Zbiórki

Klaudia Rother, Świętochowice

Dziękuję za wszystkie wpłaty! Na tę chwilę zawieszam zbiórkę.

Witam kochani, jestem Klaudia, mam 32 lata, męża oraz dwójkę kochanych dzieci, dla których bardzo chcę żyć. W zeszłym roku moje życie zmieniło się całkowicie. Był środek lata, a ja zaczęłam coraz gorzej się czuć. Miałam stany podgorączkowe, ciągle było mi słabo. Poszłam do lekarza i zrobiłam badania. Okazało się, że mam ogromnego guza w brzuchu. Z dnia na dzień trafiłam do szpitala. Operacja wykazała raka jajnika - złośliwy potworniak niedojrzały. Wycięli mi ogromny guz, narząd rodny wraz z przydatkami oraz przerzuty w jelicie i wyrostek robaczkowy. Operacja była długa, ale wszystko skończyło się pomyślnie. Zostały guzy na otrzewnej, których się nie operuje. Sześć tygodni po operacji trafiłam do Gliwic, tam rozpoczęłam chemioterapię. Niestety po pierwszym kontrolnym badaniu Tomografii Komputerowej okazało się, że chemia nie podziałała, są liczne przerzuty do wątroby, których nikt mi nie zoperuje. Lekarze zdecydowali o innej chemii, lecz ja czuję się coraz gorzej. Guzy rozrastają się w szybkim tempie. Kolejna chemia nie chce cofnąć choroby. PROSZĘ KOCHANI, każda złotówka jest dla mnie bardzo ważna. Chciałabym jeszcze pożyć, odchować dzieci. Może jest leczenie innymi metodami, lecz nie stać mnie na nie.

583 zł z 5 000 zł
11%
Monika Leśnikowska, Częstochowa

Monika - nowotwór piersi

Dzień dobry, mam na imię Monika. Zwracam się do Państwa z prośbą o wsparcie w mojej walce z nowotworem piersi HER2-dodatnim, luminalnym typu B, który dał przerzuty do mostka i żeber. Obecnie przechodzę intensywne leczenie paliatywne obejmujące chemioterapię, leczenie anty-HER2, hormonoterapię oraz bifosfoniany. To długa i wymagająca droga, która daje mi szansę na zatrzymanie choroby i jak najdłuższe aktywne życie. Jeszcze niedawno byłam osobą samodzielną i niezależną. Pracowałam, radziłam sobie z codziennymi obowiązkami i problemami, nie prosząc nikogo o pomoc. Choroba zmieniła jednak wszystko. Czynności, które kiedyś były dla mnie zwyczajne i nie wymagały wysiłku, dziś często stają się dużym wyzwaniem. Są dni, kiedy skutki leczenia i choroby są tak silne, że nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Osłabienie, zmęczenie, ból oraz inne dolegliwości sprawiają, że muszę korzystać z pomocy najbliższej rodziny i znajomych. Nawet tak proste sprawy, jak zrobienie zakupów, załatwienie codziennych spraw czy wyjście z domu bywają ponad moje siły. Zdarza się, że organizm po prostu odmawia posłuszeństwa. Mimo trudności nie poddaję się i nie tracę nadziei. Każdego dnia walczę o zdrowie, sprawność i możliwość powrotu do jak najbardziej normalnego życia. Mam dla kogo walczyć. Chcę nadal być wsparciem dla mojej córki, towarzyszyć jej w ważnych momentach życia i cieszyć się każdym wspólnie spędzonym dniem. Marzę o tym, by doczekać wnuków, patrzeć, jak dorastają, stawiają pierwsze kroki, rozwijają swoje pasje i odkrywają świat. Chcę być obecną mamą i kiedyś kochającą babcią, która może uczestniczyć w życiu swojej rodziny. Środki ze zbiórki zostaną przeznaczone na wydatki związane z leczeniem, zakup leków i środków wspomagających, dojazdy do placówek medycznych, badania, rehabilitację oraz codzienne potrzeby wynikające z choroby i jej skutków. Każdy dzień jest dla mnie walką, ale także nadzieją. Wierzę, że dzięki leczeniu i wsparciu ludzi dobrej woli będę mogła jak najdłużej cieszyć się życiem i obecnością moich bliskich. Z całego serca dziękuję za każdą wpłatę, udostępnienie zbiórki i okazane wsparcie. Każda pomoc przybliża mnie do celu, jakim jest dalsze leczenie i możliwość spędzenia jeszcze wielu pięknych chwil z rodziną.

