Zbiórki

Edyta Nowak, Sokołów Podlaski

Razem przeciwko rakowi piersi

Mam na imię Edyta. Moją pasją są podróże i odkrywanie nowych miejsc. Na ten rok miałam wiele planów, ale życie napisało zupełnie inny scenariusz. 3 kwietnia usłyszałam diagnozę – rak piersi. Obecnie jestem w trakcie chemioterapii i każdego dnia walczę o zdrowie oraz przyszłość. Największą siłę dają mi moje dzieci – mają 17, 15 i 10 lat. To dla nich chcę wyzdrowieć i wrócić do normalnego życia. Leczenie wiąże się z dużymi kosztami, dlatego proszę o wsparcie mojej zbiórki. Każda wpłata, nawet najmniejsza, pomaga mi skupić się na tym, co najważniejsze – walce z chorobą i powrocie do zdrowia. Dziękuję z całego serca za każdą pomoc, udostępnienie zbiórki i dobre słowo.

6 206 zł z 10 000 zł
62%
Jacek Kozyra, Pruszcz Gdanski

Na ciągłą rehabilitację

Nazywam się Jacek Kozyra, mieszkam wraz z żoną i siedemnastoletnią córką w Pruszczu Gdańskim. W lipcu 2017 roku zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy (chrzęstniakomięsak) w kręgosłupie. Rokowania, jakie usłyszałem w Akademii Medycznej w Gdańsku, to paraliż i śmierć w najbliższym czasie. Powiedziano mi, że jeżeli znajdę neurochirurga, który podejmie się tej operacji, mam szanse żyć. Byłem u sześciu neurochirurgów w Polsce, nikt nie chciał podjąć się tej operacji. Z pomocą profesora z Akademii zacząłem szukać pomocy za granicą. Udało nam się skonsultować z lekarzem w Narodowym Centrum leczenia schorzeń kręgosłupa w Budapeszcie, który ma bardzo duże doświadczenie w operacjach tego typu nowotworu tak umiejscowionego. Powiedział, że jest w stanie mnie zoperować, jednak by mogło się to odbyć, musi wpłynąć pełna kwota tj. 46 tys. EURO na konto szpitala. Oczywiście pieniądze pożyczyłem, ponieważ czas tutaj odgrywał bardzo ważna rolę i 16.08.2017 przeszedłem operację całkowitej resekcji guza. Usunięto guza w jednym kawałku z zapasem zdrowej tkanki, co było najważniejsze i czego w Polsce nikt nie chciał się podjąć. Wycięto mi trzy kręgi kręgosłupa, trzy przylegające żebra po 10 cm, trzy wypustki nerwowe i wykonano plastykę opony twardej. Niestety podczas operacji doszło do częściowego uszkodzenia rdzenia kręgowego w odcinku piersiowym na skutek niedokrwienia. Ubiegałem się o zwrot kosztów w NFZ, ale niestety nie otrzymałem refundacji. Od tego czasu minęło już ponad dwa lata. Od wysokości klatki piersiowej mam niedowład prawostronny, spastyki i brak czucia. Dzięki nieustannej rehabilitacji jestem samodzielny, chodzę o dwóch kulach. Przed operacją pracowałem, dziś jest to niemożliwe, wszystko spadło na moją żonę. Moja sprawność jest uzależniona od ciągłej rehabilitacji. Zbiórkę organizuję przede wszystkim na rehabilitację i wyjazd do ośrodka na turnus rehabilitacyjny. Jeśli możesz pomóc - serdecznie dziękuję. Jacek

46 170 zł z 50 000 zł
92%
Paulina Derewenda, ZGIERZ

Potrzebuję wsparcia w dalszej walce (konsultacje, badania, leki)

