Zbiórki

Lidia Sulejczak, Lublin

Nierefundowane leczenie onkologiczne

Mam na imię Lidia, mam 32 lata, wspaniałego męża i dwójkę dzieci w wieku 3 i 7 lat. Mam też złośliwy nowotwór piersi, który z dnia na dzień zniszczył moją codzienność. Teraz walczę o moje życie, ale także o to, by nie zostawić pustki w życiu mojej rodziny. Bardzo mi na nich zależy… Spróbuję wszystkiego, zapukam do każdych drzwi. Byle tylko mieć możliwość zobaczyć, jak moje dzieci dorastają! Zaczęło się niewinnie – wyczułam zgrubienie w piersi i postanowiłam udać się do lekarza. W czerwcu 2022 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi - bardzo złośliwą i agresywną odmianę nowotworu, wymagającą jak najszybszego wdrożenia leczenia. Możecie się tylko domyślać, co czuje kobieta w momencie otrzymania takich informacji… Ciężko pogodzić się z takimi zmianami. Ciężko dopuścić do siebie tak dramatyczną diagnozę. Pod koniec sierpnia 2022 roku rozpoczęłam leczenie chemioterapią, które trwało do końca lutego 2023 roku, następnie przeszłam amputację piersi. Wyniki histopatologiczne po operacji nie były optymistyczne. Okazało się, że rak nie odpowiedział na chemioterapię, co znacznie pogorszyło moje rokowania. Mimo to wiedziałam, że nie mogę się poddać. Wciąż wierzyłam, że jeszcze pojawi się dla mnie szansa! W ostatnim czasie pojawiła się nowa, bardzo dobrze rokująca metoda leczenia – immunoterapia, która znacznie zwiększa szansę na zapobieganie wznowom i daje możliwość wyleczenia. Niestety w przypadku mojej choroby lek ten nie jest na liście leków refundowanych. Koszt terapii przekracza możliwości finansowe mojej rodziny, dlatego zwracam się do Was z ogromną prośbą o wsparcie. Nie mogęprzejść obojętnie obok tej szansy. Mam możliwość żyć i cieszyć się każdym dniem z moją wspaniałą rodziną. W tej walce liczy się każda złotówka, dlatego z całego serca proszę Cię o pomoc! Lidia z mężem Pawłem i dziećmi: Adrianem i Julią

64 955 zł z 250 000 zł
25%
Kazimierz Łosiak, Warszawa

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Kazimierz odszedł...

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Kazimierz odszedł. Składamy szczere wyrazy współczucia jego rodzinie i bliskim, zespół Fundacji Alivia Zbiórka Kazimierza została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Mam na imię Kazimierz. Razem z Agą wychowujemy 2 córeczki - Zosię (8 lat) i Nelę (3 latka). Zosia spokojna - córeczka mamusi, a Nela zwariowana - córeczka tatusia. Kocham te trzy kobietki bardzo mocno. Diagnoza spadła na nas przed świętami. Glejak IV stopnia. W sobotę trafiłem do szpitala, a w poniedziałek odbyła się operacja. Lekarze usunęli wszystko. Wiemy, że to podstępna choroba i atakuje nagle. Pomimo diagnozy nie mam zamiaru się poddać. Chcę zawalczyć dla dziewczyn i dla mojej pasji, jaką są gołębie. Mam ich dużo i czekają na mnie. Zbieram pieniądze na dalsze leczenie i rehabilitację. Potrzeby finansowe będą rosły w miarę rozwoju sytuacji. Jestem na początkowym etapie leczenia, więc jeszcze długa droga przed nami. Proszę o pomoc i modlitwę.

51 297 zł z 240 000 zł
21%
Dagmara Onichimowska, Wrocław

Dagmara potrzebuje wsparcia w walce z glejakiem. Immunoterapia jest jej nadzieją na przeżycie.

Kochani, uprzejmie proszę o przekazanie 1,5% podatku. Mam na imię Dagmara, mam 58 lat, jestem żoną Maćka i mamą Kai i Mateusza.Do czasu choroby byłam pasjonatką malarstwa (z wykształcenia jestem konserwatorem dzieł sztuki), moje życie upływało w spokoju. Obserwowałam, jak dorastają moje dzieci, ciesząc się miłością ich i mojego męża. Grono moich przyjaciół i znajomych zwracało się do mnie w ciężkich dla nich chwilach o pomoc, której nigdy nie odmawiałam. W sierpniu 2023 po chwilowej utracie przytomności i niezwłocznej diagnostyce zostałam porażona rozpoznaniem: glejak – guz mózgu lewego płata skroniowego. Od tego momentu wszystko działo się jak na przyspieszonym filmie. W październiku ub.r. operacja usunięcia guza, a od grudnia leczenie radio- i chemioterapią. Z osoby pełnej energii i woli pomagania innym stałam się osobą niepewną swojego dalszego losu, ogarniętą strachem o przyszłość, uzależnioną od pomocy innych, z pogłębiającą się depresją. Choć otrzymałam ogromne i bezcenne wsparcie mojej rodziny i przyjaciół, to aby zwiększyć szanse na dalsze życie i uniknięcie wznowy choroby, co z historii rozwoju tego rodzaju nowotworu jest raczej pewne, po zakończeniu dotychczasowej terapii niezbędne będzie dalsze leczenie. Jak wynika z badań nad tą chorobą, obecnie tylko immunoterapia daje najwięcej szans na jej pokonanie. Jej wdrożenie wymaga jednak zgromadzenia ogromnych, pozostających poza zasięgiem naszej rodziny, środków. Ta nierefundowana terapia dostępna jest za naszą zachodnią granicą, ale jej obecny koszt to ponad 300.000 zł. Do tego dochodzą koszty dodatkowych leków, konsultacji, rehabilitacji, przejazdów i inne niezbędne wydatki. Zwracam się do wszystkich Was kochani o wsparcie w walce z chorobą. Chciałabym dzięki Wam przeżyć jeszcze długie lata z moimi bliskimi, ciesząc się ich radościami, spełniając swoje pasje i niosąc pomoc innym ludziom. Dziękuję Wam z całego serca za pomoc. Dagmara