20 580 zł z 25 000 zł
82%
Joanna Łabędzka, Kościan

Droga do wyzdrowienia

Cześć! Nazywam Asia, mam 29 lat. Jestem żoną cudownego męża i mamą dwójki przeuroczych dzieciaczków. Majka starsza córka ma 5 lat, a młodszy syn Staś ma 4 latka. Jeszcze niedawno moje życie wypełniały codzienne sprawy, zabawy i plany na przyszłość. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy w styczniu 2025 r. usłyszałam diagnozę choroby nowotworowej. Przeszłam intensywną chemioterapię, która bardzo wyniszczyła mój organizm. Jestem po mastektomii z wycięciem węzłów chłonnych – operacji, która była ogromnym wyzwaniem zarówno fizycznym, jak i emocjonalnym. To doświadczenie odebrało mi poczucie bezpieczeństwa, ale nie odebrało woli walki. Obecnie jestem na etapie radioterapii. To niezbędny krok w drodze do zdrowia. Najtrudniejsze jest dla mnie to, że choroba odbiera mi siły, które chciałabym poświęcać moim dzieciom. Każdego dnia walczę nie tylko o siebie, ale przede wszystkim o to, by móc być dla nich mamą – obecną, zdrową i pełną życia.

5 515 zł z 10 000 zł
55%
Monika Filipek, Zielona Góra

Leczenie

Bardzo dziękuję za dotychczasowe wsparcie!!! Jak wiecie walczę ze złośliwym nowotworem piersi z przerzutami. Aktualnie jestem po dwóch operacjach i niestety to nie koniec walki z rakiem. Potrzebuję nierefundowanego leku i potrzebuję wsparcia finansowego.

204 501 zł z 209 000 zł
97%
Dominik Skroś, Kruszwica

Zbieram środki na dojazdy do szpitala i naprawę protezy

Jestem Dominik, 23 kwietnia skończyłem 25 lat. Urodziny spędziłem na kolejnej chemii w szpitalu w Warszawie, ale wróćmy do początku... Walka z chorobą rozpoczęła się w kwietniu ubiegłego roku od silnego bólu i opuchnięcia kostki. Po szeregu przeprowadzonych badań, w lipcu usłyszałem diagnozę-rak, a dokładniej kostniakomięsak kości piszczelowej lewej z zajęciem szpiku kostnego. Po przeprowadzonej biopsji potwierdziła się wysoka złośliwość kostniakomięsaka. Od września rozpocząłem chemioterapię w szpitalu onkologicznym w Warszawie. Chemia miała na celu zmniejszenie guza oraz umożliwienie operacji i wszczepienia endoprotezy. Niestety szybkie rozrastanie się guza doprowadziło do złamania patologicznego. Lekarze podjęli decyzje o amputacji kończyny. 27 grudnia odbyła się operacja amputacji lewej nogi. Aby móc wrócić do normalnego funkcjonowania, potrzebna mi była proteza podudzia -kupiłem protezę ćwiczebną, która pozwoliła nauczyć się chodzić. Teraz przechodzę na nową, stałą, która zostanie ze mną do końca życia. Choć koszt był ogromny, udało się taką kupić! Dziękuję! Teraz pozostają "tylko" koszty dalszego leczenia, badań, konsultacji, leków. Jest to ok. 1000 zł miesięcznie. Przede mną wizyty co 3 miesiące przez najbliższe 5 lat. Promykiem nadziei w walce jest moja córka Marysia, która pojawiła się na świecie 3 lipca 2020 oraz syn Jakub, który urodził się 30 Października 2024! Proszę o wsparcie, które pomoże mnie i mojej rodzinie w tej nierównej walce.

15 380 zł z 20 000 zł
76%
Joanna Kamińska, Morzewo

Pomoc pooperacyjna

Cześć wszystkim, pamiętamjak dziś ten dzień: diagnoza raka piersi, pierwszy miesiąc, płacz, obawa, że nie uda mi się zaznać szczęścia i wykorzystać chwil, które mi pozostały... Jednak podjęłam próbę! Próbę walki o własne życie, mimo że w każdej chwili towarzyszy mi strach, że może powrócić mój wróg: "rak". Stałam się wojowniczką i do teraz walczę i nie poddaję się mimo nieudanych prób. Przeszłam chemię i aż 3 operacje. Mówią: "Ciesz się, że żyjesz"! No właśnie... Ale pozostaje jeszcze kwestia komfortu życia, a u mnie efektem operacji jest ból w piersi oraz jej animacja, co uniemożliwia mi z radość z życia. Zastanawiam się, co dalej... Poddać się czy walczyć? No ale nie mogęsię poddać - przecieżplanuję założyć własną rodzinę, dlatego zbieram siły, by stawić czoła przeciwnościom i uzbierać środki na operację. Tylko ona może mi pomóc zaznać spokoju i zaakceptować siebie. Żeby pozbyć się dyskomfortu i bólu powinnam mieć założone tzw. siatki ADM. Zabieg takiej korekcji to spory koszt, ale dzięki pomocy jest możliwy do zrealizowania!

