Zbiórki

Arkadiusz Suska, Staszów

Pomóż mi sfinansować leki i przeszczep szpiku kostnego!

Mam na imię Arkadiusz. Mam wspaniałą rodzinę, jestem ojcem dwóch cudownych córek w wieku szkolnym, które wciąż mnie potrzebują! W kwietniu 2017 r. po badaniu szpiku kostnego okazało się, że jestem chory na ostrą białaczkę szpikową typu pośredniego. Po pierwszej chemioterapii nastąpiła poprawa. Obecnie mam pogorszenie wyników krwi. Muszę podjąć dalsze leczenie - włącznie z przeszczepem szpiku. Mieszkam w USA i moje ubezpieczenie nie pokryje w całości tego bardzo drogiego leczenia. Bardzo proszę o wsparcie finansowe. Z góry dziękuję za pomoc.

130 065 zł z 400 000 zł
32%
Anna Szuszczewicz, Pruszcz Gdański

Walczę z czasem. Potrzebuję nierefundowanego leku.

Mam na imię Ania. Walczę z rakiem piersi z przerzutami do płuc. Potrzebuję leku, którego NFZ nie refunduje. Na początku 2012 r. zrobiłam kontrolną mammografię. W opisie wyniku otrzymałam zalecenie wykonania biopsji w celu wyjaśnienia widocznej zmiany. I nagle wielki strach i lęk, nie tylko o siebie, ale także o najbliższych. Wynik biopsji i wyrok: rak piersi. W ciągu kilkunastu dni przeszłam operację, następnie półroczną chemię i roczne leczenie przeciwciałem monoklonalnym IgG1. Leczenie okazało się na tyle skuteczne, że zahamowało chorobę na blisko 3 lata. Wróciła nadzieja, radość z życia i w końcu mogliśmy trochę odetchnąć. Wróciłam do pracy. Starałam się żyć normalnie, może tylko bardziej doceniałam każdy kolejny dzień, bo wiedziałam, że świat może zawalić się w jednej chwili. Cały czas towarzyszyła mi jednak obawa, że nowotwór może wrócić. Każde badanie kontrolne to nieodłączny strach. W kwietniu 2016 r. to, czego tak bardzo się obawiałam, stało się faktem. Kontrolne badanie i wynik: przerzuty do obu płuc. Znowu tradycyjna półroczna chemia i dwa inne leki. Znowu bardzo źle się czułam, brakowało mi sił, miałam chwile zwątpienia. Jednak prawie wszystko można znieść widząc efekty i mając nadzieję. Niestety w styczniu 2017 r. leki przestały działać i guz zaczął rosnąć. Zaprzestano więc dalszego ich podawania. Obecnie nie mam dostępu do leku, którym powinnam być leczona. Na świecie lek ten stosowany jest w leczeniu standardowym, w naszym kraju obowiązują procedury, które uniemożliwiają bezpłatne leczenie nim. W 2012 r. udało się zapanować nad chorobą. Teraz mam przerzuty wymagające zintensyfikowania leczenia. Czas jest w tej sytuacji najważniejszy. Nie mogę sobie pozwolić na niepodjęcie leczenia. Dlatego zdecydowałam się prosić Was o pomoc. Nie mam wyboru. To walka o moje życie. Do tej pory dawaliśmy sobie radę sami. Niestety teraz nie jesteśmy w stanie poradzić sobie bez Waszej pomocy! Terapia trwająca średnio 9,5 miesiąca. jest bardzo kosztowna. Lek musi być podawany regularnie co 3 tygodnie. Koszt jednego podania to ok. 20.000 zł. Cała terapia kosztuje ok. 300.000 zł. Kwota ta całkowicie przekracza możliwości naszej rodziny i najbliższych. Dlatego zwracam się do Was z prośbą o pomoc! Każda złotówka jest niezwykle cenna, dlatego bardzo o nią proszę! Dzięki Waszej hojności będę miała szansę sfinansować leczenie i dzięki temu odejdzie mi chociaż jedno zmartwienie. Decyzję o rozpoczęciu terapii muszę podjąć jak najszybciej. Opóźnienie leczenia naraża mnie na szybki postęp choroby i zmniejsza szansę na życie. Stąd moja ogromna prośba o pomoc finansową i pomoc w rozpowszechnianiu informacji o zbiórce. Poprzednie dwa cykle chemii nie powstrzymały rozwoju choroby. Spowodowały za to szereg skutków ubocznych i wiele dolegliwości. Nowy lek daje mi szansę na powstrzymanie i stabilizację choroby. Wykazuje wysoką skuteczność wobec mojego typu raka (HER2 dodatni, jest to rak inwazyjny, szybko dający przerzuty), a dodatkowo znacznie minimalizuje skutki uboczne terapii. Chociaż jest mi trudno, znoszę wszystko, bo bardzo chcę wyzdrowieć. Najgorsza teraz jednak jest bezsilność i niepewność, czy uda mi się rozpocząć i kontynuować leczenie. W przyszłym roku moja córka wychodzi za mąż. Moim największym pragnieniem jest być z Nią w tym tak ważnym dla Niej i dla mnie dniu. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby mnie z Nią nie być! Bardzo proszę, pomóżcie mi! Podobno dobro powraca! Za każdą najmniejszą wpłatę z serca dziękuję!

