Zbiórki

ArtykułDlaczego pacjenci onkologiczni zakładają zbiórki, skoro leczenie jest dostępne na NFZ?Alivia Onkofundacja Czytaj artykuł
Marta Tajchman, Otrębusy

Gdy los podcina ci skrzydła - zbiórka na leczenie raka piersi z przerzutami i rehabilitację

Nazywam się Marta Tajchman, mam 50 lat, kochającą rodzinę (przed chwilą zostałam babcią najsłodszej wnuczki na świecie), duże grono bliższych i dalszych przyjaciół oraz wiele pasji, z których największą jest przyroda, a zwłaszcza ptaki. Z zawodu jestem tłumaczką, a prywatnie prowadzę bardzo aktywne życie - latem góry, rowery i kajaki, zimą biegówki, a cały rok – zumba, joga, pilates oraz bliskie i dalsze wycieczki z lornetką na obserwacje ptaków. W 2023 r. po pierwszej w życiu profilaktycznej mammografii dowiedziałam się, że mam raka piersi (który nie był widoczny we wcześniejszych badaniach USG). Po operacji usunięcia zmian w piersi okazało się, że są przerzuty do węzła wartowniczego. 15.04.2024 r. czeka mnie usunięcie wszystkich węzłów pachowych, a później chemio- i radioterapia, a być może kolejna operacja, jeśli wykryte zostaną inne przerzuty (jestem w trakcie diagnostyki). Chyba mało kto spokojnie przyjąłby taką diagnozę… Ja z powodu związanego z tym stresu leczę się obecnie na nadciśnienie i depresję. Choroba zbiegła się w czasie z fatalną sytuacją w mojej branży – sztuczna inteligencja drastycznie ograniczyła liczbę zleceń dla tłumaczy. W ostatnim czasie dwukrotnie zawieszałam działalność z powodu braku przychodów. W związku z tym, mimo że otrzymałam miesięczne zwolnienie po operacji, okazało się, że nie przysługuje mi świadczenie chorobowe ani zwolnienie ze składek ZUS (to koszt ok. 2000 miesięcznie – prowadzę własną działalność). Koszty dojazdów na chemio- i radioterapię, nierefundowanych badań i rehabilitacji są więc dla mnie dużym obciążeniem, a po kolejnej operacji i w trakcie leczenia moje możliwości pracy będą jeszcze bardziej ograniczone. Zawsze byłam samodzielna, nie lubię i nie umiem prosić o pomoc, ale teraz myślę głównie o tym, na jak długo wystarczy mi oszczędności i sił psychicznych. Będę wdzięczna za każdą wpłatę na moją zbiórkę.

30 150 zł z 5 000 zł
603%
Łukasz Drygała, Tabor Wielki

Pomóż mi w walce z czerniakiem, proszę!

