Zbiórki

Justyna Kulesza, Panków

Zbiórka na pokrycie kosztów leków, badań, dojazdów oraz pozostałych związanych z procesem leczenia

Witajcie, mam na imię Justyna. Jestem mamą dwóch wspaniałych już nastoletnich córek. Niestety życie nie szczędziło nas od początku:rozwód, matczyna walka z trudami wychowania i utrzymania dwóch córek, a później jeszcze choroba starszej córki - cukrzyca typu I i depresja. Niedawno udało nam się przenieść na wieś do małego domku z ogrodem, gdzie wszystko miało już być pięknie .Wieś nas pochłonęła. Zajęłam się uprawą roślin, warzyw i owoców w naszym ogrodzie oraz hodowlą kurek. Tu znalazłam ukojenie duszy. Niestety wszystko, co dobre szybko się kończy. Kilka miesięcy temu wyczułam guzek w piersi. Wizyta u ginekologa - jedna, druga... USG, a następnie mammografia.Biegnący czas. Wynik BIRADS 5 -skierowanie do onkologa, terminy kosmos... Wizyta prywatna w celu wykonania biopsji gruboigłowej - chirurg onkolog już po wykonaniu samego USG nie ma wątpliwości: nowotwór złośliwy. Skierowanie do szpitala -biopsja , badania i znów czas... To był najdłuższy miesiąc oczekiwania w moim życiu i niestety nieoficjalnie dzień przed Wigilią dowiedziałam się, że to jest to, czegosię obawiałam ;( Święta spędziłam z milionem pytań w głowie i z lękiem - czy dane mi będą jeszcze kolejne? Czy mam prawo się nimi cieszyć? Czy powinnam zacząć już działać? Co z moimi dziećmi? Co z ich przyszłością? Co z chorobą Oliwii? Co będzie ze mną...? Czy wygram tę walkę ? Oficjalnie 2.01.2026 podczas wizyty u chirurga onkologa stwierdzony został u mnie RAK naciekający HER2+ , ER+/PR+ (hormonozależny), "potrójnie dodatni"czyli jeden z najagresywniejszych. Jeszcze kilka lat temu ten rodzaj raka był wyrokiem śmierci. Dziś pomimo złośliwości jest ogromna szansa na wyleczenie dzięki nowoczesnym terapiom. Czeka mnie chemioterapia, operacja i naświetlania, leczenie wspomagające oraz hormonoterapia. Dużo tego. Dużo kosztów nie tylko duchowych i mentalnych, ale przede wszystkim finansowych - leki, odżywki, suplementy ,kosmetyki, specjalna żywność medyczna, sprzęty rehabilitacyjne. Czy dam radę? Muszę, choć wiem, że droga będzie ciężka i długa. Wiem, że muszę to przetrwać i wygrać tę walkę nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla moich dzieci i naszego dalszego szczęśliwego życia, bo wierzę, że takie jeszcze mnie czeka. Zawsze to ja byłam tą osobą, która pomagała wszystkim tej pomocy potrzebującym. Żyłam przeświadczeniem, że nigdy nie wiem, kiedy to ja będę potrzebować pomocy od innych, dlatego w miarę moich możliwości dawałam każdemu z siebie i od siebie co tylko mogłam - przede wszystkim serce. Dziś jednak to ja potrzebuję tego serca od Was i z góry za nie dziękuję 😘 😘 😘

16 659 zł z 50 000 zł
33%
Katarzyna Czepukojć, Warszawa

Nowotwór kradnie moje życie, moją sprawność. Pomóż mi ją uratować!

