Zbiórki

Ewa Komuszyńska-Nagurska, Kotórz Mały

Wsparcie terapii

Na imię mam Ewa, jestem historykiem sztuki, wdową na emeryturze, a do czasu postawienia diagnozy (13.06.2024) - złośliwy nowotwór lewej piersi - byłam czynna zawodowo jako biegła sądowa w rzadkiej dziedzinie "wyceny i ekspertyzy dzieł sztuki". Po diagnozie i podjęciu rozszerzonych badań zmuszona zostałam do szybkiego zakończenia zleconych przez sądy opinii do zleceń, zawiesiłam działalność zawodową, bo uczestnictwo wizjach lokalnych, sporządzanie ekspertyz i uczestnictwo w rozprawach stało się niemożliwe. Ostatnie zlecenie "pro bono"przyjęłam od poszkodowanego w powodzi antykwariusza z Nysy. Na podstawie dokumentów księgowych i fotograficznych mogłam dla urzędu potwierdzić wartość jego strat. Obecnie jestem po czwartej chemii, samopoczucie znacznie się pogorszyło, a czekają mnie jeszcze cztery chemie, zabieg operacyjny lub inna dodatkowa terapia. W sytuacji, w jakiej się znalazłam, brak możliwości pozyskania dodatkowych dochodów sprawia, że wszystkie wydatki związane z chorobą pokrywałam dotąd bez korzystania z żadnej pomocy finansowej. Nadmieniam, że mieszkam na wsi (12 km od Opola), więc każde badania, przyjęcie chemii wymaga kosztownych dojazdów. Konieczna też była zmiana diety, pilne stały się usługi stomatologiczne, zakup zalecanych leków i finansowanie wszystkich dodatkowych wydatków wspomagających terapię. Zawsze w życiu jakoś dawałam sobie radę, nawet wtedy, kiedy mój mąż zachorował na RZS (Reumatologiczne Zapalenie Stawów - ciężką autoimmunologiczną, postępującą i nieuleczalną chorobę, z którą zmagał się ponad 30 lat). Ja w trakcie jego choroby samotnie musiałam przejąć obowiązki opieki nad nim, wychowania syna, zadbania o dom i finanse. To pewnie wtedy zapomniałam o sobie i swoim zdrowiu. Dlatego też nie posiadam żadnych zabezpieczeńfinansowych, ale i tak głęboko wierzę, że po skończonej terapii będę w stanie wrócić, jako historyk sztuki i biegła sądowa z ogromnym doświadczeniem, do wykonywania swojego zawodu.

4 694 zł z 50 000 zł
9%
Leanid Karpovich, Nadarzyn

Zbieram na leczenie

Przyjechaliśmy do Polski całą rodziną 7 lat temu. Mamy osiem córek i dwóch synów. Dzieci się uczyły, żona zajmowała się domem, a ja pracowałem – najpierw założyłem działalność gospodarczą (jednoosobową), a później firmę, która w Polsce nazywa się spółką. Tak przeżyliśmy prawie 6 lat, ale latem 2024 roku, 22 lipca, zdiagnozowano u mnie ostrą białaczkę promielocytową. Leczyłem się we Francji do 8 listopada 2024 roku. W tym czasie przeszedłem dwie chemioterapie i 30-dniową immunoterapię. Przede mną jeszcze trzy cykle chemioterapii z przerwami po 30 dni, w czasie których muszę przyjmować określone leki. Mam francuską receptę, ale nie mogę ich kupić. Po powrocie do Polski nie mogę pracować. W czasie mojej choroby wygasło moje ubezpieczenie w ZUS, a pieniądze z konta zostały pobrane, przez co pojawił się debet. Obecnie leczenie jest już opóźnione o ponad 90 dni. Dzieci, aby pomóc rodzinie, zrezygnowały z nauki i poszły do pracy. W ZUS do ubezpieczenia żony są przypisane wszystkie dzieci. Leczenie przebiegało dobrze, ale z powodu osłabionej odporności w płucach rozwinął się grzyb. Przez długi czas nie można było ustalić przyczyny, ale dzięki francuskiej medycynie udało się go wykryć i zatrzymać. Temperatura wróciła do normy i poczułem się lepiej. Jednak pojawiły się skutki uboczne: najpierw zdrętwiała mi część ciemieniowa głowy, potem to minęło, ale od ponad pół roku palec mały i serdeczny w jednej ręce pozostają prawie niewrażliwe i trudno je zginać – jak po silnym odmrożeniu. Dzieci starają się opłacać rachunki, ale wynajmujemy dom i to pochłania dużą część naszych środków. Teraz przeżywamy bardzo trudny okres, ponieważ nie mogę pracować, a leczenie musi być kontynuowane. Oprócz trzech cykli chemioterapii czeka mnie jeszcze przeszczep szpiku kostnego.

