Zbiórki

Krzysztof Płóciennik, Łódź

Pokonać glejaka

Cześć! Mam na imię Krzysiek i mam 39 lat. W grudniu 2019 zostałem poddany operacji. Po dwóch tygodniach otrzymałem wynik, którego, powiem szczerze, nie spodziewałem się: GLEJAK WIELOPOSTACIOWY IV STOPNIA. Najwyższy stopień złośliwości. Jest to najbardziej agresywny i najbardziej złośliwy ze wszystkich guzów. Czekam na badanie rezonansu, który ma odbyć się niebawem, czy mam wznowę, czy też nie. Obstawiam oczywiście tę 2 z wersji. Wspólnie z rodziną znaleźliśmy informacje na temat leczenia guzów mózgu za pomocą terapii NanoTherm w Niemczech i w Polsce w Klinice w Lublinie, która może przedłużyć mi życie i wpłynąć na spowolnienie procesu odrastania guza. Terapia ta działa na guzy od wewnątrz i może być ona stosowana jako monoterapia lub być łączona z chemioterapią i radioterapią w celu wzmocnienia skuteczności tych metod leczenia. Terapia NanoTherm® polega na wstrzyknięciu do guza płynu o właściwościach magnetycznych, który następnie rozgrzewany jest za pomocą bardzo szybko zmieniającego się pola magnetycznego. W wyniku działania powstałego ciepła komórki nowotworowe zostają zniszczone lub uwrażliwione na dalsze metody leczenia, takie jak radioterapia i chemioterapia, dzięki czemu ich skuteczność wzrasta. Niestety terapia nie jest na chwilę obecną refundowana przez NFZ. Szacowany koszt leczenia/zabiegu to około 200.000 PLN. Glejak wielopostaciowy IV stopnia to wyrok śmierci.

26 988 zł z 200 000 zł
13%
Yuliia Havrylina, Gliwice

Proszę o pomoc

Dzień dobry, mam na imię Yuliia, mam 40 lat. Jestem żoną i matką trójki dzieci: 11, 5 і 2 lata. Niestety, 1 lipca zdiagnozowano u mnie raka piersi in situ (raka nieinwazyjnego), a 1 sierpnia przeszłam mastektomię. Jednak po otrzymaniu wyników histologii okazało się, że to rak inwazyjny, a guz miał już 3,5 cm. To niehormonalny typ raka z HER+++, co oznacza, że jest jednym z najbardziej agresywnych, szybko rosnących i dających przerzuty. Istnieją specjalne leki na ten typ raka, które blokują receptor HER. Aby móc żyć i wychowywać dzieci, potrzebuję 18 dawek nierefundowanego dla mnie leku, co kosztuje około 150 000 złotych. Nasza rodzina nie ma takich pieniędzy. Proszę o pomoc. Pomóżcie mi przetrwać i być przy mojej rodzinie. Będę bardzo wdzięczna za każde wsparcie.

4 620 zł z 180 000 zł
2%
Łukasz Hoffa, Pniewy

Pomóżcie mi wygrać walkę. Z Waszą pomocą to się uda!