Mam na imię Paulina i jestem 44-letnią, chorą na nowotwór złośliwy, mamą trzech synów: 25-letniego Roberta, 15-letniego Gabriela i 12-letniego Miłosza (chorego na padaczkę). Moją pasją, zanim usłyszałam wyrok, było szydełkowanie. Lubiłam podróżować, zwiedzać i poznawać nowe miejsca. Kocham przyrodę. Chciałabym, by to powróciło... W 2013 roku zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór piersi z nadekspresją receptora HER 2 (HER2-dodatni rak piersi jest szczególnie agresywną postacią choroby dotykającą około 20% pacjentów) To było jak wyrok! Bardzo pragnęłam żyć... Od września do grudnia tego samego roku przeszłam trzy operacje. Ostatecznie usunięto mi całą pierś i częściowo węzły chłonne. To niestety nie był koniec. Włączono mi chemię, później przez rok podawano przeciwciała, a następnie hormonoterapię. Było ciężko, ale cały czas pozostawała nadzieja, która zawsze umiera ostatnia. Czułam się nieźle, więc może? To jednak nie wszystko. W tym samym roku u mojego najmłodszego syna Miłosza zdiagnozowano padaczkę. Rozpoczęliśmy z mężem walkę o jego zdrowie. Nie mógł chodzić do szkoły, miał indywidualne nauczanie. Myślałam wtedy: co jeszcze?! Walka jednak trwała - teraz już nie tylko o mnie, ale i moje dziecko. W czerwcu 2017 roku, po zaleceniu lekarza, usunięto mi narządy rodne - dla bezpieczeństwa. Radość nie trwała jednak zbyt długo. W grudniu 2018 roku nastąpiła wznowa nowotworu piersi. Kolejna operacja. Usunięto mi resztę węzłów, ale zostawiono guza, którego nie zauważono. Byłam przerażona i zrozpaczona! Po dwóch tygodniach miałam kolejną operację. Tym razem guza usunięto i znów włączono chemię. Przeciwciał już mi nie podano, bo nasze prawo nie przewiduje możliwości pojawienia się guza sutka, który został wcześniej usunięty. Byłam wykończona psychicznie i fizycznie. Nie mogłam wrócić do pracy, bo nie miałam siły, a pieniądze topniały w zastraszającym tempie. Jednak walczyłam dalej. Jakby tego było mało, w lipcu 2019 roku spadł na mnie kolejny cios. Okazało się, że nastąpił przerzut do wątroby (guz jest nieoperacyjny) i płuc. I znowu chemia - tym razem do końca życia. Pytanie tylko: Jak długiego? Potem doszły płuca i gronkowiec "sprezentowany" mi przez szpital, w którym podawano mi chemię. Wtedy wpadłam w depresję. Zastanawiałam się, co jeszcze... Ile jeszcze może znieść moje ciało i moja psychika?! Wewnętrzna walka, którą muszę toczyć każdego dnia - z sobą, z własnym ciałem - wykańcza. Nie mogę wszystkiego pokazać. Mam dzieci i męża, którzy od wielu lat wspierają mnie w zmaganiach o życie. Pomagają mi rodzice, brat, teściowie, przyjaciele i znajomi. Przydałby się jeszcze jakiś cud... I Wasza pomoc, żeby kontynuować ten nierówny pojedynek ze śmiercią, która cały czas na mnie czyha. Mam nadzieję, że z Waszą pomocą mi się uda! Bardzo proszę o wsparcie w zbieraniu środków na leki, badania, konsultacje. Marzę, by było jeszcze jakieś jutro... Pragnę widzieć, jak dorastają moje dzieci. Cieszyć się porami roku i otaczającym mnie światem. Jest przecież taki piękny! Proszę, pomóżcie mi spełnić moje marzenia - tak niewielkie, a tak wielkie zarazem...

76 096 zł z 80 000 zł
95%
Mariola Krakowiak-Misiuna, Marcinowice

Zbiórka dla Marioli

Witam Państwa, potrzebuję pieniążki na dojazdy, leki oraz inne wydatki wynikające z choroby nowotworowej. Jestem osobą niepracującą. Dziękuję za zrozumienie.

1 090 zł z 5 000 zł
21%
Krystyna Kalita, Wrocław

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Krysia odeszła...