108 680 zł z 300 000 zł
36%
Agnieszka Słowińska, Stargard Szczeciński

„Nie proszę o cud. Proszę o szansę” - walka Agnieszki z nowotworem

Pomóżmy Agnieszce wykorzystać każdą szansę w walce z nowotworem. Agnieszka jest mamą 13-letniej córki, żoną, córką, siostrą i bliską osobą dla ludzi, którzy nie wyobrażają sobie życia bez niej. Powinna dziś myśleć o dorastaniu swojej córki, wspólnych wakacjach, kolejnych urodzinach, rodzinnych spotkaniach i wszystkich zwyczajnych chwilach, które dla większości z nas są czymś oczywistym. Zamiast tego jej życie i życie całej rodziny podporządkowane jest jednemu celowi – znaleźć możliwość dalszego leczenia i wykorzystać każdą szansę, jaką może dać współczesna medycyna. Diagnoza to chrzęstniakomięsak G2 – złośliwy nowotwór kości. Choroba dała przerzuty do płuc. W październiku 2025 roku Agnieszka przeszła operację guza i usunięcia VII żebra. Początkowo badania kontrolne dawały nadzieję. Niestety kolejne miesiące przyniosły wznowę choroby, a szczegółowe badania wykazały również zmiany w płucach. Od tego momentu rozpoczęło się szukanie każdej możliwej drogi leczenia. W czerwcu odbyła się konsultacja z onkologiem klinicznym, który zlecił badanie mutacji genu IDH1. Wiązaliśmy z jego wynikiem ogromne nadzieje, ponieważ potwierdzenie mutacji mogłoby otworzyć możliwość zastosowania określonego leczenia. Po kilku tygodniach oczekiwania przyszła jednak kolejna trudna wiadomość – mutacja nie została potwierdzona. Ta droga leczenia została zamknięta. Ale my nie chcemy na tym poprzestać. Obecnie Agnieszka czeka na termin radioterapii w Narodowym Instytucie Onkologii, a w dalszym leczeniu planowana jest również chemioterapia. Równocześnie chcemy szukać innych możliwości – zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Jednym z najpilniejszych kroków jest zaawansowane badanie genetyczne EXACTA. Koszt takiego badania to około 25 000 zł. Jego celem jest dokładniejsza analiza zmian molekularnych w nowotworze. Wynik może pomóc lekarzom w poszukiwaniu potencjalnych terapii celowanych, leków lub badań klinicznych, które mogłyby stanowić kolejną możliwość leczenia. Nie daje nam ono gwarancji. Daje jednak coś, czego w tej chwili bardzo potrzebujemy – możliwość szukania kolejnej drogi. Chcemy również konsultować przypadek Agnieszki w wyspecjalizowanych ośrodkach i sprawdzić możliwość zastosowania nowoczesnych metod radioterapii, w tym terapii protonowej oraz terapii jonami węgla, jeśli jej stan i charakter choroby pozwolą na zakwalifikowanie do takiego leczenia. Nie wiemy jeszcze, gdzie znajdziemy odpowiedź. Być może będzie to ośrodek w Polsce, być może konieczne będą konsultacje lub leczenie za granicą. Dlatego zebrane środki chcemy przeznaczyć na badania genetyczne i diagnostyczne, specjalistyczne konsultacje, leczenie, dojazdy i wyjazdy do ośrodków, tłumaczenie dokumentacji medycznej oraz poszukiwanie możliwości terapii w Polsce i za granicą. Nigdy nie przypuszczaliśmy, że przyjdzie moment, w którym będziemy musieli prosić innych o pomoc. Dziś robimy to, ponieważ nie chcemy kiedyś zastanawiać się, czy mogliśmy sprawdzić jeszcze jedną możliwość, zapytać jeszcze jednego lekarza albo dotrzeć do jeszcze jednego ośrodka. Najtrudniejsze w tej chorobie nie są jednak kilometry, szpitale, kolejne badania ani oczekiwanie na wyniki. Najtrudniejsza jest świadomość, że na Agnieszkę czekają ludzie, dla których jest całym światem. Jest 13-letnia córka, która po prostu potrzebuje swojej mamy. Jest mąż, który chce mieć obok siebie swoją żonę i przeżyć z nią jeszcze wiele wspólnych lat. Jest rodzina i są bliscy, dla których Agnieszka jest częścią codzienności – osobą, z którą dzielą radości, problemy, święta, rozmowy i zwyczajne dni. Jej choroba dotknęła nie tylko ją. Razem z nią każdego dnia żyją nią jej najbliżsi. Razem czekają na wyniki, razem szukają kolejnych możliwości i razem trzymają się nadziei, że uda się znaleźć następną drogę. Jej córka potrzebuje mamy nie tylko dzisiaj. Potrzebuje jej przy kolejnych urodzinach, rozpoczęciu szkoły, pierwszych ważnych życiowych decyzjach, sukcesach i porażkach. Przy wszystkich tych chwilach, w których córka chce móc odwrócić się i zobaczyć obok siebie mamę. Jej mąż chce mieć przy sobie żonę. Rodzina chce nadal spotykać się z Agnieszką przy jednym stole. Bliscy chcą jeszcze razem świętować, wyjeżdżać, rozmawiać, śmiać się i przeżywać te najzwyklejsze chwile, które właśnie teraz okazują się bezcenne. Agnieszka chce przy tym wszystkim być. Chce patrzeć, jak jej córka dorasta. Chce być żoną, mamą i częścią swojej rodziny. Chce mieć z najbliższymi jeszcze tysiące zwyczajnych dni – takich, których wartości często nie dostrzegamy, dopóki ktoś nie każe nam o nie walczyć. Dlatego nie możemy przestać szukać. Nie prosimy o cud. Prosimy o możliwość wykorzystania każdej dostępnej szansy. O możliwość dalszego szukania leczenia, nawet jeśli będzie ono wymagało dotarcia do specjalistów poza Polską. Każda wpłata przybliża nas do wykonania kolejnego badania, konsultacji i sprawdzenia następnej możliwości. Każde udostępnienie również ma ogromne znaczenie – być może dzięki niemu historia Agnieszki dotrze do osoby, która będzie mogła pomóc lub wskazać nam kolejną drogę. Nie wiemy, co przyniosą następne miesiące. Ale wiemy, że nie chcemy się poddać. Dopóki istnieje choć jedna możliwość dalszego leczenia, chcemy jej szukać. Bo za tą walką nie stoją tylko wyniki badań, nazwy terapii i kolejne wizyty w szpitalach. Stoi za nią kobieta, która chce żyć. Mama, która chce patrzeć, jak dorasta jej córka. Żona, która chce mieć przed sobą kolejne wspólne lata z mężem. I cała rodzina, która po prostu nie chce jej stracić. ❤️ Dla Agnieszki. Dla jej córki. Dla jej męża. Dla całej rodziny i wszystkich, którzy ją kochają. Dla kolejnych wspólnych urodzin, świąt, wakacji i zwyczajnych dni. Dla czasu, którego nie da się zastąpić niczym innym. Z całego serca dziękujemy za każdą wpłatę, każde udostępnienie i każde okazane wsparcie.

