Zbiórki

Małgorzata Adamczewska, Nasielsk

Dojazd na chemioterapię i dalsze leczenie

Cześć, na imię mam Małgorzata, lat 50. W grudniu 2025 zdiagnozowano u mnie raka złośliwego piersi TNBC. Jestem w trakcie leczenia nowotworu, po pierwszej chemioterapii. Raz w tygodniu muszę dojeżdżać na leczenie do Centrum Onkologii w Warszawie, a po chemii nie mogę korzystać z pociągu czy metra, bo mój organizm ma obniżoną odporność. W związku z tym pozostaje mi taksówka, co wiąże się z dużymi kosztami, których sama nie jestem w stanie udźwignąć, dlatego proszę o wsparcie. Z całego serca dziękuje za każdą wpłatę, która daje mi szansę na dalsze leczenie. Małgorzata

0 zł z 10 000 zł
0%
Teresa Walkiewicz, Poznań

Moje leczenie, dieta, koszty dojazdów do lekarzy

Mam na imię Teresa, jestem chora na raka płuc, POChP, nadciśnienie tętnicze i nerwicę. Niestety pojawiła się wznowa, a ja nie chcę jeszcze umierać. Mam tylko córkę i wnuka, który też jest bardzo chory. Wnuczek ma nadciśnienie, astmę oskrzelową, stłuszczenie wątroby. Córka nie może mi za dużo pomóc, bo sama ma problemy (wychowuje dziecko sama). Nie mam pomocy od rodziny i znajomych. Bardzo się boję. Pomóżcie mi, proszę... Nie chcę zostawić córki i wnuka samych. Od 27 lat jestem sama z córką, wcześniej pracowałam jako opiekunka do dzieci. Teraz sama proszę o pomoc. Mam złe wyniki i coraz gorzej się czuję. Nie chcę umierać. Chciałabym jeszcze zobaczyć, jak mój wnuczek dorasta, jak spełnia swoje marzenia, chciałabym jeszcze spędzić czas z córką i wnukiem. Pieniążki, które uzbieram, przeznaczę na leki, dietę onkologiczną, rehabilitację oddechową, a także sprzęt wspomagający oddychanie. Chciałabym jeszcze spędzić wakacje chociaż raz w życiu, od śmierci męża nie byłam nigdzie. Proszę o pomoc.

550 zł z 10 000 zł
5%
Katarzyna Waśniewska, Warszawa

Pozyskanie środków na leczenie onkologiczne

DWIE DIAGNOZY – JEDNO ŻYCIE Mam na imię Kasia, mam 48 lat i jestem onkologiem, który sam choruje na raka. W lipcu 2023 r. zdiagnozowano u mnie równoczasowo dwa niezależne nowotwory: nowotwór dwunastnicy (tzw. GIST) oraz raka jelita grubego. Od chwili diagnozy minęły już prawie 3 lata, w czasie których przeszłam cztery poważne operacje, leczenie celowane, radioterapię i chemioterapię, którą otrzymuję do dziś. Sama przez kilkanaście lat pracowałam z pacjentami onkologicznymi i codziennie spotykałam się z pacjentami z rakiem jelita grubego, tłumaczyłam, jak będzie wyglądało leczenie, jakie będą objawy uboczne terapii czy jak najlepiej łączyć leczenie z normalnym funkcjonowaniem. Od trzech lat moje życie zostało podporządkowane leczeniu. Pomimo trudności, z jakimi zmagam się w trakcie chemioterapii - pracuję. Przyjmuję pacjentów w poradni onkologicznej oraz prowadzę ich leczenie. Obecnie moja choroba jest kontrolowana chemioterapią, ale nie mam pewności na jak długi czas. Istnieje innowacyjne leczenie finansowane wyłącznie we Francji lub w ramach badań klinicznych. Niestety leczenie to nie będzie dla mnie osiągalne inaczej niż przez samodzielne sfinansowanie. Terapia ta polega na stosowaniu dwóch przeciwciał z zakresu immunoterapii (botensilimab i balstilimab), które jako jedyne leki tej grupy mogą prowadzić do kontroli mojego nowotworu. Niestety koszt tej terapii jest bardzo wysoki i wynosi około 500 tys. złotych za leczenie. Celem zbiórki jest zgromadzenie środków, które pozwolą zabezpieczyć ten kluczowy etap leczenia i umożliwią podejmowanie decyzji medycznych w oparciu o rzeczywiste potrzeby zdrowotne. Ta zbiórka jest też po to, żebym mogła jak najdłuższy czas pozostawać aktywna zawodowo i nie musiała myśleć o kosztach leczenia. Wszystkie wydatki będą rozliczane na podstawie faktur z fundacją. Dziękuję za każde wsparcie – wpłatę, udostępnienie i dobre słowo.