29 222 zł z 300 000 zł
9%
Beata Bartołowicz, Warszawa

Zbiórka na nierefundowany lek na raka

Nazywam się Olga Bartołowicz. Moja mama, Beata Bartołowicz jest moją jedyną najbliższą rodziną. 3 stycznia 2023 roku pół roku po stracie mojego ojca Jarosława Bartołowicz otrzymała diagnozę złośliwego nowotworu piersi. Była przerażona, zupełnie tak jak ja, jednak nie wpadła w złość. Postanowiła nastawić się, że jeżeli zaczyna leczenie, to zaczyna też zdrowieć. Przeszła pełną chemioterapię, cały czas skupiając się na pozytywach i procesie zdrowienia. Po chemii była operacja, a następne badania wykazały, że chemioterapia nie była skuteczna, a do tego pojawiły się przerzuty. Musiała przejść kolejną operację, co było dla nas obu bardzo trudne. Mama niedawno zakończyła cykl radioterapii i rozpoczęła leczenie hormonalne, które ze względu na przerzuty MUSI być w jej przypadku wspomagane nowoczesnym, nierefundowanym lekiem. Przez bardzo wysokie koszta (13 700 złotych na miesiąc przez 2 lata) jest poza naszym zasięgiem. Moja mama jest artystką, na co dzień zajmuje się projektowaniem wnętrz i w pracy bardzo skupia się na drugim człowieku - tworzy wyjątkowe wnętrza, a przy tym zwraca uwagę na konkretne potrzeby i funkcjonalność. Świetnie maluje, kocha zwierzęta i jest bardzo aktywna, każdy dzień zaczyna od spaceru do lasu. Zawsze się angażowała, wspierając innych w swojej pracy zawodowej i w życiu prywatnym, a teraz sama potrzebuje wsparcia. Bardzo chcę, by wyzdrowiała, żebyśmy mogły być razem... Żeby nie musiała się już martwić i mogła ze mną podróżować, spełniając plany, które przez diagnozę zeszły na drugi plan. Mamy tylko siebie... Jak możesz pomóc? przekaż 1,5% wpłać na zbiórkę - każda złotówka się liczy udostępnij! Wszystkie zebrane środki zostaną wykorzystane na leki, transport i wszelkie inne koszta związane z leczeniem.

