Zbiórki

Daniel Szostek, Bielsko-Biała

Przeszczep szpiku kostnego

Witajcie, mam na imię Daniel Szostek. Zwracam się do Was z prośbą o pomoc o jedyną szansę na wyzdrowienie, którą jest przeszczep szpiku kostnego. Zostałem już zakwalifikowany, ale przeszkodą do tego jest wyleczenie moich zębów. Wszystkie zabiegi, które są przeprowadzane, są nierefundowane. Z moją chorobą walczę już rok i jestem po chemioterapii, która zniszczyła moje zęby. Przed zachorowaniem byłem aktywną osobą i miałem wiele pasji: chodzenie po górach, jazda na rowerze, kajakarstwo, piłka nożna. Niestety nie mogę teraz tego kontynuować i jedyny sosób, żeby wrócić do dawnego życia to przeszczep komórek macierzystych. Obecnie jestem na rencie od roku i razem z żoną nie starcza nam na leczenie. Bardzo Was proszę o pomoc.

0 zł z 50 000 zł
0%
Dorota Kimus, Warszawa

Pomóż mnie uratować - Ja chcę żyć !

Nie spodziewałam się, że moje życie może zmienić się tak nagle. Jestem Dorota, mam 20 lat. Byłam na wyjeździe wakacyjnym - wycieczka objazdowa, miała to być chwila wytchnienia, poznawania świata, zawierania znajomości. Musiałam jednak wrócić wcześniej przez tragiczne samopoczucie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to początek czegoś, co odbierze mi wszystko. Gdy wróciłam do Polski udałam się do szpitala: Diagnoza była jak wyrok: ostra białaczka szpikowa. Wraz z nią szpital, konsultacje lekarskie, pobrania krwi, biopsja szpiku, zakładanie portu, prześwietlenia i mnóstwo innych badań. Po dwóch tygodniach - chemioterapia, pierwszy cykl zadziałał na mnie w pełni, lekarz przyszedł z informacją - remisja. To oczywiście nie był koniec walki, tylko początek 6 miesięcy chemii podtrzymującej. Całe dni spędzone na oddziale dziennym, badania krwi co tydzień i ciągłe wizyty w poradniach. Miałam dostać przeszczep już w styczniu, posiadałam wszystkie zaświadczenia, byłam gotowa na przyjazd na oddział, niestety mój dawca zachorował i zostałam zmuszona czekać kolejne miesiące. Kolejny przeszczep był planowany na kwiecień/maj, ku zdziwieniu wszystkich w lutym zaczęłam gorączkować i na moim ramieniu pojawił się guzek, który został wycięty i poddany badaniom. W oczekiwaniu przeszłam mnóstwo badań, w których nic nie wynikało. Wtedy przyszedł wynik badania histopatologicznego - naciek białaczkowy. Po tym szybko pojawiły mi się guzki na węzłach chłonnych, rosnące nad wyraz szybko. Węzły chłonne wewnątrz brzucha również zaczęły się powiększać i uciskać na inne narządy. Nie doczekałam się przyjęcia na oddział w ustalonym terminie, ból był zbyt duży, pogotowie i lekarz na SOR’ze dali mi przeciwbólowe w większych dawkach i zostawili. Dopiero gdy przyszłam do doktor prowadzącej, udało się mnie umieścić na oddziale szybciej, za co jestem wdzięczna. Wtedy usłyszałam wznowa - ostra białaczka szpikowa z wyjściem poza szpikowym. Tutaj zaczęła się kolejna seria badań i otrzymanie chemii ratunkowej. Zadziwiając wszystkich, zniosłam to bez żadnych powikłań, jednakże chemia nie zadziałała, tak jak tego chciano. Zmiany zmniejszyły się, ale widoczne węzły chłonne po jej zakończeniu zaczęły się znowu powiększać. Ta choroba zabrała mi moje dotychczasowe życie. Zamknęła mnie w szpitalu i postawiła oko w oko z czymś, czego tak bardzo się boję - ze śmiercią. A ja nie chcę umierać. Jestem młoda, mam plany, marzenia i całe życie przed sobą. Niedawno zaczęłam studia prawnicze, miałam pracę, wchodziłam w dorosłość z nadzieją i poczuciem, że wszystko jest możliwe. Zawsze interesowałam się fotografią i tańcem. Mam kochającą rodzinę i przyjaciół, którzy są dla mnie ogromnym wsparciem. Niektórzy lekarze nie wierzą w powodzenie dalszego leczenia, ale ja jestem silna, mój organizm wytrzymał jedną bardzo silną chemię i jestem gotowa na kolejną, aby mieć szansę na dalsze życie. Możliwa jest potrzeba znalezienia innego ośrodka w Polsce lub za granicą w trybie pilnym. Dziś moją codziennością jest leczenie i walka o każdy kolejny dzień. Chcę żyć. Chcę wrócić do tego wszystkiego, co dopiero zaczęłam budować. Dlatego proszę o pomoc. Potrzebuję środków na sprowadzenie leku z zagranicy, dojazdy do placówek medycznych oraz środki medyczne. Każde wsparcie daje mi szansę na dalsze leczenie i odzyskanie przyszłości. Dziękuję z całego serca.

