Zbiórki

Iwona Domurad, Pruszków

Daj mi poznać wnuka! Zbiórka na leczenie nierefundowane

W styczniu 2023 r. świat się dla mnie zatrzymał. Zupełnie nieświadoma poszłam na badanie USG, ponieważ męża pobolewał brzuch. Mężowi nic nie było, a mnie badali tak bardzo długo. W ciągu kolejnego tygodnia żyłam jak w transie, a rodzina umawiała kolejne wizyty. Jeździłam na dziesiątki badań pomiędzy Warszawą i Łodzią, by usłyszeć zupełnie mi wcześniej obcą diagnozę - rak dróg żółciowych. Nic z tego nie rozumiałam, czułam się dobrze, chciałam wyjechać na wakacje, a zrozpaczona córka kazała robić kolejne i kolejne badania. Ostatecznie w lutym 2023 r. wycięto mi połowę wątroby razem z pęcherzykiem żółciowym. Powiedzieli mi, że tak ciężką operację przeżywa 50% osób, a ja nadal miałam siłę, by walczyć. Przez kolejne miesiące przyjmowałam chemioterapię. Nie mogłam chodzić - stopy miałam rozpalone do czerwoności, a skóra z nich każdego dnia schodziła, by otwierać codziennie nowe rany. Zeszły mi wszystkie paznokcie i wypadały włosy, nie miałam apetytu, a ja nadal miałam siłę. Przez ponad rok miałam nowe życie - jeździłam rowerem, chodziłam na zumbę, uczyłam się hiszpańskiego i szukałam nowych miast we Włoszech, które chciałabym zobaczyć. Półtora roku później, w sierpniu 2024 r. podczas rutynowych badań kontrolnych miałam dziwne przeczucie. To gniotące uczucie w środku nie było przypadkowe. Okazało się, że mam wznowę nowotworu, na dodatek wzdłuż tętnicy, co uniemożliwia dalsze leczenie operacyjne oraz radioterapię. Pozostała mi chemioterapia ostatniej szansy oraz nierefundowane leczenie immunoterapią. Na dodatek tydzień przed tymi okropnymi informacjami moja córka powiedziała mi, że po wielu latach oczekiwań, zostanę w końcu babcią. Marzę o tym, by poznać nowego członka rodziny i móc się nim choć trochę nacieszyć. Każdego dnia pęka mi serce, że mogę tego nie doczekać. Niestety immunoterapia w moim przypadku nie jest refundowana w Polsce. Na raka dróg żółciowych choruje niewiele osób i mało jest aktualnie możliwości terapeutycznych. Miesięczna terapia tym lekiem wynosi 18 tys. złotych - leczenie nim jest wskazane, dopóki będzie on dawał efekty. Proszę, pomóż mi doczekać narodzin wnuka. Cieszyć się ze mną chce mój mąż Grzegorz, syn Kamil i córka Julia.

534 zł z 80 000 zł
0%
Bogumiła Szeksztełło-Kiliańska, Pasłęk

Długa rehabilitacja pozwoli mi na powrót do normalności!