41 859 zł z 328 800 zł
12%
Anna Wisińska, Gdańsk

Podstępny rak jajnika i nadzieja na wyleczenie

Mam na imię Ania, jestem mamą dwóch wspaniałych Synów: Ignasia lat 7 i Tymka lat 17 lat, których wychowuję sama. Zawsze byłam fighterką, a w życiu ładowało mnie to, że mogę pomagać i wspierać, nie istniało stwierdzenie "nie da się". Pokonałam mnóstwo przeciwności losu i zawsze brnęłam w życiu do przodu, pomagając też innym. Dzieliłam się dobrem i moimi niekończącymi się pokładami energii i pozytywnego nastawienia. Na co dzień byłam bardzo aktywna zawodowo, towarzysko i rodzinnie. Życie moje, Tymka i Ignasia przewróciło się do góry nogami w kwietniu 2024, kiedy to dowiedziałam się o pierwszym - 9 cm - guzie jajnika. Przeszłam ciężką operację cytoredukcji, gdzie wycięto mi wiele narządów – operacja wykryła dodatkowe 5 złośliwych guzów nowotworowych, których badania obrazowe nie ujawniły wcześniej. Wycięto w sumie 5 guzów, jeden został. Przeszłam ciężką podwójną chemioterapię w sześciu cyklach. Niestety to nie koniec mojej walki o zdrowie, ponieważ oprócz druzgocących skutków ubocznych chemioterapii ostatnie badania wykazały u mnie niestety zmiany wtórne. Od drugiej połowy grudnia 2024 r. jestem w trakcie leczenia nierefundowaną monoterapią inhibitorem PARP (niestety zgodnie z zasadami programu lekowego nie łapię się pod refundację), której koszt to ponad 11.000 zł za opakowanie leku, który wystarcza na 14 dni. Lekarze wcześniej zakładali, że dawka wystarczy na miesiąc, niestety trzeba było ją podwoić ze względu na zmiany wtórne. Na chwilę obecną zebrane środki zapewniają mi leczenie do września 2025, a leczenie ma trwać do końca 2026. To nie jedyne koszty, z jakimi mój przeciwnik każe mi się mierzyć - dochodzą ogromne koszty wizyt lekarskich, leków wspomagających, rehabilitacji i badań diagnostycznych, które przekraczają często moje możliwości finansowe. Toczę swój pojedynek od 2009 roku. To właśnie wtedy stwierdzono u mnie mutację w genie BRCA1. Oznacza ona predyspozycję do zachorowań na nowotwór jajnika i piersi. W 2011 roku poddałam się zabiegowi mastektomii, czyli usunięcia piersi. Przez kilka lat kolejne badania nie wykazywały żadnych nieprawidłowości, aż do 2015 roku, kiedy wykryto guzy na tarczycy, czego konsekwencją było wycięcie jej. Pierwsze poważne objawy obecnej choroby pojawiły się u mnie latem 2023 roku. Przez dłuższy czas utrzymywało się złe samopoczucie, bóle brzucha oraz krwotoki, które ustąpiły dopiero po konsultacji z lekarzem i podaniu leków. Zaniepokojona stanem zdrowia w dalszym ciągu wykonywałam regularne badania profilaktyczne – bez efektów w postaci wykrycia nieprawidłowości. Zdecydowałam wtedy, że poddam się zabiegowi profilaktycznej owariektomii (usunięcia jajników z przydatkami). Niestety na termin wizyty u specjalisty, który wystawiłby niezbędne skierowanie, trzeba było czekać do kwietnia 2024. Mój stan zdrowia znacznie się pogorszył w marcu 2024 roku. Powróciły bardzo silne i nieustępliwe bóle brzucha oraz pleców, a złego samopoczucia nie redukowały nawet mocne leki przeciwbólowe. Umówiłam wizytę u specjalisty ponownie i przed wizytą na własną rękę wykonałam jeszcze badania laboratoryjne, w tym poziom markera nowotworowego Ca-125. Wynik markera przekroczył moje najśmielsze wyobrażenia - 1450 (norma 35). Po dwóch tygodniach byłam już na stole operacyjnym, a wynik markera Ca-125 wzrósł do 4500. Rak odebrał mi tak wiele: zdrowie, energię, kobiecość. Choroba nowotworowa dotyka nie tylko chorego - z jej powodu cierpi cała rodzina. Moi synowie dostali i ciągle dostają ogromne lekcje życia, odebrano im tak wiele, a najgorsze, że nie mogłam ich przed tym wszystkim ustrzec. Choroba pokazała mi też jednak, jak wspaniali ludzie mnie otaczają - dopiero teraz zrozumiałam, że dobro wraca. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem urodzoną wojowniczką i nie zamierzam się poddać na ringu - walczyłam, walczę i będę walczyć Muszę to zrobić dla moich Synów, którzy potrzebują Mamy. Marzę też, żeby odzyskać chociaż część swojego dawnego życia, za którym ogromnie tęsknię. Do walki motywują mnie przede wszystkim Tymek i Ignaś, ale też cudowne bliskie osoby, znajomi. Jednakże, aby wygrać tę nierówną walkę, potrzebuję wsparcia. Z całych sił chcę żyć! Każda, choćby najmniejsza wpłata, pozwoli mi pokryć koszty zakupu nierefundowanego leku, który wspomoże mój powrót do pełni zdrowia. Ponadto obdarowując mnie 1,5% Waszego podatku, dajecie mnie i moim Synom nadzieję. Niby tak mało a dla mnie ogromnie dużo. Z góry dziękuję za Wasze ogromne serducha!!! Fighterka Ania

12 005 zł z 300 000 zł
4%
Marta Leśkiewicz, Warszawa

Walka z glejakiem złośliwym

Witajcie :) Informacja o glejaku spadła na mnie, jak każde zło, nagle i zupełnie nieoczekiwanie. Z dnia na dzień zostałam wyłączona z mojej codzienności i dowiedziałam się o tym, że potencjalnie moje życie niedługo się zakończy - wiadomo, złośliwy glejak to wyrok. Mimo że diagnozę znam dopiero od miesiąca, już wiem, że jest wiele możliwości leczenia - są nowoczesne terapie, które znacząco mogą przedłużyć życie. Przeszkodą jak zwykle są koszty tych zabiegów. Nie zamierzamy się poddawać - mamy wiele planów, które potrzebują tylko czasu... i o ten czas zamierzamy walczyć z całych sił. ♥️ Jeśli chcielibyście wspomóc naszą walkę, przekazując 1,5% podatku, będzie to dla nas olbrzymia pomoc. Z góry bardzo dziękujemy, Marta I Robert

