Zbiórki

Krzysztof Stasiełuk, OLSZTYN

Na leczenie i zdrowie

Mam na imię Krzysztof i mam 50 lat. Jeszcze miesiąc temu moje życie toczyło się normalnie: praca, dom, zakupy, wypoczynek. Tak zwyczajnie... Dziś moja codzienność to poradnie, szpitale, ból, obawa i czekanie, co przyniesie następny dzień. Zdiagnozowano u mnie nowotwór płaskonabłonkowy szyi G3 - rzadki, złośliwy, nieoperowalny nowotwór- guz, który każdego dnia odbiera mi siły, chęci i nadzieje. Nie potrafię opisać, co czuje człowiek, kiedy słyszy, że choroba jest nieuleczalna. Jedyne co można robić to próbować ją spowalniać. Leczenie jest kosztowne, a ja nie mogę pracować z powodu choroby. Oszczędności, które zgromadziłem, rozchodzą się szybko. Nie proszę o cuda tylko o pomoc, bo nie chcę się poddać. Każda złotówka to dla mnie szansa na lepsze jutro. Proszę Was - pomóżcie mi walczyć o życie, które mi zostało.

2 527 zł z 20 000 zł
12%
Julianna Gaczkowska, Żnin

Rak piersi złośliwy

Witam, jestem Julia, mam 45 lat i dwójkę dzieci. Oto moja historia: Aktualizacja: operacja 16 października Teraz rehabilitacja i oczekiwanie na wynik. Na pewno będzie radioterapia. 1 czerwca, w tak radosny dzień (Dzień Dziecka, a zarazem imieniny starszego syna), podczas szykowania się na wspólne świętowanie wyczułam guzek w piersi. Bardzo mnie to zaniepokoiło. Umówiłam się na usg piersi, a tam diagnoza BI-RADS 4a. Lekarz pocieszał mnie, że to tylko podejrzenie i że jest duża szansa, że to nic złośliwego. Następnie odbyłam wizytę u innego lekarza, tym razem wykonano usg z elastografią. Tam już było BI-RADS 4b. Za dwa dni byłam już u onkologa na biopsji, a po kolejnych kilku dniach padła diagnoza: Rak inwazyjny piersi naciekający. Jestem teraz na etapie ciągłych wizyt na onkologii i badań, czy są przerzuty. Dojazdy też nie są łatwe, ponieważ młodszy syn jest niepełnosprawny i mąż musi z nim zostać w domu, a ja muszę organizować sobie kogoś, kto mnie zawiezie na onkologię oddaloną 70 km od mojego miejsca zamieszkania. Termin operacji wyznaczono na październik. Potem czeka mnie dalsze długotrwałe leczenie i rehabilitacja. Aktualizacja: operacja była w październiku, radioterapia styczeń 2026 r., hormonoterapia od lutego 2026 r. przez 5 lat. Niestety do teraz odczuwam skutki radioterapii oraz efekty przyjmowania tamoxifenu (co dwa tygodnie wizyty u ginekologa oraz badania, które nie są refundowane). Dlatego potrzebna jest mi Państwa pomoc, abym mogła wykorzystać wszystkie możliwości leczenia. Tak bardzo chcę żyć - żyć nie dla siebie, a dla moich synów, którzy tak bardzo mnie potrzebują. Szczególnie młodszy wymagający opieki do końca swojego życia. Z całego serca dziękuję za okazaną pomoc!