15 075 zł z 500 000 zł
3%
Renata Maślanka, Grabowiec

Powrót Renaty do zdrowia

Mam na imię Renata.Od 2024 roku choruję na szpiczaka plazmocytowego z towarzyszącą amyloidozą typu AL (łańcuchy lekkie lambda), która zajęła serce, szpik kostny, układ nerwowy, a także prawdopodobnie nerki i przewód pokarmowy. Moja choroba rozwijała się podstępnie. Zaczęło się od objawów zespołu cieśni nadgarstka oraz dwustronnego udaru niedokrwiennego mózgu. Przez długi czas nie udawało się postawić właściwej diagnozy, co niestety opóźniło rozpoczęcie leczenia. Dopiero w Poradni Hematologicznej szpitala MSWiA w Warszawie rozpoznano u mnie szpiczaka plazmocytowego z towarzyszącą amyloidozą i zajęciem serca. Stał się cud - w Narodowym Instytucie Kardiologii w Warszawie przeszłam przeszczep serca. Dzięki temu żyję i nadal walczę z chorobą. Po operacji otrzymałam pierwszą dawkę chemioterapii, jednak leczenie musiało zostać przerwane. Od lipca 2025 roku do dziś przebywam w Narodowym Instytucie Kardiologii z powodu przewlekłego i opornego zakażenia wirusem cytomegalii. Wirus spowodował uszkodzenie nerwów obwodowych, czego skutkiem jest niepełnosprawność ruchowa. Nie jestem w stanie samodzielnie się poruszać. Obecnie nie mogę kontynuować leczenia szpiczaka, ponieważ zakażenie CMV wciąż stanowi poważne zagrożenie. Dostępne metody leczenia okazały się nieskuteczne. Narodowy Instytut Kardiologii w Warszawie nawiązał współpracę ze szpitalem we Wrocławiu, który zaproponował mi eksperymentalną metodę leczenia cytomegalii. Skuteczne leczenie zakażenia pozwoli mi na kontynuowanie dalszej terapii i walki ze szpiczakiem. Koszt jednej dawki leczenia cytomegalii to około 100 000 zł - kwota, której nie jestem w stanie samodzielnie udźwignąć. Dlatego z całego serca proszę ludzi dobrej woli o pomoc. O wsparcie w sfinansowaniu leczenia, które może dać mi szansę na powrót do terapii nowotworu i dalszą walkę o życie. Każda pomoc, każde udostępnienie i każde dobre słowo mają ogromne znaczenie.Z całego serca dziękuję za okazane wsparcie. Renata

27 025 zł z 100 000 zł
27%
Piotr Błoch, Aleksandrów Łódzki

Zbiórka dla Piotra

Mam 57 lat i razem z żoną wychowujemy trójkę dzieci. Najstarszy syn studiuje, a my mu pomagamy finansowo, ma Zespół Aspergera i dominujące ADHD. Córka jest w trakcie diagnozy i pracuje na 1/3 etatu, a najmłodszy syn jest w spektrum autyzmu. Żona od 1 lutego pozostaje bez pracy, gdyż nie dostała nowej umowy o pracę, a miała czasową. Ja natomiast pobieram zasiłek opiekuńczy na najmłodszego syna. Pieniądze przeznaczę na dojazdy do lekarza i leki, których cały czas przybywa.

1 855 zł z 1 800 zł
103%
Łukasz Drygała, Tabor Wielki

Pomóż mi w walce z czerniakiem, proszę!

