Zbiórki

ArtykułDlaczego pacjenci onkologiczni zakładają zbiórki, skoro leczenie jest dostępne na NFZ?Alivia Onkofundacja Czytaj artykuł
Anna Olech, Lwówek Śląski

Udało się ustabilizować sytuację!

Szanowni Darczyńcy, jestem ogromnie wdzięczna za Wasze wsparcie! Ponieważ sytuacja jest stabilna i obecnie nie potrzebuję środków, proszę na ten moment o nieprzekazywanie darowizn. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Mam na imię Ania i mam 40 lat. Jestem mamą dwóch wspaniałych chłopców (10 i 13 lat), których wychowuję sama. W październiku 2016 r. otrzymałam wyniki histopatologii, okazało się że choruję na raka i jest to mięsak maziówkowy. Jedyna klinika lecząca ten rodzaj nowotworu znajduje się w Warszawie. Każdorazowy wyjazd do Warszawy (500 km) to dla mnie ogromny wydatek (ok. 400zł). Obawiam się, że nadejdzie dzień, kiedy nie pojadę na leczenie, bo zabraknie mi środków finansowych. Mam szansę pojechać na leczenie do Kliniki w Niemczech, jednak koszt terapii to 7300 euro plus dojazd, co zdecydowanie przekracza moje możliwości finansowe. Wciąż potrzebuję pomocy, codzienne koszty związane z chorobą, dojazdy do Warszawy, leki, konsultacje i inne wydatki są bardzo duże. Wszystkim Darczyńcom serdecznie dziękuję!

93 863 zł z 35 000 zł
268%
Radosław Koryga, Brzesko

Wsparcie leczenia nowotworu mózgu

Mam na imię Radek, mam 40 lat, jestem żonaty i mam dwóch synów - 7 i 10-letniego. Od września 2023 roku zmagam się z ciężką chorobą - nowotworem złośliwym mózgu glejakiem III stopnia złośliwości (astrocytoma IDH mutant CNS WHO G-3). Zaczęło się dość niewinnie. Po kilku epizodach zawrotów głowy, wymiotów i problemów z równowagą wylądowałem na szpitalnym oddziale ratunkowym. Z pozoru błahe objawy okazały się wynikać z bardzo poważnego schorzenia. Pierwsza diagnoza postawiona w Brzesku i Tarnowie była wręcz piorunująca – rozległy guz prawej półkuli mózgu i obszaru środkowego, naciekający ważne struktury mózgowia. Bez możliwości radykalnego usunięcia. Wskazano również na złe rokowania do dalszego życia i funkcjonowania niezależnie od podjętego leczenia. Dzięki nadzwyczajnym wysiłkom rodziny i przyjaciół trafiłem do 10. Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy, gdzie w listopadzie 2023 roku zostałem poddany operacji usunięcia guza, który teoretycznie miał być nieoperacyjny. Od tego czasu rytm życia mojej rodziny regulowany jest kolejnymi etapami leczenia – radiochemioterapia skojarzona, a następnie chemioterapia uzupełniająca trwały od grudnia 2023 do sierpnia 2024. Leczenie przechodziłem z uśmiechem i starałem się zarażać pozytywnym myśleniem wszystkich dookoła. Niestety po kolejnym z rezonansów kontrolnych stwierdzono wznowę - dotychczasowa kilkumiesięczna chemioterapia okazała się nieskuteczna. W sierpniu 2024 zostałem ponownie zoperowany w Szpitalu Wojskowym w Bydgoszczy. Była to tzw. operacja w ciemnościach, w trakcie której dzięki kwasowi 5-ALA nowotwór świeci na różowo. Przeciwnik, z którym walczę, jest jednak bardzo trudny - guza nie da się usunąć w całości, gdyż spowodowałoby to nieodwracalne uszkodzenia neurologiczne. Po operacjach mam zaburzenia czucia oraz niedowład lewej stopy, jednak nauczyłem się z tym funkcjonować i zbytnio nie narzekać. Na szczęście opcje leczenia jeszcze się nie wyczerpały. W listopadzie 2024 przeszedłem w Centrum Onkologii w Bydgoszczy radiochirurgię stereotaktyczną. Zaplanowanie naświetlań wymagało wykonania nierefundowanego nowatorskiego badania PET z tyrozyną pozwalającego na precyzyjne zlokalizowanie granic guza. W grudniu rozpoczynam kolejną chemioterapię - prawdopodobnie zastosowane leki nie będą refundowane. Przede mną i moją rodziną długa walka o zdrowie, wiele wyjazdów do odległej o 500 km od miejsca zamieszkania Bydgoszczy oraz wiele innych, trudnych do przewidzenia wydatków. W związku z tym ośmielam się prosić o wsparcie finansowe mojego leczenia, przede wszystkim o przekazywanie 1,5 % podatku, za co z góry serdecznie dziękuję! Obecnie dalsze koszty leczenia i rehabilitacji nie są mi do końca znane. Kwota zbiórki może być aktualizowana w razie zaistnienia takiej potrzeby.

