Zbiórki

Marуna Maryna-Hrenko, Poznań

Pomoc dla Maryny w walce z glejakiem IV stopnia

Nazywam się Maryna. Nagle w moim życiu pojawiła się diagnoza – glejak IV stopnia. Przeszłam już trudną operację oraz cykl radioterapii i chemioterapii w szpitalu. Obecnie jestem w domu na przerwie regeneracyjnej przed kolejnymi etapami leczenia. Przede mną długie leczenie, dalsza chemioterapia, stała kontrola lekarska oraz poszukiwanie innowacyjnych metod leczenia i badań klinicznych. Zebrane środki pozwolą mi na pokrycie kosztów nierefundowanych leków, częstych dojazdów do klinik, badań diagnostycznych (MRI) oraz ewentualnego udziału w nowatorskich terapiach. Każda, nawet najmniejsza wpłata oraz udostępnienie mojej zbiórki dają mi ogromną nadzieję i siłę do walki. Z całego serca dziękuję za Wasze wsparcie!

1 170 zł z 50 000 zł
2%
Michał Michnowski, Ząbki

Pomóż mi wygrać życie

Nazywam się Michał, mam 40 lat i w czerwcu 2019 roku w Warszawskim Szpitalu Bielańskim zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy odbytnicy, a dalsze badania (histopatologia) potwierdziły diagnozę rak odbytnicy. Choć początkowo czułem bezradność i wielki niepokój o nadchodzącą przyszłość, szybko się pozbierałem. Przecież mam dla kogo żyć, bo mam wspaniałego synka, którego muszę przeprowadzić przez życie, zobaczyć jak dorasta i zakłada sam swoją rodzinę. To dało mi mega siłę i chęć do walki. Po wielu badaniach lekarze w Centrum Onkologii na warszawskim Ursynowie skierowali mnie na chemioterapię oraz radioterapię i zadecydowali o operacji usunięcia guza. Przed operacją skonsultowałem się z lekarzem prowadzącym, jak będzie wyglądać operacja i jakie mogą być jej następstwa i usłyszałem, że czekam mnie operacja amputacji odbytnicy wraz ze zwieraczami oraz ileostomia do końca życia. Rozmowa z lekarzem wywoła u mnie strach przed tym, co będzie, jak sobie z tym wszystkim poradzę i zrezygnowałem z operacji na rzecz leczenia metodami niekonwencjonalnymi. Czemu? Czy jestem szalony? Nie, po prostu wybrałem mniejsze zło dla mojego organizmu, który w przeciągu 4 lat wystarczająco mocno został wyeksploatowany przez boreliozę, a teraz radio i chemioterapię. Nie napawały mnie optymizmem kilkuprocentowe statystyki przeżycia i to, że będę kaleką do końca swoich dni. Trafiłem na wiele grup o tematyce nowotworowej na portalu społecznościowym Facebook, gdzie na jednej z nich odezwał się do mnie jeden z grupowiczów z identycznym przypadkiem jak mój. Paweł, bo tak nazywa się członek grupy, poinformował mnie, że zna profesora, który specjalizuje się w leczeniu i operacjach nisko osadzonych guzów dolnego odcinka przewodu pokarmowego z zachowaniem zwieraczy TaTme. Wnikliwie zapoznałem się z w/w metodą operacji i postanowiłem zaryzykować. W listopadzie 2019 roku pojechałem do Krakowa na konsultację z profesorem Andrzejem Budzyńskim. Profesor po zapoznaniu się z moją dokumentacją medyczną zakwalifikował mnie do operacji, dając mi nadzieję na wyleczenie. Pierwszy raz od dłuższego czasu czułem, że trafiłem w odpowiednie ręce. 4.12.2019 roku poddałem się operacji usunięcia odbytnicy z zachowaniem zwieraczy i wyłonieniem ileostomii tymczasowej. Operacja przebiegła bez komplikacji, udało się uratować zwieracze i wyciąć całkowicie guz. Wraz z odbytnicą usunięte zostały węzły chłonne otaczające odbyt w celu wyeliminowania przerzutów. Moja hospitalizacja przebiegła bezproblemowo i już 9.12.2019 roku zostałem wypisany w stanie ogólnie dobrym do domu, gdzie do 21.01.2020 roku czekałem na wyniki histopatologii węzłów chłonnych i konsultację z profesorem. Wyniki węzłów chłonnych okazały się dla mnie zbawienne, ponieważ 13 węzłów na 13 wyciętych było czystych i niezainfekowanych komórkami rakowymi. Minęło już prawie 5 lat od operacji i choroba nie postępuje, nie mam na dzień dzisiejszy wznowy w miejscu usunięcia guza jak i dalszych przerzutów :) Wszystko idzie ku dobremu. Więc dlaczego skoro jest dobrze, zgłaszam się do was o pomoc? To już Wam wszystko wyjaśniam :) Metoda operacji TaTme polega na usunięciu nisko osadzonego guza i zespoleniu zaraz przy samych mięśniach zwieraczy jelita grubego i zrobienia tak zwanej protezy odbytnicy. Wiadomo, proteza to nie jest to samo co odbytnica i zwieracze wymagają rehabilitacji przed kolejną operacją przywrócenia ciągłości przewodu pokarmowego, aby cały czas spełniały swoją funkcję. Do rehabilitacji dochodzi rygorystyczna dieta, suplementacja, leki i w tym celu korzystam z pomocy dietetyka klinicznego, co też generuje dodatkowe koszty. Cały czas muszę też być pod stałą opieką lekarską i dojeżdżać na konsultacje na warszawskim Ursynowie i do Krakowa, gdzie byłem operowany i tam jest mój lekarz prowadzący. Dodatkowo muszę mieć sprzęt rehabilitacyjny w domu, aby rehabilitować się sam między wizytami u fizjoterapeuty. Dobro, Kochani, wraca - pomóżcie mi wrócić do zdrowia i na nowo cieszyć się życiem. Sam zawsze pomagałem i pomagam, ale teraz i ja ponownie potrzebuję pomocy. Chciałem też z całego serca podziękować wszystkim tym którzy już mi pomogli :) Jesteście dla mnie aniołami i nigdy nie zapomnę tego co dla mnie zrobiliście. Dziękuję i pozdrawiam, Michał Michnowski