1 717 zł z 10 000 zł
17%
Alexandre Rossi, Warszawa

RAZEM DLA ALEXA - WSPARCIE PO OPERACJI NanoKnife w Poznaniu

Drodzy Darczyńcy, Dzięki Waszemu wsparciu dotarłem do kluczowego etapu leczenia. Od roku walczę z rakiem trzustki. Chemioterapia i siła bliskich pozwoliły mi zakwalifikować się do operacji NanoKnife - operacja odbyła się 13 lipca w Poznaniu. Bardzo powoli dochodzę do siebie i czeka mnie jeszcze długa droga do zdrowia. Lub namiastki zdrowia, mówiąc bardziej realistycznie. Tak więc Wasze wsparcie w tej trudnej drodze będzie dla mnie bardzo ważne. Przede mną kolejne konsultacje (poza NFZ), wizyty lekarskie i być może powtórzenie operacji. Dla tych, którzy nie znają mojej historii, prywatnie od pięciu lat dzielę życie z moją ukochaną Katariną w Polsce - kraju, który stał się moją drugą ojczyzną. Trzy pokolenia temu moja włoska rodzina osiedliła się w Brazylii, a ja z powodu trudności ekonomicznych wyemigrowałem do Irlandii, by pracować jako kucharz i wspierać swoją mamę. Pandemia i Katarina sprowadziły mnie do Polski i tu jest teraz moje serce i mój dom. Każda wpłata to realna szansa na życie. Dziękujemy z całego serca. Środki ze zbiórki mogą pokryć: leki, diagnostykę, konsultacje i procedury medyczne, transport do i z ośrodka, rehabilitację, terapię oraz sprzęt i zabiegi rehabilitacyjne. Alexandre i Katarina

7 076 zł z 60 000 zł
11%
Marta Szlaga, Żyrardów

Wsparcie w leczeniu glejaka złośliwego

Witajcie, mam na imię Marta, mam 44 lata. Mam 10-letniego synka, którego kocham nad życie i chcę patrzeć, jak dorasta, rozwija się oraz wspaniałego męża, który mnie bardzo wspiera. W kwietniu usłyszałam diagnozę glejak złośliwy-mutant IV stopnia. Zostałam poddana operacji usunięcia guza, a po miesiącu kolejnej, ponieważ guz był rozlany i trzeba było powtórzyć zabieg. W lipcu zaczęłam 6-tygodniową radioterapię z chemią. Wiążą się z tym codzienne dojazdy do Warszawy (130 km). Nie wiem jeszcze, co będzie dalej, jakie będzie leczenie i jakie dojdą koszty. Na tę chwilę zwracam się z prośbą o pomoc w pokryciu kosztów dojazdów, leków, specjalistycznych wizyt, badań i rehabilitacji. Wszystkim z góry bardzo dziękuję za każdą kwotę wsparcia mnie w walce. Marta