Jeszcze dwa miesiące temu moje życie było zupełnie zwyczajne. Miałem plany, marzenia i codzienność, która wydawała się stabilna. Dziś wszystko wygląda inaczej. Mam 44 lata i walczę z bardzo agresywnym czerniakiem. Diagnoza spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Niestety choroba rozwijała się w błyskawicznym tempie. W ciągu zaledwie czterech tygodni pojawiły się przerzuty – do wątroby, kręgosłupa, barku oraz zmiana kostna w głowie. Dodatkowo aż osiem węzłów chłonnych jest powiększonych. Lekarze powiedzieli wprost – choroba jest bardzo zaawansowana i nie kwalifikuję się do operacji. Moją jedyną szansą jest teraz leczenie immunoterapią oraz radioterapia. Każdy dzień to walka o zdrowie, o życie i o nadzieję, że leczenie zatrzyma chorobę. Aby móc się leczyć, muszę co dwa dni dojeżdżać do Wrocławia, oddalonego o około 100 kilometrów od mojego domu. Dla osoby chorej to ogromny wysiłek, ale również bardzo duże obciążenie finansowe. Do tego dochodzą koszty specjalistycznego żywienia oraz codziennych wydatków związanych z leczeniem. Przez całe życie starałem się pomagać innym ludziom. Nigdy nie przypuszczałem, że przyjdzie moment, w którym to ja będę musiał poprosić o pomoc. Bardzo długo się wahałem, zanim zdecydowałem się napisać te słowa. Jestem także ojcem. Mam 21-letniego syna, który rozpoczął swoją dorosłą drogę i studia. Zawsze chciałem być dla niego wsparciem i pomóc mu w realizacji jego marzeń. Dziś zamiast tego sam znalazłem się w sytuacji, w której potrzebuję pomocy, aby móc walczyć o zdrowie i przyszłość. W jednej chwili moje życie się zatrzymało. Plany na przyszłość rozsypały się, a ich miejsce zajęły wizyty w szpitalach, badania i niepewność jutra. Mimo wszystko staram się nie poddawać. Chcę walczyć. Chcę żyć. Dlatego zwracam się do Was z ogromną prośbą o pomoc. Każda wpłata, nawet najmniejsza, pomoże mi kontynuować leczenie, dojeżdżać na terapię i dać mojemu organizmowi szansę w tej trudnej walce. Z całego serca dziękuję każdej osobie, która zdecyduje się mnie wesprzeć. Wasza pomoc to nie tylko wsparcie finansowe – to także ogromna dawka nadziei.

29 288 zł z 25 000 zł
117%
Marcin Grzempa, Poznań

Dziękuję za wszystkie wpłaty! Udało się osiągnąć cel.

Nazywam się Marcin Grzempa, mam 37 lat. Jestem ojcem trójki dzieci, w tym jednego niepełnosprawnego. Cztery lata temu zacząłem chorować. W kwietniu 2013 roku badanie histopatologiczne wykazało, że to chłoniak Hodgkina typ NS, wtedy jeszcze był to drugi stopień. W grudniu przeprowadzono badanie PET, z którego wynikło, że dotychczasowe leczenie ABVD było nieskuteczne, nastąpiły przerzuty na wątrobę, nerki, śledzionę oraz układ kostny i zostałem zakwalifikowany do przeszczepu szpiku. Niestety życie to nie bajka, coś co miało być zrobione za chwilę, odwlekało się, bo mój stan zdrowia się pogarszał z tygodnia na tydzień. Kolejne leczenie, jakie zastosowano to DHAP, po którym w maju zeszłego roku wylądowałem na OIOMie z ostrą niewydolnością nerek, zapaleniem i płynem w płucach. To spowodowało przerwanie chemii, gdyż mój organizm był za slaby. Zmieniłem szpital i trafiłem na super lekarkę, która powiedziała, że będzie mnie ratować do samego końca. I tak w sierpniu zeszłego roku trafiłem do szpitala na kurs IVE. Chemię skończyłem w styczniu tego roku, po czym miał nastąpić przeszczep, ale okazało się, że badanie TK wykazało naciek w śródkręgosłupie na odcinku lędźwiowym i znów wizja przeszczepu się oddaliła. Zastosowano kolejne chemie typu Gemzar. Po 2 kursach zostałem przyjęty na oddział transplantologii i zrobiono przeszczep. Dziś mijają 2 lata od tamtego wydarzenia. Dalej jestem pod kontrolą poradni hematologicznej w Klinice na Szamarzewskiego. Moja odporność jest różna, często czymś się zarażam. Na szczęście mój stan zdrowia w maju tego roku pozwolił na podjęcie drobnej pracy, co daje mi ciut większe pieniądze niż tylko słaba renta. Badanie PET z maja 2017 niestety ukazało pęknięte żebro szóste. Czeka mnie biopsja i oczekiwanie na wynik, czy jest to zmiana spowodowana przez uaktywnienie się nowotworu, czy jest to efekt przewlekłego kaszlu i osłabienia żeber przez nacieki sprzed 2 lat. Dziękuję wszystkim Wam Pomagającym… Nikt tyle za zdrowego życia nie zrobił dla mnie, co Wy robicie przez ostatnie lata. Nie mam słów, zresztą słowa to za mało, by oddać moją wdzięczność dla WAS! Trzymajcie kciuki, a ja się nie poddam nigdy! Jest rok 2020. Dzięki uzbieranym pieniądzom mogę przeprowadzić teraz operację (w końcu po 5 latach) zębów pod narkozą, która będzie mnie kosztować kilkanaście tysięcy złotych. Po 68 chemiach i przeszczepie szpiku zęby nie wytrzymały. Gdyby nie Wy, nie mógłbym tej operacji przeprowadzić!

