Zbiórki

Katarzyna Kowalska, Kraków

Kasia umiera, pozwól jej żyć!

Choroba przyszła zupełnie znienacka. Kasia nagle, w jednej chwili dostała silnego ataku epilepsji. Wezwane pogotowie natychmiast zabrało ją do szpitala. A przecież nic wcześniej nie wskazywało, że coś się dzieje z jej mózgiem… Do tej pory sądziliśmy, że największą tragedią był ten dzień, gdy Kasia miała wypadek, w wyniku którego doszło do uszkodzenia kręgosłupa. Przeszła trzy operacje, miała w ciele metalowe części do stabilizacji kości. To jednak okazało się niczym w obliczu takiej diagnozy. Na całą naszą rodzinę spadła okrutna wiadomość. U Kasi wykryto nowotwór mózgu – glejaka. Teraz Kasia jest już po operacji! Guz został usunięty, a za nami pierwszy, bardzo trudny etap walki. To ogromna ulga, ale niestety to jeszcze nie koniec. Glejak wielkości pomarańczy został usunięty, lecz niebezpieczeństwo utraty całkowitej sprawności tkwi w glejaku, który pozostał w mózgu w postaci rozlanej plamy przy ośrodku mowy i ruchu. Do tego poprzednie operacje kręgosłupa zakończyły się wszczepieniem protezy, która niestety nie usunęła bólu towarzyszącego jej na co dzień ani nie pozwala na dłuższe przebywanie w jednej pozycji. Pilnie potrzebna jest ogromna suma na wdrożenie leku, który przy tej mutacji, jaka została wykryta w badaniu histopatologicznym, blokuje enzymy napędzające ponowny wzrost guza i może o połowę zmniejszyć progresję choroby. Liczy się każda złotówka, proszę, nie przechodź obojętnie!

3 065 zł z 6 000 000 zł
0%
Magda Rogalska, Warszawa

Życie, jeszcze mamy tyle do zrobienia — pomóż mi pokonać raka piersi

Kiedy zakładałam tę zbiórkę, wierzyłam, że operacja będzie najtrudniejszym etapem mojego leczenia. Przygotowywałam się do niej ze strachem, ale też z nadzieją, że później będę mogła powoli odzyskiwać siły i wracać do codzienności. 25 sierpnia przeszłam mastektomię prawej piersi z jednoczasową rekonstrukcją. Niestety wynik badania pooperacyjnego przyniósł wiadomość, na którą nie byłam przygotowana. Początkowo rozpoznano u mnie raka przewodowego in situ. Dokładne badanie usuniętych tkanek wykazało również wieloogniskowego, inwazyjnego raka piersi HER2-dodatniego. W czterech zbadanych węzłach chłonnych nie znaleziono przerzutów — to dobra wiadomość, której staram się trzymać pośród tej niepewności. Jednak moje leczenie nie kończy się na przebytej operacji. Czeka mnie kolejna operacja, chemioterapia i radioterapia. Dopiero zaczęłam oswajać się ze zmianami w swoim ciele i odzyskiwać siły, a już muszę przygotować się na następne trudne miesiące. Mam 35 lat i wiele planów, do których chcę wrócić. Chcę skończyć studia, spędzać czas z bliskimi i znów myśleć o przyszłości bez ciągłego lęku. Tęsknię za zwyczajnymi dniami, w których największym zmartwieniem nie jest wynik badania ani kolejna operacja. Staram się patrzeć przed siebie z nadzieją, ale nie każdego dnia jest to łatwe. Boję się kolejnych zabiegów i tego, jak zniosę leczenie. Uczę się także przyjmować pomoc i mówić wprost, że jej potrzebuję. Środki z tej zbiórki pomogą mi pokryć koszty leków, opatrunków, wyrobów medycznych, rehabilitacji oraz dojazdów na leczenie, badania i konsultacje. Te wydatki już są częścią mojej codzienności, a przede mną kolejne etapy terapii i rekonwalescencji. Wasza pomoc daje mi większy spokój i możliwość skupienia się na zdrowiu. Dziękuję każdej osobie, która już mnie wsparła. Za wpłaty, udostępnienia i wiadomości, do których mogę wracać w trudniejszych chwilach. Dzięki Wam czuję, że nie jestem w tym sama. Jeśli możesz, wesprzyj moją zbiórkę lub udostępnij ją dalej. Każda pomoc ma dla mnie znaczenie. Bardzo chcę wrócić do swojego życia i marzeń. Dziękuję, że pomagasz mi przejść drogę, która ma mnie do nich przybliżyć.