Cześć, mam na imię Łukasz i mam 35 lat. Chciałbym Wam opowiedzieć historię, od której zaczęła się moja walka o zdrowie. We wrześniu zeszłego roku straciłem przytomność i trafiłem do szpitala, gdzie po wstępnych badaniach lekarze stwierdzili, że przyczyną tego była chwilowa utrata świadomości, bez konkretnych powodów. Wróciłem więc spokojnie do domu i cieszyłem się życiem. Mój spokój nie trwał długo... Po trzech tygodniach sytuacja się powtórzyła. Trafiłem wtedy do jednego z poznańskich szpitali, gdzie po wykonaniu wszelkich badań, w tym też tomografii komputerowej okazało się, że w mojej głowie znajduje się guz. Był szok, niedowierzanie - dlaczego ja? Po konsultacji lekarskiej dowiedziałem się że guz jest operacyjny i można go usunąć. Tak też 21 listopada 2019 roku odbyła się operacja usunięcia guza. Przebiegła bez żadnych powikłań. Czułem się bardzo dobrze. Myślałem, że wygrałem walkę. Niestety przyszedł wynik badań histopatologicznych i diagnoza - glejak. Nowotwór o charakterze rozrostowym, niestety złośliwy. Wtedy świat mój i moich bliskich nagle stracił kolory. Znowubył strach i pytania, dlaczego ja? Dlaczego mnie to spotkało, przecież jestem jeszcze młody, silny, pełen pasji, planów i marzeń na przyszłość? Na szczęście w tym całym nieszczęściu mogę liczyć na wsparcie mojej rodziny. Na dzień dzisiejszy przebywam na oddziale radio i chemioterapii w Poznaniu, gdzie przechodzę radykalne leczenie onkologiczne. Ma to trwać 6 tygodni, a potem jeszcze 6-miesięczne leczenie w domu. I na tym kończy się refundowane leczenie w Polsce. Chciałbym skorzystać z wszystkich możliwych metod leczenia, które niestety w większości nie są refundowane w kraju, a dają nadzieję na wyleczenie. Chciałbym podjąć próbę zakwalifikowania się do terapii protonami w Polsce, gdzie od niedawna można to wykonać niestety na zasadach komercyjnych. Gdybym nie miał takiej możliwości w Polsce to są terapie, które odbywają się w Niemczech i są skuteczne. To np. terapia immunologiczna w klinice w Kolonii lub terapia Nanotherm firmy Magforce. Niestety koszt takiej terapii to ok. 60 000 euro, a czas trwania 6 miesięcy. Koszty takich terapii alternatywnych są bardzo wysokie i nieosiągalne dla mnie i mojej rodziny, dlatego tak bardzo ważna jest dla mnie Wasza pomoc. Każda nawet najmniejsza wpłata przybliży mnie do możliwości skorzystania z dodatkowego leczenia. Chciałbym zwalczyć tego potwora i cieszyć się każdą kolejną chwilą spędzoną z rodziną. Dlatego już teraz zaczynam zbierać pieniądze i wiem, że z Waszą pomocą się to uda. Dziękuję Wam z całego serca! Dobro powraca! ŁUKASZ

23 213 zł z 200 000 zł
11%
Joanna Kołodziej, MIKOŁÓW

Mam marzenia, a największym jest marzenie, aby żyć!

Szanowni Państwo! Nazywam się Joanna Kazuch i tak jak wiele innych kobiet zmagam się z nowotworem piersi. Moja historia: W 2001 roku zdiagnozowano u mnie łagodne zmiany nowotworowe, które cały czas kontrolowałam i konsultowałam z lekarzami. W ciągu ostatnich kilkunastu lat równocześnie zajmowałam się obłożnie chorą Mamą. Opieka pochłonęła wszystkie zgromadzone środki finansowe. W listopadzie 2017 roku mama odeszła, a wraz z jej śmiercią pojawiły się silne emocje związane ze stratą bliskiej osoby. Z początkiem lipca 2018 roku otrzymałam diagnozę – obustronny, złośliwy rak piersi HER 2 +, przy czym każda z piersi jest w innym stanie zaawansowania i wymaga odrębnej terapii. Jestem sama, żyję na własnym utrzymaniu, a mój obecny stan zdrowia uniemożliwia pracę zarobkową. Leczenie i rehabilitacja obejmuje leki, dojazdy do ośrodków zdrowia, wizyty lekarskie. Dlatego też, Szanowni Państwo, zwracam się do Was z prośbą o pomoc. Otrzymana pomoc finansowa byłaby dla mnie dużym wsparciem i pozwoliłaby mi kontynuować dalszy proces leczenia i rehabilitację w Polsce, jak również poza granicami kraju oraz realnie patrzeć w moją przyszłość. Będę wdzięczna za każdą kwotę, którą Państwo zechcą wpłacić. Pomagać w potrzebie to wielka i wspaniała rzecz.