Jestem Bogumiła, mam 56 lat, jestem mężatką. Mamy pięcioro dorosłych dzieci i pięcioro wnucząt. Kiedy zostaliśmy z mężem sami, zamiast cieszyć się życiem, zaczęły się choroby. W 2015 r. mąż miał zawał i operację serca. Gdy mąż poczuł się lepiej, ja pewnego majowego wieczoru wyczułam pod brodą mały guzek. Tak się zaczęło. W lipcu 2015 r. usłyszałam diagnozę - rak dna jamy ustnej, do usunięcia. Pamiętam ciągle, jak na początku lekarz powiadomił mnie o skutkach ubocznych i powikłaniach operacji, ale to do mnie nie docierało. Chciałam jak najszybciej pozbyć się choroby. 14 września 2015 r. odbyła się operacja, która trwała 11 godzin. Usunięto układ chłonny szyi, dno jamy ustnej, część trzonu i nasady języka oraz trzonu kości gnykowej po stronie prawej. Miałam założoną sondę i rurkę trachoestomijną, którą usunięto po 2 tygodniach. Z sondą wróciłam do domu. W połowie października usunięto sondę, a założono PEGA (przetoka odżywcza połączona bezpośrednio do żołądka), gdyż nie mogłam przełykać. Przez 2 miesiące byłam poddawana radioterapii. W marcu 2016 r. kontrolny rezonans - nie ma go. Pokonałam raka i żyję!!! Ale co to za życie - dusiłam się własną śliną, moja mowa to bełkot. W lutym 2018 usunięto mi PEGA, gdyż nauczyłam się jeść potrawy blendowane, półpłynne w pozycji półleżącej. Czas mijał, a ja zamiast lepiej to czułam się gorzej. Mój lekarz powiedział, że on tu już nic nie może zrobić, pomóc mi może tylko operacja rekonstrukcji z unerwieniem. Zaczęłam szukać lekarza, który podjąłby się operacji. Znalazłam, zapisałam się na wizytę i pełna nadziei pojechałam do Katowic na konsultację... I co usłyszałam? Pan Profesor podejmie się tej operacji, którą trzeba wykonać jak najszybciej, ponieważ czas działa na moją niekorzyść (zrosty, skutki radioterapii), ale operacja nie jest refundowana przez NFZ, a koszt jej to 120 tysięcy złotych. Wróciłam do domu załamana, bo skąd wziąć taką sumę? Nawet kredytu nie dostanę. Nie mam renty z ZUS, gdyż nie spełniam warunków. Dowiedziałam się, że można coś zrobić, że jest szansa, aby wrócić do normalnego życia i kontaktu z ludźmi. Niestety, nie stać mnie ani mojej rodziny na taki wydatek. Zanim udało mi się zebrać takie środki, na początku 2019 r. okazało się, że na operację już za późno. I tak by nie pomogła. Ale lekarz zalecił inną, specjalistyczną rehabilitację - i pomaga, z każdym dniem jest lepiej. Ale to też koszty, ogromne. Rehabilitacja, dojazdy do ośrodka, ale też specjalne kosmetyki i środki do pielęgnacji, nawet specjalna pasta do zębów. Dlatego ciągle proszę Państwa o wsparcie. Proszę, pomóżcie mi, abym mogła rozmawiać z mężem, usiąść z moimi dziećmi i wnukami przy stole, zjeść i napić się herbaty.

37 278 zł z 120 000 zł
31%
Ewa Kreczmańska, Warszawa

Pomóż Ewie wygrać walkę z niezwykle rzadkim nowotworem trzustki

Jeszcze kilka miesięcy temu życie naszej mamy i babci Ewy toczyło się zwyczajnym rytmem. Przez ponad 30 lat prowadziła stołówkę w Szkole Podstawowej nr 103 w Warszawie, gdzie z ogromnym zaangażowaniem każdego dnia dbała o żywienie setek dzieci – zawsze uśmiechnięta, życzliwa i gotowa pomóc. Miała ogromne serce. Nigdy nie odmawiała wsparcia, a dobro innych stawiała ponad własne. Dziś to ona potrzebuje pomocy. Zaledwie kilka miesięcy po przejściu na emeryturę usłyszała diagnozę, która wywróciła nasze życie do góry nogami - bardzo rzadki nowotwór trzustki – gruczołowo-płaskonabłonkowy (adenosquamous carcinoma). Ten typ nowotworu stanowi zaledwie około 1% wszystkich nowotworów trzustki, dlatego istnieje bardzo niewiele badań klinicznych i nie ma jednoznacznie ustalonego najlepszego sposobu leczenia. Każda decyzja terapeutyczna jest ogromnym wyzwaniem, a czas odgrywa kluczową rolę. Każdy dzień miał znaczenie. Guz był duży i agresywny, dlatego nie mogliśmy czekać na odległy termin w publicznym systemie. Aby dać mamie realną szansę na życie, zdecydowaliśmy się na kosztowną operację prywatną. Była to jedyna możliwość szybkiego usunięcia nowotworu. Teraz przed nami kolejny etap walki. Zbieramy środki na wykonanie zaawansowanych badań molekularnych guza w laboratorium CeGaT w Niemczech, które należą do najbardziej kompleksowych badań tego typu w Europie. Dzięki nim możliwe będzie dokładne poznanie profilu genetycznego nowotworu i znalezienie jego największych słabości. W przypadku tak rzadkiego nowotworu może to otworzyć drogę do terapii celowanych, immunoterapii lub badań klinicznych prowadzonych w najlepszych ośrodkach na świecie. Badania te mają przybliżyć nas do najnowocześniejszych metod leczenia stosowanych na świecie, ponieważ w przypadku tak rzadkiego nowotworu standardowe schematy nie zawsze są wystarczające. Zbieramy również środki na pokrycie kosztów prywatnej operacji, która była konieczna, aby uratować mamie życie. Bez niej nie mielibyśmy dziś szans walczyć o kolejne etapy leczenia. Każda wpłata, każde udostępnienie naszej zbiórki i każde dobre słowo dają nam nadzieję, że uda się zapewnić mamie dostęp do najlepszej możliwej diagnostyki i leczenia. Przez całe życie to ona troszczyła się o innych. Dziś my chcemy zrobić wszystko, aby mogła nadal być z nami. Dziękujemy z całego serca za każdą okazaną pomoc. ❤️