17 411 zł z 60 000 zł
29%
Danuta Woronowicz, Piątnica Poduchowna

Mam wskazanie do terapii nowym lekiem, ale NFZ o mnie zapomniał

Mam na imię Danusia. Wysłano mnie na wcześniejszą emeryturę. Dwa tygodnie później dowiedziałam się, że mam raka jajnika. Przez 37 lat byłam pielęgniarką i na emeryturze chciałam kontynuować swoją pracę. Mimo regularnych badań nie wykryto u mnie żadnych zmian. Przeszłam przez wszystkie schematy leczenia, które są dostępne. Pojawił się nowy lek, a ja mam kliniczne uzasadnienie na jego stosowanie. Niestety NFZ zdecydował, że po 3 wznowach lek mi nie przysługuje. Walczę z rakiem od 15 lat. Lekarze dawali nie więcej niż rok. Miałam kilka operacji, kilka chemioterapii, kilka radioterapii. Są leki, które wydłużają życie. Warto walczyć i żyć! Nie chodzi mi o kolejne miesiące, ale o lata. Niestety kolejne lata życia mają swoją cenę. Być może mój przypadek udowodni naszemu Ministerstwu Zdrowia, że życie jest bezcenne.

60 zł z 180 000 zł
0%
Mariusz Szymczak, Perzów

Leczenie i rehabilitacja Mariusza

Jeszcze niedawno nasza rodzina prowadziła zwyczajne życie, a dziś cała nasza codzienność podporządkowana jest walce o zdrowie i sprawność mojego taty. Mariusz był aktywnym, pełnym planów człowiekiem. Z zaangażowanego w życie lokalnej społeczności i parafii człowieka, ojca i głowy rodziny w ciągu kilku dni Mariusz został pacjentem onkologicznym. Dziś każdego dnia toczy najtrudniejszą walkę – walkę z nowotworem glejowym mózgu. Choroba rozpoczęła długą drogę pełną badań, konsultacji oraz trudnych decyzji. Każdy kolejny etap to nowe wyzwania i ogromny stres, ale nie tracimy nadziei. Przed Mariuszem ciężkie leczenie. Nie wiemy, co przyniosą kolejne tygodnie i miesiące, ale wiemy jedno – chcemy wykorzystać każdą możliwą szansę, by pomóc Mariuszowi. Nie zamierzamy się poddawać. Niestety walka z chorobą wiąże się z bardzo dużymi kosztami, których sami w całości nie jesteśmy w stanie pokryć, dlatego zwracamy się z ogromną prośbą o pomoc. Zebrane środki zostaną przeznaczone przede wszystkim na: - wizyty u specjalistów i konsultacje medyczne oraz dojazdy, - rehabilitacje, - leki oraz środki medyczne, - dojazdy do ośrodków leczenia, - sprzęt rehabilitacyjny i pomocniczy, - wszelkie wydatki związane z leczeniem i opieką nad tatą. Każda wpłata, nawet najmniejsza, daje nam możliwość dalszej walki i ogromną nadzieję. Będziemy również ogromnie wdzięczni za udostępnienie naszej zbiórki. Weronika, córka Mariusza

645 zł z 100 000 zł
0%
Monika Chylak-Łakomska, Sosnowiec

MAMY TO, DZIĘKUJEMY! - Mam 31 lat i w ósmym miesiącu ciąży zdiagnozowano u mnie raka piersi z przerzutami

