Zbiórki

Beata Wyskup, Krzywiczyny

Pozwól mi być mamą jak najdłużej

Witam, jestem Beata, mam 40 lat od września 2021 r. choruję na złośliwego raka piersi (Her2+++). Diagnoza została w pełni potwierdzona dopiero po amputacji piersi w lipcu 2022 r. Od tego czasu przeszłam chemioterapię. W czasie leczenia okazało się, że jestem w ciąży, urodziłam zdrowego synka. Byłam przekonana, że już wychodzę na prostą i będę mogła żyć spokojnie wychowując swoje dzieci (Arjen lat 11, Antek 2, Andrea 20). Niestety rak odezwał się ze zdwojoną siłą, ukazując przerzuty w płucach i mózgu. Po kolejnym roku leczenia stwierdzono progres choroby. Trzeba było zmienić podawany lek. Proszę Was o pomoc we wsparciu finansowym: dojazdów do szpitala (60 km od miejsca zamieszkania), wykupieniu leków, odbyciu kilku prywatnych wizyt u specjalistów, wykonaniu prywatnie badań obrazowych (nie zawsze na NFZ dostanę się na cito), konsultacji psychoonkologicznych, rehabilitacji oraz leczenia stomatologicznego koniecznego po podawanych lekach niszczących korzenie zębowe.

35 210 zł z 40 000 zł
88%
Ewa Jurkiewicz, Kępno

Dla Ewy – walka z nowotworem mózgu trwa, pomóż wygrać życie!

Ewa to osoba pełna życia, odwagi i pasji. Niestety, los postawił przed nią ogromne wyzwanie – glejak wielopostaciowy mózgu. Po operacji, podczas której udała się resekcja guza, czeka ją radioterapia i chemioterapia. Chcemy dać Ewie wszystkie możliwe szanse na życie – dostęp do nowoczesnych terapii, specjalistycznych konsultacji, wsparcia dietetycznego i rehabilitacji. Każda złotówka przybliża Ewę do normalnego życia, do czasu spędzonego z rodziną i przyjaciółmi. Na co zbieramy - nowoczesne terapie wspomagające (immunoterapia, NanoTherm, TTFields) - konsultacje i leczenie za granicą, jeśli będzie to konieczne - wsparcie dietetyczne i rehabilitacyjne - badania kontrolne i leczenie powikłań po operacji Dlaczego potrzebujemy Twojej pomocy Koszty leczenia nierefundowanego i terapii eksperymentalnych są ogromne – pojedyncze procedury mogą kosztować setki tysięcy złotych. Wspólnie możemy dać Ewie realną szansę na życie i czas, którego potrzebuje, aby cieszyć się każdą chwilą. Apel do Darczyńców Prosimy Cię o wsparcie – każda kwota ma znaczenie. Twoja pomoc to nie tylko pieniądze, to nadzieja, od której zależy życie Ewy. Razem możemy zatrzymać chorobę i dać jej szansę na normalne życie.

5 345 zł z 800 000 zł
0%
Tomasz Podolski, Włocławek

Leczenie Tomka - glejak IV stopnia

Diagnoza: glejak IV stopnia. Potrzebuję Twojej pomocy, by dalej walczyć We wrześniu 2024 roku usłyszałem diagnozę, która zmieniła wszystko - glejak IV stopnia, jeden z najbardziej złośliwych nowotworów mózgu. W listopadzie przeszedłem operację wycięcia guza. Niestety, podczas zabiegu doszło do naruszenia nerwu wzrokowego. Przez to straciłem możliwość powrotu do pracy, która wiąże się głównie z prowadzeniem auta. Co szczególnie boli - również mojego ukochanego motocykla. Jeszcze niedawno byłem aktywnym człowiekiem - szczęśliwym mężem, ojcem, pracownikiem. Żyłem pełnią życia, pasjonowałem się podróżami na jednośladzie, angażowałem się w życie rodzinne i zawodowe. Choroba przyszła nagle i odwróciła moje życie o 180 stopni. Dziś znów stanąłem do walki - choroba wróciła. Przede mną kolejne etapy leczenia, które są nie tylko wyczerpujące fizycznie i psychicznie, ale także bardzo kosztowne. W najbliższym czasie będę poddany kolejnej operacji wycięcia guza. Co dalej? Nie wiadomo... Jest kilka możliwości leczenia - niektóre refundowane, lecz niektóre nie. I to właśnie na nie została uruchomiona zbiórka. Istnieją dwie konkretne drogi na leczenie płatne. Pierwsza z nich to kwalifikacja do podania szczepionki peptydowej, gdzie szacowany koszt tej możliwości wynosi w granicach 600 tys. zł. Drugą opcją jest leczenie OPTUNE. Tutaj kuracja trwa dwa lata i miesięczny koszt to 120 tys. zł miesięcznie. Zwracam się do Was z ogromną prośbą o wsparcie. Każda wpłata to dla mnie szansa na leczenie.Dziękuję z całego serca za każdą pomoc. Wasze wsparcie daje mi siłę do dalszej walki! Tomek

