Zbiórki

Liubov Podymaka, Bielsko-Biała

Pomóż mi w walce z rakiem

Mam na imię Luba. W 2024 roku usłyszałam jedną z najtrudniejszych diagnoz – rak piersi potrójnie ujemny, płaskonabłonkowy. Ten typ nowotworu jest jednym z najbardziej agresywnych. Leczenie standardową chemioterapią nie wystarcza – konieczna jest nowoczesna immunoterapia, która daje nadzieję na zatrzymanie choroby i przygotowanie mnie do operacji ratującej życie. Każdy dzień zwłoki to ryzyko progresji choroby. Dlatego proszę o pomoc – każda złotówka, każde udostępnienie zbiórki ma ogromne znaczenie. Na dzień dzisiejszy przechodzę kurs chemio i immunoterapii, a po zakończeniu będę miała operację usunięciu guza i rekonstrukcji piersi, która ma być przeprowadzona w Izraelu w Sourasky Medical Center w Tel Awiwie. Zebrane środki przeznaczę na operację i pooperacyjną rehabilitację. Chcę uwierzyć, że jeszcze będę mogła powiedzieć: „Udało się!”. Dzięki Twojemu wsparciu mam realną szansę, by pokonać raka i wrócić do życia bez strachu. Z całego serca dziękuję za każdą pomoc, dobre słowo i modlitwę. Nie chcę się poddać – ale nie mogę tego zrobić sama. Z nadzieją i wiarą w drugie życie – walczę dalej. Każda pomoc przybliża mnie do zdrowia.

64 zł z 110 000 zł
0%
Agnieszka Niska-Wójcik, Warszawa

Spot dla Agi

Cześć, nazywam się Agnieszka Niska-Wójcik i od blisko 30 lat działam w branży reklamowej. Teraz muszę zareklamować siebie, bo potrzebuję Waszej pomocy. Brief jest prosty – krótki deadline, zero budżetu i najgorszy klient świata. Znam go od stycznia 2022 – typ jest złośliwy i uparcie do mnie wraca. Nowotwór piersi potrójnie ujemny. Nie pozwala mi pracować, zajmować się domem i cieszyć z sukcesów moich dwóch dorastających synów. Żeby rozstać się z klientem raz na zawsze, muszę brać lek - to nierefundowana nowoczesna immunoterapia dla pacjentów, którzy nie odpowiedzieli na wcześniejsze leczenie, czyli dla mnie. Cena za dawkę to 15 625 zł, a ja potrzebuję ich 18. Muszę dość szybko zebrać 281 250 złotych. 281 250 zł to budżet jednego spotu reklamowego. I to nie pięknego i długiego, jak niektóre słynne reklamy, raczej krótkiego i z oszczędnościami na scenografii. Jednak w pojedynkę nie da się zrobić nawet takiego. Dlatego zwracam się do Was, przyjaciele, znajomi, znajomi znajomych, oraz wszyscy z którymi zetknęłam się na internalach, planach, przy postprodukcji i w codziennym życiu – nakręćcie ten spot ze mną. Bez Was mogę nie dać rady. Dziękuję,Aga

170 115 zł z 281 250 zł
60%
Maria Chachulska, Gdansk

Nierefundowany lek na raka piersi

Mam na imię Maria i mam 68 lat. Jestem mamą i babcią wspaniałych dzieci i wnuków. Chociaż jestem na emeryturze, to pracuję jeszcze na pół etatu. Choroba, którą zdiagnozowano u mnie w lutym 2024 roku, zmieniła moje życie. W badaniu mammograficznym, które wykonuję co dwa lata, wykryto raka piersi. Po biopsji okazało się, że jest to rak zrazikowy, który jest trudny do wykrycia, ponieważ nie formuje się w postaci guza, lecz układa się w cienkie pasma. W początkowej diagnozie wydawało się, że choroba jest na wczesnym etapie rozwoju, lecz im dalej w las, tym więcej drzew... Po operacji oszczędzającej pierś wykonano u mnie również całkowite wycięcie węzłów chłonnych, które w dużej części były zaatakowane przez komórki rakowe. Po operacji przeszłam 4 chemie tzw. czerwone i 12 tzw. białych, a następnie 12 naświetlań (radioterapia), które zakończyły się w grudniu 2024 roku. Obecnie staram się doprowadzić mój organizm do w miarę dobrego funkcjonowania, stosując dietę i suplementy, a także lekarstwa. Zalecana jest również kontynuacja leczenia lekiem, który w moim przypadku nie jest refundowany, a jego miesięczny koszt przekracza moje zdolności finansowe. Lek ten powinno się przyjmować przez około 2 lata, miesięczny koszt dawki to około 7 tysięcy złotych. Dlatego też proszę o finansowe wsparcie w tak trudnej walce, którą podjęłam i mam nadzieję wygrać. Będę wdzięczna za każdą wpłatę, dziękuję.