35 618 zł z 120 000 zł
29%
Olimpia Krupowska, Boguchwała

Moja druga walka - trójujemny rak piersi

Mam na imię Olimpia, dla bliskich i przyjaciół - po prostu Ola :) Mam 45 lat, z rakiem walczę już 4,5 roku. Pierwotną diagnozę otrzymałam tuż przed swoimi 41 urodzinami - najwyraźniej "gwarancja" była tylko do 40-tki ;) Teraz jestem w trakcie swojej drugiej bitwy o życie. Pierwszą zdawało się, że wygrałam... Przeszłam chyba wszystkie możliwe etapy leczenia: chemioterapię indukcyjną (czerwoną i białą), mastektomię, chemioterapię pooperacyjną, radioterapię, hormonoterapię. Całe leczenie znosiłam zaskakująco dobrze - poza włosami, które straciłam jeszcze w trakcie pierwszej chemioterapii, ale kupiłam sobie bardzo twarzową perukę ;) Przez ponad dwa lata byłam "wolna". Wracałam do swoich pasji, wróciłam do pracy, powoli zaczynałam wierzyć, że rak już nie wróci. Zapuściłam włosy :) Przypadkowo zrobione badania wykazały nietypowe przerzuty - do węzłów chłonnych w jamie brzusznej i śródpiersiu. To było 10 miesięcy temu. W tym czasie nastąpił dalszy progres choroby; okazało się, że rak w międzyczasie zmienił podtyp - z hormonozależnego na tzw. trójujemny, najbardziej agresywny, najrzadszy i najgorzej rokujący. Dotychczasowe leczenie okazało się nieskuteczne. Teraz znowu jestem w trakcie chemioterapii, która jest jedynym programowym ratunkiem. Skuteczność leczenia może znacząco poprawić tzw. immunoterapia, niestety w moim przypadku nierefundowana przez NFZ. Konieczne jest min. cztery dawki leku. Jednorazowe podanie komercyjne to koszt ok.17 tys. złotych, bez kosztów dodatkowych (np. dojazd 330 km w jedną stronę). Mam wspaniałego, wspierającego mnie zawsze męża, i dwoje cudownych dzieci (10 i 14 lat), które nie zdają sobie sprawy, że sytuacja jest tak naprawdę bardzo poważna. Chciałabym być z nimi jak najdłużej - tyle, ile będą mnie potrzebować. Córka w tym roku ma I Komunię, syn kończy szkołę podstawową. Nie chcę, by moja choroba zabrała im dzieciństwo. Proszę o Waszą pomoc i dziękuję za każde wsparcie, dobre słowo czy modlitwę. Ola

194 793 zł z 280 000 zł
69%
Per Vinther, Warszawa

Zbiórka na nierefundowane leczenie

Duński wiking, który pokochał Polskę! Mam na imię Per, mam 58 lat i pochodzę z Danii. 12 lat temu przeprowadziłem się do Polski dla mojej miłości - Małgosi. Od tej pory jesteśmy nierozłączni. W styczniu 2025 roku nasz świat wywrócił się do góry nogami, zdiagnozowano u mnie raka trzustki, z przerzutami do wątroby. Nagle, nasza zwykła codzienność zmieniła się w ciągłe pobyty w szpitalach, badania i strach. Tak niedawno marzyliśmy o wspólnych podróżach, terazjedyny cel to zdrowie. Nie poddaję się, chociaż ta walka jest nierówna, a przeciwnik podstępny i złośliwy. Ale jestem potomkiem wikingów, a wikingowie nie poddają się łatwo! Obecnie jestem w trakcie intensywnej chemioterapii, która ma umożliwić resekcję guza. To jedyna opcja, aby zatrzymać chorobę. Aby zwiększyć moje szanse w walce z rakiem wraz z Małgosią, która mnie mocno wspiera, szukamy innowacyjnych metod leczenia jak zabieg NanoKnife. Niestety jest to zabieg nierefundowany i wykonywany tylko komercyjnie. Rozważamy również możliwość leczenia w jednej z klinik w Niemczech, ale zarówno koszty NanoKnife jak i leczenia za granicą przekraczają nasze możliwości finansowe. Czas, który do tej pory płynął spokojnie, nagle stał się towarem deficytowym i nie wiemy, ile tego czasu nam zostało. Nigdy nie myślałem, że będę musiał prosić o wsparcie, ale aby wygrać tę najtrudniejszą w życiu walkę, muszę to zrobić. Jak się okazało, nawet największy wojownik potrzebuje pomocy! Z całego serca dziękuję za Wasze wsparcie, za każdą najmniejszą kwotę!