Brak nam słów, dziękujemy za wszystkie wpłaty. Uzbieraliśmy potrzebną kwotę, a nawet dużo więcej. Dziękujemy za wszystkie przelewy. Nadprogramowa kwota zostanie przeznaczona w całości na mój powrót do zdrowia, a jeśli będzie bardzo szybki, czego sobie życzę, pieniądze trafią do kolejnej pięknej duszy. Dziękujemy! --- Po paru latach starań zaszłam w ciążę. Guza wyczułam jeszcze przed ciążą, a zmiana była do obserwacji. Przeszłam kilku specjalistów, aby mieć pewność, że będę mogła karmić piersią i potwierdzić, że nic złego się nie dzieje. W ósmym miesiącu ciąży usłyszałam diagnozę nowotworu złośliwego piersi z przerzutami do węzłów chłonnych - pachowych, podobojczykowych i nadobojczykowych. Po wynikach biopsji okazało się, że jest to jeden z najbardziej złośliwych nowotworów piersi - trójujemny podtyp. Jeszcze w ciąży otrzymałam mocną chemioterapię. Jestem po 4 cyklach, czeka mnie jeszcze dalsza chemioterapia, operacja i radioterapia. Teraz następnym krokiem w leczeniu jest immunoterapia, która z uwagi na stopień zaawansowania choroby nie jest refundowana przez NFZ. Mam miesięczną, upragnioną córeczkę, wspaniałego męża i wiele planów. Będę wdzięczna za wsparcie w powrocie do zdrowia. Czasu mam niewiele, bo leczenie musi rozpocząć się jeszcze w lipcu. Każda wpłata przybliża mnie do możliwości rozpoczęcia terapii, która może uratować moje zdrowie i życie. Dziękuję za każdą formę wsparcia - finansową, udostępnienie zbiórki, dobre słowo. Mocno wierzę w to, że z Waszą pomocą to naprawdę może się udać.

261 395 zł z 200 000 zł
130%
Andrzej Stępień, Polanów

Zbiórka na leczenie onkologiczne Andrzeja

Witam, jestem po trzech etapach leczenia raka jasnokomórkowego nerki, które były refundowane. Kolejny, obecny etap niestety nie jest refundowany. Tylko dzięki onkozbiórce mogę pokryć koszty branego obecnie leku i pokrywać inne koszty powiązane z leczeniem. W wyniku leczenia onkologicznego od półtora roku zmagam się z trudno gojącą się ranę na nodze. Zebrane środki chcę przeznaczyć na zakup leku onkologicznego, preparatów wspierających oraz leczenie rany na nodze. Wsparcie potrzebne jest także w opłaceniu wydatków przeznaczanych na dojazdy do Centrum Onkologii w Bydgoszczy i Centrum Leczenia Ran w Koszalinie.

23 581 zł z 30 500 zł
77%
Tomasz Wołoszyn, Serock

Glioblastoma! Pomóż mi uratować marzenia!

Kochani, Glioblastoma, czyli glejak wielopostaciowy IV stopnia złośliwości to diagnoza, która w każdym przypadku wywraca życie ludzi chorujących oraz ich rodzin do góry nogami. Ja jednak postanowiłem być najtwardszy, jak tylko potrafię i mocno walczyć o przetrwanie ciężkiej choroby, bo taką mam naturę, bo tego również nauczyło mnie życie, nie zawsze usłane różami. Zawsze o wszystko musiałem walczyć samodzielnie, często biorąc na swoje barki przeciwności losu. Niestety przychodzi czasem taki moment w życiu, że trzeba po prostu prosić o pomoc... Przez blisko 30 lat byłem strażakiem Państwowej Straży Pożarnej, więc cały okres mojej służby był ściśle związany z pomaganiem innym ludziom. Taką ścieżkę życiową po prostu wybrałem z pasji i zamiłowania do charakteru służby. Po odejściu na emeryturę postanowiłem jednak "nie zawieszać rękawic na kołku" tylko przekazywać swoją wiedzę i doświadczenie młodym pokoleniom. W taki sposób zostałem nauczycielem w liceum, gdzie realizowana jest między innymi edukacja dla klas mundurowych, w tym o profilu pożarniczym. W realizacji mojej dotychczasowej pracy zawodowej zarówno strażaka, jak i nauczyciela zawsze miałem ogromne wsparcie mojej kochanej rodziny - żony i syna, którzy dziś w obliczu mojej choroby jeszcze bardziej otaczają mnie troską i uczuciem. Chcę i muszę dla nich żyć, chcę dalej wprowadzać w dorosłe życie mojego niespełna 17-letniego syna, chcę dalej być silnym ramieniem i oparciem dla mojej żony, która zawsze była i jest przy mnie, a na wczesnym etapie mojej choroby uratowała mi życie, sama oczekując na poważną operację. Jako rodzina nie mamy wielkich wymagań - chcemy tylko wspólnie spokojnie i zdrowo funkcjonować i realizować wspólną pasję, którą są podróże. Osobiście bardzo chciałbym wrócić także do drugiej swojej pasji, którą jest granie muzyki. Na przeszkodzie stanęła nam moja choroba. Obecnie jestem po ciężkiej operacji usunięcia guza z mózgu, a za chwilę zaczynam dalsze, wyczerpujące leczenie onkologiczne. To początek drogi i wiem, że aby przeżyć muszę szukać dalszej specjalistycznej pomocy, także niestety nierefundowanej. Specjalistyczna dieta, szukanie pomocy w innowacyjnych metodach leczenia glejaka, takich jak terapia Optune (TTFields) czy terapia Nanotherm to ogromne koszty, których nie jesteśmy w stanie samodzielnie sfinansować. Każda złotówka od Was w tej sytuacji jest dla nas nie na wagę złota, ale na wagę życia. Bo prawdziwym złotem jest zdolność do pomagania innym.