564 zł z 1 000 000 zł
0%
Michał Wysocki, Warszawa

Szansa na leczenie w Niemczech – pomóż mi pokonać raka!

Nazywam się Michał, mam 52 lata i wciąż wiele planów na przyszłość. Jestem mężem i ojcem dwóch wspaniałych synów. Moim największym szczęściem zawsze była rodzina – wspólne wycieczki rowerowe z żoną, oglądanie meczów z synami i chwile, gdy mogliśmy razem grać na instrumentach. Zawsze byłem aktywny, pełen energii i starałem się wspierać najbliższych. Dziś to ja potrzebuję pomocy. Dwa lata temu trafiłem na SOR z silnym bólem brzucha. Diagnoza była dla mnie i moich bliskich druzgocąca – rak jelita grubego. Kolejne badania wykazały przerzuty do płuc, wątroby i moczowodów. Podjąłem próby chemioterapii, niestety mój organizm zareagował toksycznie – przeszedłem dwa zawały serca i dwie ciężkie neutropenie po leczeniu. Próba radioterapii również zakończyła się niepowodzeniem. Niestety, z powodu mutacji genetycznej nie kwalifikuję się na terapie celowane. W ostatnich tygodniach mój stan mocno się pogorszył. Straciłem siły i apetyt, pojawiła się gorączka, a najnowsze badania wykazały, że nowotwór zajmuje coraz większą część wątroby. To dla mnie bardzo trudny moment, ale nie poddaję się. Pojawiła się szansa na leczenie w Niemczech, w szpitalu w Magdeburgu. Mogę tam skorzystać z nowoczesnych metod – radioembolizacji i brachyterapii – które dają nadzieję na zatrzymanie choroby. Koszt całej terapii wynosi od 40 do 60 tysięcy euro, jest ona podzielona na kilka zabiegów i kilka wizyt w Niemczech. Czas gra tu ogromną rolę – muszę rozpocząć leczenie jak najszybciej. Dlatego zwracam się z ogromną prośbą o pomoc. Każda złotówka, każda udostępniona informacja to dla mnie szansa na dalszą walkę i dłuższe życie z moją rodziną.

7 120 zł z 30 000 zł
23%
Krzysztof Cyran, Krzeszów

Pomoc dla Krzycha

Nazywam się Krzysztof Cyran, mam 50 lat, jestem mężem i ojcem. Jeszcze do niedawna prowadziłem normalne życie - praca, dom, rodzina, hobby. Niestety pewnego dnia wszystko się zmieniło nieodwracalnie i teraz muszę prosić Was o pomoc. W 2023 roku usłyszałem diagnozę, po której ugięły mi się kolana - nowotwór złośliwy czerniak naczyniówki oka prawego. Zastosowana terapia spowodowała regresję guza i mogłem nawet przez chwilę pocieszyć się normalnością, lecz nie trwało to zbyt długo. Rok 2025 przyniósł kolejne wyzwanie, z którym się mierzę - nastąpił rozsiew do wątroby. Obecnie jestem po operacji i powoli wracam do sił. Przede mną dalsza walka z bardzo trudnym i przebiegłym przeciwnikiem. Wiem, że łatwo nie będzie, ale nie poddaję się i działam dalej. Niestety cały proces leczenia, wykonywania badań, udziału w konsultacjach niesie za sobą duże koszty, którym nie mogę podołać, dlatego proszę o pomoc. Za każdą formę wsparcia bardzo dziękuję, Krzysztof

24 643 zł z 30 000 zł
82%
Aneta Mazur, Kraków

Pomóż Anecie walczyć z glejakiem!