14 228 zł z 100 000 zł
14%
Andrzej Kijek, Włocławek

Andrzej to były piłkarz. Walczy z nowotworem jamy ustnej.

Nazywam się Andrzej Kijek, mam 49 lat, jestem rencistą mieszkającym we Włocławku. Kiedyś czynnie uprawiałem sport - piłkę nożną, grałem w KS Włocławia. Doznana kontuzja kolana na stałe spowodowała stopień niepełnosprawności. W sierpniu 2014 roku zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy jamy ustnej. Przeprowadzono operację tracheotomii czasowej, częściowo usunięto żuchwę i część języka oraz dno jamy ustnej. Walka z chorobą i rehabilitacja wraz z odtworzeniem wyciętych części twarzy będą trwały długo, gdyż obecnie w 2018 r. mijają 4 lata wielokrotnych wizyt u lekarzy, badań diagnostycznych i codziennej walki z rakiem, zarówno farmakologicznej, ale też i psychicznej. Mam jednak, o co walczyć, bo mam dla kogo żyć: dla syna Daniela i dla żony Agnieszki. Nasza sytuacja rodzinna niestety nie pozwala mi na udźwignięcie kosztów leczenia, dlatego jakiekolwiek, nawet skromne wsparcie będzie dużą pomocą, a bez dotychczasowego wsparcia Waszego i Fundacji nie dalibyśmy z rodziną rady. Dziękuję z góry wszystkim Darczyńcom za to co dla mnie już zrobiliście oraz za to że, jako ludzie tak wielkiego serca, na tym nie poprzestaniecie.

63 000 zł z 150 000 zł
42%
Aleksandra Kapica, Biała Podlaska

Twoja pomoc moją szansą na życie

Witam, mam na imię Aleksandra i mam 33 lata.Na co dzień mieszkam i pracuję w Międzyrzecu Podlaskim. Prowadzę swój salon kosmetyczny. Praca jest moja ogromną pasją. Niestety w chwili obecnej jestem w trakcie chemioterapii i nie jestem w stanie pracować, rozwijać się, szkolić i spełniać zawodowo. Choroba pokrzyżowała mi plany zawodowe i prywatne. Kiedy skończyłam 30 lat, usłyszałam diagnozę: ziarnica złośliwa. Był to dla mnie i dla moich bliskich ogromny szok, nikt w rodzinie wcześniej nie chorował na nowotwór. Całe moje życie i nie tylko moje zmieniło się diametralnie, teraz najważniejszym celem było wyzdrowieć. Rodzina i przyjaciele bardzo wspierają mnie w walce z chorobą, to dzięki nim nadal mam siłę, by walczyć i się nie poddawać.W 2016 roku rozpoczęłam chemioterapię, było to długie i ciężkie leczenie. W lipcu 2017 roku przeszłam autoprzeszczep komórek macierzystych, który pozwolił mi na chwilę wrócić do normalnego życia i zapomnieć o chorobie, niestety ta okazała się podstępna i wraca. Nadzieją dla mnie jest lek, który w moim przypadku nie jest refundowany. Miesięczny koszt lekoterapii to ok. 30 tysięcy złotych. Koszt leczenia znacznie przewyższa moje możliwości finansowe, dlatego jestem zmuszona prosić o wsparcie. Będę bardzo wdzięczna za gest dobrej woli. Aleksandra Włodarczyk

