Zbiórki

Daria Diuzhakova, Warszawa

Pomoc dla dziewczyny chorującej na rzadki nowotwór

8 lipca 2025 roku - w dniu moich 34. urodzin - usłyszałam diagnozę, która podzieliła moje życie na „przed” i „po”. Rak brodawki Vatera - narządu, o którego istnieniu jeszcze kilka miesięcy wcześniej nawet nie wiedziałam. Czasem myślę, że ta historia zaczęła się dużo wcześniej. Od lat życia w napięciu, od wojny, od strachu, który powoli osiada w ciele. Od momentu, gdy trzeba było zostawić dom i uciekać z ukochanego Charkowa z jednym plecakiem. Los zaprowadził mnie do Polski - najpierw do Bydgoszczy, potem do Warszawy. Próbowałam budować życie od nowa, pracować, odnaleźć stabilność. Diagnoza przyszła nagle. Jak cisza przed burzą. A potem wszystko wydarzyło się bardzo szybko: konsultacje, przygotowania, strach i nadzieja jednocześnie. Operacja Whipple’a - jedna z najtrudniejszych operacji na świecie. Usunięcie narządów i stworzenie na nowo tego, co miało pozwolić mi żyć dalej. 7 dni na OIOM-ie. Ponad dwa tygodnie w szpitalu. A potem - powrót do domu i kolejny etap: chemioterapia. Za oknem powoli zaczyna się wiosna. Świat budzi się do życia, a ja uczę się żyć na nowo - w innym ciele, w innej rzeczywistości. Bardzo chcę poczuć tę wiosnę naprawdę: spacerować, oddychać pełną piersią, pisać, marzyć. Jestem osobą, która tworzy. Piszę - również po polsku. Powstał już nawet mój wiersz o lekarzach i ich wielkiej pracy, o ludziach, którzy każdego dnia ratują innych, często kosztem siebie. Dziś jednak moja codzienność to leczenie. Operacja się udała, ale chemioterapia okazała się trudniejsza, niż mogłam sobie wyobrazić. Skutki uboczne nie pozwalają mi normalnie funkcjonować ani pracować. Część leczenia jest refundowana, ale leki dodatkowe, badania, specjalne odżywianie i zwykłe życie - to wszystko spoczywa na mnie. A ja nie jestem już w stanie sama tego unieść. Dlatego proszę o pomoc. Bardzo chcę żyć. Świadomie. Głęboko. Tworzyć historie, które coś zmieniają. Moim marzeniem jest zostać pierwszą europejską scenarzystką, która zdobędzie Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny. Wierzę, że nawet najtrudniejsza droga ma sens, jeśli nie idzie się nią samemu. Jeśli moja historia poruszyła Twoje serce - proszę, zostań jej częścią.

17 703 zł z 40 000 zł
44%
Melania Popiel, Józefosław

Melania

Zawsze polegałam na sobie i nie spodziewałam się, że coś mnie tego pozbawi. Bo glejak - oprócz zdrowia - odbebrał mi także niezależność: możliwość poruszania się, pracy, wszystkiego, co dla przeszłej mnie było normalne jak tlen. Dzisiaj walczę z nowotworem mózgu i jestem przed ostatnią dawką celowanej chemii, która daje mi szansę na odzyskanie tego, co zabrał mi glejak. Zbieram na intensywną rehabilitację i szereg badań potrzebnych przed kolejnym wlewem - muszę na nie dojechać, zapłacić za nie, a po chemioterapii dojechać ponownie, ponownie za nie zapłacić i tak w kółko. Aż do momentu, kiedy odzyskam zdrowie, a z nim niezależność, bo to, co jest najważniejsze to: mam szansę na wyzdrowienie i aktywne życie oraz spłacenie nim długu, który w pewnym sensie - z obawą, ale i radością - zaciągam tą zbiórką. Zawsze to przede wszystkim na mnie można było polegać, na moją pomoc liczyć, więc czuję się dziwnie, prosząc teraz o wsparcie, ale robię to, bo nie mam wyboru. Z góry dziękuję za każdą przekazaną mi złotówkę. Melania P.S. Zmiana kwoty zbiórki wynika z przedłużającego się leczenia i wykorzystania części środków.