10 579 zł z 60 000 zł
17%
Kamil Świta, Krzeszów

Kamil Świta - nowotwór złośliwy, glejak

Witam, mam na imię Kamil. Moje życie zmieniło się o 180 stopni. Na początku wszystko wydawało się niewinne - potworny i nawracający ból głowy. Przez inny zabieg operacyjny dowiedziałem się, że mam guza w mózgu. Wtedy jeszcze nie było wiadomo, jaki dokładnie to guz. Badania wykazały glejaka. Przeszedłem poważną i skomplikowaną operację usunięcia guza, ale to dopiero początek mojej walki. Teraz czekają mnie chemioterapia, radioterapia oraz mam nadzieję innowacyjne leczenie. Koszty leczenia są duże i przekraczają moje możliwosci, przy czym nie pracuję, gdyż nie mogę w takim stanie wykonywać pracy fizycznej. Każda złotówka jest teraz dla mnie bezcenna, by dalej walczyć o lepsze jutro. Dziękuję, że jesteście. Kamil 💪

410 zł z 50 000 zł
0%
Aleksandra Lazar, Rydułtowy

Leczenie białaczki oraz związanych z nią skutków ubocznych

Choruję na przewlekłą białaczkę limfatyczną 4 stopnia, która transformowała do złośliwego rozlanego chłoniaka. Jestem po 10 cyklach chemii dożylnej, która nie dała efektu remisji. Nastąpił progres choroby. Choruję również poważnie na jelita, stąd inne leczenie jest wysoce ryzykowne. Od kilku lat walczę o refundację leku dla mnie i innych pacjentów (koszt leczenia 24 tys. miesięcznie), niestety bez skutku, mimo zaangażowania się w tą sprawę mediów i posłów. W tym czasie ja czekałam, a mój stan się pogarszał. Jest to lek najnowszej generacji: chemioterapia doustna, dająca ogromne szanse takim pacjentom jak ja. Jakiś temu udało mi się uzyskać lek w ramach tzw. RDTLu czyli ratunkowego dostępu do technologii lekowej. Nie wiem na jak długo, ponieważ co 3 miesiące trzeba składać wniosek o kolejną zgodę. Mam nadzieję, że wreszcie sprawa z refundacją zostanie rozwiązana pozytywnie dla takich pacjentów jak ja. Rok temu w wyniku białaczki doszło do niedokrwienia prawego oka, a co za tym idzie utraty wzroku w tym oku. Przeszłam 3 poważne operacje i długotrwałe leczenie, żeby odzyskać choć część wzroku, niestety na ten moment nieskutecznie, mimo podjętego również prywatnego leczenia w uznanych klinikach i u znakomitych lekarzy. Po leczeniu chemioterapią dożylną doszło u mnie do częściowych niedowładów i nadmiernej spastyczności obu rąk, zwłaszcza prawej, często również mam problemy z nogami i swobodnym chodzeniem. Dodatkowo mam problem z upośledzonym przepływem krwi w naczyniach krwionośnych. W związku z tym przez cały czas korzystam z rehabilitacji, żeby choć częściowo ułatwić sobie życie codzienne. Jestem pod stałą opieką neurologa, chirurga naczyniowego i rehabilitanta. Dodatkowo, w wyniku tych wszystkich trudności, ze względu na stany depresyjne i lękowe, jestem zmuszona korzystać też z pomocy psychiatry i psychoonkologa. To wszystko, co opisałam, generuje dodatkowe koszty, którym nie jestem w stanie samodzielnie podołać. Jeśli możecie mi Państwo w jakikolwiek sposób pomóc to proszę o to. Aleksandra Lazar

