Zbiórki

Violetta Markusik, Piekary Śląskie

Zbiórka na leczenie

Mam na imię Violetta i z całego serca proszę o Wasze wsparcie w mojej walce z rakiem piersi. Przeszłam już operację, intensywną chemioterapię i jestem w trakcie radioterapii oraz hormonoterapii. Choć to wszystko było ogromnym wyzwaniem, nadal nie mogę odetchnąć z ulgą – moja walka wciąż trwa. Pojawiła się dla mnie nadzieja na dodatkowe leczenie zbliżone do immunoterapii, które znacząco zwiększa moje szanse na pełne wyzdrowienie. Niestety, koszt tej terapii to aż 118 000 zł – około 3 000 zł miesięcznie przez trzy lata. Lek ten wciąż nie jest refundowany w Polsce, dlatego muszę zebrać całą kwotę samodzielnie. Każda wpłata, nawet najmniejsza, to dla mnie krok w stronę zdrowia i życia bez strachu. Proszę, pomóżcie mi stanąć na nogi i wygrać tę walkę. Jeśli możecie, udostępnijcie również tę zbiórkę – każda pomoc ma ogromne znaczenie. Z całego serca dziękuję za wsparcie, dobre słowo i nadzieję, którą mi dajecie. Violetta

54 740 zł z 118 000 zł
46%
Mariola Kończak, Radom

Zbiórka na operację i rehabilitację raka piersi

Dzień dobry, mam na imię Mariola. Jestem pozytywną, energiczną osobą. Pracuję zawodowo jako masażystka, pomagam ludziom poprzez terapię manualną. Wychowuję sama dwóch synów, bo mój mąż nie żyje. Od kilku miesięcy zmagam się z rakiem piersi, wcześnie wykrytym wskutek urazu. Przede mną długie leczenie: chemioterapia, radioterapia, następnie operacja i długotrwała rehabilitacja. Wszystko to uniemożliwi mi przez dłuższy czas wykonywanie mojej pracy. Przeżyłam prawie pół wieku i pragnę żyć dalej. Pozytywne zakończenie leczenia jest dla mnie i dla moich bliskich najważniejsze. Moim marzeniem jest wyzdrowieć i dalej pomagać innym. Wierzę, że dobro wraca. Proszę o wsparcie i dziękuję z całego serca.

16 356 zł z 80 000 zł
20%
Anna Łukowczyk, Rybnik

Udało się - otrzymuję leczenie celowane!

Moi Drodzy, proszę nie przekazujcie darowizn. Udało mi się uzyskać leczenie celowane! Bardzo Wam wszystkim dziękuję za otrzymaną pomoc i wsparcie. Wierzę, że dobro, które mi okazaliście, powróci do Was. ------------------------------------------------------------------ Mam na imię Anna. W marcu 2020 r. usłyszałam diagnozę, której nikt z nas nie chce usłyszeć – nowotwór. A dokładnie nowotwór złośliwy piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. Po początkowym niedowierzaniu i załamaniu przystąpiłam do działania. Nie dam się – będę walczyć. Przecież mam dla kogo żyć. Mój syn ma 14 lat. Bardzo chcę zobaczyć, jak dorasta, jak sobie radzi, zakłada rodzinę. I mam jeszcze tyle planów na życie, tyle rzeczy chcę jeszcze spróbować, zobaczyć... Szybko rozpoczęłam leczenie – plan: chemioterapia przedoperacyjna i operacja, a potem wizyty kontrolne. Myślałam: nie jest źle, za chwilę będzie po wszystkim i będę tylko sprawdzać, czy wszystko jest w porządku. Życie miało jednak inny plan. Podczas chemii pojawiły się liczne powikłania, w tym zakrzepica i zatorowość płucna. Musiałam przerwać leczenie i uporać się z nimi. Dopiero w listopadzie mogłam powrócić do leczenia raka. Rozpoczęłam nową chemię - karboplatyną. Na ocenę leczenia muszę jeszcze poczekać, ale dotychczasowe badania pokazują, że reaguję na lek i jest szansa, abym był zdrowa. Aby tak się jednak stało, po zakończeniu chemioterapii mam rozpocząć przyjmowanie leku podtrzymującego. Dzięki niemu mogę uniknąć wznowy i żyć. Lek ten powinnam przyjmować już stale. Niestety koszt zakupu jednego opakowania leku to ok. 23 tys. zł. W Polsce lek jest refundowany wyłącznie pacjentkom z zaawansowanym rakiem jajnika, rakiem jajowodu lub rakiem otrzewnej, z mutacją BRCA, u których uzyskano odpowiedź na chemioterapię opartą na związkach platyny. Pacjentki takie jak ja – z rakiem piersi, pomimo tego, że mają wskazania do zastosowania tego leku i spełniają pozostałe wymagania, nie są objęte refundacją. Mam nadzieję, że sytuacja się zmieni i lek zostanie wpisany na listę leków refundowanych bez ograniczeń. Jednak dopóki tak się nie stanie, to my, chorzy musimy sfinansować cały koszt zakupu. Koszty planowanego leczenia przekraczają finansowe możliwości naszej rodziny, dlatego proszę Was o pomoc. Dzięki Wam mam szansę zakupić lek, który może uchronić mnie przed nawrotem choroby. Bardzo dziękuję za każdą pomoc, za każdy gest!