93 054 zł z 35 000 zł
265%
Andrzej Charzyński, Konin

Cel zbiórki został osiągnięty

Witam! Nazywam się Andrzej. Mam 61 lat. W czerwcu 2016 r. przeszedłem operację zastawki mitralnej w sercu. Dodatkowo rok później przeszedłem kolonoskopię i niestety okazało się, że choruję na raka jelita grubego. W 2017 roku przeszedłem operację usunięcia guza z jelita. Przez niecały rok wszystko było w porządku, aż do lipca 2018, kiedy okazało się, że nastąpiła wznowa i musiałem przejść drugą operację. Dodatkowo pojawiły się przerzuty na wątrobę i węzły chłonne. Obecnie jestem już po 5 chemioterapii i na przełomie styczeń - luty 2019 najprawdopodobniej czeka mnie kolejna operacja, tym razem wątroby. Zbieram pieniądze na konsultacje z lekarzami, lekarstwa, dojazdy do szpitala. Niestety, los nie oszczędził też mojej rodziny. Moja córka również zachorowała na raka jelita grubego. Po ciężkiej i kosztownej walce, w wieku 32 lat zmarła... Bardzo proszę Was nawet o najdrobniejsze wsparcie finansowe. Liczę, że razem z Wami uda mi się pokonać chorobę. Serdecznie pozdrawiam.

90 820 zł z 12 000 zł
756%
Klaudia Wiencierz, Zabrze

Pomóż Klaudii wygrać walkę z rakiem piersi

Cześć, nazywam się Klaudia i jestem nauczycielką informatyki oraz matematyki. Przez całe życie z pasją pracuję z młodzieżą, ale również realizuję się w malarstwie, rękodziele i ogrodnictwie. W listopadzie 2023 roku usłyszałam diagnozę, która wywróciła mój świat do góry nogami – złośliwy nowotwór piersi. Za mną już dwie operacje: usunięcie guza i zajętych węzłów chłonnych. Po wyczerpującej chemioterapii, przede mną radioterapia oraz terapia hormonalna. Niestety, aby zwiększyć moje szanse na pełne wyzdrowienie, muszę zażywać lek, który nie jest refundowany przez NFZ. Koszt miesięcznego leczenia tym lekiem wynosi około 15 tysięcy złotych, a terapia musi trwać przynajmniej pół roku. W obliczu tak ogromnych kosztów, mimo wsparcia bliskich, nie jestem w stanie samodzielnie pokryć wydatków na leczenie. Dlatego z całego serca proszę o Waszą pomoc i wsparcie. Każda, nawet najmniejsza kwota, przybliża mnie do celu, jakim jest wygrana z chorobą i powrót do zdrowia oraz mojego życia sprzed diagnozy. Wierzę, że dzięki Waszej pomocy uda mi się pokonać ten trudny czas i wrócić do normalnego życia. Proszę, wesprzyj moją zbiórkę i podziel się nią z innymi. Razem możemy więcej! Dziękuję za każdą okazaną pomoc i wsparcie, Klaudia

