Zbiórki

Julianna Gaczkowska, Żnin

Rak piersi złośliwy

Witam, jestem Julia, mam 45 lat i dwójkę dzieci. Oto moja historia: Aktualizacja: operacja 16 października Teraz rehabilitacja i oczekiwanie na wynik. Na pewno będzie radioterapia. 1 czerwca, w tak radosny dzień (Dzień Dziecka, a zarazem imieniny starszego syna), podczas szykowania się na wspólne świętowanie wyczułam guzek w piersi. Bardzo mnie to zaniepokoiło. Umówiłam się na usg piersi, a tam diagnoza BI-RADS 4a. Lekarz pocieszał mnie, że to tylko podejrzenie i że jest duża szansa, że to nic złośliwego. Następnie odbyłam wizytę u innego lekarza, tym razem wykonano usg z elastografią. Tam już było BI-RADS 4b. Za dwa dni byłam już u onkologa na biopsji, a po kolejnych kilku dniach padła diagnoza: Rak inwazyjny piersi naciekający. Jestem teraz na etapie ciągłych wizyt na onkologii i badań, czy są przerzuty. Dojazdy też nie są łatwe, ponieważ młodszy syn jest niepełnosprawny i mąż musi z nim zostać w domu, a ja muszę organizować sobie kogoś, kto mnie zawiezie na onkologię oddaloną 70 km od mojego miejsca zamieszkania. Termin operacji wyznaczono na październik. Potem czeka mnie dalsze długotrwałe leczenie i rehabilitacja. Aktualizacja: operacja była w październiku, radioterapia styczeń 2026 r., hormonoterapia od lutego 2026 r. przez 5 lat. Niestety do teraz odczuwam skutki radioterapii oraz efekty przyjmowania tamoxifenu (co dwa tygodnie wizyty u ginekologa oraz badania, które nie są refundowane). Dlatego potrzebna jest mi Państwa pomoc, abym mogła wykorzystać wszystkie możliwości leczenia. Tak bardzo chcę żyć - żyć nie dla siebie, a dla moich synów, którzy tak bardzo mnie potrzebują. Szczególnie młodszy wymagający opieki do końca swojego życia. Z całego serca dziękuję za okazaną pomoc!

4 454 zł z 10 000 zł
44%
Barbara Lechańska, Warszawa

Pomóż mi przejść przez leczenie raka nasady języka

Nazywam się Barbara, mam 58 lat i mieszkam w Warszawie. Jeszcze do niedawna starałam się prowadzić spokojne, aktywne życie. W zeszłym roku zostałam zmuszona przejść na wcześniejszą emeryturę z powodu likwidacji działu u mojego pracodawcy, jednak nie chciałam rezygnować z codziennych aktywności. Pracowałam w ogrodzie, podróżowałam, pomagałam innym jako opiekunka osób starszych i starałam się pozostać aktywna mimo zmian, które przyniosło życie. Od dłuższego czasu zaczęły pojawiać się problemy z przełykaniem, ból gardła oraz spadek masy ciała. Szukałam przyczyny złego samopoczucia - wykonałam badania tarczycy, tomografię, konsultacje laryngologiczne, USG i kolejne diagnostyki. Ostatecznie biopsja przyniosła diagnozę, której bardzo się bałam: rak złośliwy płaskonabłonkowy nasady języka. Obecnie przygotowuję się do radioterapii połączonej z chemioterapią, która ma rozpocząć się 17 czerwca w Warszawie przy ul. Roentgena. Leczenie potrwa 7 tygodni i będzie odbywać się 5 dni w tygodniu. W związku z terapią mam również założony PEG. Przed rozpoczęciem radioterapii muszę przejść pilne leczenie stomatologiczne i przygotowanie jamy ustnej. Jest to niezbędny element leczenia onkologicznego, ale wiąże się z dodatkowymi kosztami, które są dla mnie bardzo dużym obciążeniem. Zbieram również środki na dojazdy taksówką do szpitala. Mimo że mieszkam w Warszawie, dojazd komunikacją miejską zajmuje ponad godzinę w jedną stronę. Podczas intensywnej radioterapii, osłabienia i bólu codzienne wielogodzinne podróże mogą znacząco pogorszyć mój stan zdrowia i odebrać siły potrzebne do walki z chorobą. Każda wpłata pomoże mi spokojniej przejść przez leczenie i skupić się na tym, co teraz najważniejsze - walce o zdrowie. Dziękuję za każdą pomoc, udostępnienie i dobre słowo.

