Zbiórki

Krystyna Knop, Szczecin

WALKA O ŻYCIE. Koszty związane z dietą, specjalnymi odżywkami, dojazdami i dalszym leczeniem

7 lat temu wykryto u mnie nowotwór złośliwy piersi. Co 2 lata robiłam mamografię lub usg. W badaniu wyszło, że mam guzka w prawej piersi. Onkolog stwierdził, że taki guzek ma dużo kobiet. Niestety po następnych dwóch latach zaczęło mnie pobolewać w prawej piersi. W trakcie badania wyszło, że z jednego guzka zrobiły się trzy połączone ze sobą. Najpierw ogarnął mnie szok, później złość do onkologa, który powinien zlecić usunięcie guzka. Diagnoza: rak złośliwy piersi. Przeszłam dwie operacje. Na szczęście nie było przerzutów. Zastosowano radioterapię. Jestem pod kontrolą 5 lekarzy specjalistów: onkologa, gastrologa, endokrynologa, ginekologa, pulmonologa. Na dzień obecny piersi bez zmian onkologicznych. Niestety obecnie choruję na nowotwór złośliwy jelita grubego z przerzutami do wątroby. 5 lat mija w lutym 2026 r., jak robiłam kolonoskopię. Podobno według zaleceń powinno się robić to badanie co 5 lat, ale w moim przypadku okazało się to nieskuteczne. Pragnę zaznaczyć, że zawsze byłam szczupła, ale obecnie jestem chuda oraz mam duże niedożywienie, z czego niektórzy lekarze robili sobie żarty. Nie zlecili też badań jelita, mimo że podwyższał się marker raka układu pokarmowego. Jeszcze wspomnę, że u mnie mama chorowała na raka jelita i jej siostra, o czym mówiłam lekarzom. Jak zachorowałam, to zaczęłam dużo czytać na stronach medycznych i dowiedziałam się, że przy występowaniu w rodzinie raka powinno się robić kolonoskopię częściej. Nie jestem lekarzem. To lekarz powinien zlecić dokładniejszą diagnostykę. Jeśli u kogoś pojawiają się polipy, należy również częściej się badać. Przepraszam, że się tak rozpisałam. Pragnę wszystkich ostrzec przed tym, co mnie spotkało. W tej chwili jestem po operacji. Mam dietę restrykcyjną, specjalne odżywianie przy dużej niedowadze. Muszę nabrać sił i przybrać na wadze, aby dalsze leczenie było możliwe. Aby temu sprostać potrzeba pieniędzy. Przy mojej emeryturze 2.800 zł na rękę nie daję rady. Dostałam małą pomoc ze strony rodziny, ale na więcej nie mogę liczyć. Z góry dziękuję za jakąkolwiek pomoc.

650 zł z 6 000 zł
10%
Bożena Lewandowska, Łódź

Walka z nowotworem złośliwym jajnika

Witam serdecznie, mam na imię Bożena, mam 55 lat. Staram się zawsze uśmiechać, mimo wielu problemów, z którymi się borykam. Oto moja krótka historia: 20/11/2019 dowiedziałam się, że mam guza, był to guz torbielowaty o wymiarach 23 x 18 x 12 cm z jajowodem o długości 11 cm. Wewnątrz torbieli guz miał wymiar 11 x 10 x 7 cm. Lekarze podjęli natychmiastowe działania - operację miałam przeprowadzoną 5 dni po diagnozie. Obecnie biorę chemię co trzy tygodnie. Jedyny mój dochód wynosi 601 zł - jest to zasiłek chorobowy z ZUS-u. Jestem energiczną osobą, lecz pewnego dnia moje światełko zaczęło blednąć. Walczę z tą chorobą na miarę swoich możliwości i nie ukrywam, że jest mi bardzo ciężko. Zdiagnozowano u mnie również ciężką depresję, co stanowi problem z nawiązywaniem nowych kontaktów z ludźmi oraz niezdolność do pracy, co w tej chwili przekreśla możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy. Przed chorobą byłam osobą aktywną, lubiłam wyjeżdżać w góry i tam spędzać aktywnie czas. Niestety chemioterapia i dalsze leczenie oraz niektóre badania nie zawsze są refundowane przez NFZ, a ich koszty przekraczają moje możliwości. Proszę Was o pomoc w zebraniu środków na koszty związane z zakupem leków, dojazdów do szpitali i konsultacji, które pozwolą zdecydować o najlepszym dla mnie leczeniu. Mam nadzieję, że z Waszą pomocą mi się uda! Marzę, by było jeszcze jakieś jutro... Cieszyć się porami roku i otaczającym mnie światem. Jest przecież taki piękny! Proszę, pomóżcie mi spełnić moje marzenia - tak niewielkie, a tak wielkie zarazem... Dziękuję wszystkim z całego serca.