74 910 zł z 360 000 zł
20%
Longina Lewicka, Radoszyce

Zbiórka dla ukochanej mamy i żony

Pomóżcie nam uratować Mamę. Walczy z glejakiem IV stopnia. Jeszcze rok temu nasze życie było zwyczajne. Dziś każdy dzień jest walką o zdrowie i życie naszej Mamy i Żony. Po Świętach Wielkanocnych 2025 roku wydarzyło się coś, czego nie spodziewał się nikt z nas. Mama nagle zemdlała i dostała ataku padaczki. Trafiła do szpitala, gdzie wykonano tomografię komputerową oraz rezonans magnetyczny. Diagnoza spadła na nas jak wyrok – guz mózgu, glejak IV stopnia, jeden z najbardziej agresywnych nowotworów. Usłyszeliśmy, że konieczna jest natychmiastowa operacja. 12 maja 2025 roku Mama przeszła skomplikowaną operację w Warszawie, w Szpitalu Klinicznym przy ul. Banacha. Guz został usunięty, a my odzyskaliśmy nadzieję. Wierzyliśmy, że najgorsze jest już za nami. Niestety, choroba nie odpuszcza. Wkrótce pojawił się kolejny guz w innym miejscu mózgu. W lipcu rozpoczęło się wyczerpujące leczenie – radioterapia i chemioterapia. Mama dzielnie znosiła skutki uboczne, choć każdy dzień był dla niej ogromnym wysiłkiem. W listopadzie rezonans przyniósł dobre wiadomości – nacieki zniknęły, a guz nie powiększał się. Kontynuowaliśmy leczenie z nadzieją, że uda się zatrzymać chorobę. 25 marca 2026 roku kolejny rezonans pokazał nawet zmniejszenie guza. Wydawało się, że leczenie działa. Nasza radość nie trwała długo. 21 maja 2026 roku Mama trafiła na SOR w szpitalu rejonowym z silnym bólem głowy, wysokim ciśnieniem i wymiotami. Tomografia komputerowa wzbudziła niepokój lekarzy – padło słowo, którego baliśmy się najbardziej: wznowa. Mama została przyjęta na oddział neurologiczny. Kolejny rezonans potwierdził, że zmiana się powiększyła. Razem z Tatą pojechaliśmy do Warszawy, aby skonsultować wyniki z neurochirurgiem, który operował Mamę za pierwszym razem. Jego decyzja była jednoznaczna – natychmiastowa operacja, ponieważ guz urósł, a dodatkowo wystąpił bardzo duży obrzęk mózgu. 27 maja 2026 roku Mama po raz drugi trafiła na stół operacyjny. Kilka godzin później zadzwonił neurochirurg. Nigdy nie zapomnimy tej rozmowy: „Operacja się udała. Mama została wybudzona. Żyje, widzi, oddycha, kontaktuje.” Był to dla nas ogromny cud od Boga, ale jednocześnie wiemy, że walka nadal trwa. Glejak IV stopnia to zło – przeciwnik, który nie daje o sobie zapomnieć. Mama wymaga dalszego specjalistycznego leczenia, częstych badań, specjalistycznych konsultacji, leków i rehabilitacji. Przez ostatni rok zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Pokonaliśmy setki kilometrów między domem a Warszawą oraz innymi specjalistami na terenie całej Polski. Spędziliśmy niezliczone godziny w szpitalach i gabinetach lekarskich, prosząc o ratowanie naszej Mamy. Niestety, koszty leczenia, leków, rehabilitacji oraz dojazdów zaczynają przekraczać nasze możliwości finansowe. Wiemy, że w walce z glejakiem nie ma prostych rozwiązań. Istnieją jednak różne metody leczenia i terapie stosowane zarówno w Polsce, jak i za granicą. Chcemy konsultować stan Mamy z najlepszymi specjalistami i wykorzystać każdą szansę, która może pomóc jej w dalszej walce z chorobą. Nie wiemy jeszcze, jakie możliwości pojawią się w przyszłości, ale chcemy być gotowi na każdą z nich. Dodatkowe konsultacje, nowoczesne metody leczenia, nierefundowane terapie, specjalistyczne badania czy wyjazdy do ośrodków medycznych w Polsce i za granicą wiążą się z ogromnymi kosztami. Dlatego nie chcemy zamykać sobie żadnej drogi. Chcemy mieć możliwość spróbowania wszystkiego, co może dać naszej Mamie więcej czasu, nadziei i szansę na dalsze życie. Dopóki są możliwości, dopóty będziemy walczyć. Nasza Mama i Żona to nie tylko osoba walcząca z nowotworem. To przede wszystkim kochająca Żona i Mama. To ona była zawsze obok nas, kiedy potrzebowaliśmy pomocy, wsparcia i dobrego słowa. Dziś to my chcemy być przy niej i zrobić wszystko, aby mogła dalej cieszyć się życiem i spędzać czas z rodziną, którą tak bardzo kocha. Dlatego z całego serca prosimy o pomoc. Zbiórka ma charakter długoterminowy, ponieważ leczenie glejaka IV stopnia wymaga stałej opieki medycznej, regularnych badań, rehabilitacji oraz gotowości do korzystania z nowych metod leczenia w Polsce i za granicą. Zebrane środki przeznaczymy na dalsze leczenie, leki, rehabilitację, badania kontrolne, konsultacje specjalistyczne oraz liczne dojazdy do szpitali i ośrodków medycznych. Jeśli pojawi się możliwość skorzystania z nowoczesnych terapii lub leczenia za granicą, chcemy mieć szansę z niej skorzystać. Każda wpłata, nawet najmniejsza, daje naszej Mamie szansę na dalsze leczenie i spokojniejszą walkę z chorobą. Jeśli nie możesz pomóc finansowo, prosimy o udostępnienie tej zbiórki. Dla Was to chwila, dla nas może to być bezcenna pomoc. Chcemy mieć jeszcze wiele wspólnych chwil. Chcemy dalej widzieć jej uśmiech, słyszeć jej głos i mieć ją przy sobie jak najdłużej. Dziękujemy za każde wsparcie, modlitwę, dobre słowo i udostępnienie. Rodzina walcząca o zdrowie i życie ukochanej Mamy i Żony, Longiny Lewickiej. ❤️ Prosimy, pomóżcie! ❤️