21 324 zł z 50 000 zł
42%
Anna Koźniewska, Ojrzanów

Terapia komórkami TIL za granicą

Witajcie, nazywam się Ania i w styczniu 2020 roku usłyszałam diagnozę: czerniak złośliwy z mutacją w genie BRAF. Moje życie wywróciło się do góry nogami, wszystkie moje plany oraz marzenia musiałam odłożyć na bok. W tej chwili mam 32 lata, a od pięciu zmagam się z tym trudnym przeciwnikiem, który nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Chciałabym móc normalnie żyć, ale niestety skutki uboczne leczenia mocno mi to komplikują. W tej chwili jestem w trakcie trzeciego leczenia, które przestało przynosić efekty i moją ostatnią szansą jest droga terapia komórkami TIL, która niestety w naszym kraju nie jest dostępna. Wybrałam klinikę Sheba w Izraelu, ponieważ jest jedną z najlepszych placówek wykonujących tę terapię zaraz po klinikach w USA, gdzie koszty są dwukrotnie wyższe. Zawsze to ja chciałam pomagać, zawsze to ja chciałam być potrzebna, zawsze to ja chciałam widzieć radość osób, które mogły na mnie liczyć, niestety teraz to ja potrzebuję waszej pomocy. Bez tej terapii moje życie skończy się, zanim się na dobre zaczęło! Moja historia leczenia rozpoczęła się od terapii celowanej inhibitorami BRAF. Przebieg był ciężki. Ciągłe gorączki, brak sił na cokolwiek, walka o to, by wstać z łóżka i po prostu żyć. Po zakończeniu terapii kiedy myślałam, że już wszystko jest dobrze, że przetrwałam i dam radę, choroba odebrała mi tak upragnione, tak wyczekiwane, moje Kochane Maleństwo, cząstkę, którą mogłam zostawić po sobie na tym świecie i która dałaby mi jeszcze więcej siły. Niestety nie było mi to dane. Duże osłabienie organizmu po przebytym pierwszym leczeniu spowodowało, że będąc w ciąży, poroniłam. Jakby tego było mało, badanie obrazowe wykazało przerzuty i konieczność kolejnego leczenia. Drugą terapią była immunoterapia z zastosowaniem dwóch leków. Terapia przyniosła świetne efekty, wszystkie przerzuty zniknęły. Niestety nie dokończyłam leczenia, zostałam zdyskwalifikowana z powodu ciężkiego zapalenia jelit stopnia czwartego, przez które wylądowałam w szpitalu na dwa miesiące. Stosowane były różne formy leczenia, ale nic nie przynosiło efektów. W końcu doszło do tego, że przez prawie miesiąc byłam karmiona sondą, nie mogłam włożyć nic do ust, nie mogłam pić ani jeść, a musiałam funkcjonować, wstawać, chodzić, myć się, po prostu żyć. Na szczęście jakimś cudem udało się opanować skutki uboczne, ale mój świat znów się zawalił! Coś, co działa, co ma szansę mnie wyleczyć, nie może być mi dłużej podawane, bo może mnie po prostu zabić. Tragedia!!! Trzecią i obecną terapią jest kolejna terapia celowana, ale z zastosowaniem innej kombinacji leków. Znów gorączki, znów brak sił, znów dom, łózko i dochodzenie do siebie po kolejnych skutkach ubocznych. Niestety po roku leczenia pojawiło się u mnie wiele nowych przerzutów, co świadczy o tym, że ostatnia możliwa terapia przestała działać. W naszym kraju nie ma już więcej możliwości!!! Chciałabym móc normalnie żyć i dzielić wszystkie piękne dni z moim narzeczonym, który jest ze mną w tej chorobie od samego początku. Nie chcę nawet myśleć, co by było gdyby nie on. Nie mogę się poddać, on się nie poddaje. Chyba tylko dzięki niemu jeszcze nie zwariowałam, dzięki niemu jeszcze się uśmiecham i mam siłę, by walczyć. Każdego dnia jest przy mnie, każdego dnia daje mi radość, o której nawet nie śniłam. Kocham go i nie chcę go stracić, nie chcę, by on stracił mnie. Proszę, pomóżcie mi zostać! Jeśli w ciągu kilku najbliższych tygodni nie trafię na terapię TIL, na którą zbieram środki, może być już dla mnie za późno. Jeśli do tego czasu w moim mózgu pojawią się przerzuty, zostanę zdyskwalifikowana z ostatniej możliwej formy leczenia dostępnej na tym świecie i będzie na mnie czekała już tylko śmierć. Nie chcę umierać! Chciałabym jeszcze tyle w życiu zobaczyć, tyle zrobić, tyle przeżyć... Błagam, pomóżcie!!!

67 303 zł z 1 500 000 zł
4%
Łucja Łazarska, NOWY TARG

Walka z białaczką

28.02.2025 trafiłam na SOR z bólem pleców, który uniemożliwiał mi normalne funkcjonowanie. Ortopedzi i fizjoterapeuci upierali się, że cierpię na nerwobóle i napięcia mięśniowe typowe dla kobiet, które niedawno urodziły dziecko. Niestety już po dwóch dniach znalazłam się na oddziale intensywnej terapii, gdzie w trwającej 10 dni śpiączce farmakologicznej stoczyłam walkę o życie z sepsą i niewydolnością wielonarządową. W międzyczasie zdiagnozowano u mnie ostrą białaczkę limfoblastyczną oraz złamania kompresyjne czterech kręgów piersiowych. Już w trakcie śpiączki rozpoczęto u mnie leczenie i chemioterapię. Aktualnie leczę się na zamkniętym oddziale Hematologii w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie. Udało się osiągnąć remisję, ale przede mną jeszcze długa walka o powrót do zdrowia. W tym samym czasie mój mąż przejął opiekę nad naszą niespełna 9-miesieczną córką i z uwagi na to stracił możliwość pracy i zarabiania pieniędzy, a z racji pracy za granicą nie przysługuje nam praktycznie żadna pomoc socjalna. Jesteśmy młodym małżeństwem, mamy na głowie kredyt, rachunki, a teraz dodatkowo koszty związane z moim leczeniem (zakupy do szpitala, dojazdy, leki na receptę). Zwracamy się do państwa z prośbą o wsparcie nas w tym ciężkim wyzwaniu, z jakim przyszło nam się zmierzyć. Z góry dziękujemy, Łucja, Kaja i Krzysztof Łazarscy

