Zbiórki

Edward Woszczenko, Żagań

Zbieram na leki oraz dojazdy do kliniki

Dzień dobry, mam na imię Edek, mam 52 lata. W lutym 2015 zdiagnozowano u mnie przewlekłą białaczkę limfocytową B-komórkową oraz niedokrwistość autoimmunohemolityczną. Pomimo stosowania chemioterapii w przeciągu 4 lat przeszedłem 3 progresje choroby. W maju 2019 w Klinice Hematologii Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku we Wrocławiu przeprowadzono allogeniczny przeszczep szpiku kostnego od dawcy niespokrewnionego. Niestety z powodu zarostowego zapalenia oskrzelików - przewlekła choroba przeszczep przeciwko gospodarzowi od prawie 3 lat. Dojeżdżam 300 km 4 razy w miesiącu do Kliniki na zabiegi fotoforezy, które spowalniają chorobę. W grudniu 2021 uwidocznił się kolejny objaw choroby przeszczep przeciwko gospodarzowi, którym jest zespół suchego oka, co wiąże się z dodatkowymi kosztami prywatnych wizyt i zabiegów okulistycznych. Obecnie przebywam na rencie inwalidzkiej. Życzliwych Państwa proszę o wsparcie w walce o zdrowie i życie.Środki wykorzystam między innymi na leki, wizyty lekarskie i dojazdy do Wrocławia. Za wszelką pomoc serdecznie dziękuję!

18 288 zł z 20 000 zł
91%
Monika Wójs, Warszawa

Na leczenie nowotworu mózgu - skąpodrzewiaka

Jestem żoną i mamą dwóch synów (8 i 5-latka). Pierwszy raz diagnozę usłyszałam, gdy mój starszy syn miał zaledwie miesiąc. Bałam się wtedy, że jeśli nie przeżyję, to mój synek nawet nie będzie mnie pamiętał. Za pierwszym razem w 2014 roku przeszłam operację usunięcia guza mózgu, a następnie radioterapię. Badanie histopatologiczne potwierdziło podejrzenia z rezonansu, że to skąpodrzewiak o drugim i trzecim stopniu złośliwości. Potem przez kolejne lata regularnie robiłam kontrolny rezonans mózgu, którego wyniki aż do jesieni 2022 nie budziły niepokoju. W październiku 2022 lekarz zaczał podejrzewać wznowę, gdy ja już po ośmiu latach dobrych wyników czułam się spokojna, że rak nie wróci. Lekarze jednak mówili mi, że to choroba przewlekła. Kolejne badania potwierdziły wznowę guza mózgu w tym samym miejscu, w którym był za pierwszym razem. Tym razem także przeszłam operację usunięcia guza, a aktualnie jestem w trakcie chemioterapii. Jako rodzina przeżyliśmy trudny czas kolejnych konsultacji, pobytu w szpitalu, szukania innych metod leczenia. Nie ma we mnie zgody na to, że mój nowotwór mózgu to choroba przewlekła i że całe leczenie (operacja, chemia) ma mi tylko wydłużyć czas do kolejnego uderzenia.Nie chcę, abyśmy razem z moją rodziną kolejny raz musieli przechodzić przez to samo, dlatego zdecydowałam się na równoległe leczenie immunoterapeutyczne, które niestety jest kosztowne. To leczenie daje mi szansę na powrót do zdrowia. Poza tym wspiera mój organizm w trakcie chemioterapii, by nie była ona bardzo wyniszczająca dla mnie. Wszystkie wydatki związane z leczeniem są dużym obciążeniem dla mojej rodziny, dlatego zwracam się o pomoc do Państwa. Chciałabym przeżyć jeszcze długie lata z moimi bliskimi oraz spełniać swoje pasje, którymi są wędrówki górskie, śpiew i taniec.