1 450 zł z 7 000 zł
20%
Małgorzata Korolska, Kwidzyn

Pomóż Małgorzacie ponieść koszty leczenia raka

Witam, zwracam się do Was z prośbą o dofinansowanie mojego leczenia onkologicznego. Mam 63 lata, dwoje dzieci i jestem szczęśliwą Babcią czworga wnucząt.W kwietniu 2017 roku zdiagnozowano u mnie nowotwór obu jajników. Przeszłam poważną i bardzo rozległą operację. Badania genetyczne wykazały, że jestem nosicielką mutacji BRCA1. Przeszłam chemioterapię w 6 cyklach co 3 tygodnie. Mieszkam w Kwidzynie, a moje leczenie (operacja, konsultacje lekarskie i chemioterapia) odbywają się w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku. Odległość 100 km w jedną stronę. Z powodu mojej choroby ponoszę spore koszty leczenia związane z dojazdami do kliniki oraz lekarstwami, które wykupuję na receptę. Oprócz tego dodatkowo wizyty kontrolne i badania w Poradni Onkologicznej Chorób Piersi w Gdyni (120 km). W grudniu 2021 r. przeszłam obustronną mastektomię piersi wraz z rekonstrukcją w Szpitalu Morskim w Gdyni. Obecnie przebywam na emeryturze. Pozdrawiam serdecznie, Małgorzata Korolska

14 326 zł z 20 000 zł
71%
Magdalena Kulig, Olkusz

Potrzebna pomoc w pokryciu kosztów związanych z leczeniem raka

PS. Witajcie kochani, to już prawie 4 lata, jak walczę, ale nadal walczę i będę walczyć do końca. Wciąż jednak potrzebuję pomocy, ponieważ chemia, którą teraz przyjmuję, daje popalić. Rak znika, po czym wraca jak bumerang. To już 3. raz, ale jak to mówią: "do 3 razy sztuka". Tym razem chcę wygrać już całkiem. Nie udałoby mi się to bez Państwa pomocy. Nadal jej potrzebuję niestety... Dziękuję, że jesteście! :* Witajcie Kochani, nazywam się Magda Kulig, mam 38 lat, jestem mężatką i mam 2 córeczki. Spotkała nas tragedia - zachorowałam na raka złośliwego jajnika. Jest to rak surowiczy brodawkowaty high grade, niestety już z przerzutami do otrzewnej oraz innych organów. Jestem już po operacji, wycięto mi wszystko, co można było, niestety tylko w 95%. Bardzo chciałabym żyć i wychować moje córeczki - młodsza ma tylko 7 lat... Jednocześnie chciałam ostrzegać przed tym okrutnym, podstępnym wrogiem! W listopadzie 2019 byłam u lekarza robiąc cytologię i wszystkie badania i nic nie wskazywało, że czeka mnie taki los. Dopiero w marcu i kwietniu 2020 miałam bardziej bolesne miesiączki, a w maju dostałam wodobrzusza i niestety wtedy dopiero po zrobieniu usg okazało się, że to rak, który jest w bardzo zaawansowanym stadium. Uważajcie na siebie i badajcie się jak najczęściej! Czeka mnie długotrwałe i kosztowne leczenie, dlatego założyłam tę zbiórkę. Wiem, że dzięki Wam poradzę sobie z kosztami związanymi z moim leczeniem, a są to miedzy innymi: dojazdy do szpitali, prywatne wizyty u lekarzy, dieta, leki i wiele innych. Za każdą pomoc serdecznie dziękuję. ❤️ Pamiętajcie o mnie w modlitwie, trzymajcie mocno kciuki i przesyłajcie mi dużo pozytywnej energii. Jest mi bardzo potrzebna!

