Zbiórki

Justyna Dąbrowska, Bielsk Podlaski

Cel zbiórki został osiągnięty

Nazywam się Justyna Dąbrowska, mam 50 lat. Jestem mężatką i mamą dwóch dorosłych córek (26 i 22 lata). Kocham życie oraz mam marzenia i plany. W tym roku starsza córka ma ślub i chciałabym móc uczestniczyć w tym ważnym dla niej dniu. A później mam też nadzieję na uczestnictwo w ślubie młodszej córki oraz na możliwość poznania przyszłych wnuków. Niestety wszystkie te marzenia stoją pod znakiem zapytania, ponieważ w maju 2020 roku dowiedziałam się, że mam złośliwy nowotwór piersi HER2 dodatni z przerzutami do 5 węzłów chłonnych. Przeszłam 6 chemioterapii przedoperacyjnych, a później operację, podczas której wykonano usunięcie lewej piersi i usunięto kilkanaście węzłów chłonnych. Pomimo i tak ciężkiej dla mnie operacji, okazało się, że sam zabieg nie wystarczył. Obecnie przechodzę rehabilitację, a od 25 stycznia zaczynam radioterapię. Powinnam przyjmować Kadcylę (14 dawek) - lek, który obecnie nie jest refundowany przez NFZ, a w roku 2020 był. Na tę chwilę przyjmuję Tomoxifen (terapia hormonalna) i Trastuzumab - lek w zastępstwie Kadcyli, który brałam podczas leczenia przedoperacyjnego, nie przyniósł jednak oczekiwanych rezultatów. Dzięki zbiórce będę mogła wyzdrowieć, wrócić do pracy, cieszyć się życiem i spełniać marzenia. Proszę o każde wsparcie w walce z rakiem. Dziękuję!

153 958 zł z 155 000 zł
99%
Dominik Kosiło, Szczecin

Leczenie onkologiczne, lekarstwa, nierefundowane badania

Na imię mam Dominik, moja walka z rakiem rozpoczęła się w 2010 roku i trwa nadal. Obecnie mam 34 lata. Zdiagnozowano u mnie zespół chorobowy MEN II B złośliwy rak tarczycy w stadium rozsiewu do kośćca z podejrzeniem rozsiewu do płuc. Do tej pory przeszedłem kilka operacji, wiele badań i radioterapię. Usunięto mi całkowicie tarczycę, węzły chłonne szyi, nadnercza z powodu guzów chromochłonnych oraz guzy w okolicy kręgosłupa i aorty. Na początku leczenia poziom Kalcytoniny wynosił 2 tysiące, obecnie jest na poziomie powyżej 100 tysięcy i wciąż rośnie. Przed diagnozą miałem plany i marzenia jak każdy młody człowiek. Teraz nie mam siły ani możliwości żyć normalnie. Choroba wyczerpuje mnie psychicznie i fizycznie. Potrzebuję wsparcia na leki, badania i leczenie nierefundowane przez NFZ. Wierzę w wielkie serce ludzi i ich dobroć.

