Zbiórki

Elżbieta Zagajska, PŁOUSZOWICE

Na ten moment zawieszam zbiórkę. Dziękuję za wpłaty.

Mam 60 lat, do tej pory byłam szczęśliwą żoną, matką i babcią, spełniałam się zawodowo pracując w PKP PLK S.A. jako główny specjalista. W październiku 2018 roku okazało się, że mam raka jajnika w stadium zaawansowanym (FIGO IIIC C56), brak mutacji w genach BRCA1/BRCA2 . Czy coś zaniedbałam? Nie, co roku dokładne badania. Żadnych wcześniejszych symptomów, badania laboratoryjne w normie. Niestety na tego raka nie ma wczesnych testów. Dopiero laparoskopia wykazała rozmiar klęski. Konieczne było zastosowanie 6 kursów ciężkiej chemioterapii, a po chemii natychmiastowa operacja i po niej następne 3 kursy chemii. Efektem była pełna remisja, brak zmian w tomografii komputerowej, markery w normie. Wydawało się, że bitwa wygrana, ale nie wojna - bo po roku od zakończenia ostatniej chemioterapii (czerwiec 2019) nowotwór powrócił. Obecnie przyjmuję drugą linię leczenia – chemioterapię (znowu 6 kursów ciężkiej chemii). Niestety ten rak w 70% przypadków daje nawroty, a wówczas jest to już choroba śmiertelna. Nadzieją w leczeniu raka jajnika są przełomowe wyniki badania SOLO1 ogłoszone w końcu października 2018 r., dotyczące leku Olaparib. Niestety podlega on refundacji tylko dla pacjentek z mutacją genu BRCA1/2. Ja nie jestem nosicielką mutacji w genach BRCA – co nie pozwala na kwalifikację mnie do terapii Olaparibem finansowanej przez NFZ w ramach Programu Lekowego. Jednakże badania kliniczne II fazy Study 19 dostarczyło dowodów na skuteczność Olaparibu zarówno u pacjentek z mutacją w genach BRCA, jak i u chorych bez tych mutacji. Wykazano istotne wydłużenie czasu przeżycia bez progresji (PFS) w przypadku stosowania leczenia Olaparibem w porównaniu do placebo. Korzyści z leczenia podtrzymującego Olaparibem utrzymują się również długoterminowo: wydłużeniu ulega nie tylko czas do progresji choroby, ale i czas do kolejnej terapii (TFST). Bez refundacji koszt leczenia to ok. 22 000 zł miesięcznie!!! Leczenie Olaparibem wymaga włączenia leku najpóźniej do 8 tygodnia od zakończenia chemii i powinnam otrzymać co najmniej 6-9 cykli terapii. Z uwagi na długotrwałe i kosztowne leczenie mogę samodzielnie sfinansować niecałe 15% kosztów terapii. Jednak wierzę w dobroć ludzi i stąd moja obecność w Onkozbiórce. Cel zbiórki to pozostała część kosztów. Każda wpłata jest szansą na kontynuację mojego leczenia i wyzdrowienie. Wszystkim darczyńcom z całego serca dziękuję.

77 613 zł z 198 000 zł
39%
Anna Majchrzycka, Legionowo

Chcę żyć dla dzieci, męża i cieszyć się każdym nowym dniem!

Witaj, jestem Anna, mam 39 lat, kochającego męża i dwoje małych, cudownych dzieci. 20 grudnia 2016 roku moje życie zmieniło się diametralnie. W tym dniu dostałam w pracy pierwszego ataku padaczki. Dla wszystkich był to ogromny szok. Wezwano karetkę i trafiłam do Szpitala na Bródnie, na oddział neurologiczny. Po wykonaniu tomografii i rezonansu magnetycznego otrzymałam przerażającą wiadomość: guz mózgu. Miał być ŁAGODNY… 12 stycznia tego roku przeszłam operację, podczas której wycięto guz. 4 tygodnie później wynik histopatologii wykazał, że mam glejaka w IV stadium. Od 2 marca stosuję radioterapię w Szpitalu w Wieliszewie, a od 22.03.2017 chemioterapię Temodalem. Przyjmowanie błędnie dobranych leków przeciwpadaczkowych uniemożliwiło mi w jednej chwili rozpoczęcie chemioterapii i radioterapii, ze względu na zbyt wysokie próby wątrobowe. Jednak wiem, że takie leczenie to za mało. Dlatego proszę Państwa o wsparcie finansowe, by móc wrócić do mojej kochanej rodziny, do zdrowia, do mojego życia. Z góry dziękuję za okazaną pomoc i wsparcie. Anna