51 850 zł z 70 000 zł
74%
Dominika Sakwa, Grodków

Chłoniak i postępująca choroba wieloukładowa

Nazywam się Dominika i od wielu lat zmagam się z ciężką, wieloukładową chorobą, która w ostatnim czasie ponownie zaczęła się gwałtownie pogarszać. Choruję m.in. na chłoniaka nieziarniczego rozlanego (C83.0). Obecnie jestem w trakcie intensywnej pogłębionej diagnostyki mającej na celu ocenę aktywności choroby oraz ewentualnego zajęcia kolejnych narządów. W najbliższych miesiącach planowane są kluczowe badania, które pozwolą określić rzeczywisty przebieg choroby i dalsze możliwości leczenia. Mój organizm od dłuższego czasu funkcjonuje w stanie głębokiego przeciążenia. Zmagam się z silnymi bólami kostnymi, głęboką anemią, napadami padaczkowymi oraz narastającymi objawami neurologicznymi, w tym uporczywymi bólami głowy i zaburzeniami funkcji neurologicznych. Coraz trudniej mi się poruszać i wykonywać codzienne czynności, a mój stan stopniowo się pogarsza. Moja historia choroby jest wyjątkowo skomplikowana. Już jako dziecko chorowałam na młodzieńcze idiopatyczne zapalenie stawów(HLA-B27+). Obecnie dodatkowo wychodzę z remisji seronegatywnego zapalenia stawów, co wymaga ponownych konsultacji reumatologicznych i dalszego leczenia. Wiele obecnych problemów zdrowotnych może być związanych z wieloletnim przebiegiem chorób autoimmunologicznych oraz wcześniejszym, intensywnym leczeniem. Pozostaję pod stałą opieką wielu specjalistów: hematologa, neurologa, immunologa, nefrologa, hepatologa oraz pulmonologa. W ramach pogłębionej diagnostyki wykonałam pełnogenomowe badanie genetyczne WGS, którego koszt wyniósł 10 000 zł. Badanie to nie przyniosło jednoznacznych odpowiedzi, jednak było niezbędnym etapem w wykluczaniu rzadkich przyczyn moich objawów. W ostatnim czasie przeszłam biopsję wątroby, która wykazała chorobę zwłóknieniową oraz toksyczne polekowe uszkodzenie narządu w stopniu umiarkowanie ciężkim. Wyniki te wymagają dalszej opieki hepatologicznej, monitorowania funkcji wątroby oraz ostrożnego planowania dalszego leczenia ze względu na ograniczoną tolerancję farmakoterapii. Podczas diagnostyki pulmonologicznej rozpoznano u mnie astmę w stopniu umiarkowanym. Dodatkowo w badaniach obrazowych wykryto zmiany w obrębie płuc, które najprawdopodobniej będą wymagały dalszej diagnostyki, w tym biopsji. Wymaga to wieloetapowej oceny pulmonologicznej. W planach są także hospitalizacje na oddziale nefrologii w celu wyjaśnienia narastających problemów z funkcjonowaniem nerek. Ze względu na znacząco obniżoną odporność, na zalecenie lekarza prowadzącego - obecnie nie mogę pracować. Oznacza to całkowity brak dochodu w czasie, gdy koszty leczenia, diagnostyki i wizyt specjalistycznych są najwyższe. Każdy tydzień to kolejne konsultacje, badania i leki, z których wiele nie jest refundowanych lub czas oczekiwania na ich wykonanie jest zbyt długi. W moim przypadku czas ma kluczowe znaczenie - dalsza diagnostyka i leczenie nie mogą zostać odłożone. Walczę nie tylko o zdrowie, ale o zachowanie możliwie największej sprawności, samodzielności i jakości życia. Z całego serca dziękuję za każdą formę wsparcia. Dominika

1 053 zł z 10 000 zł
10%
Magdalena Szymoniak, Miastko

„Chciałabym po prostu żyć – dla moich dzieci, dla siebie….”