Jeszcze dwa miesiące temu moje życie było zupełnie zwyczajne. Miałem plany, marzenia i codzienność, która wydawała się stabilna. Dziś wszystko wygląda inaczej. Mam 44 lata i walczę z bardzo agresywnym czerniakiem. Diagnoza spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Niestety choroba rozwijała się w błyskawicznym tempie. W ciągu zaledwie czterech tygodni pojawiły się przerzuty – do wątroby, kręgosłupa, barku oraz zmiana kostna w głowie. Dodatkowo aż osiem węzłów chłonnych jest powiększonych. Lekarze powiedzieli wprost – choroba jest bardzo zaawansowana i nie kwalifikuję się do operacji. Moją jedyną szansą jest teraz leczenie immunoterapią oraz radioterapia. Każdy dzień to walka o zdrowie, o życie i o nadzieję, że leczenie zatrzyma chorobę. Aby móc się leczyć, muszę co dwa dni dojeżdżać do Wrocławia, oddalonego o około 100 kilometrów od mojego domu. Dla osoby chorej to ogromny wysiłek, ale również bardzo duże obciążenie finansowe. Do tego dochodzą koszty specjalistycznego żywienia oraz codziennych wydatków związanych z leczeniem. Przez całe życie starałem się pomagać innym ludziom. Nigdy nie przypuszczałem, że przyjdzie moment, w którym to ja będę musiał poprosić o pomoc. Bardzo długo się wahałem, zanim zdecydowałem się napisać te słowa. Jestem także ojcem. Mam 21-letniego syna, który rozpoczął swoją dorosłą drogę i studia. Zawsze chciałem być dla niego wsparciem i pomóc mu w realizacji jego marzeń. Dziś zamiast tego sam znalazłem się w sytuacji, w której potrzebuję pomocy, aby móc walczyć o zdrowie i przyszłość. W jednej chwili moje życie się zatrzymało. Plany na przyszłość rozsypały się, a ich miejsce zajęły wizyty w szpitalach, badania i niepewność jutra. Mimo wszystko staram się nie poddawać. Chcę walczyć. Chcę żyć. Dlatego zwracam się do Was z ogromną prośbą o pomoc. Każda wpłata, nawet najmniejsza, pomoże mi kontynuować leczenie, dojeżdżać na terapię i dać mojemu organizmowi szansę w tej trudnej walce. Z całego serca dziękuję każdej osobie, która zdecyduje się mnie wesprzeć. Wasza pomoc to nie tylko wsparcie finansowe – to także ogromna dawka nadziei.

2 450 zł z 25 000 zł
9%
Rafał Szymański, Trzebnica

Walka Rafała z glejakiem! Pomoc w leczeniu!

Nasz świat zatrzymał się 12 lat temu, kiedy usłyszeliśmy diagnozę: Astrocytoma (gwiaździak). Od tamtej pory codzienność mojego męża to nieustanna walka o każdy kolejny dzień. Mimo że choroba jest przeciwnikiem bezlitosnym, Rafał przez ponad dekadę udowadnia, jak wielką ma wolę życia. Obecnie mierzymy się z diagnozą Astrocytoma IDH mutant WHO G3. To nowotwór złośliwy, który wymaga od nas jeszcze większej mobilizacji i środków finansowych, których nam brakuje. 12 lat leczenia wyczerpało nasze oszczędności, a potrzeby rosną z każdym miesiącem. Na co zbieramy fundusze? W ramach Onkozbiórki Alivia gromadzimy środki, które pozwolą nam sfinansować: - Specjalistyczne badania i diagnostykę: Regularne kontrole MRI oraz nowoczesne testy genetyczne, które pomagają dopasować terapię. - Kosztowne dojazdy: Leczenie odbywa się w odległych ośrodkach, co przy obecnej intensywności terapii generuje ogromne koszty. - Leki i suplementację: Preparaty wspierające organizm w walce z nowotworem i łagodzące skutki uboczne leczenia. - Codzienne życie z chorobą: Wsparcie w opłaceniu opieki, ponieważ mąż nie jest w stanie pracować. Każda wpłata, nawet najmniejsza, to dla nas realna pomoc i sygnał, że nie jesteśmy w tym sami. Dziękujemy za każdą złotówkę i udostępnienie naszej historii. Wasze wsparcie daje nam siłę, by walczyć dalej!

694 zł z 50 000 zł
1%
Marcin Hejduk, Poniatowice

Maratończyk podejmuje najważniejszą walkę w swoim życiu - Glejak wielopostaciowy IV stopnia!