91 883 zł z 250 000 zł
36%
Paweł Cetlawa, Lipowa

Na leczenie

Witam, jestem chory na raka jelita cienkiego, dwunastnicy z dużą ilością przerzutów. Środki potrzebne są mi na materiały medyczne i leki. Bardzo z góry dziękuję wszystkim darczyńcom.

650 zł z 5 000 zł
13%
Renata Staniszewska, Płońsk

Leczenie i dojazdy na chemioterapię

Moi mili darczyńcy, do tej pory byłam samodzielną osobą. Po raz pierwszy proszę o pomoc finansową, a spowodowane jest to chorobą nowotworową - rak złośliwy jajnika. Jestem osobą, która chętnie pomaga innym, angażuje się w akcje charytatywne. Pomagam również zwierzętom - mam dwa adoptowane koty: Lusia i Gacuś. Obecnie moja sytuacja finansowa jest bardzo niestabilna, mam najniższą krajową pensję wypłacaną w 80%. Na leczenie wydałam już ponad 3500 zł. Zbiórkę zakładam, aby zebrać środki finansowe na leczenie, tj. recepty, dojazdy do szpitala na chemioterapię (280 km) oraz zakup peruki. Wszystkie życzliwe osoby proszę o wsparcie. Odwdzięczę się modlitwą. Wszystkim życzę dużo zdrowia. Renata Staniszewska

7 770 zł z 6 000 zł
129%
Maria Grochowska, Topola Osiedle

Powrót do normalności

Witam, mam na imię Maria, mam 63 lata i jestem mamą 3 wspaniałych dzieci i babcią 4 cudownych, słodkich wnucząt. W sierpniu ubiegłego roku świat mi się zawalił, gdy dowiedziałam się podczas kontroli mammograficznej, że mam raka piersi. Pierwsze myśli: "Co będzie dalej? Przecież nikt w rodzinie nie chorował, co będzie z moimi dziećmi i wnukami?". Następnie pomyślałam, że nie, nie mogę się poddać, mam dla kogo żyć i jeszcze wiele do zrobienia. Moje życie przed diagnozą było bardzo intensywne. Uwielbiam wycieczki rowerowe, wyjazdy w góry, kontakt z naturą i wspólne zabawy z wnukami. Jestem obecnie w trakcie cotygodniowej intensywnej chemioterapii, która niestety bardzo źle wpływa na stawy i kręgosłup. Na chemioterapię dojeżdżam co tydzień ponad 35 km w jedną stronę, co wiąże się z dużymi kosztami. Proszę o pomoc ze względu na to, iż mam bardzo niską emeryturę - 2150.00 zł miesięcznie, co niestety nie wystarcza mi na dojazdy na chemioterapię, rehabilitację, leki i badania diagnostyczne. Bardzo chcę wrócić do sił, aby nadal cieszyć się życiem. Mam czworo wnucząt i one dają mi siłę do walki z tym nieproszonym gościem. Proszę, pomóż mi, bym mogła dalej żyć normalnie.