71 340 zł z 250 000 zł
28%
Joanna Trzeszczkowska, Turośń Kościelna

Pilna prośba o wsparcie leczenia immunologicznego

Nazywam się Joanna Trzeszczkowska. Mam 39 lat. Jestem mężatką i mam wspaniałą niespełna czteroletnia córeczkę. W maju tego roku wykryłam na prawej piersi guz. Po szybkiej diagnostyce (miałam wielkie szczęście spotkać na swojej drodze wspaniałych lekarzy) okazało się, że mam nowotwór złośliwy piersi. Diagnoza, którą przedstawili mi lekarze, była dla mnie wielkim szokiem. Nie wierzyłam, że do tej pory pełna życia, zdrowo odżywiająca się, aktywna fizycznie osoba, taka jak ja, mogła zachorować na raka piersi potrójnie ujemnego (G3). Jestem już po pierwszej dawce chemioterapii i docelowo mam ich mieć aż 18. Na miejscu u lekarza onkologa dowiedziałam się, że w moim przypadku wskazana jest immunoterapia podawana jednocześnie z chemioterapią. Niestety w Polsce nie jest ona refundowana dla tych parametrów nowotworu, które ja mam. Najnowsze badania jednoznacznie dowodzą, że immunoterapia jest obecnie strategią terapeutyczną stosowaną w onkologii, która nawet na etapie zaawansowanego procesu nowotworowego może potencjalnie doprowadzić do całkowitego wyleczenia chorego, niezależnie od chemiomożliwości nowotworu. Mąż i moja rodzina bardzo wspierają mnie psychicznie i fizycznie, ale koszt całkowity immunoterapii wraz z obsługą medyczna wynosi około 250000 zł, co finansowo jest dla nas nieosiągalne. Wiem, że są ludzie dobrego serca, dzięki którym będę mogła podjąć to dodatkowe leczenie i wyzdrowieć.

70 780 zł z 250 000 zł
28%
Katarzyna Białoń, Warszawa

Razem z Kasią przeciw rakowi

Mam na imię Kasia. Mam 34 lata i walkę do stoczenia o swoje życie. W maju 2024 roku usłyszałam diagnozę, której nikt w tym wieku nie powinien usłyszeć: zaawansowany, czwarty stopień raka jelita grubego z przerzutami do jajników, wątroby i otrzewnej. Zaawansowany. Agresywny. Rozlany po ciele, które nigdy wcześniej mnie nie zawiodło. Nie, to nie było tak, że coś zlekceważyłam. Przez wiele miesięcy szukałam pomocy. Byłam badana, uspokajana, odsyłana. Słyszałam, że to stres, że wszystko jest w porządku, że mam się nie martwić. A jednak we mnie rosło coś, co z każdym dniem odbierało mi siły. Zamiast odprowadzać córkę do przedszkola i cieszyć się zwyczajnymi dniami, zaczęłam żyć między szpitalem a strachem. Zamiast codzienności – operacje, leczenie, niepewność. Przeszłam już więcej, niż potrafię opisać. Usunięcie jelita, narządów rodnych, wielu zmian nowotworowych. Trzynaście cykli intensywnej chemioterapii. Operację wątroby, w której usunięto siedem przerzutów. A potem – najcięższy etap: operacja cytoredukcyjna i HIPEC, czyli podanie podgrzanej chemioterapii bezpośrednio do jamy otrzewnej podczas otwartej operacji. Teraz, po tym etapie, rozpoczęły się kolejne cykle chemii. Dziś stoję w miejscu, w którym zaczyna się zupełnie inna walka - o dostęp do nowoczesnych badań i konsultacji w ośrodkach zagranicznych. O nadzieję. Potrzebuję wykonać badania, których nie refunduje system – jak test ctDNA (Signatera), który może wykryć pojedyncze komórki nowotworowe we krwi, miesiące wcześniej niż jakiekolwiek inne badanie. Jedno takie badanie kosztuje sześć tysięcy złotych, a trzeba je wykonywać co trzy miesiące. Do tego dochodzą koszty konsultacji w zagranicznych ośrodkach – dziesiątki tysięcy złotych. To wszystko przekracza moje możliwości. Zawsze wspierałam takie zbiórki, gdy byłam zdrowa. Wierzyłam, że to ma sens, że kiedyś ktoś dzięki temu uratuje swoje życie. Dziś sama jestem w miejscu, w którym muszę poprosić o pomoc. Jeśli tylko uda mi się stanąć na nogi, chcę zaangażować się w pomoc innym chorującym – tym, którzy dopiero zaczynają swoją drogę i tym, którzy są na niej zupełnie sami. Zbieram środki na to, by mieć szansę. Na życie. Na bycie mamą, która widzi, jak jej córka idzie do szkoły. Na przyszłość, która jeszcze kilka miesięcy temu została mi brutalnie odebrana, a którą teraz próbuję odzyskać kawałek po kawałku. Każda złotówka to nie tylko pomoc – to znak, że nie jestem w tym sama. Dziękuję Ci, jeśli zdecydujesz się wesprzeć mnie w tej drodze.