250 386 zł z 300 000 zł
83%
Bożena Domagalska, Pisz

Walka o zdrowie

Dzień dobry, Nazywam się Bożena. Przed chorobą byłam w toksycznym małżeństwie. Nowotwór zdiagnozowano u mnie po tym, jak były mąż mnie pobił i złamał mi żebro. Podczas tomografii wykonanej po tym zdarzeniu wykryto dwa guzy nowotworowe. Dziś, po walce z chorobą, ale też o zwyczajne, bezpieczne życie, chciałabym zrealizować wiele rzeczy, których wcześniej nie mogłam. Mam córkę Julię, ma już 21 lat i wciąż jest moim oczkiem w głowie. Choruję na złośliwego raka piersi. Z chorobą walczę od końca 2022 roku. W tym czasie przeszłam mastektomię i histerektomię. Obecnie jestem w trakcie leczenia hormonalnego oraz chemioterapii. Gdy dowiedziałam się o chorobie, byłam przerażona i myślałam, że to koniec mojego życia - tym bardziej, że moja mama zmarła na raka, gdy miałam 3 lata. W tym trudnym czasie największym wsparciem była dla mnie rodzina, a przede wszystkim moja córka. Niestety mój mąż wówczas złożył pozew o rozwód i nie mogłam mieszkać w domu, co było dodatkowym ciosem. Paradoksalnie to także motywowało mnie do dalszej walki - zarówno z chorobą, jak i o własną niezależność. Bardzo chciałabym wrócić do pracy, najlepiej w kwiaciarni, ponieważ od dziecka kocham kwiaty, a poza tym ukończyłam technikum ogrodnicze. Obecnie jestem na rencie chorobowej. Do szpitala mam 120 km w jedną stronę i kilka razy w miesiącu dojeżdżam na wizyty, bo poza rakiem leczę się także kardiologicznie (nadciśnienie, przeszłam ablację), mam usuniętą tarczycę i jestem po stabilizacji kręgosłupa. Z renty trudno jest mi pokryć koszty dojazdów oraz leków. Będę bardzo wdzięczna za każdą możliwą pomoc i wsparcie. Z wyrazami szacunku, Bożena

200 zł z 50 000 zł
0%
Ilona Andrzejewska, Poznań

Na dalsze leczenie po nowotworze

Diagnoza została mi postawiona 2.02.2022 - rak jajnika Figo IIIC z naciekami na inne narządy. Przeszłam operację radykalną oraz cykl 6 chemioterapii. Załapałam się również do programu lekowego podtrzymującego. Leczenie uspokoiło chorobę na 2 lata... W sierpniu 2024 dowiedziałam się o wznowie, po czym przyjęłam 5 dawek chemii. Szósta dawka nie była możliwa, ponieważ chemioterpia doszczętnie zniszczyła mi szpik kostny (przed 2 z 5 wlewów miałam podaną transfuzje krwi), i aby nie pogarszać wyników morfologii lekarz zadecydował o zakończeniu leczenia. Niestety wznowa spowodowała, że wypadłam z programu leczenia podtrzymującego. Obecnie zostałam pozostawiona sama sobie, bez jakichkolwiek lekarstw, leczenia. Założyłam tę zbiórkę, aby mieć fundusze na leki, suplementację, comiesięczne kontrolowanie markera CA-125 oraz morfologii, dojazdy do lekarzy. Tylko to mi pozostało...