0 zł z 5 000 zł
0%
Krystyna Kalita, Wrocław

Pomoc w leczeniu onkologicznym

Mam na imię Krysia, mam 56 lat i w październiku 2023 roku usłyszałam diagnozę, która zatrzymała mój świat - niedrobnokomórkowy rak złośliwy płuca prawego. Zanim jednak do niej doszło, były miesiące niepewności i nietrafionych diagnoz, które opóźniły właściwe leczenie. Kiedy w końcu poznaliśmy prawdę, choroba była już bardzo zaawansowana. Od tego czasu przeszłam długą i trudną drogę od bolesnych biopsji, po ciągłe badania diagnostyczne typu PET, TK. Za mną wiele cykli leczenia radiochemioterapią, a tylko w tym roku 4 wlewy chemii. Obecnie jestem w trakcie terapii celowanej, która daje szansę na spowolnienie choroby. Niestety lekarze nie pozostawiają złudzeń - tego raka nie da się już wyleczyć. Możemy jednak walczyć o czas, a ja mam w sobie wolę i chęć do walki, mimo że czasem brakuje sił. Każdy dzień to dla mnie ogromny wysiłek. Choroba i leczenie bardzo osłabiły mój organizm. Staram się ruszać co dzień, walczę, ale wejście po schodach już nie jest takie łatwe. Straciłam włosy - coś, co może wydawać się małe, ale dla kobiety jest częścią godności i poczucia siebie. Włosy to był mój największy atut. Bardzo chciałabym móc pozwolić sobie na perukę, która da mi choć odrobinę normalności. Teraz korzystam z peruk syntetycznych bądź zakrywam głowę chusteczkami. Zmagam się też z kosztami codziennego funkcjonowania podczas choroby. Muszę stosować specjalistyczne odżywianie - nutridrinki i suplementy, które pomagają mi utrzymać siły i walczyć dalej. Do tego dochodzą prywatne konsultacje u onkologów i innych specjalistów, dojazdy do szpitala co 3 tygodnie w cyklach chemii, leki przeciwbólowe i przeciwwymiotne. Dodatkowo psycholog, bez którego byłoby mi ciężko. To wszystko jest bardzo drogie, a ja nie jestem w stanie sama tego udźwignąć, a chciałabym móc czuć, że mogę w miarę normalnie żyć. Obecna renta to 1100 złotych miesięcznie, a sam wynajem mieszkania kosztuje mnie 1900. Nie mam męża. Jestem wdową. Całym moim światem są moje córki i ich partnerzy, którzy wspierają mnie finansowo, psychicznie i fizycznie, jak tylko mogą, oraz mój czteroletni wnusio. To dla nich chcę żyć jak najdłużej, ale nie chcę być ciężarem, tylko móc korzystać z życia z nimi jak najdłużej. To oni dają mi siłę, żeby każdego dnia wstawać i się nie poddawać. Uwielbiam spędzać czas z moją wspaniałą rodziną. Kocham zwierzęta, w tym psy moich córek. Kocham spacery i świeże powietrze. Doceniam małe rzeczy i cieszę się z nich każdego dnia. Dlatego proszę o pomoc. Każda, nawet najmniejsza wpłata to dla mnie realne wsparcie - to kolejny dzień walki, kolejna szansa na wspólne chwile z najbliższymi. Dziękuję z całego serca za każdą pomoc, udostępnienie i dobre słowo. Wszystkim wysyłam dobrą energię i dużo zdrowia, bo to naprawdę najważniejsze. ❤️