620 756 zł z 800 000 zł
77%
Danuta Woronowicz, Piątnica Poduchowna

Mam wskazanie do terapii nowym lekiem, ale NFZ o mnie zapomniał

Mam na imię Danusia. Wysłano mnie na wcześniejszą emeryturę. Dwa tygodnie później dowiedziałam się, że mam raka jajnika. Przez 37 lat byłam pielęgniarką i na emeryturze chciałam kontynuować swoją pracę. Mimo regularnych badań nie wykryto u mnie żadnych zmian. Przeszłam przez wszystkie schematy leczenia, które są dostępne. Pojawił się nowy lek, a ja mam kliniczne uzasadnienie na jego stosowanie. Niestety NFZ zdecydował, że po 3 wznowach lek mi nie przysługuje. Walczę z rakiem od 15 lat. Lekarze dawali nie więcej niż rok. Miałam kilka operacji, kilka chemioterapii, kilka radioterapii. Są leki, które wydłużają życie. Warto walczyć i żyć! Nie chodzi mi o kolejne miesiące, ale o lata. Niestety kolejne lata życia mają swoją cenę. Być może mój przypadek udowodni naszemu Ministerstwu Zdrowia, że życie jest bezcenne.

60 zł z 180 000 zł
0%
Lidia Sulejczak, Lublin

Nierefundowane leczenie onkologiczne

Mam na imię Lidia, mam 32 lata, wspaniałego męża i dwójkę dzieci w wieku 3 i 7 lat. Mam też złośliwy nowotwór piersi, który z dnia na dzień zniszczył moją codzienność. Teraz walczę o moje życie, ale także o to, by nie zostawić pustki w życiu mojej rodziny. Bardzo mi na nich zależy… Spróbuję wszystkiego, zapukam do każdych drzwi. Byle tylko mieć możliwość zobaczyć, jak moje dzieci dorastają! Zaczęło się niewinnie – wyczułam zgrubienie w piersi i postanowiłam udać się do lekarza. W czerwcu 2022 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi - bardzo złośliwą i agresywną odmianę nowotworu, wymagającą jak najszybszego wdrożenia leczenia. Możecie się tylko domyślać, co czuje kobieta w momencie otrzymania takich informacji… Ciężko pogodzić się z takimi zmianami. Ciężko dopuścić do siebie tak dramatyczną diagnozę. Pod koniec sierpnia 2022 roku rozpoczęłam leczenie chemioterapią, które trwało do końca lutego 2023 roku, następnie przeszłam amputację piersi. Wyniki histopatologiczne po operacji nie były optymistyczne. Okazało się, że rak nie odpowiedział na chemioterapię, co znacznie pogorszyło moje rokowania. Mimo to wiedziałam, że nie mogę się poddać. Wciąż wierzyłam, że jeszcze pojawi się dla mnie szansa! W ostatnim czasie pojawiła się nowa, bardzo dobrze rokująca metoda leczenia – immunoterapia, która znacznie zwiększa szansę na zapobieganie wznowom i daje możliwość wyleczenia. Niestety w przypadku mojej choroby lek ten nie jest na liście leków refundowanych. Koszt terapii przekracza możliwości finansowe mojej rodziny, dlatego zwracam się do Was z ogromną prośbą o wsparcie. Nie mogęprzejść obojętnie obok tej szansy. Mam możliwość żyć i cieszyć się każdym dniem z moją wspaniałą rodziną. W tej walce liczy się każda złotówka, dlatego z całego serca proszę Cię o pomoc! Lidia z mężem Pawłem i dziećmi: Adrianem i Julią

64 955 zł z 250 000 zł
25%
Agnieszka Siemieniak, Warszawa

Mam dla kogo żyć i jestem jeszcze potrzebna!