489 zł z 46 000 zł
1%
Krzysztof Wodka, Żabno

Na leczenie nowotworu złośliwego

Mam 57 lat i w lutym moje życie zmieniło się diametralnie. Jak grom z jasnego nieba spadła na mnie diagnoza - nowotwór złośliwy pęcherza moczowego C67.9. Na początku przeszedłem dwa zabiegi elektroresekcji guza pęcherza moczowego z marnym skutkiem, a wynik biopsji źle rokował. Obecnie kontynuuję leczenie w Instytucie Onkologii na Garncarskiej w Krakowie, na które składa się: chemioterapia indukcyjna w kilku cyklach, dolewki, badania i leki. Podczas TK kontrolnego okazało się, że jest jeszcze guz na jelicie grubym. W kwietniu wykonano prawostronną hemikolektomię okolicy zagięcia wątrobowego i zastosowano leczenie chemioterapią Xelox 8 cykli. W trakcie leczenia wykonywano badania kontrolne. Po 12 miesiącach nastąpiła wznowa choroby, gdyż w badaniach TK wystąpiły podejrzane zmiany w otrzewnej i śledzionie. W listopadzie 2025 rozpocząłem leczenie w Szpitalu Uniwersyteckim na ul. Jakubowskiego w Krakowie. W grudniu przeprowadzono cytoredukcję, a w lutym Hipec z usunięciem zmian z otrzewnej. Okres pooperacyjny był powikłany i wiązał się z gojeniem rany. Aktualnie zostaję pod opieką poradni onkologicznej na Kopernika w Krakowie, gdyż planowane jest dalsze leczenie systemowe schematem FOLFOX i bevacizumab. W czasie choroby nie mam możliwości podjęcia pracy i raczej nieprędko wrócę do życia zawodowego. Renta chorobowa nie pokrywa wszystkich moich potrzeb, tak ważnych w czasie choroby - leków, suplementów, środków do pielęgnacji i kosztów transportu do szpitala. Proszę o pomoc, bym mógł kontynuować leczenie i spać spokojnie. Każda złotówka jest dla mnie bardzo ważna. Dziękuję za każdą pomoc w tym trudnym czasie.

4 351 zł z 49 997 zł
8%
Małgorzata Jankowska, Owidz

Zbieram na leczenie onkologiczne

Mam na imię Małgorzata i mierzę się z najtrudniejszym wyzwaniem w moim życiu – diagnozą trójujemnego raka piersi. Nie chcę się poddać, nie chcę, by choroba odebrała mi to, co kocham – rodzinę, pracę, codzienne życie pełne małych radości. Mam czworo dzieci – dwoje dorosłych i pięcioletnich bliźniaków – oraz męża, który jest dla mnie ogromnym wsparciem. Mimo choroby chcę funkcjonować normalnie, jednak już teraz częste podróże z Owidza do Gdańska, przygotowania do leczenia i pierwsze wydatki stanowią duże obciążenie finansowe. Dlatego zwracam się o pomoc. Każda złotówka, każde udostępnienie tej zbiórki to dla mnie ogromna motywacja i wsparcie w tej walce. Jeśli możesz – pomóż mi zawalczyć o zdrowie i przyszłość dla mnie oraz mojej rodziny. Dziękuję z całego serca!

