Zbiórki

Leszek Jabłoński, Łódź

Leszek walczy z nowotworem nerki. Jest szansa na powodzenie!

Szanowni Państwo, mam na imię Leszek, mam 79 lat, mieszkam w Łodzi. Jestem emerytowanym inżynierem, wieloletnim urzędnikiem, a przede wszystkim mężem, ojcem i dziadkiem. Niewinny ból barku w styczniu 2018 r. okazał się zburzyć moją, dotychczas spokojną emeryturę. Diagnoza - nowotwór nerki z przerzutami do kości – całkowicie zmieniła codzienność. W lutym przeszedłem operację usunięcia nerki i rozpocząłem intensywne leczenie. Od zeszłego roku jestem pod opieką lekarzy z oddziału Centrum Diagnostyki i Terapii Onkologicznej w Tomaszowie Mazowieckim. Lekarze na wstępie przedstawili mi trzy drogi postępowania. Pierwsza to lek, który niestety po okresie trzech miesięcy w badaniach nie przyniósł na tyle dobrych rezultatów, aby NFZ wyraziło zgodę na finansowanie leczenia. Moje wyniki przekroczyły normy poprawy stanu zdrowia określone przez NFZ o jedyne 5%. Niestety leczenie przerwano i skierowano mnie na kolejną ścieżkę. Drugą ścieżką był inny lek, który podobnie jak w ścieżce pierwszej po około trzech miesiącach również nie przyniósł wyników zgodnych z normami NFZ. Leczenie przerwano i skierowano mnie na ścieżkę trzecią. Trzecia ścieżka to połączenie stosowania obu leków naraz. Trzecia ścieżka okazała się w moim przypadku idealna, bo pozwoliła mi wrócić do sprawności i funkcjonować całkowicie normalnie. Wchłonął się bolesny guz na barku, poprawiają się wyniki. Terapia dała też nadzieję na przyszłość. Niestety jest to ścieżka nierefundowana. Leczenie musi trwać minimum 18 miesięcy. Miesięczny koszt leczenia to 19.031,86 zł. Bardzo trudno jest mi prosić o pomoc. Zwykle bywałem w odwrotnej sytuacji. Ale rzeczywistość zmienia się nie tylko dla mnie, ale i dla moich bliskich. Kwota 342.573,48 zł, którą przy obecnych cenach muszę zapłacić za minimalny okres terapii, za same leki, jest dla mnie niewyobrażalna i abstrakcyjna. Dlatego proszę o pomoc i dziękuję za każdą złotówkę, Leszek z rodziną

104 117 zł z 342 573 zł
30%
Kasia Marcinkiewicz, Sulęcin

Kasia zbiera na leczenie trójujemnego złośliwego raka piersi

Mam na imię Kasia, mam 51 lat, 2 wspaniałe córki, Sandrę i Patrycję oraz wspaniałego męża. Mieliśmy marzenia jak każdy... Przez wiele lat nasze życie było trudne, wreszcie wszystko się poukładało, myśleliśmy o emeryturze, może wnuki, może wreszcie jakaś podróż... Niestety rak miał inne plany na moje dalsze życie i życie moich najbliższych. We wrześniu na badaniu usg lekarz powiedział, że prawdopodobnie mam nowotwór złośliwy piersi. Moje życie się zatrzymało. Wyszłam z gabinetu, wsiadłam do auta. Moja pierwsza myśl w tym momencie: "Co z moimi córkami? Co z mężem? Rodziną? Przyjaciółmi? Co mam najpierw zrobić? Od czego zacząć? Do kogo zadzwonić? Jak powiedzieć moim bliskim?". Po wielu diagnostycznych badaniach, stresach, jak wyjdą wyniki, czy będą przerzuty - diagnoza: rak piersi potrójnie ujemny z Ki 90% stopniem dzielenia się komórek rakowych. Długo próbowałam sama coś znaleźć, dodatkowo oprócz chemioterapii i operacji. Czytałam, pisałam do wielu lekarzy, jeździłam na prywatne wizyty min. do prof. Murawy, prof. Byrskiego, dr. Niziołka. Niestety na tym etapie choroby trzeba było wdrożyć leczenie tradycyjne. Jestem w trakcie chemioterapii, przede mną jeszcze 11 chemii, potem operacja, znowu leczenie i być może radioterapia - lekarze jeszcze nie zdecydowali. Jest szansa na wdrożenie po operacji immunoterapii, która nie jest refundowana, a jej koszty są ogromne. Bez Państwa Pomocy nie mam szans na uzbieranie tak ogromnej kwoty. Jest to dla mnie ogromna szansa, przy tak złośliwym raku trójujemnym, który w moim przypadku daje bardzo szybko przerzuty, na odwleczenie ich w czasie. Leczenie jest długie, rak piersi potrójnie ujemny jest bardzo trudny do wyleczenia. Ma go ok. 15% pacjentek z wykrytym rakiem piersi. Daje bardzo duże prawdopodobieństwo nawrotów, dlatego każda Państwa pomoc, każda złotówka, czy to przekazana przez fundację czy też przez 1,5% podatku będzie dla mnie nieocenionym wsparciem w tej nierównej potyczce i pozwoli skupić mi się na walce z tym skorupiakiem. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała szansę, aby wypowiedzieć te słowa, również za sprawą takich ludzi o wielkich sercach jak Państwo: WYGRAŁAM I BĘDĘ ŻYŁA. DZIĘKUJĘ!!! Kasia