100 zł z 50 000 zł
0%
Yuliia Meleshko, KRAKÓW

Zbiórka na nierefundowane leczenie raka piersi

Jestem mamą dwójki dzieci i sama je wychowuję. Obecnie mieszkam z dziećmi w Krakowie. Około dwa lata temu wyczułam w piersi zgrubienie, jednak podczas wykonywanych badań USG nie zostało ono opisane jako zmiana wymagająca dalszej diagnostyki. Niestety, obecnie zdiagnozowano u mnie raka piersi. Przede mną intensywne i pilne leczenie onkologiczne. Muszę jak najszybciej rozpocząć terapię, a część potrzebnych badań, leków i leczenia może wiązać się z dużymi kosztami, których sama nie jestem w stanie pokryć. Dlatego bardzo pilnie potrzebuję wsparcia finansowego na leczenie. Każda wpłata, nawet najmniejsza, pomoże mi szybciej rozpocząć leczenie i walczyć o zdrowie dla mnie i moich dzieci. Jestem teraz w bardzo trudnej sytuacji - sama, z dwójką dzieci i z ogromną liczbą spraw, które muszę jednocześnie zorganizować. Proszę o pomoc i udostępnienie mojej zbiórki. Każda pomoc ma dla nas ogromne znaczenie.

100 zł z 50 000 zł
0%
Piotr Wiśniewski, Wałbrzych

Walka o życie mojego brata. Pomóż Piotrowi pokonać zaawansowanego raka przełyku!

​Nazywam się Paweł i proszę o wsparcie dla mojego 56-letniego brata, Piotra, który toczy najcięższą walkę w swoim życiu – z zaawansowanym rakiem przełyku. ​Na początku 2026 roku guz zaatakował z ogromną siłą, tworząc groźną przetokę do dróg oddechowych. Aby ratować płuca i umożliwić bratu przyjmowanie jakichkolwiek płynnych pokarmów, lekarze musieli założyć mu w przełyku specjalny stent. Teraz Piotr przechodzi wyczerpującą chemioterapię, codziennie zmagając się z bólem i spadkiem odporności. Jest w tym niesamowicie dzielny, ale sam nowotwór to niestety niejedyny nasz problem. ​Sytuacja finansowa Piotra staje się dramatyczna. Brat jest po rozwodzie i mieszka sam w wynajmowanym mieszkaniu. Utrzymuje się jedynie z zasiłku rehabilitacyjnego, który wkrótce się skończy, pozostawiając go całkowicie bez środków do życia. ​Koszty niezbędnego, specjalistycznego żywienia (Nutridrinki), drogich leków osłonowych i dojazdów do szpitala, w połączeniu z opłatami za czynsz, drastycznie przekraczają nasze rodzinne możliwości. ​Założyliśmy tę zbiórkę, by Piotr mógł skupić się na walce o zdrowie, bez paraliżującego strachu o to, czy wystarczy mu na leki i dach nad głową. Z całego serca dziękujemy za każdą, nawet najmniejszą wpłatę i udostępnienie. To daje nam ogromną siłę, by się nie poddawać!

0 zł z 50 000 zł
0%
Joanna Buszyńska, Poznań

Wsparcie w pokonaniu raka piersi

Mam na imię Asia, mam 34 lata, dwóch cudownych synków i do stycznia 2023 moje życie układało się szczęśliwie i harmonijnie. Podczas rutynowego nadania USG dowiedziałam się, że mam nowotwór złośliwy lewej piersi. Biopsja potwierdziła przypuszczenia, a dalsza diagnostyka przyniosła złe wiadomości: agresywny nowotwór HER2+++, przerzuty do węzłów chłonnych i wątroby, wiele zmian w piersi. Mimo tego, że choroba zdążyła mocno się rozwinąć, ciągle mam szansę na wyzdrowienie. Niestety terapie i konsultacje u specjalistów wiążą się z dużymi kosztami. Potrzebuję Waszego wsparcia w zbiórce środków na leczenie wspomagające, rekonstrukcję piersi i rehabilitację. Z całego serca dziękuję! <3 <3 <3