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Krysia odeszła... Składamy szczere wyrazy współczucia jej rodzinie i bliskim, Zarząd Fundacji Alivia. Zbiórka Krysi została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Mam na imię Krysia, mam 56 lat i w październiku 2023 roku usłyszałam diagnozę, która zatrzymała mój świat - niedrobnokomórkowy rak złośliwy płuca prawego. Zanim jednak do niej doszło, były miesiące niepewności i nietrafionych diagnoz, które opóźniły właściwe leczenie. Kiedy w końcu poznaliśmy prawdę, choroba była już bardzo zaawansowana. Od tego czasu przeszłam długą i trudną drogę od bolesnych biopsji, po ciągłe badania diagnostyczne typu PET, TK. Za mną wiele cykli leczenia radiochemioterapią, a tylko w tym roku 4 wlewy chemii. Obecnie jestem w trakcie terapii celowanej, która daje szansę na spowolnienie choroby. Niestety lekarze nie pozostawiają złudzeń - tego raka nie da się już wyleczyć. Możemy jednak walczyć o czas, a ja mam w sobie wolę i chęć do walki, mimo że czasem brakuje sił. Każdy dzień to dla mnie ogromny wysiłek. Choroba i leczenie bardzo osłabiły mój organizm. Staram się ruszać co dzień, walczę, ale wejście po schodach już nie jest takie łatwe. Straciłam włosy - coś, co może wydawać się małe, ale dla kobiety jest częścią godności i poczucia siebie. Włosy to był mój największy atut. Bardzo chciałabym móc pozwolić sobie na perukę, która da mi choć odrobinę normalności. Teraz korzystam z peruk syntetycznych bądź zakrywam głowę chusteczkami. Zmagam się też z kosztami codziennego funkcjonowania podczas choroby. Muszę stosować specjalistyczne odżywianie - nutridrinki i suplementy, które pomagają mi utrzymać siły i walczyć dalej. Do tego dochodzą prywatne konsultacje u onkologów i innych specjalistów, dojazdy do szpitala co 3 tygodnie w cyklach chemii, leki przeciwbólowe i przeciwwymiotne. Dodatkowo psycholog, bez którego byłoby mi ciężko. To wszystko jest bardzo drogie, a ja nie jestem w stanie sama tego udźwignąć, a chciałabym móc czuć, że mogę w miarę normalnie żyć. Obecna renta to 1100 złotych miesięcznie, a sam wynajem mieszkania kosztuje mnie 1900. Nie mam męża. Jestem wdową. Całym moim światem są moje córki i ich partnerzy, którzy wspierają mnie finansowo, psychicznie i fizycznie, jak tylko mogą, oraz mój czteroletni wnusio. To dla nich chcę żyć jak najdłużej, ale nie chcę być ciężarem, tylko móc korzystać z życia z nimi jak najdłużej. To oni dają mi siłę, żeby każdego dnia wstawać i się nie poddawać. Uwielbiam spędzać czas z moją wspaniałą rodziną. Kocham zwierzęta, w tym psy moich córek. Kocham spacery i świeże powietrze. Doceniam małe rzeczy i cieszę się z nich każdego dnia. Dlatego proszę o pomoc. Każda, nawet najmniejsza wpłata to dla mnie realne wsparcie - to kolejny dzień walki, kolejna szansa na wspólne chwile z najbliższymi. Dziękuję z całego serca za każdą pomoc, udostępnienie i dobre słowo. Wszystkim wysyłam dobrą energię i dużo zdrowia, bo to naprawdę najważniejsze. ❤️

6 079 zł z 10 000 zł
60%
Krystyna Knop, Szczecin

WALKA O ŻYCIE. Koszty związane z dietą, specjalnymi odżywkami, dojazdami i dalszym leczeniem