38 825 zł z 40 000 zł
97%
Marta Stachowicz, Ruda Śląska

Samotna, aczkolwiek silna mama potrzebuje pomocy

Witam Cię Aniele z wielkim sercem, mam na imię Marta. Mam 33 lata (jeszcze :D) i jestem dumną mamą cudownego syna, najlepszą siostrą, kochającą ciocią moich Diabełków, prawdziwą przyjaciółką i podobno fajną koleżanką. :) Moje „zdrowe” życie było pełne ciężkich wyzwań, ale i radości, szaleństwa i śmiechu. Nawet gdy los sprawdzał jak dużo potrafię wytrzymać. Zawsze mogłam liczyć na moją kochaną siostrę, której bym nie oddała za żadne skarby, mimo że się czasem starała, by tak zrobić. :) Ma dwójkę wspaniałych dzieciaków w wieku 6 i 4,5 lat, które są moimi oczkami w głowie. Zawsze lubiłam się nimi zajmować czy bawić aż do utraty tchu. Największe szczęście, jakie mnie spotkało, to mój syn. Od ośmiu lat wychowuję go sama (obecnie ma 15 lat). Wszystko, co robiłam w życiu, to z myślą o nim. Staram się, by wyrósł z niego dobry mężczyzna. Bardzo lubiłam podróżować z Oktawianem w miejsca, które chciał zwiedzić. Fajnie było słyszeć, jak opowiada, że z mamą jest fajnie, bo się nie nudzi. Dobrze się uczy i jest dojrzały jak na swój wiek. Uwielbiałam dużo spacerować, tańczyć, obcować z naturą. Wędrówki po górach z moją Justynką, by się zrelaksować, wyciszyć, wygadać czy po prostu śmiać się z braku kondycji i tego, że przecież kanapa i Netflix też jest spoko, a potem dumne pozujące do zdjęć na szczycie – bezcenne. Zawsze lubiłam rysować, malować czy robić drobne upominki na różne okazje. Czy były to kartki okolicznościowe czy ręcznie malowane szkatułki sprawiało mi to ogromną radochę, ale było to też chwilą na oderwanie się od rzeczywistości, która czasem przytłaczała. 30 listopada 2020 roku dowiedziałam się, że mam raka piersi. Wtedy miałam 31 lat. Akurat myślałam o tym, by przystąpić do egzaminu na prawo jazdy. Śmiałam się, że los nie chce, bym miała prawko, dlatego wymyślił mi raka, żebym długo nie myślała o egzaminach. :D Moi bliscy i znajomi wiadomość o raku przyjęli „na klatę”, ale bardzo się o mnie bali, dlatego lekarzom mówiłam, że się nie martwię, bo mam od tego ludzi. :D W czasie licznych badań i konsultacji okazywało się, że nowotwór się szybko rozsiewa. Dlatego moje leczenie zaczęło się od chemioterapii, którą przeszłam całkiem nieźle. Może moje odczucie jest takie, ponieważ nie uważałam tego za tragedię, ale jako etap w wojnie, którą miałam zamiar wygrać. Nie wstydziłam się tego, że jestem łysa, bo niby dlaczego? Prawostronną mastektomie przeszłam bez powikłań. I gdy myślałam, że teraz będzie tylko lepiej, okazało się, że muszę przejść kolejną chemię i zacząć hormonoterapię. Niestety, ta chemia mnie nie oszczędziła. Traciłam siły, ból stawał się naprawdę uciążliwy, a chodzenie i podstawowe czynności zaczynały być wyczynem. Poruszałam się o kuli, bo inaczej nie potrafiłam. 15 kwietnia 2022 roku usłyszałam, że jestem zdrowa. TAK!!! Raczek cycaczek pokonany! Jednak całe leczenie doprowadziło do tego, że obecnie zmagam się z wieloma dolegliwościami. Muszę przyjmować dwa hormony: Reseligo i Glandex, witaminę D3 i wapń na wzmocnienie kości. Do tego przyjmuję leki na wątrobę, dwa antydepresanty. Przez hormony jestem w stanie menopauzy. Mam zaawansowaną osteoporozę i inne problemy z nią związane. Operacja rekonstrukcji piersi na chwilę obecną jest bardzo odległa. Potrzebuję również zrobić protezę, bo mam spore ubytki, a obecnie jedzenie sprawia mi trudności i ból. Zarabiam najniższą krajową, a alimenty na syna to zaledwie 500 zł. Wszystkie opłaty miesięcznie wynoszą mnie 3100 zł, także niewiele zostaje „na życie”. Nie jestem w stanie opłacić prywatnych wizyt, które pomogłyby w szybszych diagnozach. Przestałam wykupywać leki, które niwelowały skutki uboczne menopauzy i nie tylko, ponieważ muszę mieć te najważniejsze. Koszt wszystkich leków to ok. 250 zł miesięcznie. Do tej pory radziłam sobie sama, ale obecna sytuacja mnie nie oszczędza. Dlatego bardzo proszę o pomoc. Bym mogła dalej leczyć się tak jak powinnam, bym mogła mieć choć namiastkę „dawnego” życia. Ślę każdemu, kto przeczyta moją historię, uściski. :) Bądźcie zdrowi i dbajcie o siebie i Bliskich.