5 273 zł z 10 000 zł
52%
Władysława Świtałowska, Gowarczów

Leczenie raka

Mam na imię Władysława – Władzia, mam 63 lata. W grudniu 2020 zdiagnozowano u mnie raka odbytnicy. W związku z tym, że usadowił się w bardzo złym miejscu, konieczna jest operacja. Decyzja lekarzy: operacja usunięcia guza wraz z odbytem, wytworzenie sztucznego odbytu – stomia. Potem kolejne etapy leczenia. Radioterapia, chemioterapia, worki stomijne, wizyty lekarskie, leki , badania - przede mną bardzo długie leczenie. Niestety w naszym kraju nie wszystko jest refundowane.

5 243 zł z 10 000 zł
52%
Stefan Zliczewski, Łomianki

Wsparcie leczenia nierefundowanego

Witam! Mam na imię Stefan, mam 68 lat i zdiagnozowano u mnie raka prostaty, który w perspektywie dał przerzuty na kości. Istnieje możliwość terapii prowadzącej do całkowitego wyleczenia. Jest to terapia małoinwazyjna, lecz kosztowna i nierefundowana przez NFZ. Na ten moment rozważane są 3 opcje: operacja HIFU, Nanoknife i Da Vinci. Operacje wykonywane przez NFZ, a także radio i chemioterapia powodują szereg nieodwracalnych powikłań. Moim źródłem dochodu obecnie jest emerytura, która nie jest w stanie pokryć kosztów leczenia. Z góry serdecznie dziękuję za wsparcie. Stefan Zliczewski

34 228 zł z 39 000 zł
87%
Beata Wyskup, Krzywiczyny

Pozwól mi być mamą jak najdłużej

Witam, jestem Beata, mam 40 lat od września 2021 r. choruję na złośliwego raka piersi (Her2+++). Diagnoza została w pełni potwierdzona dopiero po amputacji piersi w lipcu 2022 r. Od tego czasu przeszłam chemioterapię. W czasie leczenia okazało się, że jestem w ciąży, urodziłam zdrowego synka. Byłam przekonana, że już wychodzę na prostą i będę mogła żyć spokojnie wychowując swoje dzieci (Arjen lat 11, Antek 2, Andrea 20). Niestety rak odezwał się ze zdwojoną siłą, ukazując przerzuty w płucach i mózgu. Po kolejnym roku leczenia stwierdzono progres choroby. Trzeba było zmienić podawany lek. Proszę Was o pomoc we wsparciu finansowym: dojazdów do szpitala (60 km od miejsca zamieszkania), wykupieniu leków, odbyciu kilku prywatnych wizyt u specjalistów, wykonaniu prywatnie badań obrazowych (nie zawsze na NFZ dostanę się na cito), konsultacji psychoonkologicznych, rehabilitacji oraz leczenia stomatologicznego koniecznego po podawanych lekach niszczących korzenie zębowe.

35 220 zł z 40 000 zł
88%
Aneta Kuśmierska, Częstochowa

Moja córeczka potrzebuje zdrowej mamy!