35 889 zł z 100 000 zł
35%
Agnieszka Helwing, Zielona Góra

Dzielna mama potrzebuje pieniędzy na drogi lek

Hej, na koniec kwietnia 2019 roku wyczułam u siebie guzek na lewej piersi. Zamarłam. Dzieci właśnie jadły kolację i były przy mnie. Nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. "Boże, jeszcze to". Córka powiedziała: "mamo spokojnie, pójdziesz do lekarza i będzie dobrze". I tak zaczęłam działać. Parę dni później byłam już na wizycie u onkologa. Mammografia nic nie wykazała. Usg potwierdziło - guz piersi naciekający. Biopsja gruboigłowa pokazała czarno na białym: nowotwór złośliwy, naciekający, Her dodatni. Następne miesiące spędziłam na kompletowaniu dokumentacji: tomograf, scyntygrafia kości, badanie genetyczne. Tyle dobrego, że jeszcze nie ma przerzutów do odległych narządów, poza węzłem wartowniczym. 10.07.2019 roku zostałam poddana pierwszej chemioterapii. W międzyczasie okazało się, że od września na listę refundacyjną wchodzi lek, który przy moim podtypie raka (Her +) może wydłużyć okres remisji choroby. Kiedy 2.10.2019 pojechałam na kolejną chemioterapię okazało się, że lek jest jeszcze niedostępny. Czyli mogę dostać wlewy, ale wg wcześniejszego schematu leczenia (nie mam szans na podwójną blokadę, a tym samym na lepsze leczenie). Poprosiłam lekarz prowadzącą i po konsultacji z Panią Ordynator wyrażono zgodę, aby poddano mnie jeszcze jednej, piątej chemii "czerwonej". Tym samym uzyskałam szansę, że już następnym razem, jak przyjadę na kolejną chemioterapię, wówczas otrzymam nowy lek. Tak też stało się. Obecnie jestem po 5 wlewach chemii "czerwonej" oraz 5 wlewach "białej". Aktualnie czekam na wyniki usg piersi, a tym samym na zabieg usunięcia zmiany w piersi. Po operacji czeka mnie jeszcze radioterapia oraz przyjmowanie leków. Jeden lek, który przyjmuje jest refundowany i po zabiegu będę przyjmować przez jeszcze 14 cykli. Niestety drugi lek (który stanowiłby podwójną blokadę, a tym samym wydłużał okres remisji choroby) niestety nie należy się. Na dzień dzisiejszy jedną fiolka 14 ml to koszt 12700,8 zł. A potrzebowałabym takich wlewów 14, jako część pełnego schematu leczenia. Niestety nie stać mnie na miesięczny wydatek kwoty rzędu 13 tys. (a potrzebuję kilkunastu takich podań, co tworzy horrendalną sumę). Jestem silną osobą. Nauczyło mnie tego życie. Chciałabym walczyć. Mam dopiero 42 lata. Mam dla kogo żyć. Mam kochającą rodzinę. Dzieciaczki. Córka Hania ma 12 lat, Adaś 8 lat. Jeszcze są za mali, aby poradzić sobie sami. Chciałabym przeprowadzić ich chociaż przez część życia. Nauczyć większej odpowiedzialność, aby na przyszłość potrafili poradzić sobie bez mamy. Poświęciłam rodzinie całe życie. Niestety mąż przez lata powoli oddalał się od nas. Na początku zeszłego roku wyprowadził się. Wrócił, kiedy dowiedział się o mojej chorobie. Jednak kolejne miesiące pokazały, że my już od dawien dawna nie mamy nic wspólnego ze sobą. Nie poradził sobie z moją chorobą. Nie potrafił zrozumieć, jak leczenie jest wykańczające. Jak chemioterapia daje popalić. Że są dni, kiedy człowiek nie jest w stanie wstać z łóżka. A ja mimo to wstaję. Szykuję dzieci do szkoły, dowożę na przystanek. Robię zakupy, obiady. Pomagam w lekcjach i ogarniam wiele innych rzeczy. I tak chcę. Chcę żyć. Chcę pomagać, chcę być mamą.