Mam na imię Magda, mam 45 lat i całe życie byłam zdrowa, aktywna, pełna energii. Jesienią 2024 roku, podczas rutynowej kolonoskopii, usłyszałam diagnozę, która zwaliła mnie z nóg. Rak. Nigdy wcześniej nie chorowałam poważnie, ale choroba pojawiła się nagle i brutalnie wdarła się w życie naszej rodziny. Mam dorosłą już córkę - Karolinę i dwóch wspaniałych synów - Michał ma 14 lat, właśnie wchodzi w okres dorastania, a Szymonek to jeszcze mały 8-letni chłopiec, który zasypia, przytulając się do mnie i pytając: „Mamo, będziesz już zdrowa?”. Karolina to mój powód do dumy. Ukończyła studia na poziomie licencjackim na kierunku pedagogika, o specjalizacji resocjalizacja. Pracuje w Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce (Oddzial w Koszalinie) i obecnie jest w trakcie studiów magisterskich pedagogicznych, o specjalizacji socjoterapia. To dla nich bije moje serce. Dla nich chcę żyć. Chciałabym zobaczyć, jak moje dzieci spełniają swoje marzenia. Jak kończą szkoły, jak stają się dobrymi, wrażliwymi dorosłymi. Chciałabym kiedyś poznać partnerki moich synów, zobaczyć, jak córka wychodzi za mąż, trzymać na rękach wnuki, które może kiedyś mi dadzą. Marzę o tym, żeby być dla nich wsparciem jeszcze przez wiele, wiele lat. Żeby być ich mamą. Żeby po prostu być. Mam u boku mojego męża – jesteśmy razem od lat, przeszliśmy wiele. Jest moją ostoją, choć oboje wiemy, jak trudno jest nie poddać się strachowi. Każdego dnia słyszę od niego słowa wsparcia, choć wiem, że sam okropnie się boi. Kocham go całym sercem. W naszym życiu jest też Brutus – berneński pies pasterski, niespełna dwuletni, jeszcze szczeniak w sercu. Wiernie leży przy moim łóżku, pilnuje mnie w chorobie i delikatnie liże mnie po ręku, gdy płaczę po cichu, jakby mówił: „Jestem tu. Nie bój się”. Uwielbiam nasze działkowe spacery, wspólne grzebanie w ziemi. Kocham ogród. Marzę o tym, żeby znów poczuć zapach ziemi, posadzić własne pomidory, zebrać pierwszy groszek, zobaczyć jak kwitną cynie i nagietki. Chciałabym mieć siłę, by znów usiąść z rodziną na ławce pod jabłonką, zjeść wspólny obiad, pośmiać się bez lęku, że to może ostatni raz. Od momentu, w którym usłyszałam diagnozę, przeszłam już wiele: operacje, niezliczoną ilość badań, chemioterapie… Straciłam włosy, co dla każdej kobiety jest ciosem – patrzenie w lustro boli. Czuję się, jakbym z dnia na dzień przestała być sobą. A jednak walczę, bo nie mam wyboru. Walczę, bo chcę patrzeć, jak moi synowie dorastają. Niestety pojawiły się przerzuty. Leczenie staje się coraz intensywniejsze, chemie coraz cięższe. I chociaż leczę się w ramach NFZ, nasza rodzina zaczyna się finansowo kruszyć. Bo walka z rakiem to nie tylko szpitale… Koszty dojazdów, noclegów, suplementacji, diet wspomagających, rehabilitacji, wsparcia psychologicznego, a także brak możliwości pracy z mojej strony – to wszystko sprawia, że jesteśmy coraz bardziej bezradni finansowo. Dlatego dziś proszę o pomoc. Jeśli możesz – wesprzyj moją zbiórkę. Każda złotówka to dla mnie dzień więcej z moimi dziećmi, szansa na leczenie, siła do walki. Jeśli nie możesz pomóc finansowo – udostępnij proszę tę zbiórkę. Może ktoś inny będzie mógł. Wierzę, że jeszcze poczuję zapach ziemi w moim ogrodzie. Że posadzę pomidory, że Brutus znów wyciągnie mnie na spacer po działce. Że znajdę w sobie siłę, by po prostu żyć. Żyć nie po to, by walczyć z chorobą – ale dla siebie i moich chłopców. Z całego serca dziękuję Ci za każdą formę wsparcia, za dobre słowo, za nadzieję. Dziękuję, że jesteś. – Magda Szymoniak