26 760 zł z 140 000 zł
19%
Jolanta Wolfram, Kraków

Potrzebuję pieniędzy na leczenie

Drodzy Państwo, bardzo proszę o pomoc. Nazywam się Jolanta Wolfram i mam 64 lata. Mieszkam w Krakowie. W lutym 2019 roku stwierdzono u mnie nowotwór węzłów chłonnych (chłoniak złośliwy). Przeszłam już 6 cykli chemioterapii, PET i przede mną być może radioterapia. Moim marzeniem jest doczekanie się wnuków i patrzenie jak dorastają, bez lęku co przyniesie następny dzień.Środki ze zbiórki zostaną przeznaczone na niezbędne mi konsultacje lekarskie, procedury medyczne, badania diagnostyczne, leki oraz transport do i z ośrodka badań, wyjazd z opiekunem na rehabilitację oraz leczenie stomatologiczne, któremu muszę się poddać w wyniku skutków ubocznych chemioterapii. Dlatego proszę o wsparcie. Wszystkim darczyńcom serdecznie dziękuję. Jolanta Wolfram

35 627 zł z 150 000 zł
23%
Artur Waśko, Klecza Dolna

Chcę zobaczyć, jak dorasta moja córka.

Witam, mam na imię Artur, od niedawna jestem tatą prześlicznej Córeczki, która jest dla mnie wszystkim. Mam również Żonę, która zawsze mnie wspiera i dodaje otuchy. Gdy w 2009 roku we wrześniu wykryto u mnie guza mózgu, natychmiastowa operacja pozwoliła go usunąć, jednak jak się okazało - niecałkowicie. Powrócił w 2017 roku ze zdwojoną siłą, w III stopniu. Pomimo radioterapii i chemioterapii nie ma do końca pewności, że guz jednak nie powróci. Dlatego zbieram na nowoczesne leczenie metodą NanoTherm, które jest obecnie dostępne w Niemczech. Bardzo proszę o wsparcie!

53 638 zł z 170 000 zł
31%
Anna Strzelec, Warszawa

Proszę, pomóż mi w walce ze złośliwym nowotworem mózgu! Razem możemy więcej!

Witaj, mam na imię Ania. Dziś zwracam się do Was z prośbą o wsparcie w niezwykle ważnym dla mnie celu. Dlatego bardzo Ciebie proszę, zatrzymaj się na chwilę i podaruj mi szansę na życie i sprawność. Przewrotny los postawił na mojej drodze bezwzględnego przeciwnika w postaci złośliwego nowotworu mózgu – glejaka III stopnia. Od tego momentu życie moje i mojej rodziny zamieniło się w prawdziwą walkę – o moje życie i zdrowie. Walka z tą chorobą oraz o to, co mi zabrała, czyli moją sprawność, jest dla mnie bardzo trudna. Staram się jednak nie poddawać i walczyć każdego dnia, by móc odzyskać zdrowie i normalne funkcjonowanie. Przeszłam dwie operacje usunięcia guza mózgu, radioterapię i chemioterapię. Druga operacja była obarczona bardzo dużym ryzykiem. W jej wyniku doszło do wielu powikłań. Doznałam rozległego porażenia lewej strony ciała. Objawami uszkodzonego układu nerwowego jest padaczka oraz bolesna spastyczność mięśni. Potrzebuję kosztownego, specjalistycznego leczenia, które nie jest dostępne w ramach NFZ. Wydatki związane z leczeniem obejmują między innymi koszty: leków, badań, konsultacji z lekarzami specjalistami oraz rehabilitacji neurologicznej. Nie poddaję się. Mam przed sobą cele: by nowotwór nie powrócił, chcę odzyskać sprawność i wrócić do pracy. Jakie to piękne: być zdrowym, móc wykonywać aktywność zawodową, realizować swoje pasje i marzenia. Człowiek docenia to wszystko, jak to traci... Z wdzięcznością Ania ❤️ Z tego miejsca chciałabym Was wszystkich bardzo zachęcić do zakupu w serwisie Allegro Charytatywni plakatów, ze sprzedaży których całkowity dochód przeznaczony jest na pokrycie kosztów mojego leczenia i rehabilitacji neurologicznej. Allegro Charytatywni wszystkie środki uzyskane ze sprzedaży przelewa bezpośrednio na moją onkozbiórkę. Link do moich plakatów na Allegro Charytatywni: Allegro Charytatywni - plakaty