Pomóżmy Anecie - kochanej żonie, matce, córce, przyjaciółce walczyć z rakiem! Są ludzie, którzy w krótkim czasie potrafią wniknąć głęboko w nasze życie - swoją osobowością, dobrocią, talentem i obecnością, która zostaje w sercu na długo. Aneta jest właśnie taka i każda spotkana osoba na jej drodze lubi ją za jej otwartość i szczerość. Niestety, życie bywa brutalne. Pierwsze objawy (problemy z mową) dały sygnał, że jest coś nie tak. Aneta usłyszała diagnozę, która zmienia wszystko: rak złośliwy - guz mózgu GLEJAK. Wyniki badania histopatologicznego były bezlitosne: glejak (glioblastoma). To jeden z najbardziej złośliwych, agresywnych i nieprzewidywalnych nowotworów mózgu. Nawet przy pełnym leczeniu – operacji, radioterapii i chemioterapii – medycyna nie daje żadnych szans na pełne wyleczenie. Aneta straciła zdrowie, pracę, dochód i pasję. Potrzebuje naszej pomocy, by żyć i walczyć o każdy dzień, miesiąc, rok... Danie szansy na dobre leczenie trzyma ją przy zdrowiu psychicznym, bo musi mieć siłę na leczenie. Aneta ma 45 lat. Ma dwójkę wspaniałych dzieci – 13-letnią córkę i 15-letniego syna. To kobieta o ogromnym sercu, która całe życie była blisko ludzi. Zawsze pomocna, empatyczna, kochająca – nie tylko dla swojej rodziny, ale także dla innych oraz dla zwierząt, które często znajdowały u niej schronienie i ciepło. Prowadziła własną pracownię protetyczną, pomagając ludziom odzyskać uśmiech, godność i pewność siebie. Niestety, postępująca choroba odebrała jej siły i możliwość pracy. Pracownia została zamknięta, a my straciliśmy jedno z głównych źródeł dochodu. Leczenie w Polsce trwa – obecnie od 4 sierpnia jest w trakcie 6-tygodniowego leczenia chemio i radioterapią w krakowskim Narodowym Instytucie Onkologicznym. Choroba bardzo szybko postępuje. Aneta w przeciągu 3 miesięcy z powodu ucisku 3 guzów na ośrodki mózgu utraciła zdolność pisania i czytania, ma problemy z mową. Cała prawa strona ciała jest bez czucia, nie słyszy na prawe ucho, traci wzrok w prawym oku, nie ma czucia w prawej ręce, a prawa noga jest bezwładna. Sama już się nie porusza i musi jeździć na wózku. Chemia, którą otrzymuje, jest bardzo toksyczna, aby powstrzymać rozwój patologicznych komórek - osłabia odporność organizmu, powoduje utratę włosów oraz ciągłe zmęczenie, senność. Ale Aneta się nie poddaje!!! Statystyki to nie wyrok – jest matką, żoną, człowiekiem, która ma dla kogo żyć i o co walczyć! Już w trakcie radioterapii i chemioterapii w szpitalu codziennie ćwiczy, by odzyskać władzę w ręce i nodze. Mocno wierzmy, że obecna terapia szpitalna przyniesie takie efekty, że będzie możliwa operacja i usunięcie guzów. Po wyjściu ze szpitala konieczne będzie dalsze leczenie i rehabilitacje: specjalistyczne wizyty u onkologów, neurologów i rehabilitantów, kosztowne leki wspomagające terapię, częste dojazdy do klinik i gabinetów w różnych częściach kraju, środki pielęgnacyjne i wsparcie w opiece domowej. Dodatkowo potrzebna jest dalsza rehabilitacja domowa i logopedyczna, bo Anetka od nowa musi nauczyć się mówić oraz pisać. Mimo naszej trudnej sytuacji nie poddajemy się. Codziennie szukamy dodatkowych możliwości pomocy – również w zagranicznych klinikach, które oferują nowoczesne metody leczenia glejaków. Ale i one wiążą się z ogromnymi kosztami, które znacznie przekraczają możliwości naszej rodziny. Niestety wiele metod leczenia jak immunoterapia w IOZK w Niemczech (140 tys. euro) czy leczenie zmiennym polem magnetycznym TTField (120 tys. zł/m-c) są bardzo kosztowne i nierefundowane w Polsce. Po usunięciu guzów planujemy dalsze leczenie immunologiczne w IOZK w Kolonii w Niemczech jako czwarty filar obok radykalnej chirurgii, radioterapii i chemioterapii. Immunoterapia IOZK składa się z różnych form terapii, takich jak: wirusoterapia, hipertermia, terapia szczepionkowa i terapia inhibitorami punktów kontrolnych. To wielorakie podejście terapeutyczne przy takiej chorobie jak guzy mózgu daje szanse na skuteczne powstrzymywanie tej choroby poprzez aktywację układu odpornościowego pacjenta, dopóki nie znajdzie się lek zatrzymujący chorobę. Dziś stoimy przed ogromnym wyzwaniem – walczymy o zdrowie Anety. Nasze dzieci codziennie patrzą z nadzieją, że mama jeszcze będzie zdrowa, że wszystko się ułoży i będzie jak dawniej. Dlatego proszę w imieniu Anety, swoim i naszych dzieci: POMÓŻCIE. Każda złotówka to realna pomoc. Każde udostępnienie tej zbiórki to krok do celu. Każde dobre słowo daje siłę do walki. WIERZĘ, ŻE RAZEM Z WAMI OSIĄGNIEMY CEL... Nie pozwólcie, by zabrakło nam wsparcia wtedy, gdy najbardziej jest nam potrzebne. Prosimy! Nasz nr telefonu 507055406 - gdyby ktokolwiek chciał porozmawiać.