Mam na imię Katarzyna. W marcu skończę 42 lat. Jestem mamą dwójki dzieci - Julii (12 lat) i Oskara (18 lat). Od ponad trzech lat walczę z rakiem piersi. W chwili obecnej jest to już rozsiany proces nowotworowy. Mam przerzuty do kości i tkanek kręgosłupa, miednicy. Przyjmuję chemię i wlewy z kwasu zolendronowego. Wspomagam się również suplementacją. Od niespełna roku leczę się w Poradni Bólu przy Szpitalu Grochowskim w Warszawie. Trafiłam na cudowną Panią doktor, która dała mi nadzieję, że ból się leczy. Przyjmuję leki przeciwbólowe w tabletkach i plastry z opiatami na uśmierzenie bólu. Niestety nie zawsze ból udaje się uśmierzyć. W ciągu tego roku zostały mi już dwukrotnie zwiększone dawki tych leków. Żyję z bólem. Czy nauczyłam się z nim żyć? Nie do końca. Są dni, kiedy ból nie pozwala na wstanie z łóżka. Nie pozwala na zrobienie najmniejszej rzeczy. Z osoby aktywnej, która wszystko robiła na zwiększonych obrotach, stałam się osobą niedołężną. Lekarze niestety nie bardzo mają pomysł na to, jak mnie leczyć. Kręgi i żebra w kręgosłupie są złamane. Od niespełna 1,5 roku noszę gorset Jewetta. Niestety proces chorobowy się pogłębia. Jeśli nie znajdę pomocy, to w niedalekiej przyszłości czeka mnie wózek inwalidzki. I powolna śmierć, Śmierć w bólu, cierpieniu... W Niemczech i Czechach są kliniki, które z powodzeniem leczą takie przypadki jak mój. Obecnie potrzebuję środków na wykonanie badań diagnostycznych: USG jamy brzusznej, USG piersi, TK kręgosłupa, TK głowy, MRI odcinka piersiowego kręgosłupa, MRI odcinka lędźwiowego kręgosłupa, PET CT. Środki mi są potrzebne również na przetłumaczenie dokumentacji medycznej na język niemiecki i angielski przez tłumaczy przysięgłych. Bez tego nie będę mogła mieć choćby najmniejszej nadziei na lepsze leczenie. W obecnej chwili nie pracuję. Jestem na rencie. Mam orzeczoną całkowitą niezdolność na pracy i samodzielnej egzystencji. Początek trudnej drogi......Niespełna miesiąc po moich 38 urodzinach mój świat się zawalił. Od lekarza usłyszałam, że w lewym węźle pachowym mogą znajdować się komórki nowotworowe. Potem „zielona karta” i wizyta w Centrum Onkologii w Warszawie. Guz w lewej piersi wielkości 9 cm. Kolejne badania – diagnoza: rak złośliwy, inwazyjny G2. Szok, niedowierzanie. Przecież regularnie się badałam – mammografia, usg piersi. Patrząc na moje dzieci nie mogłam uwierzyć, że mogę nie doczekać ich dorastania. Rozpacz, załamanie, morze łez. Aż wreszcie myśl – walczymy. Wszystkie ręce na pokład. Mam dla kogo żyć – dla siebie, dla dzieci, dla rodziny.12 maja 2017 r. pierwsza chemia – najpierw czerwona, a po niej biała. Po 4 miesiącach, 22 września 2017 r. – koniec wyczerpującego mój organizm leczenia chemią. Kolejne konsylium lekarskie – zapada decyzja o przeprowadzeniu radykalnej mastektomii lewej piersi z usunięciem węzłów chłonnych.4 października 2017 r. operacja – jestem Amazonką.Rozpoczynam radioterapię na tzw. głębokim wdechu. Równocześnie przechodzę hormonoterapię – zażywam tabletki, a co 28 dni dostaję zastrzyk z izotopem, który inwazyjnie działa na kości – osłabia je oraz powoduje ich bardzo silny ból. Lekarz prowadzący sugeruje profilaktyczne usunięcie jajników razem z jajowodem – co ma zminimalizować ryzyko pojawienia się nowych ognisk choroby nowotworowej. Niestety w ramach NFZ nie wykonuje się operacji o charakterze profilaktycznym. Tylko prywatnie. Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych już mnie nie obejmuje. Pomoc ze strony publicznej służby zdrowia skończyła się po naświetlaniach. Ostatnie miesiące to był dla mnie bardzo trudny okres – wyniszczająca organizm ciężka chemioterapia, której towarzyszyła silna neutropenia i leukopemia. Potem operacja, radioterapia i ciężka walka o usprawnianie ręki, która trwa do dzisiaj. Ze względu na mój stan zdrowia zmuszona jestem do korzystania z masaży limfatycznych. Niestety nie zostały mi przyznane w ramach NFZ i muszę za nie płacić prywatnie. Do tego dochodzą leki, które przyjmuję codziennie, a które pochłaniają już większość naszych funduszy. Długotrwała chemioterapia i radioterapia spowodowały, że moje zdrowie i sprawność jest w bardzo złym stanie. Moje kości chorują. Ta choroba to osteoporoza, w wyniku której doznałam zaniku kostnego. Ale najgorsza była diagnoza: kompresyjne złamanie trzonów TH7, TH8, TH9, TH10, TH11 z obniżeniem ich wysokości oraz złamanie blaszek granicznych górnych trzonów L1, L2, L3. Ból, jaki odczuwam jest niewyobrażalny. Każdy ruch, każdy krok to walka z cierpieniem. Od niespełna czterech tygodni muszę nosić Gorset Jewetta. Czeka mnie jeszcze kilka miesięcy noszenia go. Zaproponowano mi bardzo kosztowne i długie leczenie, które może spowodować poprawę mojego stanu zdrowia. W ostatnim czasie miałam wykonane badania diagnostyczne. Odbierając je miałam nadzieję, że wynik będzie bardzo dobry. Niestety… Choroba dała o sobie znać. Mam przerzuty do kości. Ponowne leczenie i strach co dalej. Światełkiem nadziei na życie jest dla mnie drogie leczenie, a w późniejszym czasie i długotrwała rehabilitacja. Onkologia dostępna w Polsce proponuje leczenie systemowe (chemioterapia, radioterapia) i nie daje zbyt dobrych rokowań. Nowoczesna onkologia poszukuje cały czas nowych terapii i leków, ale niestety większość z nich nie jest dostępna w Polsce, a jeśli już to jest bardzo droga. Potrzeba ogromnych funduszy, nieosiągalnych dla mnie i mojej rodziny. Aktualnie przyjmuję leki antyhormonalne oraz lek w ramach programu badań klinicznych, którego działanie polega na blokowaniu białek nazywanych kinazami zależnymi od cyklin 4 i 6, które regulują wzrost i podział komórek. Blokowanie tych białek może spowolnić wzrost komórek nowotworowych i opóźnić postęp choroby nowotworowej. Lek ten już niedługo przestanę przyjmować. Według lekarzy z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że po odstawieniu tego leku rak piersi powróci. Powróci mocniejszy, trudniejszy do wyleczenia. Bardzo się tego boję. Niestety lek ten nie jest refundowany. Koszt miesięcznej kuracji wynosi ok. 5 tys. euro. Z uwagi na moją bardzo trudną sytuację finansową nie jestem w stanie sama za niego zapłacić. Moja choroba i leczenie z nią związane pochłonęła już bardzo dużo pieniędzy. Wiem, że nic już nigdy nie będzie takie jak było, ale chciałabym żyć jak najpiękniej i jak najdłużej się da. Coraz częściej wspominam to, co było, to, co mogłam zrobić. Czasami marzę o tym, co chcę, żeby jeszcze się zdarzyło. Bardzo proszę Was o pomoc w powrocie do zdrowia. Chciałabym móc patrzeć jak moje dzieci stawiają pierwsze kroki w dorosłe życie. Wierzę w to, że nam się uda. Wpłaty od Państwa dadzą mi szansę na osiągnięcie tego celu. Ja i cała Moja Rodzina będziemy wdzięczni za każdą kwotę, którą Państwo zechcą wpłacić. Pomagać w potrzebie to wielka i wspaniała rzecz.