7 lat temu wykryto u mnie nowotwór złośliwy piersi. Co 2 lata robiłam mamografię lub usg. W badaniu wyszło, że mam guzka w prawej piersi. Onkolog stwierdził, że taki guzek ma dużo kobiet. Niestety po następnych dwóch latach zaczęło mnie pobolewać w prawej piersi. W trakcie badania wyszło, że z jednego guzka zrobiły się trzy połączone ze sobą. Najpierw ogarnął mnie szok, później złość do onkologa, który powinien zlecić usunięcie guzka. Diagnoza: rak złośliwy piersi. Przeszłam dwie operacje. Na szczęście nie było przerzutów. Zastosowano radioterapię. Jestem pod kontrolą 5 lekarzy specjalistów: onkologa, gastrologa, endokrynologa, ginekologa, pulmonologa. Na dzień obecny piersi bez zmian onkologicznych. Niestety obecnie choruję na nowotwór złośliwy jelita grubego z przerzutami do wątroby. 5 lat mija w lutym 2026 r., jak robiłam kolonoskopię. Podobno według zaleceń powinno się robić to badanie co 5 lat, ale w moim przypadku okazało się to nieskuteczne. Pragnę zaznaczyć, że zawsze byłam szczupła, ale obecnie jestem chuda oraz mam duże niedożywienie, z czego niektórzy lekarze robili sobie żarty. Nie zlecili też badań jelita, mimo że podwyższał się marker raka układu pokarmowego. Jeszcze wspomnę, że u mnie mama chorowała na raka jelita i jej siostra, o czym mówiłam lekarzom. Jak zachorowałam, to zaczęłam dużo czytać na stronach medycznych i dowiedziałam się, że przy występowaniu w rodzinie raka powinno się robić kolonoskopię częściej. Nie jestem lekarzem. To lekarz powinien zlecić dokładniejszą diagnostykę. Jeśli u kogoś pojawiają się polipy, należy również częściej się badać. Przepraszam, że się tak rozpisałam. Pragnę wszystkich ostrzec przed tym, co mnie spotkało. W tej chwili jestem po operacji. Mam dietę restrykcyjną, specjalne odżywianie przy dużej niedowadze. Muszę nabrać sił i przybrać na wadze, aby dalsze leczenie było możliwe. Aby temu sprostać potrzeba pieniędzy. Przy mojej emeryturze 2.800 zł na rękę nie daję rady. Dostałam małą pomoc ze strony rodziny, ale na więcej nie mogę liczyć. Z góry dziękuję za jakąkolwiek pomoc.

1 812 zł z 6 000 zł
30%
Marek Sztabnicki, Biały Bór

Zbieram na leczenie podtrzymujące po przeszczepie.

Dnia 11.09.2017 r. wynik histopatologiczny jednoznacznie stwierdził, że jestem chory na chłoniaka z komórek płaszcza C83. Jestem teraz po szóstym cyklu chemioterapii, leczę się w Koszalinie. Byłem już na konsultacjach w klinice onkologicznej w Gliwicach, gdzie po zapoznaniu się z moją dokumentacją medyczną wstępnie zakwalifikowano mnie do przeszczepu komórek macierzystych. Moja żona musiała zrezygnować z pracy, by zaopiekować się mną, ja natomiast jestem bez dochodu, ponieważ przekroczyłem 182 dni zasiłku chorobowego. Składałem dokumenty do ZUS na rentę w grudniu 2017 r. Do dziś bez odpowiedzi ze strony ubezpieczyciela! Ponieważ okresy składkowe w Polsce są niewystarczające, urząd zwrócił się do instytucji zagranicznych o potwierdzenie okresów składkowych, gdyż za granicą również pracowałem. Byłem kiedyś sportowcem wyczynowym, uprawiałem kajakarstwo, przywoziłem medale z mistrzostw Polski. Zawsze sobie radziłem! Najprościej teraz byłoby odejść, ale uważam, że to by było tchórzostwo.

