Zbiórki

Ivanna Vaskul, Poznań

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Ivanna odeszła...

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Ivanna odeszła. Składamy szczere wyrazy współczucia jej rodzinie i bliskim, zespół Fundacji Alivia Zbiórka Ivanny została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Mam na imię Ivanna, mam 52 lata, cudowną córkę Bożenkę i zięcia Andrzeja. W grudniu świat całej naszej rodziny przewrócił się do góry nogami. Zdiagnozowano u mnie złośliwy guz mózgu - glejak IV stopnia. Z dnia na dzień z silnej, zdrowej i aktywnej osoby stałam się pacjentką, którą czeka nierówna i bardzo niesprawiedliwa walka z nowotworem. W dniu 27 grudnia guz został usunięty w Szpitalu Klinicznym im. Heliodora Święcickiego w Poznaniu. Niestety jest to dopiero początek mojej ciężkiej i długiej drogi do zdrowia. Obecnie przebywam w Wielkopolskim Centrum Onkologii, gdzie jestem poddawana chemio i radioterapii, co jednak nie daje pewności na dalsze życie i powrót do zdrowia przy moim ciężkim schorzeniu, bowiem glejak jest bardzo agresywnym nowotworem. Pojawiła się nadzieja uzupełnienia standardowego leczenia terapią NanoTherm. To innowacyjna metoda, która polega na wprowadzeniu bezpośrednio do guza mózgu lub w miejsce po guzie, nanocząsteczek z tlenkiem żelaza. Następnie odpowiednia temperatura niszczy lub trwale uszkadza komórki rakowe, które przetrwały zabieg operacyjny, ale nie uszkadza zdrowych struktur. Jest to jednak niezwykle droga terapia – jej koszt wstępnie szacowany jest na około 200 tysięcy złotych! Dla nas jest to olbrzymia kwota! Niestety, ta terapia nie jest refundowana w Polsce, dlatego proszę Państwa o pomoc. Wiem, że otaczają nas ludzie o dobrych sercach i wspólnie możemy pokonywać nawet najwyższe szczyty. Zwracam się z uprzejmą i gorącą prośbą do wszystkich życzliwych ludzi o przekazanie darowizny na leczenie. Nawet jeden grosz pomoże! Wierzę, że damy radę. Wierzę też, że dobro wraca szybciej, niż się tego spodziewamy. Dziękuję za wszystkie dobre myśli, modlitwy, udostępniania oraz za wsparcie!

46 498 zł z 200 000 zł
23%
Agnieszka Cygan, Lublin

Proszę o pomoc w walce z glejakiem

Witam Kochani, mam na imię Agnieszka. Jestem mamą dwóch dziewczynek: Natalii (9 lat) i Julii (6 lat). Byłam osobą bardzo aktywną i szczęśliwą do czasu pierwszego w życiu ataku padaczki w 2015 r. Po badaniu MRI diagnoza: guz mózgu - glejak. Na szczęście operacyjny. Jeszcze wtedy nie zdawałam sobie sprawy, jak groźna jest ta choroba. Myślałam "to tylko guz, wytnie się go i będę zdrowa". Niestety, okazało się inaczej. Guza nie udało się usunąć w całości. Pomimo przyjmowania leków, pojawiały się ataki padaczki. W 2017 r. guz zaczął odrastać. Po drugiej operacji wynik histopatologiczny: skąpodrzewiak anaplastyczny III WHO, co oznaczało, że guz uzłośliwił się. Radio i chemioterapia musiały zostać przerwane ze względu na słabe wyniki krwi. Potrzebuję pomocy finansowej na dostępne, ale nierefundowane leczenie w Polsce i za granicą. Myślę o terapii w Koloni: terapia immunologiczna dostępna w IOZK - koszt wynosi 60 tys. EURO, czas trwania ok. 6 miesięcy, link do angielskiej strony: http://www.iozk.de/en/start/home Proszę o wsparcie. To dla mnie szansa na życie...

97 038 zł z 252 000 zł
38%
Bogumiła Tasulis, Jeżów Sudecki

CHCĘ ŻYĆ!!! Pomóż mi wyleczyć raka!!!