Mam glejaka IV stopnia, zbieram na leczenie, które może dać mi więcej czasu. Kilka lat temu przebiegłem maraton w Nowym Jorku – 42,195 km, cel, który wydawał mi się wtedy szczytem moich możliwości. Dziś wiem, że prawdziwy test wytrzymałości wygląda zupełnie inaczej. 7 grudnia 2025 roku, podczas urodzin syna, przyszedł przejmujący ból głowy. Kilka godzin później leżałem w szpitalu we Wrocławiu z diagnozą: glejak wielopostaciowy IV stopnia – jeden z najbardziej agresywnych nowotworów mózgu. 30 grudnia 2025 przeszedłem operację neurochirurgiczną. Za kilka dni zaczynam sześć tygodni radioterapii i chemioterapii. To leczenie standardowe – niezbędne, ale w przypadku glejaka IV stopnia często niewystarczające. Dlatego zbieram na nowoczesne terapie, które nie są refundowane w Polsce. Po zakończeniu standardowego leczenia chcę skorzystać z metod, które realnie mogą wydłużyć życie pacjentom z moją diagnozą: zaawansowanych form radioterapii, immunoterapii, terapii protonowej, termoterapii NanoTherm. Moim głównym celem jest terapia TTFields (Optune) – jedyna metoda, która w badaniach klinicznych istotnie poprawiła rokowania u pacjentów z glejakiem IV stopnia. W wielu krajach jest już standardem. W Polsce nie jest refundowana. Koszty tych terapii są wysokie – od kilkudziesięciu tysięcy złotych do nawet kilku milionów w przypadku pełnego cyklu Optune. Każda zebrana kwota ma jednak znaczenie: jeśli uda się zebrać więcej – skorzystam z Optune. Jeśli mniej – każda złotówka i tak zostanie przeznaczona na inne dostępne metody leczenia. Wiem, że zbiórek jest dużo i każda historia wydaje się pilna. Nie będę przekonywał, że moja jest wyjątkowa. Mogę powiedzieć tyle: mam 47 lat, ukochaną żonę, z którą wziąłem ślub 10 maja 2025 roku, dwoje dzieci. Jedno z nich wymaga ode mnie więcej obecności niż przeciętny nastolatek. To dodatkowy powód, dla którego walczę o czas. Jak działa ta zbiórka? Wszystkie bieżące koszty – leki, dojazdy do szpitali, konsultacje, noclegi, fizjoterapia, wsparcie psychologiczne – pokrywam z rodziną z własnych środków. Ta zbiórka jest przeznaczona wyłącznie na kosztowne terapie, które są poza naszym zasięgiem finansowym. Współpracuję z Fundacją Alivia. Środki nie trafiają na moje konto – są rozliczane fakturami i przekazywane bezpośrednio do placówek medycznych. Jeśli zakwalifikuję się do badań klinicznych Optune i nie wykorzystam wszystkich pieniędzy, zostaną przeznaczone na pomoc innym chorym. Co możesz zrobić? Wpłacić dowolną kwotę. Przekazać 1,5% podatku. Albo po prostu udostępnić tę zbiórkę dalej – to też realna pomoc. Dziękuję za uwagę i za każdą formę wsparcia.

11 570 zł z 900 000 zł
1%
Dorota Melerska, Lelkowo

Pomóżmy mojej Mamie wygrać czas i życie

Moja Mama od lat pomaga innym – jest pielęgniarką, nadal aktywnie pracującą w zawodzie. Każdego dnia wspiera pacjentów w najtrudniejszych chwilach. Dziś sama znalazła się po drugiej stronie szpitalnego łóżka. Mama choruje na zaawansowanego raka płuca z mutacją EGFR. Dotychczasowe leczenie przestało działać. W styczniu usłyszeliśmy, że nowoczesna terapia ma zostać objęta refundacją od kwietnia. Na tej podstawie podjęliśmy decyzję o uruchomieniu zbiórki, aby sfinansować leczenie do czasu wejścia refundacji. Obecnie sytuacja uległa zmianie. Refundacja nie zostanie najprawdopodobniej wdrożona, a dostęp do leku w Polsce jest ograniczony i możliwy głównie w ramach badań klinicznych, które nie prowadzą aktualnie rekrutacji dla pacjentów po wcześniejszym leczeniu. W onkologii rzeczywistość potrafi zmieniać się bardzo szybko – decyzje administracyjne, dostępność badań, ścieżki terapeutyczne. Dziś stoimy przed koniecznością szukania innych rozwiązań: kontaktujemy się z ośrodkami w Polsce i za granicą, rozważamy alternatywne leczenie, staramy się uzyskać indywidualny dostęp do terapii. Środki zgromadzone w zbiórce zostaną przeznaczone wyłącznie na leczenie Mamy – niezależnie od tego, jaka forma terapii okaże się dostępna. Może to być nowoczesna terapia celowana, udział w badaniu klinicznym lub inna procedura ratująca życie. Najważniejsze jest jedno: Mama nie może zostać bez leczenia. Chcemy, aby mogła jak najdłużej: – żyć bez bólu i z godnością – pozostać aktywna zawodowo – robić to, co kocha – pomagać innym Każda wpłata i każde udostępnienie daje nam realną możliwość działania. Dziękujemy za zaufanie i wsparcie w tej trudnej, dynamicznej sytuacji.