20 zł z 10 000 zł
0%
Katarzyna Maćkowiak, Rumia

Onkozbiórka na leczenie i rehabilitację

Drodzy Państwo! Mam na imię Kasia. Mam 52 lata i jestem chora na raka piersi z licznymi przerzutami do kości i wątroby. Jestem już w czwartym stadium choroby. Jest to leczenie paliatywne, czyli mam jak najlepiej żyć i nie pozwolić rozwijać się chorobie. Walczę z chorobą od ponad pięciu lat. Po usłyszeniu diagnozy nie byłam załamana, nie przyjęłam po prostu diagnozy do wiadomości. Ja, przecież nie mogę być chora, nie, ja mam dziecko w wieku 10 lat do wychowania - syna o imieniu Szymon, kochającego męża Leszka, którego miałabym zostawić i pracę ze wspaniałymi ludźmi i wydawałoby się dobre życie. I naraz ciach wszystko się zmienia. To zdarzyło się na początku roku 2021 - styczeń, panowała wtedy pandemia, a ja wylądowałam na oddziale hematologii. W czasie przyjęcia na oddział już nie mogłam stać na własnych nogach, zostałam posadzona na wózku inwalidzkim. Naraz straciłam władzę w nogach, doznałam paraliżu dolnej części ciała. Czułam, jakby to się nie przydarzyło i jakby to mnie nie dotyczyło. Okazało się, że mam podejrzenie raka piersi z przerzutem na kręgosłup (odcinek piersiowy i lędźwiowy). Doznałam wtedy złamania, a właściwie zmiażdżenia kręgu drugiego piersiowego. Zaangażowałam wszystkie swoje siły i środki w walce z chorobą. Niestety paraliż nie pozwolił na szybkie i samodzielne zdiagnozowanie się. Musiałam zostać położona na oddziale wewnętrznym, co nie było proste w dobie pandemii. Badanie histopatologiczne uzyskałam dopiero w marcu, zaś dostanie się na leczenie i rokowanie to początek kwietnia. Jak to w życiu bywa, przy leczeniu też pojawił się problem. Otóż terapia chemią nie może zostać zastosowana, gdyż jestem za słaba i muszę przebywać poza łóżkiem 70% dnia, czyli muszę chodzić. Ja zaś zaległam w łóżku na ponad dwa miesiące ze złamanym kręgosłupem. Mordercza rehabilitacja, nauka ponownego chodzenia pozwoliła mi na pierwszą chemię docelową dopiero 20 maja. Środki na prywatną rehabilitacje były ogromne, ale daliśmy radę. Obecnie po ponad pięcioletniej walce z chorobą ten rok okazał się dla mnie wyjątkowo niełaskawy. Nie otrzymałam pomocy z MOPS - asystenta osoby niepełnosprawnej, nie otrzymałam też świadczenia wspierającego z ZUS ani też pomocy z PFRON, oczywiście z powodu braku środków. Jestem osobą niepełnosprawną, liczne przerzuty do kości i czwarta chemia spowodowała, że mam siły ani możliwości wykonywać żadnej pracy fizycznej i potrzebuję asysty przy wyjściach z domu i pomocy w funkcjonowaniu w domu. Zostałam bez pomocy socjalnej i finansowej. Nie mam pomocy zatem ani w czynnościach domowych, ani w transporcie na leczenie. Dodatkowe zobowiązania niestety nie wystarczą na pokrycie ich z własnych środków. Jestem zmuszona zatem prosić o wsparcie finansowe. Bardzo dziękuje za każdy grosz i dziękuję za wszelkie wsparcie. Jeszcze jest kilka dni na rozliczenia, dlatego proszę, żebyście wypełniając swój roczny PIT wskazali Fundację Alivia z dopiskiem mojego imienia i nazwiska oraz numeru ID zbiórki (w celu szczegółowym). Dzięki temu część Waszego podatku, który i tak trafia do Urzędu Skarbowego, zostanie przeznaczony na moje leczenie i jak najlepsze funkcjonowanie z moją niepełnosprawnością.Z wyrazami szacunku, Kasia :)