37 420 zł z 280 000 zł
13%
Piotr Kotlowski, Huntingdon

Walczę o swoje życie dla siebie i moich bliskich

Witam, nazywam się Piotr. Jestem 42-letnim tatą i mężem. Mam guza mózgu: glejaka Astrocytoma III stopnia po wznowie. Szukam ratunku, by móc dalej żyć. Po zakończonej radioterapii jesteśmy w momencie pełnym niepewności, ale i nadziei, czekamy na wynik badania MRI, który pokaże nam nowe oblicze guza. Wierzymy, że guz się zmniejszył lub choćby zatrzymał swój wzrost. Wtedy Dr. Bertalanffy z kliniki INI w Hannowerze w Niemczech podejmie decyzje, czy będzie w stanie przeprowadzić operację wycięcia guza choćby w jego części. Potrzebujemy Was! To kosztuje dużo pieniążków, których niestety nie mamy. Robimy co w naszej mocy, by uzbierać jak najwięcej i być przygotowani na czas. Jest go niewiele, kochani... Błagam Was o pomoc!

22 938 zł z 272 000 zł
8%
Vladyslav Levandovskyi, Grodzisk Mazowiecki

Vladyslav vs agresywny glejak G4

Moja historia: od spełnienia marzeń do walki o każdy dzień Nazywam się Vladyslav Levandovskyi. Od blisko 5 lat mieszkam i pracuję w Polsce. Przez długi czas byłem operatorem wózka wysokiego składowania (Retrac) w centrum logistycznym Raben. Jednak w głębi duszy zawsze marzyłem o czymś innym - o niesieniu ulgi innym ludziom. Moim celem był profesjonalny masaż. W maju 2025 roku to marzenie się spełniło. Ukończyłem kursy, zacząłem praktykę i poczułem, że jestem na właściwym miejscu. Widok pacjentów, którzy wychodzili z mojego gabinetu bez bólu, dawał mi ogromną siłę. Kolejnym wielkim krokiem miała być stabilizacja rodzinna - wraz z moją ukochaną Iryną zaplanowaliśmy ślub na 31 grudnia 2025 roku. Niestety, los napisał inny, okrutny scenariusz... Dzień, który zmienił wszystko W listopadzie 2025 roku, podczas pracy, nagle straciłem panowanie nad ciałem. To był mój pierwszy w życiu napad padaczkowy. Wieczorem tego samego dnia sytuacja się powtórzyła. Trafiłem na SOR. Diagnoza zwaliła nas z nóg: guz w prawym płacie czołowym o wymiarach 31x26x35 mm z ogromnym obrzękiem mózgu. 4 grudnia przeszedłem skomplikowaną operację. Guz znajdował się tuż przy korze motorycznej, odpowiedzialnej za ruchy mojej lewej ręki. Niestety, po operacji wystąpił niedowład - ręka, która miała masować i pomagać innym, stała się niesprawna. Wyrok: Glejak G4, Ki-67 ponad 80%... 15 stycznia 2026 roku otrzymaliśmy ostateczny wynik histopatologii. To najgorszy z możliwych wariantów: Glejak o wysokim stopniu złośliwości (WHO Grade G4). Wskaźnik Ki-67 wynosi ponad 80%. Oznacza to, że komórki nowotworowe dzielą się w zastraszającym tempie. To agresywny przeciwnik, który nie daje nam czasu na zastanowienie. Walka o czas, którego nie mam Standardowe leczenie (radioterapia i chemioterapia) daje mi statystycznie tylko 1-2 lata życia. To za mało! Chcę walczyć o więcej. Moją nadzieją jest immunoterapia w Niemczech oraz terapia OPTUNE (TTFields). Niestety, koszt OPTUNE (TTFields) to około 120 000 zł miesięcznie. Rok takiego leczenia to ponad milion złotych. To kwota, której sam nigdy nie zgromadzę, ale która jest ceną za moją przyszłość. Każda zebrana złotówka daje mi szansę na skorzystanie z tych nowoczesnych metod. Miłość silniejsza niż rak Mimo diagnozy, nie poddaliśmy się. 31 grudnia 2025 roku, tak jak planowaliśmy, wzięliśmy ślub. Zamiast hucznego wesela, które miało odbyć się 10 stycznia, mamy przed sobą najtrudniejszą bitwę - o moje życie. Obiecałem jej "na zawsze", a teraz muszę zrobić wszystko, by to "zawsze" nie skończyło się za rok. Zawsze starałem się być wsparciem dla innych. Dziś to ja muszę prosić o pomoc. Środki zebrane na tej zbiórce zostaną przeznaczone na: Leczenie onkologiczne, suplementację i terapie wspomagające, które nie zawsze są refundowane Terapię OPTUNE i leczenie za granicą Kosztowną rehabilitację neurologiczną, abym mógł odzyskać władzę w lewej ręce Bieżące koszty związane z walką z chorobą, która wykluczyła mnie z pracy zawodowej. Każda złotówka, każde udostępnienie to dla mnie szansa na to, bym mógł jeszcze kiedyś wrócić do masażu i cieszyć się życiem u boku mojej żony. Dziękuję z całego serca za każde wsparcie. Nie poddaję się!