34 252 zł z 36 000 zł
95%
Janina Kuta, Bydgoszcz

Jestem Janina. Choroba odbiera mi siły, ale nie nadzieję

Mam na imię Janina. Od 2 lat toczę najtrudniejszą walkę w swoim życiu – walkę z nowotworem. Są dni, kiedy próbuję się uśmiechać i wierzyć, że jeszcze będzie dobrze. Ale są też takie chwile, gdy po kolejnych wynikach, badaniach i wiadomościach od lekarzy serce po prostu pęka. Jeszcze kilka lat temu moje życie było zwyczajne – miałam plany, marzenia, codzienność, którą dziś wspominam z tęsknotą. Teraz moją rzeczywistością stały się szpitale, badania, leczenie i nieustanny lęk o jutro. Choroba odbiera mi zdrowie, siły i spokój, ale nie odebrała mi jeszcze nadziei. Bardzo chcę żyć. Chcę mieć jeszcze czas – na bliskich, na zwykłe chwile, które dziś stały się bezcenne. Nigdy nie przypuszczałam, że będę musiała prosić o pomoc. To bardzo trudne. Ale dziś nie mam wyjścia i z drżącym sercem proszę Was o wsparcie. Nawet najmniejsza wpłata ma ogromną wartość. Kilka złotych może wydawać się niewiele, ale dla mnie może być kolejnym krokiem w walce o życie i szansą na dalsze leczenie. Jeśli nie możesz pomóc finansowo – proszę, udostępnij moją historię. Być może dzięki Tobie dotrze ona do osoby, która poda mi pomocną dłoń. Dziękuję za każde okazane serce, za każdą złotówkę, modlitwę, dobre słowo i myśl. Dziękuję, że jesteście ze mną. ❤️

6 040 zł z 8 000 zł
75%
Anita Szymańska, Wielopole Skrzyńskie

Na leczenie

Dzień dobry, mam na imię Anita. Mam 23 lata. Od prawie dwóch lat walczę z rakiem piersi i negatywnymi skutkami leczenia. Jestem po dwóch operacjach, radioterapii i aktualnie na hormonoterapii przez 5 lat. Nadal się uczę zaocznie. Próbowałam podjąć jakąś pracę, ale nie jestem na siłach. Potrzebuję środków finansowych na leki oraz dojazdy do lekarzy, jak i na prywatne wizyty medyczne.

5 004 zł z 7 000 zł
71%
Jerzy Korybalski, Katowice

Jerzy

Mam 61 lat i w grudniu dowiedziałem się, że mam raka żołądka z przerzutami. Od tego czasu walczę z tą straszną chorobą dniami i nocami. Niestety, jak wiadomo, potrzeba dużych środków finansowych. Proszę o wsparcie!

7 832 zł z 10 000 zł
78%
Beata Kamińska, Warszawa

Pomoc w walce z rakiem inwazyjnym

Zdiagnozowano u mnie raka piersi prawej z przerzutami do węzłów. W dniu 27.09 miałam wykonaną biopsję piersi prawej, która potwierdziła raka inwazyjnego HER2, 3+ (niehormonozależny), stopień złośliwości G2 (w skali 1-3), o Ki67 >30% i wysokim wskaźniku podziałów komórkowych. Dlatego tak ważne jest kontynuowanie działań, jakie aktualnie podejmuję, żeby rak nie rozsiał się na inne organy. Czekam na dalsze informacje od lekarza w sprawie leczenia. Ze wstępnych informacji wiem, że czeka mnie najpierw chemioterapia, następnie operacja i późniejsze leczenie (które jeszcze nie zostało określone). Miałam nadzieję, że jeżeli to rak, to okaże się łagodniejszy i wystarczy operacja plus hormony, no ale jest inaczej. Dlatego potrzebuję wsparcia na dalsze wzmocnienie organizmu przy braniu chemii, badania oraz dodatkowe leki.

5 767 zł z 8 000 zł
72%
Grzegorz Szlęzak, Baranów Sandomierski

Dziękuję za wszystkie wpłaty! Na tę chwilę zawieszam zbiórkę.