Od roku mam zdiagnozowanego złośliwego hormonozależnego raka lewej piersi. Nie został wykryty wcześniej, chociaż regularnie się badałam. Mammografia nic nie wykazywała, bo był centralnie podbrodawkowy, a innych badań nie zlecano, bo przecież "było OK" :-( Ukazał się w całej swojej "krasie" dopiero wtedy, gdy był już duży. Nie było go również czuć w normalnych badaniach. Nic nie bolało... Jestem już po podstawowym leczeniu systemowym: operacja oszczędzająca, radioterapia, teraz hormonoterapia przez 5-10 lat. Rak jest wybitnie hormonozależny, więc szczęście w nieszczęściu, ominęła mnie chemioterapia. Los mnie nie oszczędza... W ubiegłym roku straciłam Syna. Krzysztof miał 38 lat. I miał glejaka IV stopnia, najzłośliwszego :-( Rok temu to On walczył ze wznową, On potrzebował wsparcia i miłości. Dlatego ja niewielu osobom powiedziałam o swojej chorobie, żeby nie odwracać uwagi od Niego, ale teraz muszę przyznać, że i ja potrzebuję wsparcia i pomocy. Krzyś nie wiedział o mojej chorobie, ukryłyśmy to przed Nim, żeby nie dodawać mu zmartwień. Dziewczynom - Córce, Żonie Krzysia, moim Siostrom - też powiedziałam dopiero po operacji, bo nie dało się już ukryć drenów :-( Nie byłam w stanie powiedzieć im wcześnej - agresywna wznowa glejaka u Krzysia była wystarczająco strasznym przeżyciem.... Po odejściu Krzysia "zapadłam" się w jakąś dziwną pustkę, ale już wracam do siebie powolutku :-) I chcę żyć!!! Może głupio to zabrzmi, ale wiem, że to Krzyś mnie szturcha "wstawaj", że jest blisko i troszczy się o mnie jak dawniej :-) Troszczy się o wszystkie "swoje" dziewczyny, a ja zawsze byłam kimś w rodzaju koordynatora, więc muszę być i robić, co trzeba!!! Trochę późno może o to proszę, ale nie mogłam pozbierać się po odejściu Krzysia :-( Teraz jednak już jestem, szturchańce zadziałały :-) i wracam, dlatego postanowiłam założyć zbiórkę na swoje leczenie i powalczyć - nie chcę czekać bezczynnie na wznowę, bez regularnej diagnostyki, z ograniczonymi możliwościami leczenia. W ramach NFZ kontrola raz na rok i mammografia, która u mnie nic nie wykazała, aż było prawie za późno :-( To za mało i za rzadko!!! Choroba przewartościowała moje postrzeganie świata. Mam za sobą niedowierzanie, żal i pytania, dlaczego to na mnie trafiło. Dlaczego prawie jednocześnie na mnie i na Krzysia??? Pamiętam strach, potem rozpacz, potem obojętność. Ale to już za mną. Chcę żyć! Nie miałam wpływu na to, że zachorowałam, ale mam wpływ na to, jak odczują całą sytuację moi Najbliżsi. To dla nich i dzięki nim odnalazłam w sobie siłę, choć myślałam, że wyczerpałam już wszystkie jej pokłady w czasie walki o Krzysia. Podeszłam do choroby zadaniowo - pozbyć się gada! Czasami miałam wrażenie, że to wszystko dzieje się gdzieś obok mnie, że mnie nie dotyczy, nie postrzegałam siebie jako osoby ciężko chorej, przecież uśmiechałam się, rozmawiałam z ludźmi, którzy nawet nie podejrzewali, że jestem chora.... Mogłam chodzić, prowadzić samochód, normalnie robić zakupy. Na zewnątrz nikt nie widział, jak bardzo jestem chora, bo dzięki temu, że uniknęłam chemioterapii, zachowałam włosy, chociaż straciłam brwi. Niestety, gorsze momenty też były, kiedy czułam, że opadam z sił, że nie dam rady, że mam dość... Kiedy płakałam i krzyczałam z rozpaczy..... Na szczęście te chwile w miarę szybko mijały i byłam gotowa do dalszej walki. Nieocenione wsparcie i motywację dają mi Rodzina i Przyjaciele :-) Dodatkowym bodźcem jest PLAN. Wspólnie postanowiliśmy zrealizować marzenie Krzysia, a teraz również i moje - zdobyć 28 szczytów -> to słynne KGP! Chociaż zdecydowanie wolę płaskie tereny, to chcę na te górki i szczyty wejść dla Krzysia i dla siebie. Spełnić Jego niedokończone marzenie, a sobie udowodnić, że mogę wszystko!!! Na swojej drodze spotkałam również kilku obcych dobrych ludzi, którzy okazali mi bezinteresowną pomoc. Niektórzy nawet nie pytali, czy jej potrzebuję. Po prostu pomagali :-) Choroba - najpierw Krzysia, potem moja - przewartościowała i wywróciła do góry nogami moje postrzegania świata oraz tego, co ważne. To niby oczywiste, ale czasami potrzebujemy "kopa", aby przypomnieć sobie, co jest najważniejsze. Widać "siła wyższa" uznała, że ja potrzebuję podwójnego kopa. Życie jest dobrym nauczycielem, tylko trochę drogo bierze za swoje lekcje. Mam nadzieję, że moja edukacja będzie trwała wiele lat, a rachunek za naukę nie nadejdzie zbyt szybko :-) I mam wielką prośbę i nadzieję, że wielu z Was zechce mi pomóc :-) :-) :-) Bogusia