325 zł z 250 000 zł
0%
Mieczysław Białecki, Zemborzyce dolne

Mam dla kogo żyć - pomóż mi w mojej walce o każdy dodatkowy dzień

Mam na imię Mieczysław i od 2019 roku walczę z nowotworem złośliwym prostaty. Diagnoza przyszła nagle, jak grom z jasnego nieba. Już wtedy rak był zaawansowany – z przerzutami do węzłów chłonnych. Przeszedłem wiele – leczenie, ból, nadzieję i strach. Przez kilka lat udawało się chorobę kontrolować, ale rok temu nowotwór wrócił… i to ze zdwojoną siłą. Dziś zmagam się z przerzutami do kości, szpiku kostnego i kolejnych węzłów chłonnych. Organizm słabnie, a chemioterapia – mimo ogromnej wiary i wysiłku – nie przynosi oczekiwanych efektów. Czas ucieka, a ja szukam szansy. Według badania PET PSMA z 28.09.2025 nastąpił przerzut raka do kości czaszki, kręgów szyjnych, niemal wszystkich piersiowych i lędźwiowych, żeber, łopatek, kości miednicy, szyjki kości udowej. Wszystkie możliwe terapie dostępne w Polsce mam zastosowane. Pozostaje jeszcze nowoczesna, dająca duże szanse terapia Lutet 177, niestety jest ona dostępna jedynie poza granicami Polski. Orientacyjny koszt to około 320 tys. Zbiórka, którą zakładam z rodziną, ma mi dać szansę na skorzystanie z nowoczesnego leczenia, zanim będzie za późno. Dlatego jeśli możesz, pomóż mi przedłużyć czas z moją rodziną i ukochanymi wnukami. Każda złotówka, każde udostępnienie, każda dobra myśl przybliża mnie do leczenia, którego potrzebuję. Z całego serca – dziękuję.