27 754 zł z 27 000 zł
102%
Marzena Denkiewicz, Warszawa

Leczenie onkologiczne

Mam na imię Marzena, mam 52 lata i zaczynam swoją walkę z rakiem piersi. Nie pierwszy raz mierzę się z poważną chorobą, ale pierwszy raz z tą, której bałam się od zawsze. Boję się i smucę, ale mam determinację, nadzieję i wolę walki. Mam też dla kogo i po co żyć. Bardzo lubię swoją pracę, obawiam się jednak, że przez jakiś czas nie będę w pełni sił, by robić to, co kocham - jestem psychoterapeutką, muszę być silna i zdrowa, by pomagać moim pacjentom. Dlatego sama proszę teraz o pomoc w poniesieniu codziennych kosztów związanych z leczeniem.

26 896 zł z 20 000 zł
134%
Bartłomiej Głowacki, Grebocice

Pomoc dla Bartka

Przekaż 1,5% podatku dla Bartłomieja Głowackiego – pomóż mu zawalczyć o zdrowie i przyszłość Bartłomiej Głowacki ma dopiero 20 lat (urodziny obchodzi w marcu). To wiek marzeń, planów i pierwszych poważnych kroków w dorosłość. Niestety jego życie zostało nagle zatrzymane przez ostrą białaczkę limfoblastyczną – chorobę, która wymaga długiego i wyczerpującego leczenia. Bartek to zwyczajny, ambitny chłopak z wielkimi planami. Nie udało mu się podejść do matury, ale bardzo chce ją napisać i kontynuować naukę. Marzy o tym, by wrócić do normalności – do codzienności, którą wielu z nas uważa za oczywistą. W wolnym czasie uwielbia grać w gry komputerowe, interesuje się esportem, czyta książki fantasy i ćwiczy na swojej domowej siłowni. Aktywność i rozwijanie pasji dawały mu radość oraz motywację. Dziś jego największą walką jest walka o zdrowie. Leczenie białaczki to długi proces, który wiąże się z ogromnym obciążeniem fizycznym, psychicznym i finansowym. Środki z 1,5% podatku przekazane za pośrednictwem fundacji pomogą w pokryciu kosztów leczenia, rehabilitacji, leków oraz dojazdów do specjalistów. Twój 1,5% nic nie kosztuje, a dla Bartka może oznaczać realną szansę na powrót do zdrowia, napisanie matury i realizację marzeń. Pomóż mu wygrać najważniejszą grę – walkę o życie i przyszłość

26 723 zł z 20 000 zł
133%
Iwona Wleklik, Rydzyna

Zbieram na rehabilitację, chcę znów być sprawna i pewna siebie!