70 452 zł z 200 000 zł
35%
Joanna Gromnica, Zabrze

Na tą chwilę zawieszam zbiórkę

Mam na imię Joanna i mam 42 lata. Mój syn w tym roku skończył 18 lat. Na początku 2006 roku zdiagnozowano u mnie rzadki rodzaj raka rdzeniastego tarczycy. Usunięto mi tarczycę. Ze względu na przerzuty usunięto mi również centralny układ chłonny. Mój synek miał wtedy 6 lat i wiedział tylko, że Mama choruje. Słowo "rak" nigdy nie padło. Tak minęło prawie 10 lat.. W maju 2015 roku wystąpiła u mnie wznowa i nastąpiły przerzuty do kości. Na konsultacji w Centrum Onkologii poinformowano mnie, o “braku możliwości terapii systemowej”, sugerując jednocześnie podjęcie prób leczenia w trakcie badań klinicznych. Niestety do badań klinicznych nie zostałam zakwalifikowana.Bałam się przyszłości - bałam się też wreszcie powiedzieć synowi, jak poważna jest moja choroba. Ale gdy w końcu dowiedział się o moim raku, byłam pod wrażeniem jego wrażliwości i chęci pomocy. Dopuszczone w Polsce leki na moje schorzenie nie są refundowane przez NFZ i koszty leczenia są bardzo wysokie. Miesięczna terapia kosztuje około 18 000 złotych. Przyjmowanie leku powoduje zatrzymanie rozwijającego się procesu nowotworowego, a chemio i radioterapia są nieskuteczne! Od 2016 roku wciąż "leczę się" tylko paliatywnie. Zmiany w kościach wciąż się pojawiają, ale rygorystyczne warunki badań klinicznych nie pozwalają mi wziąć w nich udziału. Wciąż pracuję, choć mam orzeczenie o niepełnosprawności. Od ponad 20 lat wciąż z tym samym pracodawcą. Praca ma dla mnie terapeutyczny wymiar, przy natłoku obowiązków i zajęć udaje mi się nie myśleć o chorobie. Od tych myśli odrywa mnie też syn. W tym roku skończył 18 lat, snuje plany na przyszłość, szuka swojej ścieżki. Jest dla mnie ogromną pomocą. Proszę o każdą pomoc w mojej walce z rakiem, za którą serdecznie dziękuję.

49 705 zł z 180 000 zł
27%
Kamila KOWALSKA, Bierzyce

Terapia nowotworowa

Witam Was serdecznie, mam na imię Kamila. Jestem szczęśliwą żoną i mamą trójki wspaniałych dzieci: Szymonka (10 lat), Zuzi (8 lat) i Michasia (7 lat). To właśnie oni są całym moim światem. Codzienność z nimi – pełna śmiechu, przytulania, szkolnych historii i wspólnych wieczorów – to dla mnie największy skarb. W sierpniu ubiegłego roku usłyszałam słowa, które zatrzymały czas: „nowotwór trzustki z przerzutami do wątroby”. Nagle wszystko się zmieniło. Życie, które płynęło swoim rytmem, zostało zatrzymane jednym zdaniem. Przeszłam już trzy chemioterapie. Niestety, organizm nie pozostał na nie obojętny – uszkodzone zostały serce i szpik kostny. Choć wielu lekarzy mówiło mi, że nie ma już szans na wyleczenie i proponowali tylko chemię paliatywną, pojawiła się nadzieja. Profesor, który uwierzył, że można podjąć walkę – że jest jeszcze operacja, że można próbować dalej. Nie poddam się. Nie mogę. Mam dla kogo żyć. Dla mojej rodziny, dla dzieci, które codziennie pytają: „Mamusiu, będzie dobrze?” I ja im odpowiadam: „Tak, kochanie, będzie dobrze. Będziemy walczyć”. Z całego serca dziękuję każdemu, kto jest ze mną, kto trzyma za mnie kciuki, kto wspiera – dobrym słowem, modlitwą, pomocą. Ta walka jest trudna, ale wiara, nadzieja i miłość dają mi siłę.