70 224 zł z 320 000 zł
21%
Łukasz Dołębski, Nakla

Międzybłoniak otrzewnej - spersonalizowana terapia ostatnią szansą dla Łukasza

Łukasz ma 44 lata. To człowiek, który nigdy nie szukał rozgłosu - cichy, skromny samotnik, nigdy nikogo nie prosił o pomoc, którego największą pasją jest wędkowanie, podróże i spokój na łonie natury. Ukończył politologię na UMCS w Lublinie, pracował w lokalnej firmie produkującej palety drewniane. Niestety 5 lat temu jego plany życiowe i sens życia runęły. Diagnozabrzmiała jak wyrok śmierci - międzybłoniak otrzewnej - ekstremalnie rzadki i agresywny nowotwór. Jakby tego było mało, w tym samym czasie kiedy jego świat się walił, odeszła od niego żona. Łukasz został zmuszony do walki z nowotworem w pojedynkę. Ale nie pozwoliliśmy mu na to - My - jego rodzice i młodsza siostra - stanęliśmy za nim murem. Łukasz nie zgodził się na chemioterapię, po długim gojeniu rany wrócił do pracy i w miarę normalnego życia. Jednak w styczniu tego roku nowotwór uderzył nagle ze zdwojoną siłą. Doszło do ostrej wznowy, mimo regularnych wizyt u onkologa. Lekarze przeprowadzili dramatyczną operację ratującą życie - Łukasz stracił większą część jelita cienkiego, wyłoniono dwie stomie, a jego codziennością stało się żywienie pozajelitowe, ciągłe zmiany opatrunków, wenflonów i zastrzyki. Po 2 tygodniach na OIOM-ie system medyczny rozłożył ręce. Łukasza przeniesiono do hospicjum. Usłyszeliśmy okrutne słowa - "Na ten nowotwór nie ma leczenia, pacjenci nie przeżywają...". Jednak my nie pogodziliśmy się z tym wyrokiem. W czasie gdy Łukasz przebywał w hospicjum, my poruszyliśmy niebo i ziemię, dotarliśmy do jednego z najwybitniejszych onkologów w Polsce. Zaproponował specjalistyczne badania genetyczne Exacta w Wielkiej Brytanii, niezwykle kosztowne, ale dające nadzieję. Łukasz od ponad miesiąca przebywa w domu w tzw. hospicjum domowym - opiekujemy się nim 24 godziny na dobę. Wszystkim nam jest ciężko, ale musimy być dzielni i walczyć. Miesiąc temu przyszły wyniki z Wielkiej Brytanii. Stało się coś, w co inni lekarze nie wierzyli - wyniki badań dały nam konkretną odpowiedź - zielone światło do walki! Ta walka kosztuje fortunę, a czas ucieka! Dla Łukasza stworzono spersonalizowaną terapię. Jest już po pierwszych wlewach dożylnych celowanych substancji, które mają niszczyć komórki nowotworowe oraz stymulować układ odpornościowy do walki. Pojawiła się realna szansa na życie dla Łukasza. Niestety, barierą potwornie trudną do przejścia stają się koszty tej terapii. Leczenie odbywa się w Szczecinie - a wizyty muszą odbywać się regularnie co 3 tygodnie. Koszty specjalistycznych leków, transportu, opieki lekarskiej rujnują nasz budżet. Nie wiemy, jak długo może potrwać terapia, ale wiemy, że nie wolno nam jej przerwać. Przerwanie leczenia oznaczałoby poddanie się bez walki i zwycięstwo międzybłoniaka. Łukasz chce żyć. Pragniemy, by jeszcze kiedyś mógł w spokoju usiąść z wędką nad wodą i nie być od nikogo zależny. Bardzo prosimy Was o pomoc w sfinansowaniu tego medycznego cudu. Każda wpłata, każda złotówka i każde udostępnienie tej zbiórki to dla naszego syna i brata szansa na jutro. Z całego serca dziękują- Rodzice i Siostra Łukasza

185 zł z 250 000 zł
0%
Aneta Mazur, Kraków

Pomóż Anecie walczyć z glejakiem!