60 193 zł z 350 000 zł
17%
Bogusława Borkowska, Warszawa

Pomoc dla Bogusi

Kochani, dzień 26.04.2024 r. był dniem, który zmienił cały mój świat. Wszystkie plany - a miałam ich bardzo dużo, ponieważ byłam uśmiechniętą, optymistyczną, aktywną osobą - odeszły na dalszy plan. Diagnoza brzmiała strasznie: złośliwy nowotwór jajnika, bardzo rzadko diagnozowany, z ograniczonym spektrum leczenia i olbrzymim wodobrzuszem. W dniu 02.04.2024 r. przeszłam ciężką kilkugodzinną operację, po której nastał trudny czas oczekiwania na wyniki histopatologii i niepokój co dalej. Z pierwszą chemią organizm poradził sobie średnio. Znalazłam się w szpitalu, w stanie zagrażającym życiu. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu lekarzy, po dwóch tygodniach zostałam wypisana do domu w stanie stabilnym. Kiedy myślałam, że najgorsze jest już za mną, kolejna tomografia wykazała przerzut w okolicach wątroby zakwalifikowany do natychmiastowego usunięcia. Operacja przebiegła bez większych powikłań. Zaczęła się walka o każdy dobry dzień, każdą dobrą chwilę... Ból, stres i wielka pustka, jaka towarzyszy chorobie, jest nie do opisania. Trzeba głęboko wierzyć, że będzie dobrze, żeby móc trochę się uśmiechnąć. Moim największym marzeniem jest znowu być tą uśmiechniętą, radosną dziewczyną sprzed dnia 26.04.2024 r. Jeśli zechcesz mi w tym pomóc, za wszystko będę ogromnie wdzięczna. Bogusia