44 055 zł z 200 000 zł
22%
Adriana Pichnowska, Poznań

W chwili obecnej zawieszam zbiórkę środków na lek palbocyklib

Witam, nazywam się Adriana Pichnowska i bardzo kocham życie! Mam 52 lat i od 14 lat walczę z hormonozależnym rakiem piersi. Pragnę zawalczyć dla swojej Rodziny. To moje zmartwienie i strach o to, by nie zostawić cierpienia bliskim po swoim odejściu, bardzo motywuje mnie do walki z rakiem. W 2007 roku zachorowałam na raka piersi z zajętymi węzłami chłonnymi. Pamiętam moment przekroczenia oddziału chemioterapii, to była dla mnie granica. Pomyślałam, że jestem po drugiej stronie. Uśmiechałam się wtedy do wszystkich, próbowałam być dzielna, ale lekarz prowadzący dostrzegł w moich oczach strach. Przysłano mi wówczas na rozmowę psychologa klinicznego i pękłam od środka, wyrzuciłam z siebie wszystkie obawy, strach o to, jak moja Rodzina poradzi sobie beze mnie. Od tego momentu zaczęłam walczyć. Przeszłam usunięcie lewej piersi z tkankami pachy, 6 kursów chemioterapii programem AC w ramach chemii przed i pooperacyjnej, 22 naświetlania radioterapii i 5 lat hormonoterapii. Przez okres 2 lat otrzymywałam implant w powłoki skórne brzucha w ramach farmakologicznego sprowadzania do menopauzy, a w 2010 roku konieczne okazało się usunięcie wszystkich narządów kobiecych. Mimo wszystko życie pokochałam jeszcze mocniej, żyjąc na 100%, dużo między innymi pracując, poświęcając się Rodzinie. Nałożyłam na siebie taki altruizm z myślą o córce i mężu, aby żyło nam się jeszcze lepiej. Dużą przyjemność czerpałam z myśli, że mimo choroby, mogę więcej dla nas zrobić. Wymieniłam meble w mieszkaniu, odważyłam się na kredyt i kupiłam nowy samochód. Kocham życie, kocham Święta Bożego Narodzenia, piękne chwile z najbliższymi, blask świecy, uwielbiam gotować. :) W lutym 2017 roku podczas badań kontrolnych wykryto u mnie nawrót choroby z przerzutami do wątroby, płuca prawego, węzłów chłonnych śródpiersia i tchawicy oraz w piersi prawej wykryto raka jako nową jednostkę chorobową, którą rozpoznano w badaniu histopatologicznym po stopniu złośliwości. Przeżyłam wstrząs! Przerzuty zatem dał rak piersi z 2007 roku. Pamiętam, jaki szok przeżyła także moja jedyna córka, będąca wtedy dwa miesiące przed porodem, pamiętam jak wyrwała mi wynik TK i krzyczała na głos: "Mamo! Dlaczego ty?! Mamo!". Nie mogłam jej uspokoić... Do teraz przeżywa i boi się o mnie, często żałując, że nie ma siostry, bo inaczej by mnie tak bardzo nie kochała, jak mówi. Dlatego muszę walczyć dla córki, męża i wnuków. Wierzę, że znajdą się ludzie dobrej woli, aby mi, nam pomóc, abym nie stała się czarno-białą fotografią z opisem: "Adriana odeszła". Obecnie od października 2019 roku jestem na chemii metronomicznej - leczeniu paliatywnym. Mimo kolejnej progresji choroby, nie zamierzam się poddawać! Leczenie w nawrocie choroby zaczęłam od hormonoterapii i tak w roku 2017 zalecono lek, który wstrzymywał u mnie złośliwą aktywność komórek rakowych do grudnia 2018 roku. Po roku i 10 miesiącach jednak lek ten przestał działać, doszło do progresji (wznowy procesu złośliwego) wątroby, płuca prawego i węzłów chłonnych śródpiersia oraz tchawicy. Przeszłam 2-miesięczne załamanie psychiczne. Od grudnia 2018 roku zmieniono u mnie lek, który przyhamował złośliwy proces nowotworowy, ale tylko przez okres 10 miesięcy. Mojego raka nie da się wyleczyć, ale można zamienić chorobę w proces przewlekły, wydłużając moje życie. Za mną konsultacje w Polsce i w klinice Charite Berlin, gdzie potwierdzono skuteczność leku, zalecanego wcześniej przez moją Panią Doktor z Wielkopolskiego Centrum Onkologii. By wciąż cieszyć się życiem, potrzebuję tego leku! W Polsce lek ten został wreszcie zrefundowany, ale mój przypadek nie kwalifikuje się do pokrycia kosztów leczenia w ramach NFZ. Koszt wymaganej terapii 24-miesięcznej wynosi 180.000 złotych. Z uwagi na moją chorobę jesteśmy ograniczeni finansowo, a ja sama nie jestem już w stanie pracować w wymiarze pełnego etatu. Kwota około 10.000 zł miesięcznie przerasta chyba większość osób, a trzeba jeszcze po prostu normalnie żyć i opłacać rachunki. Na dzisiaj jestem jeszcze na siłach, by walczyć, aby dogonić czas, który mi ucieka. Za jakiś czas może być za późno. Proszę, pomóż mi! Rak obdarł mnie z kobiecości, ale najważniejsze, by nie powstała pustka po moim odejściu w sercach moich bliskich! Dziękuję z góry wszystkim, którzy pomogą mi w walce o dłuższe życie! Adriana