43 378 zł z 300 000 zł
14%
Piotr Kotlowski, Huntingdon

Walczę o swoje życie dla siebie i moich bliskich

Witam, nazywam się Piotr. Jestem 42-letnim tatą i mężem. Mam guza mózgu: glejaka Astrocytoma III stopnia po wznowie. Szukam ratunku, by móc dalej żyć. Po zakończonej radioterapii jesteśmy w momencie pełnym niepewności, ale i nadziei, czekamy na wynik badania MRI, który pokaże nam nowe oblicze guza. Wierzymy, że guz się zmniejszył lub choćby zatrzymał swój wzrost. Wtedy Dr. Bertalanffy z kliniki INI w Hannowerze w Niemczech podejmie decyzje, czy będzie w stanie przeprowadzić operację wycięcia guza choćby w jego części. Potrzebujemy Was! To kosztuje dużo pieniążków, których niestety nie mamy. Robimy co w naszej mocy, by uzbierać jak najwięcej i być przygotowani na czas. Jest go niewiele, kochani... Błagam Was o pomoc!

22 938 zł z 272 000 zł
8%
Martyna Skórko, Reszel

Rak brodwaki Vatera

Cześć, mam na imię Martyna, mam 26 lat. Jestem mamą dwójki wspaniałych dzieci, w tym jednego niepełnosprawnego z dziecięcym porażeniem mózgowym oraz niedowładem czterokończynowym. W grudniu ubiegłego roku moje życie wywróciło się do góry nogami, zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór dróg żółciowych - brodawki Vatera z przerzutami do węzłów chłonnych, dwunastnicy i tkanki tłuszczowej. W ciągu tego czasu przeszłam operację i usunięto śledzionę, dwunastnicę oraz trzustkę i węzły chłonne, mierzę się również z cukrzycą po operacji. Teraz uczęszczam na chemioterapię oraz na wizyty kontrolne. Utworzyłam prośbę o wsparcie z racji tego, że nie dajemy rady finansowo. Bardzo dużo kosztują nas wyjazdy do lekarzy oraz dojazdy na chemioterapię i kontrole medyczne. Jednocześnie moje dzieci również borykają się z różnymi problemami zdrowotnymi. Bardzo proszę o wsparcie. Nie spodziewałabym się, że będę prosić o pomoc, a jednak... Dziękuję z całego serca! ❤️ Pozdrawiam, Martyna

219 zł z 60 000 zł
0%
Henadzi Burakouski, Warszawa

Pomóż Henry’emu odzyskać zdrowie i powrócić do muzyki!