Nazywam się Grzegorz Szlęzak, mam 29 lat, pochodzę z Podkarpacia. Byłem chłopakiem pogodnym z planami na przyszłość - szkoła, studia i wspólne życie z ukochaną osobą. Aż tu lipiec 2013 r. spadł na mnie jak grom z jasnego nieba. Szpital, badania i diagnoza - chłoniak Hodgkin'a. Ośrodek w Rzeszowie i chemia ABVD, po paru podaniach nie było poprawy. Następny szpital - Brzozów i tu było leczenie ostrą chemią, po podaniu 2 cykli ESHAP nastąpiła poprawa i przeszczep autologiczny we Wrocławiu. Po nim czekały mnie jeszcze naświetlenia. Powtórne badanie PET było pozytywne, wszystko zostało wyczyszczone. Szczęście. Szykowałem się do powrotu do pracy, lecz mój lekarz chciał wykonać jeszcze badania i PET, na którym wyszedł mały guzek. Szczęście trwało pół roku. Koniec roku 2014 - szpital i chemia, VI cykli IGEV, po której uzyskano częściową poprawę, lecz to za mało. Po konsultacjach zapadła decyzja o zastosowaniu nowoczesnej terapii Brentuximab z klasyczną chemią bendamustyna. Po wielu bojach osiągnęliśmy cel i udało nam się sfinansować chemioterapię. Dziś jestem już po allogenicznym przeszczepie szpiku i są dobre prognozy na przyszłość. Niestety po przeszczepie jestem pod ciągłą kontrolą lekarzy z ośrodka przeszczepowego. Piszę niestety, bo koszty dojazdu i leki związane z przeszczepem są niestety duże. Dziękuję za wszystkie kwoty, które ludzie dobrego serca wpłacali i wpłacają. DZIĘKUJĘ. Grzegorz Szlęzak.

32 724 zł z 35 000 zł
93%
Paulina Dąbrowska, Grodzisk Mazowiecki

Na tę chwilę zawieszam zbiórkę. Bardzo dziękuję za Wasze wsparcie.