54 975 zł z 250 000 zł
21%
Agnieszka Łętowska, Rzeszów

Pomoc Agnieszce

Mam na imię Agnieszka, mam 44 lata i mieszkam w Rzeszowie. W wolnym czasie lubię chodzić po górach z mężem, spędzać czas z rodziną oraz czytać książki, co poprawia mi humor nawet w najgorsze dni. Na początku 2024 roku zdiagnozowano u mnie nowotwór piersi HER2 ujemny. Diagnoza była dla mnie szokiem, pomimo tego, że moja rodzina jest obciążona genetycznie. W przeszłości chorowała moja babcia, mama oraz siostra. Niestety nie udało im się wygrać z rakiem. Przeszłam chemioterapię oraz operację usunięcia guza. Jestem w trakcie radioterapii, po której czeka mnie leczenie hormonalne. Nie oznacza to jednak ostatecznej wygranej z chorobą. Jestem w grupie wysokiego ryzyka nawrotu choroby, również ze względu na obciążenie genetyczne rodziny, dlatego lekarze dodatkowo zalecili terapię lekiem przeciwnowotworowym. Nie jest on refundowany w moim przypadku, a jego miesięczny koszt wynosi 6000 zł. Lek ten zmniejsza prawdopodobieństwo nawrotu choroby aż o 36%. Terapia przy jego użyciu potrwa 3 lata. Jest to moja jedyna szansa na powrót do zdrowia i normalnego życia. Zawsze starałam się poradzić ze wszystkim sama, jednak tym razem bez pomocy nie uda mi się zebrać tak dużej sumy, stąd zwracam się z prośbą o pomoc. Będę ogromnie wdzięczna za każdy datek.

17 832 zł z 216 000 zł
8%
Agnieszka Siemieniak, Warszawa

Mam dla kogo żyć i jestem jeszcze potrzebna!