Cześć! Nazywam się Henadzi Burakouski, a przyjaciele nazywają mnie Henry. Cztery lata temu wyemigrowałem do Warszawy z powodu sytuacji politycznej w moim kraju, zostawiając dom, bliskich i dotychczasowe życie. Tutaj zaczynałem wszystko od nowa: pracowałem jako kierowca taksówki, uczyłem się języka, odkrywałem miasto, ludzi i nowe możliwości. Równocześnie rozwijałem swoją pasję — muzykę i sztukę. Śpiewam, komponuję i staram się poprzez twórczość dzielić emocjami oraz inspirować innych. Muzyka daje mi siłę i poczucie, że naprawdę żyję. Półtora roku temu moje życie zmieniło się diametralnie: zdiagnozowano u mnie chłoniaka Hodgkina II stopnia. Ogromny guz w klatce piersiowej uciskał płuca, serce i mostek. Mimo swędzenia, bezsenności i zmęczenia nadal żyłem, pracowałem, tworzyłem muzykę i utrzymywałem w sobie nadzieję na wyzdrowienie. Nawet lekarze byli zdumieni, jak mogę czuć się „prawie zdrowy”, gdy ciało tak cierpi. Od sierpnia 2024 roku przechodziłem chemioterapię ABVD. To była ciężka droga: wypadanie włosów, zmęczenie, ból, wysuszona skóra. Jednak pierwsze wyniki dawały nadzieję — PET‑CT wykazał znaczny regres guza. Wierzyłem, że dam radę. W kwietniu 2025 roku guz powrócił i okazał się odporny na pierwszą terapię. Lekarz zaproponował drugi etap: immunoterapię, a następnie „ratującą” chemioterapię i przeszczepienie szpiku kostnego. Teraz czekam na pobranie komórek macierzystych przed autoprzeszczepem. Październik będzie najtrudniejszym momentem: po zabiegu mój układ odpornościowy będzie praktycznie nieczynny, a każda infekcja może być niebezpieczna. Bardzo potrzebuję bezpiecznego miejsca do rekonwalescencji, z dala od ludzi i zwierząt, gdzie mogę skupić się na regeneracji sił, odżywianiu i spokoju. Liczę na zebranie 10 000 zł na początek na pokrycie różnorakich kosztów związanych z leczeniem i powrotem do zdrowia, dopóki nie będę w stanie samodzielnie pracować. To wsparcie to fundament, który pozwoli mi odzyskać zdrowie i wrócić do życia pełnego twórczości i radości. Po leczeniu chcę zorganizować koncert online, aby osobiście podziękować każdemu, kto mnie wspierał. Muzyka jest dla mnie sposobem dzielenia się wdzięcznością, ciepłem i wiarą w lepsze jutro, i marzę, aby znów mogła zabrzmieć dla wszystkich. Dziękuję każdemu, kto czyta te słowa, wspiera mnie lub po prostu o mnie myśli. Twoja pomoc to nie tylko wsparcie finansowe, ale światło, nadzieja i wiara, które dodają mi siły. Z miłością i wdzięcznością, Henadzi Burakouski