21 863 zł z 180 000 zł
12%
Yuliia Havrylina, Gliwice

Proszę o pomoc

Dzień dobry, mam na imię Yuliia, mam 40 lat. Jestem żoną i matką trójki dzieci: 11, 5 і 2 lata. Niestety, 1 lipca zdiagnozowano u mnie raka piersi in situ (raka nieinwazyjnego), a 1 sierpnia przeszłam mastektomię. Jednak po otrzymaniu wyników histologii okazało się, że to rak inwazyjny, a guz miał już 3,5 cm. To niehormonalny typ raka z HER+++, co oznacza, że jest jednym z najbardziej agresywnych, szybko rosnących i dających przerzuty. Istnieją specjalne leki na ten typ raka, które blokują receptor HER. Aby móc żyć i wychowywać dzieci, potrzebuję 18 dawek nierefundowanego dla mnie leku, co kosztuje około 150 000 złotych. Nasza rodzina nie ma takich pieniędzy. Proszę o pomoc. Pomóżcie mi przetrwać i być przy mojej rodzinie. Będę bardzo wdzięczna za każde wsparcie.

18 260 zł z 180 000 zł
10%
Krzysztof Płóciennik, Łódź

Pokonać glejaka

Cześć! Mam na imię Krzysiek i mam 39 lat. W grudniu 2019 zostałem poddany operacji. Po dwóch tygodniach otrzymałem wynik, którego, powiem szczerze, nie spodziewałem się: GLEJAK WIELOPOSTACIOWY IV STOPNIA. Najwyższy stopień złośliwości. Jest to najbardziej agresywny i najbardziej złośliwy ze wszystkich guzów. Czekam na badanie rezonansu, który ma odbyć się niebawem, czy mam wznowę, czy też nie. Obstawiam oczywiście tę 2 z wersji. Wspólnie z rodziną znaleźliśmy informacje na temat leczenia guzów mózgu za pomocą terapii NanoTherm w Niemczech i w Polsce w Klinice w Lublinie, która może przedłużyć mi życie i wpłynąć na spowolnienie procesu odrastania guza. Terapia ta działa na guzy od wewnątrz i może być ona stosowana jako monoterapia lub być łączona z chemioterapią i radioterapią w celu wzmocnienia skuteczności tych metod leczenia. Terapia NanoTherm® polega na wstrzyknięciu do guza płynu o właściwościach magnetycznych, który następnie rozgrzewany jest za pomocą bardzo szybko zmieniającego się pola magnetycznego. W wyniku działania powstałego ciepła komórki nowotworowe zostają zniszczone lub uwrażliwione na dalsze metody leczenia, takie jak radioterapia i chemioterapia, dzięki czemu ich skuteczność wzrasta. Niestety terapia nie jest na chwilę obecną refundowana przez NFZ. Szacowany koszt leczenia/zabiegu to około 200.000 PLN. Glejak wielopostaciowy IV stopnia to wyrok śmierci.

28 437 zł z 200 000 zł
14%
Łukasz Hoffa, Pniewy

Pomóżcie mi wygrać walkę. Z Waszą pomocą to się uda!

