: budował domy i był troskliwym gospodarzem. W 2021 w jednej chwili z życia pełnego radości wpadliśmy w czarną otchłań. Nowoczesne leki i wysoki profesjonalizm lekarzy powstrzymały bezwzględną chorobę - nowotwór żołądka. Ale żeby żyć, mój mąż co 21 dni musi przyjmować kosztowne leki. Teraz przechodzi 8 kurs. Podczas leczenia możliwości rodziny, krewnych, przyjaciół oraz znajomych się wyczerpały, a z powodu wojny w Ukrainie nie ma możliwości zarabiania na leczenie. Bez kolejnego cyklu leczenia choroba postępuje i zagraża życiu. Każdy Państwa wkład jest dodatkowym dniem życia dla osoby, która wykazuje się walecznością i odwagą w walce z rakiem. Zasługuje na szacunek i wsparcie, bo żyje, zdając sobie sprawę, że umiera... To bolesne i przerażające, dlatego błagam Cię, podaruj kolejne dni życia mojemu najdroższemu mężowi... Z szacunkiem, wiarą w Boga i nadzieją na dobre serca i pomoc, Rodzina Благаю Вас про допомогу світлій і щирі люди - моєму чоловікові Івану. З Божою поміччю він все життя робив добри справи для людей: будував будинки, є дбайливам госміпродмо Але в мить радість нашого провалилася в чорну безодню: коли-2021 рік нам повідомляє одне життя. Сучасні припарати і висока професійність лікарів зупинили безжальну хворобу .Але щоб жити - моєму чоловікові кожні 21 день потрібно проводити дороговартісний курс хіміотерапії. Зараз вже 8 курс. За час лікування можливостей сімей, рідних, друзів, знайомих - вичерпалися із за нараду росії на Україні та розпочатої війни агресора росії на лікування заробити немає можливостей. Неотримавши вчасно нового курсу хіміотерапії захворювання прогресує і швидко настає смерть. Ось чому кожен Ваш внесок - це додатковий день життя для людини , яка за свою стійкість та мужність в боротьбі з раком заслуговує поваги та підтримки.Бо Він живе розуміючи , що помирає. Це боляче і страшно. Тому я благаю Вас розглянути на Наше горе, подаруйте дні життя моїй найдорожчій та найдорожчій. З повагою, вірою в Бога та надією на Ваше добре серце Вас дає допомогу сімі Юрик.

135 zł z 60 000 zł
0%
Beata Równicka, Warszawa (Wilanów)

Zakup nierefundowanego leku na raka piersi

Mam na imię Beata i 26 września po otrzymaniu diagnozy złośliwego nowotworu piersi zmienił się mój świat. W moim przypadku jest to typ agresywny, potrójnie ujemny, co oznacza, że nowoczesne opcje leczenia stosowane w innych typach nie zadziałają. Zalecenia obejmują 20 tygodni chemioterapii, następnie operację i dalsze leczenie, w zależności od wyników chemio- lub radioterapią. Od bardzo niedawna na świecie, w tym w wielu zachodnich krajach UE (np. Niemcy, Belgia, Francja) zaczęto włączać do leczenia tego typu nowotworu także immunoterapię, która podawana razem z chemioterapią znacząco zwiększa szanse na wyleczenie i zmniejsza ryzyko nawrotu po zakończeniu kuracji. Ten nowy lek niestety w Polsce nie jest jeszcze refundowany dla chorych z nowotworem piersi (jest już objęty refundacją NFZ w czerniaku i raku płuc). Jestem osobą aktywną, uwielbiam sport, zwłaszcza siatkówkę i podróże. Ostatnie 3 lata poświęciłam na wychowywanie mojego synka Jurka, który jest całym moim życiem. Mam dopiero 43 lata i mnóstwo marzeń do spełnienia, a przede wszystkim chcę, aby mój synek miał mamę. Zebrane środki przeznaczę na zakup zaleconych mi przez lekarzy 16 dawek leku (podawanych przed i po operacji). Cena jednej dawki to 15,5 tysięcy złotych, czeka mnie zatem ogromny koszt. Lek muszę zacząć brać niezwłocznie, podaje się go bowiem równolegle z chemioterapią, którą już otrzymuję. Dzięki lekarzom, którym jestem ogromnie wdzięczna, bardzo szybko rozpoczęłam walkę z chorobą, już 1,5 tygodnia od wyników biopsji. Jestem już po pierwszej dawce chemioterapii. Bardzo dziękuję rodzinie i najbliższym osobom za to, że są i mnie wspierają. Jeśli zechcesz zasilić moją zbiórkę, będę Ci bardzo wdzięczna.

186 956 zł z 248 000 zł
75%
Danuta Chrobrowska, Szczecin

Szpiczak

Zachorowałam na szpiczaka w 2024 roku, niestety leczenie dotychczasowe przestało hamować chorobę. Potrzebuję leczenia CAR-T, aby przedłużyć życie.

1 738 721 zł z 1 800 000 zł
96%
Ewa Gryska, Krasiejow

Dziękuję za wszystkie wpłaty. Obecnie zawieszam zbiórkę.