102 000 zł z 120 000 zł
85%
Justyna Kamińska, Gorlice

Nowotwór złośliwy mózgu - płat czołowy

Nie poddaję się 😉 Walczę 💪 Nazywam się Justyna, mam 39 lat i jestem mamą dwóch wspaniałych córeczek, które są moją największą motywacją do walki z chorobą.W lutym 2025 roku moje życie zmieniło się z dnia na dzień. Pewnej nocy dostałam ataku padaczki, a przeprowadzone badania wykazały guz mózgu – gwiaździaka II stopnia złośliwości. Pod koniec kwietnia tego samego roku przeszłam operację, podczas której guz został całkowicie usunięty. Po operacji przeszłam przez trudny okres rekonwalescencji, zmagając się z afazją i innymi powikłaniami. Z determinacją i wsparciem bliskich udało mi się wrócić do siebie. Wierzyłam, że najgorsze mam już za sobą. Niestety, podczas drugiej kontroli w październiku usłyszałam diagnozę, która znów przewróciła mój świat do góry nogami – wznowa. Kolejne badania zakwalifikowały mnie do następnej operacji, która jest zaplanowana na luty tego roku. Mimo kolejnych wyzwań nie poddaję się. Każdego dnia budzę się dla moich córeczek i walczę o każdy wspólny dzień z nimi. Wierzę, że uda mi się pokonać chorobę. Istnieje możliwość, że będę mogła uzyskać dostęp do nowoczesnego leku, który może spowolnić rozwój komórek rakowych, jednak wiąże się to z dodatkowymi kosztami, których niestety nie jestem w stanie pokryć samodzielnie.Zwracam się z pokorną prośbą o wsparcie finansowe na dalsze leczenie i terapie. Każda pomoc, nawet najmniejsza, przybliża mnie do szansy na zdrowie i życie z moimi dziećmi. Z całego serca dziękuję za każdą formę wsparcia.Justyna

58 325 zł z 50 000 zł
116%
Anna Nowak, Katowice

Zbiórka na nierefundowane leczenie

Dzień dobry, mam na imię Anna i mam 46 lat. Od 2022 roku choruję na raka żołądka. Przeszłam całkowitą resekcję żołądka. Udało się zatrzymać chorobę w 2024 roku, jednak niestety doszło do nawrotu. Lek, który powstrzymywał chorobę, nie jest refundowany. Obecnie miesięczne leczenie kosztuje 35 000 zł, co stanowi bardzo wysoki wydatek. Z góry dziękuję za wsparcie!

2 180 zł z 840 000 zł
0%
Beata Bednarek, Warszawa

Mam dla kogo żyć, pomóż mi wygrać z rakiem.

Nazywam się Beata. Jestem mamą wspaniałej jedenastolatki, dla której każdego dnia walczę o zdrowie i życie. W marcu ubiegłego roku zdiagnozowano u mnie raka w zaawansowanym stadium. Mam aż dwa nowotwory: raka macicy i raka szyjki macicy. Choroba odebrała mi możliwość pracy i codziennego funkcjonowania, a teraz każda chwila jest walką o przyszłość moją i mojej córki. Leczenie, które daje mi nadzieję na powrót do zdrowia, jest bardzo kosztowne. Potrzebuję środków na leki, terapię, dojazdy do szpitala, środki higieny osobistej. Proszę o każdą pomoc, aby móc być przy moim dziecku, patrzeć, jak dorasta, i przeżywać z nią kolejne lata. Dziękuję za wsparcie, każde dobre słowo i każdą wpłatę.

1 045 zł z 15 000 zł
6%