Witam! Mam na imię Iwona. Pochodzę z Wielkopolski. W listopadzie tego roku skończę 42 lata. Zanim postawiono mi diagnozę, często miałam stany podgorączkowe, uczucie duszności i ciągłego zmęczenia. Zaczęło mnie to zastanawiać i niepokoić… 28 luty 2013 roku. Tego dnia odebrałam wynik biopsji – rak piersi z nadekspresją receptora HER2. Pojawił się strach, przerażenie i pierwsze pytanie: „Ile mi jeszcze czasu pozostało?” Nie ma nic gorszego od niepewności i braku wiedzy. Zaczęłam poszukiwać informacji, jak sobie poradzić z sytuacją, w której postawiła mnie choroba. Zostałam poddana chemioterapii, operacji, radioterapii oraz terapii uzupełniającej. Obecnie najważniejsza jest systematyczność badań kontrolnych i rehabilitacja. Zmagam się ze skutkami ubocznymi leczenia. Czeka mnie ponowny zabieg chirurgiczny. Pieniądze, jakie uda mi się uzbierać, chciałabym przeznaczyć na leczenie skutków ubocznych i rehabilitację. Marzę, że uda mi się zrobić ponowną operację rekonstrukcji. Jest to proces wieloetapowy, niestety drogi, i nierefundowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Dzięki rekonstrukcji znów poczuję się pewną siebie kobietą. Z góry serdecznie dziękuję za życzliwość, gest zrozumienia i pomocy. Iwona

26 254 zł z 10 000 zł
262%
Wiesława Ozdarska, Ciechanów

Zbiórka na leczenie nowotworu piersi oraz rehabilitację

Dzień dobry, mam na imię Wiesława, mam 57 lat i od ponad pół roku walczę ze złośliwym nowotworem piersi. Nie jest to łatwa walka... Przeszłam już 2 operacje i radioterapię, a przede mną chemia i prawdopodobnie kolejne operacje. Choroba jest dla mnie nie tylko wielkim stresem, ale także obciążeniem finansowym. Na konsultacje i leczenie dojeżdżam do innego miasta, do tego dochodzą koszty prywatnych badań, leków i rehabilitacji, którą mi zalecono. Sama nie dam sobie rady, dlatego z całego serca proszę Was o pomoc. W tym bardzo trudnym dla mnie czasie każda złotówka jest na wagę złota. Dziękuję!

25 715 zł z 24 000 zł
107%
Ewa Stefańska, Kraśnik

Ewa walczy z nowotworem

Ewa ma 40 lat, jest wspaniałą mamą 2 cudownych chłopców: 5-letniego Filipka i rocznego Mikołaja. Ewa nie widzi świata poza synami. Jest ciepła, pełna miłości, nigdy nie odmawia pomocy innym. W grudniu 2021 roku zawalił się świat Ewy i jej bliskich. Zdiagnozowano u niej złośliwy nowotwór jajnika z przerzutem. Ewa natychmiast przeszła radykalną operację, ponowna tomografia wykonana w styczniu 2022 roku ujawniła kolejny przerzut. Ewa obecnie przebywa w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej w Lublinie. Chcemy zapewnić Ewie środki do kontynuowania leczenia, na specjalistyczne konsultacje, których będzie potrzebowała w czasie leczenia. Marzeniem Ewy jest patrzeć, jak rozwijają się jej synowie, uczestniczyć w ich wychowaniu. Teraz to nasza Ewa potrzebuje wsparcia i pomocy. Walczymy dla niej i jej dzieci. Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, żeby spełnić marzenie Ewy. Rodzina i Przyjaciele

25 417 zł z 20 000 zł
127%
Monika Sobstel, Niepołomice

Na leczenie raka piersi – „jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy....”