177 690 zł z 200 000 zł
88%
Katarzyna Maćkowiak, Rumia

Onkozbiórka na leczenie i rehabilitację

Drodzy Państwo! Mam na imię Kasia. Mam 52 lata i jestem chora na raka piersi z licznymi przerzutami do kości i wątroby. Jestem już w czwartym stadium choroby. Jest to leczenie paliatywne, czyli mam jak najlepiej żyć i nie pozwolić rozwijać się chorobie. Walczę z chorobą od ponad pięciu lat. Po usłyszeniu diagnozy nie byłam załamana, nie przyjęłam po prostu diagnozy do wiadomości. Ja, przecież nie mogę być chora, nie, ja mam dziecko w wieku 10 lat do wychowania - syna o imieniu Szymon, kochającego męża Leszka, którego miałabym zostawić i pracę ze wspaniałymi ludźmi i wydawałoby się dobre życie. I naraz ciach wszystko się zmienia. To zdarzyło się na początku roku 2021 - styczeń, panowała wtedy pandemia, a ja wylądowałam na oddziale hematologii. W czasie przyjęcia na oddział już nie mogłam stać na własnych nogach, zostałam posadzona na wózku inwalidzkim. Naraz straciłam władzę w nogach, doznałam paraliżu dolnej części ciała. Czułam, jakby to się nie przydarzyło i jakby to mnie nie dotyczyło. Okazało się, że mam podejrzenie raka piersi z przerzutem na kręgosłup (odcinek piersiowy i lędźwiowy). Doznałam wtedy złamania, a właściwie zmiażdżenia kręgu drugiego piersiowego. Zaangażowałam wszystkie swoje siły i środki w walce z chorobą. Niestety paraliż nie pozwolił na szybkie i samodzielne zdiagnozowanie się. Musiałam zostać położona na oddziale wewnętrznym, co nie było proste w dobie pandemii. Badanie histopatologiczne uzyskałam dopiero w marcu, zaś dostanie się na leczenie i rokowanie to początek kwietnia. Jak to w życiu bywa, przy leczeniu też pojawił się problem. Otóż terapia chemią nie może zostać zastosowana, gdyż jestem za słaba i muszę przebywać poza łóżkiem 70% dnia, czyli muszę chodzić. Ja zaś zaległam w łóżku na ponad dwa miesiące ze złamanym kręgosłupem. Mordercza rehabilitacja, nauka ponownego chodzenia pozwoliła mi na pierwszą chemię docelową dopiero 20 maja. Środki na prywatną rehabilitacje były ogromne, ale daliśmy radę. Obecnie po ponad pięcioletniej walce z chorobą ten rok okazał się dla mnie wyjątkowo niełaskawy. Nie otrzymałam pomocy z MOPS - asystenta osoby niepełnosprawnej, nie otrzymałam też świadczenia wspierającego z ZUS ani też pomocy z PFRON, oczywiście z powodu braku środków. Jestem osobą niepełnosprawną, liczne przerzuty do kości i czwarta chemia spowodowała, że mam siły ani możliwości wykonywać żadnej pracy fizycznej i potrzebuję asysty przy wyjściach z domu i pomocy w funkcjonowaniu w domu. Zostałam bez pomocy socjalnej i finansowej. Nie mam pomocy zatem ani w czynnościach domowych, ani w transporcie na leczenie. Dodatkowe zobowiązania niestety nie wystarczą na pokrycie ich z własnych środków. Jestem zmuszona zatem prosić o wsparcie finansowe. Bardzo dziękuje za każdy grosz i dziękuję za wszelkie wsparcie. Jeszcze jest kilka dni na rozliczenia, dlatego proszę, żebyście wypełniając swój roczny PIT wskazali Fundację Alivia z dopiskiem mojego imienia i nazwiska oraz numeru ID zbiórki (w celu szczegółowym). Dzięki temu część Waszego podatku, który i tak trafia do Urzędu Skarbowego, zostanie przeznaczony na moje leczenie i jak najlepsze funkcjonowanie z moją niepełnosprawnością. Z wyrazami szacunku, Kasia :)