7 557 zł z 300 000 zł
2%
Katarzyna Zegarowicz, Katowice

Leczenie nowotworu i przeszczep nerwu twarzy

Wesprzyj Kasię - kobietę, która przez lata była oparciem dla innych, a dziś sama potrzebuje pomocy Kasia to osoba, która przez całe życie wspierała innych. Jej praca jako Soul Coachka i mentorka pomogła setkom kobiet przejść przez trudne momenty życia, znaleźć swoją wewnętrzną siłę, odzyskać równowagę i zmienić życie na lepsze. Zawsze stawiała innych na pierwszym miejscu, sama rzadko prosząc o pomoc. Dlatego my, jej przyjaciółki, bierzemy sprawy w swoje ręce i prosimy o pomoc, bo teraz to ona potrzebuje naszego wsparcia! W styczniu 2024 roku zdiagnozowano u niej nowotwór okolic głowy i szyi HPV-zależny. Złośliwy i rzadki typ nowotworu, którego ogniska pierwotnego nie udało się zlokalizować. Przeszła przez piekło bardzo trudnego i wyczerpującego leczenia: intensywna, równoczesna chemio- i radioterapia spaliła jej skórę, błony śluzowe i przełyk. Przez wiele tygodni żyła w ogromnym bólu, z ograniczoną możliwością jedzenia, picia i normalnego funkcjonowania. Całkowicie opadła z sił. A mimo to, przez cały ten czas pozostawała w kontakcie z kobietami, które wspiera. Podjęte leczenie zadziałało! Rak zniknął. Kasia z radością i ogromną nadzieją, że to koniec tej nowotworowej historii, wróciła do życia, do pracy, do swoich bliskich! Zaledwie pięć miesięcy po zakończeniu leczenia zorganizowała i poprowadziła czterodniowe warsztaty dla kobiet, pokazując swoją wielką moc i ogromną determinację. Podzieliła się swoją onkologiczną historią przyjmując zaproszenie do współtworzenia książki „Rak bez tabu”, w której opowiada o swojej drodze leczenia i powrotu do życia. Z myślą o tym, żeby dodać odwagi innym. Niestety, kilka tygodni temu nastąpiła nagle wznowa. Operacja, która miała być rutynowa, okazała się być dramatycznie trudna. Guz był zrośnięty z nerwem twarzowym. Aby uratować Kasi życie, lekarze musieli przeciąć jego dolną część. Dziś Kasia ma nie tylko wznowę, ale również porażenie prawej strony twarzy. Nie może ruszać policzkiem, kącikiem ust, brwiami. Ma problemy z mówieniem i jedzeniem. Twarz jest niesymetryczna, a obrzęk po operacji bardzo duży. Potrzebna będzie długotrwała rehabilitacja neurologiczna i najprawdopodobniej kosztowna operacja rekonstrukcji nerwu twarzowego. Jednocześnie toczy się dalsza diagnostyka - wynik histopatologii zdecyduje, jakie kroki będą dalej podjęte. Niestety w związku z intensywnym leczeniem, jakie przeszła rok temu, możliwości dalszego leczenia w Polsce są ograniczone. Kasia szuka pomocy również za granicą w ośrodkach specjalizujących się w rzadkich i złożonych przypadkach onkologicznych. To jednak wiąże się z ogromnymi kosztami. Dlatego prosimy Cię o wsparcie! Zebrane środki zostaną przeznaczone na: • specjalistyczne konsultacje i diagnostykę w Europie • rehabilitację i terapię twarzy (neurologopeda, fizjoterapia, medycyna funkcjonalna) • operację rekonstrukcji nerwu twarzowego • tłumaczenia dokumentacji, badania, leczenie wspomagające • ewentualną chemioterapię lub inne formy leczenia nierefundowanego Kasia – choć nie chce całkowicie rezygnować z pracy – nie jest w stanie pracować jak do tej pory. Dzięki Twojemu wsparciu będzie mogła z większym spokojem i poczuciem bezpieczeństwa skupić się na najważniejszym, czyli powrocie do zdrowia. Kasia ma wspaniałego męża, który od początku stoi przy niej jak skała, i 12-letnią córeczkę, dla której jest całym światem. Kasia pragnie żyć! Nie tylko przetrwać, ale znów być w pełni sobą. Marzy, by wrócić do pracy z kobietami, które czekają na nią i jej wsparcie. Każda złotówka i każde udostępnienie to cegiełka do tego, by Kasia mogła stanąć na nogi, wrócić do zdrowia i dalej dawać wsparcie innym. A szanse na to wciąż są naprawdę duże! -------------------- Aktualizacja 21.10.2025 Wiele się zadziało w ostatnim czasie i nie boję się powiedzieć, że było to jedne z najtrudniejszych 5 miesięcy w całej tej historii. Kilka tygodni po operacji w czasie której został uszkodzony mój nerw twarzowy i miał zostać usunięty przerzut, który był widoczny na wszystkich badaniach obrazowych, okazało się, że mimo zapewnień lekarza operującego, ten przerzut nie został jednak wycięty. Dla mnie to była tragedia, bo ta operacja była ostatnią szansą na powrót do zdrowia. Bez wycięcia tego przerzutu zostawało mi już tylko leczenie paliatywne. Wtedy zaczęła się moja rozpaczliwa walka o znalezienie rozwiązania mimo wszystko. Przejechaliśmy pół kraju, konsultowałam się z wieloma specjalistami od nowotworów głowy i szyi, każda z tych wizyt była dla mnie ogromnym stresem, a jedyne co uzyskaliśmy to szereg sprzecznych, a czasami wzajemnie wykluczających się pomysłów na dalsze leczenie. I to był moment, w którym musiałam podjąć najtrudniejszą decyzję w moim życiu - zdecydować, którą opcję wybieram. Naprawdę nie życzę nikomu znalezienia się w takim miejscu. Ja postanowiłam zaufać prof. Adamowi Maciejewskiemu z kliniki w Nieborowicach, który jako jedyny zdecydował się na przeprowadzenie kolejnej operacji, mimo ogromnego ryzyka, jakie ze sobą niosła. I wszystko wskazuje na to, że to była najlepsza z możliwych decyzja. Była to operacja wycięcia całego układu chłonnego po prawej stronie szyi i pozostałości ślinianki, która kosztowała 102 tys. zł. Mam w sercu ogromną wdzięczność dla lekarzy, którzy mnie operowali i całego personelu kliniki, oni wszyscy byli i nadal są dla mnie ogromnym wsparciem. Ale najbardziej jestem im wdzięczna za to, że przywrócili mi nadzieję. Dzisiaj, dwa miesiące po operacji, jestem w trakcie badań kontrolnych. Jest ogromna szansa, że dzięki właśnie tej operacji udało się usunąć z mojego ciała wszystkie komórki nowotworowe. Jeżeli tak jest, to przede mną już tylko intensywna rehabilitacja oraz za około pół roku przeszczep nerwu. Oczywiście też tylko w Nieborowicach. Za 2-3 tygodnie będę mieć wyniki badań, które właśnie robię. Na pewno dam znać i tutaj. -------------------- Aktualizacja 9.11.2025 Tydzień temu miałam otwierać szampana! Wyniki tomografów były świetne, żadnych podejrzanych zmian, wszędzie czysto. Wstrzymałam się jednak z tą celebracją, bo 3 dni wcześniej wyczułam po lewej stronie szyi powiększony węzeł chłonny, a u mnie to zawsze czerwona lampka. Szybka wizyta w Instytucie Onkologii w Gliwicach, biopsja następnego dnia i dość spokojne czekanie na wyniki, bo lekarze nie widzieli w tym węźle nic niepokojącego. No a do tego tomograf, który wyraźnie pokazał, że po lewej stronie nie ma żadnych niepokojących zmian, ani żadnych powiększonych węzłów. Owszem był stres, ale po wyniki biopsji jechałam z uśmiechem na ustach, bo mocno wierzyłam, że będzie to tylko potwierdzenie, że ten koszmar mam już za sobą. To, co zobaczyłam, było jednak bardzo dalekie od tego, czego się spodziewałam. Było mrożące krew w żyłach. Po raz kolejny zadziałałam bardzo szybko i już po 4 dniach byłam operowana w Klinice w Nieborowicach. Operacja się udała, prof. Maciejewski i prof. Krakowczyk wycięli cały układ chłonny tym razem po lewej stronie, a personel otoczył mnie cudowną opieką, bo niestety obrzęk spowodował czasowy niedowład języka, który pozbawił mnie umiejętności przełykania, jedzenia i mówienia. I niestety trzeba było założyć sondę do karmienia przez nos. 🙈 I, pomimo że to dla mnie ogromnie trudny i wymagający czas to wierzę, że już za moment wrócę do domu, wyniki będą dobre, a ja w końcu otworzę tego szampana! Teraz jednak, oprócz czekania na wynik, przede mną czas bardzo wymagającej rehabilitacji i dochodzenia do siebie po już 4 poważnej operacji w przeciągu 7 ostatnich miesięcy. No i uzbierania kwoty na opłacenie operacji. Kolejna aktualizacja już wkrótce! A ja pozdrawiam spod kroplówki z zupy dyniowej, która mi leci prosto do nosa. 🙈🙈