Witajcie kochani, „…jeszcze któregoś rana odbijemy się od ściany (…) My możemy być w kłopocie, ale na rozpaczy dnie - jeszcze nie, długo nie...” Mówią na mnie Monika, a czasem Maryla, jak Monik jest zbyt wiele w jednym miejscu. W maju skończę 45 lat. Nigdy nie sądziłam, że będę kiedykolwiek potrzebować takiego wsparcia, jakiego potrzebuję od Was dzisiaj. Zawsze sądziłam, że jestem silną kobietą i ciągle myślę, że jestem. Przynajmniej tak też sądzą o mnie rodzina i przyjaciele. Ale ta silna kobieta, ta która pokonała już tyle przeciwności losu, czasem też musi się wypłakać, czasem już nie ma siły być tą silną kobietą. Każdy z nas w życiu gra różne role, niekoniecznie jesteśmy sobą w wielu środowiskach. Najczęściej udajemy, że jest dobrze, że sobie poradzimy, że niejedno już przetrwaliśmy. Ale życie nie polega na walce ze wszystkim w samotności. To walka, która nie jest jednoosobową wojną. To wojna, w której uczestnikami mogą być nie tylko nasi bliscy, ale wszyscy ci, którym nie jest obojętny nasz los. Los, w którym zmagamy się z taką ciężką chorobą, jaką jest nowotwór złośliwy. Jeszcze w roku 2022 wyczułam nieregularny guzek w prawej piersi. W pierwszym odczuciu myślałam, że to może powiększone węzły chłonne prawej pachy. Ale po kilku dniach niestety nie przechodziło. Zrobiłam więc standardowe badanie USG piersi. Niestety ku mojemu zaskoczeniu nic nie wykazało, a nawet było wręcz idealne w porównaniu do tych, które robiłam co roku. Jakby nie były to moje piersi. Nie dawało mi to spokoju i poprosiłam ginekologa raz jeszcze, ale tym razem o skierowanie na mammografię. Pierwszą w swoim życiu. Na szczęście nie robił problemów, chociaż znam przypadki lekarzy, którzy moim koleżankom mówią: „Pani! Mammografia to dla kobiet po 50-tce!”. Ja się pytam, kto pozwala jeszcze pracować takim lekarzom?! Wystarczy przejrzeć listę podopiecznych pań, aby zobaczyć jak wiele z nas to bardzo młode kobiety. Mammografia niestety wykazała podejrzenie w kierunku nowotworu, skala BI-RADS 4 (zmiana podejrzana). Po umówieniu wizyty w poradni onkologicznej, USG wykonane przez chirurga onkologa już wykazało tę zmianę. A biopsja gruboigłowa potwierdziła okrutną prawdę: nowotwór złośliwy piersi. W oczekiwaniu na wynik bliscy mówili, że będzie dobrze, ale ja czułam, że wynik niestety potwierdzi najgorsze. Przyjęłam go ze stoickim spokojem, ale ja tylko schowałam się za żelazną kurtyną… A po przekroczeniu progów szpitala płakałam jak dziecko, a w domu płakałam godzinami… Kocham podróże, te bliskie i te dalekie. Kocham swoją rodzinę i przyjaciół, chociaż może nie zawsze potrafię im to okazać. I dwa moje psie Skarby – Rio i Tokio. Chcę jeszcze spełniać swoje marzenia, wsiąść do pociągu/samolotu byle jakiego, znaleźć się na drugim końcu świata, aby przekonać się, że tam tak samo pięknie zachodzi słońce. Nie spodziewałam się, że będę kiedyś prosić o pomoc, ale jak wiemy nikt nie planuje chorować na nowotwór. A koszty leczenia pochłaniają niejeden budżet, bo przecież nie spodziewamy się najgorszego… Nie wymagam, byście Państwo wpłacali bezpośrednie darowizny. Oczywiście będę wdzięczna Państwu za każdą złotóweczkę. Ale najbardziej mi zależy, abyście Państwo wypełniając swój PIT wybrali KRS Fundacji Alivia, podając w celu szczegółowym moje imię i nazwisko oraz ID zbiórki. Pozyskane środki chcę przeznaczyć m.in. na: - rekonwalescencję po operacji oraz po dalszym leczeniu - najpewniej radioterapii lub chemioterapii, a następnie hormonoterapii. Ale w dalszym ciągu czekam na wyniki. - rehabilitację onkologiczną (manualną i terapię hiperbaryczną, mobilizację blizny) - możliwy koszt 150 zł za jeden zabieg, Aktualny czas oczekiwania na rehabilitację z NFZ to czerwiec 2024, lub turnus rehabilitacyjny koszt ok. 2-3 tys. zł. - środki farmakologiczne (koszty wyjdą w trakcie zlecenia), żywność specjalnego przeznaczenia medycznego (w razie potrzeby – 200 zł/msc); - dodatkowe badania Maintrac - diagnostyczną metodę laboratoryjną do wykrywania ilościowego komórek nabłonkowych pochodzenia nowotworowego. To badanie krwi, które wykrywa komórki nowotworowe uwolnione przez guz i krążące w krwiobiegu (często opisywane jako płynna biopsja). Niestety jest to metoda bardzo kosztowna (nawet w granicach 5-10 tys. zł za jedno badanie) i nierefundowana w Polsce. Do wykonania przed (stan aktualny) i po leczeniu (w jakim stopniu zakończyło się sukcesem). - inne badania lub zakup środków medycznych potrzebnych w trakcie leczenia (np. specjalna bielizna 200-500 zł). Pragnę podzielić się ze wszystkimi efektami i działaniem, ścieżką, jaką przebywałam i jaką będę podążać. Nie ukrywam tego, bo nic co ludzkie nie jest nam obce, a zawsze się znajdzie ktoś, kto potrzebuje pomocy. Był rok w którym i ja przekazałam darowiznę na fundację Alivia i na inną fundację, by pomóc komuś z podopiecznych. Dzisiaj potrzebuję jej ja, jutro to możesz być Ty. Ale jutro już będę zdrowa i jutro to ja pomogę Tobie. Bo dobro jest w nas - rozdając je, ono wraca do Ciebie ze zdwojoną siłą. Dziękuję :)