9 711 zł z 20 000 zł
48%
Mieczysław Białecki, Zemborzyce dolne

Mam dla kogo żyć - pomóż mi w mojej walce o każdy dodatkowy dzień

Mam na imię Mieczysław i od 2019 roku walczę z nowotworem złośliwym prostaty. Diagnoza przyszła nagle, jak grom z jasnego nieba. Już wtedy rak był zaawansowany – z przerzutami do węzłów chłonnych. Przeszedłem wiele – leczenie, ból, nadzieję i strach. Przez kilka lat udawało się chorobę kontrolować, ale rok temu nowotwór wrócił… i to ze zdwojoną siłą. Dziś zmagam się z przerzutami do kości, szpiku kostnego i kolejnych węzłów chłonnych. Organizm słabnie, a chemioterapia – mimo ogromnej wiary i wysiłku – nie przynosi oczekiwanych efektów. Czas ucieka, a ja szukam szansy. Według badania PET PSMA z 28.09.2025 nastąpił przerzut raka do kości czaszki, kręgów szyjnych, niemal wszystkich piersiowych i lędźwiowych, żeber, łopatek, kości miednicy, szyjki kości udowej. Wszystkie możliwe terapie dostępne w Polsce mam zastosowane. Pozostaje jeszcze nowoczesna, dająca duże szanse terapia Lutet 177, niestety jest ona dostępna jedynie poza granicami Polski. Orientacyjny koszt to około 320 tys. Zbiórka, którą zakładam z rodziną, ma mi dać szansę na skorzystanie z nowoczesnego leczenia, zanim będzie za późno. Dlatego jeśli możesz, pomóż mi przedłużyć czas z moją rodziną i ukochanymi wnukami. Każda złotówka, każde udostępnienie, każda dobra myśl przybliża mnie do leczenia, którego potrzebuję. Z całego serca – dziękuję.

70 224 zł z 320 000 zł
21%
Melania Popiel, Józefosław

Melania

Zawsze polegałam na sobie i nie spodziewałam się, że coś mnie tego pozbawi. Bo glejak - oprócz zdrowia - odbebrał mi także niezależność: możliwość poruszania się, pracy, wszystkiego, co dla przeszłej mnie było normalne jak tlen. Dzisiaj walczę z nowotworem mózgu i jestem przed ostatnią dawką celowanej chemii, która daje mi szansę na odzyskanie tego, co zabrał mi glejak. Zbieram na intensywną rehabilitację i szereg badań potrzebnych przed kolejnym wlewem - muszę na nie dojechać, zapłacić za nie, a po chemioterapii dojechać ponownie, ponownie za nie zapłacić i tak w kółko. Aż do momentu, kiedy odzyskam zdrowie, a z nim niezależność, bo to, co jest najważniejsze to: mam szansę na wyzdrowienie i aktywne życie oraz spłacenie nim długu, który w pewnym sensie - z obawą, ale i radością - zaciągam tą zbiórką. Zawsze to przede wszystkim na mnie można było polegać, na moją pomoc liczyć, więc czuję się dziwnie, prosząc teraz o wsparcie, ale robię to, bo nie mam wyboru. Z góry dziękuję za każdą przekazaną mi złotówkę. Melania P.S. Zmiana kwoty zbiórki wynika z przedłużającego się leczenia i wykorzystania części środków.