82 472 zł z 200 000 zł
41%
Elżbieta Zagajska, PŁOUSZOWICE

Na ten moment zawieszam zbiórkę. Dziękuję za wpłaty.

Mam 60 lat, do tej pory byłam szczęśliwą żoną, matką i babcią, spełniałam się zawodowo pracując w PKP PLK S.A. jako główny specjalista. W październiku 2018 roku okazało się, że mam raka jajnika w stadium zaawansowanym (FIGO IIIC C56), brak mutacji w genach BRCA1/BRCA2 . Czy coś zaniedbałam? Nie, co roku dokładne badania. Żadnych wcześniejszych symptomów, badania laboratoryjne w normie. Niestety na tego raka nie ma wczesnych testów. Dopiero laparoskopia wykazała rozmiar klęski. Konieczne było zastosowanie 6 kursów ciężkiej chemioterapii, a po chemii natychmiastowa operacja i po niej następne 3 kursy chemii. Efektem była pełna remisja, brak zmian w tomografii komputerowej, markery w normie. Wydawało się, że bitwa wygrana, ale nie wojna - bo po roku od zakończenia ostatniej chemioterapii (czerwiec 2019) nowotwór powrócił. Obecnie przyjmuję drugą linię leczenia – chemioterapię (znowu 6 kursów ciężkiej chemii). Niestety ten rak w 70% przypadków daje nawroty, a wówczas jest to już choroba śmiertelna. Nadzieją w leczeniu raka jajnika są przełomowe wyniki badania SOLO1 ogłoszone w końcu października 2018 r., dotyczące leku Olaparib. Niestety podlega on refundacji tylko dla pacjentek z mutacją genu BRCA1/2. Ja nie jestem nosicielką mutacji w genach BRCA – co nie pozwala na kwalifikację mnie do terapii Olaparibem finansowanej przez NFZ w ramach Programu Lekowego. Jednakże badania kliniczne II fazy Study 19 dostarczyło dowodów na skuteczność Olaparibu zarówno u pacjentek z mutacją w genach BRCA, jak i u chorych bez tych mutacji. Wykazano istotne wydłużenie czasu przeżycia bez progresji (PFS) w przypadku stosowania leczenia Olaparibem w porównaniu do placebo. Korzyści z leczenia podtrzymującego Olaparibem utrzymują się również długoterminowo: wydłużeniu ulega nie tylko czas do progresji choroby, ale i czas do kolejnej terapii (TFST). Bez refundacji koszt leczenia to ok. 22 000 zł miesięcznie!!! Leczenie Olaparibem wymaga włączenia leku najpóźniej do 8 tygodnia od zakończenia chemii i powinnam otrzymać co najmniej 6-9 cykli terapii. Z uwagi na długotrwałe i kosztowne leczenie mogę samodzielnie sfinansować niecałe 15% kosztów terapii. Jednak wierzę w dobroć ludzi i stąd moja obecność w Onkozbiórce. Cel zbiórki to pozostała część kosztów. Każda wpłata jest szansą na kontynuację mojego leczenia i wyzdrowienie. Wszystkim darczyńcom z całego serca dziękuję.