Drodzy, 8 stycznia 2018 r. padła diagnoza "rak piersi"! Nie zapomnę tych słów do końca życia. Niechciany jegomość, który pojawił się w moim życiu, zawładnął nie tylko mną, ale całą moją rodziną. Zmienił mnie w kogoś, kim nie chcę być! Płacz, żal, strach to była codzienność, pytanie "dlaczego właśnie ja?". Przecież mam cudownego męża, 2 wspaniałych dzieciaków, które potrzebują mamy. Chcę widzieć, jak rosną, jak się uśmiechają, jak zakładają swoje rodziny, chcę być dla nich podporą w trudnych momentach. Dlatego nie mogę się poddać! Przeszłam już część cykli chemii, które mocno mnie osłabiły. W trakcie leczenia poinformowano mnie, iż jest bardzo skuteczny lek, który jest już stosowany w wielu krajach (np. Niemcy, USA, Holandia) - pertuzumab. Niestety w Polsce ten lek nie jest jeszcze refundowany, a w moim przypadku należy go podać przed operacją. Liczę, że dzięki Wam i Waszej pomocy mi się to uda. Wiem, że przede mną długa droga, ale zniosę wszystko, by wygrać! Chcę by moje - nasze życie wróciło do dawnych ram, choć wiemy, że strach o jutro już zawsze będzie z nami. Proszę o pomoc, choć nie jest mi łatwo się o nią zwracać! Proszę o lek, który pozwoli mi żyć i da mi szansę na pozostanie mamą dla Ani i Igora! Chciałabym się starzeć w miarę, jak one będą rosły. Chcę wierzyć i chcę mieć nadzieję, chcę być częścią mojej rodziny i chcę odzyskać życie, które zabrała mi choroba. Dziękuję!

77 137 zł z 140 000 zł
55%
Katarzyna Kaizer, Łódź

Konsultacje, tłumaczenie i diagnostyka, a potem operacja

Witam, mam na imię Kasia. Jestem szczęśliwą mamą 9-letniej córeczki. W 2014 r. los sprawił mi psikusa i zamiast jechać na wakacje pojechałam do szpitala. Niestety, tam już zostałam. Zdiagnozowali u mnie GUZA OKOLICY SZYSZYNKI. W Zgierzu zostałam zoperowana przez wspaniałego lekarza. Mimo bardzo trudnej operacji (ze względu na umiejscowienie guza) wszystko poszło dobrze. Potrzebowałam trochę czasu, aby dojść do siebie. Było ciężko, ale nie poddałam się, walczyłam niemal każdego dnia. Chciałam wrócić do zdrowia i zacząć ponownie normalnie żyć życiem jak sprzed operacji. Z czasem zaczęłam bawić się z córką, chodzić z nią na spacery, plac zabaw. Przestałam widzieć podwójnie. Mogłam znów czytać. Zaczęłam spotykać się z przyjaciółmi. Wróciłam do pracy. Zaczęłam robić rzeczy, które może robić każda zdrowa osoba. I tak się czułam. Zapomniałam o chorobie. Niestety, ponowny rezonans magnetyczny z dnia 21/11/2018 r. wykazał w III-ej komorze masę resztkową guza oraz aktywne wodogłowie. 29/12/2018 r. wykonano endoskopową wentriculostomię III komory. Dzięki Bogu przebieg zabiegu był pomyślny. Lekarz udrożnił mi przepływy. Zostało usunięte wodogłowie, ale niestety obraz potwierdził miejscową wznowę guza, który z każdym kolejnym rezonansem rośnie. 19/03/2019 r. miałam wizytę lekarską u neurochirurga, który mnie operował w 2014 r. Lekarz zalecił zaczekać i od 06/2019 r. raz na rok robić rezonans magnetyczny w celu ustalenia przyrostu guza i dalszego leczenia. W przypadku pogorszenia stanu zdrowia niezwłocznie mam przyjechać do szpitala. Mamy 03/2022: guz z każdym rezonansem jest większy. Za chwilę kolejny rezonans i czekanie, niepewność... Strasznie się boję. Mam 9-letnią córkę i kochającego męża. Chcę dla nich żyć. Widzieć jak córka dorasta, idzie do szkoły, pracy. Wrócić do zdrowia. Zacząć żyć bez bólów głowy, strachu przed każdym kolejnym dniem. PROSZĘ O POMOC. POMÓŻ MI ZEBRAĆ PIENIĄDZE NA KOSZTOWNE WIZYTY LEKARSKIE, BADANIA, DIAGNOZĘ, DOJAZDY I OPERACJĘ. Niestety ponowne otwarcie głowy wiąże się z bardzo dużym ryzykiem. Samo umiejscowienie guza (III komora głowy - guz okolicy szyszynki) i zrosty powodują ryzyko powikłań. W Polsce nie zostałam zakwalifikowana na leczenie metodami mniej inwazyjnymi niż otwarcie głowy m.in. metodą protonową - w Krakowie, cybernożem - w Wieliszenie, ze względu na bliskość narządów sąsiadujących z guzem. Dlatego proszę o wsparcie finansowe w celu dalszego leczenia poza granicami naszego kraju. Dziękuję w imieniu moim, mojej córki i męża.

11 742 zł z 75 000 zł
15%