Pomóż mi znokautować raka i kupić życie!
Małgorzata Gabryś, Wieliczka,
numer zbiórki: 112462
Dziennik
11.09 to dzień trudnych wspomnień, pamiętamy, jak się zmienił świat po WTC, ja odliczam swój nowy świat. Minęło 19 dni od "tamtego" dnia - wiem już na co uważać i jakich błędów nie popełniać. Czy to pomoże długoterminowo? Zobaczymy. Pilnuję tzw. higieny życia: jedzenie, picie, znowu picie, sen, wypoczynek - spotkania z psychoonkologiem (moje osobiste błogosławieństwo) - zbieram wyniki badań, opis RMI potwierdził EEG. Chwilowo mój mózg wygląda w obrazach jakby ktoś odbezpieczony granat wrzucił do TOI TOI i zamknął drzwi. No... czasu, trzeba czasu. Aktualnie intensywna neurorehabilitacja i łykam te magiczne dropsy, już mi się nie odbija po nich zepsutym ananasem, to chyba ok?
Biegunki zostały oswojone jako tako, syndrom kaktusa powoli puszcza.
W 1 połowie października będą wyniki TK od głowy w dół - oczywiscie, że nawet nie biorę pod uwagę innej opcji niż NED, czyli w języku królowej Elki "No Evidence of Disease".
10/11.26 będzie kluczowe dla mnie i wszystkich moich kibiców badanie - RMI głowy, ono de facto będzie pierwszym realnym prognostykiem moich szans. A nie powiem, te przysłowia prawdę mówią.
Apetyt rośnie w miarę jedzenia - dziś nieśmiało przesunęłam suwak na 2031, potencjalny koniec magisterki mojej starszej. Pewnie po tym rezo, o ile będzie ok, przesunę na 2032 - matura Zosi.
Czy to się zrealizuje?
WE will see...
Mediany nie są dla mnie - upadłam, fakt - ale już powoli wstaję, otrzepię kolana, założę koronę i zaśpiewam:
WE are the champions my Friends
Dobra, jest światełko w tunelu, zatem EEG "sote", czyli bez osłony leków antypadaczkowych pokazało NIIIC.. No oczywiście blizny w mózgu widać, ale żadnych ognisk aktywnych napadowych. Jak na takie zwarcie w elektrowni to całkiem niezły wynik. Aktualnie pojawiają się w kosztach refundacji, prócz leków, koszty rehabilitacji - no trzeba nieco "podciągnąć" lewą stronę. Wiecie, ile rzeczy robi się obiema dłońmi, a nie bardzo da się jedną? Popatrzcie na siebie, mając obie sprawne. Cieszcie się każdym podrapaniem się po głowie i... nie tylko. Życie na koniec dnia składa się z takich małych rzeczy, jak np. posmarowanie kromki masłem. No niestety 2 dłonie by się przydały... Ale światełko jest, robię co mogę, żeby nie zgasło. Trzymajcie kciuki.
Merida Waleczna?
Opis zbiórki
Zastanawiasz się czasami, ile kosztuje Twoje życie? Nie chleb na śniadanie i czynsz, tylko życie. Ja dokładnie wiem, ile kosztuje moje: 10 tysięcy złotych za dawkę leku, który podawać trzeba co trzy tygodnie. Jak długo? Tak długo, jak długo starczy mi sił. I pieniędzy na moje życie.
Mam na imię Gosia. W lipcu 2017 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi. Miesiąc później okazało się, że są już przerzuty do kości. Leczenie paliatywne – to brzmi strasznie, ale ja ze wszystkich sił starałam się „nażyć”. Nie zamykać w chorobie, nie użalać. Pracować, śmiać z moimi córkami, kochać. Nie współczuj mi. W IV stadium raka też jest miejsce na zachwyt, radość i normalność. Na co dzień nie myślisz o raku. Myślisz o tym, jak bardzo chcesz, żeby nazajutrz było słonecznie. Jestem podobna do Ciebie, prawda?