125 zł z 300 000 zł
0%
Barbara Matulka, Piaseczno

Zbiórka na leczenie

Witajcie, zbieramy na wyleczenie Basi - matki trójki dzieci i babci pięciorga wnuków - ze złośliwej odmiany nowotworu płuc. Niestety przyjmowana przez Basię chemioterapia nie przynosi oczekiwanych skutków, z powodu obecności złośliwego genu, który nie pozwala na zabijanie komórek nowotworowych. Choroba poszerza się w szybkim tempie, dlatego trzeba działać tu i teraz. Jedyną szansą na ratunek jest leczenie nierefundowanym lekami, które mają zahamować postęp choroby i które w długotrwałej kuracji kosztują 30 tysięcy na miesiąc. Prosimy o Wasze wsparcie, gdyż sami nie poradzimy sobie finansowo, a pragniemy, aby Basia żyła z nami jak najdłużej. Będziemy próbować do ostatniej deski ratunku, mamy nadzieję, że nam w tym pomożecie. Każdego ofiarodawcę ogarniemy modlitwą. Dziękujemy z góry Ola

47 222 zł z 360 000 zł
13%
Patrycja Wypych, Nakło nad Notecią

Walka o lepsze jutro

Witam, nazywam się Patrycja Wypych. Niestety w 2023 roku zachorowałam na raka piersi. Jestem po mastektomii (całkowitym usunięciu) piersi prawej oraz po usunięciu wszystkich węzłów chłonnych z prawej strony. Całe leczenie i operację zniosłam całkiem dobrze, ale potrzebuję środków w wysokość 6.500 zł miesięcznie na leki, które są nierefundowane. Niestety nie stać mnie na nie. Zwracam się do Was z prośbą o pomoc - żebym mogłażyć dalej i być z Wami, pracować, spędzać czas z synem i mężem. To dzięki nim mam siłę walczyć o lepsze jutro i to oni dają mi motor do dalszych zmagań, żebym się nie poddawała. Syn ma 11 lat, to dla niego chcę być na tym świecie, pomagać mu w złym i dobrym czasie, być dla niego dobrą radą i przyjaciółką. Z mężem chcę spędzić dużo wspólnych chwil, które są przed nami. Jest to bardzo ciężki czas walki, ale wierzę w moc dobrych ludzi, którzy zechcą mi pomóc, abym mogła uczestniczyć w pełni sił w życiu mojej rodziny oraz przyjaciół.

51 661 zł z 390 000 zł
13%
Jarosław Piechowicz, Stare Opole

Kosztowna lekoterapia - proszę o pomoc!

Nazywam się Jarosław Piechowicz. Mam 45 lat i od lutego tego roku walczę z chłoniakiem Hodgkina, chorobą podstępną i atakującą w najmniej oczekiwanym momencie. Przeszedłem już 7 chemioterapii i okazało się, że efekt nie jest taki, jak oczekiwano. Choroba zamiast się cofać, pogłębia się. Szansą dla mnie jest kosztowna lekoterapia, niestety lek nie jest refundowany. Koszt leczenia znacznie przewyższa moje możliwości finansowe, bo wynosi około 30 tysięcy złotych miesięcznie, a nie wiadomo jak długo będę musiał go przyjmować. Dotychczas byłem czynny zawodowo, ale przez chorobę obecnie przebywam na zasiłku rehabilitacyjnym, który nawet w części nie pokrywa kosztu leku. Jeśli nie zażyję tego leku i ilość komórek nowotworowych nie zmniejszy się, nie będę mógł być zakwalifikowany do autoprzeszczepu szpiku, zabiegu, który w moim przypadku jest kluczowym elementem leczenia, od którego zależy dalsze powodzenie w tej nierównej walce z chorobą.A zamierzam się z nią zmierzyć i wygrać, bo tak jak wszyscy mam marzenia do spełnienia i plany do zrealizowania, tylko aby mogło się to ziścić, brakuje mi jednego maleńkiego szczegółu – ZDROWIA. Do tej pory chorowałem sporadycznie na jakieś błahe choroby i myślałem, że tak już zostanie. Jednak jak się okazało, nic nie jest nam dane na zawsze i w każdej chwili nasze życiowe plany może zrujnować jedna okrutna diagnoza –NOWOTWÓR, dlatego proszę o wsparcie, nawet najmniejsze, bo TWOJA POMOC JEST MOJĄ SZANSĄ NA ZDROWIE, ŻYCIE I REALIZACJĘ MARZEŃ.