90 741 zł z 90 000 zł
100%
Łukasz Ledzion, Kiernozia

Cel zbiórki został osiągnięty

Dziękujemy za wpłaty. Udało się zebrać potrzebną kwotę. ************************************************* Witam, nazywam się Łukasz Ledzion i mam 38 lat. Jestem mężem i ojcem dwóch cudownych synków w wieku 8 i 11 lat. W styczniu 2013 zdiagnozowano u mnie raka jelita grubego i wówczas rozpoczęła się moja walka o zdrowie i życie. Przeszedłem operację usunięcia guza, po niej wziąłem 12 cykli chemioterapii uzupełniającej i wierzyłem, że jestem zdrowy. W marcu 2014 roku okazało się, że mam przerzut do wątroby. Najpierw była operacja, a po niej kolejna chemioterapia. I kolejna nadzieja, że tym razem pokonaliśmy chorobę. Niestety rak znowu wrócił i w grudniu 2015 przeszedłem kolejną operację wątroby. Tym razem nie otrzymałem żadnej chemii, gdyż się do niej nie kwalifikowałem. Obecnie sytuacja jest stabilna, ale strach przed nawrotem choroby ciągle nas paraliżuje. Jesteśmy świadomi, że w przypadku kolejnego nawrotu szanse na przeżycie bardzo maleją, a chemioterapie oferowane przez NFZ nie są skuteczne. Najskuteczniejszą metodą jest zastosowanie leków celowanych molekularnie - bewacyzumabu lub cetaksymabu. Ich dostępność w Polsce jest bardzo ograniczona, zarezerwowana dla określonej grupy chorych - nie dla mnie na tym etapie choroby. Terapia jest bardzo kosztowna. Jej koszt to ok. 80 tys. zł, ale daje szanse na wydłużenie czasu do kolejnego nawrotu choroby, a nawet na pełne wyzdrowienie. Bardzo chcę żyć, bo mam dla kogo. Dla mnie i dla moich dzieci każdy dzień jest ważny. Pragnę patrzeć, jak moje dzieci rosną i rozwijają się, a także brać czynny udział w ich codziennym życiu. Dlatego bardzo proszę o pomoc i wsparcie finansowe, za które z całego serca gorąco dziękuję.

87 001 zł z 80 000 zł
108%
Wioletta Kareta, Połaniec

Zbiórka na koszty związane z leczeniem glejaka

Mam 52 lata i choruję na glejaka. Jeszcze niedawno moje życie było zwyczajne: plany, codzienne obowiązki, nadzieja na spokojną przyszłość. Nigdy poważnie nie chorowałam. Diagnoza spadła nagle i wywróciła wszystko do góry nogami. Glejak to bardzo ciężka i podstępna choroba. Każdy dzień stał się walką o zdrowie, sprawność i kolejne jutro. Leczenie, badania, wizyty u specjalistów, dojazdy na terapię (420 km w jedną stronę) oraz leki wiążą się z ogromnymi kosztami, które przekraczają moje możliwości. Dlatego proszę o pomoc. Każda wpłata realnie wspiera moje dalsze leczenie i codzienne funkcjonowanie. To nie tylko wsparcie finansowe, to także znak, że nie jestem w tej walce sama. Chcę walczyć jak najdłużej. Chcę mieć szansę na leczenie, na spokojniejsze dni i nadzieję, że uda się zatrzymać chorobę, choć na chwilę. Z całego serca dziękuję za każdą wpłatę, przekazanie 1,5% podatku i dobre słowo. Wasza pomoc ma dla mnie ogromne znaczenie.

85 562 zł z 50 000 zł
171%
Zuzanna Lewandowska, Warszawa

Udało się osiągnąć cel zbiórki!