75 794 zł z 80 000 zł
94%
Iwona Wronka, Kaliszki

Na leczenie, dojazdy na chemioterapię i nierefundowane badania

Mam na imię Iwona, zmagam się z chłoniakiem B rozlanym. Koszty dojazdów na chemioterapię i badań nierefundowanych są dla mnie bardzo dużym obciążeniem. Obecnie przebywam na rencie z powodu nowotworu i chorób współistniejących, takich jak: cukrzyca, astma, nadciśnienie i niedoczynność tarczycy. Zawsze byłam samodzielna. Nie umiałam prosić o pomoc, a wręcz przeciwnie to ja wszystkim pomagałam jako członkini Koła Gospodyń,jak również jako członek zarządu Koła Dzieci Niepełnosprawnych i wolontariusz Szlachetnej Paczki. Myślę głównie o tym, jak poradzą sobie moje dzieci, gdyby coś mi się stało... Będę bardzo wdzięcznaza każdą wpłatę na moją zbiórkę. Iwona

5 758 zł z 10 000 zł
57%
SYLWIA KAROLINA TRZCIŃSKA, PIŁA

Pomóż w walce z nowotworem krwi

Dzień Dobry Państwu, nazywam się Sylwia Trzcińska. Zachorowałam na nowotwór krwi – nadpłytkowość samoistną. Ten cały okres jest dla mnie bardzo ciężki. Pojawiają się złość i łzy, a codziennie towarzyszą mi myśli o tym, jak wszystko się potoczy. Dlatego postanowiłam zgłosić się do Państwa o pomoc. Nie proszę o wiele, a jeśli proszę, to uczciwie. Wiem, że osoby, które chcą pomóc, muszą zobaczyć, komu pomagają. Jestem osobą uczciwą i po wielu trudnych przejściach. 💔 Moja sytuacja jest bardzo trudna, ponieważ nie posiadamy własnego mieszkania. Od lat wynajmujemy lokum i wielokrotnie, bezskutecznie, prosiliśmy miasto o mieszkanie – za każdym razem otrzymywaliśmy odmowę. Dodatkowo doszła tak poważna diagnoza… Na początku chorobę było trudno wykryć, ponieważ bardzo źle się czułam. Udałam się do lekarza, który skierował mnie na badania krwi. Wyniki wykazały znacznie podwyższoną liczbę płytek krwi. Następnie trafiłam do hematologa, który postawił diagnozę: nadpłytkowość samoistna, inaczej nazywana trombocytozą. Każdego dnia czuję się źle: mam zimne ręce i nogi, osłabienie, nocne poty. Nie umiem sobie z tym poradzić, ale wierzę, że będzie dobrze 😟 Zebrane środki będą przeznaczone na: wydatki związane z leczeniem - wizyty u lekarza (na NFZ są bardzo długie terminy) i leki. Jestem osobą niepełnosprawną. Choruję na nadciśnienie, choroby tarczycy, astmę oraz stany lękowo-depresyjne, z którymi walczę od lat. Proszę o każdy grosz 🙏 😟 Będę wszystko dokumentować. Z całego serca dziękuję ♥️ -- AKTUALIZACJA W dniu 07.07.2026 byłam u neurologa, dostałam skierowanie na badanie rezonansu magnetycznego ustalonego na 14.11.2026 w celu wykluczenia zmian w obrębie zatok opony twardej, wady naczyniowej z angio-MR z venografią, dostałam również skierowanie do pracowni elektrofizjologii na 28.07.2026 w celu przewodnictwa kończyn górnych, polineuropatii. Obecnie mam bardzo silne bóle głowy i dostałam skierowanie na leczenie operacyjne zatok przegrody nosowej z powodu pogrubionej błony zatoki klinowej. Bardzo proszę państwa o pomoc, będę wszystko dokumentować.

719 zł z 5 000 zł
14%
Paweł Cetlawa, Lipowa

Na leczenie

Witam, jestem chory na raka jelita cienkiego, dwunastnicy z dużą ilością przerzutów. Środki potrzebne są mi na materiały medyczne i leki. Bardzo z góry dziękuję wszystkim darczyńcom.