23 775 zł z 30 000 zł
79%
Barbara Ożarowska, Pisz

Zbiórka na leczenie

Diagnozę raka piersi postawiono mi w 2015 roku. Przeszłam wtedy całkowitą mastektomię z biopsją węzła wartownika, a następnie chemioterapię i radioterapię. Stale jestem na hormonoterapii. Po głównym leczeniu wróciłam do pracy i odzyskałam siły, sprawność, a moje życie powróciło do normy. Niestety, nagle w listopadzie 2022 roku nastąpił nawrót choroby - przerzut raka piersi do mózgu. Poddałam się całkowitej resekcji guza mózgu, a po zabiegu zastosowano radioterapię loży pooperacyjnej. Następnie otrzymałam cztery dawki chemioterapii i obecnie przyjmuję immunoterapię (wlewy co trzy tygodnie, dopóki terapia jest skuteczna). Jesień 2023 roku przyniosła złe wieści - pojawiły się nowe zmiany, przerzuty w mózgu. Leczenie wdrożone na początku roku nie przyniosło oczekiwanych efektów. Przeszłam już radioterapię całej głowy, a od stycznia zaczynam kolejną linię leczenia. Pod koniec 2024 roku zaczęłam mieć napady padaczkowe, więc na stałe przyjmuję leki. W listopadzie 2025 roku zwiększono mi dawkę, ponieważ napady stały się częstsze i silniejsze. Obecnie kontynuuję leczenie onkologiczne w Warszawie. Rok 2026 jest czwartym rokiem leczenia przerzutów do mózgu. Siłę czerpię od najbliższych: męża, córki, całej rodziny. Mam również ogromne wsparcie przyjaciół. Wierzę, że uda mi się pokonać chorobę, ale potrzebuję także wsparcia finansowego. Będę ogromnie wdzięczna za każdą, nawet najmniejszą pomoc. Serdecznie i z całego serca dziękuję. Zbiórka ma na celu wspomóc mnie w kontynuacji leczenia tj. finansowaniu wyjazdów do Warszawy, gdzie się leczę, wykonywaniu dodatkowych badań kontrolnych oraz konsultacjami z lekarzami

53 719 zł z 60 000 zł
89%
Izabela Kordowska, Chełmno

Walczy z nowotworem kości, po raz kolejny ma nawrót choroby.