Witam serdecznie, nazywam się Aneta Kuśmierska, mam 40 lata, jestem mamą 15-letniej Roksanki, dla której chciałabym żyć jak najdłużej.Od lutego 2015 bolała mnie głowa. Bóle nasilały się do tego stopnia, że traciłam przytomność. Szukałam pomocy u lekarzy, którzy odsyłali mnie do laryngologa i stomatologa, bagatelizując moje objawy. W maju 2015 roku po kolejnej utracie przytomności rodzina wezwała pogotowie, które przewiozło mnie na SOR, gdzie po badaniu TK głowy wykryto guza mózgu wielkości jabłka (6,8 x 5,6 x 5,2 cm). Parę dni później po konsultacji lekarzy zostałam poddana operacji w Centrum Zdrowia Matki i Dziecka w Łodzi celem jak najszybszego wycięcia olbrzymiego guza zagrażającego życiu. Ze szpitala wychodziłam z wielką nadzieją, która rozwiała się po upływie 3 tygodni. Badania histopatologiczne wykazały, że nowotwór jest złośliwy - glejak wielopostaciowy IV stopnia. W lipcu rozpoczęłam leczenie chemioterapią połączoną z radioterapią. Otrzymałam 30 naświetleń prawego płata czołowego głowy. W szpitalu spędziłam prawie 3 miesiące. Kolejną chemię dostawałam od września 2015 do stycznia 2016. Po kontrolnym rezonansie magnetycznym głowy badanie wykazało obrzęk wielkości 4,0 x 3,7 x 3,4 cm. Mimo dotychczasowego leczenia utrzymuje się nadal, ponieważ lekarze nie byli wstanie usunąć go w całości. Mój organizm, mimo dużej siły, był mocno osłabiony, nie byłam w stanie chodzić. Ataki bólu, które wykręcały mi stawy rąk i nóg, stany duszności, bóle serca, utraty świadomości powodowały, że z każdym dniem żegnałam się z życiem, bliskimi i moją ukochaną córeczka... Kiedy leżałam w szpitalu, wykryto u mnie również dużą zmianę na wątrobie. Lekarze w Polsce załamywali ręce nie dając mi nadziei, dlatego postanowiłam poszukać pomocy za granicą. Obecnie jestem na rencie chorobowej, która wynosi 800 zł. Mój stan zdrowia, mimo silnej woli walki i przeżycia, całego optymizmu, wiary w Boga, jest na tyle niepewny, że chciałabym dalsze leczenie kontynuować w Niemczech w Klinice Meo Clinic, które zwiększyłoby moje szanse na poprawę zdrowia. Dzięki ludziom dobrej woli, czyli Wam miałam możliwość odbycia dwóch wizyt w wyżej wymienionej Klinice. Profesor Siegfried Vogel rozpoczął kurację, na której tak bardzo mi zależało. Niestety skutkiem ubocznym jest duża nadwrażliwość całego organizmu na wysoką temperaturę, słońce, gorąco i zimno.Przepisanych zostało mi jak na razie 800 tabletek, biorę 12 dziennie, leki skończą się pod koniec lipca. Przed każdą wizytą muszę mieć wykonany rezonans magnetyczny głowy, niestety terminy na NFZ są odległe, więc badanie jestem zmuszona wykonywać odpłatnie. Łączna suma wyjazdu (dojazd, rezonans magnetyczny głowy, opłata za wizytę, leki) to 500 PLN paliwo + rezonans 480 PLN + 488 EURO (ok.2,050 PLN) czyli 3,000 złotych. Niestety przy moich obecnych dochodach z renty chorobowej, bez oszczędności moich oraz rodziny, nie będę miała możliwości kontynuacji leczenia w Berlinie. W związku z tym został zwiększony cel zbiórki, abym miała możliwość w pełni dokończyć sposoby leczenia, jakie zostaną mi jeszcze zaoferowane u profesora Vogla, dając optymizm, siłę na dalszą walkę, której czasami już mi brakuje. Dodatkowo odbywam kontrolne wizyty związane z moją wątrobą, za kilka tygodni będę miała wykonany rezonans magnetyczny jamy brzusznej celem określenia faktycznego stanu zmian na wątrobie. Zwracam się do Was Kochani o pomoc, o przekazanie każdego grosza. Los pozbawił mnie szansy na długie i szczęśliwe życie bez zmartwień, za to dał mi ciężką chorobę i niewielką szansę na jej pokonanie. Proszę zwiększcie moje szanse. Każda nawet najmniejsza wpłata daje mi możliwość walki, nie tylko dla siebie, ale również, a może przede wszystkim dla mojej córeczki, która potrzebuje matki. Kochani dziękuje za każdą wpłatę, nawet najmniejszą, najdrobniejszą! Z całego serca dziękuję, wierzę w to, że dobro dane zostaje oddane.

45 217 zł z 50 000 zł
90%
Eva Dering, Szczecin

Badanie PET/CT

Mam na imię Eva, kocham życie i walczę o życie. Mam stwierdzony nowotwór złośliwy - chłoniaka. Badanie PET/CT, które muszę wykonać, jest potrzebne do dalszej diagnostyki oraz leczenia. Koszty badania muszę pokryć z własnej kieszeni. Bardzo proszę o pomoc.

103 zł z 4 900 zł
2%
Wioleta Ignatowska, Toruń

Błagam, pomóżcie nam spędzić wspólnie czas

Jestem 34-letnią mamą 4-letniej Zuzi. W chwili diagnozy świat wywrócił się do góry nogami zarówno mnie, jak i córeczce. Obecnie samotnie wychowuję córkę, mieszkamy na ogródkach działkowych. Nie pracuję zarobkowo, gdyż choroba mnie bardzo osłabia. Pragnę spędzić z córką czas, jak najlepiej potrafię, lecz ból czasami mi nie pozwala. Nie wystarcza mi na zapewnienie sobie leków, jak i pokrycie innych niezbędnych opłat. Bardzo proszę o pomoc na częściowe pokrycie kosztów leczenia i rehabilitacji.

200 zł z 5 000 zł
4%