96 352 zł z 130 000 zł
74%
Bożena Czajka, Otwock

Nazywam się Bożena. Każda pomoc będzie dla mnie dużym wsparciem.

Nazywam się Bożena, jestem matką dwojga wspaniałych dzieci w wieku 13 i 23 lat. Mam 48 lat. W sierpniu 2016 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi - HER2 dodatniego. Poddałam się operacji mastektomii, a we wrześniu kolejnej – usunięcia węzłów chłonnych. Aktualnie jestem po tzw. „chemii czerwonej” i czeka mnie roczny cykl leczenia herceptyną. Skutki uboczne stosowanej chemii i przebytej operacji zostawiły trwały ślad na moim organizmie, dlatego wymagam rehabilitacji. Ten rodzaj raka piersi wymaga leczenia skojarzonego, które nie jest w pełni refundowane przez NFZ. Przez 25 lat jako pielęgniarka pomagałam niosąc wsparcie chorym ludziom. Dzisiaj sama potrzebuję pomocy. Sfinansowanie chociaż części drogiej terapii będzie dla mnie dużym wsparciem finansowym. Dzięki Waszej pomocy będę mogła mieć szansę na leczenie spersonalizowane, które jest leczeniem komercyjnym. Już teraz dziękuję z całego serca za okazaną mi pomoc, Bożena

65 176 zł z 100 000 zł
65%
Lidia Spocińska, Warszawa

Pomaga innym, ale sama też potrzebuje pomocy.