8 757 zł z 10 000 zł
87%
Jakub Andrzejczak, Ozorków

Leczenie pochłonęło już wszystkie oszczędności Kuby.

Witam serdecznie, nigdy nie lubiłem pisać o sobie, dlatego też napiszę krótko. Mam na imię Kuba i mam 36 lat. Jestem tatą cudownej dziewczynki – Amelki. Moja kochana córeczka ma 10 lat i dla niej chcę i muszę żyć. Pragnę uczestniczyć w każdym etapie jej życia oraz patrzeć jak dorasta. Zaczęło się niewinnie od małej kuleczki pod językiem, niestety z dnia na dzień stawała się ona coraz większa. W lutym 2016 r. udałem się do lekarza pierwszego kontaktu. W trybie natychmiastowym zostałem skierowany do Poradni Specjalistycznej w Łodzi, z podejrzeniem zmiany nowotworowej. Po badaniu histopatologicznym diagnoza była jednoznaczna - nowotwór złośliwy dna jamy ustnej. W jednej chwili świat mi się zawalił, w głowie pojawiło się wiele pytań. Dlaczego? Jak to możliwe? Co dalej? To nie może być prawda! Przeprowadzono kolejne badania, niestety to nie był koniec złych wiadomości: większość węzłów chłonnych także została zaatakowana. Na szczęście trafiłem pod opiekę wspaniałego zespołu lekarzy w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym Nr. 1 w Łodzi, który jednoznacznie stwierdził, iż zmiany te nadają się do natychmiastowego usunięcia. Termin operacji wyznaczono na 11 marca 2016 r. Usunięto mi większość węzłów chłonnych, do których były już przerzuty. Niestety część języka także została usunięta. Podczas operacji okazało się, iż lekarze musieli mi usunąć większą część zębów, dlatego też będę potrzebował protezy. Czekają mnie dalsze badania oraz konsultacje, radio i chemioterapia, a także długotrwała rehabilitacja. Muszę nauczyć się mówić na nowo. Dojazdy oraz odpowiednia dieta, którą musiałem stosować przed operacją, w szybkim stopniu pochłonęły moje nieduże oszczędności. Duże wsparcie oraz pomoc okazuje mi najbliższa rodzina oraz znajomi. Pomagają finansowo oraz wspierają psychicznie. Na dzień dzisiejszy posiadam orzeczenie o całkowitej niezdolności do pracy, nie mogę podjąć jakiejkolwiek pracy. Przyznano mi rentę w wysokości 500 zł miesięcznie, która nie wystarcza nawet na podstawowe zobowiązania, leki oraz dietę, którą muszę stosować. Nigdy nikogo o nic nie prosiłem, ale będę wdzięczny za każdą okazaną mi pomoc oraz za każdą złotówkę. P.S. Proszę wszystkich, abyście nigdy nie bagatelizowali zmian, jakie zachodzą w Waszym ciele, zawsze lepiej zapobiegać niż później leczyć! Aktualizacja: W sierpniu 2021 roku miałem kontrolne TK twarzoczaszki i niestety, ale wszystko powróciło na nowo, nie za długo mogłem cieszyć się, że choroba odeszła. Ona ciągle jest i na nowo przypomniała o sobie. Zmiany powstały po przebytej radioterapii, żuchwa znacznie osłabiła się - destrukcja tkanki kostnej lewego ramienia żuchwy z naciekiem sąsiadujących tkanek miękkich żuchwy. W październiku pobrali mi na nowo materiał do badania histopatologicznego. Zmiana silnie krwawi - materiał krwisty, w rozmazach kres, drobne strzępy ziarniny oraz komórki zapalne - taki otrzymałem opis mikroskopowy pobranego materiału. Niestety decyzja była jednoznaczna i nieodwracalna, zakwalifikowali mnie do paliatywnej chemioterapii, którą miałem 17-19 stycznia 2022 roku. Obecnie jestem bardzo słaby po przebytej chemioterapii, opiekę sprawują nade mną rodzice, którzy także są schorowani i sami potrzebują pomocy (tata po wypadku komunikacyjnym, a mama z orzeczeniem o całkowitej niezdolności do samodzielnej egzystencji), ale jakoś musimy sobie radzić. Kolejną dawkę mam zapisaną na 7-9 lutego 2022 roku. Powiatowy Zespół ds. Orzekania o Niepełnosprawności wydał mi orzeczenie do listopada 2024 roku o stopniu UMIARKOWANYM, przez co nie należą mi się żadne dodatki z tytułu choroby i przysługuje tylko renta z ZUS. W obecnej chwili nie jestem w stanie wykonywać jakiejkolwiek pracy zarobkowej, a decyzją ZUS NIE MOGĘ, gdyż na decyzji mam całkowitą niezdolność do pracy do października 2022 roku. Renta nie wystarcza mi na podstawowe zobowiązania, leki, dojazdy na wizyty lekarskie, odpowiednią dietę. Najbliżsi pomagają jak mogą, wspierają finansowo i psychicznie.