4 039 zł z 50 000 zł
8%
Teresa Anuszewska, Witonia

Walka z rakiem trzustki

Witajcie, mówi się, że coś spada na człowieka jak grom z jasnego nieba. I u nas też tak było... Najpierw wszystkie objawy u mamy skierowane zostały na kręgosłup, aż nagle po silnych bólach w lewym boku okazało się, że to nie do końca kręgosłup tylko guz trzustki, który już dał przerzuty i to na samą wątrobę (oba płaty z rozsianym rakiem). Strach, lęk, walka każdego dnia z czasem, a ten, wiadomo, ucieka w mgnieniu oka... Szukanie pomocy wszędzie i u każdego, a najgorsze jak słyszy się, że przy takiej diagnozie operacja nie wchodzi w grę, bo mimo iż guz jest na ogonie trzustki, to dał już liczne przerzuty. Metody NFZ w naszym przypadku to tylko chemia paliatywna i czas na uporządkowanie spraw i odliczanie, czekanie wiadomo na co... Serce pęka szczególnie wtedy, gdy chodzi o osobę najbliższą. Komercyjny zabieg Nano-knife to koszt prawie 75 tys. zł, później chemioterapia i leki. Czy pomoże? Czy będzie dobrze? Czy zyskamy cenny czas? Boimy się, że może być ciężko, a koszta przerażają, ale nie ma nic cenniejszego niż życie! Dlatego przełamaliśmy się, choć to ciężkie, z założeniem zbiórki i prośbą o wsparcie...

3 304 zł z 50 000 zł
6%
Elżbieta Koś, Bieździedza

Pokonać raka... po raz kolejny, ale już całkiem!

Mam na imię Elżbieta, w maju skończyłam 51 lat i pochodzę z niewielkiej wsi na Podkarpaciu. Jestem też mamą dwójki dorosłych już dzieci (córka Anna 27 lat i syn Artur 20). Moja historia z rakiem zaczęła się ponad 8 lat temu... W najmniej oczekiwanym momencie w życiu. Prowadziłam wówczas własną działalność gospodarczą, mały sklep spożywczy, dzięki któremu zarabiałam na utrzymanie siebie i rodziny. Wszystko układało się w jak najlepszym porządku, dopóki któregoś wieczoru nie wyczułam zgrubienia w prawej piersi. Lekarz rodzinny dał mi skierowanie do onkologa, i niestety po dokonaniu wszelkich niezbędnych badań okazało się, że konieczne będzie usunięcie guzka, połowy piersi oraz węzłów chłonnych. Operacje oraz późniejsze leczenie (radioterapię i hormonoterapię) przeszłam w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym im. Fryderyka Chopina w Rzeszowie, oddalonym ponad 60 km od mojego miejsca zamieszkania. By pogodzić leczenie i codzienne dojazdy do placówki, musiałam zrezygnować z prowadzenia sklepu. Od tamtego czasu pogorszyła się nasza sytuacja materialna, ale również moje zdrowie psychiczne, dlatego jestem pod opieką specjalisty psychiatry. Od tych ośmiu lat jestem również pod stałą opieką onkologa w tamtejszej poradni i regularnie przechodzę wszystkie kontrole. Wydawałoby się, że po tak długim czasie bez nawrotów, z rakiem "będę mieć spokój"... Niestety, tuż przed świętem Wielkiej Nocy wyczułam zgrubienie w drugiej piersi i jak to bywa typowe w "raka naturze" zrobił się przerzut na drugą pierś. Badania, konsultacje, wyniki i znów termin operacji. Dzięki Bogu bez komplikacji, martwiły mnie dojazdy, gdyby lekarz ustalił termin radioterapii. Niestety jemu coś gorszego stało na przeszkodzie... Od ubiegłego roku męczyły mnie nawracające wymioty po każdym posiłku, bóle w nadbrzuszu, itp. W styczniu, marcu i ubiegłym miesiącu miałam przeprowadzone gastroskopie. Łudziłam się, że jest to zarażenie bakterią, na którą dostałam bardzo drogi antybiotyk. Pani doktor coś jednak nie dawało spokoju i kazała zrobić badanie kontrole. Dopiero co odebrałam wyniki i spełnił się mój największy koszmar: "rak gruczołowy dna i trzonu żołądka". Na te wyniki czeka również moja onkolog, gdyż na poprzedniej wizycie wspomniała o wdrożeniu całkiem innego leczenia w przypadku pozytywnej diagnozy. Nie wiem, co mnie czeka. Być może chemia, pobyt na oddziale, na co fizycznie ani psychicznie nie byłam w jakimkolwiek stopniu przygotowana. Zebrane środki chciałabym przeznaczyć na dojazdy do placówek medycznych, dodatkowe konsultacje, leki oraz badania diagnostyczne, na które często trzeba czekać w ramach NFZ. Pozostaje mi teraz Boga prosić o zdrowie, a ludzi o dobrych sercach o pomoc w leczeniu. Bo przecież muszę - muszę wyzdrowieć, mam dla kogo. Chcę móc cieszyć się zwykłością codziennego dnia i móc jak dawniej znów zacząć jazdę na rowerze.