29 954 zł z 80 000 zł
37%
Magda Hayder, Warszawa

Zbiórka na leczenie onkologiczne i rehabilitację

Edit 11.03.2026 Skończyłam 47 lat. Jestem pod opieką onkologów (rak piersi,rak tarczycy), neurochirurgów, Poradni Bólu, rehabilitantów, psychologów.Po chemioterapii iobustronnej radykalnej mastektomii z rekonstrukcją. Po wycięciu tarczycy (2 operacje) i podaniu radioaktywnego jodu. Z polineuropatią obwodową. W ciągu ostatnich kilku miesięcy przeszłam szereg operacji kręgosłupa, z poważnymi powikłaniami. Zawalił mi się kręgosłup, mam niedowład jednej nogi. Jestem osobą niepełnosprawną, na rencie, samodzielną mamą cudnej 15-latki (prawie!) Aktualnie wszystkie środki przeznaczam przede wszystkim na kosztowną rehabilitację po operacjach oraz psychoterapię. I to jest cel mojej zbiórki 1,5% w tym roku. To będzie czwarty rok, od kiedy jestem podopieczną Onkofundacji Alivia. Przez te 3 lata z wpłat 1,5% uzbierało się tu ponad 80 tys. zł. Zostały one wykorzystane na moje leczenie. Bardzo dziękuję! :) W tym roku również chciałabym poprosić Was o pamięć przy rozliczaniu PIT. I z góry bardzo dziękuję za pamięć i wsparcie:)! ---------- Można odliczyć 1,5% przy rozliczaniu się od podatku, przekazując je na moje konto. Należy wówczas podać w zeznaniu podatkowym KRS Fundacji Alivia: 0000358654 oraz w celu szczegółowym koniecznie numer mojej zbiórki: 111769. ****** Mój opis z dnia założenia tego konta (01.2023) Mam 43 lata i wspaniałą, jedenastoletnią córkę Polę, oraz nowotwór złośliwy piersi, stopień złośliwości – G3. Od razu zdecydowałam się na wszystko. Mam za sobą 16 sesji chemii, wkrótce czeka mnie operacja. Potem radioterapia. Wreszcie pięć do dziesięciu lat leczenia hormonalnego. Na razie medycyna potrafi tyle. To nie pierwsza operacja. Minęły raptem cztery lata od czasu, gdy przeszłam ryzykowną operację kręgosłupa. Dwa lata temu kolejną. Potem rok intensywnej rehabilitacji i mogłam wrócić do pracy. Miałam plany jak wszyscy. Więcej podróżować, więcej się śmiać, więcej zarabiać, może wreszcie znaleźć chłopaka. Talent Poli – jest flecistką, śpiewa w Chórze Teatru Wielkiego Opery Narodowej – pozwolił jej na pierwsze poważne międzynarodowe sukcesy. Wszystko szło jak marzenie. No i nagle to. „Rak” – usłyszałam. Musiałam wybrać – albo chemia, albo zajęcia rehabilitacyjne kręgosłupa. W trakcie chemioterapii nie mogłam kontynuować rehabilitacji kręgosłupa i musiałam zastukać do Poradni Leczenia Bólu Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie – cierpię na polineuropatię. No i na razie po mojej zawodowej karierze. Byłam świetną zawodniczką public relations – długie blond włosy, błysk w oku, nieszablonowe rozwiązania, podróże, ambicje… Kolejne studia podyplomowe – odnalazłam się także na nowym polu zawodowym, w szkole. Teraz nie mam włosów, za to czasem prawdziwy lęk, że świat widzi we mnie tylko pacjentkę, ale to tylko chwile. Potem przemywam oczy i idę walczyć. Leczenie, rehabilitacje generują też koszty. Zapewnienie opieki, dojazdy na leczenie, leki, suplementy, dieta, rehabilitacja, wyroby medyczne, badania i wizyty u specjalistów. Dla samodzielnej matki to już ponad siły. Kiedyś Pola zapytała, jakie jest moje hobby. Odpowiedziałam, że bycie mamą. To nie była kokieteria. Uwielbiam być mamą. Chcę patrzeć, jak dorasta moje dziecko i przeżyć te wszystkie cudowne chwile. Pokazać jej świat. Właśnie zaczęłyśmy go poznawać razem, Pola od najmłodszych lat sprawdza się jako najlepsza kompanka. Nasze hasło to: „zawsze razem”! Teraz motywuje mnie potrzeba odczarowania raka w oczach Poli, tak żeby nigdy nie musiała się go bać. Kocham życie. Jestem wdzięczna za wszystko, co mam. Wierzę, że dobro zawsze wraca. Można odliczyć 1,5% przy rozliczaniu się od podatku, na moje konto. Należy wówczas podać w zeznaniu podatkowym KRS Fundacji Alivia: 0000358654 oraz w celu szczegółowym koniecznie numer mojej zbiórki: 111769. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać także za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, Blik, PayPal lub tradycyjnego przelewu - aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na przycisk "Przekaż darowiznę".