3 673 zł z 5 000 zł
73%
Iwona Ogórek, Sosnowiec

Pomóż Iwonie wygrać walkę!

Mam na imię Iwona i mam 43 lat. Mieszkam w Sosnowcu wraz z moja rodziną. Jestem szczęśliwą żoną oraz mamą dwóch wspaniałych córek. Jestem osoba otwartą, pełną energii, kochającą życie. Wraz z moją rodziną prowadziliśmy pełne spokoju życie, aż do momentu zdiagnozowania choroby w grudniu 2016 roku - raka jajnika. Rozpoczął się wtedy bardzo trudny dla mnie czas, dla mojej rodziny również. Głęboko wierzyłam jednak, że wszystko się ułoży. Przeszłam wtedy operację usunięcia guza jajnika prawego. W styczniu 2017 roku badanie histopatologiczne wykazało, iż nowotwór jajnika był przerzutem z przewodu pokarmowego. Dokładniejsze badania wykazały i potwierdziły nowotwór jelita grubego. Miałam nadzieję, że do żadnych przerzutów już nie dojdzie. Kilka miesięcy później wyniki moich badań w czasie chemioterapii były dobre, co dało mi nadzieję na lepsze jutro. Moja radość nie trwała jednak długo, ponieważ tuż po zakończeniu 12 cyklu chemii badanie TK wykazało wynik niejednoznaczny. Kolejno badanie PET potwierdziło przerzuty w trzech ogniskach oraz mutację genu KRAS w raku jelita grubego. Oznacza to, że terapia okazała się nieskuteczna, gdyż obecność mutacji w nowotworze związana jest z jego opornością na leki, które otrzymywałam do tej pory. Czułam ogromny strach i niepewność, bo nic innego nie kojarzy się z taką chorobą. Zwłaszcza, że byłam prawie pewna, że wygrałam swoja walkę! Bardzo trudne jest życie w niepewności, zwłaszcza kiedy dotyczy to naszego zdrowia i jest pełne obaw o tych, których kochamy. Ja jednak nie tracę nadziei, dlatego udałam się na konsultacje do specjalisty we Wrocławiu, gdzie szczęśliwie na dzień dzisiejszy zostałam zakwalifikowana do operacji HIPEC. Niestety czas oczekiwania to 5 miesięcy lub dłużej w zależności od kondycji chorego. Czas w tej walce zawsze jest najtrudniejszym przeciwnikiem. Dlatego oczekuje również na chemię z przeciwciałami w nadziei, że zadziała. Pieniądze zbieram na dojazdy do ośrodka, konsultacje, przyspieszoną diagnostykę. Myślę również o zabiegach hipertermii, które nie są refundowane, a do tanich nie należą. Mimo wszystko jestem dobrej myśli i ciągle mam nadzieje, że dzięki nowoczesnym metodom leczenia uda mi się pokonać chorobę jak najszybciej. Dlatego każda okazana mi pomoc z Państwa strony wiele dla mnie znaczy. Z całego serca dziękuję wszystkim za okazane mi wsparcie.