7 571 zł z 30 000 zł
25%
Renata Bilon, Szamotuły

Na leczenie w prywatnej klinice

Mam na imię Renata. Stwierdzono u mnie przerzut nowotworu złośliwego. Przeprowadzono szereg badań, które niestety nie wskazały miejsca wyjścia nowotworu. Nasza służba zdrowia nie dała mi nadziei na wyzdrowienie. Zaproponowano mi leczenie paliatywne, a przewidywany czas życia miał wynosić 3 miesiące. Szukając pomocy rozpoczęłam leczenie w prywatnej klinice, bo tylko tam dają mi szansę, a leczenie zaczęło przynosić efekty. Wymaga ono wiele wysiłku ale warto zyskać więcej czasu. Mam wspaniałego, ukochanego synka, który ma 10 lat. To właśnie dla niego chcę walczyć o każdy dzień swojego życia. To właśnie dla niego muszę żyć jak najdłużej. Wiem, jak bardzo jestem mu potrzebna. Wszystkie wydatki muszę finansować sama. Żaden z zabiegów, badań ani przepisanych leków nie są refundowane przez Fundusz Zdrowia. Nie jest tajemnicą, że koszty leczenia są bardzo wysokie, miesięcznie to nie setki, ale tysiące złotych.

27 474 zł z 50 000 zł
54%
Michał Wysocki, Warszawa

Szansa na leczenie w Niemczech – pomóż mi pokonać raka!

Nazywam się Michał, mam 52 lata i wciąż wiele planów na przyszłość. Jestem mężem i ojcem dwóch wspaniałych synów. Moim największym szczęściem zawsze była rodzina – wspólne wycieczki rowerowe z żoną, oglądanie meczów z synami i chwile, gdy mogliśmy razem grać na instrumentach. Zawsze byłem aktywny, pełen energii i starałem się wspierać najbliższych. Dziś to ja potrzebuję pomocy. Dwa lata temu trafiłem na SOR z silnym bólem brzucha. Diagnoza była dla mnie i moich bliskich druzgocąca – rak jelita grubego. Kolejne badania wykazały przerzuty do płuc, wątroby i moczowodów. Podjąłem próby chemioterapii, niestety mój organizm zareagował toksycznie – przeszedłem dwa zawały serca i dwie ciężkie neutropenie po leczeniu. Próba radioterapii również zakończyła się niepowodzeniem. Niestety, z powodu mutacji genetycznej nie kwalifikuję się na terapie celowane. W ostatnich tygodniach mój stan mocno się pogorszył. Straciłem siły i apetyt, pojawiła się gorączka, a najnowsze badania wykazały, że nowotwór zajmuje coraz większą część wątroby. To dla mnie bardzo trudny moment, ale nie poddaję się. Pojawiła się szansa na leczenie w Niemczech, w szpitalu w Magdeburgu. Mogę tam skorzystać z nowoczesnych metod – radioembolizacji i brachyterapii – które dają nadzieję na zatrzymanie choroby. Koszt całej terapii wynosi od 40 do 60 tysięcy euro, jest ona podzielona na kilka zabiegów i kilka wizyt w Niemczech. Czas gra tu ogromną rolę – muszę rozpocząć leczenie jak najszybciej. Dlatego zwracam się z ogromną prośbą o pomoc. Każda złotówka, każda udostępniona informacja to dla mnie szansa na dalszą walkę i dłuższe życie z moją rodziną.

7 120 zł z 30 000 zł
23%
Olga Płachta, Pionki

Zbiórka dla Olgi na nierefundowany lek

Olga - 49 lat. Mam wielkie pragnienie i szanse na długie życie w dobrej kondycji. Jestem szczęśliwą mężatką i mamą trójki dzieci. Jestem z Pionek. Jak wszyscy podopieczni fundacji Alivia zmagam się z nowotworem - konkretnie od 2020 roku, a od 2025 z przerzutami do wątroby i kości. Do tej pory korzystam z programu lekowego, który jest finansowany z NFZ, ale teraz potrzebny jest lek, który dla mnie nie jest refundowany. Roczny koszt leczenia to około 120.000 zł.Nie jest mi łatwo pisać o potrzebach, ale teraz stanęłam przed murem, jakim są finanse. Pokładam nadzieję w ludziach mogących wesprzeć moje leczenie. Z całego serca dziękuję za pomoc. Olga