Walczę z chorobą od 2015 roku. Choć analizując historyczne zdarzenia, powinnam tą walkę rozpocząć już w 2010 roku, zaraz po narodzinach córeczki. Mało precyzyjne informacje od lekarzy spowodowały zbagatelizowanie pierwszych objawów. „Przecież mnie to nie dotyczy…” A to rak jelita grubego… Miały być „tylko” hemoroidy. Teraz mam 54 lata i do emerytury jeszcze mi trochę zostało. Do tej pory leczyłam się korzystając z dobrodziejstw dostępu do procesów medycznych w ramach NFZ, wspomagając się, finansowanymi prywatnie, konsultacjami i drobnymi zabiegami. Przeżyłam 2 operacje, 2 radioterapie oraz kilka chemioterapii. Mój organizm przyjął już maksymalną dawkę promieniowania i radioterapia nie jest już dla mnie dostępna. Pierwsza operacja wycięcia większości śmiercionośnego „towarzysza” dała nadzieję. Później okazało się, że mam przerzuty na węzły chłonne, których nie udało się usunąć przy drugiej operacji - zbyt bliskie ułożenie względem aorty biodrowej. Ostatnio doszły przerzuty na płuca i uaktywniły się uśpione chemioterapią i naświetlaniami węzły chłonne. Teraz powodują bardzo silny, ciągły ból uniemożliwiający codzienne funkcjonowanie pomimo zażywania bardzo silnych środków przeciwbólowych. Mam silny ból jak chodzę, siedzę oraz jak leżę. Nie ma już miejsca na żadne pomyłki. Muszę skonsultować swój przypadek w zagranicznych klinikach. Mam nadzieję, że uda się znaleźć metodę leczenia, którą będzie można zaimplementować w polskim systemie opieki zdrowotnej - choćby łącząc finansowanie NFZ z prywatnymi funduszami, co umożliwiają niektóre krajowe kliniki. Muszę się jednak liczyć z dłuższym leczeniem poza granicami kraju. To niestety nie jest tanie i domowy budżet tego na pewno nie wytrzyma. A życie jest jedno. Życie poświęciłam dzieciom. Syn się prawie usamodzielnił, córeczka jeszcze mnie potrzebuje. I nie mogę tak po prostu jej zostawić. Właśnie kończy 8 klasę szkoły podstawowej. Ojciec, nawet najbardziej opiekuńczy, nie zastąpi nastoletniej dziewczynce wsparcia mamy. Każda pomoc jest na wagę życia. Dziękuję za najmniejsze nawet wsparcie. Agnieszka

1 197 zł z 200 000 zł
0%
Joanna Piworowicz, Wisznia Mała

Na leczenie i rehabilitację dla Asi - walka z rakiem

Mam na imię Asia i mam 43 lata. Jestem żoną i mamą dwójki nastolatków. Dwa lata temu mój świat runął - usłyszałam diagnozę: nowotwór złośliwy, rak potrójnie ujemny piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. Po chwili zwątpienia, złości i bezradności postanowiłam podjąć walkę i nie dać się RAKOWI. Przeszłam chemię czerwoną, białą (18 wlewów), operację mastektomii piersi prawej z usunięciem węzłów chłonnych i chemię uzupełniającą w tabletkach. Leczenie było bardzo agresywne, ale m.in. dzięki suplementacji, diecie i dobremu nastawieniu przyniosło skutki, byłam w remisji. W międzyczasie okazało się, że jestem nosicielką mutacji genetycznej BRCA2. Poddałam się profilaktycznej operacji usunięcia jajników z jajowodami oraz mastektomii piersi lewej. We wrześniu 2022 roku podczas badań kontrolnych okazało się, że choroba wróciła! Mam przerzut do kości, a konkretnie do kręgosłupa na wysokości Th6. Jest to mała zmiana i są duże szanse, aby chorobę uśpić! Muszę przejść radioterapię, operację kręgosłupa, a następnie chemię. Niestety w Polsce nie ma skutecznych leków refundowanych przez NFZ zatrzymujących chorobę (nawrót choroby). Jedynym ratunkiem dla mnie jest nierefundowane leczenie, które przynosi znakomite efekty w całej Europie, przybliżony koszt w Polsce to 300 tysięcy złotych. Ja i moja rodzina nie jesteśmy w stanie samodzielnie pokryć kosztów mojego leczenia. Wierzę jednak, że znajdą się ludzie z dobrym sercem i pomogą mi zebrać fundusze, aby uśpić chorobę i cieszyć się życiem! Dziękuję za Twoją pomoc.