Pomóżmy Anecie - kochanej żonie, matce, córce, przyjaciółce walczyć z rakiem! Są ludzie, którzy w krótkim czasie potrafią wniknąć głęboko w nasze życie - swoją osobowością, dobrocią, talentem i obecnością, która zostaje w sercu na długo. Aneta jest właśnie taka i każda spotkana osoba na jej drodze lubi ją za jej otwartość i szczerość. Niestety, życie bywa brutalne. Pierwsze objawy (problemy z mową) dały sygnał, że jest coś nie tak. Aneta usłyszała diagnozę, która zmienia wszystko: rak złośliwy - guz mózgu GLEJAK. Wyniki badania histopatologicznego były bezlitosne: glejak (glioblastoma). To jeden z najbardziej złośliwych, agresywnych i nieprzewidywalnych nowotworów mózgu. Nawet przy pełnym leczeniu – operacji, radioterapii i chemioterapii – medycyna nie daje żadnych szans na pełne wyleczenie. Aneta straciła zdrowie, pracę, dochód i pasję. Potrzebuje naszej pomocy, by żyć i walczyć o każdy dzień, miesiąc, rok... Danie szansy na dobre leczenie trzyma ją przy zdrowiu psychicznym, bo musi mieć siłę na leczenie. Aneta ma 45 lat. Ma dwójkę wspaniałych dzieci – 13-letnią córkę i 15-letniego syna. To kobieta o ogromnym sercu, która całe życie była blisko ludzi. Zawsze pomocna, empatyczna, kochająca – nie tylko dla swojej rodziny, ale także dla innych oraz dla zwierząt, które często znajdowały u niej schronienie i ciepło. Prowadziła własną pracownię protetyczną, pomagając ludziom odzyskać uśmiech, godność i pewność siebie. Niestety, postępująca choroba odebrała jej siły i możliwość pracy. Pracownia została zamknięta, a my straciliśmy jedno z głównych źródeł dochodu. Leczenie w Polsce trwa – obecnie od 4 sierpnia jest w trakcie 6-tygodniowego leczenia chemio i radioterapią w krakowskim Narodowym Instytucie Onkologicznym. Choroba bardzo szybko postępuje. Aneta w przeciągu 3 miesięcy z powodu ucisku 3 guzów na ośrodki mózgu utraciła zdolność pisania i czytania, ma problemy z mową. Cała prawa strona ciała jest bez czucia, nie słyszy na prawe ucho, traci wzrok w prawym oku, nie ma czucia w prawej ręce, a prawa noga jest bezwładna. Sama już się nie porusza i musi jeździć na wózku. Chemia, którą otrzymuje, jest bardzo toksyczna, aby powstrzymać rozwój patologicznych komórek - osłabia odporność organizmu, powoduje utratę włosów oraz ciągłe zmęczenie, senność. Ale Aneta się nie poddaje!!! Statystyki to nie wyrok – jest matką, żoną, człowiekiem, która ma dla kogo żyć i o co walczyć! Już w trakcie radioterapii i chemioterapii w szpitalu codziennie ćwiczy, by odzyskać władzę w ręce i nodze. Mocno wierzmy, że obecna terapia szpitalna przyniesie takie efekty, że będzie możliwa operacja i usunięcie guzów. Po wyjściu ze szpitala konieczne będzie dalsze leczenie i rehabilitacje: specjalistyczne wizyty u onkologów, neurologów i rehabilitantów, kosztowne leki wspomagające terapię, częste dojazdy do klinik i gabinetów w różnych częściach kraju, środki pielęgnacyjne i wsparcie w opiece domowej. Dodatkowo potrzebna jest dalsza rehabilitacja domowa i logopedyczna, bo Anetka od nowa musi nauczyć się mówić oraz pisać. Mimo naszej trudnej sytuacji nie poddajemy się. Codziennie szukamy dodatkowych możliwości pomocy – również w zagranicznych klinikach, które oferują nowoczesne metody leczenia glejaków. Ale i one wiążą się z ogromnymi kosztami, które znacznie przekraczają możliwości naszej rodziny. Niestety wiele metod leczenia jak immunoterapia w IOZK w Niemczech (140 tys. euro) czy leczenie zmiennym polem magnetycznym TTField (120 tys. zł/m-c) są bardzo kosztowne i nierefundowane w Polsce. Po usunięciu guzów planujemy dalsze leczenie immunologiczne w IOZK w Kolonii w Niemczech jako czwarty filar obok radykalnej chirurgii, radioterapii i chemioterapii. Immunoterapia IOZK składa się z różnych form terapii, takich jak: wirusoterapia, hipertermia, terapia szczepionkowa i terapia inhibitorami punktów kontrolnych. To wielorakie podejście terapeutyczne przy takiej chorobie jak guzy mózgu daje szanse na skuteczne powstrzymywanie tej choroby poprzez aktywację układu odpornościowego pacjenta, dopóki nie znajdzie się lek zatrzymujący chorobę. Dziś stoimy przed ogromnym wyzwaniem – walczymy o zdrowie Anety. Nasze dzieci codziennie patrzą z nadzieją, że mama jeszcze będzie zdrowa, że wszystko się ułoży i będzie jak dawniej. Dlatego proszę w imieniu Anety, swoim i naszych dzieci: POMÓŻCIE. Każda złotówka to realna pomoc. Każde udostępnienie tej zbiórki to krok do celu. Każde dobre słowo daje siłę do walki. WIERZĘ, ŻE RAZEM Z WAMI OSIĄGNIEMY CEL... Nie pozwólcie, by zabrakło nam wsparcia wtedy, gdy najbardziej jest nam potrzebne. Prosimy! Nasz nr telefonu 507055406 - gdyby ktokolwiek chciał porozmawiać.

44 743 zł z 300 000 zł
14%
Artur Dąbrowski, Nowy Dwór Mazowiecki

Zbieram na leczenie chłoniaka

Witam, mam na imię Artur, mam 53 lata. Jestem ojcem dwóch córek (15 i 23 lata). Zachorowałem w listopadzie 2020 roku. Byłem w pełni zdrowy i silny, pełen życia. Po profilaktycznych badaniach zleconych przez lekarza rodzinnego dostałem szokujący telefon z informacją, że muszę natychmiast jechać do szpitala i że przy moich wynikach mogę w każdej chwili umrzeć. Spędziłem kilka tygodni w szpitalach na diagnostyce i ostatecznie zdiagnozowano u mnie przewlekłą niewydolność szpiku kostnego (bardzo rzadką odmianę nieuleczalnego chłoniaka – Makroglobulinemię Waldenströma), która wywołała schyłkową niewydolność nerek wymagającą dializoterapii bądź przeszczepu nerki. Pierwszy kurs chemioterapii nie zadziałał, zmieniono leczenie. Po kolejnej silnej chemioterapii wystąpiła tzw. bardzo dobra częściowa odpowiedź (ponad 95% remisji). Makroglobulinemia Waldenströma jest jednak chorobą nieuleczalną, nawroty są tylko kwestią czasu, a chemioterapia, którą powinienem przyjąć w kolejnym rzucie choroby, nie jest w Polsce refundowana. Jej roczny koszt to ok. 300 tys. . Doświadczenia w leczeniu Macroglobulinemii Ibrutinibem na świecie wskazują na wysoką skuteczność tego leku, co jest źródłem ogromnej nadziei dla mnie i mojej rodziny. Jednak koszt jego finansowania zdecydowanie przekracza nasze możliwości, zwłaszcza że jest to tylko jeden z wielu wydatków, które ponosimy w związku z chorobą (konsultacje w Polsce i za granicą, leki, dojazdy na dializy). W szpitalu przy ul. Banacha w Warszawie (jednym z dwóch tylko ośrodków w Polsce, które są w stanie leczyć moją przypadłość) jestem pod opieką doskonałych lekarzy, którzy z ogromnym zaangażowaniem starają się pomóc mi w tej trudnej sytuacji, jednak pewnych barier systemowych nie przekroczą.. Chciałbym móc jak najdłużej cieszyć się życiem, pracować, uczestniczyć w dorastaniu moich córek, może i wnuków... W związku z tym zwracam się z prośbą do wszystkich ludzi dobrej woli o pomoc. Z góry dziękuję!