Walczę z chorobą od 2015 roku. Choć analizując historyczne zdarzenia, powinnam tą walkę rozpocząć już w 2010 roku, zaraz po narodzinach córeczki. Mało precyzyjne informacje od lekarzy spowodowały zbagatelizowanie pierwszych objawów. „Przecież mnie to nie dotyczy…” A to rak jelita grubego… Miały być „tylko” hemoroidy. Teraz mam 54 lata i do emerytury jeszcze mi trochę zostało. Do tej pory leczyłam się korzystając z dobrodziejstw dostępu do procesów medycznych w ramach NFZ, wspomagając się, finansowanymi prywatnie, konsultacjami i drobnymi zabiegami. Przeżyłam 2 operacje, 2 radioterapie oraz kilka chemioterapii. Mój organizm przyjął już maksymalną dawkę promieniowania i radioterapia nie jest już dla mnie dostępna. Pierwsza operacja wycięcia większości śmiercionośnego „towarzysza” dała nadzieję. Później okazało się, że mam przerzuty na węzły chłonne, których nie udało się usunąć przy drugiej operacji - zbyt bliskie ułożenie względem aorty biodrowej. Ostatnio doszły przerzuty na płuca i uaktywniły się uśpione chemioterapią i naświetlaniami węzły chłonne. Teraz powodują bardzo silny, ciągły ból uniemożliwiający codzienne funkcjonowanie pomimo zażywania bardzo silnych środków przeciwbólowych. Mam silny ból jak chodzę, siedzę oraz jak leżę. Nie ma już miejsca na żadne pomyłki. Muszę skonsultować swój przypadek w zagranicznych klinikach. Mam nadzieję, że uda się znaleźć metodę leczenia, którą będzie można zaimplementować w polskim systemie opieki zdrowotnej - choćby łącząc finansowanie NFZ z prywatnymi funduszami, co umożliwiają niektóre krajowe kliniki. Muszę się jednak liczyć z dłuższym leczeniem poza granicami kraju. To niestety nie jest tanie i domowy budżet tego na pewno nie wytrzyma. A życie jest jedno. Życie poświęciłam dzieciom. Syn się prawie usamodzielnił, córeczka jeszcze mnie potrzebuje. I nie mogę tak po prostu jej zostawić. Właśnie kończy 8 klasę szkoły podstawowej. Ojciec, nawet najbardziej opiekuńczy, nie zastąpi nastoletniej dziewczynce wsparcia mamy. Każda pomoc jest na wagę życia. Dziękuję za najmniejsze nawet wsparcie. Agnieszka

1 197 zł z 200 000 zł
0%
Agnieszka Łętowska, Rzeszów

Pomoc Agnieszce

Mam na imię Agnieszka, mam 44 lata i mieszkam w Rzeszowie. W wolnym czasie lubię chodzić po górach z mężem, spędzać czas z rodziną oraz czytać książki, co poprawia mi humor nawet w najgorsze dni. Na początku 2024 roku zdiagnozowano u mnie nowotwór piersi HER2 ujemny. Diagnoza była dla mnie szokiem, pomimo tego, że moja rodzina jest obciążona genetycznie. W przeszłości chorowała moja babcia, mama oraz siostra. Niestety nie udało im się wygrać z rakiem. Przeszłam chemioterapię oraz operację usunięcia guza. Jestem w trakcie radioterapii, po której czeka mnie leczenie hormonalne. Nie oznacza to jednak ostatecznej wygranej z chorobą. Jestem w grupie wysokiego ryzyka nawrotu choroby, również ze względu na obciążenie genetyczne rodziny, dlatego lekarze dodatkowo zalecili terapię lekiem przeciwnowotworowym. Nie jest on refundowany w moim przypadku, a jego miesięczny koszt wynosi 6000 zł. Lek ten zmniejsza prawdopodobieństwo nawrotu choroby aż o 36%. Terapia przy jego użyciu potrwa 3 lata. Jest to moja jedyna szansa na powrót do zdrowia i normalnego życia. Zawsze starałam się poradzić ze wszystkim sama, jednak tym razem bez pomocy nie uda mi się zebrać tak dużej sumy, stąd zwracam się z prośbą o pomoc. Będę ogromnie wdzięczna za każdy datek.

16 828 zł z 216 000 zł
7%
Bogumiła Tasulis, Jeżów Sudecki

CHCĘ ŻYĆ!!! Pomóż mi wyleczyć raka!!!