4 647 zł z 10 000 zł
46%
Anna Gędoś, Trzebinia

Leczenie nowotworu złośliwego piersi

Mam na imię Anna. Jak większość z Was, nigdy nie myślałam że będę kiedykolwiek pisać taki list. Dwa dni po moich 47 urodzinach miałam wykonaną biopsje, która wykazała wieloogniskowego hormonozależnego raka piersi, HER 2 dodatniego. To rak agresywny, wykazujący się dużą skłonnością do przerzutów. Okres po diagnozie to psychiczne, fizyczne i duchowe tsunami. Zarówno dla mnie jak i moich najbliższych. Zadecydowano, że zostanie mi podana przedoperacyjna chemioterapia. Po rozpoczęciu leczenia byłam pełna entuzjazmu i wiary, że uda mi się pokonać raka i będę żyć. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona. Jednak po 4 cyklu chemioterapii rezonans magnetyczny wykazał zamiast regresji pojawienie się nowych zmian, w tym jedna prawdopodobnie nacieka na skórę. Niestety podejrzana zmiana pojawiła się też w piersi prawej. Dla mnie to jak przerzuty. Leczę się dalej i przygotowuję do operacji. Najlepsze szanse na wyleczenie daje teraz przedoperacyjne podanie chemioterapii i leczenie przy zastosowaniu tzw. podwójnej blokady. Jeden z leków potrzebnych do tej terapii nie jest refundowany w moim przypadku (Pertuzumab), gdyż nie mam przerzutów do węzłów chłonnych. Ja chcę zdążyć przed przerzutami i dlatego proszę Was o pomoc! Koszty tylko tego leku to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Leczenie w części finansuję sama, pomaga mi rodzina, przyjaciele i liczę na Was. Wiele badań i konsultacji medycznych wykonywałam i zapewne będę nadal wykonywać prywatnie. Chciałabym wykorzystać każdą szansę żeby zostać jak najdłużej z moim synem, mężem i bliskimi oraz wrócić do pracy i swoich pasji. Dziękuję! Anna W przypadku wpłat poza stroną, numer konta do wpłat to 24 2490 0005 0000 4600 5154 7831, w tytule przelewu koniecznie trzeba podaćnumer identyfikacyjny "111301" (w ten sposób środki są identyfikowane jako przeznaczone na zbiórkę dla Ani). Rachunek jest prowadzony w Alior Banku, IBAN: PL 24 2490 0005 0000 4600 5154 7831; SWIFT Code (BIC): ALBPPLPW