96 920 zł z 120 000 zł
80%
Anna Bielecka, Kraśnik

Zbiórka pieniędzy na leczenie raka

Nazywam sią Anna Bielecka, mam 38 lat, jestem szczęśliwą żoną i matką dwóch chłopców - 7 i 10 lat. We wrześniu zrobiłam kontrolne badanie piersi i okazało się, że w prawej piersi pojawiła się zmiana. Lekarz kazał tę zmianę obserwować i zgłosić się do kontroli za sześć miesięcy. Jednak mąż postanowił rozszerzyć badania, ponieważ trzy lata temu zmarła moja kochana mama. Po biopsji wykonanej we wrześniu okazało się że, jest to nowotwór złośliwy piersi i od tego momentu rozpoczęliśmy walkę. Dziś jestem już po pierwszej serii chemioterapiach, rozpoczęłam drugą chemioterapię, czeka mnie jeszcze operacja w Niemczech, radioterapia i terapia hormonalna. Proszę o wsparcie w poniesieniu nierefundowanych kosztów leczenia.

56 908 zł z 80 000 zł
71%
Dominika Bajerska, Warszawa

Walczę o swoje zdrowie i życie.

Mam na imię Dominika. Mam już prawie 43 lata, czyli udało mi się przekroczyć upragnioną 40-stkę, która to po otrzymaniu diagnozy w dniu 35. urodzin wydawała mi się nierealna! Również dzięki Tobie i Twojemu wsparciu, Drogi Czytelniku. Mam troskliwego męża i cudowną już 11-letnią córeczkę Laurę. Nadal mam wiele marzeń i planów, uwielbiam podróżować i chciałabym pokazać córce piękno otaczającego nas świata. Gdy zachorowałam Laura miała tylko 3,5 roku, a mi w głowie kołatała się jedna myśl: moja córka mnie nawet nie zapamięta... Nie mogłam na to pozwolić, to dla niej walczyłam i jej zawdzięczam to, że JESTEM. Miałam raka. Bardzo agresywnego – wieloogniskowego, o najwyższym stopniu złośliwości, z nadekspersją HER2, który rozpanoszył się w mojej lewej piersi. Mam przed sobą jeszcze kilka lat hormonoterapii i marzę o tym, by ten koszmar już nigdy nie powrócił. Za sobą mam już również walkę o zdrowie mojej córeczki, która urodziła się z poważną wadą wrodzoną. Pierwsze lata jej życia spędzaliśmy głównie u coraz to nowych specjalistów. Wtedy wygraliśmy, więc wygramy i dziś. Nie mam lewej piersi i wszystkich węzłów chłonnych w jej okolicy. Nie mam w pełni sprawnej lewej ręki. Nie mam czasem siły i sporo rzeczy zapominam, jednak staram się z tym walczyć, zwłaszcza że wróciłam do pracy. Nadal z Waszą pomocą opłacam sobie sporą część badań, kupuję zastrzyki hormonalne, chodzę na rehabilitację. Wszystko po to, by trzymać się w możliwie dobrej formie. Zaczynam też myśleć o rekonstrukcji wraz z plastyką drugiej zdrowej piersi. Zabieg nie jest niestety refundowany przez NFZ. Co pewien czas badam kolejne sekwencje genów, by w przyszłości w razie potrzeby przekazać tę wiedzę córce. Nauka i technika idzie do przodu i jesteśmy w stanie sprawdzać kolejne sekwencje w obrębie tych samych genów odpowiedzialnych za raka piersi. Niestety pojawiły mi się obok głównej choroby również kolejne problemy zdrowotne, takie jak cukrzyca i nadciśnienie. Na to by trzymać je w ryzach również wydaję sporo środków. Te dodatkowe choroby to jednak nic w porównaniu z onkologią, której nie życzę nikomu! Potrzebuję Waszego wsparcia, aby móc dalej trwać we względnym zdrowiu i towarzyszyć Laurze w odkrywaniu świata. Za każdą, nawet najmniejszą pomoc i dobre słowo okazane mi do dziś i w przyszłości z góry serdecznie dziękuję... Dominika

76 864 zł z 100 000 zł
76%
Jacek Kropkowski, GDAŃSK

Proszę, pomóż zdobyć środki na nierefundowane leczenie.