2 112 zł z 360 000 zł
0%
Serafyma Chuhunova, Pruszków

Leczenie, logistyka, genetyczne badania guza mózgu

Serafyma – walka o przyszłość. Pomóż mi kupić czas w walce ze złośliwym guzem mózgu! Kim jestem? Nazywam się Serafyma, mam 29 lat. Moje życie zmieniło się bezpowrotnie w maju 2025 roku, kiedy to po serii niespodziewanych napadów padaczkowych usłyszałam diagnozę, której nikt nie chce usłyszeć: złośliwy nowotwór mózgu – skąpodrzewiak anaplastyczny o stopniu złośliwości G3. 19 maja przeszłam operację częściowego usunięcia guza w lewym płacie czołowym, a obecnie walczę z chorobą poprzez wyniszczającą chemioterapię. Dlaczego potrzebuję Twojej pomocy? Mój nowotwór posiada specyficzną cechę genetyczną – mutację w genie IDH2, kodon 172. To właśnie ta cecha daje mi szansę na nowoczesne leczenie celowane, które jest obecnie standardem w USA i krajach Europy Zachodniej, ale w Polsce nie jest refundowane przez NFZ. We wrześniu 2025 roku Europejska Agencja Leków (EMA) zatwierdziła przełomowy lek – pierwszy od 25 lat tak skuteczny lek celowany, który uderza bezpośrednio w mutację mojego guza, hamując jego rozwój i znacząco wydłużając czas bez progresji. Niestety, zanim ten lek trafi do refundacji w Polsce, miną lata. Ja nie mogę tyle czekać. Na co zbieram środki? Twoje wsparcie zostanie przeznaczone na pokrycie kosztów, których nie finansuje system ochrony zdrowia w Polsce: Terapia celowana: To największy wydatek. Ponieważ lek nie jest refundowany, muszę go sprowadzać w ramach tzw. "importu docelowego" z zagranicy. Miesięczny koszt takiej terapii to od 15.000 do nawet 30.000 PLN, zależnie od kursu walut i marży aptek. Pogłębiona diagnostyka molekularna w Heidelbergu (Niemcy): Aby zakwalifikować się do najnowocześniejszych europejskich badań klinicznych i szczepionek peptydowych, muszę wykonać specjalistyczny panel badań genetycznych, którego koszt w niemieckich klinikach wynosi ok. 3000 - 5000 EUR (ok. 13.000 - 22.000 PLN). Konsultacje u światowych ekspertów (Second Opinion): Oficjalna wideokonsultacja z wybitnymi profesorami z Uniwersytetu w Heidelbergu lub Zurychu to koszt ok. 700 EUR (ok. 3000 PLN) za jedną opinię. Logistyka i transport medyczny: Jeśli uda mi się zakwalifikować do eksperymentalnego leczenia w Niemczech, Szwajcarii lub Kanadzie (badania kliniczne typu LUMOS2), środki ze zbiórki pokryją koszty lotów, transportu lokalnego oraz zakwaterowania w pobliżu kliniki dla mnie i mojego opiekuna. Dlaczego to jest ważne? Mój młody wiek i frontalna lokalizacja guza sprawiają, że muszę walczyć o każdą metodę, która ochroni mój mózg przed skutkami agresywnego napromieniania i chemioterapii. Leczenie celowane oraz nowoczesne immunoterapie to dla mnie jedyna droga, by marzyć o powrocie do normalnego życia, pracy i realizacji planów, które choroba brutalnie przerwała. Dziękuję za każdą złotówkę, za każde udostępnienie tej zbiórki. Każda wpłata to dla mnie krok bliżej do bezpiecznego jutra.