24 599 zł z 30 000 zł
81%
Barbara Lechańska, Warszawa

Pomóż mi przejść przez leczenie raka nasady języka

Nazywam się Barbara, mam 58 lat i mieszkam w Warszawie. Jeszcze do niedawna starałam się prowadzić spokojne, aktywne życie. W zeszłym roku zostałam zmuszona przejść na wcześniejszą emeryturę z powodu likwidacji działu u mojego pracodawcy, jednak nie chciałam rezygnować z codziennych aktywności. Pracowałam w ogrodzie, podróżowałam, pomagałam innym jako opiekunka osób starszych i starałam się pozostać aktywna mimo zmian, które przyniosło życie. Od dłuższego czasu zaczęły pojawiać się problemy z przełykaniem, ból gardła oraz spadek masy ciała. Szukałam przyczyny złego samopoczucia - wykonałam badania tarczycy, tomografię, konsultacje laryngologiczne, USG i kolejne diagnostyki. Ostatecznie biopsja przyniosła diagnozę, której bardzo się bałam: rak złośliwy płaskonabłonkowy nasady języka. Obecnie przygotowuję się do radioterapii połączonej z chemioterapią, która ma rozpocząć się 17 czerwca w Warszawie przy ul. Roentgena. Leczenie potrwa 7 tygodni i będzie odbywać się 5 dni w tygodniu. W związku z terapią mam również założony PEG. Przed rozpoczęciem radioterapii muszę przejść pilne leczenie stomatologiczne i przygotowanie jamy ustnej. Jest to niezbędny element leczenia onkologicznego, ale wiąże się z dodatkowymi kosztami, które są dla mnie bardzo dużym obciążeniem. Zbieram również środki na dojazdy taksówką do szpitala. Mimo że mieszkam w Warszawie, dojazd komunikacją miejską zajmuje ponad godzinę w jedną stronę. Podczas intensywnej radioterapii, osłabienia i bólu codzienne wielogodzinne podróże mogą znacząco pogorszyć mój stan zdrowia i odebrać siły potrzebne do walki z chorobą. Każda wpłata pomoże mi spokojniej przejść przez leczenie i skupić się na tym, co teraz najważniejsze - walce o zdrowie. Dziękuję za każdą pomoc, udostępnienie i dobre słowo.

1 450 zł z 7 000 zł
20%
Maria Korfanty, Grabownica Starzeńska

Operacja w Dreźnie

Nazywam się Maria, mam 32 lata. Toczę walkę z "powracającym" lokatorem w mojej głowie tj. glejakiem wielopostaciowym (IV WHO) - bardzo agresywny nowotwór. Osiem lat temu byłam normalną, młodą, pełną planów i marzeń osobą. Zwykła codzienność, praca, dom, wyjazdy, spotkania ze znajomymi. Nagle zaczął mi dokuczać silny, powracający ból głowy. W szpitalu szukano przyczyn moich dolegliwości. Po 4 dniach, tuż przed wypisem do domu, dla pewności wykonano mi tomografię komputerową, która wykazała obrzęk i guza mózgu.Pierwszą operację przeszłam w Bydgoszczy 16.09.2013 i dopiero wtedy do mnie dotarło, z czym walczę. Oczywiście był czas załamania i poddania się, ale gdy emocje opadły zaczęło się szukanie dalszego leczenia. Trafiłam do Centrum Onkologii w Gliwicach, gdzie przeszłam chemioterapię, radioterapię oraz CyberKnife.Okazało się, że po pierwszej operacji pozostał fragment guza. Rezonans magnetyczny, wykonany w czerwcu 2015 zaniepokoił lekarzy - „coś” się dzieje...Koszmar powrócił. Konieczna była druga operacja. Znając przebieg choroby nowotworowej i szybki wzrost glejaka postanowiłam, że nie ma na co czekać. Drugą operację miałam w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Sosnowcu. Wszystko przebiegło sprawnie i bez powikłań. Niestety wiem, że standardowe metody leczenia to za mało w przypadku glejaka. Jestem młoda, ale świadoma swojej choroby i jej przebiegu. Szukam skutecznych metod leczenia, które stosuje się w innych krajach.Podjęłam walkę o ratowanie mojej głowy. Leczenie obecnie jest w toku!Niestety wszystko trzeba robić prywatnie, a nie na NFZ. Terapia, wyjazdy do Gliwic i powroty, szukanie dalszego leczenia, badania, stale generują duże koszty. Ja i moja rodzina nie jesteśmy w stanie zebrać takich pieniędzy, dlatego proszę o pomoc i wsparcie.Z góry dziękuję, Marysia

102 374 zł z 108 000 zł
94%
Goska Jarzyna, Szczesne

Zbiórka na pokrycie kosztów leków, badań, dojazdów oraz pozostałych związanych z procesem leczenia

2 lata temu moje życie przewróciło się do góry nogami. Usłyszałam diagnozę: rak esicy 4 stopnia z przerzutami do wątroby. Chemioterapie znoszę źle. Jestem na rencie w wysokości 1800 zł. Z tego trzeba zapłacić rachunki, kupić leki (same zastrzyki na zakrzepicę to koszt 980 zł plus inne zalecane leki-razem miesięcznie ok. 1200 zł), odbyć wizyty i badania częściowo prywatnie, a do tego dobrze się odżywiać, by mieć siły na zmagania z chorobą. Oszczędności zmalały w zastraszającym tempie, dlatego zwracam się do WAS, ludzi o dobrych sercach. Każda złotówka przybliży mnie do mojego celu - po prostu ŻYCIA, bo mam dla kogo i chcę jak najdłużej... W październiku ubiegłego roku wydarzyl sie CUD - zrobiono mi przeszczep wątroby! Doszły nowe leki i następne dojazdy na kontrole do transplantologa, ale jest szansa na nowe, zdrowe życie... Dziękuję!