Cześć, mam na imię Łukasz i mam 35 lat. Chciałbym Wam opowiedzieć historię, od której zaczęła się moja walka o zdrowie. We wrześniu zeszłego roku straciłem przytomność i trafiłem do szpitala, gdzie po wstępnych badaniach lekarze stwierdzili, że przyczyną tego była chwilowa utrata świadomości, bez konkretnych powodów. Wróciłem więc spokojnie do domu i cieszyłem się życiem. Mój spokój nie trwał długo... Po trzech tygodniach sytuacja się powtórzyła. Trafiłem wtedy do jednego z poznańskich szpitali, gdzie po wykonaniu wszelkich badań, w tym też tomografii komputerowej okazało się, że w mojej głowie znajduje się guz. Był szok, niedowierzanie - dlaczego ja? Po konsultacji lekarskiej dowiedziałem się że guz jest operacyjny i można go usunąć. Tak też 21 listopada 2019 roku odbyła się operacja usunięcia guza. Przebiegła bez żadnych powikłań. Czułem się bardzo dobrze. Myślałem, że wygrałem walkę. Niestety przyszedł wynik badań histopatologicznych i diagnoza - glejak. Nowotwór o charakterze rozrostowym, niestety złośliwy. Wtedy świat mój i moich bliskich nagle stracił kolory. Znowubył strach i pytania, dlaczego ja? Dlaczego mnie to spotkało, przecież jestem jeszcze młody, silny, pełen pasji, planów i marzeń na przyszłość? Na szczęście w tym całym nieszczęściu mogę liczyć na wsparcie mojej rodziny. Na dzień dzisiejszy przebywam na oddziale radio i chemioterapii w Poznaniu, gdzie przechodzę radykalne leczenie onkologiczne. Ma to trwać 6 tygodni, a potem jeszcze 6-miesięczne leczenie w domu. I na tym kończy się refundowane leczenie w Polsce. Chciałbym skorzystać z wszystkich możliwych metod leczenia, które niestety w większości nie są refundowane w kraju, a dają nadzieję na wyleczenie. Chciałbym podjąć próbę zakwalifikowania się do terapii protonami w Polsce, gdzie od niedawna można to wykonać niestety na zasadach komercyjnych. Gdybym nie miał takiej możliwości w Polsce to są terapie, które odbywają się w Niemczech i są skuteczne. To np. terapia immunologiczna w klinice w Kolonii lub terapia Nanotherm firmy Magforce. Niestety koszt takiej terapii to ok. 60 000 euro, a czas trwania 6 miesięcy. Koszty takich terapii alternatywnych są bardzo wysokie i nieosiągalne dla mnie i mojej rodziny, dlatego tak bardzo ważna jest dla mnie Wasza pomoc. Każda nawet najmniejsza wpłata przybliży mnie do możliwości skorzystania z dodatkowego leczenia. Chciałbym zwalczyć tego potwora i cieszyć się każdą kolejną chwilą spędzoną z rodziną. Dlatego już teraz zaczynam zbierać pieniądze i wiem, że z Waszą pomocą się to uda. Dziękuję Wam z całego serca! Dobro powraca! ŁUKASZ

26 550 zł z 200 000 zł
13%
Joanna Kazuch, MIKOŁÓW

Mam marzenia, a największym jest marzenie, aby żyć!

Szanowni Państwo! Nazywam się Joanna Kazuch i tak jak wiele innych kobiet zmagam się z nowotworem piersi. Moja historia: W 2001 roku zdiagnozowano u mnie łagodne zmiany nowotworowe, które cały czas kontrolowałam i konsultowałam z lekarzami. W ciągu ostatnich kilkunastu lat równocześnie zajmowałam się obłożnie chorą Mamą. Opieka pochłonęła wszystkie zgromadzone środki finansowe. W listopadzie 2017 roku mama odeszła, a wraz z jej śmiercią pojawiły się silne emocje związane ze stratą bliskiej osoby. Z początkiem lipca 2018 roku otrzymałam diagnozę – obustronny, złośliwy rak piersi HER 2 +, przy czym każda z piersi jest w innym stanie zaawansowania i wymaga odrębnej terapii. Jestem sama, żyję na własnym utrzymaniu, a mój obecny stan zdrowia uniemożliwia pracę zarobkową. Leczenie i rehabilitacja obejmuje leki, dojazdy do ośrodków zdrowia, wizyty lekarskie. Dlatego też, Szanowni Państwo, zwracam się do Was z prośbą o pomoc. Otrzymana pomoc finansowa byłaby dla mnie dużym wsparciem i pozwoliłaby mi kontynuować dalszy proces leczenia i rehabilitację w Polsce, jak również poza granicami kraju oraz realnie patrzeć w moją przyszłość. Będę wdzięczna za każdą kwotę, którą Państwo zechcą wpłacić. Pomagać w potrzebie to wielka i wspaniała rzecz.