6 495 zł z 30 000 zł
21%
Wanda Kołaczkowska, Wlocławek

Walka o każdy oddech. Pomóż mi proszę wygrać z nowotworem

Cześć, mam na imię Wanda i już po raz drugi w swoim życiu zachorowałam na nowotwór złośliwy. Swoją pierwszą walkę o życie wygrałam. Nie było łatwo, ale pokonałam chorobę. Byłam niezmiernie szczęśliwa. Mogłam nadal cieszyć się życiem, czasem spędzonym w rodzinnym gronie, doczekałam się wspaniałych wnuków, miałam też pracę, w której się spełniałam, a w wolnych chwilach zatracałam się przy tworzeniu i pielęgnowaniu wymarzonego ogrodu. Myślałam, że rak to przeszłość. Niestety... Moja druga walka zaczęła się w 2016 roku, w najtrudniejszym momencie mojego życia - tuż po tragicznej śmierci mojego męża. Organizm nie wytrzymał bólu i stresu. Zaczęło się od wymiotów i problemów z jedzeniem. Diagnoza była bezlitosna - RAK PRZEŁYKU. Przez długi czas byłam podtrzymywana przy życiu dzięki żywieniu dojelitowemu i kroplówkom. Przeszłam skomplikowaną operację usunięcia przełyku. Od nowa uczyłam się tak podstawowych czynności, jak przełykanie i jedzenie. Wsparciem w tych trudnych chwilach była dla mnie córka i wnuki. To dzięki nim czułam, że walka o siebie ma sens. Gdy wydawało się, że najgorsze już za mną, rok 2023 przyniósł kolejny cios. Przerzuty do węzłów chłonnych i zmiany w płucach. Nowotwór odebrał mi głos i możliwość swobodnego oddychania. Konieczne było założenie rurki tracheotomijnej. Dziś sytuacja jest krytyczna. Ostatnie badania PET wykazały, że guzy w płucach rosną!!! Pojawiły się też zmiany w kręgosłupie i śródpiersiu. Każdy dzień to dla mnie walka o tlen. Zwykłe ubranie się jest dla mnie ogromnym wysiłkiem, po którym tracę oddech. Duszące mnie guzy odbierają mi resztki sił, dlatego potrzebuję stałej opieki. Pojawiła się szansa - immunoterapia w Bydgoszczy. Leczenie w postaci nowoczesnych wlewów, które mogą powstrzymać chorobę. Niestety, ponieważ przeszłam już dwie serie chemioterapii oraz radioterapię, system odmówił mi refundacji. Nikt wcześniej nie powiedział mi, że istnieje taka możliwość, a teraz jedyną barierą są pieniądze. Koszty leczenia prywatnego, dojazdów i specjalistycznej opieki przekraczają możliwości finansowe moje i mojej rodziny. Potrzebne jest 50 000 zł. To koszt prywatnej terapii (4 wlewy). Moje leczenie powinno zacząć się jak najszybciej, jednak by mogło być rozpoczęte, muszę najpierw wpłacić całą kwotę. Każda złotówka to dla mnie krok w stronę swobodnego oddechu i wspólnych chwil z najbliższymi. Zawsze kochałam naturę, pracę w ogrodzie i piesze wycieczki, ale przede wszystkim kocham moją rodzinę. Chcę żyć dla moich wnuków, chcę patrzeć, jak dorastają i po prostu móc z nimi być bez walki o każdy haust powietrza. Proszę pomóż mi wygrać tę walkę. Dziękuję za Twoje wsparcie - Wanda.

50 zł z 50 000 zł
0%
Agnieszka Beger, Gdańsk

Pomóż mi w walce z rakiem piersi – potrzebuję leczenia, którego NFZ nie finansuje

Mam 42 lata. Jeszcze niedawno moje życie było zwyczajne - praca, dom, plany, codzienność. Dziś mierzę się z diagnozą, która wszystko zmieniła: Rak piersi trójujemny – jeden z najbardziej agresywnych typów nowotworów. Choroba nie ograniczyła się tylko do piersi. Pojawiły się przerzuty do węzłów chłonnych. To oznacza bardziej zaawansowane stadium, ale nadal mam szansę na skuteczne leczenie i powrót do zdrowia. Według lekarzy kluczowym elementem terapii w moim przypadku jest immunoterapia. To nowoczesne leczenie, które daje realną szansę na zatrzymanie choroby i poprawę rokowań. Terapia ta u większości pacjentów jest refundowana przez NFZ, niestety w moim przypadku dodatkowe przerzuty na węzły chłonne obojczykowe wykluczają refundację (wg NFZ rokowania w takim przypadku są zbyt słabe, żeby warto było w pacjenta inwestować...). Dlatego proszę o pomoc. Każda wpłata przybliża mnie do możliwości rozpoczęcia terapii, która może uratować moje zdrowie i życie. Chcę walczyć, mam dla kogo żyć - cudownego męża, który jest miłością mojego życia oraz trzy wspaniałe pieski z adopcji, którym daliśmy szczęśliwy dom. Od wielu lat pomagam też skutecznie moim podopiecznym odzyskać zdrowie i energię - jako psychodietetyk i trenerka, dlatego tym bardziej mam ogromną motywację, aby w pełni wyzdrowieć i nadal móc pomagać innym. Dziękuję za każdą formę wsparcia - finansową, udostępnienie zbiórki, dobre słowo. Mocno wierzę w to, że z Waszą pomocą to naprawdę może się udać. Agnieszka

106 230 zł z 235 000 zł
45%
Elżbieta Wlaźlak, Pruszcz

Zbiórka dla Eli

Dzień dobry, mam na imię Ela. 6 marca usłyszałam diagnozę: rak trzustki z przerzutami na wątrobę. Potem już wszystko działo się szybko - od marca 2025 przyjmowałam radioterapię co 3 tygodnie. Niestety lek, który początkowo dawał dobre rezultaty, przestał działać. Teraz mogę dostać terapię, która jest nierefundowana, a to wiąże się z dodatkowymi kosztami, których i tak już jest dużo. Koszt nierefundowanego leku to 1462 zł na tydzień, a ma być on podawany co 7 dni bez znanej daty zakończenia - co sprawia, że kwota robi się niemała. Ponadto, na co dzień dokucza mi ból neuropatyczny - skutek uboczny chemioterapii - która utrudnia mi funkcjonowanie. Proszę o wsparcie.