25 400 zł z 25 000 zł
101%
Jaroslaw Bednarski, Radom

Zbiórka na leczenie chłoniaka

Dzień dobry, mam na imię Jarosław i mam 36 lat. W listopadzie 2019 roku, w dniu urodzin mojej żony Katarzyny, usłyszałem diagnozę: chłoniak Hodgkina IV stadium. Jest to nowotwór złośliwy węzłów chłonnych. W grudniu 2019 roku rozpocząłem leczenie w NIO w Warszawie. Pierwsza linia leczenia – chemia ABVD miała pokonać chorobę i pozwolić mi na powrót do pracy. Niestety nowotwór okazał się oporny w leczeniu, przeszedłem kolejne linie leczenia (drugą i trzecią), autoprzeszczep oraz leczenie podtrzymujące po przeszczepie. W związku z długotrwale trwającą chorobą i brakiem pomyślnych rokowań musiałem przejść na rentę. W trakcie trwania 4 linii leczenia nastąpiło podejrzenie zapalenia mięśnia sercowego, leczenie zostało przerwane. Kolejne linie leczenia nie przynosiły wymarzonej remisji choroby. W listopadzie 2025 r. zostałem poddany kolejnej radioterapii w związku ze wznową na śledzionie. W chwili obecnej czekam na badanie PET . Nie obyło się bez skutków ubocznych ciężkiego, długotrwałego leczenia (chemioterapie i radioterapie). Mam problemy z tarczycą, sercem, jelitami, bóle stawów i polineuropatię. Nie udało mi się również wrócić do pracy i normalnego funkcjonowania. Cały czas jestem na rencie. Nie jestem w stanie pokryć z niej kosztów leczenia - przede wszystkim konsultacji specjalistycznych, leków i suplementów, odpowiedniego odżywania, leczenia stomatologicznego, dojazdów w związku z leczeniem w innym mieście. Bardzo chcę być znów zdrowy i wrócić do swojego życia, pracy, aktywności. Będę ogromnie wdzięczny za wsparcie.