2 300 zł z 8 000 zł
28%
Marta Hewelt-Polak, Kościerzyna

Droga powrotu do zdrowia

W lutym 2025 r. usłyszałam diagnozę raka piersi. Największy strach wzbudził rodzaj tego raka - potrójnie ujemny. To nowotwór, który szybko rośnie, często daje przerzuty i ma ograniczone możliwości leczenia.W jednej chwili zniknęła pewność jutra, a pojawiła się walka o życie. Od marca do sierpnia 2025 roku przeszłam przez chemioterapię - 16 wlewów. To były miesiące bólu, osłabienia i lęku. Po drodze trafiłam do szpitala z powodu komplikacji, konieczne były przetaczania składników krwi, a każdy kolejny tydzień był próbą przetrwania. W sierpniu przeszłam mastektomię prawej piersi z jednoczesną rekonstrukcją. Operacja niosła strach, ale chwilę później pojawiła się pierwsza iskra nadziei: w usuniętym gruczole i węzłach chłonnych nie znaleziono komórek rakowych. Niestety, przy potrójnie ujemnym raku nadzieja musi iść w parze z czujnością. Ze względu na agresywność choroby lekarze zdecydowali o konieczności radioterapii, by zwiększyć szansę na to, że rak już nigdy nie wróci. Dlaczego proszę o pomoc? Choć zakończyłam główne leczenie, to moja walka wcale się nie skończyła. Aby utrzymać uzyskane efekty i zmniejszyć ryzyko nawrotu, muszę przejść dalsze etapy terapii wspomagających oraz być pod regularną opieką specjalistyczną. Zbieram środki na: ✨ zaawansowaną rehabilitację po przebytym leczeniu (fizyczną i limfologiczną),✨ terapię uzupełniającą wzmacniającą organizm po chemii i radioterapii,✨ płatne konsultacje i badania kontrolne, których częstotliwość przy tym typie raka jest bardzo wysoka,✨ leczenie wspierające odporność,✨ oraz na możliwość skorzystania z terapii nierefundowanych, które zwiększają szanse na utrzymanie remisji. Chciałabym po prostu wrócić do życia — do normalności, do aktywności.

4 266 zł z 10 000 zł
42%
Małgorzata Beczek-Patoka, Warszawa

Leczenie celowane

Styczeń 2009 r.: diagnoza rak piersi, potem mastektomia lewostronna, chemia, rehabilitacja, pięcioletnie leczenie uzupełniające (hormonoterapia), rekonstrukcja. Udało się, 16 lat mija w styczniu 2025 r., ale marzec przynosi niespodziankę, Najpierw badania, a w czerwcu diagnoza: rak piersi (prawa strona), jeden guz nawet mały. W lipcu operacja, mastektomia z rekonstrukcją. Nie byłam zła, nie załamałam się, myślałam "trudno, przeszłam to już raz, dam radę". Wyniki histopatologii i kolejna niespodzianka: guz to nic, małe 2 mm guzki okazały się naciekowe, został jeszcze jeden na mięśniu. We wrześniu druga operacja, znów zaczęłam leczenie onkologiczne. Potrzebuję wykonać płatne badania do leczenia celowanego płatne. Mam jednak dylemat: wydać pieniądze teraz na badania 7500 zł czy mieć pieniądze na opiekę nad mamą (82 lata). Mama jest po udarze, w zeszłym roku przewróciła się, złamała biodro, teraz jest osobą leżącą, wymaga rehabilitacji (płatna), pampersów, leków, opiekunki, kiedy ja jestem w szpitalu. Teraz mam naświetlania, potem leczenie uzupełniające (hormonoterapia), co pół roku kroplówka, rokowania dobre, ale leczenie potrwa 7-8 lat. Jestem zła, bo myślę, że aby się leczyć, to trzeba być zdrowym, młodym i bogatym. Ale nie poddałam się, a 10 października 2025 r. wzięłam ślub. Będę wdzięczna za każde wsparcie.