3 130 zł z 50 000 zł
6%
Waldemar Okrągły, Raczki

Zbiórka na koszty związane z leczeniem gruczolakoraka

Jeszcze niedawno prowadziłem normalne życie, spędzałem czas z rodziną i cieszyłem się codziennością. Dziś mierzę się z jedną z najtrudniejszych diagnoz - rakiem trzustki z przerzutami do wątroby.Jestem w trakcie intensywnej chemioterapii. Leczenie daje nadzieję, ale to długa i bardzo wymagająca droga. Każdy dzień to walka nie tylko z chorobą, ale też ze skutkami leczenia i ogromnym zmęczeniem. Chcę żyć, chcę mieć siłę, by dalej być dla mojej rodziny. Dlatego podejmuję tę walkę, choć wiem, jak wiele mnie ona kosztuje. Każde wsparcie, nawet najmniejsze, daje mi realną szansę, by walczyć dalej. Dziękuję za każdą pomoc i dobre słowo.

3 105 zł z 50 000 zł
6%
Anna Krawczyk, Łódź

Razem ratujemy Anię

Pierwotnym ogniskiem raka, który u mnie zdiagnozowano w 2014 r. jest czerniak gałki ocznej. Po zastosowanym leczeniu (brachyterapii) na okres 6 lat uzyskałam stabilizację choroby. Niestety na kolejnych badaniach kontrolnych w 2020 r. dowiedziałam się o licznych przerzutach na wątrobę. W mieście, w którym zamieszkuję, zaproponowano leczenie agresywną chemioterapią, która skutkowałaby tylko w ok. 5%. Po przeanalizowaniu mojej sytuacji wraz z rodziną nie podjęliśmy decyzji o tym leczeniu. Szukając pomocy, dotarliśmy do miasta oddalonego od mojego miejsca zamieszkania o 200 km. We Wrocławiu zastosowano termoablację wątroby, której do dnia dzisiejszego poddałam się już 16 razy, z coraz mniejszymi efektami. Jednocześnie szukając dalszych opcji terapii, przystąpiłam do badań klinicznych prowadzonych w Warszawie i od 2022 r. co tydzień jeździłam na przyjęcie wlewu nowoczesnego leku. Niestety również to leczenie nie przyniosło stabilizacji. Rak zaczął się rozsiewać do tarczycy, trzustki, płuc, ostatnio do kręgosłupa. W tej sytuacji zakończono leczenie w Warszawie, uznając je za nieskuteczne. Coraz trudniej jest się poddać termoablacji, wię zostałam praktycznie bez leczenia. Pozostając w tak trudnej sytuacji, jestem zmuszona szukać pomocy dalej, co wiąże się z dużymi nakładami finansowymi. Dla przykładu koszty wykupienia leków oscylują w granicach 1000 zł plus wizyty prywatne, dojazdy, konsultacje. W chwili obecnej mierzę się nie tylko z niemocą medycyny, ale i towarzyszącymi mi bólami. Potrzebuję objęcia natychmiastowym leczeniem. Niezbędne do tego jest zebranie środków, które przyczyniłoby się do leczenia w Polsce lub za granicą. Proszę o wsparcie mojej zbiórki

2 306 zł z 50 000 zł
4%
Katarzyna Kosmaczewska, Józefów

Zbiórka dla Katarzyny Kosmaczewskiej

5 marca zawalił się mój świat. USG wykazało guza. Kolejne badania potwierdziły, że guz jest nie tylko złośliwy, ale mam najbardziej agresywną wersję raka. Jest to rak trójujemny piersi. Czeka mnie długa walka, a mierzę się z gigantem. Tzw. czerwona chemia pozbawi mnie włosów, osłabi układ odpornościowy i wyłączy z możliwości pracy zarobkowej. Do wczoraj aktywna i biegająca po górach z planem napisania książki o krainie fiordów, dziś przerażona i bezradna. Bez Waszej pomocy nie dam rady podjąć walki.

2 273 zł z 50 000 zł
4%
Agnieszka Romaniak-Krawczyk, Warszawa

Drugi oddech po raku. Twoja pomoc ma wielką moc!