Od roku mam zdiagnozowanego złośliwego hormonozależnego raka lewej piersi. Nie został wykryty wcześniej, chociaż regularnie się badałam. Mammografia nic nie wykazywała, bo był centralnie podbrodawkowy, a innych badań nie zlecano, bo przecież "było OK" :-( Ukazał się w całej swojej "krasie" dopiero wtedy, gdy był już duży. Nie było go również czuć w normalnych badaniach. Nic nie bolało... Jestem już po podstawowym leczeniu systemowym: operacja oszczędzająca, radioterapia, teraz hormonoterapia przez 5-10 lat. Rak jest wybitnie hormonozależny, więc szczęście w nieszczęściu, ominęła mnie chemioterapia. Los mnie nie oszczędza... W ubiegłym roku straciłam Syna. Krzysztof miał 38 lat. I miał glejaka IV stopnia, najzłośliwszego :-( Rok temu to On walczył ze wznową, On potrzebował wsparcia i miłości. Dlatego ja niewielu osobom powiedziałam o swojej chorobie, żeby nie odwracać uwagi od Niego, ale teraz muszę przyznać, że i ja potrzebuję wsparcia i pomocy. Krzyś nie wiedział o mojej chorobie, ukryłyśmy to przed Nim, żeby nie dodawać mu zmartwień. Dziewczynom - Córce, Żonie Krzysia, moim Siostrom - też powiedziałam dopiero po operacji, bo nie dało się już ukryć drenów :-( Nie byłam w stanie powiedzieć im wcześnej - agresywna wznowa glejaka u Krzysia była wystarczająco strasznym przeżyciem.... Po odejściu Krzysia "zapadłam" się w jakąś dziwną pustkę, ale już wracam do siebie powolutku :-) I chcę żyć!!! Może głupio to zabrzmi, ale wiem, że to Krzyś mnie szturcha "wstawaj", że jest blisko i troszczy się o mnie jak dawniej :-) Troszczy się o wszystkie "swoje" dziewczyny, a ja zawsze byłam kimś w rodzaju koordynatora, więc muszę być i robić, co trzeba!!! Trochę późno może o to proszę, ale nie mogłam pozbierać się po odejściu Krzysia :-( Teraz jednak już jestem, szturchańce zadziałały :-) i wracam, dlatego postanowiłam założyć zbiórkę na swoje leczenie i powalczyć - nie chcę czekać bezczynnie na wznowę, bez regularnej diagnostyki, z ograniczonymi możliwościami leczenia. W ramach NFZ kontrola raz na rok i mammografia, która u mnie nic nie wykazała, aż było prawie za późno :-( To za mało i za rzadko!!! Choroba przewartościowała moje postrzeganie świata. Mam za sobą niedowierzanie, żal i pytania, dlaczego to na mnie trafiło. Dlaczego prawie jednocześnie na mnie i na Krzysia??? Pamiętam strach, potem rozpacz, potem obojętność. Ale to już za mną. Chcę żyć! Nie miałam wpływu na to, że zachorowałam, ale mam wpływ na to, jak odczują całą sytuację moi Najbliżsi. To dla nich i dzięki nim odnalazłam w sobie siłę, choć myślałam, że wyczerpałam już wszystkie jej pokłady w czasie walki o Krzysia. Podeszłam do choroby zadaniowo - pozbyć się gada! Czasami miałam wrażenie, że to wszystko dzieje się gdzieś obok mnie, że mnie nie dotyczy, nie postrzegałam siebie jako osoby ciężko chorej, przecież uśmiechałam się, rozmawiałam z ludźmi, którzy nawet nie podejrzewali, że jestem chora.... Mogłam chodzić, prowadzić samochód, normalnie robić zakupy. Na zewnątrz nikt nie widział, jak bardzo jestem chora, bo dzięki temu, że uniknęłam chemioterapii, zachowałam włosy, chociaż straciłam brwi. Niestety, gorsze momenty też były, kiedy czułam, że opadam z sił, że nie dam rady, że mam dość... Kiedy płakałam i krzyczałam z rozpaczy..... Na szczęście te chwile w miarę szybko mijały i byłam gotowa do dalszej walki. Nieocenione wsparcie i motywację dają mi Rodzina i Przyjaciele :-) Dodatkowym bodźcem jest PLAN. Wspólnie postanowiliśmy zrealizować marzenie Krzysia, a teraz również i moje - zdobyć 28 szczytów -> to słynne KGP! Chociaż zdecydowanie wolę płaskie tereny, to chcę na te górki i szczyty wejść dla Krzysia i dla siebie. Spełnić Jego niedokończone marzenie, a sobie udowodnić, że mogę wszystko!!! Na swojej drodze spotkałam również kilku obcych dobrych ludzi, którzy okazali mi bezinteresowną pomoc. Niektórzy nawet nie pytali, czy jej potrzebuję. Po prostu pomagali :-) Choroba - najpierw Krzysia, potem moja - przewartościowała i wywróciła do góry nogami moje postrzegania świata oraz tego, co ważne. To niby oczywiste, ale czasami potrzebujemy "kopa", aby przypomnieć sobie, co jest najważniejsze. Widać "siła wyższa" uznała, że ja potrzebuję podwójnego kopa. Życie jest dobrym nauczycielem, tylko trochę drogo bierze za swoje lekcje. Mam nadzieję, że moja edukacja będzie trwała wiele lat, a rachunek za naukę nie nadejdzie zbyt szybko :-) I mam wielką prośbę i nadzieję, że wielu z Was zechce mi pomóc :-) :-) :-) Bogusia