1 600 zł z 7 500 zł
21%
Władysława Świtałowska, Gowarczów

Leczenie raka

Mam na imię Władysława – Władzia, mam 63 lata. W grudniu 2020 zdiagnozowano u mnie raka odbytnicy. W związku z tym, że usadowił się w bardzo złym miejscu, konieczna jest operacja. Decyzja lekarzy: operacja usunięcia guza wraz z odbytem, wytworzenie sztucznego odbytu – stomia. Potem kolejne etapy leczenia. Radioterapia, chemioterapia, worki stomijne, wizyty lekarskie, leki , badania - przede mną bardzo długie leczenie. Niestety w naszym kraju nie wszystko jest refundowane.

3 857 zł z 10 000 zł
38%
Izabela Kordowska, Chełmno

Walczy z nowotworem kości, po raz kolejny ma nawrót choroby.

„Pokażmy, jak wielkie mamy serca i na co nas stać..." Mam na imię Iza, obecnie mam 45 lat i niespełnione marzenia. W 2009 r. zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy kości, tkanek miękkich i chrząstki stawowej. To było dla mnie, jak wyrok. Od tego czasu jestem intensywnie leczona w kilku specjalistycznych ośrodkach. Niestety, jak dotąd wszelkie zabiegi i leczenie nie przyniosły spodziewanych efektów i ciągle walczę, aby uniknąć amputacji prawej kończyny dolnej, co za chwilę będzie nieuniknione. Wszystko zaczęło się niepozornie i niespodziewanie bólem nogi i wysoką gorączką. Z tymi objawami trafiłam do szpitala: najpierw w Toruniu, Otwocku – z podejrzeniem gruźlicy kości i tam byłam operowana i leczona pod tym kątem. Kiedy stan zdrowia się nie poprawiał i objawy nie ustępowały zostałam poddana ponownej operacji. Wtedy usłyszałam wyrok na całe dalsze życie - diagnozę mojej choroby. Zostałam poddana leczeniu onkologicznemu w ośrodku do tego przystosowanym w Bydgoszczy (konsultowana okresowo w Warszawie); przez cały ten czas otrzymywałam chemioterapię, po której mój stan poprawiał się na krótko, po czym choroba znowu nawraca i daje znać o sobie. Kilka razy przechodziłam radioterapię. Miałam naświetlane kolejne okolice, co skończyło się powikłaniami w okolicach prawego podudzia – uszkodzenie nerwów, niedowład kończyny oraz opadanie stopy i martwica tkanek. Obecnie mam kolejny nawrót choroby i guz w tej okolicy. Lekarze rozkładają ręce. Jedyne rozwiązanie jest drastyczne - amputacja nogi do kolana, a i to może okazać się nieskuteczne. Niestety mieszkam w bloku bez windy na 3 piętrze i będę do końca walczyć, aby do tego nie doszło. Przestałam już liczyć kolejne zabiegi operacyjne i pobyty w szpitalach, przez które przechodzę do chwili obecnej. Na tym nie koniec, bo dołączyły się jeszcze różne choroby współistniejące i powikłania po leczeniu onkologicznym (od gronkowca, patologiczne złamanie kości udowej aż do tętniaka przegrody między przedsionkami z przeciekami). Właśnie w chwili obecnej jestem po ciężkim zabiegu kardiochirurgicznym - listopad 2015 r. Staram się to wszystko przyjmować z pokorą i jakoś żyć z "niechcianym przyjacielem -; rakiem", ale niestety największym problemem są wysokie