42 942 zł z 300 000 zł
14%
Małgorzata Lemanowicz, Słupsk

Gosia potrzebuje drogiego leku, by wygrać walkę z białaczką

Mam 54 lata. Jestem szczęśliwą matką dwóch dorosłych córek oraz żoną opiekuńczego męża. W 2009 roku zdiagnozowano u mnie przewlekłą białaczkę limfocytową. Potocznie nazywa się ją białaczką ludzi starszych, ponieważ najczęściej diagnozuje się ją w 60 - 70 roku życia. Niestety, jestem przypadkiem nietypowym i choruję na ten rodzaj nowotworu złośliwego od 41 roku życia. Mój organizm jest bardzo oporny na leczenie i zazwyczaj reaguje zupełnie inaczej niż lekarze, by tego chcieli. W pierwszych 4 latach nie było wskazań do rozpoczęcia leczenia, jednakże 9 maja 2013 roku mój stan znacznie się pogorszył. Wyniki morfologii wykazały bardzo wysoki poziom leukocytów, a węzły chłonne mocno się powiększyły. Właśnie wtedy lekarze postanowili rozpocząć leczenie chemioterapią. Po każdej dawce leku czułam się coraz lepiej, znowu mogłam wrócić do pracy, którą uwielbiam. Można powiedzieć, że nią żyję! W międzyczasie musiałam pojawiać się w szpitalu na transfuzjach krwi z powodu spadku hemoglobiny. Jednak rok temu wszystko się zmieniło. W wakacje trafiłam do szpitala w stanie bardzo ciężkim... Lekarze nie wiedzieli, czy mnie uratują. Nie byłam w stanie podnieść się z łóżka, codzienne silne bóle i wysokie temperatury nie pozwalały mi normalnie funkcjonować, byłam bliska śmierci i straciłam wszelką nadzieję. Na szczęście - jak widać - lekarzom przy wsparciu pielęgniarek i psychologa udało się mnie uratować, za co bardzo im dziękuję!!! Straciłam włosy, co jest bardzo ciężkim przeżyciem dla kobiety. Nie mogłam przekonać się do noszenia peruki. Wydawało mi się, że wszyscy na mnie dziwnie patrzą, mimo że dzieci uważały, że bardzo ładnie w niej wyglądam. Udało mi się to przetrwać. Aż w październiku 2016 roku wszystko wróciło: wzrost limfocytozy, ograniczenie aktywności fizycznej, gorączki, potliwości, spadek masy ciała, organy wewnętrzne i węzły chłonne bardzo mocno się powiększyły. Gdy córka przyjechała mnie odwiedzić z drugiego końca Polski, nie byłam w stanie się z nią przywitać. Kolejny raz spędziłam na izolatce w szpitalu dwa miesiące. Lekarze zastosowali kolejne leczenie. Gdy wszystko szło w dobrą stronę i miałam nadzieję, że wyjdę już ze szpitala do domu, zaczęły się problemy... Niewiele nawet pamiętam... Wdała się infekcja bakterią E.coli i poważne powikłanie zakrzepowo-zatorowe żyły szyjnej. Byłam w stanie bardzo ciężkim. Lekarze poinformowali mnie, że nie mogą już mnie leczyć chemioterapią i wyczerpano możliwości terapii dostępne w Polsce. Abym mogła żyć, muszę codziennie zażywać nowoczesny lek. To przełomowy lek w medycynie. Nazywa się go również ZŁOTĄ TABLETKĄ, ponieważ pozwala ciężko chorym ludziom na białaczkę normalnie funkcjonować. Po odstawieniu tego leku następuje gwałtowny nawrót choroby i brak szans na życie. Dzięki pomocy lekarzy otrzymałam lek na 3 miesiące, ale terapię trzeba kontynuować. Miesięczny koszt leczenia tabletkami w Polsce wynosi 35 000 zł. Mimo że w maju 2018 r. lek wszedł na listę refundacyjną, ja nie kwalifikuję się do programu lekowego. Teraz czuję się lepiej! W końcu jestem w moim rodzinnym domu, mogę chodzić na spacery, spotykać się ze znajomymi i choć na chwilę zapomnieć o tym, że jestem ciężko chora. A co, gdy skończę terapię tym lekiem? Wtedy moje życie również się skończy... Nie pozwólcie odliczać mnie i mojej rodzinie dni do końca życia. Pozwólcie mi nie martwić się o przyszłość!