250 zł z 500 000 zł
0%
Janina Kuta, Bydgoszcz

Jestem Janina. Choroba odbiera mi siły, ale nie nadzieję

Mam na imię Janina. Od 2 lat toczę najtrudniejszą walkę w swoim życiu – walkę z nowotworem. Są dni, kiedy próbuję się uśmiechać i wierzyć, że jeszcze będzie dobrze. Ale są też takie chwile, gdy po kolejnych wynikach, badaniach i wiadomościach od lekarzy serce po prostu pęka. Jeszcze kilka lat temu moje życie było zwyczajne – miałam plany, marzenia, codzienność, którą dziś wspominam z tęsknotą. Teraz moją rzeczywistością stały się szpitale, badania, leczenie i nieustanny lęk o jutro. Choroba odbiera mi zdrowie, siły i spokój, ale nie odebrała mi jeszcze nadziei. Bardzo chcę żyć. Chcę mieć jeszcze czas – na bliskich, na zwykłe chwile, które dziś stały się bezcenne. Nigdy nie przypuszczałam, że będę musiała prosić o pomoc. To bardzo trudne. Ale dziś nie mam wyjścia i z drżącym sercem proszę Was o wsparcie. Nawet najmniejsza wpłata ma ogromną wartość. Kilka złotych może wydawać się niewiele, ale dla mnie może być kolejnym krokiem w walce o życie i szansą na dalsze leczenie. Jeśli nie możesz pomóc finansowo – proszę, udostępnij moją historię. Być może dzięki Tobie dotrze ona do osoby, która poda mi pomocną dłoń. Dziękuję za każde okazane serce, za każdą złotówkę, modlitwę, dobre słowo i myśl. Dziękuję, że jesteście ze mną. ❤️