koszty leczenia, ograniczony dostęp do niektórych świadczeń oraz limity do lekarzy specjalistów i długi okres oczekiwania na rehabilitację (nawet od kilku do kilkunastu miesięcy), gdzie tu liczy się czas i każdy dzień jest u mnie na wagę złota! Na leczenie – lekarstwa, opatrunki, wizyty u specjalistów, badania, dojazdy do różnych ośrodków i życie (opłaty + wyżywienie + inne codzienne potrzeby) mam zaledwie 940 zł miesięcznie renty wraz z dodatkiem pielęgnacyjnym na rękę. Nie chcąc niweczyć dotychczasowych efektów leczenia, jestem zmuszona korzystać częściowo z prywatnych praktyk, badań i zabiegów ze względu na długie terminy i limity wprowadzane przez NFZ. Nawet przy wsparciu rodziny i najbliższych nie na wszystko mi starcza funduszy. Same leki - to ogromny wydatek, a do tego częste dojazdy do placówek. Obecnie podjęto decyzję o zabiegu usunięcia ponownego ogniska z podudzia i docelowo przeszczepie kości i tkanki mięśniowej tej okolicy (aby spróbować zapobiec amputacji), do tego konieczne leczenie wspomagające, ponownie chemio i radioterapia, a jeszcze intensywna rehabilitacja. Uwielbiam grać na organach – to pozwala mi chociaż na chwilę oderwać się od rzeczywistości i zapomnieć o chorobie i ograniczeniach z nią związanych (poruszam się przy pomocy dwóch kul łokciowych, po dwóch latach spędzonych na wózku inwalidzkim). Wcześniej ukończyłam szkołę pielęgniarską, jednak choroba przekreśliła moje marzenia i spełnienie zawodowe; przez kilka lat pracowałam na oddziale noworodkowym, co było od zawsze moim pragnieniem - chciałam pracować z dziećmi. Mam świadomość, że przezwyciężyć chorobę i pokonać raka nie jest rzeczą łatwą i często niemożliwą. Jak na razie jest tylko szansa na zatrzymanie procesu nowotworowego na pewnie kolejny krótki czas i ciągłe usprawnianie oraz dalsze intensywne leczenie. Wszystko to jest bardzo kosztowne i trudne do osiągnięcia, ale niestety za chwilę mogę przestać w ogóle chodzić i dlatego tutaj składam bardzo niski ukłon w stronę Fundacji i wszystkich ludzi o wielkim sercu prosząc o pomoc i wsparcie. Każdy nowy dzień jest dla mnie nieustanną walką o życie, od której nawet na chwilę nie można odpocząć, ani uciec. Mimo bólu (niwelowanego morfiną co 4 godz.), ograniczeń, strachu i cierpienia staram się „normalnie" funkcjonować, co przychodzi z wielkim trudem i poświęceniem. Dzięki wsparciu, pomocy i życzliwości chce się żyć, chwytać kolejny dzień, każdą jego chwilę i dalej walczyć z nieuleczalną chorobą oraz przeciwnościami losu. Tymczasowo konieczne jest zatrzymanie postępu choroby i intensywna rehabilitacja; niestety to wiąże się z dalszym kosztownym leczeniem, a funduszy nie starcza już obecnie na nic. Dlatego jeszcze raz zwracam się z ogromną prośbą o pomoc i wsparcie w mojej nieustannej walce - dobrym słowem, życzliwym gestem, ale także każdym niezbędnym groszem, bez którego dalsze moje leczenie i godne życie jest wręcz niemożliwe.