77 536 zł z 198 000 zł
39%
Małgorzata Jakimowicz-Paluszyńska, Poznań

Walczy o swoje zdrowie i życie dla męża i 2 dzieci

Osiem lat temu byłam w bardzo ważnym momencie mojego życia - spodziewałam się dziecka, wyczekiwanego i upragnionego. Robiłam wiele badań, dbałam o siebie, wszystko z myślą o dziecku. Byłam przeświadczona, że ciąża w sposób naturalny chroni moje zdrowie, więc nie robiłam badań, które nie wiązały się z ciążą, a którym poddawałam się regularnie wcześniej. Jak chyba każda kobieta w tym okresie, myślałam tylko o tym, że rozwija się we mnie nowe, wspaniałe życie, a nie groźna, śmiertelna choroba… Kiedy moja córeczka miała niespełna półtora roku i jeszcze karmiłam ją piersią, wykryłam u siebie guz. USG, biopsja i wynik – rak. Szok, przerażenie, rozpacz. Następnie operacja – mastektomia z węzłami chłonnymi, pół roku ciężkiej chemioterapii i nadzieja, że najgorsze mam już za sobą. Po roku - ból w klatce piersiowej. Wizyty u kolejnych lekarzy, którzy bagatelizują moje obawy. W końcu badanie tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego i wynik – przerzuty do kości – zmiany w mostku i kręgosłupie. Kolejne badania, radioterapia i zmiana leczenia farmakologicznego na drogie, nierefundowane leki. Mijają kolejne tygodnie, a ból w klatce piersiowej i w kręgosłupie utrzymuje się, więc robię badanie PET. Okazuje się, że naświetlania nie zatrzymały zmian rozrostowych, poza tym pojawiła się kolejna zmiana w nodze. Dalsze konsultacje w różnych ośrodkach onkologicznych, również za granicą. Ponownie naświetlania i zmiana leków. Tak mija kolejny rok walki z chorobą, po czym sytuacja stabilizuje się. Aktualnie jestem w trakcie leczenia farmakologicznego, niestety doszło do kolejnej progresji choroby. Trzecia z kolei radioterapia i scenariusz powtarza się, brak efektu zatrzymania choroby. W tej sytuacji, chcąc skutecznie walczyć z chorobą, muszę zdecydować się na nadzwyczaj kosztowną, sięgająca kilkunastu tysięcy miesięcznie terapię lekiem najnowszej generacji. To koszt olbrzymi, bez środków finansowych zbieranych za pośrednictwem fundacji leczenie będzie dla mnie niedostępne. Walczę o swoje zdrowie i życie dla swoich najbliższych, męża, dzieci: 8-letniej córeczki i 18-letniego syna. To jest dla mnie najważniejsze, ale bardzo potrzebuję w tej walce sojuszników. Bez Waszego wsparcia nie będzie to możliwe. Wszystkim tym, którzy chcieliby mi pomóc, jestem bardzo wdzięczna i serdecznie dziękuję.