Nazywam się Zuzanna. Jestem mamą piętnastoletniej Neli, którą wychowuję samotnie od dziesięciu lat. Jestem artystką, ilustratorką, projektantką okładek, wykładowcą na uczelni wyższej. Uwielbiam tworzyć i pracować z moimi studentami. Niedawno poznałam wspaniałego człowieka, który ma na imię Robert. Zobaczyłam nareszcie jasną stronę życia! Chcę żyć, kochać, tworzyć! Trzy tygodnie temu dowiedziałam się, że mam zaawansowanego raka piersi. Okazało się, że pertuzumab - lek, który może znacząco zwiększyć szanse na wyleczenie, jest w moim przypadku nierefundowany. Jedna dawka leku kosztuje 11 tysięcy złotych. Potrzebuję ich siedem. Zaczęła się walka z czasem! Dlatego proszę Państwa o POMOC!

85 230 zł z 77 000 zł
110%
Aneta Zyśk, Ostrołęka

Życie jest cenne, pomóż mi je odzyskać - moja walka z nowotworem

Nazywam się Aneta, mam 50 lat. Nigdy nie przypuszczałam, że w tym wieku będę błagać o coś tak podstawowego, jak szansa na życie. Na 25-te urodziny dostałam prezent od życia - ciężką operację kręgosłupa, teraz na 50-tkę dostałam kolejny prezent... W lipcu tego roku mój świat się zawalił. Usłyszałam diagnozę, która zabrzmiała jak wyrok - nowotwór - NET G2. Teraz czekam na kolejne badanie - scyntygrafię z galem, która pokaże, jak bardzo choroba się rozprzestrzeniła. Czeka mnie operacja Whipple’a (pankreatoduodenektomia) - jedna z najtrudniejszych i najbardziej skomplikowanych operacji układu pokarmowego na świecie. To operacja, która trwa wiele godzin i wymaga niezwykłej precyzji zespołu chirurgicznego. Polega na usunięciu części trzustki, dwunastnicy, pęcherzyka żółciowego, fragmentu żołądka oraz okolicznych węzłów chłonnych. Następnie lekarze muszą przeprowadź rekonstrukcję całego układu pokarmowego, łącząc pozostałe narządy w zupełnie nowy sposób, by organizm mógł funkcjonować. To niezwykle ryzykowna operacja. Lekarze uprzedzili mnie, że śmiertelność podczas operacji i w okresie pooperacyjnym jest wysoka. Nawet jeśli się uda, istnieje duże ryzyko ciężkich powikłań - krwotoków wewnętrznych, zakażeń, przetok, uszkodzeń narządów, a także trwałego osłabienia i utraty sprawności fizycznej.Przede mną jeszcze bardzo długa i trudna droga leczenia, zarówno przed jak i po operacji. Każdy dzień to walka, ale też nadzieja, że jeszcze wszystko będzie dobrze. A jednak… jest jeszcze iskierka nadziei. Lekarze powiedzieli mi o możliwości przeprowadzenia operacji z użyciem systemu robotycznego da Vinci - niezwykle nowoczesnej metody, która pozwala chirurgom działać z ogromną precyzją, minimalizując ryzyko powikłań i dając większą szansę na przeżycie. Kiedy to usłyszałam, pierwszy raz od miesięcy poczułam, że może jednak mam szansę… że może jeszcze zobaczę uśmiech mojej córki bez tego bólu w sercu. Córki, która walczy ze mną każdego dnia i nie odstępuje mnie na krok, która przeprowadza mnie przez wszystkie konsultacje, wszystkie wyniki, badania. Wasze wsparcie daje mi możliwość leczenia, zakupu niezbędnych leków, rehabilitacji po operacji oraz konsultacji z lekarzami, psychologami, psychiatrami i dietetykami, którzy pomagają mi każdego dnia walczyć o zdrowie i powrót do sprawności. Dzięki Wam mogę także korzystać z profesjonalnego ustalenia diety podczas leczenia onkologicznego, co ma ogromne znaczenie dla mojego samopoczucia i regeneracji organizmu. Wasze wsparcie to nie tylko pieniądze - to ogromna dawka siły, nadziei i wiary, że wszystko ma sens. Ta zbiórka pokazała mi, ilu cudownych ludzi mam wokół siebie - to coś naprawdę nie do opisania. Nie ma słów, które mogłyby w jakikolwiek sposób odzwierciedlić naszą wdzięczność i szczęście, że mamy przy sobie tak wspaniałych ludzi, którzy niosą nam wsparcie. Sama Wasza obecność, dobre słowo i troska są na wagę złota. Z całego serca dziękujemy Wam za każdą wpłatę, każde dobre słowo i za obecność. Piszę to z ogromnym strachem i pokorą. Chcę żyć dla rodziny: dla mojego męża, dla mojej córki Amelii, która jest już dorosła, ale wciąż potrzebuje swojej mamy. Chcę być przy niej w ważnych chwilach, wspierać ją, śmiać się z nią, cieszyć się życiem - po prostu być. Bo wiem, że dla dziecka, niezależnie od wieku, mama to cały świat. A ja nie chcę, by ten świat Amelii się zawalił. Każdy dzień to walka ze strachem. Staram się być silna, choć psychicznie to dla mnie ogromnie trudne. Jestem pod opieką specjalistów, którzy pomagają mi przetrwać ten koszmar, ale bywa, że siły po prostu się kończą. Mam cudowną rodzinę, wspaniałego męża oraz przyjaciół, którzy wspierają mnie na każdym kroku - dają mi powody, by wstawać rano i walczyć dalej. Ich miłość i obecność są moim światłem w tym mroku. Jestem im wdzięczna ponad słowa, ale wiem, że bez Waszej pomocy nie damy rady. Zawsze byłam osobą, która pomagała innym, jestem nauczycielką w trzech szkołach, dzieci są dla mnie całym światem, zawsze byłam i jestem gotowa poświęcić całą siebie dla innych. Niestety teraz to ja potrzebuję pomocy. Piszę to ze łzami w oczach, z drżącymi dłońmi i sercem pękającym z bezsilności. Nie chcę się żegnać. Chcę żyć i wierzę, że dobro wróci i do mnie.