„Pokażmy, jak wielkie mamy serca i na co nas stać..." Mam na imię Iza, obecnie mam 45 lat i niespełnione marzenia. W 2009 r. zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy kości, tkanek miękkich i chrząstki stawowej. To było dla mnie, jak wyrok. Od tego czasu jestem intensywnie leczona w kilku specjalistycznych ośrodkach. Niestety, jak dotąd wszelkie zabiegi i leczenie nie przyniosły spodziewanych efektów i ciągle walczę, aby uniknąć amputacji prawej kończyny dolnej, co za chwilę będzie nieuniknione. Wszystko zaczęło się niepozornie i niespodziewanie bólem nogi i wysoką gorączką. Z tymi objawami trafiłam do szpitala: najpierw w Toruniu, Otwocku – z podejrzeniem gruźlicy kości i tam byłam operowana i leczona pod tym kątem. Kiedy stan zdrowia się nie poprawiał i objawy nie ustępowały zostałam poddana ponownej operacji. Wtedy usłyszałam wyrok na całe dalsze życie - diagnozę mojej choroby. Zostałam poddana leczeniu onkologicznemu w ośrodku do tego przystosowanym w Bydgoszczy (konsultowana okresowo w Warszawie); przez cały ten czas otrzymywałam chemioterapię, po której mój stan poprawiał się na krótko, po czym choroba znowu nawraca i daje znać o sobie. Kilka razy przechodziłam radioterapię. Miałam naświetlane kolejne okolice, co skończyło się powikłaniami w okolicach prawego podudzia – uszkodzenie nerwów, niedowład kończyny oraz opadanie stopy i martwica tkanek. Obecnie mam kolejny nawrót choroby i guz w tej okolicy. Lekarze rozkładają ręce. Jedyne rozwiązanie jest drastyczne - amputacja nogi do kolana, a i to może okazać się nieskuteczne. Niestety mieszkam w bloku bez windy na 3 piętrze i będę do końca walczyć, aby do tego nie doszło. Przestałam już liczyć kolejne zabiegi operacyjne i pobyty w szpitalach, przez które przechodzę do chwili obecnej. Na tym nie koniec, bo dołączyły się jeszcze różne choroby współistniejące i powikłania po leczeniu onkologicznym (od gronkowca, patologiczne złamanie kości udowej aż do tętniaka przegrody między przedsionkami z przeciekami). Właśnie w chwili obecnej jestem po ciężkim zabiegu kardiochirurgicznym - listopad 2015 r. Staram się to wszystko przyjmować z pokorą i jakoś żyć z "niechcianym przyjacielem -; rakiem", ale niestety największym problemem są wysokie koszty leczenia, ograniczony dostęp do niektórych świadczeń oraz limity do lekarzy specjalistów i długi okres oczekiwania na rehabilitację (nawet od kilku do kilkunastu miesięcy), gdzie tu liczy się czas i każdy dzień jest u mnie na wagę złota! Na leczenie – lekarstwa, opatrunki, wizyty u specjalistów, badania, dojazdy do różnych ośrodków i życie (opłaty + wyżywienie + inne codzienne potrzeby) mam zaledwie 940 zł miesięcznie renty wraz z dodatkiem pielęgnacyjnym na rękę. Nie chcąc niweczyć dotychczasowych efektów leczenia, jestem zmuszona korzystać częściowo z prywatnych praktyk, badań i zabiegów ze względu na długie terminy i limity wprowadzane przez NFZ. Nawet przy wsparciu rodziny i najbliższych nie na wszystko mi starcza funduszy. Same leki - to ogromny wydatek, a do tego częste dojazdy do placówek. Obecnie podjęto decyzję o zabiegu usunięcia ponownego ogniska z podudzia i docelowo przeszczepie kości i tkanki mięśniowej tej okolicy (aby spróbować zapobiec amputacji), do tego konieczne leczenie wspomagające, ponownie chemio i radioterapia, a jeszcze intensywna rehabilitacja. Uwielbiam grać na organach – to pozwala mi chociaż na chwilę oderwać się od rzeczywistości i zapomnieć o chorobie i ograniczeniach z nią związanych (poruszam się przy pomocy dwóch kul łokciowych, po dwóch latach spędzonych na wózku inwalidzkim). Wcześniej ukończyłam szkołę pielęgniarską, jednak choroba przekreśliła moje marzenia i spełnienie zawodowe; przez kilka lat pracowałam na oddziale noworodkowym, co było od zawsze moim pragnieniem - chciałam pracować z dziećmi. Mam świadomość, że przezwyciężyć chorobę i pokonać raka nie jest rzeczą łatwą i często niemożliwą. Jak na razie jest tylko szansa na zatrzymanie procesu nowotworowego na pewnie kolejny krótki czas i ciągłe usprawnianie oraz dalsze intensywne leczenie. Wszystko to jest bardzo kosztowne i trudne do osiągnięcia, ale niestety za chwilę mogę przestać w ogóle chodzić i dlatego tutaj składam bardzo niski ukłon w stronę Fundacji i wszystkich ludzi o wielkim sercu prosząc o pomoc i wsparcie. Każdy nowy dzień jest dla mnie nieustanną walką o życie, od której nawet na chwilę nie można odpocząć, ani uciec. Mimo bólu (niwelowanego morfiną co 4 godz.), ograniczeń, strachu i cierpienia staram się „normalnie" funkcjonować, co przychodzi z wielkim trudem i poświęceniem. Dzięki wsparciu, pomocy i życzliwości chce się żyć, chwytać kolejny dzień, każdą jego chwilę i dalej walczyć z nieuleczalną chorobą oraz przeciwnościami losu. Tymczasowo konieczne jest zatrzymanie postępu choroby i intensywna rehabilitacja; niestety to wiąże się z dalszym kosztownym leczeniem, a funduszy nie starcza już obecnie na nic. Dlatego jeszcze raz zwracam się z ogromną prośbą o pomoc i wsparcie w mojej nieustannej walce - dobrym słowem, życzliwym gestem, ale także każdym niezbędnym groszem, bez którego dalsze moje leczenie i godne życie jest wręcz niemożliwe.

8 715 zł z 15 000 zł
58%
Joanna Kaczkowska, Puławy

Na poprawę jakości życia w ostatnim jego etapie...