113 653 zł z 178 000 zł
63%
Anna Strzelec, Warszawa

Proszę, pomóż mi w walce ze złośliwym nowotworem mózgu! Razem możemy więcej!

Witaj, mam na imię Ania. Dziś zwracam się do Was z prośbą o wsparcie w niezwykle ważnym dla mnie celu. Dlatego bardzo Ciebie proszę, zatrzymaj się na chwilę i podaruj mi szansę na życie i sprawność. Przewrotny los postawił na mojej drodze bezwzględnego przeciwnika w postaci złośliwego nowotworu mózgu – glejaka III stopnia. Od tego momentu życie moje i mojej rodziny zamieniło się w prawdziwą walkę – o moje życie i zdrowie. Walka z tą chorobą oraz o to, co mi zabrała, czyli moją sprawność, jest dla mnie bardzo trudna. Staram się jednak nie poddawać i walczyć każdego dnia, by móc odzyskać zdrowie i normalne funkcjonowanie. Przeszłam dwie operacje usunięcia guza mózgu, radioterapię i chemioterapię. Druga operacja była obarczona bardzo dużym ryzykiem. W jej wyniku doszło do wielu powikłań. Doznałam rozległego porażenia lewej strony ciała. Objawami uszkodzonego układu nerwowego jest padaczka oraz bolesna spastyczność mięśni. Potrzebuję kosztownego, specjalistycznego leczenia, które nie jest dostępne w ramach NFZ. Wydatki związane z leczeniem obejmują między innymi koszty: leków, badań, konsultacji z lekarzami specjalistami oraz rehabilitacji neurologicznej. Nie poddaję się. Mam przed sobą cele: by nowotwór nie powrócił, chcę odzyskać sprawność i wrócić do pracy. Jakie to piękne: być zdrowym, móc wykonywać aktywność zawodową, realizować swoje pasje i marzenia. Człowiek docenia to wszystko, jak to traci... Z wdzięcznością Ania ❤️ Z tego miejsca chciałabym Was wszystkich bardzo zachęcić do zakupu w serwisie Allegro Charytatywni plakatów, ze sprzedaży których całkowity dochód przeznaczony jest na pokrycie kosztów mojego leczenia i rehabilitacji neurologicznej. Allegro Charytatywni wszystkie środki uzyskane ze sprzedaży przelewa bezpośrednio na moją onkozbiórkę. Link do moich plakatów na Allegro Charytatywni: Allegro Charytatywni - plakaty

134 647 zł z 200 000 zł
67%
Izabela Makowska, Warszawa

na leczenie nowotworu piersi

W dniu 09.02.2025 zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy piersi. Diagnoza totalnie mnie zdołowała, nigdy nie przypuszczałam, że mnie to dotknie osobiście. Mam córkę w wieku 17 lat, która jest moim oczkiem w głowie. Lubię podróże i uczę się angielskiego, aby opanować ten język do perfekcji - takie było moje życie przed chorobą. Obecnie jestem leczona chemią. Chemioterapia jest jednak bardzo obciążająca dla mojego organizmu i ma liczne skutki uboczne. Założyłam zbiórkę, bo zależy mi na tym, żeby móc funkcjonować w pełni oraz wrócić do pracy. Zebrane środki są mi potrzebne na niezbędną rehabilitację, dodatkowe leki oraz suplementy. Iza

6 459 zł z 72 000 zł
8%
Karolina Kornaś, Szczytniki

Każdy dzień jest… DAREM!