760 zł z 200 000 zł
0%
Agnieszka Słowińska, Stargard Szczeciński

„Nie proszę o cud. Proszę o szansę” - walka Agnieszki z nowotworem

Pomóżmy Agnieszce wykorzystać każdą szansę w walce z nowotworem. Agnieszka jest mamą 13-letniej córki, żoną, córką, siostrą i bliską osobą dla ludzi, którzy nie wyobrażają sobie życia bez niej. Powinna dziś myśleć o dorastaniu swojej córki, wspólnych wakacjach, kolejnych urodzinach, rodzinnych spotkaniach i wszystkich zwyczajnych chwilach, które dla większości z nas są czymś oczywistym. Zamiast tego jej życie i życie całej rodziny podporządkowane jest jednemu celowi – znaleźć możliwość dalszego leczenia i wykorzystać każdą szansę, jaką może dać współczesna medycyna. Diagnoza to chrzęstniakomięsak G2 – złośliwy nowotwór kości. Choroba dała przerzuty do płuc. W październiku 2025 roku Agnieszka przeszła operację guza i usunięcia VII żebra. Początkowo badania kontrolne dawały nadzieję. Niestety kolejne miesiące przyniosły wznowę choroby, a szczegółowe badania wykazały również zmiany w płucach. Od tego momentu rozpoczęło się szukanie każdej możliwej drogi leczenia. W czerwcu odbyła się konsultacja z onkologiem klinicznym, który zlecił badanie mutacji genu IDH1. Wiązaliśmy z jego wynikiem ogromne nadzieje, ponieważ potwierdzenie mutacji mogłoby otworzyć możliwość zastosowania określonego leczenia. Po kilku tygodniach oczekiwania przyszła jednak kolejna trudna wiadomość – mutacja nie została potwierdzona. Ta droga leczenia została zamknięta. Ale my nie chcemy na tym poprzestać. Obecnie Agnieszka czeka na termin radioterapii w Narodowym Instytucie Onkologii, a w dalszym leczeniu planowana jest również chemioterapia. Równocześnie chcemy szukać innych możliwości – zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Jednym z najpilniejszych kroków jest zaawansowane badanie genetyczne EXACTA. Koszt takiego badania to około 25 000 zł. Jego celem jest dokładniejsza analiza zmian molekularnych w nowotworze. Wynik może pomóc lekarzom w poszukiwaniu potencjalnych terapii celowanych, leków lub badań klinicznych, które mogłyby stanowić kolejną możliwość leczenia. Nie daje nam ono gwarancji. Daje jednak coś, czego w tej chwili bardzo potrzebujemy – możliwość szukania kolejnej drogi. Chcemy również konsultować przypadek Agnieszki w wyspecjalizowanych ośrodkach i sprawdzić możliwość zastosowania nowoczesnych metod radioterapii, w tym terapii protonowej oraz terapii jonami węgla, jeśli jej stan i charakter choroby pozwolą na zakwalifikowanie do takiego leczenia. Nie wiemy jeszcze, gdzie znajdziemy odpowiedź. Być może będzie to ośrodek w Polsce, być może konieczne będą konsultacje lub leczenie za granicą. Dlatego zebrane środki chcemy przeznaczyć na badania genetyczne i diagnostyczne, specjalistyczne konsultacje, leczenie, dojazdy i wyjazdy do ośrodków, tłumaczenie dokumentacji medycznej oraz poszukiwanie możliwości terapii w Polsce i za granicą. Nigdy nie przypuszczaliśmy, że przyjdzie moment, w którym będziemy musieli