Miałam kupę szczęścia, otaczają mnie wyjątkowi ludzie, trafiłam na wspaniałych lekarzy. Włączono mi nowoczesne leczenie. Kolejne TK i PET pokazywały, że rak wycofał się z kości - rakiem, nomen omen. Skupiałam się na tym, żeby dobrze przeżyć każdy dzień. I pomagać kobietom w podobnej do mojej sytuacji.
Teraz to ja potrzebuję pomocy. Zdiagnozowano u mnie przerzuty do mózgu, niestety nie udało się ich pozbyć ani radioterapią, ani czterema operacjami. Od Nowego Roku czeka mnie zmiana leczenia, która powinna uspokoić raka w głowie. Niestety, aby w dalszym ciągu nowotwór nie zaczął być aktywny w kościach, płucach czy wątrobie, konieczne jest prywatne dokupienie jednego z leków. Znam ten lek, mój rak doskonale na niego odpowiada, ponadprzeciętnie dobrze.
Ta terapia to dla mnie szansa na kolejne lata. Dla moich córek – jedyna możliwość, by mieć nadal matkę. Bez tego iskierka zgaśnie.
A ja mam plan: #challenge2030
Ambitnie? Tak!
Odważnie? Tak!
Bo taka jestem i zawsze byłam: ambitna i odważna. Ty też bądź. Podaruj mi kawałek życia. Odwdzięczę się. Każdego dnia będę sprawiać, że ten świat, wciąż ze mną, będzie lepszy.
Wiem, że z Tobą dam radę 😊
Jeśli jesteś w stanie wspomóc mnie w pozyskiwaniu środków finansowych na immunoterapię i dalsze skuteczne blokowanie raka, ja i moja rodzina będziemy Ci bardzo wdzięczni.
Dziękuję, że poświęcasz mi czas.
------------
English version below
Help Me Buy Time — A Treatment That Keeps Me Alive
Do you ever wonder how much your life costs?
Not breakfast bread or rent — but life itself.
I know exactly how much mine costs:
10,000 PLN per dose of a drug that must be administered every three weeks.
For how long?
As long as I have the strength.
And the money for my life.
My name is Gosia. In July 2017, I was diagnosed with breast cancer. A month later, it turned out there were already metastases to my bones. Palliative treatment — it sounds terrifying, but with all my strength I tried to live fully. Not to lock myself inside the illness, not to wallow in self-pity. To work, to laugh with my daughters, to love.
Please don’t feel sorry for me. Even at stage IV cancer, there is room for wonder, joy, and normality. On a daily basis, you don’t think about cancer. You think about how much you hope tomorrow will be sunny.
I’m just like you, aren’t I?
I was incredibly lucky — I’m surrounded by extraordinary people and found wonderful doctors. I was put on modern treatment. Subsequent CT and PET scans showed that the cancer withdrew from my bones — ironically, at a cancerous pace. I focused on living each day well. And on helping women in situations similar to mine.
Now it’s me who needs help. I was diagnosed with brain metastases. Unfortunately, neither radiotherapy nor four surgeries managed to eliminate them. From the New Year, I will have to change my treatment — one that should calm the cancer in my brain. Sadly, to ensure that the cancer does not become active again in my bones, lungs, or liver, it is necessary to privately purchase one of the drugs.
I know this drug. My cancer responds to it extremely well — exceptionally well.
This therapy is my chance for more years.
For my daughters — the only chance to still have a mother.
Without it, the spark will fade.
And I have a plan: #challenge2030
Ambitious? Yes.
Bold? Yes.
Because that’s who I am and always have been: ambitious and brave.
You be brave too. Give me a piece of life. I will repay it. Every single day, I will make this world — with me still in it — a better place.
I know that with you, I can do this 😊
If you are able to help me raise funds for immunotherapy and for further effective blocking of the cancer, my family and I will be deeply grateful.
Thank you for giving me your time.

Słowa wsparcia