Cześć, mam na imię Karolina, w 2021 r. mając 38 lat, podczas karmienia piersią mojego małego synusia wyczułam zmianę w piersi, która okazała się nowotworem złośliwym piersi, tzw. potrójnie ujemnym, z przerzutem do węzłów chłonnych pachowych. Jest to agresywny rodzaj nowotworu piersi, na który w Polsce nie ma celowanego leczenia (jak w przypadku innych typów raka piersi). Pozostaje więc chemioterapia, leczenie operacyjne, radioterapia i pozostawienie dalszego losu w rękach Boga! W Stanach Zjednoczonych do leczenia raka piersi trójujemnego dopuszczono równolegle z chemioterapią leczenie biologiczne – immunoterapię lekiem pembrolizumab. Z pomocą moich najbliższych i instytucji finansowych już udało mi się pokryć koszty leczenia tym nierefundowanym w Polsce lekiem w wysokości 200 tys. zł. Pół roku po zakończeniu leczenia, w wyniku powikłań po operacji rekonstrukcji piersi, krwiaka i reoperacji oraz zastosowanej radioterapii konieczne było usunięcie implantu. Kolejna operacja spotęgowała obrzęk limfatyczny po usunięciu węzłów chłonnych. Szansą na powrót do normalnego życia jest dla mnie odroczona rekonstrukcja piersi metodą DIEP wraz przeniesieniem węzłów, jednak z uwagi na znaczny koszt, NFZ niewiele takich operacji finansuje, a czas oczekiwania obecnie wynosi ok. 6 lat! Przy rekonstrukcji zaangażowanych jest 12 lekarzy, a czas jej wykonania sięga nawet 12 godzin. Koszt takiej operacji wynosi ok. 75 tys. zł. Tym razem, mając jeszcze poprzednie zobowiązania, nie jestem w stanie udźwignąć takich kosztów prywatnie. Jeśli możesz pomóc mi zebrać środki na kontunuowanie leczenia, to ja, moja rodzina i przyjaciele, będziemy Ci bardzo wdzięczni! Pomożesz mi przetrwać ten ciężki czas!

9 347 zł z 75 000 zł
12%
Jolanta Adamska, Wrocław

Zbiórka dla Joli Adamskiej

Moi Drodzy, Mam na imię Jola, mam 51 lat. 17 lutego 2025 roku moje życie zmieniło się całkowicie. Usłyszałam, że mam guza w prawym płacie czołowym, prawdopodobnie nowotworowego. Moja pierwsza myśl? „Jak ja to powiem dzieciom?” Boże, jak im to powiem?! W marcu zdiagnozowano u mnie glejaka wielopostaciowego, 4. stadium. 10 kwietnia przeszłam operację, która poszła rewelacyjnie - guz został całkowicie usunięty. Jednak podczas operacji wystąpił atak padaczki, co spowodowało niedowład lewej ręki i nogi, lekkie porażenie lewej strony twarzy oraz problemy z mową. Jestem masażystką i fizjoterapeutką, prowadziłam zajęcia z jogi twarzy, więc wykorzystuję swoją wiedzę, aby wszystko wracało do normy. Mam nadzieję, że gdy poczuję się lepiej, będę mogła pomóc innym, którzy przechodzą przez to samo. Chemia i radioterapia to nie koniec mojego leczenia. To jest 4. stadium, ale się nie poddaję i szukam innych rozwiązań. W czerwcu i lipcu przeszłam 6 tygodni radioterapii oraz 4 tygodnie chemioterapii. Chemioterapia była bardzo toksyczna i uszkodziła szpik kostny. Sterydy obciążyły wątrobę i spowodowały cukrzycę. W ciągu 5 miesięcy przytyłam około 4,5 kg, ale obecnie waga wróciła do normy, co nawet mnie cieszy. Niestety, lekarze stwierdzili wznowę. Czekam na konsultację w Centrum Gamma Knife w Warszawie. Jest to jednak metoda chirurgiczna, której chciałabym uniknąć. Istnieje też inna alternatywa - metoda NanoTherm, która jest bezinwazyjna, ale bardzo kosztowna. Koszt terapii wynosi 20-40 tys. euro i jest dostępna we Wrocławiu. Takie koszty są poza moim zasięgiem. Przez ostatni rok cudem było, że miałam za co żyć. Dzięki świadczeniu zdrowotnemu i rehabilitacyjnemu w wysokości 2200-2700 zł oraz alimentom na dwoje dzieci, jakoś dawałam radę. Byłam nauczycielką i prowadziłam działalność gospodarczą, którą musiałam zamknąć. Dzięki mojej rodzinie i Wam, kochani Darczyńcy, nie musiałam martwić się o jutro. Nadal potrzebuję Waszej pomocy. Zbliża się czas rozliczeń z Urzędem Skarbowym, więc jeśli chcielibyście przekazać 1,5% na moje leczenie, będę przeogromnie wdzięczna. Dodam, że jestem dobrej myśli i proszę się nie martwić o mnie, tylko wspierać mnie myślami pełnymi nadziei. Aby przekazać 1,5%, należy podać nr KRS fundacji ALIVIA 0000358654 i cel szczegółowy: NR mojej zbiórki 112265.