85 146 zł z 50 000 zł
170%
Ewa Palka, Pawłowice

Moja droga do zdrowia – walka z potrójnie ujemnym rakiem piersi

Cześć, mam na imię Ewa, mam 36 lat i jestem mamą pięciorga wspaniałych dzieci, czerpiącą radość z każdej chwili spędzanej z moją niesamowitą rodziną. Jak wielu z Was, również czyniłam plany na kolejny rok. Mieliśmy wspólnie wspinać się na szczyty, aby zbliżyć się do celu zdobycia Korony Gór Polskich, aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu oraz zwiedzać kolejne ciekawe miejsca. Niestety, diagnoza postawiona w marcu 2025 roku spadła na nas niespodziewanie i przejęła kontrolę nad naszym dotychczasowym życiem: potrójnie ujemny rak piersi, który zdążył rozprzestrzenić się do płuc i wątroby, przez co stał się nieoperacyjny. Ale ja się nie poddam! Moje siostry nazywają mnie dzielną wojowniczką i coś w tym jest :) Będę walczyć dla siebie, mojego niezastąpionego partnera i moich dzieci. 27 marca rozpoczęłam standardową ścieżkę leczenia – chemioterapię paliatywną podawaną wraz z immunoterapią. Niestety, możliwości leczenia tego typu nowotworu są mocno ograniczone, dlatego ja i cała moja rodzina intensywnie poszukujemy skuteczniejszych rozwiązań poza granicami Polski. Pomóc w tym może m.in. pogłębiona diagnostyka: profilowanie genomowe w FoundationOne, które daje szansę na wdrożenie terapii celowanej, oraz zasięgnięcie drugiej opinii w specjalistycznych szpitalach w Amsterdamie i St. Gallen. Jednak koszty dodatkowych badań i leczenia znacznie przekraczają nasze możliwości finansowe, dlatego, mimo że ciężko mi to przyszło, zdecydowałam się poprosić o wsparcie w mojej walce z chorobą. Każda, nawet najmniejsza kwota, ma ogromne znaczenie i przybliża mnie do celu.