28 651 zł z 30 000 zł
95%
Dawid Burko, Gorzów Wlkp

Pomoc w leczeniu nawrotu chłoniaka

Są ludzie, którzy tak po prostu mają "szczęście do pecha". Nazywam się Dawid. W 2021 r. los postawił mnie naprzeciw chuligana zwanego chłoniakiem Hodgkina 3 stopnia zaawansowania (przerzuty do płuc, wątroby, śledziony), grupa wysokiego ryzyka. Otrzymałem 4 cykle chemii. Dwa lata cieszyłem się remisją. Niestety po dwóch latach remisji nastąpił nawrót choroby Ann Arbor IIIB, IPS4 pkt-grupa wysokiego ryzyka. PET wykazał guza w tylnej ścianie nosogardła. Została wykonana biopsja, która wykazała wznowę. Zostałem zakwalifikowany do chemioterapii. Dostałem 5 cykli chemii. W listopadzie miałem przeszczep komórek macierzystych. Obecnie muszę mieć terapię podtrzymującą. Znów czeka mnie walka i liczę na pomoc. Jeszcze raz dziękuję za wsparcie.

2 602 zł z 4 000 zł
65%
Marian Sawczuk, Sarnaki

Marian wiele przeszedł. Teraz potrzebuje pieniędzy na leczenie.

Witajcie, nazywam się Marian Sawczuk. Mam 65 lat. Historia z moją chorobą rozpoczęła się w lipcu 2016 roku. Zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy jelita grubego. Wykonano zabieg operacyjny usunięcia guza w jelicie grubym. Słowo 'rak' totalnie mnie sparaliżowało. Był to podwójny wstrząs dla całej mojej rodziny, gdyż moja 32-letnia córka w tym czasie także chorowała na raka jelita grubego. Niestety zmarła na tę chorobę. Dlatego ja walczę z całych swoich sił, abym wyzdrowiał, bo chcę żyć, mam dla kogo - dla swoich kochanych wnuczków, żony, rodziny. Jestem świadom swojej choroby, tej strasznej choroby. Obecnie przyjmuję cykle chemioterapii. Przede mną kolejne badania stwierdzające, czy choroba postępuje dalej, czy się zatrzymała w rozwoju. Szukam skutecznych metod leczenia, które stosuje się w Polsce i za granicą. Niestety konsultacje, diagnostyka, leczenie w klinikach, dojazdy do placówek medycznych oraz zakup refundowanych i tych nierefundowanych leków to bardzo duży wydatek. W swojej walce potrzebuję Waszego wsparcia duchowego, ale także wsparcia finansowego, które umożliwi mi leczenie u specjalistów będących w stanie mi pomóc. Dziękuję.