8 715 zł z 15 000 zł
58%
Monika Igielska, Kraków

Na leczenie, leki , dojazdy do szpitala i przychodni, diagnostykę, suplementy

Drodzy Darczyńcy, Rodzino, Przyjaciele, Znajomi, Kochani... Choroby które były nadal SĄ! Minął kolejny rok mojej walki o zdrowie i życie. W lutym 2025 miałam operację usunięcia tętniaków w głowie, w październiku 2025 operacja - całkowita endoproteza lewego kolana i rehabilitacja. Niedawno podczas gastroskopii wykryto nowe zmiany w żołądku, pobrano wycinki do badania histopatologicznego, wyniki nie są dobre. Czeka mnie kolejna operacja. Leki, leczenie, diagnostyka, suplementy i życie pochłaniają okropnie koszty. Mam maleńką rentę rodzinną, niestety nie potrafię sama sobie poradzić, dlategożebrzę o pomoc. DZIĘKUJĘ ZA POMOC I WSPARCIE OTRZYMANE OD WAS. DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY DAR SERCA. DZIEKI WASZEJ POMOCY ŻYJĘ. JESTEM BARDZO WDZIĘCZNA. PROSZĘ O DALSZE WSPARCIE I POMOC, PRZEKAZANIE 1,5 % Z PODATKU. Dziękuję, Monika ______________________________________________ Minęło już popona 4 lata, od kiedy rozpoczęła się moja Walka o zdrowie i życie. Choroby, które powstały po operacji onkologicznej raka, nadal pustoszą mój organizm. Pojawiły się również nowe schorzenia. 17.02. 2025 czeka mnie operacja usunięcia tętniaka w głowie, której się bardzo boję. Następny zabieg to endoproteza kolana lewego - operacja w lipcu. Choroby, z którymi się zmagam to: łuszczyca, cukrzyca, marskość wątroby, łuszczycowe zapalenie stawów, problem z tarczycą (duże tsh), neuropatia, dna moczanowa. Koszt leczenia jest ogromny. Jestem z tym wszystkim sama, ostatnio przeżyłam tragedię, bo 26.11.2024 zmarł mój Mąż - na raka. Zostałam sama. Jestem załamana, nie wiem, jak dalej żyć. Mimo wszystko WALCZĘ. ❤️ JESTEM BARDZO WDZIĘCZNA WAM WSZYSTKIM ZA OKAZANE SERCE I POMOC. ❤️ BEZ WAS NIE DAŁABYM RADY.❤️ BARDZO PROSZĘ O DALSZE WSPARCIE I PRZEKAZANIE 1,5 % PODATKU NA MOJĄ ZBIÓRKĘ. ZA KAŻDĄ OKAZANĄ POMOC Z SERCA DZIĘKUJĘ! ❤️ Monika --- Dzień dobry. Nazywam się Monika Igielska, mam 56 lat, mieszkam w Krakowie. W czerwcu 2021 roku zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór trzonu macicy. 16.07.2021 przeszłam operację w Krakowie w Szpitalu na Klinach. Leczenie trwa do teraz, ponieważ wykryto nowe zmiany koło cewki moczowej. Po operacji onkologicznej powstały u mnie nowe choroby tj. łuszczyca, łuszczycowe zapalenie stawów, cukrzyca, marskość wątroby, problem z nerkami. Pojawiły się również dwa guzy na tarczycy, które były operowane w styczniu 2023 r. po lewej stronie, a w październiku 2023 r. po prawej. Dodatkowo powstał naciek, który jest diagnozowany (TK). Leczenie - często prywatne - leki, dojazdy do szpitali i przychodni pochłaniają ogromne pieniądze. Stąd moje prośba do Państwa o wsparcie na zbiórce lub przekazanie 1,5% dla mnie, bym mogła nadal się leczyć i żyć. Dziękuję, Monika Igielska

23 542 zł z 30 000 zł
78%
Paulina Talaga, Bledzianów

Pomóż mi pokonać raka piersi

Mam 38 lat, jestem żoną i matką trójki dzieci (Nikodem 19 lat, Julka 13 lat i Kacperek 7 lat). Zmagam się z rakiem piersi. Jestem pełna życia i energii, zawsze byłam aktywna i angażowałam się w życie swoich dzieci oraz lokalnej społeczności. Dowiedziałam się o diagnozie w lutym 2025 r. Po dalszych badaniach, biopsji oraz konsultacjach z onkologiem potwierdzono, że mam złosliwy nowotwór piersi HER2 dodatni w stadium III. Leczenie będzie opierać się na stosowaniu terapii celowanej, z wykorzystaniem leków anty-HER2. Na ten moment jest to jedyne wyjście, lek nie jest jednak refundowany i wszelkie koszty są po mojej stronie. Po konsultacji z panią onkolog konieczne jest przyjęcie 5-ciu dawek tego leku, każda dawka to koszt 10 tys. zł. Przede mną 4 dawki chemii czerwonej i 12 dawek chemii białej. Nigdy nie prosiłam o pomoc, to ja byłam tą siłaczką, która wszystko ogarnia i robi dla innych, ale teraz muszę poprosić Was Kochani o wsparcie dla mnie i dla mojej rodziny. Proszę o pomoc, abym miała możliwość walki w pełni, aby brak funduszy nie zabrał możliwości leczenia, nadziei, życia... Z całego serca bardzo dziękuję za każdą przekazaną złotówkę oraz za modlitwę za mnie i moją rodzinę.

3 406 zł z 10 000 zł
34%