718 zł z 5 000 zł
14%
Anna Gędoś, Trzebinia

Leczenie nowotworu złośliwego piersi

Mam na imię Anna. Jak większość z Was, nigdy nie myślałam że będę kiedykolwiek pisać taki list. Dwa dni po moich 47 urodzinach miałam wykonaną biopsje, która wykazała wieloogniskowego hormonozależnego raka piersi, HER 2 dodatniego. To rak agresywny, wykazujący się dużą skłonnością do przerzutów. Okres po diagnozie to psychiczne, fizyczne i duchowe tsunami. Zarówno dla mnie jak i moich najbliższych. Zadecydowano, że zostanie mi podana przedoperacyjna chemioterapia. Po rozpoczęciu leczenia byłam pełna entuzjazmu i wiary, że uda mi się pokonać raka i będę żyć. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona. Jednak po 4 cyklu chemioterapii rezonans magnetyczny wykazał zamiast regresji pojawienie się nowych zmian, w tym jedna prawdopodobnie nacieka na skórę. Niestety podejrzana zmiana pojawiła się też w piersi prawej. Dla mnie to jak przerzuty. Leczę się dalej i przygotowuję do operacji. Najlepsze szanse na wyleczenie daje teraz przedoperacyjne podanie chemioterapii i leczenie przy zastosowaniu tzw. podwójnej blokady. Jeden z leków potrzebnych do tej terapii nie jest refundowany w moim przypadku (Pertuzumab), gdyż nie mam przerzutów do węzłów chłonnych. Ja chcę zdążyć przed przerzutami i dlatego proszę Was o pomoc! Koszty tylko tego leku to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Leczenie w części finansuję sama, pomaga mi rodzina, przyjaciele i liczę na Was. Wiele badań i konsultacji medycznych wykonywałam i zapewne będę nadal wykonywać prywatnie. Chciałabym wykorzystać każdą szansę żeby zostać jak najdłużej z moim synem, mężem i bliskimi oraz wrócić do pracy i swoich pasji. Dziękuję! Anna W przypadku wpłat poza stroną, numer konta do wpłat to 24 2490 0005 0000 4600 5154 7831, w tytule przelewu koniecznie trzeba podaćnumer identyfikacyjny "111301" (w ten sposób środki są identyfikowane jako przeznaczone na zbiórkę dla Ani). Rachunek jest prowadzony w Alior Banku, IBAN: PL 24 2490 0005 0000 4600 5154 7831; SWIFT Code (BIC): ALBPPLPW

25 610 zł z 30 000 zł
85%
Małgorzata Wojtkowiak, Poznań (Poznań-Stare Miasto)

Pomoc z serca dla serca ❤️

Mam 37 lat. Siedem miesięcy temu, zaledwie chwilę po narodzinach mojej ukochanej córeczki, usłyszałam diagnozę, która zatrzymała mój świat – rak piersi. Od tamtej pory każdy dzień to walka. Chemioterapia jest już za mną, ale przede mną kolejny, niezwykle trudny etap –obustronna mastektomia piersi i usunięcie jajników, konieczne dlatego, że jestem obciążona mutacją BRCA1. To wszystko wiąże się z ogromnymi kosztami: specjalne staniki , kliny przeciwobrzękowe, rehabilitacja, dojazdy, leki. Potrzebuję też regularnych wizyt u wielu specjalistów – endokrynologa, kardiologa, osteopaty, onkologa i ginekologa, aby móc bezpiecznie przejść przez dalsze leczenie i po nim stanąć na nogi. Chcę żyć. Chcę wrócić do zdrowia, do tego co robiłam do tej pory. Chcę wychować moje dzieci, patrzeć jak rosną, pracować, pomagać, kochać. Kocham życie, dzieci i zwierzęta – to one dodają mi siły, kiedy świat wydaje się zbyt ciężki. Mam w sobie ogromną wolę walki, ale nie udźwignę jej sama. Każda pomoc to dla mnie krok w stronę zdrowia, przyszłości i nadziei. Dziękuję z całego serca każdej osobie, która zechce wesprzeć mnie w tej drodze. ❤️😍🥰

5 586 zł z 10 000 zł
55%