Witam! Jestem Jacek, mam 64 lat, w listopadzie 2018 r. po przeprowadzeniu biopsji potwierdzono u mnie raka. Zbieram pieniądze na nierefundowane leczenie, konsultacje ze specjalistami i pobyt w klinice. Mam szanse dzięki Twojej pomocy pokonać chorobę. Leczenie wczesnych stadiów raka metodami refundowanymi przez NFZ wywołuje szereg nieodwracalnych powikłań: radykalna operacja powoduje okaleczenie i niesprawność, chemioterapia i radioterapia niszczy komórki rakowe, ale również i te zdrowe, co stanowi zagrożenie dla życia lub powoduje kalectwo. Duże szanse dla mnie na całkowite wyzdrowienie daje przeprowadzenie nowocześniejszych zabiegów mniej inwazyjnych, jak zabieg Nanoknife, zabieg HIFU oraz wspomagające zastosowanie hipertermii. Dodatkowo muszę zmierzyć się z kosztami licznych prywatnych konsultacji, badań i przejazdów do ośrodka leczenia. Zmieniłem radykalnie tryb swojego życia. Obecnie stosuję diety oczyszczające organizm z toksyn w celu wzmocnienia własnego systemu odpornościowego. Samopoczucie jest o wiele lepsze i powróciła nadzieja na wyzdrowienie. Oprócz raka mam problemy z kręgosłupem, posiadam orzeczenie o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności, jednak ZUS odmawia prawa do renty, dlatego pracuję z ograniczeniami. Prowadzę szkolenia i audyty w zakresie stosowania w praktyce prawa pracy, ubezpieczeń społecznych, RODO i PPK. Jeśli Ty lub Twoja Firma - Urząd ma z tym problemy, chętnie pomogę, dopóki sił i zdrowia wystarczy. Bardzo proszę o wsparcie finansowe i liczę, że razem z Tobą uda mi się chorobę pokonać. Z góry serdecznie dziękuję za pomoc Jacek Kropkowski

216 449 zł z 240 000 zł
90%
Malgorzata Stępińska, Bierzglinek

Przekaż 1.5 % podatku - pomóż mi walczyć o zdrowie

Mam na imię Gosia. W maju 2025 roku moje życiezatrzymało się w miejscu. Diagnoza: nowotwór piersi. Od tamtej pory każdy dzień do bitwa. Przeszłam już wyczerpującą chemioterapię, a w styczniu tego roku mastektomìę oraz limfadektomię. Nowotwór okazał się trudnym przeciwnikiem. Po operacji okazało się, że dotychczasowe leczenie nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Nie poddaję się. Przede mną radioterapia oraz kolejna chemia i walka o sprawność. Jednak choroba to nie tylko ból, ale też ogromne koszty rehabilitacji i leczenia. Na co przeznaczę wsparcie? - rehabilitację, abym po usunięciu wszystkich węzłów chłonnych mogła znów sprawnieużywać ręki - konsultacje medyczne, bym mogła szukać szans u najlepszych specjalistów - dojazdy i leki, żebym miała środki na dotarcie do szpitali i walkę ze skutkami leczenia Z całego serca dziękuję za Twoje wsparcie.

16 316 zł z 40 000 zł
40%
Natalia Korolewicz-Garbol, Trawniki

Na konsultacje specjalistyczne, leki i suplementy, badania, fizjoterapię i psychoterapię

