Zbiórki

Ewa Kreczmańska, Warszawa

Pomóż Ewie wygrać walkę z niezwykle rzadkim nowotworem trzustki

Jeszcze kilka miesięcy temu życie naszej mamy i babci Ewy, toczyło się zwyczajnym rytmem. Przez ponad 30 lat prowadziła stołówkę w Szkole Podstawowej nr 103 w Warszawie, gdzie z ogromnym zaangażowaniem każdego dnia dbała o żywienie setek dzieci – zawsze uśmiechnięta, życzliwa i gotowa pomóc. Miała ogromne serce. Nigdy nie odmawiała wsparcia, a dobro innych stawiała ponad własne. Dziś to ona potrzebuje pomocy. Zaledwie kilka miesięcy po przejściu na emeryturę usłyszała diagnozę, która wywróciła nasze życie do góry nogami - bardzo rzadki nowotwór trzustki – gruczołowo-płaskonabłonkowego raka trzustki (adenosquamous carcinoma). Ten typ nowotworu stanowi zaledwie około 1% wszystkich nowotworów trzustki, dlatego istnieje bardzo niewiele badań klinicznych i nie ma jednoznacznie ustalonego najlepszego sposobu leczenia. Każda decyzja terapeutyczna jest ogromnym wyzwaniem, a czas odgrywa kluczową rolę. Każdy dzień miał znaczenie. Guz był duży i agresywny, dlatego nie mogliśmy czekać na odległy termin w publicznym systemie. Aby dać mamie realną szansę na życie, zdecydowaliśmy się na kosztowną operację prywatną. Była to jedyna możliwość szybkiego usunięcia nowotworu. Teraz przed nami kolejny etap walki. Zbieramy środki na wykonanie zaawansowanych badań molekularnych guza w laboratorium CeGaT w Niemczech, które należą do najbardziej kompleksowych badań tego typu w Europie. Dzięki nim możliwe będzie dokładne poznanie profilu genetycznego nowotworu i znalezienie jego największych słabości. W przypadku tak rzadkiego nowotworu może to otworzyć drogę do terapii celowanych, immunoterapii lub badań klinicznych prowadzonych w najlepszych ośrodkach na świecie. Badania te mają przybliżyć nas do najnowocześniejszych metod leczenia stosowanych na świecie, ponieważ w przypadku tak rzadkiego nowotworu standardowe schematy nie zawsze są wystarczające. Zbieramy również środki na pokrycie kosztów prywatnej operacji, która była konieczna, aby uratować mamie życie. Bez niej nie mielibyśmy dziś szans walczyć o kolejne etapy leczenia. Każda wpłata, każde udostępnienie naszej zbiórki i każde dobre słowo dają nam nadzieję, że uda się zapewnić mamie dostęp do najlepszej możliwej diagnostyki i leczenia. Przez całe życie to ona troszczyła się o innych. Dziś my chcemy zrobić wszystko, aby mogła nadal być z nami. Dziękujemy z całego serca za każdą okazaną pomoc. ❤️