675 zł z 10 000 zł
6%
Katarzyna Kasia-Ziarkowska, Warszawa

Pomóż mi uniknąć chemioterapii – zbieram na test Oncotype DX

Mam na imię Kasia, mam 52 lata i w lipcu usłyszałam diagnozę, która wprowadziła w moje życie chaos i sprawiła, że wszystko inne zeszło na dalszy plan – rak piersi. Wszystko zaczęło się niewinnie, od rutynowych badań profilaktycznych w czerwcu. Wynik biopsji potwierdził nowotwór, a 7 sierpnia przeszłam operację oszczędzającą pierś (BCT) oraz biopsję węzła wartowniczego (SLNB). Na szczęście operacja przebiegła zgodnie z planem i teraz przygotowuję się do dalszego leczenia. Rak piersi to choroba, której leczenie wymaga nie tylko operacji czy chemioterapii. Czasami najlepszą decyzją jest rezygnacja z chemioterapii – jeśli wiadomo, że nie przyniesie efektu, a może spowodować poważne skutki uboczne. Dlatego lekarze zalecili mi wykonanie testu genetycznego Oncotype DX. To badanie, wykonywane w USA, pozwala sprawdzić, czy chemioterapia będzie skuteczna w moim przypadku, czy też lepiej wybrać inną metodę. Wynik testu może diametralnie zmienić sposób leczenia i moje życie. Niestety test nie jest refundowany przez NFZ, a jego koszt to około 15.000- 20.000 zł. To kwota, której w tej chwili nie jestem w stanie pokryć samodzielnie. A czas ma ogromne znaczenie, decyzję muszę podjąć już teraz, zanim rozpocznę chemioterapię, która w moim przypadku może być nieskuteczna, a jednocześnie obciążająca organizm. Zawsze starałam się radzić sobie sama. Po dłuższym czasie bez pracy niedawno znalazłam nowe zatrudnienie i zaczęłam stawiać życie na nogi. Myślałam, że wszystko powoli się układa… Ale dziś najważniejsze jest zdrowie. Dlatego proszę o wsparcie. Każda, nawet symboliczna wpłata, przybliża mnie do wykonania badania. Jeśli możesz, pomóż mi zrobić ten krok, który może zmienić całe leczenie. Jeśli nie możesz pomóc finansowo, proszę udostępnij moją zbiórkę dalej. Dziękuję za każdą formę wsparcia i dobre słowo. Z wdzięcznością, Kasia

9 124 zł z 10 000 zł
91%
Marlena Gryta, Garwolin

Każda pomoc to krok ku zdrowiu, teraz możesz przekazać 1,5% swojego podatku

Mam na imię Marlena, choruję na złośliwego raka piersi. Mam już za sobą wyczerpującą chemioterapię przedoperacyjną oraz operację z usunięciem węzłów chłonnych. Przede mną wciąż kolejne etapy - radioterapia, monoterapia (ponownie chemioterapia) oraz hormonoterapia. Leczenie przyniosło także trudne powikłania. Zmagam się z polineuropatią i wymagam stałej rehabilitacji oraz fizjoterapii, by móc wracać do sprawności. Leczenie onkologiczne to nie tylko walka z chorobą, ale także ogromne obciążenie psychiczne i finansowe. Każdy dojazd na terapię, każdy lek, preparat czy niezbędne odżywki generują koszty, które z czasem przerastają możliwości jednej osoby. Dlatego dziś zwracam się do Was z ogromną prośbą o pomoc. Każda, nawet najmniejsza wpłata, przybliża mnie do zakończenia leczenia i powrotu do normalnego życia. Jeśli nie możesz wesprzeć mnie finansowo, proszę - udostępnij moją zbiórkę dalej. To również realna pomoc. Z całego serca dziękuję za każde wsparcie, dobre słowo i okazane zrozumienie. Dzięki Wam mam siłę, by walczyć dalej i wierzyć, że ten trudny czas zakończy się zwycięstwem. ❤️