98 950 zł z 300 000 zł
32%
Marcin Gradowski, Myszków

Nie prosimy o cud. Prosimy o szansę na życie dla Marcina

Jeszcze kilka tygodni temu planowaliśmy wspólną przyszłość. Dziś walczymy o to, by ta przyszłość w ogóle była... Nigdy nie przypuszczałam, że będę pisać takie słowa. Zawsze wydawało mi się, że o pomoc proszą inni. Dziś to my stoimy po tej stronie. I choć jest to dla nas niezwykle trudne, wiemy, że sami nie damy rady. Marcin ma 45 lat. Jest policjantem, człowiekiem, który przez lata służby pomagał innym. Zawsze stawiał dobro drugiego człowieka ponad własne. Jest też tatą dwóch córek i moim ukochanym mężem. Jeszcze niedawno cieszyliśmy się jego zawodowym sukcesem. Po kilku miesiącach nauki ukończył kurs oficerski w Akademii Policji w Szczytnie. Awans na stopień podkomisarza był spełnieniem jego marzeń i ukoronowaniem wielu lat ciężkiej służby. Jestem z niego ogromnie dumna. Niestety, życie napisało dla nas zupełnie inny scenariusz. W dniu, gdy jego koleżanki i koledzy z Policji świętowali Święto Policji, odbierali awanse i cieszyli się wspólną uroczystością, Marcin siedział w Narodowym Instytucie Onkologii na kolejnych badaniach. Zamiast galowego munduru były szpitalne korytarze. Zamiast gratulacji - oczekiwanie na wyniki i kolejne rozmowy z lekarzami. Kilka tygodni wcześniej usłyszeliśmy diagnozę, która odebrała nam spokój. Chrzęstakomięsak miednicy (G2) - złośliwy nowotwór kości. Choroba zdążyła dać przerzuty do płuc. Od tamtej chwili nasze życie przestało przypominać normalną codzienność. Zamiast planować przyszłość, planujemy kolejne wyjazdy do szpitali. Warszawa. Lublin. Kraków. Szczecin. Przemierzamy setki i tysiące kilometrów w poszukiwaniu lekarza, który powie: „Spróbujemy.” Każda konsultacja daje nam nową wiedzę, ale również kolejne pytania. Jedni lekarze zamknęli przed nami drzwi, mówiąc, że nie są już w stanie pomóc. Inni zostawili nam promyk nadziei - jeśli uda się zmniejszyć aktywność guza lub zahamować jego rozwój, być może będzie możliwe leczenie operacyjne. Dlatego nie zatrzymaliśmy się na Polsce. Każdego dnia kompletujemy dokumentację medyczną, tłumaczymy wyniki badań, rezonanse i tomografie. Wysyłamy e-maile do zagranicznych ośrodków onkologicznych i czekamy na odpowiedzi. Austria. Włochy. Hiszpania... Szukamy specjalistów, którzy zajmują się leczeniem tak trudnych przypadków. Szukamy możliwości terapii protonowej lub leczenia jonami węgla, bo dopóki istnieje choć jedna szansa, nie chcemy z niej rezygnować. Nie wiemy, czy uda się zakwalifikować. Nie wiemy, jakie odpowiedzi otrzymamy. Wiemy tylko jedno. Nie chcemy kiedyś spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: „A może był jeszcze jeden lekarz... A może był jeszcze jeden ośrodek... A może była jeszcze jedna szansa, której nie wykorzystaliśmy...” Każdy dzień to kolejne telefony, kolejne e-maile, kolejne godziny spędzone na szukaniu ratunku. Nasz samochód stał się drugim domem. Walizki właściwie przestały być rozpakowywane. Najtrudniejsze nie są jednak kilometry. Najtrudniejsze jest patrzenie na człowieka, którego kocham najbardziej na świecie, jak każdego dnia zmaga się z bólem, a mimo to wciąż próbuje się uśmiechać i mówi: „Damy radę”. To on dodaje sił mnie, kiedy sama zaczynam je tracić. Nigdy nie przypuszczaliśmy, że będziemy musieli prosić o pomoc. Dziś robimy to z pokorą. Jednym z najpilniejszych kroków jest wykonanie zaawansowanego badania genetycznego Exacta, którego koszt wynosi około 25 000 zł. Badanie może pomóc wykryć zmiany molekularne w nowotworze Marcina, a dzięki temu wskazać możliwe terapie celowane, dostępne leki lub badania kliniczne, do których mógłby zostać zakwalifikowany. Nie daje nam gwarancji, ale może otworzyć kolejną drogę leczenia, której dziś jeszcze nie znamy. Nie prosimy o cud. Prosimy o możliwość wykorzystania każdej szansy. O możliwość dalszych konsultacji, leczenia w Polsce i za granicą, tłumaczeń dokumentacji medycznej, wyjazdów, badań i terapii, jeśli tylko gdziekolwiek na świecie pojawi się możliwość, która może pomóc Marcinowi. Każda wpłata to kolejny krok. Każde udostępnienie może sprawić, że nasza historia dotrze do osoby, która wskaże nową drogę. Każde dobre słowo przypomina nam, że w tej walce nie jesteśmy sami. Nie wiemy, jak zakończy się ta historia. Ale wiemy jedno. Dopóki bije serce Marcina, dopóty będziemy walczyć. Bo życie człowieka, którego kocham, warte jest każdej nadziei. Dziękujemy z całego serca za każdą pomoc. Dzięki Wam możemy zrobić wszystko, aby kiedyś powiedzieć sobie, że nie poddaliśmy się ani na chwilę. ❤️