72 102 zł z 250 000 zł
28%
Natalia Hridina, Gdańsk

Dwa lata temu straciłam tatę. Teraz walczę o życie mojej mamy - rak piersi i lek, którego nie finansuje NFZ

Gdyby ktoś zapytał mnie, kto jest jedną z najbardziej troskliwych i pomocnych osób, jakie znam, bez chwili zastanowienia odpowiedziałabym: moja mama. Ma na imię Natalia i za chwilę skończy 54 lata. Jest silną kobietą, o niezwykle dobrym sercu. Od kiedy pamiętam pomagała bezwarunkowo zarówno ludziom, jak i zwierzętom. Dzisiaj to ja muszę poprosić innych o pomoc dla niej. Diagnoza: agresywny potrójnie ujemny rak piersi (TNBC) Kilka dni po tym, jak nasz ukochany pies Boss przeszedł ciężką i kosztowną operację po ataku innego psa, mama wyczuła w swojej piersi guzek. Bardzo szybko zaczęły pojawiać się kolejne zmiany - pod pachą i przy obojczyku. Niestety, po miesiącu badań usłyszałyśmy diagnozę, której najbardziej bałam się od czasu śmierci taty: potrójnie ujemny rak piersi - jeden z najbardziej agresywnych rodzajów, który rozwija się bardzo szybko i wymaga intensywnego leczenia. Zmiany pod pachą i przy obojczyku okazały się przerzutami do węzłów chłonnych. Pilnie potrzebny jest lek, którego nie refunduje NFZ Choroba jest już miejscowo zaawansowana i została zakwalifikowana jako III stadium. 26 sierpnia 2026 roku podczas konsylium usłyszałyśmy plan dalszego leczenia. Aby mama miała szansę na operację, konieczne jest włączenie immunoterapii. Chodzi o lek, który pomaga układowi odpornościowemu rozpoznawać i zwalczać komórki nowotworowe. Niestety, przy obecnym stopniu zaawansowania choroby, nie jest refundowany przez NFZ. Lek powinien być podawany raz na trzy tygodnie. Koszt jednej dawki to aż 13 875,12 zł. Na tym etapie, aby umożliwić przeprowadzenie operacji, mama powinna otrzymać 8 dawek leku, co daje łącznie sumę około 111 000 zł. Pełny roczny cykl to 17 wlewów, czyli około 235 000 zł. To kwota, której nie jesteśmy w stanie samodzielnie udźwignąć, a czas ma tutaj ogromne znaczenie. Mama już teraz bardzo źle się czuje i nie jest w stanie pracować. Oprócz samego leku pojawiają się kolejne koszty: dojazdy na leczenie i badania, leki wspomagające, specjalne żywienie oraz codzienne wydatki związane z chorobą. Jednak najważniejszym celem tej zbiórki jest sfinansowanie immunoterapii. Dlatego dzisiaj proszę Was o pomoc. Kilka słów o mojej mamie Chciałabym, żebyście poznali Natalię nie tylko jako pacjentkę z diagnozą „rak”. Przez prawie 30 lat mama pracowała jako nauczycielka, z dziećmi wymagającymi szczególnej opieki, m.in. w spektrum autyzmu, z niepełnosprawnościami intelektualnymi. Zawsze wiedziała, że jest „we właściwym miejscu” i traktowała swoją pracę bardzo odpowiedzialnie. Po wybuchu wojny musiała rozstać się ze swoją ukochaną pracą i podopiecznymi, z którymi była bardzo związana. Musiała zacząć swoje życie od nowa - jednak nigdy nie narzekała i nie załamywała się. Natalia jest także cudowną mamą, babcią, ciocią i przyjaciółką. Opiekuje się również pieskiem Bossem, którego przywiozła ze sobą, i kotem Dynią z fundacji. Jest wrażliwa na krzywdę innych, w tym zwierząt. Dokarmia bezdomne koty i nie potrafi przejść obojętnie obok żadnego z nich. W jej torebce niemal zawsze znajdzie się saszetka karmy „na wszelki wypadek”. Taka właśnie jest moja mama. Pomaga wszystkim, nawet kiedy sama ma niewiele. Nie chcę kolejnej straty W 2024 roku odszedł mój tata. Od tamtej pory moim największym lękiem było to, że kiedyś będę musiała pożegnać również mamę. Nie przypuszczałam, że strach ten tak szybko stanie się rzeczywistością. Chcę, aby moja mama miała szansę walczyć, aby jeszcze długo mogła pomagać innym, tak jak robiła to przez całe swoje życie. Marzę o tym, żeby w przyszłości moje dzieci poznały tę niezwykłą kobietę. Mama jest silna i niezwykle waleczna. Ma dla kogo żyć. Bardzo Was proszę - pomóżcie mi dać jej tę szansę. Każda wpłata, nawet najmniejsza, przybliża nas do kolejnej dawki leku i do operacji. Jeśli nie macie takiej możliwości - udostępnijcie proszę tę zbiórkę. Prosimy o pomoc, będziemy wdzięczne za każdą złotówkę. Córka Svieta