33 067 zł z 100 000 zł
33%
Karolina Kluska, Wilczkowice

Guz mózgu - leczenie i rehabilitacja

Witam serdecznie, mam na imię Karolina. Mam 39 lat. Jestem mamą trzech cudownych córek oraz żoną wspaniałego męża. W dniu urodzin mojej najmłodszej córeczki zaczął się mój koszmar, który trwa do teraz i jest nim guz mózgu. Z racji, że większość osób i tak nie ma czasu, aby czytać całość mojej historii, zacznę od kosztów, z którymi przyszło mi się zmierzyć, aby wyleczyć się i wrócić do pełnej sprawności. Niestety przekraczają one możliwości finansowe naszej rodziny. Pragnę w ciągu najbliższego roku skupić się na porządnej rehabilitacji, lecz jedna godzina to koszt 200 zł. Przez 20 dni to koszt 4000 zł. Koszt 2 tygodniowego turnusu wspecjalistycznym ośrodku rehabilitacyjnym waha się od 16 500 zł wzwyż. Poniżej opisuję dokładniej całą moją historię więc jeżeli jesteś zainteresowany, to zapraszam do przeczytania. Chciałam Wam przedstawić moją historię, która zmieniła całe moje życie w koszmar. Wszystko zaczęło się 4.11.2022 r. w dniu pierwszych urodzin mojej najmłodszej córeczki. Czekając na dziadków, nagle zrobiło mi się słabo, w głowie karuzela, nogi jak z waty. Mąż wyprowadził mnie na balkon, żebym się przewietrzyła. Po paru minutach wszystko się uspokoiło. Po dwóch dniach obudziłam się z okropnym bólem głowy, miałam wrażenie, jakby ktoś mi rozpalił ognisko w głowie. Nie czekając na nic, udałam się na SOR. Po wykonaniu TK zostałam poproszona do gabinetu lekarza, który oznajmił mi, że musi zostawić mnie w szpitalu na oddziale neurologii, ponieważ jest zmiana w mózgu świadcząca najprawdopodobniej, że przeszłam udar. Po dwóch dniach wykonano mi rezonans magnetyczny. W dniu, gdy przyszły wyniki, lekarz poprosił mnie do gabinetu, w którym oznajmił: "Ma Pani guza mózgu". Nogi się pode mną ugięły. Zostałam wypisana do domu ze skierowaniem do poradni neurochirurgicznej w Krakowie. Pierwsze dni w domu przepłakałam. Ciągle słyszałam słowa lekarza: "guz mózgu". W końcu wzięłam się w garść. Pojechaliśmy z mężem do Krakowa do poradni neurochirurgicznej. W rejestracji Pani powiedziała, że terminy są za 2 lata. Zaczęłam się śmiać i spytałam, czy to żart. Nasza polska służba zdrowia... Długo się nie zastanawiając, wyszukałam w internecie lekarza neurochirurga i pojechałam na prywatną wizytę. Okazało się, że lekarz, do którego przyjechałam, pracuje w Szpitalu w Krakowie na oddziale neurochirurgii. Bardzo rzetelnie wytłumaczył mi, jak będzie wyglądało leczenie. 27.01.2023 r. przeszłam operację - kraniotomię ciemieniową lewostronną w celu usunięcia guza mózgu płata czołowego lewego. Operacja trwała 6 godzin. Po operacji wystąpił niedowład prawostronny, cechy afazji oraz problemy z mową. Po paru dniach zostałam wypisana do domu. Pomału dochodziłam do siebie. Niestety niedowład bardzo mnie ograniczył. Wszystkie czynności musiałam wykonywać z pomocą męża.Moja mała córeczka pragnęła mamy, a ja nie mogłam jej nawet wziąć na ręce. Doszły ataki padaczki. Wpadłam w depresję. Musiałam skorzystać z pomocy psychiatry, dzięki któremu moje nastawienie powoli wracało do normy. Znów nadszedł czas rozłąki z rodziną. Od 13.02.2023 r. zaczęłam rehabilitację w szpitalu na oddziale rehabilitacyjnym. Pozytywne myślenie i upór w wykonywanych ćwiczeniach dało dużą poprawę. Po