112 011 zł z 200 000 zł
56%
Jolanta Wolfram, Kraków

Potrzebuję pieniędzy na leczenie

Drodzy Państwo, bardzo proszę o pomoc. Nazywam się Jolanta Wolfram i mam 64 lata. Mieszkam w Krakowie. W lutym 2019 roku stwierdzono u mnie nowotwór węzłów chłonnych (chłoniak złośliwy). Przeszłam już 6 cykli chemioterapii, PET i przede mną być może radioterapia. Moim marzeniem jest doczekanie się wnuków i patrzenie jak dorastają, bez lęku co przyniesie następny dzień.Środki ze zbiórki zostaną przeznaczone na niezbędne mi konsultacje lekarskie, procedury medyczne, badania diagnostyczne, leki oraz transport do i z ośrodka badań, wyjazd z opiekunem na rehabilitację oraz leczenie stomatologiczne, któremu muszę się poddać w wyniku skutków ubocznych chemioterapii. Dlatego proszę o wsparcie. Wszystkim darczyńcom serdecznie dziękuję. Jolanta Wolfram

61 073 zł z 150 000 zł
40%
Piotr Jankowski, Warszawa

Zbieram na terapię raka nerki.

Szanowni Państwo, do końca maja 2016 roku byłem zdrowym, silnym tatą dwójki wspaniałych dzieci. Po niedzielnej przejażdżce rowerowej z 8-letnią córką zaobserwowałem u siebie niepokojący objaw, który zmusił mnie do wizyty w szpitalu. Wyszedłem po 14 dniach bez nerki z rozpoznanym rakiem nerki. W styczniu 2017 miałem operowany przerzut do płuca, następnie we wrześniu 2017 wtórny guz mózgu i opon mózgowych, w grudniu 2017 usunięte nadnercze z powodu kolejnego przerzutu raka nerki. Krótkie odstępy czasu pomiędzy przerzutami oraz ryzyko pojawienia się kolejnego guza zmusiły mnie do poszukiwania skutecznego leczenia. Rak nerki jest oporny na wszelkie konwencjonalne metody zwalczania nowotworów. Jedyną szansą na leczenie i kontrolowanie choroby jest immunoterapia. Niestety program lekowy, jaki jest przewidziany dla pacjentów w Polsce, uzależnia podanie tego leku od posiadania nieoperacyjnego przerzutu, a ja go nie mam. Ale aby to utrzymać, muszę brać ten lek i finansować samemu jego zakup. Koszt kroplówki to 23 000 PLN. Sam nie podołam finansowaniu kuracji, stąd pomysł na skierowanie prośby o uruchomienie zbiórki. Wszystkim Darczyńcom z góry dziękuję z całego serca - pomagacie realnie przedłużyć mi życie. Cel zbiórki to 480 000 PLN (2 lata kuracji).

390 671 zł z 480 000 zł
81%
Robert Kosiński, Dębica

Kolejna wznowa glejaka mózgu, potrzebna pilna operacja

Mam na imię Robert. Walczę z glejakiem mózgu – chorobą, która już dwukrotnie zmusiła mnie do walki o życie. Przeszedłem dwie operacje – 03.2024 w Sosnowcu oraz 02.2026 w Gdańsku, jednak choroba ponownie dała o sobie znać. Od ostatniej operacji minęło tylko 4 miesiące, a pojawił się odrost w czerwcu, ale tym razem są dwa ogniska, w tym jeden guz znajduje się na tętnicy. Pod koniec sierpnia miałem wykonany rezonans kwalifikacyjny do protonoterapii, na którym okazało się, że jedno z ognisk drastycznie się zwiększyło, przez co zostałem skierowany do natychmiastowej operacji. W poniedziałek 21 września odbyła się moja trzecia operacja usunięcia wznowy glejaka wraz z kraniotomią czołową w Gdańsku. Jest to dla mnie oraz dla najbliższych ogromnie trudny moment, ponieważ nie udało się usunąć zmiany znajdującej się na tętnicy, ale nie mam zamiaru się poddać. Chcę zrobić wszystko, co możliwe, aby dalej walczyć o życie i mieć szansę na kolejne lata z dziećmi oraz żoną. Ze względu na niejednoznaczny rodzaj guza, który nie zachowuje się jak standardowy gwiaździak,koszty leczenia, konsultacji, rehabilitacji, leków, badań oraz dalszej terapii są dla nas bardzo dużym obciążeniem, ponieważ w trakcie choroby mój stan zdrowia pozwolił mi pracować tylko pół roku... Mój przypadek był również konsultowany poza granicami kraju w klinice Cleveland, która znajduje się w Stanach Zjednoczonych oraz w niemieckim Szpitalu Uniwersyteckim w Heidelbergu. Dlatego zwracam się do Was z ogromną prośbą o pomoc. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma dla mnie ogromne znaczenie. Jeśli nie możesz wpłacić, bardzo proszę o udostępnienie zbiórki. Dzięki temu może dotrzeć do osoby, która będzie mogła mi pomóc. Dziś proszę Was o wsparcie w mojej najtrudniejszej walce. Chcę żyć. Chcę walczyć. Proszę, pomóżcie mi wygrać tę walkę. ❤️ Dziękuję każdemu, kto zdecyduje się mnie wesprzeć modlitwą, finansowo, udostępnić zbiórkę lub po prostu będzie ze mną w tym trudnym czasie. Z całego serca – dziękuję. ❤️