25 266 zł z 20 000 zł
126%
Bogusława Król, Świeszyno

Proszę o wsparcie w leczeniu nowotworu wątroby.

Witam, mam na imię Bogusława. Mam 53 lata i jestem spełnioną, pełną życia żoną, mamą i babcią. Od urodzenia mieszkam w Świeszynie, niewielkiej, malowniczej miejscowości niedaleko Koszalina. W wolnych chwilach, z dala od miejskiego zgiełku, uwielbiam spędzać wolny czas będąc na świeżym powietrzu. Odpoczywam spacerując, porządkując przydomowy ogród, dyskutując przy kawie z bliskimi i angażując się w życie lokalnej społeczności. Od niespełna 30 lat pracuję w dużym, sieciowym sklepie. Praca sprawia mi wielką satysfakcję głównie z powodu braku monotonii. Dzięki niej mam sporo ruchu i możliwość pracy z niezliczoną ilością ludzi, zarówno współpracowników, jak również klientów. Jestem osobą pogodną, żywiołową i pracowitą. Wraz z mężem zawsze staraliśmy się wpajać trójce naszych dzieci, że rodzina, szczerość, pracowitość to najważniejsze wartości w życiu. Los poddał nas próbie po raz pierwszy 25 lat temu, gdy poważnemu wypadkowi uległ mój mąż. Pierwsze diagnozy brzmiały jak wyrok - wózek inwalidzki. Dzięki wytrwałości, ciężkiej pracy i wsparciu najbliższych udało się pokonać przeciwności. Dziś mąż jest w stanie nie tylko samodzielnie się poruszać, ale mimo niepełnosprawności pracować, dbać o dom i rodzinę. To wszystko scementowało nas jeszcze bardziej i uwrażliwiło na krzywdę i potrzeby innych. Kolejny cios los zadał w czerwcu 2018 r. - nowotwór złośliwy wątroby, ale po kolei... Jednego ze styczniowych wieczorów, odpoczywając po pracy w domu, poczułam silny, przenikliwy ból brzucha. Gdy tradycyjne metody zawiodły, a dolegliwości nasilały się, wezwaliśmy pogotowie ratunkowe. Niechętnie zabrano mnie na SOR w Koszalinie.Tam, po wielu godzinach oczekiwania stwierdzono, że to jedynie niestrawność, i że muszę odpocząć. Wówczas w głowie zapaliła się pierwsza lampka ostrzegawcza, ale za radą lekarzy postanowiłam więcej odpoczywać. Po kilku tygodniach bóle wróciły. Postanowiliśmy, że powinnam dokładnie się przebadać i odnaleźć przyczynę występujących dolegliwości. Po tygodniach prywatnych (dla zaoszczędzenia czasu) wizyt, serii badań i analiz, podczas kolejnego badania USG jamy brzusznej, lekarza jednej z prywatnych, koszalińskich przychodni zaniepokoił guz na wątrobie. Po wizycie i kolejnych badaniach w rekomendowanym przez koszalińskich lekarzy Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Janusza Korczaka w Słupsku postawiono, do dziś budzącą we mnie lęk, diagnozę - nowotwór wątroby. Przez kolejne dni, tygodnie czas przyspieszył. Niezliczone i niekończące się rozmowy telefoniczne, konsultacje ze specjalistami z kolejnych klinik, szpitali, ze znanymi naszym znajomym lekarzami... Jakie podjąć kroki? Kto podejmie się leczenia? Czy konieczna jest operacja? Rokowania? Chemioterapia? Radioterapia? Kiedy? Gdzie? Odpowiedź zwykle była podobna, niepomagająca – „proszę czekać…” 1 października 2018 r. w Klinice Chirurgii Wątroby i Chirurgii Ogólnej Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. dr Antoniego Jurasza w Bydgoszczy przeszłam operację usunięcia prawego płata wątroby i pęcherzyka żółciowego. Po tygodniowej obserwacji, pełna obaw, ale i nadziei opuściłam szpital i wróciłam do domu. Po kolejnych tygodniach konsultacji, specjaliści nie byli zgodni co do dalszego leczenia. Przeprowadzono ponowne badania, które przyniosły kolejne, niepokojące wyniki, tzn. zmiany, będące (mówiąc wprost) zmianami nowotworowymi. Lekarze z Bydgoszczy z powodu m.in. złego stanu wątroby nie byli zgodni co do dalszego leczenia, dlatego zalecili mi wizytę i konsultacje w Centrum Onkologii – Instytucie im. Marii Skłodowskiej – Curie w Warszawie. Pełni kolejnych obaw, z teczką pełną licznych dokumentów, wyników badań, opinii, pojechaliśmy do Warszawy. Sprawy nabrały tempa. Zdecydowano o podjęciu leczenia skojarzonego - chemio i radioterapii. 14 stycznia 2019 r. (rok po pierwszych symptomach) przyjęłam pierwszą z serii chemioterapii. Zmęczona, ale pełna nadziei walczę z chorobą dla siebie i bliskich. Ciężka choroba, jaką bez wątpienia jest rak, przynosi ze sobą nie tylko strach, niepokój, zmęczenie chorego i bliskich, ale niestety też duże koszty leczenia. Kolejne wizyty, konsultacje, badania, analizy, dojazdy do coraz bardziej oddalonych od Koszalina placówek medycznych, hotele, kosztowne lekarstwa, a także dieta, którą muszę stosować mocno nadszarpnęły domowy budżet. Ostatni rok pochłonął nie nasze siły i nadzieje, bo tego nam nigdy nie zabraknie, lecz oszczędności… Zawsze byłam osoba pomocną i służącą radą. Z uwagą i zaangażowaniem starałam się służyć innym. Dziś to ja zwracam się z prośbą o wsparcie. Uprzejmie proszę wszystkich ludzi dobrego serca o przekazanie nawet najmniejszego wsparcia finansowego i jednocześnie z całego serca za każdą taką pomoc bardzo dziękuję.