0 zł z 120 000 zł
0%
Marcin Gradowski, Myszków

Nie prosimy o cud. Prosimy o szansę na życie dla Marcina

Jeszcze kilka tygodni temu planowaliśmy wspólną przyszłość. Dziś walczymy o to, by ta przyszłość w ogóle była... Nigdy nie przypuszczałam, że będę pisać takie słowa. Zawsze wydawało mi się, że o pomoc proszą inni. Dziś to my stoimy po tej stronie. I choć jest to dla nas niezwykle trudne, wiemy, że sami nie damy rady. Marcin ma 45 lat. Jest policjantem, człowiekiem, który przez lata służby pomagał innym. Zawsze stawiał dobro drugiego człowieka ponad własne. Jest też tatą dwóch córek i moim ukochanym mężem. Jeszcze niedawno cieszyliśmy się jego zawodowym sukcesem. Po kilku miesiącach nauki ukończył kurs oficerski w Akademii Policji w Szczytnie. Awans na stopień podkomisarza był spełnieniem jego marzeń i ukoronowaniem wielu lat ciężkiej służby. Jestem z niego ogromnie dumna. Niestety, życie napisało dla nas zupełnie inny scenariusz. W dniu, gdy jego koleżanki i koledzy z Policji świętowali Święto Policji, odbierali awanse i cieszyli się wspólną uroczystością, Marcin siedział w Narodowym Instytucie Onkologii na kolejnych badaniach. Zamiast galowego munduru były szpitalne korytarze. Zamiast gratulacji - oczekiwanie na wyniki i kolejne rozmowy z lekarzami. Kilka tygodni wcześniej usłyszeliśmy diagnozę, która odebrała nam spokój. Chrzęstakomięsak miednicy (G2) - złośliwy nowotwór kości. Choroba zdążyła dać przerzuty do płuc. Od tamtej chwili nasze życie przestało przypominać normalną codzienność. Zamiast planować przyszłość, planujemy kolejne wyjazdy do szpitali. Warszawa. Lublin. Kraków. Szczecin. Przemierzamy setki i tysiące kilometrów w poszukiwaniu lekarza, który powie: „Spróbujemy.” Każda konsultacja daje nam nową wiedzę, ale również kolejne pytania. Jedni lekarze zamknęli przed nami drzwi, mówiąc, że nie są już w stanie pomóc. Inni zostawili nam promyk nadziei - jeśli uda się zmniejszyć aktywność guza lub zahamować jego rozwój, być może będzie możliwe leczenie operacyjne. Dlatego nie zatrzymaliśmy się na Polsce. Każdego dnia kompletujemy dokumentację medyczną, tłumaczymy wyniki badań, rezonanse i tomografie. Wysyłamy e-maile do zagranicznych ośrodków onkologicznych i czekamy na odpowiedzi. Austria. Włochy. Hiszpania... Szukamy specjalistów, którzy zajmują się leczeniem tak trudnych przypadków. Szukamy możliwości terapii protonowej lub leczenia jonami węgla, bo dopóki istnieje choć jedna szansa, nie chcemy z niej rezygnować. Nie wiemy, czy uda się zakwalifikować. Nie wiemy, jakie odpowiedzi otrzymamy. Wiemy tylko jedno. Nie chcemy kiedyś spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: „A może był jeszcze jeden lekarz... A może był jeszcze jeden ośrodek... A może była jeszcze jedna szansa, której nie wykorzystaliśmy...” Każdy dzień to kolejne telefony, kolejne e-maile, kolejne godziny spędzone na szukaniu ratunku. Nasz samochód stał się drugim domem. Walizki właściwie przestały być rozpakowywane. Najtrudniejsze nie są jednak kilometry. Najtrudniejsze jest patrzenie na człowieka, którego kocham najbardziej na świecie, jak każdego dnia zmaga się z bólem, a mimo to wciąż próbuje się uśmiechać i mówi: „Damy radę”. To on dodaje sił mnie, kiedy sama zaczynam je tracić. Nigdy nie przypuszczaliśmy, że będziemy musieli prosić o pomoc. Dziś robimy to z pokorą. Jednym z najpilniejszych kroków jest wykonanie zaawansowanego badania genetycznego Exacta, którego koszt wynosi około 25 000 zł. Badanie może pomóc wykryć zmiany molekularne w nowotworze Marcina, a dzięki temu wskazać możliwe terapie celowane, dostępne leki lub badania kliniczne, do których mógłby zostać zakwalifikowany. Nie daje nam gwarancji, ale może otworzyć kolejną drogę leczenia, której dziś jeszcze nie znamy. Nie prosimy o cud. Prosimy o możliwość wykorzystania każdej szansy. O możliwość dalszych konsultacji, leczenia w Polsce i za granicą, tłumaczeń dokumentacji medycznej, wyjazdów, badań i terapii, jeśli tylko gdziekolwiek na świecie pojawi się możliwość, która może pomóc Marcinowi. Każda wpłata to kolejny krok. Każde udostępnienie może sprawić, że nasza historia dotrze do osoby, która wskaże nową drogę. Każde dobre słowo przypomina nam, że w tej walce nie jesteśmy sami. Nie wiemy, jak zakończy się ta historia. Ale wiemy jedno. Dopóki bije serce Marcina, dopóty będziemy walczyć. Bo życie człowieka, którego kocham, warte jest każdej nadziei. Dziękujemy z całego serca za każdą pomoc. Dzięki Wam możemy zrobić wszystko, aby kiedyś powiedzieć sobie, że nie poddaliśmy się ani na chwilę. ❤️