Silni ludzi nie tworzą się sami - tworzą ich doświadczenia życiowe. Joanna przeszła długą drogę jako matka, żona i waleczna kobieta. Zawsze gotowa służyć innym i dać oparcie w trudnych chwilach. Jest opoką dla dzieci i schorowanego męża. Jest wzorem dla wielu pacjentów onkologicznych. Nie poddała się depresji, nie poddała się rakowi. Lecz siła woli i charakteru nie wystarczy, aby z rakiem wygrać. Każdy dzień wymaga funduszy i wsparcia finansowego. Asia choruje na bardzo rzadki nowotwór układu krwiotwórczego, limfatycznego oraz tkanek pokrewnych: mielofibrozę. Nowotwór ten polega na tym, że szpik kostny dosłownie włóknieje. Dodatkowo stan zdrowia pogarsza bardzo silna zakrzepica żyły wrotnej śledzionowo-wątrobowej oraz żylaki przełyku IV stopnia. Woreczek żółciowy Joanny również wymaga usunięcia. Pomimo tego, że dolegliwości bólowe są bardzo silne, żaden szpital nie chce się podjąć wykonania cholecystektomii. Choroba i następstwa związane z nią objawiają się nie tylko silnymi bólami kości, swędzeniem płatowym skóry, skłonnością do siniaków czy zawrotami głowy, ale również przewlekłymi zaparciami, silnymi bólami brzucha, bardzo dużą utratą siły oraz ogólnym wyniszczeniem organizmu. Na chwilę obecną Asia przyjmuje chemioterapią paliatywną w formie doustnej. Rokowania co do przeżycia Asi lekarze określają na poziomie 12 miesięcy. Niemniej jednak ostatnie badania krwi, badania obrazowe (tomografia komputerowa) oraz endoskopia dolnego odcinka przewodu pokarmowego (kolonoskopia) pokazują, że choroba postępuje w bardzo szybkim tempie... Asia i jej bliscy nie tracą jednak nadziei. Każdy dzień towiara w wyleczenie mielofibrozy i jej następstw. Istotą walki z chorobą jest specjalistyczna dieta, kosztowne leki oraz innowacyjne terapie leczenia szpiku. Fundusze dają możliwość na normalne życie. Nikt z nas nie przewiduje, że w kwiecie życia dowie się o śmiertelnej chorobie. Nikt też nie myśli o proszeniu o wsparcie finansowe. To jest nie mniej trudne niż sama walka z rakiem. Każda złotówka daje szansę na normalne życie. Przeżycie tej walki. Dlatego w imieniu bliskich prosimy o wsparcie w tym najważniejszym momencie. Joanna w sierpniu zostałababcią. Jej wielkim marzeniem jest oglądać dojrzewające wnuki. Najpierw musi dożyć tego momentu.

3 534 zł z 10 000 zł
35%
Aleksandra Kwiek, Żukowo

Zbiórka na leczenie i rehabilitację

Dzień dobry, nazywam się Ola. Mam 50 lat, jestem matką trójki synów. Dwóch jeszcze się uczy. W grudniu 2025, tuż przed świętami, dowiedziałam się, że choruję na raka piersi. Mój świat się załamał. Wylałam morze łez. Było mi bardzo ciężko, ale podjęłam walkę o własne zdrowie i życie. W styczniu 2026 przeszłam operację amputacji piersi. Jestem na etapie rehabilitacji, którą opłacam sama, czekając cierpliwie w kolejce na bezpłatną przyznaną z NFZ. Przede mną hormonoterapia, radioterapia i chemioterapia. Pieniążki ze zbiórki przeznaczę na drogi Onkotype Test, nierefundowany w Polsce, który odpowie na pytanie o przyszłe nawroty choroby oraz na rehabilitację i specjalistyczne żywienie. Życzę wszystkim długich lat w szczęściu i zdrowiu. Pięknie dziękuję za wsparcie, Ola

23 426 zł z 30 000 zł
78%
Bogumila Wyrzykowska, Legnica

Proszę o pomoc w poniesieniu kosztów leczenia

Na chłoniaka z komórek płaszcza zachorowałam w 2020 roku, a wszystko zaczęło się od ciężkiego przebiegu Covid-19. Najpierw byłam leczona tradycyjną chemioterapią, wiele razy przetaczano mi krew i płytki. Po pierwszej linii leczenia w krótkim czasie chłoniak powrócił i zdecydowałam się na udział w badaniach klinicznych. To była dobra decyzja, bo chociaż miałam wizyty w ośrodku średnio co 3 tygodnie, około 330 km od domu, to brałam leki doustne i żyłam w miarę normalnie. Tak było do ubiegłego roku, gdy niespodziewana progresja spowodowała, że runął mój względny spokój. Znów znalazł się dla mnie lek w badaniach i chociaż nie obyło się bez powikłań, to jakoś dawałam radę. Dojazdy do ośrodka były częstsze, miałam mniej sił, ale to przecież 3 linia leczenia. I nagle w badaniu PET z czerwca tego roku pojawiła się znów progresja. I strach, lęk co dalej, czy jeszcze dla mnie będzie jakieś leczenie??? Teraz jestem na etapie kwalifikacji do leczenia metodą CAR-T. Dla mnie to leczenie ostatniej szansy. Muszę pilnie zrobić badania np. MR głowy, kolonoskopię, trepanobiopsje. Niestety część z nich trzeba zrobić prywatnie, gdyż liczy się czas. Bardzo częste dojazdy na badania też są dla mnie coraz mniej osiągalne, gdyż utrzymuję się tylko z emerytury. Dlatego ośmielam się prosić o wsparcie w tak trudnym etapie mojej choroby. 5 miesięcy temu zostałam babcią cudownego wnusia Olusia i chciałabym jeszcze widzieć jak rośnie...