Nazywam się Lidia i mam 45 lat. Od ponad 25 lat pracuję w sektorze ochrony zdrowia. Trzy lata temu zmarł mój ukochany tata na pierwotnego raka wątroby w przebiegu HCV. Mojego taty siostra już od kilku lat walczy z rakiem piersi. Za nich wszystkich czułam i czuję się odpowiedzialna. Organizowałam wizyty, jeździłam na chemię, na radioterapię, pomagałam podejmować trudne decyzje i myślałam, jakie to szczęście, że mogę to robić, że ja nie jestem chora. Poza tym praca zawodowa (zwykle w korporacjach) pochłaniała cały mój czas. Praca zawodowa tak bardzo zdominowała moje życie, że żyłam w poczuciu winy, że za mało czasu poświęcam swojej 12-letniej córce i 6-letniemu synkowi. Planowałam to zmienić, uzdrowić, pomyśleć o sobie i rodzinie. Byłam zmęczona. Nie spodziewałam się, że wszystko zmieni samo życie. W maju 2015 r. wykonałam USG u najlepszego rekomendowanego lekarza w Warszawie. Wynik: „w miejscu bolesności nie stwierdza się patologicznych zmian”. Pan dr spieszył się, pod gabinetem była kolejka. Zapłaciłam 150 zł i wyszłam zadowolona. Uf... może to jakiś poszerzony przewód mlekowy - pomyślałam i uśpiłam swoją czujność na 2 miesiące. Zaufałam renomie pana dr i to był błąd, bo po 2 miesiącach rozlany naciek w piersi był coraz większy. Wykonałam MR, potem PET CT. Diagnoza zwaliła mnie z nóg: ”Rak zrazikowy, naciekający, inwazyjny z przerzutami do węzłów i jajnika”. Minęło 3 dni, zanim odważyłam się to ujawnić. Guz miał 67 mm. Straciłam 3 miesiące, które mogą zaważyć na moim życiu. Dziękuję Panu, Panie dr za błędną diagnozę. Dzięki ludziom, z którymi współpracuję, mojemu pracodawcy wszystko poszło jak lawina: mammografia, biopsja, ostateczna diagnoza z oznaczeniem receptorów, plan leczenia: chemioterapia, zabieg radykalny, radioterapia, może ponowna chemioterapia, rehabilitacja, kolejna operacja i rekonstrukcja. To długa, mozolna, wyczerpująca droga z niewiadomym wynikiem na końcu. Mam tego pełną świadomość i boję się, co będzie dalej. Strach paraliżuje mnie, powoduje ból nie do zniesienia. Aktualnie jestem po IV cyklu chemioterapii. Teraz rozumiem ludzi, którzy bladzi i słabi snują się po korytarzach szpitala. Nigdy nie byłam po stronie proszących o pomoc. Z drugiej strony jest łatwiej. Celowane leki niestety nie są refundowane. A nawet jeśli są, to często za późno. Ja muszę żyć, bo muszę jeszcze dużo w życiu zrobić. Mam kilka misji do zrealizowania, bardzo ważnych. W wolnych chwilach pracuję jako wolontariusz, to daję mi siłę. Staram się i każdego dnia powtarzam, że nie wszystkie dni są szczęśliwe, ale dla każdego warto żyć. Pomagając, pomożecie zrealizować moje marzenie - życie, nawet gdyby miało to potrwać 5 lat. Dziękuję.

45 002 zł z 80 000 zł
56%
Anetta Polak, Mikołów

Zbiórka na operację i rehabilitację

Mam na imię Anetta, 49 lat i kochającą oraz wspierającą mnie rodzinę. W styczniu tego roku otrzymałam diagnozę: zrazikowy nowotwór piersi, potrójnie ujemny, bardzo agresywny. Możliwości leczenia są raczej ograniczone, tzn. chemioterapia, operacja i ewentualnie radioterapia i chemia uzupełniająca. Od lutego rozpoczęłam chemioterapię, aby zmniejszyć guz i zapobiec rozprzestrzenieniu się komórek nowotworowych. W maju dowiedziałam się o możliwości zastosowania nierefundowanej przez NFZ immunoterapii. Wtedy zaczął liczyć się czas, ponieważ operacja planowana była na sierpień, a lek należało podać w minimum dwóch dawkach w trakcie chemioterapii przed operacją, a najlepiej żeby były cztery dawki. Moja wspaniała rodzina zebrała pieniądze na dwie pierwsze dawki, przed podaniem trzeciej, kiedy martwiłam się o sfinansowanie leku, okazało się, że od lipca 2023 r. będzie już refundowany. Wtedy kamien spadł mi z serca! Niestety w badaniach genetycznych za to okazało się, że mam mutację genu BARD1, rzadko występującą ale zwiększającą ryzyko powstania nowotworu w drugiej piersi. Po zakończonej chemioterapiimiałam przed operacją wykonane usg i rezonans mgnetyczny piersi. W USG było czysto, w rezonansie pojawiła się świecąca zmiana, która została zakwalifikowana: do obesrwacji. Niestety nie można wykonać biopsji, ponieważ zmiana ta jest niewidoczna w badaniu USG. W sierpniu miałam wykonaną mastektomię z jednoczesną rekonstrukcją. Obecnie przyjmuję dalej immunoterapię, którą mam zaplanowaną do marca 2024 roku. Chirurg zaproponował mi wykonaie profilaktycznej mastektomii z rekonstrukcją drugiej piersi po zakończeniu immunoterapii czyli w kwietniu 2024 r. Zabieg ten nie jest refundowany przez NFZ, ponieważ moja mutacja genu, jak wcześniej wspominałam, rzadko występuje i w profilaktyce na chwilę obecną nie jest brana pod uwagę. Niestety ryzyko nawrotu choroby nowotworowej przy mutacji genów jest duże, dlatego postanowiłam wykonać profilaktyczną mastektomię. W związku z powyższym zdecydowałam się prosić o wsparcie finansowe. Zebraną kwotę planuję przeznaczyć przede wszystkim na operację i rehabilitację oraz dalszą diagnostykę i konsultacje u specjalistów. Bedę wdzięczna za każdą okazaną pomoc.