66 499 zł z 200 000 zł
33%
KRYSTYNA NIEGOWSKA, Koszalin

Zakup nierefundowanego leku na leczenie uzupełniające

W kwietniu 2024 r. zdiagnozowano u mnie nowotwór piersi złośliwy. Jestem w trakcie leczenia onkologicznego, przeszłam bardzo ciężką chemioterapię, operację i radioterapię. Aktualnie jestem w trakcie terapii hormonalnej. Jednocześnie powinnam stosować terapię lekiem, który może powstrzymać nawrót choroby. Niestety ten lek nie jest refundowany, a jego koszt jest bardzo wysoki, leczenie przez okres 2 lat to około 150 000 zł. Taka kwota przerasta moje możliwości finansowe. Mam kochającą rodzinę: męża i córkę. Chciałabym razem z nimi żyć w zdrowiu. Bardzo lubię przyrodę, ogród i zwierzęta. Dlatego bardzo proszę o wsparcie finansowe, które umożliwi dalsze kontynuowanie mojego leczenia.

5 000 zł z 150 000 zł
3%
Dorota Dobosz, Kraków

Twoja niewielka pomoc może znaczyć dla mnie tak wiele

Dzień dobry, z tej strony Dorota. Wiosna ubiegłego roku była czasem, gdy moje życie stanęło pod znakiem zapytania - zachorowałam na raka piersi potrójnie ujemnego. Przetrwałam pełną chemioterapię oraz mastektomię z jednoczesną rekonstrukcją piersi z implantem. Odpowiedź na leczenie była patologicznie całkowita - to znaczy wyleczona! Niestety, jak się okazało, wszystko co dobre, szybko się kończy - pół roku później, mimo czujności, nastąpiła wznowa miejscowa. Ta wiadomość zupełnie mnie przybiła. Byłam załamana, a nad moją rodziną ponownie pojawiły się czarne chmury. By móc dalej dla nich żyć, potrzebuję prosić Państwa o pomoc. Chciałabym jeszcze kiedyś móc, bez choroby i bólu związanego z wyniszczającą chemią, spędzić z nimi czas bez zmartwień i strasznych myśli z tyłu głowy. Lek dałby na to dużą szansę, dlatego liczę, że rozważą Państwo wsparcie mojej zbiórki. Obecnie przyjmuję co tydzień chemioterapię, w planie jest 16 wlewów. W całej tej sytuacji, która jest dla mnie bardzo trudna, mam ogromną pomoc i wsparcie w osobach dwóch znakomitych onkolożek, które szukają możliwości najlepszej terapii, potem czeka mnie następna operacja i kontynuacja leczenia. Po konsultacji w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie zadecydowano o immunoterapii lekiem, który znamiennie zwiększa szanse na radykalne wyleczenie choroby nowotworowej. Planowane jest też leczenie uzupełniające, które wpływa na odległe wyniki leczenia. Lek ten jest stosowany w Unii Europejskiej w kuracji raka piersi, ale w Polsce - nie jest refundowany. Niestety nie stać mnie na zakup tego leku samodzielnie, potrzebuję co najmniej 10 dawek. Jedna dawka kosztuje ponad 15 000 złotych, dlatego zwracam się do Ciebie z prośbą o wsparcie w zakupie. Lek ten należy włączyć do terapii, którą już rozpoczęłam, jak najszybciej. Kluczową rolę gra tu czas. Zawsze starałam się pomagać innym w miarę swoich możliwości, teraz sama jestem w potrzebie. Na obrazku widać naszą ukochaną kotkę, którą udało się wyleczyć z choroby serca. Ciekawe, czy i ja dostanę szansę na skuteczne leczenie? Dziękuję wszystkim ludziom dobrej woli za wsparcie! Dorota