7 989 zł z 100 000 zł
7%
Anna Brzezińska, Tarnowskie Góry

Wsparcie w leczeniu

Mam na imię Ania, mam 39 lat. Jestem mamą wspaniałego syna Mateusza i żoną ukochanego męża Marcina. Moja praca jest moją pasją, jestem nauczycielką. W marcu 2023 roku dowiedziałam się, że zachorowałam na złośliwy nowotwór piersi. Leczenie jest długie i wieloetapowe. Przeszłam jednostronną mastektomię, półroczną chemioterapię, kolejnym etapem jest radioterapia. Po radioterapii lekarze zalecają mi przyjmowanie leku, który niestety nie jest refundowany. Lekarstwo to zwiększa szansę, by nie pojawiły się u mnie przerzuty odległe w kościach lub w mózgu. Koszt miesięczny jest bardzo wysoki, bo to 14 tysięcy złotych. Terapia tym lekiem trwa 2 lata. Moja rodzina nie jest w stanie pokryć kosztów tego ważnego i dającego mi nadzieję leczenia. Zwracam się z prośbą do wszystkich, którzy chcieliby wspomóc mnie w tej walce. Naprawdę wierzę, że dobro powraca.

242 844 zł z 336 000 zł
72%
Danuta Banak, Świebodzin

Twój mały gest pozwoli mi mieć nadzieję na lepsze życie

W 2020 roku nasza mama, 68 letnia dziś kobieta usłyszała diagnozę, której nikt nigdy nie chciałby usłyszeć: rak piersi. Pamiętam ten dzień jak dziś... Strach, niedowierzanie i pytanie: „Dlaczego właśnie ona?”. Mama zawsze była osobą pełną ciepła, siły i planów, a wiadomość o chorobie przewróciła całe nasze życie do góry nogami. Od tamtej chwili rozpoczęła się długa, trudna walka. Chemioterapia, operacje, naświetlania, miesiące spędzone między lekarzami a szpitalnymi korytarzami. Każdy etap odbierał jej trochę zdrowia, trochę sił, ale nigdy nie odebrał jej nadziei. Najwięcej wsparcia dawała jej myśl o córce i ukochanym wnuku, których chce widzieć dorastających i szczęśliwych. Marzyła i nadal marzy o zwykłym, spokojnym życiu o spacerach, o spotkaniach rodzinnych, o dniach bez bólu. Niestety choroba nie odpuszcza. Lata leczenia zostawiły po sobie nie tylko ból fizyczny i psychiczny, ale też ogromne koszty. Dojazdy do szpitali i specjalistów, rehabilitacje, leki nierefundowane, środki przeciwbólowe, pomoc medyczna to wszystko pochłania więcej, niż jesteśmy w stanie udźwignąć sami. Każdy miesiąc to walka nie tylko o zdrowie, ale też o podstawowy komfort życia. Mama mimo cierpienia wciąż walczy, ale codziennie staje przed kolejnymi przeszkodami. Najtrudniejsza w tym wszystkim jest bezsilność i świadomość, że chce żyć, chce być z rodziną, ale potrzebuje pomocy, by móc kontynuować leczenie i zachować choć odrobinę godności w tej bolesnej drodze. Dlatego prosimy o wsparcie. Zbieramy pieniądze na dojazdy, rehabilitację, leczenie oraz poprawę jakości życia mamy w czasie, gdy każdy dzień jest dla niej ogromnym wyzwaniem. Każda wpłata nawet najmniejsza to realna pomoc, która daje jej szansę na spokojniejsze jutro.

6 665 zł z 100 000 zł
6%