128 956 zł z 250 000 zł
51%
Joanna Gromnica, Zabrze

Na tą chwilę zawieszam zbiórkę

Mam na imię Joanna i mam 42 lata. Mój syn w tym roku skończył 18 lat. Na początku 2006 roku zdiagnozowano u mnie rzadki rodzaj raka rdzeniastego tarczycy. Usunięto mi tarczycę. Ze względu na przerzuty usunięto mi również centralny układ chłonny. Mój synek miał wtedy 6 lat i wiedział tylko, że Mama choruje. Słowo "rak" nigdy nie padło. Tak minęło prawie 10 lat.. W maju 2015 roku wystąpiła u mnie wznowa i nastąpiły przerzuty do kości. Na konsultacji w Centrum Onkologii poinformowano mnie, o “braku możliwości terapii systemowej”, sugerując jednocześnie podjęcie prób leczenia w trakcie badań klinicznych. Niestety do badań klinicznych nie zostałam zakwalifikowana.Bałam się przyszłości - bałam się też wreszcie powiedzieć synowi, jak poważna jest moja choroba. Ale gdy w końcu dowiedział się o moim raku, byłam pod wrażeniem jego wrażliwości i chęci pomocy. Dopuszczone w Polsce leki na moje schorzenie nie są refundowane przez NFZ i koszty leczenia są bardzo wysokie. Miesięczna terapia kosztuje około 18 000 złotych. Przyjmowanie leku powoduje zatrzymanie rozwijającego się procesu nowotworowego, a chemio i radioterapia są nieskuteczne! Od 2016 roku wciąż "leczę się" tylko paliatywnie. Zmiany w kościach wciąż się pojawiają, ale rygorystyczne warunki badań klinicznych nie pozwalają mi wziąć w nich udziału. Wciąż pracuję, choć mam orzeczenie o niepełnosprawności. Od ponad 20 lat wciąż z tym samym pracodawcą. Praca ma dla mnie terapeutyczny wymiar, przy natłoku obowiązków i zajęć udaje mi się nie myśleć o chorobie. Od tych myśli odrywa mnie też syn. W tym roku skończył 18 lat, snuje plany na przyszłość, szuka swojej ścieżki. Jest dla mnie ogromną pomocą. Proszę o każdą pomoc w mojej walce z rakiem, za którą serdecznie dziękuję.

49 563 zł z 180 000 zł
27%
Anna Majchrzycka, Legionowo

Chcę żyć dla dzieci, męża i cieszyć się każdym nowym dniem!

Witaj, jestem Anna, mam 39 lat, kochającego męża i dwoje małych, cudownych dzieci. 20 grudnia 2016 roku moje życie zmieniło się diametralnie. W tym dniu dostałam w pracy pierwszego ataku padaczki. Dla wszystkich był to ogromny szok. Wezwano karetkę i trafiłam do Szpitala na Bródnie, na oddział neurologiczny. Po wykonaniu tomografii i rezonansu magnetycznego otrzymałam przerażającą wiadomość: guz mózgu. Miał być ŁAGODNY… 12 stycznia tego roku przeszłam operację, podczas której wycięto guz. 4 tygodnie później wynik histopatologii wykazał, że mam glejaka w IV stadium. Od 2 marca stosuję radioterapię w Szpitalu w Wieliszewie, a od 22.03.2017 chemioterapię Temodalem. Przyjmowanie błędnie dobranych leków przeciwpadaczkowych uniemożliwiło mi w jednej chwili rozpoczęcie chemioterapii i radioterapii, ze względu na zbyt wysokie próby wątrobowe. Jednak wiem, że takie leczenie to za mało. Dlatego proszę Państwa o wsparcie finansowe, by móc wrócić do mojej kochanej rodziny, do zdrowia, do mojego życia. Z góry dziękuję za okazaną pomoc i wsparcie. Anna

69 519 zł z 200 000 zł
34%
Katarzyna Marzec, Toruń

Największe marzenie - kolejny dzień życia

Nazywam się Kasia Marzec, mam 46 lat, mieszkam i pracuję w Toruniu. Do końca lipca 2025 wiodłam, wydawało się, "nudne" życie - praca, dom, inne obowiązki. Ile bym dała za tamten czas... to chyba wie tylko osoba mierząca się z chorobą onkologiczną, w moim przypadku glejakiem, limitującą dany nam czas. Żeby za bardzo się nie roztkliwiać - konkrety: lipiec 2025 - zaczęły się niepokojące objawy, m.in problemy z utrzymaniem równowagi sierpień 2025 - badania i diagnoza: najprawdopodobniej nowotwór mózgu wrzesień 2025 - diagnoza ostateczna: nowotwór złośliwy Glioblstoma IDH wildtyp ( G4) październik/początek grudnia 2025 - radioterapia; z uwagi na współistniejące choroby, które ujawniły się w trakcie leczenia, niemożliwe było i jest podanie chemii; kolejna próba 16.01 b.r. Do tego czasu koszty związane z leczeniem pokrywałam sama oraz z pomocą rodziny, koleżanek i kolegów z pracy, za co będę im dozgonnie wdzięczna 🤎 Jednak walka z glejakiem i podjęcie dalszej terapii przekracza nasze możliwości finansowe. Zapewne będzie się to wiązało z kontynuacją leczenia poza granicami kraju, a prawa ekonomii są bezwzględne. Dlatego zwracam się do Was, Znajomi i Nieznajomi, z prośbą o wsparcie mnie w tej walce. Ja ze swej strony mogę obiecać, że ani złotówka nie zostanie zmarnowana i będę walczyła, ile sił starczy! Każdy darowany dzień jest dla mnie na wagę złota. DZIĘKUJĘ za każdą wpłatę, udostępnienie, słowo otuchy. Kasia