miesiącu wróciłam do domu. Niestety niedowład nie ustąpił. Przyszedł wynik badania histopatologicznego: ASTROCYTOMA (IDH1/2-MUTANT) WHO G2. Zebrało się konsylium onkologiczne. Decyzja: RADIOTERAPIA PROTONOWA w Krakowie. Radioterapia trwała od 08.05.2023 do 19.06.2023 r. Niestety w tym czasie niedowład się jeszcze nasilił. Doszło dodatkowo leczenie sterydami, a co za tym idzie: obrzęki, opuchlizna i zwiększenie masy ciała. Jakby tego było mało, doszły także ataki kamicy nerkowej. CHEMIOTERAPIA - leczenie rozpoczęłam 24.07.2023 i zakończyłam 11.12.2023 r. Chemioterapię w tabletkach otrzymywałam przez pół roku. Leczenie nie było łatwe, ale na pewno lżejsze od wlewów. Cały czas uczęszczam na rehabilitację dzienną w szpitalu z przerwami na leczenie. Po ostatnim rezonansie z 23.09.2024 r. lekarz zlecił wykonanie spektroskopii, ponieważ widoczna jest jakaś zmiana - wznowa bądź martwica po radioterapii i chemioterapii. Badanie mam wyznaczone na 25.11.2024 r. Co teraz? Jestem dobrej myśli i widzę światełko w tunelu. Wierzę, że wszystko dobrze się skończy i będę mogła dalej cieszyć się życiem i patrzeć jak rośnie moja najmłodsza córeczka, a dwie starsze wchodzą w dorosłe życie. Dlatego bardzo proszę o pomoc w zmaganiach z chorobą. Mam ogrom siły i motywacji, aby dalej walczyć i się nie poddawać, ale sama finansowo niestety nie jestem w stanie tego udźwignąć. Z góry i z całego serca pragnę każdemu darczyńcy serdecznie podziękować za dołożenie cegiełki w mojej dalszej walce z chorobą i powrocie do pełnej sprawności. Wszystkim życzę zdrówka, bo ono jest najważniejsze.

32 929 zł z 100 000 zł
32%
Krystyna Rolka, Białystok

Nierefundowane leczenie

Kochani! Zastanawiałam się: "Co mnie cieszy?" Wszystko... Piękny zachód słońca, powiew ciepłego wiatru, szum liści na drzewie, szum morza, po prostu życie... Choroba zmienia niemal wszystko. W 2013 roku zdiagnozowano u mnie raka jasnokomórkowego nerki podkowiastej, w roku 2016 raka gruczołowo-śluzowego płuca prawego. Znam trud zmagań leczenia onkologicznego, każdy jego etap: zabieg operacyjny, oczekiwanie na wyniki badań, chemioterapia, radioterapia, zmagania z powikłaniami. W 2018 roku szczegółowe badania wykazały rearanżację genu ALK, umożliwiło to rozpoczęcie odpowiedniej terapii. Niestety lek, który otrzymałam wykazał podczas terapii silne działanie hepatotoksyczne uszkadzające wątrobę, następowały przerwy w terapii, stopniowe redukcje dawki terapeutycznej leku, aż do konieczności zaprzestania terapii. Niestety badania wskazują na dalszy rozwój procesu nowotworowego. Zaproponowaną metodą leczenia, skuteczną w przypadku stwierdzenia takiego genu jak u mnie, niestety ta terapia aktualnie w Polsce jest nierefundowana. Wiem, że stanęłam przed murem, dla większości pacjentów nie do pokonania. Koszt 1 opakowania leku, który starcza na miesiąc terapii, został oszacowany na kwotę 24110 zł, ale pragnę wierzyć, że przy Państwa pomocy niemożliwe może stać się możliwym. Ktoś kiedyś pięknie powiedział: „Wszyscy mamy w życiu bardzo złe dni, ale jedno jest pewne: nie ma takich chmur, przez które nie umiałoby przebić się słońce. Trudne momenty w życiu są jak mgła, ale pamiętajmy, mgła zawsze opadnie, a słońce rozświetli drogę życia dodając nadziei na lepsze jutro”. Dlatego proszę o pomoc w walce z chorobą.