13 188 zł z 160 000 zł
8%
Katarzyna Madejek, Gorzów Wielkopolski

Pomoc na walkę z rakiem

Moje życie do 24.12.24 roku biegło spokojnie. Przez 58 lat prowadziłam spokojny i poukładany tryb życia. Mam dobrego syna i męża oraz swoich kochanych rodziców, którzy teraz są już po 80-tce. Prowadziłam sklepik ze starociami, który był moim oczkiem w głowie. I tak życie biegło z dnia na dzień do Wigilii, o którejpo prostu zapomniałam... Po wizycie w szpitalu musiałam tam zostać i to był pierwszy raz bez opłatka, prezentów i życzeń. Moja rodzina w tym dniu została nagle sama, bez uprzedzenia, w pustym domu. A ja przeszłam badania i diagnozę: guz mózgu. Potrzebna była natychmiastowa operacja. Operacja się udała, teraz czeka mnie 6 tygodni radio i chemioterapii. Muszę dać radę dla tych, których kocham nad życie i wiem, że jest im smutno, ale nie tracą nadziei, wspierając mnie. Moja bezsilność jest straszna, ale będę walczyć. Są nowe metody leczenia nierefundowanego przez NFZ i mam nadzieję i głęboko w to wierzę, że dla tych, których kocham, tę walkę wygram. Z góry dziękuję za okazane wsparcie. Gdy wyzdrowieję, postaram się ten dług spłacić, pomagając innym.

1 526 zł z 150 000 zł
1%
Teresa Nawrot, Tarnowo Podgórne

Przecieram szlak (rak ACC)

Mam na imię Teresa, w 2010 roku zdiagnozowano u mnie raka gruczoło-torbielowatego tchawicy i oskrzeli z przerzutami do płuc: Adenoid Carcinoma Cysticum.Nie bądź sędzią. Błagam, ratuj mnie! Od początku choroby mierzę się z brakiem danych w naszym systemie lecznictwa o tej chorobie, a tym samym brakiem pomysłów, jak do tego wszystkiego podejść.Na ogólnoświatowej liście prowadzonej przez Amerykańską Fundację ACCRF wskazującą lekarzy specjalizujących się w leczeniu raka gruczołowo-torbielowatego Adenoic Carcinoma Cysticum, brak pozycji z Polski... Stąd tytuł zbiórki dla mnie - "Przecieram szlak", by ewentualni chorzy w przyszłości natrafiali w dokumentacjach medycznych z polskiej bazy na mój ślad i nigdy nie usłyszeli tego co ja, że nie da się nic zrobić. Pierwszy lekarz, który objął mnie opieką, leczył mnie na astmę oskrzelową, plułam krwią, dostając jedynie wziewy i tabletki na kaszel. Kiedy się okazało, że to rak i na dodatek nieznany, kolejny lekarz prowadzący powiedział, że nic się nie da zrobić.Z tej beznadziei udało mi się wyrwać z pomocą profesora Tadeusza Orłowskiego, który usunął zmienione nowotworowo rozgałęzienie tchawiczo-oskrzelowe i mówiąc obrazowo, zacerował je jak skarpetę. Potem usunął mi fragmenty guzów z płuc. Następnie poddana zostałam immunoterapii, jednak jak się okazuje nieskutecznej w przypadku tego raka. Mijały lata, żyłam normalnie, zapomniałam o swojej chorobie, choć ta się po cichu rozwijała. Regularnie się kontrolowałam, przeszłam jedną chemioterapię, ostatnio drugą, po której nastąpiła progresja choroby. W międzyczasie radioterapia, nie zapominając o wszystkim, co robiłam w miarę moich możliwości, tj. zioła, napary, modlitwa. Zresztą od niej zaczęło się moje świadome życie w chorobie, pojechałam do grobu Św. Rity, patronki kobiet w sprawach beznadziejnych. No ale czas leci. Moja ostatnia doktor prowadząca powiedziała mi, że na mojego raka nie ma lekarstwa i nie mogę się do niej dodzwonić. Szukam pomocy w Centrum Onkologii w Warszawie i Poznaniu, jednak czuję, że system mnie wypycha. Mam 69 lat, trzech synów, pięcioro wnucząt. Synowie wspierają mnie w finansowaniu dotychczasowego leczenia, ale jesteśmy zwykłymi ludźmi i bez Waszej pomocy nie damy rady... Zmieniona operacyjnie i poradiologicznie tchawica, z naciekami nowotworu nie pozwala mi normalnie oddychać. Zanikam.Potrzebuję terapii celowanej molekularnie (inhibitory kinazy tyrozynowej TKI). Obejmuje ona dwa nierefundowane leki, na które zbieram pieniążki za pomocą Alivii i proszę Was o wsparcie. Koszt terapii to 30 tysięcy złotych miesięcznie. Zbieram na półroczną terapię, o nic więcej nie proszę. Nigdy o nic nikogo nie prosiłam... Ściskam serdecznie, życząc Wam zdrowia i wiary,Tereska