1 462 zł z 20 000 zł
7%
Anna Borak, Olkusz

Miałam zacząć nowe życie… Dziś walczę z rakiem dla moich dzieci

Mam na wychowaniu 3 uczących się dzieci, wychowuję je sama. Najstarsza córka w tym roku przystępuje do egzaminu dojrzałości, a najmłodszy syn ma 9 lat. Nie mam rodziców ani najbliższej rodziny. Każdego dnia staram się być dla nich siłą i oparciem, mimo że sama mierzę się z bardzo trudną chorobą. Zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór szyjki macicy (rak płaskonabłonkowy rogowaciejący, G2, stadium IIB). Leczenie wymaga ode mnie regularnych dojazdów – mam ponad 50 km w jedną stronę do szpitala onkologicznego, co wiąże się z dodatkowymi kosztami i ogromnym wysiłkiem. Moja sytuacja finansowa jest bardzo trudna. Nie jestem w stanie pracować. Chemioterapia bardzo osłabia mój organizm, a dopiero jestem po 4 cyklu. Już zaczynają mi wypadać włosy, a czeka mnie jeszcze 8 takich cykli plus 25 radioterapii i brachyterapia. Chciałabym zapewnić dzieciom jak najlepsze warunki i jednocześnie zadbać o swoje zdrowie – odpowiednią dietę, dojazdy na leczenie oraz rzeczy, które pomagają mi w codzienności jak suplementy diety, leki, specjalne środki do higieny przy naświetlaniach. Każde wsparcie to dla mnie realna pomoc w walce o zdrowie i przyszłość moich dzieci. Z całego serca dziękuję za każdą okazaną życzliwość.

60 zł z 12 000 zł
0%
Magdalena Wojdyło-Scholtz, Leszno

Rehabilitacja i leczenie

Minęły już 2 lata od diagnozy... Nowotwór wykryto zupełnie przypadkowo na rutynowych, kontrolnych badaniach krwi. Wyniki zaniepokoiły specjalistów, a mama trafiła pod opiekę hematologa. Okazało się, że zachorowała na czerwienicę prawdziwą – rzadki nowotwór krwi! Czerwienica prawdziwa często rozwija się w ukryciu i przez długi czas nie daje wyraźnych objawów. Gdyby nie kontrolne badania, mogłybyśmy żyć w niewiedzy jeszcze wiele miesięcy. W 2024 roku mama rozpoczęła leczenie, które trwa do dzisiaj. W międzyczasie u mamy wykryto mutację w genie JAK2, która zazwyczaj występuje u osób z diagnozą tego nowotworu. Co kilka tygodni musimy jeździć na kontrole hematologiczne do Wrocławia. Choroba sprawiła, że mama nie jest w stanie funkcjonować tak jak dawniej... Są dni, gdy jest tak osłabiona, że nie ma siły wstać z łóżka. Nasza sytuacja finansowa nie jest łatwa, a koszty leczenia i dojazdów do kliniki są wysokie. Niedawno skończyłam 20 lat – nie sądziłam, że tak szybko będę musiała zająć się mamą. Każdego dnia przypominam sobie jednak, jak ona z miłością i bezgraniczną cierpliwością dbała o mnie i wiem, że zrobię wszystko, żeby jej pomóc! Boję się jednak, że bez Waszego wsparcia może się nie udać. Czerwienica prawdziwa jest nieuleczalna, jednak dzięki odpowiedniemu wsparciu lekarzy staramy się nie dopuścić do groźnych powikłań. Potrzebujemy jednak Waszej pomocy, żeby móc dalej walczyć z nowotworem. Proszę z całego serca, pomóżcie mi uratować zdrowie mamy! Weronika, córka Magdaleny

0 zł z 24 469 zł
0%