159 360 zł z 420 000 zł
37%
Arkadiusz Suska, Staszów

Pomóż mi sfinansować leki i przeszczep szpiku kostnego!

Mam na imię Arkadiusz. Mam wspaniałą rodzinę, jestem ojcem dwóch cudownych córek w wieku szkolnym, które wciąż mnie potrzebują! W kwietniu 2017 r. po badaniu szpiku kostnego okazało się, że jestem chory na ostrą białaczkę szpikową typu pośredniego. Po pierwszej chemioterapii nastąpiła poprawa. Obecnie mam pogorszenie wyników krwi. Muszę podjąć dalsze leczenie - włącznie z przeszczepem szpiku. Mieszkam w USA i moje ubezpieczenie nie pokryje w całości tego bardzo drogiego leczenia. Bardzo proszę o wsparcie finansowe. Z góry dziękuję za pomoc.

130 065 zł z 400 000 zł
32%
Anna Szuszczewicz, Pruszcz Gdański

Walczę z czasem. Potrzebuję nierefundowanego leku.

Mam na imię Ania. Walczę z rakiem piersi z przerzutami do płuc. Potrzebuję leku, którego NFZ nie refunduje. Na początku 2012 r. zrobiłam kontrolną mammografię. W opisie wyniku otrzymałam zalecenie wykonania biopsji w celu wyjaśnienia widocznej zmiany. I nagle wielki strach i lęk, nie tylko o siebie, ale także o najbliższych. Wynik biopsji i wyrok: rak piersi. W ciągu kilkunastu dni przeszłam operację, następnie półroczną chemię i roczne leczenie przeciwciałem monoklonalnym IgG1. Leczenie okazało się na tyle skuteczne, że zahamowało chorobę na blisko 3 lata. Wróciła nadzieja, radość z życia i w końcu mogliśmy trochę odetchnąć. Wróciłam do pracy. Starałam się żyć normalnie, może tylko bardziej doceniałam każdy kolejny dzień, bo wiedziałam, że świat może zawalić się w jednej chwili. Cały czas towarzyszyła mi jednak obawa, że nowotwór może wrócić. Każde badanie kontrolne to nieodłączny strach. W kwietniu 2016 r. to, czego tak bardzo się obawiałam, stało się faktem. Kontrolne badanie i wynik: przerzuty do obu płuc. Znowu tradycyjna półroczna chemia i dwa inne leki. Znowu bardzo źle się czułam, brakowało mi sił, miałam chwile zwątpienia. Jednak prawie wszystko można znieść widząc efekty i mając nadzieję. Niestety w styczniu 2017 r. leki przestały działać i guz zaczął rosnąć. Zaprzestano więc dalszego ich podawania. Obecnie nie mam dostępu do leku, którym powinnam być leczona. Na świecie lek ten stosowany jest w leczeniu standardowym, w naszym kraju obowiązują procedury, które uniemożliwiają bezpłatne leczenie nim. W 2012 r. udało się zapanować nad chorobą. Teraz mam przerzuty wymagające zintensyfikowania leczenia. Czas jest w tej sytuacji najważniejszy. Nie mogę sobie pozwolić na niepodjęcie leczenia. Dlatego zdecydowałam się prosić Was o pomoc. Nie mam wyboru. To walka o moje życie. Do tej pory dawaliśmy sobie radę sami. Niestety teraz nie jesteśmy w stanie poradzić sobie bez Waszej pomocy! Terapia trwająca średnio 9,5 miesiąca. jest bardzo kosztowna. Lek musi być podawany regularnie co 3 tygodnie. Koszt jednego podania to ok. 20.000 zł. Cała terapia kosztuje ok. 300.000 zł. Kwota ta całkowicie przekracza możliwości naszej rodziny i najbliższych. Dlatego zwracam się do Was z prośbą o pomoc! Każda złotówka jest niezwykle cenna, dlatego bardzo o nią proszę! Dzięki Waszej hojności będę miała szansę sfinansować leczenie i dzięki temu odejdzie mi chociaż jedno zmartwienie. Decyzję o rozpoczęciu terapii muszę podjąć jak najszybciej. Opóźnienie leczenia naraża mnie na szybki postęp choroby i zmniejsza szansę na życie. Stąd moja ogromna prośba o pomoc finansową i pomoc w rozpowszechnianiu informacji o zbiórce. Poprzednie dwa cykle chemii nie powstrzymały rozwoju choroby. Spowodowały za to szereg skutków ubocznych i wiele dolegliwości. Nowy lek daje mi szansę na powstrzymanie i stabilizację choroby. Wykazuje wysoką skuteczność wobec mojego typu raka (HER2 dodatni, jest to rak inwazyjny, szybko dający przerzuty), a dodatkowo znacznie minimalizuje skutki uboczne terapii. Chociaż jest mi trudno, znoszę wszystko, bo bardzo chcę wyzdrowieć. Najgorsza teraz jednak jest bezsilność i niepewność, czy uda mi się rozpocząć i kontynuować leczenie. W przyszłym roku moja córka wychodzi za mąż. Moim największym pragnieniem jest być z Nią w tym tak ważnym dla Niej i dla mnie dniu. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby mnie z Nią nie być! Bardzo proszę, pomóżcie mi! Podobno dobro powraca! Za każdą najmniejszą wpłatę z serca dziękuję!