1 175 zł z 150 000 zł
0%
Barbara Skrzyniarz, Warszawa

Chciałabym jeszcze pożyć…

Cześć, mam na imię Barbara, choć moje prawnuki powiedziałyby, że Basia. Dwa lata temu, kiedy moja wnuczka była na końcówce drugiej ciąży z moją prawnusią, trafiłam do Szpitala Wolskiego z zapaleniem płuc. Nikt wtedy nie spodziewał się, że sytuacja jest na tyle poważna, że kilka dni później wyląduję na OIOMie pod respiratorem walcząc o życie. Miałam w ponad 90% niewydolne płuca. Wtedy lekarze nie dawali mi żadnych szans. W Wigilię 2023 moja rodzina usłyszała, że nie ma już dla mnie ratunku, a medycyna wobec mojego przypadku jest bezradna. Stało się jednak inaczej. Moja wola życia okazała się silniejsza niż prognozy lekarzy. W Sylwestra '23/'24 zostałam wybudzona ze śpiączki. Niestety wspomnieniem po OIOMie była polineuropatia stanu krytycznego. Z osoby aktywnej zawodowo, stałam się osobą leżącą. Przeszłam długą i bardzo ciężką rehabilitację, aby wstać z łóżka i móc o balkoniku biegać z moim - dziś - prawie 12-letnim prawnukiem i 2-letnią prawnuczką. Kiedy czułam, że wychodzę na prostą, zaczęły się dziwne objawy - opadłam z sił, mdlałam, pojawiły się wymioty i bardzo złe samopoczucie. Karetka bywała u mnie coraz częściej bagatelizując moje objawy, zwalając je na wiek, na ilość przyjmowanych po historii sprzed dwóch lat leków. W końcu 30.12.2025 roku, po kolejnej interwencji karetki, trafiłam ponownie do Szpitala Wolskiego. Tam, po wykonaniu badań, zostałam natychmiast przetransportowana do Szpitala Klinicznego im. Dzieciątka Jezus przy ul. Lindleya na Oddział Urologiczny - moje nerki przestały działać. Zostały wyłonione mi obustronne nefrostomie, a ja otrzymałam kolejną druzgocącą diagnozę - rak szyjki macicy w III stadium z naciekami do przydatków i macicy. Niewydolność nerek jest konsekwencją mojego nowotworu. Trafiłam pod wspaniałą opiekę Profesora w Szpitalu im. Księżnej Anny Mazowieckiej przy ul. Karowej. Nowotwór jest tak zaawansowany, że nie da się go zoperować. Za mną biopsja, przede mną długie i trudne leczenie. Kolejna walka o życie. A ja bym chciała jeszcze pożyć… Dla córki, wnuczki i prawnuków. Chciałabym patrzeć, jak moje prawnuki dorastają dostarczając mi kolejnych radości i wzruszeń. Moje możliwości finansowe są jednak ograniczone, a koszty aktualnych leków i kolejnych, które wkrótce zacznę przyjmować, worków nefrostomiinych, konsultacji lekarskich, jak również suplementów, aby moja forma nie pogarszała się, bardzo wysokie. Dlatego właśnie z ogromną pokorą i nadzieją zwracam się do Państwa z prośbą o pomoc. I za każdą, nawet najdrobniejszą wpłatę, z całego serca dziękuję.