225 zł z 400 000 zł
0%
Jan Andrzej Tabeau, Sierpc

Pomóżcie Jasiowi walczyć o życie - i o przyszłość jego córek

Pomóżcie Jasiowi walczyć o życie - i o przyszłość jego córek Nasz świat się zawalił. Mój ukochany syn, Jasiek, 43-letni tata dwóch wspaniałych dziewczynek, Olivii (8) i Philou (5), jest nieuleczalnie chory. Ma glejaka wielopostaciowego IV stopnia - najbardziej agresywną formę nowotworu mózgu. Choć guza udało się usunąć operacyjnie, glejak zawsze powraca. Jak to się zaczęło Latem 2025, mój syn Jasiek zaczął mieć niewyjaśnione, silne bóle głowy. Po wizycie u lekarza rodzinnego otrzymał skierowanie do neurologa. 16 października 2025 roku otrzymaliśmy wynik rezonansu: złośliwy guz w prawej półkuli mózgu. To był cios, który zwalił nas z nóg i wydawał się nierealny. Od chwili diagnozy życie rodzinne Jasia i nasze stanęło na głowie. Jeszcze niedawno pełni energii, cieszyliśmy się sobą i codziennością - dziś żyjemy w ciągłej niepewności i smutku. Serce mi pęka, gdy widzę mojego syna tak chorego. A jednak Jasiek wciąż walczy. Największą motywacją jest dla niego to, by jak najdłużej być przy swoich córkach - widzieć, jak się śmieją, rosną, bawią, podążają za marzeniami, i być ukochanym mężem ich wspaniałej mamy. Chcą wspólnie tworzyć wspomnienia, których, pomimo młodego wieku, nigdy nie zapomną. Jest nadzieja - ale poza granicami Standardowe leczenie w Polsce i wielu innych krajach obejmuje radioterapię i chemioterapię, które niestety nie dają Jasiowi zbyt wiele czasu. Jednakże w Niemczech dostępne są dodatkowe, innowacyjne terapie, które mogą zapewnić chorym na glejaka więcej lat życia. Mają one na celu wzmocnienie układu odpornościowego i spowolnienie wzrostu guza, dając realną szansę na kilka (a czasem na wiele) dodatkowych lat. To bezcenny czas - nie tylko dla Jaśka, ale także dla Olivii, Philou i naszych rodzin. Niestety, terapie te nie są w żadnym stopniu refundowane przez ubezpieczenie zdrowotne. Innowacyjne terapie w Niemczech Skontaktowaliśmy się już z kilkoma wyspecjalizowanymi ośrodkami w Tybindze, Kolonii, i Heidelbergu, które ofiarują terapie innowacyjne dla glejaka. Terapie te są częścią intensywnego programu, który musi rozpocząć się już na początku 2026 roku. Immunoterapia wzmacnia i profiluje własny układ odpornościowy, by skuteczniej rozpoznawał i zwalczał komórki nowotworowe. Pomaga przełamać bariery broniące glejaka, czyniąc guz bardziej „widocznym” i „odsłoniętym” na działanie leków. Dzięki temu choroba może być dłużej i efektywniej kontrolowana. Immunologiczne komórkowe szczepionki przeciwnowotworowe to spersonalizowane uzupełnienie immunoterapii. Tworzone są z komórek nowotworowych chorego, układ odpornościowy może więc reagować precyzyjniej i silniej. W Niemczech szczepionki takie są dostępne i osiągają znacząco lepsze wyniki niż standardowe leczenie podstawowe, zwłaszcza w połączeniu z „radio-chemo”i innymi dostępnymi lekami. Optune Tumor Treating Fields (TTF) to terapia uznana na całym świecie i efektywna, niestety bardzo droga. Polega na zastosowaniu niskoczęstotliwościowych pól elektro-magnetycznych, które hamują podział komórek nowotworowych i spowalniają wzrost guza. W Polsce terapia TTF, choć dostępna, nie jest refundowana. Koszty Terapie dodatkowe finansować będziemy na pierwszym miejscu ze środków własnych, ale to nie wystarczy, aby pokryć cały plan terapeutyczny. Dlatego potrzebujemy dodatkowo 510 000 złotych, aby Jasiek mógł odbyć kluczowe terapie uzupełniające w Niemczech w 2026 roku. Terapie te w pełni wykraczają poza ubezpieczenie. Koszty są ogromne i samodzielnie nie do udźwignięcia dla naszej rodziny. Dlatego prosimy - z trudem, ale i ogromną nadzieją - o Wasze wsparcie. Każda wpłata, nawet najmniejsza, przybliża nas do tego, by Jasiek mógł zostać z nami dłużej. Dla niego samego, dla nas - jego rodziny, ale przede wszystkim dla jego córek i żony. Dziękujemy za Wasze wsparcie, troskę, współczucie i wiarę w to, że Jasiek zasługuje na więcej czasu. Będziemy Was informować o przebiegu leczenia i postępach Jaśka. Słowo końcowe Wszystkie datki zostaną wykorzystane wyłącznie na leczenie Jaśka, koszty medyczne i niezbędną opiekę. Fundacja Alivia jest gwarantem uczciwości i transparentności zbiórki. Mechanizmy jej działania ściśle regulują wydatki na leczenie, ich akceptowalność i granice (zob. Regulamin Alivia). Jeśli po zakończeniu leczenia pozostaną jakiekolwiek środki lub jeśli terapia nie będzie mogła zostać dokończona, pozostałe pieniądze zostaną przekazane fundacji Alivia na dotacje dla innych pacjentów i wspieranie działań związanych z leczeniem nowotworów. Zdecydowaliśmy się połączyć tę kampanię z drugą zbiórką na platformie w Holandii, gdzie terapie dostępne w Niemczech również nie są refundowane. Jasiek jest zarówno Polakiem, jak i Holendrem; mamy rodzinę, przyjaciół i bliskich w obu tych krajach. Ludzie ci chcą nas wspierać i dopingować. Chcemy im zapewnić możliwość pomocy i obserwacji nas przez platformę najbardziej dla nich zrozumiałą, zaufaną i wygodną. Obie zbiórki mają jeden cel: sfinansowanie dodatkowego leczenia Jasia w Niemczech. Środki z obu akcji zostaną użyte łącznie, by pokryć całkowity koszt terapii. Wymóg dostarczania oryginalnych imiennych faktur za leczenie Jasia uniemożliwia jakąkolwiek formę manipulacji i zapobiega duplikacji zwrotów.

101 279 zł z 510 000 zł
19%