13 396 zł z 20 000 zł
66%
Magdalena Szymoniak, Miastko

„Chciałabym po prostu żyć – dla moich dzieci, dla siebie….”

Mam na imię Magda, mam 45 lat i całe życie byłam zdrowa, aktywna, pełna energii. Jesienią 2024 roku, podczas rutynowej kolonoskopii, usłyszałam diagnozę, która zwaliła mnie z nóg. Rak. Nigdy wcześniej nie chorowałam poważnie, ale choroba pojawiła się nagle i brutalnie wdarła się w życie naszej rodziny. Mam dorosłą już córkę - Karolinę i dwóch wspaniałych synów - Michał ma 14 lat, właśnie wchodzi w okres dorastania, a Szymonek to jeszcze mały 8-letni chłopiec, który zasypia, przytulając się do mnie i pytając: „Mamo, będziesz już zdrowa?”. Karolina to mój powód do dumy. Ukończyła studia na poziomie licencjackim na kierunku pedagogika, o specjalizacji resocjalizacja. Pracuje w Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce (Oddzial w Koszalinie) i obecnie jest w trakcie studiów magisterskich pedagogicznych, o specjalizacji socjoterapia. To dla nich bije moje serce. Dla nich chcę żyć. Chciałabym zobaczyć, jak moje dzieci spełniają swoje marzenia. Jak kończą szkoły, jak stają się dobrymi, wrażliwymi dorosłymi. Chciałabym kiedyś poznać partnerki moich synów, zobaczyć, jak córka wychodzi za mąż, trzymać na rękach wnuki, które może kiedyś mi dadzą. Marzę o tym, żeby być dla nich wsparciem jeszcze przez wiele, wiele lat. Żeby być ich mamą. Żeby po prostu być. Mam u boku mojego męża – jesteśmy razem od lat, przeszliśmy wiele. Jest moją ostoją, choć oboje wiemy, jak trudno jest nie poddać się strachowi. Każdego dnia słyszę od niego słowa wsparcia, choć wiem, że sam okropnie się boi. Kocham go całym sercem. W naszym życiu jest też Brutus – berneński pies pasterski, niespełna dwuletni, jeszcze szczeniak w sercu. Wiernie leży przy moim łóżku, pilnuje mnie w chorobie i delikatnie liże mnie po ręku, gdy płaczę po cichu, jakby mówił: „Jestem tu. Nie bój się”. Uwielbiam nasze działkowe spacery, wspólne grzebanie w ziemi. Kocham ogród. Marzę o tym, żeby znów poczuć zapach ziemi, posadzić własne pomidory, zebrać pierwszy groszek, zobaczyć jak kwitną cynie i nagietki. Chciałabym mieć siłę, by znów usiąść z rodziną na ławce pod jabłonką, zjeść wspólny obiad, pośmiać się bez lęku, że to może ostatni raz. Od momentu, w którym usłyszałam diagnozę, przeszłam już wiele: operacje, niezliczoną ilość badań, chemioterapie… Straciłam włosy, co dla każdej kobiety jest ciosem – patrzenie w lustro boli. Czuję się, jakbym z dnia na dzień przestała być sobą. A jednak walczę, bo nie mam wyboru. Walczę, bo chcę patrzeć, jak moi synowie dorastają. Niestety pojawiły się przerzuty. Leczenie staje się coraz intensywniejsze, chemie coraz cięższe. I chociaż leczę się w ramach NFZ, nasza rodzina zaczyna się finansowo kruszyć. Bo walka z rakiem to nie tylko szpitale… Koszty dojazdów, noclegów, suplementacji, diet wspomagających, rehabilitacji, wsparcia psychologicznego, a także brak możliwości pracy z mojej strony – to wszystko sprawia, że jesteśmy coraz bardziej bezradni finansowo. Dlatego dziś proszę o pomoc. Jeśli możesz – wesprzyj moją zbiórkę. Każda złotówka to dla mnie dzień więcej z moimi dziećmi, szansa na leczenie, siła do walki. Jeśli nie możesz pomóc finansowo – udostępnij proszę tę zbiórkę. Może ktoś inny będzie mógł. Wierzę, że jeszcze poczuję zapach ziemi w moim ogrodzie. Że posadzę pomidory, że Brutus znów wyciągnie mnie na spacer po działce. Że znajdę w sobie siłę, by po prostu żyć. Żyć nie po to, by walczyć z chorobą – ale dla siebie i moich chłopców. Z całego serca dziękuję Ci za każdą formę wsparcia, za dobre słowo, za nadzieję. Dziękuję, że jesteś. – Magda Szymoniak