82 492 zł z 300 000 zł
27%
Olena Tkachenko, WROCŁAW

Walczę z rakiem piersi – proszę o wsparcie

Moja historia Mam na imię Olena. Jestem mamą dwójki wspaniałych dzieci w wieku 15 i 13 lat. Od 2022 roku samotnie wychowuję je we Wrocławiu. Mój mąż pozostał w Ukrainie, nie mieszkamy razem i obecnie trwa postępowanie rozwodowe. Jeszcze niedawno prowadziłam zwyczajne życie – pracowałam, opiekowałam się dziećmi i starałam się zapewnić im spokojny dom. Wszystko zmieniło się, gdy usłyszałam diagnozę: rak piersi. Obecnie przechodzę leczenie onkologiczne. Mam już za sobą trzy cykle chemioterapii. Leczenie jest bardzo wyczerpujące, ale każdego dnia walczę o zdrowie i o to, by być z moimi dziećmi jak najdłużej. Pomimo choroby staram się zachować siłę i nie poddawać się. Pracuję, jednak z powodu leczenia przebywam na zwolnieniu lekarskim. Otrzymywane świadczenie nie wystarcza na pokrycie wszystkich wydatków. Wynajmuję mieszkanie, utrzymuję rodzinę i niedawno dowiedziałam się również o zadłużeniu za wodę. Każdy miesiąc jest dla nas ogromnym wyzwaniem. Najtrudniejsze są chwile, kiedy oprócz walki z chorobą muszę martwić się o codzienne życie i przyszłość moich dzieci. Chciałabym móc skupić się na leczeniu i odzyskaniu zdrowia, zamiast każdego dnia zastanawiać się, czy wystarczy nam środków na podstawowe potrzeby. Dlatego zwracam się z ogromną prośbą o wsparcie na pokrycie bieżących kosztów związanych z leczeniem i jego skutkami. Każda wpłata, każda udostępniona informacja i każde dobre słowo są dla mnie ogromną pomocą i dają mi nadzieję. Dziękuję z całego serca wszystkim, którzy zdecydują się wesprzeć mnie w tej trudnej walce. Dzięki Państwa pomocy będę mogła skupić się na leczeniu i zrobić wszystko, aby wrócić do zdrowia dla moich dzieci.

0 zł z 20 000 zł
0%
Katarzyna Kowalska, Kraków

Kasia umiera, pozwól jej żyć!

Choroba przyszła zupełnie znienacka. Kasia nagle, w jednej chwili dostała silnego ataku epilepsji. Wezwane pogotowie natychmiast zabrało ją do szpitala. A przecież nic wcześniej nie wskazywało, że coś się dzieje z jej mózgiem… Do tej pory sądziliśmy, że największą tragedią był ten dzień, gdy Kasia miała wypadek, w wyniku którego doszło do uszkodzenia kręgosłupa. Przeszła trzy operacje, miała w ciele metalowe części do stabilizacji kości. To jednak okazało się niczym w obliczu takiej diagnozy. Na całą naszą rodzinę spadła okrutna wiadomość. U Kasi wykryto nowotwór mózgu – glejaka. Teraz Kasia jest już po operacji! Guz został usunięty, a za nami pierwszy, bardzo trudny etap walki. To ogromna ulga, ale niestety to jeszcze nie koniec. Glejak wielkości pomarańczy został usunięty, lecz niebezpieczeństwo utraty całkowitej sprawności tkwi w glejaku, który pozostał w mózgu w postaci rozlanej plamy przy ośrodku mowy i ruchu. Do tego poprzednie operacje kręgosłupa zakończyły się wszczepieniem protezy, która niestety nie usunęła bólu towarzyszącego jej na co dzień ani nie pozwala na dłuższe przebywanie w jednej pozycji. Pilnie potrzebna jest ogromna suma na wdrożenie leku, który przy tej mutacji, jaka została wykryta w badaniu histopatologicznym, blokuje enzymy napędzające ponowny wzrost guza i może o połowę zmniejszyć progresję choroby. Liczy się każda złotówka, proszę, nie przechodź obojętnie!