5 114 zł z 72 330 zł
7%
Jan Solon, Warszawa

Proszę, pomóżcie mi dożyć przełomu w medycynie.

Mój ukochany mąż. Najlepszy człowiek na świecie. Zawsze pełen energii, radości, chęci do życia, mający mnóstwo planów na przyszłość... 07.07.2021 – wstępna diagnoza - glejak mózgu 21.07.2021 – operacja 30.07.2021 – pełna diagnoza - glejak mózgu III stopnia 15.09.2021 – początek radio i chemioterapii Nikt się tego nie spodziewał. Przypadkowa wizyta u lekarza, aby sprawdzić stan zdrowia po przebytej infekcji COVID, wyjątkowa nadgorliwość przy doborze badań, szybka diagnoza, szok… Operacja, radio i chemioterapia to dopiero początek walki. Jesteśmy w trakcie konsultacji z prof. Wellerem z University Hospital Zürich Department of Neurology. Lada dzień kolejne badania, kolejne wnioski, kolejne próby odsunięcia wyroku… Jedyne, co jest teraz dla nas ważne, to życie. Jak najdłuższe wspólne życie. Zrozpaczeni, choć nadal pełni nadziei i wiary w rozwój medycyny, błagamy o pomoc. Wstępny koszt wszystkich badań, konsultacji, leczenia opiewa na kwotę 150 tys. zł. Jest to dla nas ogromna suma, dlatego prosimy Was o pomoc. Nie tylko o przekazanie darowizny, ale również o wsparcie psychiczne w tak trudnej sytuacji. - żona Marta Proszę, pomóżcie mi dożyć przełomu w medycynie. - Jasiek

81 798 zł z 150 000 zł
54%
Ruta Valentonyte, Stara Wieś

Leczenie i rehabilitacja Ruta Valentonyte

Mam na imię Ruta i od 2007 roku mieszkam i pracuję w Polsce. W marcu 2024 w wyniku obfitego krwawienia trafiłam do szpitala, gdzie zdiagnozowano u mnie raka jelita grubego. Jako medyk trzymałam emocje w ryzach i byłam pewna, że leczenie się uda. Tak prognozowali lekarze. Niestety przebieg choroby okazał się nietypowy - powolny, ale nie poddający się standardowemu leczeniu. Przeszłam dwie podwójne operacje i sporą liczbę cykli chemii oraz radioterapię. Każda operacja i biopsje pozostawiały swój ślad w mięśniach w postaci rozsianych guzów, co obecnie sprawia dolegliwości bólowe. Do tego wykryto mutację, która ogranicza możliwości leczenia obecnie refundowanymi lekami. Przebieg choroby wymaga dużo dodatkowych leków, rehabilitacji i opieki stomatologicznej. Jako ostatnią deskę ratunku dodatkowo do standardowej terapii zaproponowano mi leczenie immunologiczne lekiem, który jest bardzo kosztowny i nie jest refundowany w ramach NFZ w moim przypadku. Zbiórka pomoże mi zabezpieczyć środki na leczenie na kilka miesięcy. Prywatnie jestem mamą dwójki szkolnych Dzieci. Mam ogromne wsparcie od Męża i dużo Przyjaciół, którzy wciąż wspierają mnie w walce z chorobą. Z góry dziękuję za wsparcie finansowe jak i emocjonalne.

131 145 zł z 200 000 zł
65%