595 zł z 10 000 zł
5%
Emilia Lesiak, Płock

Wsparcie na ułatwienie życia z chorobą nowotworową

Dzień dobry, mam na imię Emilia, lat 45. Jestem mamą ośmioletniej córki. W lipcu 2024 r. otrzymałam diagnozę złośliwego raka odbytnicy. 4 lata wcześniej przeszłam endoskopową dyssekcję polipa odbytnicy. Niestety, rok 2024 przyniósł wznowę. Od tego czasu moje leczenie objęło radioterapię, następnie chemioterapię zakończoną w kwietniu 2025 r. oraz operację w maju 2025 r., zakończoną niską przednią resekcją odbytnicy z wytworzeniem ileostomii protekcyjnej. Tak bardzo liczyłam, że to, co przeszłam, zakończy moją chorobę. Niestety, wynik badania patomorfologicznego nie okazał się korzystny. Wyszło, że rak nacieka do poziomu tkanek miękkich podsurowicówkowych. Tym samym, wdrożono znowu leczenie chemioterapią, wskazując, że rokowania są niepewne. Od początku bardzo źle znosiłam chemię, tak poprzednią jak i teraźniejszą. Działania niepożądane, z którymi się zmagam, to pogorszenie wydolności krążeniowo-oddechowej, parestezja w postaci uczucia drętwienia dłoni i stóp, zapalenie rumieniowo-złuszczające skóry dłoni i stóp, które powoduje ból, łuszczenie się skóry, i które pojawiło się po obecnej chemii, obniżenie wartości płytek krwi, czerwonych krwinek, zaburzenie funkcji wątroby, ślinotok. Skutki uboczne chemioterapii zmuszają mnie do stosowania licznej suplementacji, pozwalającej nieco je ograniczyć oraz do używania - po każdym myciu rąk (a w przypadku stóp - na noc) -specjalistycznych kremów, maści łagodzących dermatologiczne zmiany skóry, które to środki ochrony szybko się kończą i nie należą do tanich. Ponadto drętwienia wymagają rehabilitacji neurologicznej, na którą terminy są roczne, a prywatne wizyty zaczynają się od 200 zł za godzinę. Co więcej, życie ze stomią sprowadza się do ścisłej pielęgnacji określonymi produktami, na które NFZ daje 120 zł co miesiąc (z 20% dopłatą pacjenta), co przy wymianie worka otwartego co drugi dzień zmusza do dokupywania z własnych środków tych produktów więcej niż raz w miesiącu, tj. sprayu medycznego do usuwania przylepca (47,80 zł), pasty uszczelniającej (66,80 zł), chusteczek ochronnych (za 30 sztuk 57 zł), chusteczek ułatwiających przyklejanie worka (24 zł), pasa podtrzymującego worek (31,90 zł). Do tego dochodzą wydatki na rękawiczki jednorazowe, chusteczki nawilżające, które są niezbędne przy opróżnianiu worka stomijnego, a też na pas chroniący przed przepukliną okołostomijną. W trakcie mojego obecnego leczenia uaktywniły się także silne bóle kręgosłupa. Po wizycie w poradni ortopedycznej, w wywiadzie stwierdzono zaawansowane zmiany zwyrodnieniowe, co oznacza poza lekami przeciwbólowymi, konieczność wizyt fizjoterapeutycznych. Z kolei czas oczekiwania na taką wizytę na Narodowy Fundusz Zdrowia to kilka miesięcy. W związku z tym, aby ją przyśpieszyć, a zarazem uniknąć dalszego pogarszania mojej sprawności fizycznej, rozpoczęłam fizjoterapię prywatną. W jej ramach zaś okazało się, że w moim przypadku dla uzyskania efektywności terapii potrzebne są bardzo częste sesje. W wyniku leczenia onkologicznego wystąpiły też u mnie problemy stomatologiczne, które wymagają regularnej opieki stomatologa. Jednocześnie chcę dodać, że mieszkam w Płocku, skąd dojeżdżam na chemię do Narodowego Instytutu Onkologii przy Wawelskiej 15 w Warszawie. Wyjazdy mają miejsce co 21 dni, jak jest dobrze, ale zdarzają się też co tydzień, jeżeli skutki uboczne są zbyt silne, by podać chemię. Do tej pory nie dopuszczałam do siebie myśli, by korzystać z onkopomocy zbiórkowej od fundacji. Zawsze jakoś dawałam sobie radę sama lub z pomocą rodziny. Teraz jednak gdy moje leczenie nie zakończyło się na operacji, ale jest kontynuacja chemioterapii i wyłoniona stomia,z czym wiążą się wydatki jak wyżej, a do tego doszła rehabilitacja kręgosłupa i konieczne prywatne wizyty u stomatologa, to w rezultacie oznacza dla mnie ponoszenie obciążających mocno kosztów finansowych. Jestem jeszcze przez pół roku (do marca 2026) na świadczeniu rehabilitacyjnym, na którym mam wypłacane 75% podstawy wymiaru zasiłku chorobowego, co przy pracy na szeregowym stanowisku w tzw. budżetówce, po dokonaniu koniecznych opłat, nie pozwala mi na zgromadzenie nadwyżki finansowej. To wszystko powoduje, że muszę szukać dodatkowego wsparcia materialnego, by zachować komfort życia fizycznego i psychicznego jako pacjent onkologiczny. Tym bardziej, że mam córkę na wychowaniu i chcę wrócić do pracy. Doceniam bardzo wszelkie wsparcie. Będę niezmiernie wdzięczna za Pani/Pana pomoc.

3 283 zł z 15 000 zł
21%