24 755 zł z 60 000 zł
41%
MARZENA Makurat, ROZŁAZINO

Onkowalka

Jeszcze niedawno myślałam, że to tylko drobiazg. Wyczułam w piersi niewielki guzek. Zaniepokojona poszłam na prywatne badanie USG. Lekarz uspokoił mnie – w badaniu nie wykryto nic niepokojącego. Powinnam była odetchnąć z ulgą… ale nie potrafiłam. Guzek wciąż był wyczuwalny, a intuicja mówiła mi, że coś jest nie tak. Postanowiłam sprawdzić to jeszcze raz. Podczas kolejnej wizyty i ponownego badania USG usłyszałam diagnozę, która zatrzymała mój świat. Rak zapalny piersi. To jedna z najbardziej agresywnych odmian raka piersi. Od 8 listopada 2023 roku zaczęła się moja najtrudniejsza walka – walka o życie. 20 lutego 2024 roku rozpoczęłam wyniszczającą chemioterapię – cztery cykle tzw. czerwonej chemii (schemat AC). Następnie od 23 kwietnia 2024 roku przeszłam kolejne dwanaście cykli tzw. białej chemii (schemat PCL). Ostatnią dawkę chemii przyjęłam 23 lipca 2024 roku. Kolejnym etapem była operacja. 8 sierpnia 2024 roku przeszłam mastektomię – radykalną amputację piersi metodą Maddena. Potem przyszła radioterapia. Od 2 października do 23 października 2024 roku codziennie dojeżdżałam na napromieniania obejmujące klatkę piersiową i węzły chłonne. Każdy dzień leczenia był ogromnym wysiłkiem dla mojego organizmu, ale wierzyłam, że najgorsze już za mną. 8 stycznia 2026 roku przeszłam operację rekonstrukcji piersi. Zaczęłam powoli odzyskiwać nadzieję, że choroba została za mną. Niestety… rak nie odpuścił. Jeszcze we wrześniu 2025 roku tomografia komputerowa nie wykazała żadnych zmian onkologicznych. Jednak 6 marca 2026 roku, podczas kontrolnego badania USG jamy brzusznej, lekarz zauważył cztery zmiany w wątrobie. Jeszcze tego samego dnia zostałam pilnie skierowana na tomografię komputerową. Badanie potwierdziło najgorsze – przerzuty do wątroby oraz przerzut do żebra. Dziś moja walka trwa nadal! Codziennie przyjmuję leki onkologiczne. Otrzymuję także zastrzyki hormonalne co 3 tygodnie oraz dożylnie kwas zoledronowy. To leczenie, które ma zatrzymać chorobę i pozwolić mi żyć jak najdłużej. Jednak walka z rakiem to nie tylko leczenie, to także ciągłe wizyty w szpitalach oddalonych o około 50 kilometrów od mojego domu, często kilka razy w tygodniu. To setki kilometrów przejechanych na badania, konsultacje i kolejne etapy terapii. Nie mam innego wyjścia, walczę o środki niezbędne do dalszego i jak już wiem długotrwałego leczenia. Muszę powiedzieć to wprost. Choruję na raka zapalnego piersi (IBC – Inflammatory Breast Cancer) – jedną z najbardziej agresywnych form raka piersi. Ten typ nowotworu bardzo szybko daje przerzuty i wiąże się z dużo trudniejszym rokowaniem. Mam 44 lata. To moment życia, w którym człowiek chce jeszcze tak wiele przeżyć. Mam rodzinę, marzenia i plany na przyszłość. Jest jednak coś, co daje mi dziś szczególną siłę do walki. Już niedługo na świat przyjdzie mój pierwszy wnuk. Chcę go zobaczyć. Chcę go przytulić. Chcę być częścią jego życia. Chcę patrzeć, jak dorasta. Dlatego walczę każdego dnia – z całych sił. Zwracam się do Was z ogromną prośbą o pomoc. Każde wsparcie daje mi szansę na dalsze leczenie i nadzieję na kolejne dni, miesiące i lata z moją rodziną. Bo ja naprawdę chcę żyć.