99 816 zł z 150 000 zł
66%
Justyna Jeruzal, Gostynin

Walka o życie po nowotworze

Chciałabym się z Wami podzielić moją historią, która ostatnio stała się niezwykle trudna. Mam na imię Justyna, mam 36 lat, jestem mamą 3 synów, z których najmłodszy ma 2,5 roku. W wieku 34 lat stanęłam twarzą w twarz z agresywnym nowotworem piersi. Ostatnie dwa lata były dla mnie niezwykle ciężkie - przeszłam przez chemioterapię, operację mastektomii, wycięcie węzłów chłonnych, radioterapię, a teraz przede mną kolejna operacja usunięcia jajników. Walka z chorobą to trudna podróż, którą staram się podjąć z największą siłą i determinacją. Jednakże, oprócz emocjonalnych wyzwań, muszę stawić czoło także problemom finansowym związanym z kosztami leczenia i rehabilitacji. Chcę usunąć drugą pierś, bo jest duże zagrożenie wystąpienia w niej nawrotu. Nie mam mutacji genów BRCA1/BRCA2, dlatego nie nie mogę mieć operacji na NFZ. Potrzebuję środków na nierefundowaną operację usunięcia drugiej piersi, środki, które wzmocnią mój organizm, na rehabilitację ręki, wizyty prywatne u specjalistów i lekarzy oraz dojazdy do szpitala. Każda kwota, każde dobre słowo i gest solidarności są dla mnie niezmiernie cenne. Dziękuję Wam z góry za każdą okazaną pomoc i wsparcie. Z serca, Justyna

7 144 zł z 60 000 zł
11%
Bartosz Kucharczyk, Warszawa

Bartek - facet z planem. Tyle, że rak tego planu nie znał.

Cześć, nazywam się Bartek, mam 45 lat, jestem mężem, tatą dwóch fantastycznych chłopaków i właścicielem bardzo energicznego psa, który nie zna słowa „stop”. Zawodowo od ponad 20 lat związany jestem z bankowością i finansami — miałem swój plan na życie, który skrupulatnie realizowałem. Aż do momentu, w którym ten plan niespodziewanie się załamał. Kilka lat temu postanowiłem wziąć się za siebie: dieta, regularne treningi, konkretna suplementacja, zero alkoholu, zero wymówek. Schudłem ponad 20 kilo i czułem się jak nowo narodzony. Nie spodziewałem się wtedy, że to wszystko... przygotuje mnie do walki o życie. Zaczęło się niewinnie — mała gulka na szyi. Z pozoru torbiel. Diagnoza? Nowotwór migdałka i węzłów chłonnych. Złośliwy. Długi proces diagnozy, chemia, radioterapia, walka z każdym dniem. Pojawia się tysiąc pytań: Czy zdążę wszystko załatwić? Jak poradzi sobie rodzina? Ile mi zostało? Ale potem przychodzi ten moment — oparcie w bliskich, siła z codziennych treningów, spokój dzięki dyscyplinie. I myśl: Mam jeszcze dużo do zrobienia. I chcę żyć. Dlaczego potrzebuję Twojego wsparcia Leczenie na NFZ to podstawa, ale możliwości współczesnej medycyny sięgają dalej. W moim przypadku istnieje szansa na nowoczesne, zindywidualizowane leczenie w wyspecjalizowanej klinice, oparte na analizie DNA i aktualnych wynikach. Problem? Koszty — sięgające kilkunastu tysięcy euro. Po roku na zwolnieniu lekarskim, bez premii i dodatków, nie jestem w stanie samodzielnie udźwignąć takich wydatków. Dlatego, jeśli możesz — przekaż mi swój 1,5% podatku. To nic nie kosztuje, a dla mnie może znaczyć wszystko. Jak możesz pomóc Twój 1,5% może stać się częścią czegoś wielkiego — powrotu do życia, pracy, codzienności. Do bycia tatą na trybunach, mężem w podróży, kumplem w rozmowie. Z góry dziękuję Ci za każdą formę wsparcia. To dla mnie ogromne wzmocnienie — nie tylko finansowe, ale i mentalne. Bo gdy wiesz, że ktoś Ci kibicuje — to się walczy inaczej. Dziękuję. Bartek

96 624 zł z 150 000 zł
64%