56 649 zł z 235 000 zł
24%
Joanna Trzeszczkowska, Turośń Kościelna

Pilna prośba o wsparcie leczenia immunologicznego

Nazywam się Joanna Trzeszczkowska. Mam 39 lat. Jestem mężatką i mam wspaniałą niespełna czteroletnia córeczkę. W maju tego roku wykryłam na prawej piersi guz. Po szybkiej diagnostyce (miałam wielkie szczęście spotkać na swojej drodze wspaniałych lekarzy) okazało się, że mam nowotwór złośliwy piersi. Diagnoza, którą przedstawili mi lekarze, była dla mnie wielkim szokiem. Nie wierzyłam, że do tej pory pełna życia, zdrowo odżywiająca się, aktywna fizycznie osoba, taka jak ja, mogła zachorować na raka piersi potrójnie ujemnego (G3). Jestem już po pierwszej dawce chemioterapii i docelowo mam ich mieć aż 18. Na miejscu u lekarza onkologa dowiedziałam się, że w moim przypadku wskazana jest immunoterapia podawana jednocześnie z chemioterapią. Niestety w Polsce nie jest ona refundowana dla tych parametrów nowotworu, które ja mam. Najnowsze badania jednoznacznie dowodzą, że immunoterapia jest obecnie strategią terapeutyczną stosowaną w onkologii, która nawet na etapie zaawansowanego procesu nowotworowego może potencjalnie doprowadzić do całkowitego wyleczenia chorego, niezależnie od chemiomożliwości nowotworu. Mąż i moja rodzina bardzo wspierają mnie psychicznie i fizycznie, ale koszt całkowity immunoterapii wraz z obsługą medyczna wynosi około 250000 zł, co finansowo jest dla nas nieosiągalne. Wiem, że są ludzie dobrego serca, dzięki którym będę mogła podjąć to dodatkowe leczenie i wyzdrowieć.

71 186 zł z 250 000 zł
28%
Danuta Woronowicz, Piątnica Poduchowna

Mam wskazanie do terapii nowym lekiem, ale NFZ o mnie zapomniał

Mam na imię Danusia. Wysłano mnie na wcześniejszą emeryturę. Dwa tygodnie później dowiedziałam się, że mam raka jajnika. Przez 37 lat byłam pielęgniarką i na emeryturze chciałam kontynuować swoją pracę. Mimo regularnych badań nie wykryto u mnie żadnych zmian. Przeszłam przez wszystkie schematy leczenia, które są dostępne. Pojawił się nowy lek, a ja mam kliniczne uzasadnienie na jego stosowanie. Niestety NFZ zdecydował, że po 3 wznowach lek mi nie przysługuje. Walczę z rakiem od 15 lat. Lekarze dawali nie więcej niż rok. Miałam kilka operacji, kilka chemioterapii, kilka radioterapii. Są leki, które wydłużają życie. Warto walczyć i żyć! Nie chodzi mi o kolejne miesiące, ale o lata. Niestety kolejne lata życia mają swoją cenę. Być może mój przypadek udowodni naszemu Ministerstwu Zdrowia, że życie jest bezcenne.

60 zł z 180 000 zł
0%
Anita Radwańska, Głowno

Trzy lata walki z rakiem. Chcę walczyć dalej.