14 570 zł z 50 000 zł
29%
Maria Bertholz, Toruń

Proszę o pomoc w zakupie nierefundowanego leku!

Zanim przeczytasz historię naszej mamy, poproś swoich bliskich o to, żeby się przebadali. Im szybciej nowotwór zostanie zdiagnozowany, tym szanse na wyleczenie są większe. Jeśli zauważysz na swoim ciele coś co Cię niepokoi, nie wahaj się i powiedz o tym lekarzowi. To bardzo istotne, bo dzięki takim badaniom u naszej mamy wykryto raka. Złośliwy nowotwór sutka. Nasze życie zostało wywrócone do góry nogami w maju tego roku, kiedy to usłyszeliśmy diagnozę: nowotwór złośliwy sutka - nieokreślony rak piersi lewej NSTG3, typ nieluminalny, HER 2 dodatni cT1bN0M0. Po jej usłyszeniu każdy od razu myśli o najgorszym. Tak było i w naszym przypadku. Szok, niedowierzanie i pytanie "dlaczego ona?". Dlaczego miesiąc po śmierci naszej ukochanej babci otrzymałyśmy kolejny cios?! Zamiast siedzieć i użalać się nad sobą, szybko się pozbierałyśmy i rozpoczęłyśmy walkę. Walkę o życie naszej mamy. Mama przeszła 2 operacje oszczędzające pierś. W tej chwili jest po 4-tej chemioterapii, przez którą mimo utraty włosów i ogólnego złego samopoczucia przeszła zwycięsko. Myślę sobie, że przy chemii, radioterapia to pikuś. Niestety to nie koniec złych wieści. Na ostatniej chemioterapii okazało się, że mama potrzebuje leku, który ma za zadanie zmniejszyć ryzyko wystąpienia przerzutów i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ten lek nie jest refundowany, jeśli twój rak jest stosunkowo mały. Wniosek: gdyby guz był większy (czytaj: mniejsze szanse na wyleczenie), to ten lek byłby refundowany. Ile warte jest życie naszej mamy?! Zostało wycenione na 3500 zł miesięcznie. Tyle kosztuje miesięczna terapia tym lekiem. Dodam, że mama powinna stosować ten lek przez rok, co daje nam kwotę 42 000 zł. Właśnie dlatego zwracamy się do Was z prośbą o przekazanie jakiejkolwiek kwoty na zakup leku. Jeśli nie jesteś w stanie pomóc, zrozumiem, proszę jednak o udostępnienie postu jak największej liczbie osób. Wierzę, że razem możemy zdziałać cuda. :) Ten, kto miał okazję poznać naszą mamę, wie jak ciepłą osobą jest. Uwielbia jeździć na rowerze i cieszyć się życiem. Jestem pewna, że dla każdego z Was w miarę możliwości zrobiłaby to samo. Dodam tylko, że pewnego dnia może okazać się, że to Ty możesz potrzebować pomocy. Być może będzie to twoja siostra lub mama. Życie pisze różne scenariusze. My też nie spodziewałyśmy się, że taki los nas spotka... Z góry dziękujemy za słowa wsparcia i za wszelką pomoc. Bogusia i Beata z rodziną