465 zł z 6 000 000 zł
0%
Paweł Słupiński, Zgierz

Zbiórka na leczenie

Nie proszę o cud. Proszę o szansę na leczenie. Mam na imię Paweł. Walczę z agresywnym rakiem przełyku. Jeszcze niedawno miałem plany i marzenia jak każdy. Dziś moim największym marzeniem jest wygrać z chorobą i odzyskać zdrowie. W ciągu zaledwie trzech miesięcy schudłem 18 kilogramów. Nowotwór sprawił, że nawet jedzenie stało się ogromnym wyzwaniem. Mogę przyjmować głównie posiłki płynne i papkowate. Aby zatrzymać wyniszczanie organizmu, muszę stosować specjalistyczne, wysokobiałkowe i wysokoenergetyczne żywienie medyczne. To nie jest wybór – to konieczność, która daje mi siłę do dalszej walki. Każdy kolejny etap leczenia wymaga specjalistycznej diagnostyki. Już same rozszerzone badania laboratoryjne i diagnostyczne to bardzo duży wydatek, a nie wszystkie są refundowane. Bez nich lekarze nie mogą w pełni ocenić przebiegu choroby ani dobrać najlepszego leczenia. Choroba odbiera mi również siłę i masę mięśniową. Dlatego potrzebuję rehabilitacji, fizjoterapii i terapii wspomagających, które pomagają utrzymać sprawność oraz przygotować organizm do kolejnych etapów leczenia. Środki z tej zbiórki zostaną przeznaczone na specjalistyczne badania, leczenie, leki, żywienie medyczne, rehabilitację, fizjoterapię, dojazdy do ośrodków onkologicznych oraz wszystkie niezbędne wydatki związane z walką o zdrowie. Nigdy nie przypuszczałem, że będę musiał prosić o pomoc. Dziś wiem, że sam nie dam rady. Każda wpłata i każde udostępnienie przybliżają mnie do kolejnego badania, kolejnego etapu leczenia i kolejnej szansy. Nie proszę o litość. Proszę o możliwość walki. O szansę, by wykorzystać każdą dostępną metodę leczenia i nie poddać się, dopóki jest nadzieja. Z całego serca dziękuję za każdą złotówkę, każde udostępnienie i każde dobre słowo. Dzięki Wam wiem, że w tej walce nie jestem sam.

250 zł z 30 000 zł
0%
Halina Chomont, Dolaszewo

Pomoc

Zawalił mi się cały świat 23.05.2025 - diagnoza: rak trzustki. Sami wiecie, jak to brzmi... Drugi raz zawalił się 21.07.2026. To właśnie wtedy dowiedziałam się, że chemioterapia przestała działać i nastąpił wzrost przerzutów. Kolejny cios - w drugiej linii leczenia zaproponowano mi jedynie lek, który ma niewielką skuteczność. Jeżeli chciałabym otrzymać bardziej skuteczny lek, który zatrzyma na jakiś czas chorobę, muszę zapłacić za niego sama, gdyż niestety nie jest on refundowany w drugiej linii leczenia. Koszt takiej miesięcznej terapii wynosi od 6000 do 9000 zł. Niestety nie posiadam takich środków, dlatego z całego serca bardzo proszę o pomoc.

4 388 zł z 60 000 zł
7%
Magda Rogalska, Warszawa

Pomóż mi wygrać walkę z rakiem piersi

To nie jest historia o poddaniu się. To historia o walce. Jeszcze niedawno myślałam o przyszłości. O tym, co chcę osiągnąć, jak ułożyć sobie życie i krok po kroku realizować swoje plany. Nie przypuszczałam, że zamiast planować kolejne miesiące, będę przygotowywać się do operacji i uczyć się żyć z diagnozą raka piersi. Nigdy nie uważałam się za osobę, która łatwo się poddaje. Dlatego, zamiast pytać „dlaczego ja?”, staram się każdego dnia szukać rozwiązań i iść naprzód. Choroba wiele zmieniła, ale nie odebrała mi nadziei ani wiary, że jeszcze wrócę do normalnego życia. Przede mną operacja, leczenie i rehabilitacja. Wiem, że ta droga będzie wymagała ode mnie dużo siły, cierpliwości i czasu. Chcę przejść ją najlepiej, jak potrafię. Jednocześnie leczenie wiąże się z kosztami, których nie da się uniknąć - lekami, rehabilitacją, dojazdami do szpitala, wyrobami medycznymi i wieloma wydatkami, o których wcześniej nawet nie myślałam. Dlatego zdecydowałam się poprosić o pomoc. Nie dlatego, że zabrakło mi siły. Wręcz przeciwnie, chcę całą swoją energię przeznaczyć na walkę o zdrowie. Wierzę, że za jakiś czas będę mogła zamknąć ten rozdział i wrócić do życia, które zostało nagle zatrzymane. Jeżeli zechcesz być częścią tej drogi, będę Ci ogromnie wdzięczna. Dziękuję za każdą wpłatę, każde udostępnienie i każde dobre słowo.