33 583 zł z 35 000 zł
95%
Monika Kasprzak, Borkowo

Mama Oskara walczy z chłoniakiem

Witam, chciałabym bardzo podziękować darczyńcom za przekazani środków na konto fundacji jak i 1 % z podatku. Na tę chwilę jestem pod stałą kontrolą poradni onkologicznej, gdyż chłoniak jest w remisji. Bardzo dziękuję za dotychczasowe i kolejne przekazywanie wpłat. Będą wykorzystane na dalsze leczenie. DZIĘKUJĘ! Mam na imię Monika, mam 40 lat i wspaniałego, 17-letniego syna Oskara. Jestem osobą energiczną, uwielbiam spędzać każdą wolną chwilę na spacerach z synem, mężem i naszym ulubionym pupilem - Ivarem. W wolnym czasie jeżdżę też do mojej siostry bliźniaczki - Ani i do jej dzieciaczków, z którymi wspólnie spędzamy czas. Moja siostra jest dla mnie wielkim wsparciem. Ona również jakiś czas temu przechodziła chorobę nowotworową swojej córki. Mam również wspaniałych rodziców, którzy mnie wspierają. Wroku 2013 lekarze zdiagnozowali u mnie chorobę nowotworową - chłoniaka grudkowego. Nowotwór ten jest bardzo podstępny, bo rozwija się u człowieka kilka lat i nie daje żadnych objawów. I tak było u mnie. Przeszłam już 2 operacje wycięcia węzłów chłonnych. Niestety, aby powstrzymać chorobę potrzebna była chemioterapia, która składała się z 8 cykli, ale okazało się, że organizm nie zareagował i podano mi dużo mocniejszą następną chemię - również 8 cykli. Był to bardzo ciężki okres w moim życiu: wymioty, zawroty głowy, brak apetytu, grzyb w jamie ustnej, a co za tym idzie duża utrata wagi, brak siły, no i co może być najgorszego dla kobiety - bardzo szybka utrata włosów. 14 lat temu moja siostrzenica, Weronika przechodziła chorobę nowotworową i wiem, jak to wygląda. Człowiek płaci za prywatną diagnostykę, w związku z długimi kolejkami do badań w ramach NFZ, do tego dochodzą duże wydatki związane z leczeniem i dodatkowymi konsultacjami. Na to wszystko potrzebne są pieniądze. Aktualnie nowotwór jest w remisji, choroba jest uśpiona, ale guzy nowotworowe nadal występują, więc jestem pod stałą opieką lekarską, gdyż choroba może zaatakować w każdym momencie. Muszę nadal kontrolować swój stan zdrowia chodząc na prywatne wizyty lekarskie, co wymaga dużych nakładów finansowych. Dlatego zwracam się do Państwa z prośbą o przekazywanie wsparcia finansowego na rzecz mojego leczenia. Za każdą pomoc serdecznie dziękuję! Monika Kasprzak

18 580 zł z 20 000 zł
92%
Zofia Kalka, Racibórz

Lekarstwa, konsultacje medyczne, badania nierefundowane przez NFZ

Gdy z początkiem 2018 roku czułam się coraz słabsza, myślałam, że to słabość, która przychodzi z wiekiem. Do tego doszły inne dolegliwości, których przyczyn ciągle szukałam. Dopiero USG przyniosło niepokojące informacje. Wtedy wszystko nabrało rozpędu. Kolejne badania, operacja, wyniki z histopatologii i diagnoza - rak złośliwy jajnika. Byłam załamana, lecz mój mąż, dzieci i wnuczki dodawały mi siły i otuchy. Pierwszą chemię zaczęłam brać 8 października 2018 roku. Dokładnie 9 lat po tym, jak moje wnuczka Wiktoria zaczęła chemioterapię. Wiktoria wygrała walkę z ostrą białaczką limfoblastyczną. Teraz ja muszę zrobić to samo. Wygrać! I być babcią swoich wnuczek! Pieniądze chcę przeznaczyć na lekarstwa niefinansowane przez państwo i na rehabilitację.

13 518 zł z 15 000 zł
90%
Bożena Mórawska, Suwałki

Pomóż uzbierać środki, by pokonać raka piersi i jajnika.

Witam. Mam na imię Bożena. Choruję na nowotwór złośliwy raka jajnika i piersi. Obecnie jestem w trakcie trzeciej chemii. Nie podano mi leku, który może uratować moje życie w odpowiednim terminie i nie mam już szans na jego refundację. Jestem mamą dwójki już dorosłych dzieci (Magdy i Mieszka), którzy wspierają mnie w tej trudnej walce. Z zawodu jestem logopedą i na co dzień to ja pomagałam małym dzieciom. Teraz to ja potrzebuję pomocy. Proszę o wsparcie finansowe w podjętym przeze mnie leczeniu, ponieważ lek, którego potrzebuje nie jest refundowany przez NFZ a koszt jego wynosi 100 tys. zł. Serdecznie dziękuję za wsparcie i każda złotówkę.