6 203 zł z 42 000 zł
14%
Marek Adam Orłowski, Trękus

Niech nasza pomoc dodaje Markowi siły w walce z rakiem

Na początku 2024 roku otrzymaliśmy najgorszą i najbardziej przerażającą wiadomość w naszym życiu. Nasz wspaniały tata, mąż, dziadek i przyjaciel, Marek (64 lata) musiał zmierzyć się z brutalną diagnozą - zaawansowanym rakiem żołądka (z przerzutami do węzłów chłonnych i wątroby). Informacja załamała nas wszystkich, ale Marek stanął do walki i rozpoczął leczenie. Jego determinacja, miłość do życia i pozytywne myślenie są dla nas wszystkich ogromną inspiracją. On sięnie poddaje. Ma jeszcze wiele planów na przyszłość, marzeń do spełnienia. To daje mu siłę do walki. Codziennie stajemy się silniejsi, wspierając go na każdym kroku tej trudnej drogi. Życie stawia przed nami różne wyzwania, ale to od nas zależy, jak je pokonamy. Dlatego razem z Markiem walczymy, aby mógł cieszyć się pełnią życia, z każdego dnia spędzonego z najbliższymi. Nie wiemy, co nas czeka, co przyniosą najbliższe miesiące, ale wiemy, że zrobimy wszystko, aby te miesiące zmieniły się w lata. Prosimy o wsparcie, aby ten silny i dzielny człowiek, który nie poddaje się w obliczu największych trudności, mógł godnie walczyć z chorobą. Z góry dziękujemy wszystkim, którzy zechcą nam pomóc w tej trudnej drodze. Marek dopiero rozpoczyna leczenie. Środki będą potrzebne na leki, rehabilitację, pokrycie kosztów związanych z dojazdami na badania, konsultacje oraz inne wydatki związane z leczeniem. Zwracamy się do wszystkich Was Kochani o wsparcie w walce z chorobą. Marek chciałaby przeżyć jeszcze długie lata ze swoimi bliskimi, ciesząc się ich radościami, spełniając swoje pasje i niosąc pomoc innym ludziom. Każde dobre słowo i gest solidarności są dla niego niezmiernie cenne.

3 984 zł z 40 000 zł
9%
Aleksandra Osuchowska, Warszawa

Potrójnie ujemny rak piersi - leki oraz rehabilitacja

Cześć, jestem Ola i potrzebuję Twojej pomocy. Nazywam się Aleksandra Osuchowska, mam 28 lat i od 8 lat jestem w szczęśliwym związku z moim partnerem Marcinem, 2 lata temu powiększyliśmy naszą małą rodzinę o kotkę Tosię. Prowadziliśmy normalny, zwyczajny tryb życia do momentu wykrycia choroby. Diagnoza W kwietniu 2023 r. wykryto u mnie nowotwór piersi, potrójnie ujemny. Mimo regularnych, profilaktycznych badań, przeciwnik zaskoczył mnie w tak młodym wieku, zupełnie nieoczekiwanie. Nagromadzenie informacji przekazanych w ostatnich dniach: nowotwór, chemioterapia, utrata włosów, operacja piersi, radioterapia, nagłe i szybkie podjęcie decyzji: "czy chcę mieć dzieci?" - w tym momencie mój świat stanął w miejscu. Cel oraz przebieg leczenia Początkowo zbiórka założona została w celu uzyskania środków finansowych na pokrycie kosztów immunoterapii. Od lipca 2023 roku lek, którym jestem leczona, został dodany do listy leków refundowanych przez NFZ, w związku z tym zmieniłam cel zbiórki. Z końcem października 2023 roku planowane jest zakończenie chemioterapii. Na ten moment koszty, jakie głównie poniosłam, związane są z zakupem leków (zwalczających skutki uboczne chemioterapii oraz zabezpieczających jajniki), prywatnymi konsultacjami z innymi specjalistami (aktualne leczenie doprowadziło do uszkodzenia wątroby oraz neuropatii), dojazdami do szpitala, zakupem rękawic i skarpet chłodzących oraz zakupem peruki. Ponadto przed rozpoczęciem chemioterapii poddałam się leczeniu zabezpieczającemu płodność. W związku z wykryciem u mnie mutacji w genie BRCA1 oraz BARD1 wraz z lekarzami zrezygnowaliśmy z operacji oszczędzającej chorą pierś na rzecz obustronnej mastektomii z rekonstrukcją (zdrowa pierś zostanie zoperowana profilaktycznie). Środki uzyskane ze zbiórki przeznaczę na pokrycie bieżących wydatków oraz późniejszej rehabilitacji. Każda Twoja wpłata przybliża mnie do osiągnięcia celu. Wiem, że z Twoją pomocą mogę w pełni odzyskać zdrowie.

3 094 zł z 40 000 zł
7%
Danuta Kwas, Cielęta

Chcę żyć! Proszę o pomoc w zebraniu środków na lek na raka piersi.