prosić innych o pomoc. Dziś robimy to, ponieważ nie chcemy kiedyś zastanawiać się, czy mogliśmy sprawdzić jeszcze jedną możliwość, zapytać jeszcze jednego lekarza albo dotrzeć do jeszcze jednego ośrodka. Najtrudniejsze w tej chorobie nie są jednak kilometry, szpitale, kolejne badania ani oczekiwanie na wyniki. Najtrudniejsza jest świadomość, że na Agnieszkę czekają ludzie, dla których jest całym światem. Jest 13-letnia córka, która po prostu potrzebuje swojej mamy. Jest mąż, który chce mieć obok siebie swoją żonę i przeżyć z nią jeszcze wiele wspólnych lat. Jest rodzina i są bliscy, dla których Agnieszka jest częścią codzienności – osobą, z którą dzielą radości, problemy, święta, rozmowy i zwyczajne dni. Jej choroba dotknęła nie tylko ją. Razem z nią każdego dnia żyją nią jej najbliżsi. Razem czekają na wyniki, razem szukają kolejnych możliwości i razem trzymają się nadziei, że uda się znaleźć następną drogę. Jej córka potrzebuje mamy nie tylko dzisiaj. Potrzebuje jej przy kolejnych urodzinach, rozpoczęciu szkoły, pierwszych ważnych życiowych decyzjach, sukcesach i porażkach. Przy wszystkich tych chwilach, w których córka chce móc odwrócić się i zobaczyć obok siebie mamę. Jej mąż chce mieć przy sobie żonę. Rodzina chce nadal spotykać się z Agnieszką przy jednym stole. Bliscy chcą jeszcze razem świętować, wyjeżdżać, rozmawiać, śmiać się i przeżywać te najzwyklejsze chwile, które właśnie teraz okazują się bezcenne. Agnieszka chce przy tym wszystkim być. Chce patrzeć, jak jej córka dorasta. Chce być żoną, mamą i częścią swojej rodziny. Chce mieć z najbliższymi jeszcze tysiące zwyczajnych dni – takich, których wartości często nie dostrzegamy, dopóki ktoś nie każe nam o nie walczyć. Dlatego nie możemy przestać szukać. Nie prosimy o cud. Prosimy o możliwość wykorzystania każdej dostępnej szansy. O możliwość dalszego szukania leczenia, nawet jeśli będzie ono wymagało dotarcia do specjalistów poza Polską. Każda wpłata przybliża nas do wykonania kolejnego badania, konsultacji i sprawdzenia następnej możliwości. Każde udostępnienie również ma ogromne znaczenie – być może dzięki niemu historia Agnieszki dotrze do osoby, która będzie mogła pomóc lub wskazać nam kolejną drogę. Nie wiemy, co przyniosą następne miesiące. Ale wiemy, że nie chcemy się poddać. Dopóki istnieje choć jedna możliwość dalszego leczenia, chcemy jej szukać. Bo za tą walką nie stoją tylko wyniki badań, nazwy terapii i kolejne wizyty w szpitalach. Stoi za nią kobieta, która chce żyć. Mama, która chce patrzeć, jak dorasta jej córka. Żona, która chce mieć przed sobą kolejne wspólne lata z mężem. I cała rodzina, która po prostu nie chce jej stracić. ❤️ Dla Agnieszki. Dla jej córki. Dla jej męża. Dla całej rodziny i wszystkich, którzy ją kochają. Dla kolejnych wspólnych urodzin, świąt, wakacji i zwyczajnych dni. Dla czasu, którego nie da się zastąpić niczym innym. Z całego serca dziękujemy za każdą wpłatę, każde udostępnienie i każde okazane wsparcie.

50 091 zł z 250 000 zł
20%