12 854 zł z 150 000 zł
8%
Maciej Wołoszyn, Legionowo

Ratujmy Maćka!!!

Aktualizacja 15.01.2026 Od dziś mamy konkretny cel - leczenie ostatniej szansy, bez którego Maciek nie przetrwa tej ciężkiej walki - NIEREFUNDOWANE leki. których miesięczny koszt przekracza 60 tys. zł!!! Przenieśliśmy dziś Maćka do Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Curie-Skłodowskiej w Warszawie, gdzie pod opieką profesora o wielkim sercu Maciek dostał nadzieję... Okażcie proszę także wielkie serce 💓 i wesprzyjcie Go w tej ciężkiej walce. Jeszcze niedawno Maciek był szczęśliwym, kochającym mężem i ojcem, bratem, kumplem i po prostu chciał realizować swoje cele, pasje i marzenia. Tych ostatnich nie ma za dużo - uwielbia podróże, góry i muzykę. Zawsze skromny, zdyscyplinowany i perfekcyjny w tym co robi. Nie ma wielkich wymagań, chce żyć... a ma dopiero 44 lata. Świat zawalił się Maćkowi i naszej całej rodzinie zaledwie rok temu, w grudniu 2024 roku. Dzień przed Sylwestrem Maciek dostał diagnozę, z której wynikało: rak nerki z przerzutami do kości. Rozpoczęła się walka z czasem: najpierw operacja usunięcia nerki i zajętych węzłów chłonnych, a potem długie i wyczerpujące leczenie przerzutów rozsianych po wszystkich praktycznie kościach. O powrocie do aktywności zawodowej nie było mowy. Jednak Maciek się nie poddawał, twardo znosił ciężką terapię, w efekcie której bardzo mozolnie zaczęła następować poprawa - zaczął wracać do umiarkowanej aktywności, jeździł już samodzielnie samochodem (choć zawsze w gorsecie i z kulami pod ręką), na jego twarz coraz częściej wracał uśmiech, którego źródłem była zawsze NADZIEJA. W grudniu 2025 r. Maćka i nasz świat ponownie się załamał: wróciły bardzo silne bóle, a wyniki badań krwi z dnia na dzień stawały się gorsze. Jego jedyną przestrzenią do życia w małym mieszkaniu stała się utarta ścieżka z łóżka do łazienki. Nawet tak krótką drogę pokonywał z ogromnym trudem i bólem... Święta Bożego Narodzenia upłynęły nam już w atmosferze przygnębienia i smutku. 31 grudnia zawieźliśmy Maćka na planowaną wizytę do szpitala, podczas której dostał natychmiastowe skierowanie na oddział szpitalny. Dotychczasowe leczenie nowotworu zostało zakończone z uwagi na zagrożenie życia, a Maciek obecnie walczy o przetrwanie, leżąc przykuty do szpitalnego łóżka. Nie wiemy, co go czeka, rozpaczliwie szukamy pomocy gdzie tylko to jest możliwe, nawet za granicą. Chcemy spróbować nawet nierefundowanych linii terapeutycznych, potrzebna jest dodatkowa specjalistyczna diagnostyka, wszystko to w celu ratowania jego życia. Na to wszystko niezbędne są znaczne środki, których nie mamy i w tym celu postanowiliśmy zorganizować zbiórkę. Dajmy Maćkowi jeszcze zobaczyć z bliska ukochane góry i zagrać na gitarze...

61 616 zł z 200 000 zł
30%