25 222 zł z 20 000 zł
126%
Justyna Żukowska-Piela, Warszawa

Codzienność z rakiem

Gdy w 2019 r. zakończyłam leczenie raka piersi, byłam pewna, że najgorsze życiowe doświadczenie już za mną. Niestety, minęły zaledwie 2 lata, gdy choroba wróciła. Tym razem poszła na całość, oprócz zajętej drugiej piersi pojawiły się przerzuty w wątrobie i kręgosłupie. I rozpacz, że osierocę moją córeczkę Basię. Weszłam w piąty rok leczenia paliatywnego. Leczenie działa, w tym czasie tylko raz nastapił progres choroby, doszły zmiany w płucach, przeszłam radioterapię stereotaktyczną, która przyniosła pożądane efekty. Trzymam się, staram się żyć na tyle aktywnie, na ile pozwala mi choroba. Córka powoli weszła w wiek dojrzewania i jak nigdy potrzebuje mamy. Marzę o tym, żeby towarzyszyć jej jak najdłużej. Staraliśmy się ze wszystkich sił być samowystarczalni, niestety na skutek leczenia onkologicznego pojawiły się u mnie liczne skutki uboczne i kolejne problemy ze zdrowiem. Proszę o wsparcie na wizyty u specjalistów, diagnostykę, którą nie zawsze da się wykonać na NFZ, i kolejne leki, które są niezbędne, bym mogła w miarę normalnie funkcjonować oraz, co najważniejsze, kontynuować ratujące życie leczenie onkologiczne, a także na dojazdy do szpitala onkologicznego i innych lekarzy. W tej sytuacji każda kwota wsparcia i 1,5% podatku jest dla mnie na wagę złota.

24 728 zł z 20 000 zł
123%