Mam 44 lata. Nigdy nie przypuszczałam, że w tym wieku będę musiała prosić innych o pomoc w walce o własne życie. Przez kilka miesięcy przed diagnozą mój organizm wysyłał sygnały, że coś jest nie tak. Miałam bóle brzucha, niedokrwistość i nadpłytkowość. Badałam się, szukałam przyczyny swoich dolegliwości i zgłaszałam je lekarzom. Byłam jednak odsyłana, bo ze względu na mój młody wiek nikt nie podejrzewał, że za tymi objawami może kryć się tak poważna choroba. Wszystko zmieniło się 25 kwietnia 2023 roku. Trafiłam wtedy na SOR z silnym bólem podbrzusza i bardzo wysoką gorączką. Badania przyniosły diagnozę, która w jednej chwili zmieniła całe moje życie: rak jelita grubego z przerzutami do prawego jajnika, wątroby i płuc. Lekarze musieli działać natychmiast, ponieważ istniało podejrzenie sepsy. Po dwóch dniach intensywnej antybiotykoterapii możliwa była operacja. 28 kwietnia 2023 roku spędziłam sześć godzin na stole operacyjnym. Obudziłam się bez prawego jajnika i z wyłonioną stomią. Ale wtedy nic z tego nie miało znaczenia. Żyłam. I tylko to się liczyło. Po operacji rozpoczęła się kolejna walka: rekonwalescencja, kolejne badania i wycieńczająca mój organizm chemioterapia. Psychicznie byłam w rozsypce. Nie potrafiłam normalnie funkcjonować ani pogodzić się z tym, że w jednej chwili moja rzeczywistość zmieniła się w koszmar. Dzięki rodzinie, bliskim i przyjaciołom powoli zaczęłam oswajać życie z chorobą. Od trzech lat jestem pacjentką szpitala onkologicznego w Warszawie. Co 10 dni wracam do szpitala na kolejne wlewy. I tak już od trzech lat. Choroba odebrała mi niezależność, sprawność i możliwość realizowania planów. Od trzech lat jestem na rencie, ponieważ mój stan zdrowia nie pozwala mi podjąć pracy. Z osoby aktywnej, silnej i pełnej energii stałam się osobą, która w wielu codziennych sytuacjach potrzebuje pomocy. Ale mimo wszystko nadal walczę. Dziś potrzebuję kolejnej szansy Obecnie mam sześć guzów: cztery w płucach i dwa w wątrobie. Wykryto u mnie również HER2, co otwiera możliwość zastosowania kolejnej terapii. To dla mnie szansa na dalsze leczenie. Niestety jej koszt jest ogromny. Jedna dawka leku kosztuje około 40 000 zł i podawana jest co trzy tygodnie. Nie wiadomo jeszcze, ile dawek będę potrzebowała. Oznacza to, że koszt samej terapii może wynieść setki tysięcy złotych. Nie jestem w stanie sfinansować jej sama. Jednocześnie koszt choroby to nie tylko koszt samego leku. Trzy lata leczenia oznaczają także ogromną liczbę dodatkowych wydatków. To regularne dojazdy do szpitala na leczenie, konsultacje i badania, koszty transportu, rehabilitacji, dodatkowych leków, suplementacji oraz wszystkiego, czego potrzebuję, aby mój organizm miał siłę mierzyć się z kolejnymi etapami leczenia. Od trzech lat utrzymuję się z renty, ponieważ choroba uniemożliwia mi powrót do pracy. W takiej sytuacji każdy dodatkowy wydatek związany z leczeniem staje się ogromnym obciążeniem. Dlatego środki zebrane dzięki tej zbiórce chciałabym przeznaczyć nie tylko na terapię, ale również na wszystkie wydatki związane z dalszą walką z chorobą: dojazdy i transport do szpitala, rehabilitację, leki, suplementację, których przy rencie i trwającym leczeniu nie jestem w stanie samodzielnie udźwignąć. Dlatego proszę Cię o pomoc Założenie tej zbiórki było dla mnie bardzo trudną decyzją. Przez wiele tygodni rozmawiałam z terapeutą, próbując przełamać w sobie poczucie bezradności i wstydu. Przez całe życie pomagałam innym. Nigdy nie sądziłam, że sama będę musiała powiedzieć: Proszę, pomóżcie mi. Dziś jednak nie chcę się poddać tylko dlatego, że nie stać mnie na dalsze leczenie i wszystkie wydatki, które się z nim wiążą. Jeżeli możesz, proszę, wesprzyj moją zbiórkę, nawet najmniejszą kwotą. Jeżeli nie możesz wpłacić pieniędzy, proszę, udostępnij ją dalej. Każde udostępnienie może sprawić, że moja historia dotrze do kogoś, kto będzie mógł mi pomóc. Z całego serca dziękuję za każdą wpłatę, każde udostępnienie i każde dobre słowo. Chcę walczyć dalej. Chcę spróbować mimo wszystkich przeciwności. Chcę mieć szansę na kolejne dni, miesiące i lata. Dziękuję, że pomagacie mi nie rezygnować z nadziei. Anita

16 850 zł z 200 000 zł
8%