96 940 zł z 300 000 zł
32%
Katarzyna Dykty, Wronka

Zbiórka na leczenie raka piersi

Cześć, nazywam się Kasia i mam 49 lat. Jestem żoną i mamą trójki dzieci. W listopadzie 2023 roku usłyszałam diagnozę: rak piersi. Cały świat nagle się zawalił, a życie wywróciło o 180 stopni… Od tamtej pory każdego dnia walczę o powrót do zdrowia, a moje dni wypełniają wizyty u lekarzy i liczne badania. Ta choroba nie tylko odbiera siły fizyczne, ale też stawia ogromne wyzwania finansowe. Przeszłam dwie operacje wycięcia guza i węzłów chłonnych, następnie cykle chemioterapii i radioterapii. Obecnie przyjmuję leki hormonalne, które niestety dają różne skutki uboczne i utrudniają codzienne funkcjonowanie. Ale nie poddaję się. Każdy dzień to walka — nie tylko z chorobą, ale i z lękiem, że zabraknie środków finansowych. Mimo ogromnego wsparcia rodziny i najbliższych koszty leczenia są bardzo wysokie. Z całego serca proszę o pomoc. Każda złotówka to dla mnie nadzieja na powrót do zdrowia, na życie bez bólu i strachu. Wierzę, że razem możemy pokonać raka. Z góry dziękuję za każdą wpłatę, udostępnienie i dobre słowo. To dla mnie ogromne wsparcie.

41 070 zł z 250 000 zł
16%
Aneta Mazur, Kraków

Pomóż Anecie walczyć z glejakiem!

Pomóżmy Anecie - kochanej żonie, matce, córce, przyjaciółce walczyć z rakiem! Są ludzie, którzy w krótkim czasie potrafią wniknąć głęboko w nasze życie - swoją osobowością, dobrocią, talentem i obecnością, która zostaje w sercu na długo. Aneta jest właśnie taka i każda spotkana osoba na jej drodze lubi ją za jej otwartość i szczerość. Niestety, życie bywa brutalne. Pierwsze objawy (problemy z mową) dały sygnał, że jest coś nie tak. Aneta usłyszała diagnozę, która zmienia wszystko: rak złośliwy - guz mózgu GLEJAK. Wyniki badania histopatologicznego były bezlitosne: glejak (glioblastoma). To jeden z najbardziej złośliwych, agresywnych i nieprzewidywalnych nowotworów mózgu. Nawet przy pełnym leczeniu – operacji, radioterapii i chemioterapii – medycyna nie daje żadnych szans na pełne wyleczenie. Aneta straciła zdrowie, pracę, dochód i pasję. Potrzebuje naszej pomocy, by żyć i walczyć o każdy dzień, miesiąc, rok... Danie szansy na dobre leczenie trzyma ją przy zdrowiu psychicznym, bo musi mieć siłę na leczenie. Aneta ma 45 lat. Ma dwójkę wspaniałych dzieci – 13-letnią córkę i 15-letniego syna. To kobieta o ogromnym sercu, która całe życie była blisko ludzi. Zawsze pomocna, empatyczna, kochająca – nie tylko dla swojej rodziny, ale także dla innych oraz dla zwierząt, które często znajdowały u niej schronienie i ciepło. Prowadziła własną pracownię protetyczną, pomagając ludziom odzyskać uśmiech, godność i pewność siebie. Niestety, postępująca choroba odebrała jej siły i możliwość pracy. Pracownia została zamknięta, a my straciliśmy jedno z głównych źródeł dochodu. Leczenie w Polsce trwa – obecnie od 4 sierpnia jest w trakcie 6-tygodniowego leczenia chemio i radioterapią w krakowskim Narodowym Instytucie Onkologicznym. Choroba bardzo szybko postępuje. Aneta w przeciągu 3 miesięcy z powodu ucisku 3 guzów na ośrodki mózgu utraciła zdolność pisania i czytania, ma problemy z mową. Cała prawa strona ciała jest bez czucia, nie słyszy na prawe ucho, traci wzrok w prawym oku, nie ma czucia w prawej ręce, a prawa noga jest bezwładna. Sama już się nie porusza i musi jeździć na wózku. Chemia, którą otrzymuje, jest bardzo toksyczna, aby powstrzymać rozwój patologicznych komórek - osłabia odporność organizmu, powoduje utratę włosów oraz ciągłe zmęczenie, senność. Ale Aneta się nie poddaje!!! Statystyki to nie wyrok – jest matką, żoną, człowiekiem, która ma dla kogo żyć i o co walczyć! Już w trakcie radioterapii i chemioterapii w szpitalu codziennie ćwiczy, by odzyskać władzę w ręce i nodze. Mocno wierzmy, że obecna terapia szpitalna przyniesie takie efekty, że będzie możliwa operacja i usunięcie guzów. Po wyjściu ze szpitala konieczne będzie dalsze leczenie i rehabilitacje: specjalistyczne wizyty u onkologów, neurologów i rehabilitantów, kosztowne leki wspomagające terapię, częste dojazdy do klinik i gabinetów w różnych częściach kraju, środki pielęgnacyjne i wsparcie w opiece domowej. Dodatkowo potrzebna jest dalsza rehabilitacja domowa i logopedyczna, bo Anetka od nowa musi nauczyć się mówić oraz pisać. Mimo naszej trudnej sytuacji nie poddajemy się. Codziennie szukamy dodatkowych możliwości pomocy – również w zagranicznych klinikach, które oferują nowoczesne metody leczenia glejaków. Ale i one wiążą się z ogromnymi kosztami, które znacznie przekraczają możliwości naszej rodziny. Niestety wiele metod leczenia jak immunoterapia w IOZK w Niemczech (140 tys. euro) czy leczenie zmiennym polem magnetycznym TTField (120 tys. zł/m-c) są bardzo kosztowne i nierefundowane w Polsce. Po usunięciu guzów planujemy dalsze leczenie immunologiczne w IOZK w Kolonii w Niemczech jako czwarty filar obok radykalnej chirurgii, radioterapii i chemioterapii. Immunoterapia IOZK składa się z różnych form terapii, takich jak: wirusoterapia, hipertermia, terapia szczepionkowa i terapia inhibitorami punktów kontrolnych. To wielorakie podejście terapeutyczne przy takiej chorobie jak guzy mózgu daje szanse na skuteczne powstrzymywanie tej choroby poprzez aktywację układu odpornościowego pacjenta, dopóki nie znajdzie się lek zatrzymujący chorobę. Dziś stoimy przed ogromnym wyzwaniem – walczymy o zdrowie Anety. Nasze dzieci codziennie patrzą z nadzieją, że mama jeszcze będzie zdrowa, że wszystko się ułoży i będzie jak dawniej. Dlatego proszę w imieniu Anety, swoim i naszych dzieci: POMÓŻCIE. Każda złotówka to realna pomoc. Każde udostępnienie tej zbiórki to krok do celu. Każde dobre słowo daje siłę do walki. WIERZĘ, ŻE RAZEM Z WAMI OSIĄGNIEMY CEL... Nie pozwólcie, by zabrakło nam wsparcia wtedy, gdy najbardziej jest nam potrzebne. Prosimy! Nasz nr telefonu 507055406 - gdyby ktokolwiek chciał porozmawiać.