6 040 zł z 8 000 zł
75%
Justyna Hadrych, Bydgoszcz

Po raz drugi stanęłam do walki z nowotworem. Nie chcę jej przegrać

Mam na imię Justyna, mam 49 lat. Zachorowałam na nowotwór w roku 2024. Obecnie walczę z rakiem jelita grubego w 3 stadium. To już drugi, niezależny, bardzo agresywny nowotwór, z którym przyszło mi się zmierzyć. Pierwsza choroba nowotworowa bardzo osłabiła mój organizm, doprowadziła również do osłabienia kości kręgosłupa, przez co doszło do ich złamań kompresyjnych. Dziś zmagam się nie tylko z nowotworem, ale także z bólem i ograniczeniami, które pozostawiło poprzednie leczenie. Każdy dzień to walka o zdrowie i czas - czas, by móc jeszcze przytulić moje dwie ukochane wnuczki i patrzeć jak dorastają. Pomóż mi zawalczyć o szansę na leczenie. Po wyczerpaniu dostępnych możliwości leczenia w kraju pojawiła się nadzieja na dalszą terapię w specjalistycznych ośrodkach w Niemczech lub Izraelu. Konsultacje z zagranicznymi lekarzami mogą otworzyć drogę do nowoczesnych metod leczenia, które dają realną szansę na poprawę mojego stanu zdrowia. Zbiórka pomoże mi pokryć koszty leczenia, dojazdów do specjalistów oraz codziennych wydatków związanych z chorobą. Każda wpłata i każde udostępnienie są dla mnie ogromnym wsparciem i dają nadzieję, że nie jestem w tej walce sama. Z CAŁEGO SERCA DZIĘKUJĘ ZA KAŻDĄ OKAZANĄ POMOC!

51 375 zł z 80 000 zł
64%
Maria Bojanowska, Bożepole Wielkie

Agresywny nowotwór kontra samotna mama. Zbiórka na celowane leczenie i przetrwanie najtrudniejszego czasu.