13 180 zł z 20 000 zł
65%
Agnieszka Kaźmierczak, Sokołowo

Pomóż naszej mamie w walce z glejakiem

Trudno jest opowiadać o bólu, strachu i niepewności, które towarzyszą nam już od 2 lat. W lutym 2023 roku mama trafiła do szpitala w Koninie ze względu na złe samopoczucie. Wtedy jeszcze nie spodziewaliśmy się, że nie wyjdzie już stamtąd taka sama… Nasze życie zmieniło się bezpowrotnie! Po wstępnych badaniach lekarz stwierdził guza mózgu! Byliśmy załamani. 22 lutego została wykonana operacja, po której mama przez kilka dni przebywała w śpiączce. Sama operacja była dla nas ciężkim przeżyciem, ale po usłyszeniu dokładnej diagnozy nasz świat całkowicie się załamał. W jej głowie znajdował się glejak wielopostaciowy – glioblastoma! Na początku wiosny mama zaczęła 6-tygodniowy cykl chemii i radioterapii. Niestety po kontrolnym rezonansie w grudniu ubiegłego roku dowiedzieliśmy się o wznowie. Po wstępnych konsultacjach z lekarzami stwierdzono, że guz nie jest operacyjny i zostaje jedynie chemioterapia. My jednak dalej szukaliśmy ratunku! Zdecydowaliśmy się na konsultację u innego lekarza, który podjął się ponownej operacji mamy w prywatnej klinice. Odbyła się ona w styczniu 2024 roku. Niestety pozostawiła po sobie spore ubytki neurologiczne, które utrudniają mamie codzienne funkcjonowanie. Mama ponownie przeszła chemioterapię, jednak ze względu na zły stan zdrowia i wyniki – leczenie zostało przerwane. Niestety po zwołanym konsylium dowiedzieliśmy się, że guz znowu odrasta i konieczna jest kolejna operacja. We wrześniu odbyła się kolejna resekcja guza mózgu. Guza udało się wyciąć w 90%! Obecnie mama jest już po radioterapii. Niestety do chemii nie zostaliśmy zakwalifikowani, ponieważ mama dostała zakrzepicy żył. Nie czuje się najlepiej. Ma problemy z chodzeniem, wymaga wsparcia i pomocy w codziennym funkcjonowaniu i podstawowych czynnościach. Dlatego zwracamy się z prośbą o pomoc finansową. Leki są bardzo drogie, rehabilitacja, wszelkie witaminy. Sami nie damy rady... Dziękujemy za okazaną pomoc każdemu z osobna.

3 099 zł z 10 000 zł
30%
Andrzej Stępień, Polanów

Zbiórka na leczenie onkologiczne Andrzeja

Witam, jestem po trzech etapach leczenia raka jasnokomórkowego nerki, które były refundowane. Kolejny, obecny etap niestety nie jest refundowany. Tylko dzięki onkozbiórce mogę pokryć koszty branego obecnie leku i pokrywać inne koszty powiązane z leczeniem. W wyniku leczenia onkologicznego od półtora roku zmagam się z trudno gojącą się ranę na nodze. Zebrane środki chcę przeznaczyć na zakup leku onkologicznego, preparatów wspierających oraz leczenie rany na nodze. Wsparcie potrzebne jest także w opłaceniu wydatków przeznaczanych na dojazdy do Centrum Onkologii w Bydgoszczy i Centrum Leczenia Ran w Koszalinie.

23 581 zł z 30 500 zł
77%