80 707 zł z 300 000 zł
26%
Katarzyna Penkala, Rumia

Onkozbiórka dla Kasi

LIST DO CIEBIE!!! Rak zawsze budzi lęk. Kiedy dowiedziałam się o swojej diagnozie nowotworu piersi 25.11.2022 roku, byłam zrozpaczona. Czułam się zdrowa, sprawna fizycznie. Życie prowadziłam dość intensywne, zawsze w szkole albo w pracy. Urodziłam czworo dzieci i przez 20 lat opiekowałam się babcią. Życie toczyło się w szybkim tempie. Do momentu, w którym wszystko się zmieniło... Rozpoczęła się walka z czasem o wiedzę, dobrą diagnostykę i leczenie, której towarzyszył ciągły lęk. Czy zrobiłam wszystko co mogłam? Ukojenie i spokój dają mi chwile spędzone z rodziną, wsparcie męża, beztroskie życie czwórki dzieci. Mała Hania, która jest blisko przy mnie, potrzebuje mnie, a ja jej miłości. Widzę, ile jest serdecznych ludzi wokół mnie, ile mnie wspiera i obserwuję to ze wzruszeniem. Kocham moje życie, rodzinę , dzieci, męża, przyjaciół. Wszystko, na co tyle lat ciężko pracowałam, dało mi przed chorobą spokój, dobry czas i szczęście. W tym momencie jest bardzo trudno z tego zrezygnować i poddać się losowi. Dlatego jedynym moim marzeniem, jakie teraz mam jest, żeby wszystko trwało dalej, bez zmian. Żebym mogła popatrzeć na wschód słońca, popijając kawę, pospacerować po plaży, przytulić drzewo. Zdrowi ludzie tego nie czują, teraz to widzę... Dowiedziałam się podczas diagnostyki, że jest lek, który można włączyć do planu mojego leczenia w skojarzeniu z hormonoterapią, jako leczenie uzupełniające. Lek ten należy przyjmować nieprzerwanie przez dwa lata lub do czasu nawrotu choroby. Przewidywalny koszt leczenia jest na poziomie około 300 tys. złotych. Bardzo proszę wszystkich o pomoc w tej zbiórce, ponieważ wydatki te przekraczają zdecydowanie nasze możliwości finansowe. Z góry dziękuję za każdą złotówkę, która da mi czas! Uświadomiłam sobie, podczas wielu miesęcy mojego leczenia, jak wieloetapowo i wielowątkowo się ono odbywa. Wycięcie guza było właściwie początkiem walki o życie, sprawność i spokój. Wkrótce po operacji okazało się, że w związku z usunięciem węzłów chłonnych potrzebuję ciągłej rehabilitacji, usprawniającej funkcjonowanie i zakres ruchomości ręki. Aktualnie jestem podczas chemioterapii, radioterapii i hormonoterapii. Pozostaję pod opieką wielu specjalistów: chirurga, onkologa, hepatologa, kardiologa, internisty, psychologa, rehabilitantów, genetyka. Niestety chemioterapia powoduje również pogorszenie formy fizycznej organizmu: bóle, złe samopoczucie, osłabienie, pogorszenie wzroku, neuropatię. Próbuję się suplemenować, leczyć i dbać o możliwie najlepszą formę. Bardzo dziękuję wszystkim za wsparcie w tych trudnych dla mnie momentach. Nie spodziewałam się takiej reakcji. Jesteście kochani, jestem naprawdę wzruszona, ściskam Was mocno i pozdrawiam serdecznie. Swoją zbiórkę chciałam również rozszerzyć na leki i badania, które w perspektywie długiego leczenia są mocno obciążającym kosztem dla mojej rodziny.