Mam na imię Paulina, mam 29 lat, od prawie 6 lat jestem szczęśliwą mężatką, a od 2,5 roku najszczęśliwszą mamą urwisa Tymka. Jestem młodą, aktywną zawodowo, pełną życia i planów dziewczyną, która uwielbia tańczyć. W sierpniu 2017 zupełnie przez przypadek, bo podczas codziennej kąpieli w prawej piersi znalazłam takie bardzo małe "coś", sama nie byłam pewna, czy to jakaś zmiana czy tylko mi się wydaje, a na pewno nie dopuszczałam nawet myśli, że to "coś" może okazać się czymś złym. Po miesiącu przy okazji kontrolnej wizyty u ginekologa pokazałam moje znalezisko, zlecono kontrolne USG piersi, zalecono profilaktyczną wizytę u onkologa (wizyta 13.10.2017 - żeby było śmieszniej, był to piątek), a po wizycie biopsja, ale to też tylko dlatego, że takie są procedury, bo na każdej z tych wizyt słyszałam, że to ma być tylko włókniak, coś niegroźnego. Niestety po 4 dniach od biopsji telefon ze szpitala: "Prosimy stawić się na wizytę jeszcze w tym tygodniu, są wyniki biopsji", a później to już tylko kolejne badania potwierdzające wstępną diagnozę i z każdą kolejną wizytą dochodziły kolejne cegiełki do tego i tak już ciężkiego plecaka. Początkowo nie dowierzałam, później czułam rozgoryczenie: "dlaczego właśnie ja?" i ogromny strach, że moje życie właśnie się kończy. Do tej pory czasami myślę, że to zły sen i trochę nie wierzę, że mam raka. Moje normalne życie i plany nagle musiałam odwiesić na lepsze czasy, a zamiast realizować plany o drugiej ciąży musiałam zacząć leczenie. Nie mogłam i chyba do tej pory nie mogę pogodzić się z tym, że to los zadecydował za mnie i moje życie nie może się toczyć według moich zasad, tylko jednak wszystko podporządkowane jest mojej chorobie. Dziś już wiem, że to małe "coś" to był i nadal jest złośliwy rak piersi z receptorami potrójnie ujemnymi (dla niewtajemniczonych taki trochę gorszy raczek) i jakby było mało, od stycznia 2018 wiem, że to, że zachorowałam to nie jednorazowy wybryk mojego organizmu, tylko genetyczne obciążenie, mam mutację genu BRCA1, która zwiększa ryzyko zachorowania na raka piersi w ciągu życia do 50-70% i zostanie ze mną już do końca. Od grudnia 2017 leczę się, przyjmuję chemię. Mój schemat to 16 wlewów, po chemioterapii czeka mnie operacja, bo trzeba wyciąć tego intruza. Początkowo miała to być operacja oszczędzająca, ale ze względu na mutację przede mną chyba najcięższa w życiu decyzja o obustronnej mastektomii z rekonstrukcją, usunięciu sobie piersi dla własnego zdrowia i komfortu dalszego życia. Właśnie na ten cel zbieram środki, dlatego znalazłam się w tym miejscu i proszę o datki, choć jest to cholernie trudne, bo zawsze starałam się być niezależna i proszenie o pomoc przychodziło mi z trudem, ale teraz chodzi o moje życie... Na NFZ mogę usunąć i zrekonstruować tylko chorą pierś, takie jest prawo... Zdrową pierś mogę usunąć i zrekonstruować tylko prywatnie. Profilaktyczna obustronna mastektomia w wieku 29 lat to nie jest moja fanaberia, to walka o normalne życie bez piętna choroby nowotworowej. Nie chcę mieć poczucia, że moje piersi są jak cykająca bomba, która w każdej chwili może wybuchnąć. Są to niestety bardzo kosztowne operacje, a my jesteśmy przeciętną rodzinką, oboje z mężem pracujemy, wychowujemy małego synka, przed zdiagnozowaniem choroby kupiliśmy nasze wymarzone mieszkanie, oczywiście na kredyt. Obecnie wykańczamy mieszkanie, co pochłania nasz niemal cały budżet domowy i po prostu nie stać nas na wyłożenie extra 50000 zł, bo z takimi kosztami trzeba się liczyć przy mastektomii z jednoczesną rekonstrukcją. Ja będę żyć, nie poddaję się i walczę, bo mam dla kogo żyć. Chcę wygrać z tą chorobą i chcę, żeby kolejne lata mojego życia nie upływały pod znakiem lęku, że choroba może jeszcze wrócić. Chcę ryzyko zmniejszyć do minimum. Wasz gest dobrej woli może mi w tym pomóc. Dziękuję!

57 648 zł z 60 000 zł
96%
Piotr Wawrzynkowski, Żegań

Piotr potrzebuje wsparcia. Jego mama już wygrała!

Mam na imię Piotr i mam 33 lata. 4 lata temu dostałem diagnozę: nowotwór złośliwy, chłoniak Chodgkina ostatnie, IV stadium rozwojowe. Dzisiaj jestem po trudnym, rocznym leczeniu, które nie zostało bez skutków ubocznych. Przez 1 rok po leczeniu spałem, nie miałem siły na nic. Następne 2 lata też nie były łatwe. Dzisiaj czuję się dużo lepiej, jednak strach przed nawrotem powraca jak bumerang. Cały czas korzystam z terapii i dzięki wsparciu życzliwych osób, środki dostępne na koncie Alivii wykorzystuję na dojazdy i leczenie. Mam nadzieję, że spotkanie IV stopnia z chorobą jest już za mną i traumatyczne przeżycia będą za parę lat tylko wspomnieniem. Dziękuję z całego serca za wsparcie mojego leczenia:))))

32 564 zł z 35 000 zł
93%
Iwona Demuth, Pleszew

Jestem chora na raka jajnika

Choruję od 2015 r. na raka jajnika z przerzutami na otrzewną i przewód pokarmowy. Jestem już po dwóch operacjach HIPEC tj. po operacji chirurgicznego usunięcia nowotworu. W trakcie tej procedury do brzucha podawana jest gorąca chemia, która usuwa mikrozmiany. Operacje są skuteczne - ale nierefundowane! Jeden zabieg kosztował 30.000 zł. Obecnie mam trzecią wznowę, a co za tym idzie wizyty u lekarzy, badania, zakup leków, dalsze leczenie... Dziękuję wszystkim, którzy zdecydują się mnie wspomóc.

