Pomóż mi w walce z czerniakiem, proszę!
Łukasz Drygała, Tabor Wielki,
numer zbiórki: 112544
Dziennik
❤️ Z CAŁEGO SERCA DZIĘKUJĘ… ❤️
Są w życiu chwile, kiedy człowiek musi zmierzyć się z czymś, na co nigdy nie był przygotowany. Dla mnie taką chwilą była wiadomość o chorobie nowotworowej.
Od tamtej pory każdy dzień jest walką. Walką o zdrowie, o siłę, o nadzieję i przede wszystkim o kolejne dni życia.
Ale w tej trudnej drodze wydarzyło się coś niezwykłego. Okazało się, że wokół mnie jest tylu ludzi o ogromnych sercach. Ludzi, którzy często nawet mnie nie znając, postanowili wyciągnąć do mnie pomocną dłoń.
Dziękuję każdemu z Was za każdą wpłatę, każde udostępnienie, każde dobre słowo i każdą myśl skierowaną w moją stronę. ❤️
Nie ma małych gestów. Każda złotówka to dla mnie coś więcej niż pomoc finansowa. To znak, że nie jestem sam. To kolejna iskierka nadziei i siła, żeby wstać następnego dnia i walczyć dalej.
Nie ukrywam, że bywają chwile strachu, zmęczenia i zwątpienia. Ale świadomość, że jesteście ze mną, daje mi ogromną motywację, żeby się nie poddawać.
Chciałbym móc każdemu z Was osobiście podać rękę, spojrzeć w oczy i powiedzieć jedno wielkie DZIĘKUJĘ.
Nie wiem, co przyniesie jutro. Wiem jednak, że dzięki Wam łatwiej mi wierzyć, że przede mną jeszcze wiele pięknych chwil.
Dziękuję, że pomagacie mi walczyć. Dziękuję, że dajecie mi nadzieję. Dziękuję, że jesteście.
Z całego serca,
Łukasz ❤️
Opis zbiórki
Jeszcze dwa miesiące temu moje życie było zupełnie zwyczajne. Miałem plany, marzenia i codzienność, która wydawała się stabilna. Dziś wszystko wygląda inaczej. Mam 44 lata i walczę z bardzo agresywnym czerniakiem.
Diagnoza spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Niestety choroba rozwijała się w błyskawicznym tempie. W ciągu zaledwie czterech tygodni pojawiły się przerzuty – do wątroby, kręgosłupa, barku oraz zmiana kostna w głowie. Dodatkowo aż osiem węzłów chłonnych jest powiększonych.
Lekarze powiedzieli wprost – choroba jest bardzo zaawansowana i nie kwalifikuję się do operacji.
Moją jedyną szansą jest teraz leczenie immunoterapią oraz radioterapia. Każdy dzień to walka o zdrowie, o życie i o nadzieję, że leczenie zatrzyma chorobę.
Aby móc się leczyć, muszę co dwa dni dojeżdżać do Wrocławia, oddalonego o około 100 kilometrów od mojego domu. Dla osoby chorej to ogromny wysiłek, ale również bardzo duże obciążenie finansowe. Do tego dochodzą koszty specjalistycznego żywienia oraz codziennych wydatków związanych z leczeniem.
Przez całe życie starałem się pomagać innym ludziom. Nigdy nie przypuszczałem, że przyjdzie moment, w którym to ja będę musiał poprosić o pomoc. Bardzo długo się wahałem, zanim zdecydowałem się napisać te słowa.
Jestem także ojcem. Mam 21-letniego syna, który rozpoczął swoją dorosłą drogę i studia. Zawsze chciałem być dla niego wsparciem i pomóc mu w realizacji jego marzeń. Dziś zamiast tego sam znalazłem się w sytuacji, w której potrzebuję pomocy, aby móc walczyć o zdrowie i przyszłość.
W jednej chwili moje życie się zatrzymało. Plany na przyszłość rozsypały się, a ich miejsce zajęły wizyty w szpitalach, badania i niepewność jutra.
Mimo wszystko staram się nie poddawać. Chcę walczyć. Chcę żyć.
Dlatego zwracam się do Was z ogromną prośbą o pomoc. Każda wpłata, nawet najmniejsza, pomoże mi kontynuować leczenie, dojeżdżać na terapię i dać mojemu organizmowi szansę w tej trudnej walce.
Z całego serca dziękuję każdej osobie, która zdecyduje się mnie wesprzeć. Wasza pomoc to nie tylko wsparcie finansowe – to także ogromna dawka nadziei.

Słowa wsparcia