29 222 zł z 300 000 zł
9%
Katarzyna Woźniak, Pilawa

Pomóżmy Kasi

❤️ POMÓŻMY KASI WALCZYĆ O ŻYCIE ❤️ Kasia ma 48 lat. Jeszcze niedawno była pełną życia kobietą, miała swoje plany, marzenia i codzienność, którą nagle przerwała straszna diagnoza. W marcu tego roku, po wypadku rowerowym, Kasia poznała diagnozę, która zmieniła wszystko. Okazało się, że walczy z bardzo złośliwym i niezwykle rzadkim rakiem kory nadnerczy (ACC), z przerzutami do wątroby, kości i układu krwionośnego. Ta wiadomość spadła na nią jak grom z jasnego nieba. Kobieta w pełni życia z dnia na dzień została pozbawiona swoich skrzydeł. Zamiast planować przyszłość, musi dziś walczyć o każdy kolejny dzień. Obecnie Kasia przebywa w Hospicjum Onkologicznym św. Krzysztofa w Warszawie na Ursynowie. Nie włada nogami i cały czas spędza w łóżku. Najprawdopodobniej czeka ją wózek inwalidzki. Jej leczenie onkologiczne zostało przerwane, ponieważ jej organizm bardzo źle na nie reaguje. Mimo tego Kasia się nie poddaje. Ona chce żyć! ❤️ Kasia ma 25-letniego syna Dominika i ogromne marzenie – doczekać dnia, w którym zostanie babcią. W tej trudnej walce wspierają ją mama, siostra z mężem i synem, syn Dominik oraz jej partner życiowy. To właśnie oni są przy niej, dają jej siłę i pomagają każdego dnia. Lekarze dają Kasi obecnie kilkanaście miesięcy życia. Ona jednak nie chce się poddać. Chce walczyć o każdą kolejną chwilę i zrobić wszystko, aby otrzymać jeszcze jedną szansę na leczenie onkologiczne. Dlatego potrzebne są środki na intensywną, prywatną rehabilitację, podniesienie Kasi z łóżka, odzyskanie choć części sprawności i wzmocnienie organizmu, aby mogła ponownie podjąć leczenie. Koszt prywatnej rehabilitacji to około 5 000 zł miesięcznie. Potrzebujemy również środków na przystosowanie domu do jej obecnej sytuacji: 🏠 Kompleksowy remont łazienki przystosowanej do potrzeb osoby z niepełnosprawnością – koszt około 65 000–75 000 zł. ♿ Boczna winda/platforma dla wózka inwalidzkiego – koszt około 80 000–100 000 zł. Kasia mieszka na pierwszym piętrze, a schody są ogromną przeszkodą. Bez takiego rozwiązania powrót do domu może być dla niej bardzo trudny lub wręcz niemożliwy. 🛏️ Elektryczne łóżko rehabilitacyjne – potrzebne, aby Kasia mogła bezpiecznie funkcjonować, zmieniać pozycję, być pielęgnowana i wykonywać ćwiczenia rehabilitacyjne. Przy jej obecnym stanie zdrowia jest to niezbędne wyposażenie na czas powrotu do domu. To ogromne koszty, ale dla Kasi oznaczają coś znacznie ważniejszego niż pieniądze – możliwość powrotu do domu, rehabilitacji, walki o sprawność i być może ponownego podjęcia leczenia. 🙏 Każda złotówka ma znaczenie. Każda wpłata może pomóc Kasi zawalczyć o kolejny dzień, miesiąc, a może nawet lata życia. Nie pozwólmy jej walczyć samej. Pomóżmy Kasi odzyskać skrzydła, wrócić do domu i zawalczyć o życie. ❤️ Kasia chce żyć. Chce być ze swoim synem, rodziną i ukochanym. Chce doczekać wnucząt. Pomóżmy jej dostać tę szansę. Prosimy – wpłać, jeśli możesz, i udostępnij tę zbiórkę. Każde wsparcie, nawet najmniejsze, ma ogromne znaczenie. ❤️

16 955 zł z 300 000 zł
5%