2 536 zł z 5 000 zł
50%
Marta Marta, Warszawa

Wspomóż Martę w walce o zdrowie - potrzebny nierefundowany lek

Marta zachorowała na dosyć rzadki, złośliwy, agresywnie i bardzo szybko rosnący nowotwór – raka prawej piersi typu HER2+. Marta jest po chemioterapii, operacji, radioterapii i w trakcie leczenia celowanego. Jej organizm dobrze zareagował na zastosowane środki. Leczenie molekularne wraz z chemioterapią w leczeniu przedoperacyjnym przyniosły oczekiwane efekty. Najnowsze wyniki badań naukowych potwierdzają, że na obecnym etapie terapii onkologicznej w celu uniknięcia nawrotu choroby lub przerzutów najskuteczniejsze jest kontynuowanie podawania leku, który w Polsce nie jest refundowany. Każda dawka tego leku kosztuje ponad 10 000 PLN. Marta potrzebuje przyjąć ich 9, w tym jedną podwójną. Pomimo tego, że od początku tej wycieńczającej choroby Martę wspierają rodzina i najbliżsi, koszty leczenia i rehabilitacji są tak wysokie, że przyjaciele zaproponowali przekazanie na ich pokrycie 1,5% swojego podatku i innego typu darowizny. Zbiórka została zainspirowana właśnie tymi serdecznymi gestami pomocy. Choć długo Marta się przed nimi broniła, pozwolą one skoncentrować się na pokonaniu choroby i powrocie do zdrowia oraz pracy, do której Marta wykorzystuje prawą rękę, pozostającą po operacji usunięcia guza i zajętych węzłów chłonnych wciąż jeszcze nie do końca sprawną. Wielkie dzięki za wszystkie wpłaty, udostępnienie informacji o zbiórce, dobrą energię i wszelkiego rodzaju wsparcie. Martę czeka w dalszym ciągu długie leczenie oraz rehabilitacja.

247 520 zł z 250 000 zł
99%
Renata Radzięta, Mszczonów

Dziękuję za wszystkie wpłaty! Na tę chwilę zawieszam zbiórkę.

Nazywam się Renata Radzięta, choruję na raka piersi Her2 (3+) Ile warte jest ludzkie życie? Okazuje się, że bardzo dużo. W jednej chwili moje życie wywróciło się do góry nogami. Po usłyszeniu diagnozy moje życie nigdy już nie będzie takie samo. Okazało się, że nowotwór jest bardzo agresywny i wymaga natychmiastowego leczenia. Na szczęście istnieje lek, który może pomóc w pokonaniu nowotworu i powrocie do normalnego życia. Jest to lek o nazwie Perjeta. Może uratować mi życie, niestety w naszym kraju obowiązują procedury, które uniemożliwiają mi bezpłatne leczenie nim. Mimo pojawienia się leku na wrześniowej liście refundacyjnej, leczenie nim jest wciąż nierefundowane. W zeszłym tygodniu przyjęłam pierwszą, podwójną dawkę leku. Każda dawka kosztuje 12.000 zł. Czasu jest coraz mniej, ponieważ każdą dawkę trzeba przyjmować co trzy tygodnie, a łączny koszt takiej terapii przekracza możliwości finansowe naszej rodziny. Walka o życie trwa w każdej minucie. Fakt, że my, chorzy na raka musimy prosić innych o wsparcie jest przerażające i upokarzające. To niesprawiedliwe, że chorzy na raka muszą umierać, bo nie stać ich na leczenie, które powinno być dostępne dla każdego. Dlatego proszę o pomoc, bo tylko dzięki Wam, darczyńcom, będę mogła cieszyć się każdym kolejnym, przeżytym dniem.

37 228 zł z 40 000 zł
93%