13 229 zł z 30 000 zł
44%
Danuta Woronowicz, Piątnica Poduchowna

Mam wskazanie do terapii nowym lekiem, ale NFZ o mnie zapomniał

Mam na imię Danusia. Wysłano mnie na wcześniejszą emeryturę. Dwa tygodnie później dowiedziałam się, że mam raka jajnika. Przez 37 lat byłam pielęgniarką i na emeryturze chciałam kontynuować swoją pracę. Mimo regularnych badań nie wykryto u mnie żadnych zmian. Przeszłam przez wszystkie schematy leczenia, które są dostępne. Pojawił się nowy lek, a ja mam kliniczne uzasadnienie na jego stosowanie. Niestety NFZ zdecydował, że po 3 wznowach lek mi nie przysługuje. Walczę z rakiem od 15 lat. Lekarze dawali nie więcej niż rok. Miałam kilka operacji, kilka chemioterapii, kilka radioterapii. Są leki, które wydłużają życie. Warto walczyć i żyć! Nie chodzi mi o kolejne miesiące, ale o lata. Niestety kolejne lata życia mają swoją cenę. Być może mój przypadek udowodni naszemu Ministerstwu Zdrowia, że życie jest bezcenne.

570 zł z 180 000 zł
0%
Mariusz Szymczak, Perzów

Leczenie i rehabilitacja Mariusza

Jeszcze niedawno nasza rodzina prowadziła zwyczajne życie, a dziś cała nasza codzienność podporządkowana jest walce o zdrowie i sprawność mojego taty. Mariusz był aktywnym, pełnym planów człowiekiem. Z zaangażowanego w życie lokalnej społeczności i parafii człowieka, ojca i głowy rodziny w ciągu kilku dni Mariusz został pacjentem onkologicznym. Dziś każdego dnia toczy najtrudniejszą walkę – walkę z nowotworem glejowym mózgu. Choroba rozpoczęła długą drogę pełną badań, konsultacji oraz trudnych decyzji. Każdy kolejny etap to nowe wyzwania i ogromny stres, ale nie tracimy nadziei. Przed Mariuszem ciężkie leczenie. Nie wiemy, co przyniosą kolejne tygodnie i miesiące, ale wiemy jedno – chcemy wykorzystać każdą możliwą szansę, by pomóc Mariuszowi. Nie zamierzamy się poddawać. Niestety walka z chorobą wiąże się z bardzo dużymi kosztami, których sami w całości nie jesteśmy w stanie pokryć, dlatego zwracamy się z ogromną prośbą o pomoc. Zebrane środki zostaną przeznaczone przede wszystkim na: - wizyty u specjalistów i konsultacje medyczne oraz dojazdy, - rehabilitacje, - leki oraz środki medyczne, - dojazdy do ośrodków leczenia, - sprzęt rehabilitacyjny i pomocniczy, - wszelkie wydatki związane z leczeniem i opieką nad tatą. Każda wpłata, nawet najmniejsza, daje nam możliwość dalszej walki i ogromną nadzieję. Będziemy również ogromnie wdzięczni za udostępnienie naszej zbiórki. Weronika, córka Mariusza

100 zł z 100 000 zł
0%
Monika Chylak-Łakomska, Sosnowiec

MAMY TO, DZIĘKUJEMY! - Mam 31 lat i w ósmym miesiącu ciąży zdiagnozowano u mnie raka piersi z przerzutami

Brak nam słów, dziękujemy za wszystkie wpłaty. Uzbieraliśmy potrzebną kwotę, a nawet dużo więcej. Dziękujemy za wszystkie przelewy. Nadprogramowa kwota zostanie przeznaczona w całości na mój powrót do zdrowia, a jeśli będzie bardzo szybki, czego sobie życzę, pieniądze trafią do kolejnej pięknej duszy. Dziękujemy! --- Po paru latach starań zaszłam w ciążę. Guza wyczułam jeszcze przed ciążą, a zmiana była do obserwacji. Przeszłam kilku specjalistów, aby mieć pewność, że będę mogła karmić piersią i potwierdzić, że nic złego się nie dzieje. W ósmym miesiącu ciąży usłyszałam diagnozę nowotworu złośliwego piersi z przerzutami do węzłów chłonnych - pachowych, podobojczykowych i nadobojczykowych. Po wynikach biopsji okazało się, że jest to jeden z najbardziej złośliwych nowotworów piersi - trójujemny podtyp. Jeszcze w ciąży otrzymałam mocną chemioterapię. Jestem po 4 cyklach, czeka mnie jeszcze dalsza chemioterapia, operacja i radioterapia. Teraz następnym krokiem w leczeniu jest immunoterapia, która z uwagi na stopień zaawansowania choroby nie jest refundowana przez NFZ. Mam miesięczną, upragnioną córeczkę, wspaniałego męża i wiele planów. Będę wdzięczna za wsparcie w powrocie do zdrowia. Czasu mam niewiele, bo leczenie musi rozpocząć się jeszcze w lipcu. Każda wpłata przybliża mnie do możliwości rozpoczęcia terapii, która może uratować moje zdrowie i życie. Dziękuję za każdą formę wsparcia - finansową, udostępnienie zbiórki, dobre słowo. Mocno wierzę w to, że z Waszą pomocą to naprawdę może się udać.