Zanim w 2025 usłyszałam diagnozę: nowotwór piersi HER2-dodatni z przerzutami wiodłam aktywne życie, podróże z dziećmi, wypady w ukochane góry, czy zabawa ze znajomymi. Byłam kobietą pełną planów, a nie pacjentką onkologiczną. Dzisiaj moją największą potrzebą jest po prostu… powrót do normalności. Chcę wierzyć, że choroba była tylko trudnym przystankiem, a nie końcem drogi, i że rak nie zdołał odebrać mi energii do życia. Zakończona chemia i operacja to dopiero początek drogi do zdrowia. Moim celem jest powrót do sprawności, pracy i pasji, które musiały zejść na dalszy plan. Nie chcę już być „pacjentem” – chcę znów być po prostu człowiekiem, który cieszy się każdą chwilą. Twoje wsparcie przy rozliczeniu podatku pomoże mi sfinansować rehabilitację, dodatkowe operacje niefinansowane z NFZ, niezbędne leczenie pochorobowe. Pomoże mi wrócić do formy i pokazać, że po raku życie smakuje jeszcze lepiej!

1 900 zł z 50 000 zł
3%
Joanna Maciejska-Tul, Dziergowice

Oddana pacjentom pielęgniarka teraz sama potrzebuje pomocy.

Nazywam się Joanna Maciejska-Tul. Zachorowałam mając 42 lata. Przez 24 lata pracowałam w raciborskim szpitalu na oddziale chirurgii jako pielęgniarka. Byłam pełną życia, wesołą i aktywną kobietą. Rodzina, pielęgniarstwo i muzyka to najważniejsze dziedziny mojego życia, którym poświęciłam się bezgranicznie. W 2012 roku, w rezonansie wykryto u mnie guza na głowie trzustki. Nikt nie podejrzewał wtedy, że mógłby on mieć charakter nowotworowy. W sierpniu 2013 roku, kilka tygodni po usunięciu pęcherzyka żółciowego wystąpiła u mnie żółtaczka. Trafiłam do kliniki w Katowicach, gdzie podczas operacji diagnoza zabrzmiała – nieresekcyjny rak trzustki, wielkości 10 cm z naciekami. Wykonano mi zespolenie omijające i usłyszałam: “Zostało pani trzy miesiące życia”. Cały świat mi się zawalił. Ta diagnoza pokrzyżowała wszystkie moje plany na przyszłość. Mam dwoje wspaniałych dzieci, które są dla mnie wszystkim. Nie wyobrażam sobie, jak mogłabym mojej córce nie pomóc wkraczać w dorosłe życie. Chciałabym jeszcze zatańczyć na weselu mojego syna. Doskonale zdaję sobie sprawę, jaki może być przebieg mojej choroby. Podczas wieloletniej pracy na chirurgii nie raz spotkałam się z takimi przypadkami. Pomimo, że lekarze odradzali mi chemioterapię – zaryzykowałam, nie miałam nic do stracenia. Po kilku cyklach guz się zmniejszył. W grudniu 2013 r. zakwalifikowałam się do operacji nano­nożem. W czerwcu 2014 udało się lekarzom w Katowicach usunąć guza z głową trzustki. Miesiąc później usunięto mi narząd rodny. Radość po usunięciu guza nie trwała jednak długo, bo już w styczniu 2015 r. okazało się, że mam wznowę, która nacieka na pień trzewny i tętnicę krezkową oraz przerzuty w węzłach chłonnych. Konsultowałam się z wieloma specjalistami, próbowałam skorzystać z terapii protonowej, ale niestety zostałam zdyskwalifikowana przez lekarzy w Pradze i Monachium. Trafiłam do Instytutu Onkologii w Gliwicach, gdzie przeprowadzono u mnie radioterapię i radioterapię stereotaktyczną. Przeżyłam kolejny rok, aż do stycznia 2016, kiedy znów pojawiły się przerzuty na węzłach chłonnych, tym razem szyjnych i pachowych oraz kolejna wznowa, i kolejna chemioterapia. W styczniu 2017 miałam wykonaną brachyterapię z powodu przerzutu, a obecnie jestem w trakcie kolejnej chemioterapii z powodu przerzutu na jelito grube. Statystycznie od kilku lat powinnam już nie żyć, ale mam to wielkie szczęście, że co jakiś czas pojawiają się na mojej drodze nowe rozwiązania, które przedłużają mi życie. Niestety wydatki na skomplikowane leczenie onkologiczne, wizyty lekarskie, dojazdy i leki odpornościowe przekraczają moje możliwości finansowe. Utrzymuję się jedynie z renty z powodu całkowitej niezdolności do pracy. Były momenty gorsze, kiedy to pojawiały się kolejne przerzuty i trzeba było znów intensywniej walczyć i szukać wszędzie pomocy, ale były również te momenty radości, kiedy to kolejne badania obrazowe pokazywały remisję, niestety na krótko... Co kilka miesięcy pojawiają się u mnie przerzuty. Gdy usłyszałam diagnozę wiedziałam, że umieram. Dziś wierzę w to, że uda mi się wygrać tę walkę. Jednocześnie chciałabym wspierać innych chorych i pomagać im w trudnych momentach. Muszę żyć, bo mam jeszcze kilka ważnych misji do zrealizowania. Dlatego proszę o pomoc, bo tylko dzięki Wam, darczyńcom mogę nadal cieszyć się każdym przeżytym dniem. Dziękuję Wam z całego serca za każdą przekazaną złotówkę, która może przedłużyć mi życie. Dziękuję serdecznie wszystkim, którzy mnie wspierają i pomagają mi w trudnych chwilach. Pozdrawiam gorąco, Asia.