76 251 zł z 200 000 zł
38%
Anna Leoniuk, Warszawa

Ania zbiera na terapię CAR - T w Niemczech

Mam na imię Anna. Zachorowałam w wieku lat 40. Przez wiele miesięcy szukałam pomocy, byłam badana, uspokajana, odsyłana. Słyszałam, że to stres, że wszystko jest w porządku, że mam się nie martwić. Młoda, zdrowa... Wszyscy mówili, że wyglądam jak pączek w maśle. Jednak we mnie rosło coś, co z każdym dniem odbierało mi siły do podejmowania codziennych aktywności. Z dnia na dzień wszystko runęło. W maju 2015 roku usłyszałam diagnozę, której nikt w tym wieku się nie spodziewa - zaawansowany, agresywny, trzeci stopień nowotworu kości i szpiku, czyli SZPICZAK MNOGI. Jeszcze kilka prywatnych wizyt, odbytych z nadzieją, że postawiona diagnoza to pomyłka. Niestety, nie było czasu, by się z nią oswoić, bo natychmiast poddano mnie agresywnej chemii. I tak już 10 lat, w ciągu których wróg mojego zdrowia, szpiczak, nie odpuszcza. Obecnie doświadczam ósmego nawrotu choroby. Jaki byłby ten świat, gdybym odeszła z niego teraz?! Bardzo boję się o tym myśleć. Niedawno zostałam Babcią!!! Nie ma większego szczęścia dla babci niż obserwowanie, jak rośnie jej Wnusia. Jest odbiciem mojego życia, stałym przypomnieniem o pięknie i bezpieczeństwie, jakie dają objęcia Rodziny. Przytulenie jej to najcenniejszy dar, jaki mogłam otrzymać! Patrząc na Ciebie malutka, czuję, że wszystko na świecie jest na swoim miejscu. Na dzień dzisiejszy wyczerpałam wszystkie możliwości leczenia. Przez 10 lat przyjęłam 8 różnych linii terapii, co się przekłada na kilkadziesiąt podań chemioterapii. Niedawno zakończyłam terapię bispecyficznym przeciwciałem, które niestety, jak poprzednie, nie zadziałały nawet w minimalnym zakresie. Wykorzystałam wszystkie możliwe terapie: VTd + autoprzeszczep, KRd, DVd, EloPd, Kd i wspomniane wcześniej 3 bispecyfiki. Część terapii dawała mi kilka miesięcy oddechu od choroby. Teraz znalazłam się pod ścianą, ponieważ nie ma dla mnie żadnego leczenia poza terapią CAR-T. I to właśnie dlatego, zwracam się do Was wszystkich o pomoc. Jest dla mnie i mojej Rodziny, światełko nadziei w postaci najnowszej terapii CAR-T. Nigdy nie pomyślałam, że będę musiała prosić i błagać o pomoc na "kupno życia". Kwota, którą muszę uzbierać, to nie bagatela 1.750.000 zł, bo na tyle właśnie zostało wycenione moje życie. Nie czuję się z tym komfortowo i jest mi trochę wstyd, trochę przykro, że muszę prosić kogokolwiek o wsparcie i pomoc. Terapia ta jest w wielu państwach refundowana i być może kiedyś będzie również u nas, jednak w moim obecnym stadium choroby czas jest kluczowym czynnikiem. Czy będzie mi dane doczekać tego wśród Was? Nie wiem i dlatego nie chcę czekać, tym bardziej że mój stan pogarsza się z dnia na dzień i mój układ kostny zaczyna to bardzo odczuwać. Mam silne bóle kości w nogach, żebrach, barkach, miednicy, mostku i kręgosłupie. Siłę bólu mogę porównać do sytuacji, jakby ktoś mi łamał i piłował kości. Niedawno dowiedziałam się, że dwie kości żeber, wskutek degradacji chorobą, faktycznie uległy złamaniu. Przeszłam tak wiele przez tych 10 lat i bardzo się boję, bo wiem, że brak szansy w postaci uzbierania niezbędnej kwoty na leczenie terapią CAR-T kończy moje szanse na komfortowe życie w remisji. Lekarze światowej wiedzy na temat specyfiki nowotworu, jakim jest szpiczak mnogi, są jednogłośni: w moim przypadku inny plan leczenia poza CAR-T nie istnieje! Dlatego z całego serca, każdym atomem mego walczącego ciała, pragnę dać radę. Choroba nowotworowa to choroba, z którą zmaga się cała Rodzina, nie tylko osoba nią dotknięta. W walce, którą prowadzimy ze szpiczakiem, nie mamy hamulców. Wszystko po to, żeby być szczęśliwym i żyć, pomimo tego co nas spotkało. Proszę wszystkich, błagam o wsparcie i wniesienie wkładu w podarowaniu mi życia, bym mogła nadal uczestniczyć w wychowaniu Wnusi i jak najdłużej być na tym świecie z Bliskimi. Tylko ten czas, kiedy się uśmiechamy, radujemy i kochamy, daje nam siły do przywitania każdego, następnego dnia. Anna Leoniuk

61 873 zł z 1 750 000 zł
3%
Marta Piątek, Goworowo

Lek nierefundowany

Mam na imię Marta, mam 36 lat, jestem mamą trójki dzieci w wieku 10, 11 i 13 lat. Z chorobą zmagam się od półtora roku. Płatna terapia jest dla mnie szansą na dłuższą obecność w życiu moich dzieci. Przeszłam dwie zalecane operacje, radioterapię, chemioterapię, które nie przyniosły żadnych rezultatów. Obecnie jedyną szansą na wstrzymanie choroby jest dla mnie nierefundowany lek do immunoterapii. Koszt jednej dawki leku to ok. 17-20 tys. zalecany w odstępie co trzy tygodnie.

1 002 zł z 100 000 zł
1%