81 135 zł z 80 000 zł
101%
Magdalena Strojnowska, Warszawa

Cel zbiórki został osiągnięty

Magda ma 38 lat i straciła oboje rodziców – Tata zmarł, gdy Magda była nastolatką. Mama zmagała się z przerzutami raka piersi do kości, wątroby i węzłów chłonnych. Odeszła w 2019 roku po 3 latach leczenia pełnych cierpienia i bólu. Mimo takich doświadczeń Magda to osoba pogodna, uczynna i pomocna dla innych. Wrażliwa oraz dziewczęca, a zarazem zawadiacka i zwariowana... jest super kobietą, matką, człowiekiem! Niestety aktualnie jej życie zdominowała walka z rakiem piersi. Jest też nosicielką mutacji genetycznej BRCA1 predysponującej ją do wznowień oraz powstania kolejnych nowotworów. Zdecydowała się przeprowadzić serię radykalnych operacji (podwójna mastektomia, adnexectomia). Chce żyć dla 9-letniej Leny. Dzięki jej determinacji i pomocy Darczyńców udało się! Magda ma już za sobą profilaktyczne operacje - zmniejszyła ryzyko do minimum! Teraz walczy o pełną sprawność, zmaga się też z zakrzepicą i powikłaniami. Wciąż potrzebuje rehabilitacji, konsultacji specjalistów, ponosi również duże miesięczne wydatki na leki. Gorąca prośba do Was o pomoc. Jednocześnie, niejako z góry wyrażona, wdzięczność za jakąkolwiek formę wsparcia. Piękne dzięki! HISTORIA: W połowie 2016 roku Magda dowiedziała się, podobnie jak jej mama kilkanaście lat wcześniej, że ma raka piersi. Przeprowadzono operację oszczędzającą i zalecono dalsze leczenie. W lutym 2017 Magda zakończyła chemioterapię. W międzyczasie wykonano badania genetyczne, które potwierdziły mutację genu BRCA1. Stąd decyzja i determinacja do usunięcia piersi i jajników w cyklu 3 operacji. Dzięki ofiarności licznych znajomych i innych osób przychylnych Magdzie udało się zebrać dużą część funduszy na pokrycie dotychczasowych kosztów leczenia, rekonwalescencji i transportu. Do tej pory udało się przeprowadzić mastektomię obu piersi wraz z rekonstrukcją, a także operację usunięcia jajników! Ale wciąż potrzebne są środki na prowadzenie kontrolnej diagnostyki, zakup leków, konsultacje lekarskie i pomoc psychologiczną.

76 593 zł z 20 000 zł
382%
Beata Krzemińska, Wodynia

Dalsza walka z rakiem piersi!