48 513 zł z 50 000 zł
97%
Anna Borak, Olkusz

Miałam zacząć nowe życie… Dziś walczę z rakiem dla moich dzieci

Mam na wychowaniu 3 uczących się dzieci, wychowuję je sama. Najstarsza córka w tym roku przystępuje do egzaminu dojrzałości, a najmłodszy syn ma 9 lat. Nie mam rodziców ani najbliższej rodziny. Każdego dnia staram się być dla nich siłą i oparciem, mimo że sama mierzę się z bardzo trudną chorobą. Zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór szyjki macicy (rak płaskonabłonkowy rogowaciejący, G2, stadium IIB). Leczenie wymaga ode mnie regularnych dojazdów – mam ponad 50 km w jedną stronę do szpitala onkologicznego, co wiąże się z dodatkowymi kosztami i ogromnym wysiłkiem. Moja sytuacja finansowa jest bardzo trudna. Nie jestem w stanie pracować. Chemioterapia bardzo osłabia mój organizm, a dopiero jestem po 4 cyklu. Już zaczynają mi wypadać włosy, a czeka mnie jeszcze 8 takich cykli plus 25 radioterapii i brachyterapia. Chciałabym zapewnić dzieciom jak najlepsze warunki i jednocześnie zadbać o swoje zdrowie – odpowiednią dietę, dojazdy na leczenie oraz rzeczy, które pomagają mi w codzienności jak suplementy diety, leki, specjalne środki do higieny przy naświetlaniach. Każde wsparcie to dla mnie realna pomoc w walce o zdrowie i przyszłość moich dzieci. Z całego serca dziękuję za każdą okazaną życzliwość.

10 475 zł z 12 000 zł
87%
Marta Artemczuk, Ryki

Godne Życie z nowotworem

Cześć, jestem Marta. Mam 38 lat, a choruję od 5. Diagnozę, po której zawalił mi się świat, dostałam w maju 2019 roku. Zaczęło się od małego guzka, który wydawał się niegroźny - finalnie były 3 i groźne. Przeszłam 7 operacji piersi, łącznie z ostatnią rekonstrukcją, którą miałam w tym roku, w czerwcu. Momentami zapominam, jak wyglądało moje życie przed diagnozą. Te 5 lat chorowania zabrało mi 5 lat z życia moich dzieci. Od 4 lat jestem w programie lekowym. Przyjmuję leki hormonalne + zastrzyki. Od tego czasu jestem w tzw. sztucznej menopauzie (farmakologicznej). Raz w miesiącu jeżdżę na onkologię, do szpitala oddalonego o 290 km od mojego miejsca zamieszkania. Nocuję i wracam kolejne 290 km z przesiadką. Nie ukrywam, że koszty dojazdów nadwyrężają domowy budżet. Najmłodsze moje dziecko miało zaledwie 3 latka, jak zachorowałam. Strach, że mnie przy niej zabraknie, to było coś nie do opisania. Po załamaniu przyszły myśli, że przecież nie mogę zniknąć z ich życia, że są moim całym światem i zrobię wszystko, co mogę, żeby być tu dla nich. Strach wciąż jest, ale staram się nie pozwalać, żeby zawładnął moim życiem. Staram się żyć normalnie, na ile mogę. Jeżdżę rowerem (jeśli tylko mam siłę), wycinam figurki z drewna, które można kolorować, stawiać jako dekoracje albo wieszać na ścianie. Mam ten luksus, że mieszkam pod lasem, dlatego na ile pozwalają mi siły, chodzę z psem na spacery i chłonę całą sobą naturę.

302 zł z 2 000 zł
15%