796 zł z 150 000 zł
0%
Kinga Wójcik, Grabiny

Zbiórka na lek

Nazywam się Kinga Wójcik, mam 38 lat. Jestem mężatką od 17 lat. Kocham życie, ludzi, zwierzęta i świat. Mam marzenia i plany jak większość z nas. Nigdy nie myślałam i nic nie zapowiadało, że będę musiała prosić kiedykolwiek kogokolwiek o wsparcie finansowe. I nie do końca dowierzam, że to robię. Ale widziałam na podobnych zbiórkach, że są na tym świecie dobrzy, empatyczni ludzie, którzy jeśli tylko mają możliwość, pomagają. Widziałam na własne oczy, że dzieją się cuda na takich zbiórkach. Liczę na taki cud. Nie dla siebie, ale dla swojej rodziny i bliskich. Bo tylko dla nich i z ich powodu chcę dalej żyć. Dla męża, siostry, mojej najukochańszej i jedynej siostrzenicy, która ma obecnie prawie 3 lata - bardzo chciałabym zobaczyć, jak dorasta - oraz mamy. Niestety w czerwcu 2025 r. dowiedziałam się, że mam złośliwy nowotwór piersi HER2 dodatni, agresywny. Przeszłam 6 cykli chemioterapii przedoperacyjnych, mastektomię piersi i usunięcie kilkunastu węzłów chłonnych, później radioterapię i immunoterapię uzupełniającą. Po zakończeniu leczenia w czerwcu 2026 r. diagnoza: remisja. Radość i nadzieja? Tak, ale bardzo ostrożna, ponieważ to choroba nieprzewidywalna. Niestety 2 miesiące później w sierpniu poranne bóle głowy coraz silniejsze. Po 4 dniach wizyta u onkologa, skierowanie na izbę przyjęć, tomografia głowy, guz w mózgu 3,5 cm x 3,7 cm x 2,7 cm. Operacja usunięcia, wynik histopatologiczny: przerzut z piersi. Obecnie nie kwalifikuję się do podania refundowanego leku, którego tak bardzo potrzebuję, ponieważ nie spełniam jednego z kryteriów. Chodzi o trastuzumbab derukstekan (Enhertu) - nowoczesny lek celowany na ten konkretny podtyp nowotworu, który daje bardzo dobre rezultaty w leczeniu, jeśli jest szybko wdrożony. Łączy przeciwciało blokujące receptor HER2 z silną substancją chemioterapeutyczną, co pozwala niszczyć komórki nowotworowe przy mniejszym uszkodzeniu zdrowych tkanek. Stosuje się go w leczeniu zaawansowanego raka piersi, żołądka oraz innych guzów litych z obecnością białka HER2. Leczenie będzie polegało na podaniu 10 cykli w odstępach co 3 tygodnie. Koszt takiego leku i jego jednorazowego podania to ok. 15 000 zł. Cała terapia to koszt 150 000 zł, który niestety nas przerasta. Liczy się dla mnie każda nawet najmniejsza pomoc. I przede wszystkim liczy się czas - nie chcę czekać aż pojawią się kolejne przerzuty. Chcę zawalczyć nie dla siebie, tylko dla swojej rodziny ibliskich. Kocham ich i chcę to zrobić dla nich. To jeszcze nie czas na umieranie. Nie chcę już spełniać marzeń i realizować planów. Chcę tylko być dla nich i cieszyć się ich obecnością. Tyle wystarczy mi do szczęścia. Dzięki zbiórce będę miała szansę na to życie. Proszę o każde wsparcie w walce z tym nierównym przeciwnikiem. Dziękuję!

220 zł z 150 000 zł
0%
Jolanta Kubikowska, Zaborów

Wsparcie w leczeniu onkologicznym

Moje plany marzenia i pasje legły w gruzach, kiedy dowiedziałam się że jestem śmiertelnie chora na nowotwór złośliwy piersi. Jestem zrozpaczona, nie mam siły, ale muszę walczyć o swoje zdrowie dla mojej córki... Koszty codziennych wydatków związanych z leczeniem przekraczają moje dochody, dlatego bardzo proszę o wsparcie nie tylko finansowe, ale też duchowe. Serdecznie dziękuję.

180 zł z 150 000 zł
0%
Iwona Salamenta, Warszawa

Iwona - terapia celowana

Mam na imię Iwona. Od 3 lat zmagam się z nowotworem złośliwym jelita grubego z przerzutami do otrzewnej. Mam za sobą 3 przebyte operacje i 30 wlewów chemii. W dniu, kiedy usłyszałam diagnozę, nagle świat się zatrzymał.W jednej chwili codzienność zmieniła się w walkę o życie, zdrowie ikażdy kolejny dzień. Choroba jest poważna, ale nie chcę się poddać. Mam szansę na dalsze leczenie, które może zahamować rozwój nowotworu, poprawić mój stan zdrowia. Obecnie potrzebuję środków na nowoczesne leczenie onkologiczne - terapię celowaną molekularnie oraz immunoterapię. To jest dla mnie realna szansa na dalszą walkę z chorobą i wyzdrowienie. Niestety leczenie, którego potrzebuję, nie jest refundowane w Polsce, a jego koszt przekracza moje możliwości finansowe. Dotychczas starałam się być osobą, która pomaga innym. Dziś ja proszę o pomoc. Z całego serca dziękuję każdej osobie, która zdecyduje się być ze mną w tych trudnych chwilach ❤️

0 zł z 150 000 zł
0%