Nazywam się Maria i jestem samotną mamą dwójki wspaniałych synów: 11-letniego Marcela i zaledwie 3-letniego Tymonka. Chłopcy są dla mnie całym światem, moim tlenem i jedynym powodem, dla którego każdego ranka, mimo ogromnego bólu i wycieńczenia, wstaję z łóżka. Na chwilę obecną nie mam już jednak innego wyjścia, muszę zwrócić się do Was z prośbą o pomoc. Walczę o życie. Walczę o to, by moi synowie nie zostali na tym świecie sami. Kim byłam, zanim przyszedł rak? Przed diagnozą moje życie, choć wypełnione obowiązkami samotnej mamy, było pełne planów i małych radości. Pracowałam, dbałam o dom, starałam się zabezpieczyć przyszłość moim dzieciom. Moja codzienność kręciła się wokół ich spraw: odprowadzania Tymonka do żłobka, rozmów z Marcelem, wspólnych spacerów. Kochałam to proste, bezpieczne życie i oddałabym wszystko, by móc do niego wrócić. By znów być po prostu obecną, zdrową mamą, a nie pacjentką onkologiczną. Diagnoza, która zburzyła nasz świat Wszystko zmieniło się w jednej chwili. Zdiagnozowano u mnie nowotwór piersi. Kiedy lekarka przekazywała mi diagnozę, z paraliżującego strachu odebrało mi mowę. Jedyne słowa, jakie byłam w stanie z siebie wydusić przez łzy, brzmiały: „Pani doktor, ja mam małe dzieci…”. To było wszystko. W tej jednej sekundzie nie myślałam o bólu ani o sobie. Myślałam tylko o nich: „Co stanie się z Marcelem i Tymonkiem, jeśli mnie zabraknie? Kto ich przytuli, kto ich wychowa?”. To nie jest zwykła choroba – lekarze potwierdzili, że to najbardziej oporny, niezwykle złośliwy i inwazyjny podtyp raka (potrójnie ujemny), który dał przerzuty. Dotychczasowe, standardowe leczenie, które przeszłam, okazało się bezskuteczne. Mój organizm jest potwornie zmęczony, a rak do tej pory zupełnie nie zareagował na podawane leki. Obecnie moje leczenie przypomina dramatyczną metodę prób i błędów. Lekarze testują kolejne rozwiązania, a czas nieubłaganie ucieka. Co daje mi siłę, a co odbiera oddech? Najtrudniejszy w chorobie jest lęk o przyszłość dzieci. Boję się momentów, w których z powodu wycieńczenia chemioterapią brakuje mi sił, by pobawić się z malutkim Tymonkiem, albo usiąść i spokojnie porozmawiać z Marcelem. Pęka mi serce, gdy widzę w oczach mojego starszego syna strach i dorosłą powagę, na którą jest jeszcze za młody. On nie powinien martwić się o życie swojej mamy. Co daje mi siłę do walki z rakiem? Właśnie moi synowie. Widok ich uśmiechu, ich codzienne uściski. Moim największym marzeniem jest po prostu być przy nich. Chcę zobaczyć, jak Tymonek idzie do pierwszej klasy, chcę wspierać Marcela, gdy będzie wkraczał w dorosłość. Chcę patrzeć, jak dorastają na mądrych, dobrych mężczyzn. To dla tych chwil nie pozwalam sobie na poddanie się, nawet gdy ból staje się nie do zniesienia. Nadzieja ukryta w genach Pojawiła się jednak nadzieja, która może odmienić moją sytuację i dać mi upragniony czas z dziećmi. Szansą na zatrzymanie tego agresywnego przeciwnika jest zaawansowane, wysokospecjalistyczne badanie genetyczne guza – OncoDEEP, wykonywane w certyfikowanym laboratorium w Belgii. Dzięki analizie molekularnej moich tkanek nowotworowych, lekarze otrzymają dokładną mapę genetyczną mojego raka. Pozwoli to natychmiast zakończyć terapię „po omacku” i dobrać leki celowane, uderzające precyzyjnie w czułe punkty tego konkretnego, opornego nowotworu. Koszty, które przekraczają moje możliwości Niestety, koszty tej walki całkowicie mnie przerosły. Samo badanie w Belgii jest potwornie drogie i nierefundowane. Do tego dochodzą ogromne, codzienne koszty: częste, wycieńczające dojazdy na leczenie do Gdańska, kosztowne leki wspomagające oraz prywatne konsultacje medyczne. Żeby sytuacja była jeszcze trudniejsza, mój okres zwolnienia chorobowego powoli dobiega końca. Za chwilę zostanę bez stałych środków, które pozwalały mi utrzymać dom i zapewnić dzieciom podstawowy byt. Jako samotna matka nie mam drugiego dochodu, na którym mogłabym się oprzeć. Błagam o pomoc Leczenie jest bardzo ciężkie, a moja codzienność to walka z chorobą i strachem o jutro. Ale nie poddam się. Mam dla kogo żyć. Marcel i Tymonek potrzebują mamy: silnej, zdrowej i obecnej. Oni mają tylko mnie. Z całego serca proszę Was o wsparcie. Każda wpłata, każde udostępnienie tej zbiórki to dla mnie krok bliżej do bezpiecznego jutra, krok bliżej do pokonania tego złośliwego wroga. Pomóżcie mi wygrać czas dla moich synów. Pomóżcie mi przeżyć. Dziękuję za każdy Wasz gest i serce, Maria Bojanowska

51 030 zł z 50 000 zł
102%
Wioleta Ignatowska, Toruń

Błagam, pomóżcie nam spędzić wspólnie czas

Jestem 34-letnią mamą 4-letniej Zuzi. W chwili diagnozy świat wywrócił się do góry nogami zarówno mnie, jak i córeczce. Obecnie samotnie wychowuję córkę, mieszkamy na ogródkach działkowych. Nie pracuję zarobkowo, gdyż choroba mnie bardzo osłabia. Pragnę spędzić z córką czas, jak najlepiej potrafię, lecz ból czasami mi nie pozwala. Nie wystarcza mi na zapewnienie sobie leków, jak i pokrycie innych niezbędnych opłat. Bardzo proszę o pomoc na częściowe pokrycie kosztów leczenia i rehabilitacji.

200 zł z 5 000 zł
4%