78 151 zł z 300 000 zł
26%
Małgorzata Jacaszek-Piekarska, Skierniewice

Pomóżcie mi pokonać raka

Witam Was! Nazywam się Małgorzata Jacaszek-Piekarska. Jestem mamą trójki dzieci, do niedawna działałam też aktywnie zawodowo jako dziennikarka i pilot wycieczek. Jednak w styczniu dowiedziałam się, że mam raka piersi. Wynik histopatologiczny opisany bezdusznie jako najbardziej złośliwy rodzaj raka i HER2 pozytywny. To najbardziej agresywna postać raka piersi, a takie wyniki wskazują, że bez odpowiedniego leczenia w szybkim czasie może dojść do przerzutów. Czeka mnie długa walka. Okazuje się, że najlepszym rozwiązaniem i największą szansą na moje wyzdrowienie jest podanie kilku leków. Niestety NFZ nie zrefunduje mi jednego z leków, który może uratować mi życie. Jedyna droga to opłacenie leku z własnych środków. Jestem obciążona genetycznie, dlatego będę musiała poddać się obustronnej mastektomii, a z rekonstrukcją i rehabilitacją koszt operacji to 150 000 zł. To nie jedyna operacja, która jest konieczna, będę musiała także mieć wycięte jajniki. Od kwietnia przechodzę chemioterapię, podczas której miałam liczne powikłania. Przeszłam groźną dla życia neutropenię, chemia uszkodziła mi także serce i spowodowała liczne problemy z wątrobą. W tej chwili na stałe muszę leczyć się u kardiologa i hepatologa oraz wykonywać co tydzień niezbędne badania. Poza chemioterapią biorę mnóstwo lekarstw i preparatów wspomagających moje leczenie, które jednak są bardzo drogie. Koszty związane z działaniami, które mogą uratować mi życie, są ogromne. Dla mnie dużym obciążeniem finansowym są już same dojazdy do szpitala, zakup lekarstw i innych środków medycznych, wizyty u specjalistów, badania. Jestem wciąż w trakcie chemioterapii. Tak naprawdę to walka każdego dnia. Wizyty u kolejnych specjalistów jak: kardiolog, chirurg, ginekolog, lekarz naczyniowiec, hepatolog i liczne badania diagnostyczne - to stało się codziennością. Potrzebuję również środków na wielokrotne badania PET, a koszt jednego takiego badania to 6 tysięcy złotych. Moje podstawowe leczenie potrwa jeszcze ponad rok. Potem będzie kolejny etap leczenia. Leczenie raka jest bardzo obciążające dla całego organizmu, ale także dla psychiki. Ja staram się trzymać, bo muszę być silna dla moich dzieci, które mają tylko mnie. Walka z rakiem jest bardzo długa i bardzo ciężka. Ale można ją wygrać przy odpowiednim leczeniu i wsparciu. Bardzo dziękuję wszystkim osobom, które piszą mi ciepłe słowa, wszystkim darczyńcom!!! Dzięki Wam wyszłam z "dołka psychicznego", stałam się silniejsza i uwierzyłam, że razem można pokonać wszystko. Jako dziennikarka wiele razy wspierałam akcje charytatywne. Tym razem to ja potrzebuję pomocy. Jest mi ciężko prosić o pomoc, ponieważ nigdy wcześniej tego nie robiłam. W tej chwili przebywam na zwolnieniu lekarskim. Przede mną jeszcze długie leczenie. Dzięki Waszej pomocy mogę wyzdrowieć. Jestem samotną matką. Mam wspaniałe dzieci, dla których chcę żyć. Przed chorobą byłam optymistyczną, ciągle uśmiechniętą osobą. Miałam w sobie mnóstwo energii, którą, jak twierdzą inni, przekazywałam dalej. Zawsze bardzo ważni byli dla mnie ludzie. Wiem, jak ważna jest pomoc innym. Nie spodziewałam się, że to ja będę potrzebować wsparcia. Zawsze byłam samodzielna, wychowywałam sama dzieci, byłam silna i zaradna. Kocham moje dzieci najbardziej na świecie i na nich mi najbardziej zależy. Praktycznie mamy tylko siebie nawzajem. Trzy lata temu moje dzieci straciły babcię, która przegrała walkę z rakiem, a teraz ich dziadek jest nieuleczalnie chory na stwardnienie boczne zanikowe, jego stan jest już krytyczny. Mają tylko mnie, tylko na mnie mogą liczyć. Wiem, jak bardzo się martwią. To dla nich muszę wyzdrowieć!!! Pomóżcie, proszę. Jestem wdzięczna za każdą kwotę. Wierzę, że razem może się wszystko udać. Dzięki Waszej pomocy będę mogła wyzdrowieć! Życzę Wam wszystkim dużo zdrowia, bo to najważniejsze! Przy wpłatach za pomocą przelewów proszę pamiętajcie o wpisaniu mojego nazwiska: Małgorzata Jacaszek-Piekarska oraznr: 111051. Bardzo dziękuję!

75 830 zł z 300 000 zł
25%