Mam na imię Danuta, lat 53. Jestem kobietą, jakich wiele - mam wspaniałego męża, śmiesznego psiaka, który wnosi w nasze życie wiele radości, pracę, moje ukochane kwiaty i polskie góry, które uwielbiam odwiedzać na urlopie.W zeszłym roku dowiedziałam się, że mam coś jeszcze, coś, co chce to moje fajne zwyczajne życie zepsuć - mocno złośliwy nowotwór piersi. Od usłyszenia diagnozy minęło 5 miesięcy, a ja przeszłam już wszystkie fazy - od szoku i niedowierzania: "to na pewno musi być jakaś pomyłka", poprzez załamanie i pytania: "dlaczego właśnie ja?", aż do postanowienia: "muszę przezwyciężyć to choróbsko i zrobić wszystko by wyzdrowieć".Ale nie jest to takie proste, pojawiają się przeszkody.Leczę się, co trzy tygodnie jadę na chemioterapię, czekam w długich kolejkach do lekarza - wizyta trwa minutę i następny pacjent. Nie dziwię się - jest nas wielu, onkolog jeden, w poczekalni czarno od kobiet w chusteczkach na głowach i nieukrywających łysin mężczyzn. W necie szukam informacji o typie mojego nowotworu - dobija mnie zła wiadomość - jest z tych najzłośliwszych. Ale znajduję pełen nadziei pozytyw - jest skuteczny lek. W trakcie kolejnej wizyty bombarduję lekarza pytaniami o ten lek. Znów zła wiadomość: lek jest w Polsce refundowany, ale częściowo - ja nie spełniam warunków by go otrzymać za darmo. Dostaję inną chemię, która takich cudownych skutków nie obiecuje, ale za to ma plus - jest darmowa. Dowiaduję się, że cena pięciu dawek leku, które powinnam przyjąć, to koszt 50 tysięcy złotych. Cena astronomiczna, ale chcę żyć, chcę być zdrowa, dlatego chcę być leczona lekiem, który w innych krajach Europy jest refundowany, który jest skuteczny, a u nas jest bezpłatny tylko dla części potrzebujących go pacjentów.Stąd jestem tu i proszę Państwa o pomoc finansową. Każda podarowana złotówka ułatwi mi zrealizowanie mojego planu, który jest i prosty i trudny zarazem - mam plan, by pokonać nowotwór i żyć! Dziękuję, że przeczytali Państwo moją historię i życzę Wam wszystkim dużo zdrowia. Naprawdę jest najważniejsze.

13 041 zł z 50 000 zł
26%
Magdalena Janusz, Warszawa

Po ciężkiej walce z rakiem piersi WYGRAŁAM!

Szanowni Państwo, 3 lata temu zachorowałam na złośliwego raka piersi. Leczenie chemioterapią i radioterapią było długie, ciężkie i pełne bólu. Po dwudziestu chemioterapiach i kilkunastu radioterapiach mój organizm jest bardzo wyczerpany, skutków ubocznych jest całe mnóstwo - ból kości, głowy, brzucha. Z przeprowadzonych badań kontrolnych wynika, że udało mi się wyzdrowieć, ale również wynika, że mogę mieć wznowę choroby, ponieważ posiadam gen BRCA1. Dlatego też muszę walczyć o przedłużenie okresu życia poprzez zastosowanie prewencyjnej mastektomii i odbudowy. NFZ nie pokryje tych kosztów w całości. Chcę szukać nowoczesnych nierefundowanych leków oraz możliwości leczenia poza granicami kraju. Ponoszę również koszty zakupu leków, które zmniejszają dolegliwości bólowe. Mimo bólu i braku siły nadal mam ochotę żyć i staram się być aktywna. Zapraszam wszystkich chętnych do pomocy.

13 004 zł z 50 000 zł
26%
Małgorzata Wlazło, Zwierzyniec

Nowotwór złośliwy piersi - trójujemny (potrójnie ujemny)

Mam na imię Gosia. Od marca 2023 roku zmagam się z bardzo agresywnym, potrójnie ujemnym rakiem piersi.Dzięki ogromnemu zaangażowaniu lekarzy onkologów, chirurgów, neurochirurgów i radiologów, a także dzięki wsparciu mojej rodziny i przyjaciół, przechodzę przez kolejne trudne etapy leczenia. To bardzo ciężka walka, a leczenie wiąże się również z dodatkowymi kosztami. Każda forma pomocy w ich pokryciu będzie dla mnie ogromnym wsparciem. Jestem niezwykle wdzięczna za każdą okazaną pomoc, troskę i dobre słowo.Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy są przy mnie w tym trudnym czasie. Jeśli chcesz mi podarować 1,5 % podatku wpisz: Numer KRS: 0000358654 Cel szczegółowy: Małgorzata Wlazło, 111849 Dziękuję za Twoją pomoc

67 390 zł z 105 000 zł
64%