Witam wszystkich. Mam na imię Beata, mam 57 lat i w dalszym ciągu chęć do życia. Wiedziałam, co to rak, gdy umierała moja mama 21 lat temu, widziałam ból, cierpienie i niemoc człowieka. Dlatego starałam się dbać o siebie, do lekarza onkologa chodziłam od 25 lat, piersi badałam regularnie. Niestety pod koniec 2020 r. usłyszałam diagnozę: dwa guzy HER2+++, jeden hormonozależny, drugi nie. Przeszłam chemioterapię, później mastektomię lewej piersi, po miesiącu limfadenektomię pachową, radioterapię. Niestety, chemioterapia nie zniszczyła jednego guza całkowicie, zarówno w piersi, jak i w węźle chłonnym. Jest to niekorzystnym czynnikiem rokowniczym. Aby poprawić moje szanse na przyszłość, powinnam być leczona lekiem, który niestety w moim przypadku nie jest refundowany w Polsce. Żadna kobieta chora na ten typ nowotworu nie chce czekać, aż nastąpi nawrót choroby i być może dopiero wtedy dostanie zgodę na leczenie. Niestety, będzie to już tylko przedłużanie życia, bez możliwości wyleczenia. Moim marzeniem jest doczekanie wnuka, mam kochającą córkę, która robi dla mnie wszystko, niestety nasze możliwości finansowe są ograniczone. Suma potrzebna na leczenie jest dla nas wręcz nieosiągalna. Na chwilę obecną potrzebuję 65 000 zł. Ja nie pracuję, pensja męża jest niewielka, córci również. Nigdy nie myślałam, że będę postawiona w takiej sytuacji, ale proszę wszystkie osoby o wielkim serduchu o pomoc dla mnie w walce z tą chorobą. Całe życie byłam osobą pozytywną i energiczną, teraz pomimo choroby staram się bardzo, aby to się nie zmieniło. Wierzę, że uda mi się pokonać chorobę, jednak bez odpowiednich środków jest to niemożliwe. Z góry dziękuję wszystkim, którzy nacisną ten magiczny dla mnie czerwony przycisk. -------------------------- Moi drodzy, z dniem 1.03.2022 r. wszedł do refundacji lek dla kobiet z chorobą resztkową. Dzięki temu ostatni, dziewiąty wlew, będę miała opłacony przez NFZ. Niemniej jednak moje leczenie będzie trwało nadal. W związku z dużą agresywnością tego nowotworu wymagane są: stałe monitorowanie i badania diagnostyczne, które często nie są refundowane przez nasz rząd. Będę walczyć dalej o zdrowie i mam nadzieję, że da to pozytywne efekty.

75 274 zł z 65 000 zł
115%
Teresa Bielówka, Rakszawa

Spełnić marzenie o zdrowiu

Dziękuję wszystkim za dotychczasową pomoc i wsparcie. Po usłyszeniu informacji o wznowie i konieczności kolejnej chemioterapii podjęłam walkę z chorobą. Dzięki leczeniu, temu refundowanemu i nierefundowanemu, znajduję się aktualnie w remisji nowotworu. Teraz priorytetem dla mnie jest utrzymanie tego stanu jak najdłużej oraz zmniejszenie skutków przyjętej chemii. Niestety koszty terapii podtrzymującej są dla mnie bardzo dużym obciążeniem finansowym, ponieważ nie są refundowane. Miesięczny koszt to kwota około 4000 zł, dlatego zwracam się z prośbą o pomoc w zbiórce na ten cel. Miałam marzenia: piękny ogród, własne przetwory, zdobywanie szczytów Korony Gór Polskich, a przede wszystkim udział w życiu i dorastaniu moich wnuków. Mam trzy dorosłe córki: Katarzynę, Paulinę i Stefanię oraz wnuki - Blankę, uczennicę I klasy szkoły podstawowej, Stefana (5 lat) - przedszkolaka, Cezarego (2 lata) i Juliana (5 miesięcy). Bardzo kocham moje dzieci i wnuki, aktywnie uczestniczyłam w ich życiu. Choroba - rak jajnika - przyszła niespodziewanie. Był szok i niedowierzanie, załamanie, ale i ogromna wola walki. Moje marzenia to powrót do pełni sił i realizacja planów, tj. pokazanie moim wnukom naszego pięknego kraju, wędrówki z rodziną po górach, wyjazdy w różne miejsca, pokazanie przyrody i sposobu, jak można aktywnie wypoczywać i uczyć się historii Polski. Ogród, który jest zaniedbany, chciałabym doprowadzić do stanu sprzed choroby, marzę o uprawie warzyw i owoców. Chcę nauczyć moje wnuki zbierać grzyby oraz przekazać wiedzę, jak szanować i dbać o przyrodę. Ale najważniejszym marzeniem jest widzieć jak dorastają, cieszyć się z ich sukcesów i wspierać w razie porażek. Aby to było możliwe, potrzebuję wsparcia w poniesieniu codziennych kosztów związanych z leczeniem.

73 878 zł z 35 000 zł
211%