151 631 zł z 200 000 zł
75%
Sylwia Górna, Ząbki

Opłata kosztów leczenia, dojazdów do placówek medycznych oraz specjalistycznej diety i sprzętów

Witam, nazywam się Sylwia. Mam 39 lat, jestem matką dwóch córek (4 i 6 lat) oraz żoną cudownego mężczyzny. Choruję na nowotwór złośliwy piersi z przerzutami do węzłów, wątroby i kręgosłupa. Występuje u mnie obustronny zespół piramidowy, endometrioza, nadciśnienie i insulinooporność. W badaniach genetycznych stwierdzono również mutację genetyczną BRCA2. O nowotworze dowiedziałam się przez przypadek. Diagnoza całkowicie zmieniła nasze życie. Od czerwca 2022 roku występowały u mnie parastezje prawej nogi oraz ból i parastezje lewej ręki, traciłam w niej czucie. Po rezonansie okazało się, że mam masywne zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa szyjnego i zostałam zakwalifikowana do natychmiastowej operacji. Wszczepiono mi implanty na 3 przestrzeniach C4/C5, C5/C6, C6-C7 oraz stabilizację płytką przednią C4-C7. Po operacji ból i parastezje lewej ręki ustąpiły, jednak osłabienie lewej nogi nie. Wszelkie wykonywane badania nie wykazywały większych problemów, które dawałyby takie objawy. Podczas pobytu w lutym 2024 na oddziale neurologii Szpitala Bródnowskiegow Warszawie pobrano surowicę krwi na badania w kierunku przeciwciał onkoneurologicznych. Wynik pozytywny. Przy badaniu usg piersi uwidoczniono zmianę ogniskową w prawym gruczole sutkowym oraz powiększone węzły chłonne. Biopsja i badanie PET wykazało obecność aktywnego metabolicznie, wieloogniskowego procesu rozrostowego w piersi z przerzutami do węzłów chłonnych pachowych prawych, wątroby i kręgu L2 (stopień zaawansowania IV). W związku z wieloma oraz odległymi zmianami zostałam wykluczona z tradycyjnego leczenia chemioterapią oraz radioterapią i operacją. Zostałam zakwalifikowana do leczenia paliatywnego. Otrzymuję lek, który ma na celu jedynie wstrzymanie rozrostu komórek nowotworowych. W lipcu 2024 przeszłamusunięcie jajników i jajowodów. W związku z chorobą nowotworową, obustronnym zespołem piramidowym i innymi dolegliwościami medycznymi otrzymałam znaczny stopień niepełnosprawności, całkowitą niezdolność do pracy i samodzielnej egzystencji. Musiałam zrezygnować z pracy. Poruszam się o chodziku oraz na wózku inwalidzkim. Ze zbiórki chciałabym opłacać koszty leczenia, dojazdów do placówek specjalistycznych, szpitala, zakup sprzętów medycznych oraz specjalistyczną dietę medyczną.

21 542 zł z 70 000 zł
30%