261 080 zł z 200 000 zł
130%
Andrzej Stępień, Polanów

Zbiórka na leczenie onkologiczne Andrzeja

Zebrane środki chcę przeznaczyć na pokrycie kosztów leku onkologicznego, preparatów wspierających oraz leczenia trudno gojącej się rany na nodze. Wsparcie potrzebne jest także w opłaceniu wydatków przeznaczanych na dojazdy do Centrum Onkologii w Bydgoszczy i Centrum Leczenia Ran w Koszalinie.

14 811 zł z 30 500 zł
48%
Tomasz Wołoszyn, Serock

Glioblastoma! Pomóż mi uratować marzenia!

Kochani, Glioblastoma, czyli glejak wielopostaciowy IV stopnia złośliwości to diagnoza, która w każdym przypadku wywraca życie ludzi chorujących oraz ich rodzin do góry nogami. Ja jednak postanowiłem być najtwardszy, jak tylko potrafię i mocno walczyć o przetrwanie ciężkiej choroby, bo taką mam naturę, bo tego również nauczyło mnie życie, nie zawsze usłane różami. Zawsze o wszystko musiałem walczyć samodzielnie, często biorąc na swoje barki przeciwności losu. Niestety przychodzi czasem taki moment w życiu, że trzeba po prostu prosić o pomoc... Przez blisko 30 lat byłem strażakiem Państwowej Straży Pożarnej, więc cały okres mojej służby był ściśle związany z pomaganiem innym ludziom. Taką ścieżkę życiową po prostu wybrałem z pasji i zamiłowania do charakteru służby. Po odejściu na emeryturę postanowiłem jednak "nie zawieszać rękawic na kołku" tylko przekazywać swoją wiedzę i doświadczenie młodym pokoleniom. W taki sposób zostałem nauczycielem w liceum, gdzie realizowana jest między innymi edukacja dla klas mundurowych, w tym o profilu pożarniczym. W realizacji mojej dotychczasowej pracy zawodowej zarówno strażaka, jak i nauczyciela zawsze miałem ogromne wsparcie mojej kochanej rodziny - żony i syna, którzy dziś w obliczu mojej choroby jeszcze bardziej otaczają mnie troską i uczuciem. Chcę i muszę dla nich żyć, chcę dalej wprowadzać w dorosłe życie mojego niespełna 17-letniego syna, chcę dalej być silnym ramieniem i oparciem dla mojej żony, która zawsze była i jest przy mnie, a na wczesnym etapie mojej choroby uratowała mi życie, sama oczekując na poważną operację. Jako rodzina nie mamy wielkich wymagań - chcemy tylko wspólnie spokojnie i zdrowo funkcjonować i realizować wspólną pasję, którą są podróże. Osobiście bardzo chciałbym wrócić także do drugiej swojej pasji, którą jest granie muzyki. Na przeszkodzie stanęła nam moja choroba. Obecnie jestem po ciężkiej operacji usunięcia guza z mózgu, a za chwilę zaczynam dalsze, wyczerpujące leczenie onkologiczne. To początek drogi i wiem, że aby przeżyć muszę szukać dalszej specjalistycznej pomocy, także niestety nierefundowanej. Specjalistyczna dieta, szukanie pomocy w innowacyjnych metodach leczenia glejaka, takich jak terapia Optune (TTFields) czy terapia Nanotherm to ogromne koszty, których nie jesteśmy w stanie samodzielnie sfinansować. Każda złotówka od Was w tej sytuacji jest dla nas nie na wagę złota, ale na wagę życia. Bo prawdziwym złotem jest zdolność do pomagania innym.

65 355 zł z 360 000 zł
18%