Cześć! Mam na imię Natalia i mam 29 lat. 2 lata temu usłyszałam szokującą dla mnie diagnozę – rak piersi. Za mną bardzo intensywne i obciążające organizm leczenie: chemioterapia, operacja i radioterapia. Leczenie zadziałało wzorowo i dziś mogę powiedzieć, że raka już we mnie nie ma. Obecnie jestem w trakcie leczenia celowanego oraz hormonoterapii, które mają zabezpieczyć mnie przed nawrotem choroby. Jestem osobą, która bardzo dużo się uśmiecha, kocham koty, fotografię i kolorowe stylówki. Staram się dzielić swoją dobrą energią z innymi i wspierać osoby, które przechodzą to samo co ja. Choć choroba została pokonana, a ja idę przez życie z uśmiechem na ustach, to jej cień wciąż czasem mi towarzyszy – w postaci skutków ubocznych leczenia, emocji, które trzeba przepracować i potrzeby stałej kontroli zdrowia. Dlatego korzystam z pomocy psychoterapeuty, chodzę na wizyty u specjalistów, wykonuję badania kontrolne, korzystam z fizjoterapii i przyjmuję leki oraz suplementy wspierające organizm. Intensywne leczenie pozostawiło po sobie również fizyczne konsekwencje, m.in. dodatkowe kilogramy, z którymi mierzę się po terapii. Dla mojego zdrowia, samopoczucia oraz zmniejszenia ryzyka nawrotu choroby konieczna jest teraz redukcja wagi w bezpieczny i kompleksowy sposób. Choć wiele wizyt i części leczenia jest refundowanych, to nadal istnieje ogrom obszarów, które finansuję sama. Tylko w 2025 roku na dodatkowe badania, konsultacje, terapie i wsparcie specjalistów wydałam już ponad 12 000 zł – a ta kwota będzie niestety rosła. Każda wpłata ma więc dla mnie ogromne znaczenie, bo pozwala mi nie przeznaczać wszystkich oszczędności wyłącznie na leczenie, ale po prostu żyć, wracać do formy i korzystać z życia po chorobie. To wszystko wymaga czasu, sił i środków finansowych, dlatego postanowiłam poprosić o wsparcie. Każda wpłata, nawet najmniejsza, pomoże mi dbać o zdrowie – zarówno to fizyczne, jak i psychiczne, by móc w pełni wrócić do formy i spełnić marzenia, których mam jeszcze więcej niż przed chorobą. Dziękuję z całego serca za każdą formę wsparcia. ❤️

26 064 zł z 50 000 zł
52%
Sylwia Czyżewska, Włocławek

Leczenie oraz badania

Nazywam się Sylwia, mam 44 lata. Wychowuję sama dwóch dorastających synów. W grudniu 2016 roku zdiagnozowano u mnie rozsianego raka piersi. Był to dla mnie cios, ponieważ całe życie pomagałam innym - byłam honorowym dawcą krwi oraz szpiku. Choroba wywróciła moje dotychczasowe życie do góry nogami, zostawił mnie partner, zostałam z problemami całkiem sama, bez środków do życia. Postanowiłam zawalczyć i podjąć leczenie. Najpierw długa chemioterapia, następnie mastektomia piersi z usunięciem węzłów chłonnych. Potem miało być już z górki - rekonstrukcja piersi oraz 5 lat leczenia hormonalnego. Niestety znów dostałam kopniaka od losu. Podczas podróży z synem do rodzinnego Włocławka straciłam przytomność i dostałam ataku padaczki. Obudziłam się w szpitalu. Po cyklu badań wykryto u mnie guza przysadki mózgowej. Lekarze zalecili obserwację oraz liczne badania, nie wszystkie refundowane. Serdecznie proszę o pomoc, by móc się leczyć i żyć dla moich synów. Styczeń 2021: Jestem wciąż pod stałą opieką i obserwacją lekarzy w sprawie guza przysadki. Niestety efektem zmian w mózgu jest dodatkowe leczenie z powodu ataków padaczki… Za kilka miesięcy czeka mnie drugi etap rekonstrukcji piersi oraz związana z nim rehabilitacja. Styczeń 2022: Od początku roku leżę w szpitalu, czekają mnie długie rehabilitacje. Bardzo dziękuję za każde, nawet najmniejsze wsparcie. Marzę, żeby znów żyć jak dawniej, ale potrzebuję jeszcze odrobinę Waszej pomocy, by móc stanąć na nogi. Chciałabym żyć i być dla moich dzieci oparciem, ponieważ mają tylko mnie. Dziękuję z całego serca.

5 848 zł z 30 000 zł
19%